Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

muzzy napisał(a):
Dzięki za słowa otuchy, bo już się powoli płyty kończą... :D


Znajdzie sobie coś nowego zanim dojrzeje:evil_lol:ale dojrzeje;)Żeby mu tylko te płyty nie zaszkodziły:cool3:

Posted

Ku chwale psiej mordy! W dniu dzisiejszym odbyły się drugie manewry leśne, tym razem o kryptonimie operacyjnym KOPYTKO, czyli Każdego Obcego Psa... Yyyy.. Trzeba Koniecznie Odgonić. Dziś to już nie były ćwiczenia, tylko prawdziwa wojna. Dlatego od początku podszedłem do sprawy poważnie i od pierwszych chwil akcji pokazywałem Generalicji, że jestem dzielnym żołnierzem i, wzorem Opala (setera i jednocześnie świetnego żołnierza, który co prawda nie brał udziału ani w pierwszych manewrach, ani w dzisiejszych, ale jest pierwszorzędnym komandoesem leśnym) zataczałem olbrzymie kręgi wokoło Dowództwa, ciągle zaszywając się głęboko w tereny wroga, znikając z pola widzenia i tylko co parę minut wracałem, żeby sprawdzić, czy Sztab Dowodzenia nie został zaatakowany. I podczas jednego z takich patroli reszta oddziału natknęła się na OPa, czyli Obcego Psa. Sierżant Mały, ponieważ wyglądał zupełnie jak napotkany OP, dzielnie pierwszy wkroczył do akcji i obwąchał nieprzyjaciela, po czym zaczęli chodzić wokół siebie i oceniać kto ma większe szanse w bezpośrednim starciu. W tym momencie ja przybiegłem z patrolu i odważnie położyłem łeb na nieznanym labradorze, dając mu znać kto tu rządzi. Niestety skończyło się tylko na utarczce słownej, znaczy warczeniu, bo Generalicja uznała, że lepsze w tym przypadku będzie rozwiązanie dyplomatyczne i wydała rozkazy, żeby dać spokój OPowi. A obcy labrador się szybko zmył. I miał szczęście, bo rozniósłbym go w drzazgi - trening na wilkinowej kaczce dał mi spore umiejętności w tym zakresie! Jakiś czas później i wiele kilometrów przebiegniętego lasu dalej, Dowództwo podjęło decyzję o taktycznym postoju i czesaniu żołnierzy. I jak tak nas czesali, to nie wiadomo skąd pojawił się wielki biały kudłaty OP, coś jakby owczarek podhalański. Pierwszy wyrwałem do niego i powarknąłem co o nim myślę. A on odwarknął coś brzydkiego o mojej prababci, więc przystąpiłem do ataku. Major Kleksior i Sierżant Mały dzielnie pośpieszyli mi z pomocą i już po chwili nieprzyjaciel leżał, a my we trzech na nim. Generalicja też chciała go trochę pogryźć, ale nie było już miejsca, więc tylko stali i krzyczeli, pewnie nas dopingowali, choć dokładnie się nie wsłuchałem. Widząc to Sierżant Mały i Major Kleks ustąpili miejsca Dowództwu i tylko ja przytrzymywałem wroga. Ale OP skorzystał z sytuacji, że Dowództwo nie było zbyt szybkie w swoim ataku, i wstał i uciekł. Oczywiście pognałem za nim, ale zaraz potem odpuściłem, bo wiedziałem, że Generalicja może nadal być w niebezpieczeństwie. Walka była błyskawiczna, wróg pojawił się nie wiadomo skąd, a po wszystkim zniknął nie wiadomo gdzie. Lubię takie akcje. Po oddaleniu się z pola bitwy jeszcze trochę popatrolowałem las, ale nie udało mi się odnieść sukcesu w postaci oczyszczania terenu z kleszczy. Specjalistą w tej dziedzinie jest Sierżant Mały - z dzisiejszych manewrów przytargał na swoim własnym żołnierskim ciele aż trzy. Dwa jeszcze nie wbite, jeden już w pachwinie. Ale ja też nie oszczędzałem się podczas misji, czego dowodem jest krew w okolicach pępka. Ale po powrocie pan przemył mi ranę wodą utlenioną i będę żył. Poza tym blizny ozdobą mężczyzny! A po wyjściu z lasu jeszcze raz odbyło się czesanie, tym razem dłuuugie. I już nie mam pulchnych gatek, znaczy mój kuperek jest dzięki temu czesaniu szczuplejszy, bo wyczesano mi ze trzy poduszki sierści :) A poniżej drobna dokumentacja fotograficzna z manewrów.

