comfy Posted January 31, 2016 Posted January 31, 2016 Mamy dwa psy. Pierwszego - mieszańca rodezjana mamy od maja 2013r., więc prawie 3 lata, drugiego - mieszańca owczarka belgijskiego - mamy dopiero od trzech miesięcy. Psy są odpowiednio w wieku 3,5 i ok. 2,5 roku. Problem dotyczy starszego z moich psów. Psiak jest mieszańcem rodezjana, niekastrowanym (szykujemy się do tego), ma wiele cech charakteru typowych dla tej rasy - jest bardzo odważny, energiczny, pojętny, a przy tym uparty (taki tester - ciągle sprawdza, czy w kwestii zakazów nie zmieniliśmy zdania). Jego panem jest mój chłopak - mnie pies słucha się w znacznie mniejszym stopniu. Wzięliśmy go ze schroniska jak miał 10 miesięcy, przeszliśmy z nim piekło lęku separacyjnego (to naprawdę nie był nuda) - skończyło się na klatce, która była jego ukochanym domkiem przez prawie 2 lata. W kwietniu zeszłego roku przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, pies był prawidłowo wprowadzany (jeździł tam z nami od samego początku, poznawał okolicę, razem z nami wykańczał mieszkanie) - klatka więc przestała być potrzebna, już nie niszczy mieszkania. To tyle, jeśli chodzi o jego środowisko. Co zauważyliśmy bardzo szybko - pies nie lubi dzieci. Kiedy widzi małe dziecko sztywnieje, brzydko, tak spode łba, na nie patrzy. Dwa razy zdarzyło się też, że kiedy został pod sklepem, skoczył na przechodzące obok dziecko. Nic nie zrobił, bo zwyczajnie nie dosięgnął - ale od tej pory już go nie zostawiałam bez nadzoru. Po prostu, ustaliliśmy że w pobliżu dzieci trzeba na niego uważać i tyle. Ale poza tym przez prawie dwa lata nic się nie działo - był wręcz do rany przyłóż, do każdego się łasił, dawał się głaskać, jak przychodzili do nas znajomi - ładował się na kolana, nie odstępował na krok. Nie jestem w stanie dokładnie przypomnieć sobie, kiedy był pierwszy epizod agresji względem dorosłych ludzi - ale wydaje mi się, że było to jeszcze przed przeprowadzką. Zaczęło się od prób ugryzienia ludzi, którzy coś do niego mówili. Np. pani na ulicy chciała go pogłaskać - skoczył i próbował ugryźć. No, z trudem bo z trudem, ale jeszcze próbowaliśmy go usprawiedliwiać, że obca osoba, że wysokim głosem do niego mówiła... Później próbował ugryźć moją koleżankę, kiedy przytulałam ją na pożegnanie - skoczył między nas, być może nawet za coś chwycił - nie wiem, bo byłyśmy obie grubo ubrane. Jakiś czas później złapał za dłoń kolegę kiedy żegnał się z nim mój chłopak - drasnął zębami do krwi. Próbował zaatakować moją mamę kiedy się z nią żegnałam (chociaż zna ją od dawna i dosłownie 5 minut wcześniej siedział prawie na jej kolanach i żulił ptasie mleczko). W tej chwili agresji nie wykazuje tylko do tych znajomych, których zna od samego początku i którzy często u nas bywają. Wszyscy inni - ja się spinam, żeby nic nie zrobił. Ostatnio był u nas fachowiec, który sam ma dwie suki amstafa - psa musiałam zamknąć w drugim pokoju, bo dwukrotnie próbował go ugryźć. Spośród obcych ludzi atakuje niemal każdego, kto się do nas zbliży, zagada, wykona jakikolwiek ruch. Typu: w wejściu do klatki schodowej mijam się z sąsiadem, jest ciasno, sąsiad chce przytrzymać mi drzwi - pies skoczył i złapał go (na szczęście) za torbę sportową. Sprzątaczka próbowała coś do niego zagadać - próbował ugryźć. Mój chłopak nierozważnie zostawił go pod sklepem - tak szarpnął, że przewrócił paletę, do której był przywiązany. Tego