konfirm31 Posted October 13, 2016 Posted October 13, 2016 I co u Was? Wszystkie moje piesy nosiły non stop obrożę i nie wydawały się z tego powodu nieszczęśliwe. Psotka, też przywyknie:) Quote
irenas Posted October 14, 2016 Author Posted October 14, 2016 To raczej moja mania. Ja sama zawsze, od kiedy pamiętam, po powrocie do domu zdejmowałam z siebie wszystkie "pęta": paski, zegarki, dopasowaną odzież. Najlepiej się czuję w takich luźnych szatach, żeby nic mi nie krępowało ruchów. Ja mam po prostu bzika na punkcie swobody, nie wyobrażam sobie, że można żyć w zamknięciu. Mogę z domu nie wychodzić przez cały dzień, czy nawet kilka dni (choć to z trudem), ale muszę wiedzieć, że mogę. Stąd moja obsesja ze zdejmowaniem obroży psom. Żeby i one czuły się swobodnie. A co u nas? To, co przedtem. Psotka już zrozumiała, że więcej prób wydania jej obcym nie będzie. Rano wita się ze mną "szyjką" (takie pocieranie swoją szyją o moją), śpi z nami (czyli ze mną Kajtusiem i Juką, a w porywach dochodzi jeszcze Szerlok (jeśli nie jest mu gorąco) i Dziunia (to z wielkiej łaski!), biega jak szalona po łąkach, pochłania wszystko, co jej postawię przed nosem i ogólnie wygląda na szczęśliwego psa. Cały czas w obróżce, na razie. Poranny i popołudniowy spacer nieco nam się skrócił (a właściwie znacznie), bo Kajtuś odzyskał szwung i melduje się za każdym razem, kiedy wychodzimy, co często skutkuje buntem niewybieganej młodzieży, bo jednak ponad stuletni (na ludzkie) staruszek, mimo odzyskanej pary, męczy się szybko, No a teraz jeszcze marznie, bo - jak można zobaczyć na "Szerlok pocieszyciel" - jest prawie łysy, a tu przymrozki! Nie śmiem spróbować mu wkładać ubranko, wiedząc, jak reaguje na wszelkie manipulacje wokół swojej osoby. Staram się koło południa robić jakieś większe "kółko", najczęściej nad rzeką, żeby ferajna mogła się wylatać na łąkach. Wracają utytłani jak nieboskie stworzenia, ale zadowoleni i potem śpią, dzięki czemu i ja mam chwilę spokoju. 1 Quote
irenas Posted October 15, 2016 Author Posted October 15, 2016 Zwłaszcza buczy! Przy bramie pojawiła się nowa jama. Odkryłam że one po prostu wykopują kamienie, a w moim podjeździe ukryto całe masy dużych otoczaków. Jeszcze większe leżą pod dębem przy furtce i już zostały okopane. Zdaje się, że muszę zacząć grać w totka, żeby zrobić solidny podjazd inaczej niedługo nie wydostanę się z obejścia. 1 Quote
konfirm31 Posted October 15, 2016 Posted October 15, 2016 Jak to dobrze, że nie trafiła mi się nigdy koparka! Bliss wcale nie kopie, Lerka trochę, ale co ona tam może. No, Max - i lubi i dużo może, ale nie jest cały czas na działce, no i jak go skarcę, to na kilka dni pomaga ;). Quote
irenas Posted October 16, 2016 Author Posted October 16, 2016 Zaczynam też myśleć, że to coś w rodzaju choroby sierocej, albo... szantażu emocjonalnego. Zawsze kiedy "ponadprogramowo" wychodzę z domu, po powrocie znajduję albo nową jamę, albo starą pogłębioną. Wczoraj poszłam po południu na herbatę do sąsiada z naprzeciwka. Psy znają go dobrze i lubią, same czasami ganiają po jego działce, kiedy idę sprawdzić, czy żyje, kiedy za długo go nie widać (tak, tak. Jego młodszy brat umarł w tej chałupie, a Maciek ma trochę więcej niż 20 lat i jest schorowany), poza tym przecież widzą, gdzie idę. Na zdrowy rozum nie powinno im robić różnicy, czy jadę do sklepu, czy idę w gości do sąsiada. A jednak - w tym drugim przypadku znajduję nowe dziury. Po powrocie ze sklepu najwyżej bardziej poszarpanego pluszaka. Quote
konfirm31 Posted October 16, 2016 Posted October 16, 2016 Na szczęście w czasie naszej nieobecności nasze psice idą spać. Nie mają innego wyjścia, bo są zamknięte w domu. Dzisiaj jedziemy do Myszyńca na wizytę PA dla Sheldonka, więc kilka godzin nas nie będzie. Mam nadzieję, że Bliss i Lerka zachowają się jak zwykle, czyli - wzorowo(tfu, tfu, tfu). Pozdrowienia dla Pana Macieja :) Quote