Najwytrwalszy Major Kleksior.




Sierżant Mały jak zwykle potrafi wykombinować niezły arsenał :)



A to ja podczas jednego z bliższych patroli.



Odpoczynek pod koniec manewrów.



A to już po odpoczynku, tuż przed końcowym czesaniem. Na trening zawsze znajdujemy czas :)



Zasłużona pełnia szczęścia :)

Posted

muzzy napisał(a):
Ku chwale psiej mordy! W dniu dzisiejszym odbyły się drugie manewry leśne, tym razem o kryptonimie operacyjnym KOPYTKO, czyli Każdego Obcego Psa... Yyyy.. Trzeba Koniecznie Odgonić.

faktycznie, kryptonim KOPYTKO jak nic:splat: że też na to wcześniej nie wpadałam, bo i skrót i jego rozwinięcie są bardzo trafne i pomysłowe:cool3:
muzzy napisał(a):

Dziś to już nie były ćwiczenia, tylko prawdziwa wojna. Dlatego od początku podszedłem do sprawy poważnie i od pierwszych chwil akcji pokazywałem Generalicji, że jestem dzielnym żołnierzem i, wzorem Opala (setera i jednocześnie świetnego żołnierza, który co prawda nie brał udziału ani w pierwszych manewrach, ani w dzisiejszych, ale jest pierwszorzędnym komandoesem leśnym) zataczałem olbrzymie kręgi wokoło Dowództwa, ciągle zaszywając się głęboko w tereny wroga, znikając z pola widzenia i tylko co parę minut wracałem, żeby sprawdzić, czy Sztab Dowodzenia nie został zaatakowany.

Sztab Dowodzenia w tym czasie intensywnie dropkował:-D
muzzy napisał(a):

I podczas jednego z takich patroli reszta oddziału natknęła się na OPa, czyli Obcego Psa. Sierżant Mały, ponieważ wyglądał zupełnie jak napotkany OP, dzielnie pierwszy wkroczył do akcji i obwąchał nieprzyjaciela, po czym zaczęli chodzić wokół siebie i oceniać kto ma większe szanse w bezpośrednim starciu.

ja im dam "bezpośrednie starcia"!:mad:już mi się to krążenie a la rekiny nie podobało:cool1:
muzzy napisał(a):

W tym momencie ja przybiegłem z patrolu i odważnie położyłem łeb na nieznanym labradorze, dając mu znać kto tu rządzi. Niestety skończyło się tylko na utarczce słownej, znaczy warczeniu, bo Generalicja uznała, że lepsze w tym przypadku będzie rozwiązanie dyplomatyczne i wydała rozkazy, żeby dać spokój OPowi. A obcy labrador się szybko zmył.I miał szczęście, bo rozniósłbym go w drzazgi - trening na wilkinowej kaczce dał mi spore umiejętności w tym zakresie!

taaa, temu labkowi baaardzo się "spadobał" lepek Dropka na jego karczychu:diabloti: poburczał pod nosem:evil_lol: i miał jeszcze ochotę na...:mad:...:evil_lol:

muzzy napisał(a):
Jakiś czas później i wiele kilometrów przebiegniętego lasu dalej, Dowództwo podjęło decyzję o taktycznym postoju i czesaniu żołnierzy. I jak tak nas czesali, to nie wiadomo skąd pojawił się wielki biały kudłaty OP, coś jakby owczarek podhalański. Pierwszy wyrwałem do niego i powarknąłem co o nim myślę. A on odwarknął coś brzydkiego o mojej prababci, więc przystąpiłem do ataku. Major Kleksior i Sierżant Mały dzielnie pośpieszyli mi z pomocą i już po chwili nieprzyjaciel leżał, a my we trzech na nim.

