Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted
16 godzin temu, dwbem napisał:

. . . A radzę spróbować gotować psom nie ryż a makaron-ryż. Jest taki do kupienia. Moje stado bardzo go lubi choć prawdziwy ryż też je z apetytem.

Makaron-ryż . Czy to chodzi o makaron w kształcie ryżu, czy może to coś nowego ?

Posted

Nie dopytujcie się o zdjęcia. Juka i Psotka bawią się w taki sposób, że wyglądają potem jak siedem nieszczęść do kwadratu i naprawdę nie nadają się do uwiecznienia na fotografii, która ma zachęcać do wzięcia psa! Potencjalny "biorca" raczej by się wystraszył, a nie zachęcił. Poza tym Psotka jednak musi nabrać trochę pewności siebie i ogłady. Już śpi na dywanie w sypialni, a nie w kuchni, już przychodzi po pieszczotki od czasu do czasu, ale jeszcze, kiedy się zbliżam, poddańczo rozkłada się, ukazując brzuszek, tuli uszy i mruży oczy. Chyba ma jakieś nieciekawe wspomnienia związane ze zbliżającym się do niej człowiekiem. Cierpliwością i łagodnością to się na pewno uda zmienić, ale na razie chyba  jednak nie powinna szybko zmieniać domu. To jej nie doda pewności siebie.

Melduję także, że Czorta wróciła. Objawiła się nagle na schodach na strych miaucząc przeraźliwie: "dawaj jeść!" 

Posted

Zgadza się, jednak dwie moje kotki nigdy nie wróciły (patrz - Szerlok pocieszyciel).

A dwie młódki - Juka i Psotka - mnie wykończą! Budzą się rano w postaci dwóch wulkanów energii, po prostu je roznosi. Na spacerze "zagryzają" się nawzajem, aż muszę interweniować, żeby naprawdę sobie krzywdy nie zrobiły, polują na wszystko, co się rusza w trawie (dziś widziałam nieżywego kreta i zastanawiam się, czy to nie robota moich suczek), a dziś rano zobaczyły łaciatego psa, który kursuje regularnie rano i wieczorem na posiłek (przybłąkał się do ludzi, którzy uważają, że skoro się przybłąkał, nie muszą go karmić, robią to inni we wsi) i po prostu poleciały za nim. Nie było ich z 20 minut, wróciły mokre i utytłane jak prosiaki. Po prostu groza. Jeszcze takich zwariowanych psów nigdy nie miałam. Muszę czym prędzej znaleźć dom Psotce, bo kochana z niej istotka, ale dwie panny nerwy mi zszargają dokumentnie. Juka sama, tylko z Szerlokiem jest jakaś rozważniejsza.

Posted
53 minut temu, irenas napisał:

Zgadza się, jednak dwie moje kotki nigdy nie wróciły (patrz - Szerlok pocieszyciel).

A dwie młódki - Juka i Psotka - mnie wykończą! Budzą się rano w postaci dwóch wulkanów energii, po prostu je roznosi. Na spacerze "zagryzają" się nawzajem, aż muszę interweniować, żeby naprawdę sobie krzywdy nie zrobiły, polują na wszystko, co się rusza w trawie (dziś widziałam nieżywego kreta i zastanawiam się, czy to nie robota moich suczek), a dziś rano zobaczyły łaciatego psa, który kursuje regularnie rano i wieczorem na posiłek (przybłąkał się do ludzi, którzy uważają, że skoro się przybłąkał, nie muszą go karmić, robią to inni we wsi) i po prostu poleciały za nim. Nie było ich z 20 minut, wróciły mokre i utytłane jak prosiaki. Po prostu groza. Jeszcze takich zwariowanych psów nigdy nie miałam. Muszę czym prędzej znaleźć dom Psotce, bo kochana z niej istotka, ale dwie panny nerwy mi zszargają dokumentnie. Juka sama, tylko z Szerlokiem jest jakaś rozważniejsza.

