Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Pewnie, ze sterylką nie zwlekaj.

Cholerka, jakieś przeziębienie mnie bierze, a muszę się wykurować, bo szkolenie za szkoleniem, nie mogę przełożyć :(

Posted
10 minut temu, malagos napisał:

Pewnie, ze sterylką nie zwlekaj.

Cholerka, jakieś przeziębienie mnie bierze, a muszę się wykurować, bo szkolenie za szkoleniem, nie mogę przełożyć :(

Ja dzisiaj też już jestem pociągająca :( a w sobotę weselicho.....

Posted

Ja też. Ale to dlatego, że przestałam łykać witaminę D! Przez jakiś czas zażywałam ją w piątek, świątek i niedzielę, nie bacząc na to czy słońce się pokazało, czy nie i W OGÓLE się nie przeziębiałam. Muszę do tego wrócić i Wam też polecam.

  • Upvote 1
Posted

Jak tam przeziębienia? Mam nadzieję, że ta dość jednak nagła jesień Was nie rozłoży na obie łopatki. Czego i sobie życzę.

 

Czy ktoś wie, co zrobić, żeby mi się nie pojawiał tekst poprzedniego posta, kiedy zaczynam pisać następny? Strasznie to irytujące.

Posted

Kochani! Jutro jadę do Legionowa zaprezentować Psotkę ewentualnej nowej pańci! Moja imienniczka, na emeryturze, ale pracująca , mieszka tylko z mężem, ma 9-letnią wnuczkę, która marzy o psie, a mieć go nie może, bo tatuś uczulony na sierść! Trzymajcie kciuki za powodzenie wyprawy. Jestem już strasznie zmęczona tymi dwoma rozrabiarami - w nocy skasowały mi telewizor. Kupiony pół roku temu. Za 1600 zł. Zrzuciły go ze stolika i zrobiły dziurę w matrycy. Nie nadaje się do naprawienia, bo koszt wyniósłby 3/4 ceny, czyli bez sensu. A wszystko to w pogoni za Koloratką, której wyraźnie było zimno na dworze i postanowiła schronić się w domu. Nieskutecznie, a kosztownie. Tak że bardzo proszę o mocne trzymanie kciuków. Pani Irena zakochała się w zdjęciu Psotki, niech to uczucie przejdzie na oryginał!!!

Posted

O, dobra wiadomość z tą wizytą. Irenasie! Oby się psinka spodobała!

A telewizora szkoda, cholerka......

Co do przeziębienia, ledwo żyję, taki mam katar, ból gardła i głowy. Nawet poszłam do lekarza w piątek, przepisał mi tabletki do ssania od kaszlu (nie mam kaszlu) i na noc tabletkę, też do ssania, od uczulenia. Jak powiedziałam, ze płuczę gardło wodą z solą, skrytykował, jak też krople do nosa, że nie używa się teraz.

 

Posted

Szkoda, szkoda. W związku z tym chyba schowam dumę do kieszeni i postaram się o zwrot za sterylkę. To 300 zł (ze zniżką!), czyli nie w kij dmuchał. Chociaż absolutnie przeraża mnie ta biurokracja.Chyba, że poczekam aż moja angielska siostra zrobi czystkę w szafach i przyśle mi masy fantastycznych ciuchów dla chudzinek i zrobię bazarek. Ciuchy będą głównie czarne, szare i białe, rozmiar 36 ( w porywach 34!), mam jednak nadzieję, że znajdą się kobitki o tak eterycznych kształtach i upodobaniu do niemal monochromatycznych ubiorów. Za to niezłych gatunkowo. 

Malagos, Twoja opowieść o wizycie do lekarza mnie rozbawiła. Znam inną równie zabawną: lekarz do matki jednej z moich znajomych: Pani K..ska, co pani ostatnio pomagało? I wypisał na to receptę. To się nazywa konsultacja medyczna! 

Posted

Pomału dochodzę do formy.  Irenasie,  udanej wizyty pa i najlepszego domu dla Psotki :). Z telewizorem,  fakttycznie klops. I kolejny duży wydatek, :(.Ale........trzeba było dać Psotce inne imię,  bo nomen omen. Zawsze to sobie powtarzam,  słuchając wokalizy Lerki.

Napisz po powrocie co i jak. 

Posted

Psotka jakby wyczuwała, co się święci. Łazi za mną i zagląda w oczy. Trochę mi przykro skazywać swobodnego, wiejskiego psa na miejskie ograniczenia. No ale jest młodziutka, to na pewno się przyzwyczai. Byle byli dla niej dobrzy (jeśli, oczywiście się na nią zdecydują). Dzięki za duchowe wsparcie.