jaka zgrana paczka komandosów:evil_lol: oczywiście spacer bez jakiejś zadymy:olympic:, to spacer starcony:niewiem:

muzzy napisał(a):

Generalicja też chciała go trochę pogryźć, ale nie było już miejsca, więc tylko stali i krzyczeli, pewnie nas dopingowali, choć dokładnie się nie wsłuchałem.

taaa, dopingowali:angryy::smhair2::onfire::-x:bad-word::2gunfire::motz::madgo::lmaa:

muzzy napisał(a):
Walka była błyskawiczna, wróg pojawił się nie wiadomo skąd, a po wszystkim zniknął nie wiadomo gdzie. Lubię takie akcje.

Generalicja "średnio" lubi takie "akcje":lmaa:
muzzy napisał(a):

Po oddaleniu się z pola bitwy jeszcze trochę popatrolowałem las, ale nie udało mi się odnieść sukcesu w postaci oczyszczania terenu z kleszczy. Specjalistą w tej dziedzinie jest Sierżant Mały - z dzisiejszych manewrów przytargał na swoim własnym żołnierskim ciele aż trzy. Dwa jeszcze nie wbite, jeden już w pachwinie.

:B-fly:- Mały w glorii chwały po przytarganiu z lasu stada kleszczy:crazyeye:
Słuchajcie kleszcze:mad: Mój Mały to nie autobus, a już na pewno nie jadłodajnia!:motz::madgo:

muzzy napisał(a):

Ale ja też nie oszczędzałem się podczas misji, czego dowodem jest krew w okolicach pępka. Ale po powrocie pan przemył mi ranę wodą utlenioną i będę żył. Poza tym blizny ozdobą mężczyzny!

Dropek niczym Rambo po powrocie z Wietnamu:megagrin::shiny::roflt:

Posted

muzzy napisał(a):

A to już po odpoczynku, tuż przed końcowym czesaniem. Na trening zawsze znajdujemy czas :)





:crazyeye::crazyeye::crazyeye:stado dzikich "bizonów" w szaleńczym galopie:evil_lol:

Posted

muzzy napisał(a):

Zasłużona pełnia szczęścia :)



no cóż mogę napisać więcej poza:loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu:
słodka morda labka:loveu:

Posted

Kicia_ napisał(a):
oj Dropku ! Ty to masz ciekawe życie . Tyle przygód , w tak krótkim czasie , a ile wrażeń!

Hau! Pani Kiciu, takie fajne życie to ja mam między innymi dzięki Pani, bo gdyby nie Pani, to mój pan by się o mnie nie dowiedział :) I baaaaardzo za to dziękuję w imieniu swoim i pana :)

Posted

Kicia_ napisał(a):
Szczęście i spokój malujący się w Dropkowych oczkach są najlepszym podziekowaniem!

Szczęście może i się jakieś na tej czarnej mordzie maluje, ale spokój? Co ja bym dał, żeby Dropek spokojnie spacerował po lesie (na przykład tak jak Mały), spokojnie zapoznawał się z napotkanymi w lesie psami tudzież z napotkanymi w domu płytami :) Ale może jeszcze w nim ten spokój zagości... A jak nie, to na kotlety go! :evil_lol:

Posted

Kicia_ napisał(a):
oj Dropku ! Ty to masz ciekawe życie . Tyle przygód , w tak krótkim czasie , a ile wrażeń!


