muzzy Posted April 26, 2011 Posted April 26, 2011 Kukukwiku! Tak się witam, bo nasza jaszczurkowa tradycja zabrania zdradzać, jak naprawdę robią jaszczurki. Jestem Tadek Zielony Zadek Ogonowy Nieodpadek. Znaczy już nie długo będę się tak nazywać i o tym chcę Wam właśnie opowiedzieć. My jaszczurki jesteśmy bardzo przywiązane do tradycji. To ona sprawia, że mamy takie krótkie imiona. I również ona nakazuje nam w wieku trzech gąfli przejść Rytuał przejaszczurczenia, dzięki któremu stajemy się dorosłe i osiągamy pozycję w stadzie. Ja za dwa pimple kończę cztery gąfle, a całego Rytuału jeszcze nie przeszedłem. Rytuał złożony jest z trzech etapów. W pierwszym należy przestraszyć krasnoludka. Po naszych nasutowskich lasach biega ich sporo, więc była to przysłowiowa bułka z masłem. Jak na jednego wyskoczyłem zza koniczyny, to zmykał aż czapkę zgubił :) Drugi etap też już przeszedłem, a polegał on na zjedzeniu muszki owocówki bez skrzywienia mordki. Owocówki, jak zapewne wiecie, są straaasznie słodkie, bleee! Ale jakoś i ten etap dałem radę zaliczyć, potem mi się pimpel odbijało na słodko. Natomiast trzeci etap polega na zgubieniu ogona w starciu z potworem. I tego etapu jeszcze do wczoraj nie zaliczyłem. Potworów u nas tyle, co kot (czyli nawiasem mówiąc też potwór) napłakał, więc znajomym zaliczano starcia z kretami czy z zajórkami (zajórka to krzyżówka zająca i wiewiórki zjadająca jaszczurki. Występuje tylko w naszych nasutowskich lasach). Ale mi jak dotąd nie udało się trafić na żadne z tych stworzeń. Zanim przejdę do sedna muszę jeszcze nadmienić, że nasz jaszczurkowy ród ma też wielkiego Bohatera. Jest nim nasz legendarny Wódz sprzed wielu, wielu gąfli, Zenek Mąż Ziuty Przez Dropka Przeżuty, który zaliczył walkę z Dropkiem - największym potworem, z jakim my jaszczurki się do tej pory spotkaliśmy. Jedyna wzmianka o tym jest tutaj. No więc idę sobie dzisiaj na popołudniowy spacerek i kogo widzę? Tak! Właśnie jego! Dropka! Jak go zobaczyłem, to zamarłem! W końcu nawet nie do końca w niego wierzyłem, nie mówiąc już o spodziewaniu się, że go spotkam! Ale zrozumiałem, że to moja szansa! Tyle czasu nie było mi dane przejść trzeciego etapu Rytuału, że dodano mi do imienia Ogonowy Nieodpadek. Ale wiedziałem, że dziś się to zmieni! Wyprostowałem się więc i dumnie przeszedłem kilka metrów od Dropka. Legendy o jego czujnym węchu są jak najbardziej prawdziwe, bo wyniuchał mnie od razu i podbiegł tak szybko, że spanikowałem i zakopałem się w ziemi. Tym bardziej, że do pomocy w poszukiwaniach przybyła mu zaraz Afera - potwór równie straszny jak Dropek! O nie! - pomyślałem - dwa potwory to za dużo, wolę być Ogonowy Nieodpadek! Ale kiedy próbowałem jakoś uciec naszymi norkami, to potwory kopały, że aż się wszystko trzęsło! I po niedługim czasie Dropek już mnnie miał! Więc stwierdziłem, że raz jaszczurce śmierć i pozbyłem się ogona! Ogon, jak to ogon, po zgubieniu wił się na wszystkie strony, żeby zmylić przeciwnika i pozwolić dotychczasowemu posiadaczowi ogona, czyli w tym przypadku mi, spokojnie