Bez dobrych zdjęć,  nie  da rady ;). 

Posted
O 15.08.2016 o 21:07, malagos napisał:

. . .

 

Na razie nie mam wgranego programu do wstawiania zdjeć, jutro Paweł mi wgra postimage, to założę tej "swojej" suni wątek.

Teraz nie potrzeba żadnego programu, żeby wstawić zdjęcie na wątek. Wystarczy wkleić zdjęcie z aparatu, czy telefonu na dysk komputera i dodać do postu korzystając z funkcji na dole okienka dialogowego -dodaj pliki- Trzeba tylko w razie potrzeby zmniejszyć ilość piksel. Bardzo to wygodne. Zdjęcia z dysku można usunąć, a pomimo to na wątku pozostają.

Posted
4 godziny temu, malagos napisał:

o, dzięki za informację :)

Już jednak  mam postimage i on mi pomaga :)

Każdy ma swój ulubiony sposób :)

Posted

Widzę, że speszyłam szanowne towarzystwo niedyskretnym pytaniem. Przepraszam.

Dzisiejszy dzień przejdzie do historii jako jeden z koszmarniejszych: przyjechał myśliwy ze zwariowaną Stokrotą. Tego, co się działo, ludzkie słowo nie opisze! Na dodatek był także czteroletni wnuczek myśliwego, którego psie awantury bardzo bawiły, biegał cały czas za Stokrotą, a ja drżałam, żeby go w ferworze kłótni z moją ferajną nie dziabnęła. Trzy razy zwracałam uwagę babci, żeby uważała. Nie mam żadnych wątpliwości, że w razie jakiegoś nieszczęścia, ja byłabym winna, bo mam 5 psów, a poza tym już przecież kiedyś coś myśliwemu w ogródku wycięłam (tak przynajmniej on uważa), czyli zdolna jestem nawet do ugryzienia czteroletniego dziecka za pomocą swoich psów. Mam nadzieję, że dziś wyjadą i znowu będzie spokój. Koty będą miały gdzie się promenować, a rośliny w moim ogródku nie będą zagrożone nagłym zdeptaniem.

Psotka dzielnie sobie poczyna, właściwie jest już częścią stada, coraz śmielej wchodzi do domu, śpi już w sypialni pod łóżkiem, a rano wskakuje na nie, żeby się przywitać. Nadal jednak nie daje sobie włożyć obróżki, chociaż kiedy to robię reszcie, bardzo ją kusi podstawić szyjkę. Może z czasem i do tego dojdziemy.

Posted

A ja żałowałam, ze nie możemy się wybrać choć na pół dnia na nasz ukochany pomost nad jeziorkiem :) - a to daleko, a to nasz syn przyjechał... Na dodatek dostałam smsa od naszych znajomych z Olsztyna, z tegoż pola namiotowego, oni przyjechali na weekend.

Posted
18 godzin temu, irenas napisał:

Trzy razy zwracałam uwagę babci, żeby uważała. Nie mam żadnych wątpliwości, że w razie jakiegoś nieszczęścia, ja byłabym winna, bo mam 5 psów, a poza tym już przecież kiedyś coś myśliwemu w ogródku wycięłam (tak przynajmniej on uważa), czyli zdolna jestem nawet do ugryzienia czteroletniego dziecka za pomocą swoich psów. Mam nadzieję, że dziś wyjadą i znowu będzie spokój. Koty będą miały gdzie się promenować, a rośliny w moim ogródku nie będą zagrożone nagłym zdeptaniem.

Coś chyba jest słabo z moim mózgiem bo nie bardzo rozumiem.

Nie ma ogrodzenia między Twoją działką a działką myśliwego?????