irenas Posted October 16, 2016 Author Posted October 16, 2016 Pan Maciej, jako ten żuraw, powoli zbiera się do domu na zimę. Wróci jeszcze w środę pozakręcać krany itp., a potem zaszyje się w domowych pieleszach do wiosny. Jednak palenie w piecu to męczące zajęcie, a jego okna pochodzą chyba jeszcze z XIX wieku albo z początku XX, wiatr więc przez nie hula swobodnie. Ten mój gaz drogi, bo drogi, ale wygodny. Jak jeszcze zrobią do końca kanalizację (tzn. podłączą do domu) będzie luz blues! Quote
malagos Posted October 17, 2016 Posted October 17, 2016 Hejko, Dziewczyny :>) Jak tam Psoteczkowa ranka posterylizacyjna? Jak Wasze zdrowie? Quote
irenas Posted October 19, 2016 Author Posted October 19, 2016 Malagosku, odpisałam Ci dwa razy, ale dogo się przepoczwarzało chyba i oba mi wcięło. Mamy się świetnie, dziękuję. Posterylkowe ranki zagojone, niedługo nawet ślad po nich zniknie. W suczej pamięci już znikł. Dziewczyny rozrabiają w najlepsze, śpią objęte, ganiają po łąkach - pełnia szczęścia. I kopią doły (to pełnia mojego NIEszczęścia).Nastał czas codzienności i nudy, właściwie nie ma nic do opowiadania. Może oprócz moich zmagań z safe-animal, czyli bazą czipów, która działa mniej więcej tak jak dogo, tzn. raz działa, raz nie. No ale poprosiłam ich o wyjaśnienie, jak się nimi posługiwać, na pewno mi wyjaśnią, bo są bardzo komunikatywni. Wpisałam do ich bazy wszystkie trzy zwierzaki i to się okazał problem, bo ich strona wyraźnie nie przewiduje takiej sytuacji.(Kajtuś i Dziunia nie mają czipów, ale chyba też będę musiała Dziunię zaczipować, bo bidulka głuchnie i raz już mi się gdzieś zapodziała w lasku. Na szczęście słyszy jeszcze ultradźwięki). A co u Was? Jak z sikaniem Rudzika? Kilka dni temu obejrzałam film o kotce, która sikała poza kuwetą, bo została przeprowadzona z całą rodziną do nowego domu. W ten sposób dawała wyraz swojemu zestresowaniu. Może Rudzik tak się zachowuje w wyniku nieudanej adopcji? Bo czuje się niepewnie i musi znakować miejsce? Znasz jakiego behawiorystę, który mógłby Ci doradzić, co z tym fantem zrobić? Quote
konfirm31 Posted October 19, 2016 Posted October 19, 2016 Myślę, że pies, to nie kot ;). Są psy znakujące w domu i nie. Taki nieznakujący, jest i był od początku Max. Śp. Kaktus Radysak znaczył. Po kastracji mu przeszło. Miejmy nadzieję, że Rudzikowi też przejdzie. 1 Quote
Kejciu Posted October 20, 2016 Posted October 20, 2016 Gustaw którego adoptowali Państwo którzy wcześniej adoptowali naszą Lusię - również znaczył teren - przez dwa tygodnie wszystko było obsikiwane. ale on trafił prosto z boksu do domu, nie chodziło o załapanie że nie robimy tego w domu - ale to było ewidentne znaczenie terenu. Może zostało mi to po schronisku gdzie był w boksie z innymi 10 psami - jeden przez drugiego przecież w takiej sytuacji znaczy miejsce. Gdy został wykastrowany - problem po tygodniu minął. Kupiłyśmy mu też stress out aby łatwiej przystosował się do nowych warunków, nie wiem na ile to pomogło ale 30 zł to nie jest tak dużo więc może warto zaryzykować że troszkę go to wyciszy i wygłuszy jego zapędy. On z tego co pamiętam jest teraz jedynym samcem chyba Małgosiu ?więc kastruj jak możesz najszybciej i prawdopodobnie problem minie:) Quote
irenas Posted October 20, 2016 Author Posted October 20, 2016 Misio - przecudny i przeukochany, strasznie zaniedbany donek spod Kilec, którego musiałam niestety uśpić (a po którym pocieszał mnie Szerlok) zaznaczył teren raz jeden jedyny. Zaraz po przyjeździe po raz pierwszy wszedł do domu, podszedł do okna i obsikał zasłonę. Mało nie umarłam z wrażenia, myśląc, że on podwórzowy i nie wie co to czystość w mieszkaniu, ale okazało się, że to było tylko zaznaczenie swojej obecności. Więcej się to nigdy nie powtórzyło. To znaczenie ma jednak zdecydowany związek ze stanem psychicznym zwierzaka, bez względu na to czy to pies czy kot. (A czy z kotką nie jest trochę inaczej? Czy one też znaczą teren? Moje tego nigdy nie robiły). Quote