oddalić się w bezpieczne miejsce. Ale niestety legendy o inteligencji Dropka również się potwierdziły, bo nie zainteresował go mój wijący się ogon, tylko od razu dorwał mnie! I pobiegł ze mną w swojej strasznej paszczy pod drzewa. Na szczęście człowieki zaraz przekonały go, żeby mnie wypluł i zaniosły mnie daleko od pola bitwy, skąd pełen dumy powędrowałem do stada, które obserwowało wszystko z ukrycia. Dzięki temu już od jutra (bo dziś jaszczurcze urzędy są zamknięte, bo świętujemy moje starcie z Dropkiem) będę się nazywał Tadeusz Przy Dropku Wcale Nie Słabeusz i zostanę drugim legendarnym Wodzem stada :) Warto było tyle czekać! Kukukwiku! :) A poniżej trochę dowodów na prawdziwość tej przygody :) Quote
bico Posted April 26, 2011 Posted April 26, 2011 Dobrze, że jaszczurka po "starciu" z Dropkiem i Aferą, prócz ogona, nie pogubiła także nóg:D:D:evil_lol: Quote
muzzy Posted April 26, 2011 Posted April 26, 2011 Ajula napisał(a):cudowna opowieść! super :loveu: Dzięki, przekażę Tadeuszowi :) bico napisał(a):Dobrze, że jaszczurka po "starciu" z Dropkiem i Aferą, prócz ogona, nie pogubiła także nóg:D:D:evil_lol: Chyba obyło się bez innych uszkodzeń, bo po odłożeniu jej w bezpieczne miejsce po chwili już jej nie było :) Dropucha tak ma, że jak coś upoluje, to lubi się tym pobawić, a nie od razu zjadać :) Quote
MaDi Posted April 26, 2011 Posted April 26, 2011 Aż żal patrzeć,że nie pojechałam z moimi chomami;) Kto obciął im głowy? Zwróćcie uwagę,że leży w serduszku: Quote
bico Posted April 26, 2011 Posted April 26, 2011 MaDi napisał(a): Zwróćcie uwagę,że leży w serduszku: Romantic...:evil_lol: Quote
Luna123 Posted April 26, 2011 Posted April 26, 2011 Cudowna opowieść, pozachwycam się och, ach :cool3:;) A że zdjęcia fantastyczne, to jest oczywista oczywistość :p MaDi, sugerujesz jakiś psiązek ? ;) A propos relacji różnego typu .;) U nas rodzice mieli 40 rocznicę, przygotowaliśmy imprezę, mama była baaaardzo zaskoczona. Wszystko było w tajemnicy, tort u siostry, a potem u nas w garażu ;). Przy obiedzie w niedziele mówię do mamy " idź się kobieto przebierz, bo przyjdą wujkowie ( najmłodszy brat z żoną- taki wesoły Romek :eviltong: ) z młodymi prosić na wesele. A to jest jedyny termin, kiedy jesteście razem z ojcem ;)". Przyjechała jeszcze kuzynka z mężem ( od strony taty ). Były przyśpiewki - tata grał na fortepianie - jest z wykształcenia organistą :razz:, ale narzekał, że rozstrojony i nie bardzo mu szło, tym bardziej, że już dobre kilkanaście lat nie ćwiczy regularnie;). Wręczyli sobie prezenty: mama dostałą komplet biżu, a tata super zegarek z moim komentarzem, że będzie odmierzał następne szczęśliwe chwile ;). Tata jako pan starszej daty oczywiście wycałował mamę po rękach, były toasty " gorzko, gorzko " i takie tam :razz: A i oczywiście nawet tańce były :evil_lol::cool3:. Wujek wpadł do kosza na bieliznę, bo sobie na nim usiadł, jak poszedł na dymka :evil_lol:. Dużo by pisać...;):cool3: Generalnie było zajeb......cie :multi::cool3:. Quote