Co do imienia - Juka ma bardzo "statyczne", a rozrabiara z niej taka sama jak z Psotki. Przecież rozwaliły mi ten telewizor we dwie!

Posted

Oj,ja już też wierzę ,że imię w znacznym stopniu pokazuje charakter.

Niufeczka o której Wam opowiadałam,że musiałam ją oddać/ choć była moim najukochańszym i wymarzonym psem/

nazywała się Tora co z japońskiego znaczy atakujący tygrys.

No i na nieszczęście okazała się faktycznie atakująca i dominująca.

Jeśli jeszcze kiedyś będę miała psa długo się nad imieniem zastanowię.

Konfirmie miły nic nie rozumiem......i nie wiem gdzie szukać na fb

Posted

NIE, NIE i jeszcze raz NIE! Więcej mnie na to nie nabierzecie! Od dziś jestem DS-em Psotki, proszę więcej nie dzwonić w sprawie adopcji, bo to już nieaktualne. Trudno, nie będę DT dla innych piesków. Przynajmniej dopóki Kajtek i Dziunia żyją. A podejrzewam, że i potem nie. Nie nadaję się. 

Mało nie przyprawiłam biednego zwierzaka o zawał - Konfirmie ona JEST psem wiejskim, to bez znaczenia, że od półtora miesiąca chodzi na spacery. Miasto wprawiło ją w takie przerażenie, że obawiałam się o jej zdrowie psychiczne. Wysmyknęła się z obroży, bałam się, że wpakuje się pod samochód, nie dawała się złapać, nie chciała wchodzić w żadne drzwi, porzygała się w aucie, musiałam ją wszędzie nosić (12 kg psa), a po tym wszystkim okazało się: a) że jest za duża; b) w planach jest trzymanie psa w domu z jednym spacerem rano i jednym wieczorem. Co z tego, że po pobliskim lasku (trzy sosenki na krzyż). Chociaż pani Irena jest bardzo miła, z ulgą opuściłam jej mieszkanie. Tak naprawdę to zastanawiam się, po co im pies, skoro jedno pracuje, a drugie siedzi cały czas na działce. Biedna Psotka - wolna i swobodna jak wiatr - miałaby tkwić przez całe dnie na 50 m2 samiuteńka. Po moim trupie!

Posted

Irenko,  to po prostu,  nie był dom dla Psotki, ani ludzie propsowi. Oczywiście,  nikt z nas,  nikomu nie "każe" ;) być  dt.  Pomagamy zwierzakom tak,  jak chcemy i możemy,  licząc się  że skrzeczącą rzeczywistością.  

Jak wzięliśmy Bliss ze Schroniska,  bała się zwykłych  schodów,  drzwi, samochodów,  całego groźnego  "miasta"  Maków Mazowiecki.  Teraz spaceruje bez problemu nie tylko po MM,  ale i po Warszawie i jest w pełni miejskim psem, chociaż w poprzednim życiu,  była chyba wiejskim psem kojcowym. Oczywiście,  nie była naszym tymczasem, tylko psem i tyle. To była miłość od pierwszego wejrzenia :). 

  • Upvote 1
Posted

Oj Konfirmie! Nie irytuj się. Znasz mnie już na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że muszę z siebie "wyrzucić" emocje, a najlepiej mi się to robi na piśmie! Oczywiście, że to nie był dom dla Psotki. Pani Irena chciałaby malutkiego pieska, nawet jej obiecałam, że się rozejrzę wśród "psich" znajomych, jednak, biorąc pod uwagę ich nastawienie do zwierząt, nie zrobię tego. Niech sama szuka, może w międzyczasie dojdzie jednak do wniosku, że póki pracuje i większą część dnia spędza poza domem, to nie bardzo nadaje się na opiekunkę. No chyba, że znajdzie na swojej drodze jakieś psie nieszczęście, to wtedy lepiej, żeby siedziało w domu nawet samo, niż miało ryzykować utratę życia na ulicy. Tak było z moim pierwszym psem, Rudym, ukochaną znajdą. Siedział po 10 godzin w domu sam, ale wychodził na godzinne spacery trzy razy dziennie. A ja i tak zmagałam się z okropnym poczuciem winy, że męczę zwierzę.

Psotka wczoraj się mnie bała, do wieczora nie pozwoliła się do siebie zbliżyć, ale dziś już mi wybaczyła. Jutro będzie kolejny problem, bo jedziemy na sterylkę!

Posted

Jak to tylko wyrzucane emocje,  to wybaczam ;).