Cześć Kiciu!:evil_lol::evil_lol::evil_lol:

Posted

No ja od początku wiedziałam, że spotkanie z Wami w lesie jest ryzykowne:evil_lol::evil_lol::evil_lol:
A Dropek jak się wyszaleje to będzie spokojny:cool3:
Zdjęcia super i relacja oczywiście też:loveu:

Posted

Ajula napisał(a):
pozostaję niezmiennie Waszą wielbicielką :loveu:

Fajnie, że ciągle się tu pojawiasz, był moment, że już z Dropkiem myśleliśmy, że przestałaś nas odwiedzać :shake:
Energy napisał(a):
No ja od początku wiedziałam, że spotkanie z Wami w lesie jest ryzykowne:evil_lol::evil_lol::evil_lol:

Tylko dla tych, którzy są przeciwko nam. Za to swoich bronimy do ostatniego merdnięcia ogonem :) Także śmiało możesz się z pudliszonami pojawiać, one są 'swoje' :)
Energy napisał(a):
A Dropek jak się wyszaleje to będzie spokojny:cool3:

Yhy. Oto dowód - wczoraj się wyszalał w lesie i dzisiaj jak byłem w pracy, to był zupełnie spokojny - spokojniutko bawił się stołeczkiem :D Ma szczęście, że na obiad mam jeszcze pół gara potrawki z kurczaka. Gdyby nie to, to już miałbym kotlety :diabloti:


Posted

:megagrin::megagrin::megagrin::roflt::roflt::roflt:W końcu to są 4 patyki tyle, że do czegoś przytwierdzone ( Dropek nie wiedział po co :niewiem: i próbował Ci muzzy pomóc).:evil_lol::eviltong:

Posted

muzzy napisał(a):
Yhy. Oto dowód - wczoraj się wyszalał w lesie i dzisiaj jak byłem w pracy, to był zupełnie spokojny - spokojniutko bawił się stołeczkiem :D Ma szczęście, że na obiad mam jeszcze pół gara potrawki z kurczaka. Gdyby nie to, to już miałbym kotlety :diabloti:


Muzzy ale mi chodziło o to, że jak się wyszaleje za młodu to potem się uspokoi:evil_lol:a nie po spacerku:evil_lol:

Ale znam z autopsji to co teraz masz i wiem, że można czasami wyjść z siebie. Wracałam do domu i bałam się drzwi otwierać:crazyeye:pogryzione poręcze od wersalki, foteli, dziury w tychże wielkości piłek tenisowych, pogryzione szafki, krzesła, rogi ścian, drzwi balkonowe, powygryzana folia zza kaloryferów. No po prostu nie wiadomo było co z tym fantem począc.Legowisko kupione jednego dnia po powrocie z pracy dnia następnego-sieczka z gąbki fruwająca po całym domu:evil_lol:
Jak ręką odjął pewnego dnia i spokój. Ale małe miały ponad 1,5 roku jak się uspokoiły. One się obie napędzały, natomiast Kaja ich mama mebli nie pożerała, ona się spełniała zjadając buty:evil_lol:

Tylko nie rób z Dropiatego kotletów, on w gruncie rzeczy przekochany przecież jest i wyrośnie [SIZE="1"]kiedyś:loveu::loveu::loveu:

Posted

muzzy napisał(a):






:eek2::eek2::smhair2::smhair2::crazyeye::crazyeye: łoooo matko!!!!!!!:help1:
ale masakra!:flaming::mdleje:
Rzeczywiście...Dropek był "spokojniutki":shiny::diabloti:
Muzzy, ale ja podziwiam Twój stoicki spokój:klacz:
Ale widzę, że znów na posterunku jest Pani Kura:cool3: Pewnie próbowała zapobiec tej sieczce, ale biedaczka nie dobiegła:megagrin::evil_lol::megagrin::evil_lol:

Muzzy, poproś Dropka, by obgryzł jedną nogę stołeczka w całości i zostawił trzy pozostałe, to będziesz siedział na trójnogu i wróżył jak Pytia delficka:roflt::roflt::roflt:

Posted

Energy napisał(a):
No ja od początku wiedziałam, że spotkanie z Wami w lesie jest ryzykowne:evil_lol::evil_lol::evil_lol:


Ależ skąd! Takich pacyfistów jak my i nasze pieseczki, to na próżno gdzie indziej szukać:saint1:
Zapraszamy z pudliszonami na spacer:cool3:
A poza tym nasze psy, to prawdziwi gentelmeni i kobiet nie biją:eviltong:

Posted

muzzy napisał(a):