muzzy Posted April 27, 2011 Posted April 27, 2011 Luna123 napisał(a):A propos relacji różnego typu A co na to wszystko Fryzia? :) Edit: A, sorry, zapomniałem, że Fryziasta była wtedy w klinice. Quote
muzzy Posted April 27, 2011 Posted April 27, 2011 MaDi napisał(a):Aż żal patrzeć,że nie pojechałam z moimi chomami;) A proponowałem :) Mam nadzieję, że jeziorko też się udało :) MaDi napisał(a):Zwróćcie uwagę,że leży w serduszku: Bo Afera to taki uczuciowy prosiaczek :D Obie norki w serduszku to jej dzieło :) Quote
Luna123 Posted April 27, 2011 Posted April 27, 2011 Impreza była w niedzielę ;) Tata zawsze się pyta: a kiedy my mieliśmy ślub cywilny i kościelny ? Bo to było w odstępie tygodnia". Ja na to " tatuś, w Wielkanoc ;)". A że to święto ruchome, to się nie zastanawiaj nad datami konkretnymi. Wiecie, że wujek kiedyś grał w zespole weselnym :cool3:. Jak zaczęli śpiewać i przypominać sobie przyśpiewki np. z dożynek z czasów ich młodości, to naprawdę można się zawstydzić :eviltong:. Jak to mówią u nas " takie zbereźne ":evil_lol:. Aaaa i stałym tematem są drzewa genealogiczne. Przede wszystkim ze strony mamy ;). Kiedyś trzeba usiąść z wujkami i spisać. Wyszło jak zawsze na to, że rodzeństwo dziadka nie jest rodzeństwem ;). Quote
muzzy Posted April 27, 2011 Posted April 27, 2011 Luna123 napisał(a):Aaaa i stałym tematem są drzewa genealogiczne. O, to fajny temat, ostatnio też się nim zainteresowałem. Wysłałem pytanie o dane moich przodków do jednego z urzędów stanu cywilnego, teraz czekam na odpowiedź. Może wyjdzie, że nie jestem ze sobą spokrewniony, kto wie... :D Quote
Luna123 Posted April 27, 2011 Posted April 27, 2011 muzzy napisał(a): Może wyjdzie, że nie jestem ze sobą spokrewniony, kto wie... :D muzzy, koniecznie trzeba sprawdzić...? ;) Pierwsza sytuacja wygląda tak: Pobrali się rodzice dziadka. mieli2 lub 3 dzieci. Nie pamiętam:oops: z opowieści. Zmarła matka, pradziadek ozenił się drugi raz. Mieli też 3 dzieci - nazwisko to samo :cool3:. I tu się pojawił na świecie dziadek. Zmarł pradziadek i nasza prababcia wyszłą drugi raz za mąż. I tu było chyba dwóch chłopców.. Nazwisko się zmieniło ;). I teraz pytanie. Oprócz oczywiście nazwiska. Czy dzieci z pierwszego i trzeciego małżeństwa są rodziną?;):roll:. Drugą sytuację za chwilę znajdę :cool3: Quote
muzzy Posted April 27, 2011 Posted April 27, 2011 Luna123 napisał(a):Czy dzieci z pierwszego i trzeciego małżeństwa są rodziną?;):roll:. Odpowiedź na to jakże zawiłe pytanie genealogiczne jest wbrew pozorom bardzo prosta i brzmi... Majka Jeżowska :) Bo jeśli już wtedy śpiewała, że 'wszystkie dzieci nasze są', to dzieci są rodziną. A jeśli nie, to nie :D Quote