Co do siedzenia psa w domu,  kiedy jego ludzie pracują/uczą się,  to jeżeli ma zapewnione spacery i odpowiednie zajęcia w czasie kiedy jest z opiekunem,  to bym żadnych wyrzutów i wątpliwości nie miała.  Ale ten ewentualny dom dla Psotki,  raczej nie rokował dobrze.  Pies sam w domu,  a Pani? Pan?  na działce bez psa?  I tylko dwa spacery na dobę?  To dom dla pluszaka,  nie dla psa.  No,  może dla kota  ;).

Ja zawsze sobie powtarzam,  że człowiek po to udomowił psa,  żeby pracowali i żyli razem.  Jakie my mamy życie,  tak razem z nami,  żyje nasz pies,  jako pełnoprawny członek rodziny.  

Zaraz  z dwójką  naszych członków,  jedziemy na kilka dni do Stolicy,  ale kciuki za sterylkę Psotki,  mocno mam zaciśnięte :). 

Posted
15 minut temu, konfirm31 napisał:

 

Ja zawsze sobie powtarzam,  że człowiek po to udomowił psa,  żeby pracowali i żyli razem.  Jakie my mamy życie,  tak razem z nami,  żyje nasz pies,  jako pełnoprawny członek rodziny.  

 

Brawo,Krysiu.Ja też zawsze to powtarzam.

Co do obiekcji Irenki ,że pies się męczy kiedy państwo są poza domem,ja osobiście nie zgadzam się.

To wszystko zależy od rasy , charakteru. i sposobu zorganizowania "czasu wolnego" pupilowi.

Zanim przeszłam na rentę i wyprowadziłam się na działkę,też pracowałam i często 8-10 godzi nie było nikogo w domu.

Nie uważam jednak,że moje psy były nieszczęśliwe.Nawet przy spacerach 2x dziennie +1 króciutkim można rozładować psie emocje.

Poza tym chyba większości psów zależy na" ludziu" do kochania a dom traktują jak budę w której wszyscy żyją.

Więc nie powoduje stresu przebywanie w "budzie"

Posted

Przebywanie w budzie nie, ale nuda tak. I tęsknota za państwem opiekuństwem. Fakt, wszystko zależy od charakteru psa, są takie, co najlepiej czują się w ciepełku na kanapie, ale Psotka z pewnością do takich nie należy. Już abstrahując od jej dobrostanu bądź nie, czarno bym widziała stan mieszkania tych państwa po jednym nawet dniu w samotności, zważywszy na to, co te dwie wariatki (to prawda, że się wzajemnie nakręcają) zrobiły z moim domem. A ja jestem w nim praktycznie non stop! Najnowsze osiągnięcie (Juki): zgubiona obroża ze znaczkiem od szczepienia i zaczipowania. Mało mnie szlag nie trafił, jak to zobaczyłam. Nic to! Będziemy szukać, jak wrócę ze sterylki.

Trzymajcie nadal kciuki!

Posted

No już! Psotka okazała się jeszcze większą wariatką niż Juka - pani wetka nie mogła  jej niemal okiełznać po wybudzeniu. Ja przyszłam z powrotem jakiś czas potem, a Psotka jeszcze miotała się bezprzytomnie po podłodze. Została wysterylizowana,zaczipowana i odkołtuniona. Wszystko za jednym zamachem. Jeszcze ją trzeba odrobaczyć i szczepienie na wściekliznę i będzie cywilizowany pies! Na razie leży na podłodze i baranim wzrokiem gapi się przed siebie. Wzbudziła chwilową agresję u Juki (?) swoim zapachem (rozumiem, że "szpitalnym"), aż musiałam wrzasnąć wielkim głosem, bo brała się do kotłowania rannej. Brzuchem się nie interesuje. Mam nadzieję, że tak zostanie.

Posted

To chyba było chwilowe zawirowanie. Dziś już jest taka sama komitywa jak przedtem. One sobie ułożyły stosunki, Psotka nie zbliża się do talerza Juki (ale Juka do miski Psotki jak najbardziej! Ona nie ma zahamowań! Tylko Dziunia budzi w niej respekt.), jak napisałam w Szerloku - pocieszycielu, gorące uczucie, którym obie suczki go darzą jakoś ich nie dzieli. Widać, że żarcie ważniejsze niż facet!

Psotka nadal się brzuchem nie interesuje, tylko zrobiła się jakaś taka bardziej nieśmiała, jak o wchodzenie do domu chodzi. No i, biedna, bez przerwy musi nosić obróżkę, która została jej nałożona pod narkozą (sic!). Chcę, żeby się przyzwyczaiła, skoro ma nie być psem podwórzowym, ale domowym. Nie za bardzo jej się to chomąto na szyi podoba, no ale trudno. Chyba mi już jednak wybaczyła wszystkie straszne przejścia z ostatnich dni, bo przychodzi na przytulaski. To bardzo miła suczka.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...