typu sytuacje są na porządku dziennym - po dzisiejszym skoku na sąsiada postanowiłam wyprowadzać go tylko w kagańcu - po prostu nie ufam mu, że nic nie zrobi, a nie zawsze uda mi się uniknąć bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem. Mój facet na początku próbował to bagatelizować, wręcz zwalał winę na to że ''a bo twoja mama głośno mówi, pewnie wykonała gwałtowny ruch, a bo chciał ciebie bronić, a to, a tamto'', ale ostatnio sam przyznał, że faktycznie jest ten problem z agresją. To jest duży pies, waży ponad 30 kilo - nie chcę sobie wyobrażać nawet co by było, gdyby naprawdę rzucił się na człowieka. Wiem jednak, że ten kaganiec to nie jest rozwiązanie problemu - na dłuższą metę agresja może narastać; poza tym nie o to chodzi, żeby pies przez kolejne 10 lat wszędzie chodził w kagańcu. Podejrzewam też, że w ciągu tych kilku lat, zanim on odejdzie za tęczowy most, to na świecie pojawi się dziecko - boję się sytuacji, w której pies rzuciłby się na dziecko - a jednocześnie nie wyobrażam sobie oddać go, bo mamy nowego członka rodziny. Dodam, że nie było ani jednego przypadku, żeby wykazał jakąkolwiek agresję w stronę moją czy mojego chłopaka. Wszystko można z nim robić - miskę mu zabrać, wykonywać jakieś gwałtowne ruchy, wygonić z legowiska - i nie zrobi nic. Podobnie zresztą jak drugi pies. Co robić, z kim się kontaktować, jak z nim pracować? Wiem, że do RR należy odpowiednio podejść, że nie każdy behawiorysta czy szkoleniowiec ma podejście do tej rasy. Jesteśmy z Wrocławia. Quote
Sowa Posted January 31, 2016 Posted January 31, 2016 Potrzebny jest przede wszystkim trening elementarnego posłuszeństwa - pies w tej chwili sam decyduje co jest zagrożeniem i jak reagować. Gdybym mieszkała we Wrocławiu i miała tego rodzaju problemy, zwróciłabym się do szkoły Agility de Luks. Quote
Ann50 Posted January 31, 2016 Posted January 31, 2016 Współczuję i to bardzo ,gdyż ja przechodziłam to 11 lat.Dla mnie każdy dzień spędzany z psem to stres.Przeszedł parę szkoleń,nawet miałam tresera który przyjeźdźał do domu i szkolił psa na osiedlu ponieważ na wszelakich kursach zachowywał się względnie,a koło domu napadł na ludzi.Nikt go nie chciał szkolić bo każdy treser był pogryziony.Jak miał 5 lat oddałam go ludziom z domem i ogrodem w zamian za górski rower.Po trzech dniach pojechałam rower oddałam przeprosiłam z płaczem i psa zabrałam.Pomimo iż był okropny bardzo za nim tęskniłam i tak resztę życia spędził ze mną a cholera z niego była straszna.Jeździłam z nim za miasto po to by mógł się wychasać a i tam zawsze coś do napaści znalazł.Potrafił przepłynąć jezioro bo po drugiej stronie kogoś zobaczył.Teraz się z tego śmieję ale wtedy to był horror.Nie wspomnę ile kasy,łapówek,łakoci mnie ten pies kosztował dla załagodzenia sporów.Po 7 latach zrobił się jeszcze gorszy bo zaczął gryźć domowników.Na komendę by zszedł z kanapy wraczał,miał strasznie dominujący charakter i gniada z niego była nieziemska. Ale w miskach mogłam gmerać i kość zabrać.Jego posłanie było jego oazą,mogłam zmienić ,posprzątać tylko wtedy gdy wychodził na spacery inaczej wraczał i potrafił capnąć.To było ponad 20 lat temu,może teraz treserzy mają inne metody szkolenia i leczenia? Pozdrawiam. Quote
Ann50 Posted January 31, 2016 Posted January 31, 2016 Nie wspomnę ile poniszczył mi rzeczy bo nie mogłam mu odebrać. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.