Luna123 Posted April 27, 2011 Posted April 27, 2011 muzzy napisał(a):Odpowiedź na to jakże zawiłe pytanie genealogiczne jest wbrew pozorom bardzo prosta i brzmi... Majka Jeżowska :) Bo jeśli już wtedy śpiewała, że 'wszystkie dzieci nasze są', to dzieci są rodziną. A jeśli nie, to nie :D no przecież :splat: Historia nr 2.;) moja babcia nazywała się Szewczyk, poznała dziadka( tego z drugiego małżeństwa;) ), który się nazywał.... Szewczyk :cool3: czy de facto zmieniła nazwisko :roll::confused:;). nic to. Kilkanaście lat temu żona wujka, co byli u nas na imprezie, w związku z nowym podziałem administracyjnym naszej wsi , poszła do UMiG meldować rodzinkę. i zaczęły się " schody " :eviltong: Pani referent pyta: proszę nazwisko panieńskie matki męża, na to ciocia: Szewczyk :-P Pani referent: proszę Pani :roll:..., chodzi o to jak się nazywała tesciowa przed zamążpójściem , na to ciocia: Szewczyk :-P Pani referent dostała nerwa: proszę Pani :roll::watpliwy:..., Jak nazywałą się teściowa, jak BYLA PANIENKĄ !!!, na to ciocia: ależ ja rozumiem , jestem wykształcona ;),pracuję jako nauczyciel, zbieg okoliczności, to samo nazwisko :-P Ufff, ok :cool3: ale ciocia melduje dalej, mianowicie swoją sąsiadkę - kuzynkę. Ta kuzynka ma dziecko, gdzie ojciec uznał córkę jak najbardziej, dając m.in. swoje nazwisko....:-P iiiiiii........zgadnijcie, jak się dziecko nazywa.....:evil_lol: oczywiście Szewczyk :eviltong: Pani referent :crazyeye::crazyeye::crazyeye:, na to ciocia przytomnie: proszę Pani, to jest dziecko mojej kuzynki, ALE NIE ! Z MOIM MĘŻEM :evil_lol::evil_lol::evil_lol: KONIEC :-P Quote
muzzy Posted April 27, 2011 Posted April 27, 2011 Może lepiej nie wiedzieć kto ma dziecko z czyim mężem :D A w podobnym klimacie to polecam to: http://zapodajek.pl/upload/file/869.jpg :) Quote
Milosnik kotow Posted April 27, 2011 Posted April 27, 2011 muzzy napisał(a):(...) Rytuał złożony jest z trzech etapów. W pierwszym należy przestraszyć krasnoludka. Po naszych nasutowskich lasach biega ich sporo, więc była to przysłowiowa bułka z masłem. Jak na jednego wyskoczyłem zza koniczyny, to zmykał aż czapkę zgubił :) :errrr: :errrr: :lol!: :lol!: :grins: :grins: :jumpie: :jumpie::cool2: Quote
muzzy Posted April 29, 2011 Posted April 29, 2011 Hau! Muszę się pochwalić. Dzisiejszy wieczorny spacerek był rekordowy pod względem frekwencji w wąwozie. Umówiliśmy się ze Szpulą. Później przyszedł gordon seter Kenzo. Niedługo do zabawy dołączył golden Fiodor. Zjawiła się też goldenka Lusia i seter Hektor. I przybyła również labka Negra. Czyli w sumie było nas siedmioro, co stanowi nowy rekord spacerkowy w wąwozie, bo dotychczas zdarzało się, że był najwyżej sześciopsiak :) Generalnie były zabawy w podgrupach: Lusia bawiła się moją piłeczką, Negra swoją, ja dzielnie przeciwstawiałem się zalotom Kenza, Hektor jak zwykle chodził 'na własną łapę', a Szpula kitwasiła się z Fiodorem. Ale oczywiście czasami powstawały większe grupki. Spacerek był super, trwał prawie dwie godziny, a teraz leżę i odpoczywam :) Ale obecni byli jeszcze nie wszyscy znajomi, więc mam nadzieję, że kiedyś uda się pobić dzisiejszy rekord :) Quote
bico Posted April 30, 2011 Posted April 30, 2011 [quote name='muzzy']Hau! Muszę się pochwalić. Dzisiejszy wieczorny spacerek był rekordowy pod względem frekwencji w wąwozie. (...) w sumie było nas siedmioro, co stanowi nowy rekord spacerkowy w wąwozie, bo dotychczas zdarzało się, że był najwyżej sześciopsiak :) [/QUOTE] Zwiększona frekwencja to zasługa majowego weekendu:cool3: U nas w wąwozie rekordowa obecność to 13 psów....:evil_lol: Quote