  • Upvote 1
Posted

Jest, jest. Psy biegały po obu stronach ogrodzenia, a czteroletni rozchichotany Hubert biegał za Daisy (czyli Stokrotą) i usiłował włączyć się do zabawy. Obawiałam się, że Stokrota potrącana przez Huberta, a zdenerwowana z powodu psiej awantury, odwinie się i dziabnie pierwsze co jej mignie przed oczami, czyli rączkę małego. Sama mam na palcu bliznę, bo wsadziłam rękę między gryzące się psy i mój własny, przerażony, że jeszcze coś go atakuje oprócz wyżła, ugryzł to coś - czyli moją rękę - bardzo mocno.

Wracając do ogrodzenia - jest, nawet nowe, ale okazało się zupełnie nie juko i psotkoodporne - wczoraj wieczorem obie panny zniknęły na dłuższą chwilę, myślałam, że leżą gdzieś w świeżo wykopanym dole i się przyjaźnie obgryzają. Potem przyszły i grzecznie spały do rana, jedna na dywanie, druga w nogach łóżka, po to żeby znowu zniknąć. Tym razem zobaczyłam, gdzie: biegały szczęśliwe po działce myśliwego! Mam tylko nadzieję, że nie zostawiły mu żadnych "pamiątek", bo go szlag trafi. Łamię sobie głowę jak zabezpieczyć ten płot przed niszczycielskimi zapędami znudzonej Juki z ADHD. Pod kawałkiem, pod który podkopała się kilka dni temu, ułożyłam spore kamienie, to się przeniosła w inne miejsce. Chyba wybiorę się do wsi, przy niektórych gospodarstwach leżą prawdziwe góry otoczaków (taka to "kamienna" kraina, czasem pola wyglądają, jakby ktoś nie zebrał wykopanych kartofli!), niech mi odpalą trochę (drogą sprzedaży, oczywiście) i obłożę całe 50 m bieżących (tak, tak, a to tylko dwa boki ogrodzenia i to nie całe, bo jest znana Wam już "kocia" szopka, która jeden bok ma w granicy działki.) Nie miała baba kłopotu to zebrała biedną, połamaną suczkę z drogi! 

Posted

Tematu ogrodzenia ciąg dalszy: dziś musiałam zadzwonić do faceta, który je robił, z prośbą o dodanie betonowej podmurówki, której ani Juka ani Psotka już nie pokona. Nie powiem, że jestem z tego powodu szczęśliwa. Rano zrobiłam zasieki w miejscu, przez które się przedostały do myśliwego, to znalazły sobie inne miejsce. Myśliwy co prawda wyjechał, ale grubas, który opiekuje się jego domem pod jego nieobecność, akurat był i marudził, że psy będą sikać na krzaki. Informacja, że nie będą, bo to suczki, nie uspokoiła go. Może nigdy nie widział, jak suczka sika.

 

Wy za to możecie zobaczyć, jak suczka Psotka śpi po figlach z Juką. Najbezpieczniej jest mieć coś nad głową, choćby kawałek prześcieradła.

 

20160830_092136.jpg

Posted

Ano. Co prawda beton też kruszeje, ale mam nadzieję, że zdarzy się to dopiero, kiedy mnie już na tym świecie nie będzie i nie ja będę się musiała tym martwić. Po mnie choćby potop! (A co? Kto bogatemu zabroni?)

Psotka zachowuje się w taki sam wzruszający sposób, jak na początku Juka i Szerlok: kiedy odbiegnie trochę dalej na spacerze, wraca pędem i każe się głaskać i przytulać, czyli zapewniać o swojej przynależności do stada. Z rana to bywa dość uciążliwe, jako że jest cała mokra od rosy.  Dużakom dawno to już przeszło, teraz mogę się wydzierać i wygwizdać do woli, a i tak przyjdą, jak będą chciały. Chociaż nadal żądają pieszczotek w nagrodę.

Posted

Nie martw się, nie zapomniałam. Muszę się tylko umówić z wetką. No i chcę to zrobić zanim sąsiad wyjedzie do Warszawy, bo Juka nadal nie chce wsiadać do auta, a sama tego klocka nie dam rady podnieść (już próbowałam. Robi się wtedy bezwładna i jakby ważyła tonę.)