malagos Posted October 21, 2016 Posted October 21, 2016 Juz wyznaczony termin kastracji Rudziola, na środę. Kiedyś dr Sumińska mówiła w radiu, ze im mniejszy pies, tym bardziej znaczy teren. Mam nadzieję, ze Rudzikowi te zapędy zanikną, bo póki nie ma mrozu, on do domu się nie garnie. Podczas naszej nieobecności siedzi "u siebie" pod furtką lub na ławce pod dachem przed domem, na kocu. Popołudnie już chętnie spędza w mieszkaniu, a na wieczór to nawet nie chce wyjść na siku, cwaniaczek. Musze go czasem wynieśc na rękach, jak wychodzimy na ostatni spacer z domowymi suczkami. Ale pierwszy się melduje pod drzwiami, żeby tylko o nim nie zapomnieć :) Rano nie chce tak zaraz wychodzić, w końcu to jeszcze ciem,na noc, ta moja 6 .00. Najpierw śniadanko, potem wyjscie na dwór. Quote
konfirm31 Posted October 21, 2016 Posted October 21, 2016 Pewnie dr Sumińska jak zwykle ma rację, bo Max nie miał takich zapędów ani u nas, ani u Asi. Nadal jest pełnojajeczny i nie ma z tym żadnych problemów. Oczywiście, na spacerze, łapka w górze ;). Quote
Kejciu Posted October 21, 2016 Posted October 21, 2016 1 godzinę temu, malagos napisał: Juz wyznaczony termin kastracji Rudziola, na środę. Kiedyś dr Sumińska mówiła w radiu, ze im mniejszy pies, tym bardziej znaczy teren. Mam nadzieję, ze Rudzikowi te zapędy zanikną, bo póki nie ma mrozu, on do domu się nie garnie. Podczas naszej nieobecności siedzi "u siebie" pod furtką lub na ławce pod dachem przed domem, na kocu. Popołudnie już chętnie spędza w mieszkaniu, a na wieczór to nawet nie chce wyjść na siku, cwaniaczek. Musze go czasem wynieśc na rękach, jak wychodzimy na ostatni spacer z domowymi suczkami. Ale pierwszy się melduje pod drzwiami, żeby tylko o nim nie zapomnieć :) Rano nie chce tak zaraz wychodzić, w końcu to jeszcze ciem,na noc, ta moja 6 .00. Najpierw śniadanko, potem wyjscie na dwór. a ja myślę że właśnie dlatego jak wpadnie do domku to znaczy a potem przebywa gdzieś indziej więc chce aby był ślad :D kto tu rządzi :D Quote
Grażyna49 Posted October 21, 2016 Posted October 21, 2016 Lata temu ,jak jeszcze "do szkół" chodziłam dostałam od profesorki szczeniaczka. Obie z siostrą byłyśmy w nim zakochane.Kilka razy dziennie chodziłyśmy z nim na spacerki. Biegał jak szalony.Wracałyśmy do domku czasami po kilku godzinach. A ta niecnota wchodziła do przedpokoju,podskakiwał,opierał się łapkami o lustro wiszące i lał.........lał.....lał. Quote
irenas Posted October 22, 2016 Author Posted October 22, 2016 A jak wasze psy reagują na ulewny deszcz i perspektywę spaceru w nim? Bo moich nic nie jest w stanie zrazić. Quote
konfirm31 Posted October 22, 2016 Posted October 22, 2016 Bliss jeszcze w miarę, ale Lerka ogromnie nie lubi deszczu. W sumie, wychodzą, bo muszą. Quote
irenas Posted October 24, 2016 Author Posted October 24, 2016 Kochani! Ponieważ Psotka już nie jest psem to adopcji, a stała się pełnoprawnym członkiem dyszobabskiej sfory, postanowiłam zaprzestać pisania dwóch wątków. Od dzisiaj wszystkie informacje o jej losach będzie można znaleźć na wątku Szerlok pocieszyciel. Zapraszam! Quote
Kejciu Posted October 25, 2016 Posted October 25, 2016 14 godzin temu, irenas napisał: Kochani! Ponieważ Psotka już nie jest psem to adopcji, a stała się pełnoprawnym członkiem dyszobabskiej sfory, postanowiłam zaprzestać pisania dwóch wątków. Od dzisiaj wszystkie informacje o jej losach będzie można znaleźć na wątku Szerlok pocieszyciel. Zapraszam! Poproszę o link :) Quote
malagos Posted October 25, 2016 Posted October 25, 2016 Oj, to nam się zapsiłaś Irenasie :) Gratuluję dużego składu rodziny i apeluję o 500+ :) Pozostaje przenieść się na Szerolka. Dobrego dnia wszystkim, mimo deszczu ( i nawału pracy w pracy, dziś mam spotkanie w Klubie Seniora i pokaz kulinarny...) Quote
irenas Posted October 25, 2016 Author Posted October 25, 2016 Proszę bardzo: http://www.dogomania.com/forum/topic/138222-szerlok-pocieszyciel/?hl=szerlok+pocieszyciel Quote
agat21 Posted October 25, 2016 Posted October 25, 2016 Ma szczęście Psotula, a Ty Irenasie masz wielkie psie serducho :) Szczerze podziwiam. Rudzik od Malagoska to taki indywidualista - sabaryta, to co się będzie za pózno lub za wcześnie po nocach włóczył :D Cieszę się, że dogo wreszcie normalnie działa - hurra! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.