evel Posted April 30, 2011 Posted April 30, 2011 Ja byłam raz na zorganizowanym spacerze dziesięciopsim po szkoleniu na Czubach - niesamowite przeżycie :evil_lol: Quote
bico Posted April 30, 2011 Posted April 30, 2011 [quote name='evel']Ja byłam raz na zorganizowanym spacerze dziesięciopsim po szkoleniu na Czubach - niesamowite przeżycie :evil_lol:[/QUOTE] Tiaaa...Zupełnie jakby ktoś otworzył boksy i wypuścił na wolność "pół schroniska"...:crazyeye::evil_lol::D ...albo...bieg psów wszelakich z filmu "101 Dalmatyńczyków" - jest podobieństwo...:-o:cool3: ...a ile jest radochy, gdy np. labki biegną równo i synchronicznie, trzymając jednocześnie w paszczach tego samego patyka o dł. 4 m.:crazyeye::evil_lol::evil_lol: kto uskoczy - przeżyje, komu się nie uda - polegnie, bo zostanie "skoszony":evil_lol::D:D:D Quote
muzzy Posted April 30, 2011 Posted April 30, 2011 [quote name='bico']U nas w wąwozie rekordowa obecność to 13 psów....:evil_lol:[/QUOTE] A ja zawsze opowiadam, że 14 :) Co prawda spaniel się wtedy tylko przewinął pod lasem, ale na spacerku, jakby nie było, był, pamiętam jak dziś :D [quote name='evel']Ja byłam raz na zorganizowanym spacerze dziesięciopsim po szkoleniu na Czubach - niesamowite przeżycie :evil_lol:[/QUOTE] Wygląda na to, że godz. 19 na tygodniu będzie w naszym wąwozie dosyć popularną porą, bo ostatnio parę osób pytało o której spacerujemy. Także zapraszamy na hurtowe psie kitwaszenie, to może i do dziesięciu dojdziemy :) Quote
evel Posted April 30, 2011 Posted April 30, 2011 19 to jak na razie dla nas za późno, ja lubię widzieć, co Zu robi, sam wiesz, że ona miewa dość osobliwe pomysły :evil_lol: Niemniej jednak, jak będzie dłużej jaśniej, to kto wie...? ;) Quote
muzzy Posted April 30, 2011 Posted April 30, 2011 [quote name='evel']19 to jak na razie dla nas za późno, ja lubię widzieć, co Zu robi, sam wiesz, że ona miewa dość osobliwe pomysły :evil_lol: Niemniej jednak, jak będzie dłużej jaśniej, to kto wie...? ;)[/QUOTE] Ciemno się o 20 robi, my po ciemku też tam nie chodzimy :) Quote
muzzy Posted May 3, 2011 Posted May 3, 2011 Hau! W niedzielę byliśmy z panem w Psotelu. Czyli u goldenów :) Psotelowym gościem była 14-letnia amstafka Pamela, której imienia pan jakoś nie mógł zapamiętać, więc mówił na nią Pelagia :) Były zabawy piłeczką... ...pluszową kaczką... ...i różnymi innymi wynalazkami :) W wolnych chwilach po prostu się przechadzałem. Niekiedy znajdowałem czas na kontemplację i spoglądanie w dal... ...albo w drugą dal :) A czasami wgapialiśmy się w człowieki... ...bo człowieki miały kiełbaskę i nawet się nią z nami dzieliły :) A najfajniej było ze Snupim. Zalecał się do mnie, ale ja umiem unikać niechcianych zalotów, więc wyszła z tego fajna zabawa :) Cały czas dużo się śmialiśmy :) A na końcu Snupi pokazywał nam jak się łapie latający piasek :) Jak zwykle było super :) Hau! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.