 

A na razie ugryzła Psotkę w łapę. Mocno, mała kuleje. Bo chciała Psotce zabrać kostkę, a ona się broniła. Awantura była pod niebiosa, bo przylałam jej IJuce, oczywiście) za to (wiem, wiem, niepedagogicznie), teraz wszyscy grzecznie śpią.

Posted

Takie awantury się czasem, niestety, zdarzają. I co ciekawe, suki narobią strasznego jazgotu i harmideru, ale szkody są raczej małe.

Kenia z Heśką tak zaprzyjaźnione, liżą się po mordkach, bawią się cudnie, a też się raz pogryzły o szmacianą zabawkę. Nie mogliśmy ich z Tomkiem rozdzielić, tak się za skórę obie paszami trzymały. I tylko Kenia maiła małe zadrapanie na łapie.

Posted

To nie koniec awantur: dziś rano Juka wlazła pod taras z jakimś "skarbem", zajrzał do niej Szerlok i został sponiewierany.

Na ten weekend zjechały wszystkie "letniskowe" psy. Szczekaniu nie ma końca, a jako, że jedna jedyna chodzę ze swoimi na spacery, najbardziej rzucam się w oczy (a może raczej w uszy). Marzę o jesieni, kiedy ta cała ferajna pojedzie do Warszawy i nareszcie zapanuje spokój.

A tymczasem od dwóch dni nie ma Karmelka. Boję się, czy szalona Stokrota, albo któraś z moich wariatek nie zrobiła mu krzywdy. On jest zdecydowanie kotem domowym, jeszcze mu się nie zdarzyło - tak jak czasem zdarza się czarnulkom - znikać na tak długo. Z reguły na noc wraca i śpi w nogach łóżka. Martwię się.

Posted

Też nie lubię,  kiedy okoliczne działki,  pełne są  ludzi i psów. Na szczęście,  mam możliwość wyjścia  do lasu "od zaplecza"  i nie muszę  paradować ze swoimi przez rozszczekane terytoria ;). W lesie, nie ma już/jeszcze grzybów,  więc jest pusto,  bo i moi działkowicze,  rzadko chodzą z psami na spacery. Spotykam często Panią Sołtyskę (nie wiem,  czy jest nią nadal),  która chodzi na spacery ze swoimi 4 psami.

Trzymam kciuki  za szybki powrót Karmelka do domu. 

Posted

Karmelek nie wrócił, za to przyjechał mały Hubert, który postanowił troszkę podrażnić moje psy, udając, że też na nie szczeka. Nic to. Czas szybko ucieka, może przyjechał tylko na jeden dzień? A nawet dwa wytrzymam.

Dzisiaj miałam dowód, że wszelkie awantury między psami mają swoje źródło w zachowaniach człowieka: otóż Juka, przedostała się na działkę myśliwego, gdzie biegała Szalona Stokrota. Według pani tej ostatniej, każde spotkanie jej psa z pobratymcami kończy się draką. A tu nic z tych rzeczy! Stokrota potulnie położyła uszy po sobie i wycofała się ze spotkania na z góry upatrzone pozycje, a Juka - zawołana przeze mnie - grzecznie wróciła do domu. Ani jedna, ani druga nawet nie warknęła. Jestem przekonana, że to dlatego, że nie było pańci Stokroty, która strasznie się denerwuje na zapas, a i Juka mnie nie widziała, bo obserwowałam dziewczyny zza węgła". 

Psotka zabawiła się dziś w elegantkę i starannie wyperfumowała w łuskach i bebechach ryb, które wędkarze oprawiają nad rzeką, resztki wyrzucając w krzaki. No, takiej okazji nie można było przepuścić! Uroczo. I jak mam jej zrobić słodkie zdjęcie, które zachęci do wzięcia tej miłej, łagodnej i czułej suczki śmierdzącej zdechłą rybą???

  • Upvote 1

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...