Tak sobie dziś świeżym okiem patrzę i myślę, że Dropek miał w swych stołkożerczych działaniach szczytny cel.
Otóż - on po prostu opracowując nogi stołka zaczął przygotowywać dla Muzzy'ego poręczną tacę, by móc mu podawać śniadanie do łóżka... Tylko Muzzy za wcześnie do domu wrócił i Dropina roboty skończyć nie zdążył... A taka ładna tacka na krótkich nóżkach by była... :lol::lol::lol:

Posted

Oj, i takie niespodzianki się zdarzają! Ale nie trzeba się zniechęcać. Ja musze przyznać się, że czasami brakuje mi właśnie takich psotek, bo mój piesio zrobił się bardzo spokojny. A niedziele bardzo się cieszyłam, gdy obaj z Dropciem poczynali sobie jak "szarża ułańska" i trzeba było miec sie na bacznosci, co by nie zostać zmiecionym z ziemi. Głowa do góry ! Dropciu gratuluję niespodzianki dla swojego Pańcia.

Posted

stokrotka napisał(a):
:megagrin::megagrin::megagrin::roflt::roflt::roflt:W końcu to są 4 patyki tyle, że do czegoś przytwierdzone ( Dropek nie wiedział po co :niewiem: i próbował Ci muzzy pomóc).:evil_lol::eviltong:

Albo chciał uwolnić te biedne zniewolone patyki! Robin Hood w psiej skórze normalnie! :D
Energy napisał(a):
Muzzy ale mi chodziło o to, że jak się wyszaleje za młodu to potem się uspokoi:evil_lol:a nie po spacerku:evil_lol:

Wiem, wiem, tak się tylko droczę :evil_lol:
Energy napisał(a):
Ale znam z autopsji to co teraz masz i wiem, że można czasami wyjść z siebie. Wracałam do domu i bałam się drzwi otwierać:crazyeye:pogryzione poręcze od wersalki, foteli, dziury w tychże wielkości piłek tenisowych, pogryzione szafki, krzesła, rogi ścian, drzwi balkonowe, powygryzana folia zza kaloryferów. No po prostu nie wiadomo było co z tym fantem począc.Legowisko kupione jednego dnia po powrocie z pracy dnia następnego-sieczka z gąbki fruwająca po całym domu:evil_lol:

Aż takich masakr Dropek na szczęście nie urządza (jeszcze?) :)
Energy napisał(a):
Tylko nie rób z Dropiatego kotletów, on w gruncie rzeczy przekochany przecież jest

Ale kotlety mogłyby wyjść przesmaczne :D
Energy napisał(a):
i wyrośnie kiedyś:loveu::loveu::loveu:

... :D
Kicia_ napisał(a):
Oj, i takie niespodzianki się zdarzają! Ale nie trzeba się zniechęcać.

Ależ oczywiście, że się nie zniechęcam, wręcz przeciwnie - myśl o zbliżających się kotletach bardzo mnie motywuje :D
Kicia_ napisał(a):
A niedziele bardzo się cieszyłam, gdy obaj z Dropciem poczynali sobie jak "szarża ułańska" i trzeba było miec sie na bacznosci, co by nie zostać zmiecionym z ziemi.

To fakt, jakby takie dwa wariaty na kogoś wpadły, to ten ktoś pewnie miałby zapewnione darmowe zwiedzanie orbity :) Dobrze, że mamy opanowane odpowiednie uniki :) (odpukać... :D )

Posted

muzzy napisał(a):
Fajnie, że ciągle się tu pojawiasz, był moment, że już z Dropkiem myśleliśmy, że przestałaś nas odwiedzać :shake:

Kochany Muzzy i Dropku
pracuję w turystyce i mam teraz sezon w pełni
często mnie nie ma w domu nawet po kilka dni - brak czasu na dogomanię
teraz będę zaglądać mniej, ale późną jesienią się poprawię ;)

Posted

Ajula napisał(a):
Kochany Muzzy i Dropku
pracuję w turystyce i mam teraz sezon w pełni
często mnie nie ma w domu nawet po kilka dni - brak czasu na dogomanię
teraz będę zaglądać mniej, ale późną jesienią się poprawię ;)


Ale Ci fajnie (chyba?) w pracy.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...