Milosnik kotow Posted May 17, 2009 Posted May 17, 2009 muzzy napisał(a):Załóżmy, że proces zaczyna się w pozycji ogonopionowej do góry. W celu merdnięcia w kółko Dropek transportuje koniec ogona (a co za tym idzie całą resztę również) do pozycji poziomej na poziomie dajmy na to lewego ucha, nie wyginając przy tym wspomnianego ogona. Następnie kontynuuje przemieszczanie organu merdającego do położenia ogonopionowego w dół. Kolejnym etapem jest zatroszczenie się, aby koniec niewygiętego ogona znalazł się na poziomie ucha prawego. Ostatnią czynnością jest kontynuowanie przemieszczania ogona w uprzednio obranym kierunku i tym samym powrót do punktu wyjścia. I odbywa się to o wiele szybciej, niż się czyta ten opis. I wielokrotnie. W kółko :) Muszę się napić...:crazyeye: Quote
Milosnik kotow Posted May 17, 2009 Posted May 17, 2009 Milosnik kotow napisał(a):Muszę się napić...:crazyeye: Kawy oczywiście, dla rozjaśnienia myśli :D Quote
Energy Posted May 17, 2009 Posted May 17, 2009 Milosnik kotow napisał(a):Kawy oczywiście, dla rozjaśnienia myśli :D No tu chyba sama kawa nic nie pomoże:evil_lol: Quote
muzzy Posted May 17, 2009 Posted May 17, 2009 No dzisiaj to łaciate bydlę to już przegięło. Poszliśmy z Bico, jej TeŻetem (czyli Człowiekiem Grześkiem, który ma z kaczkami na pieńku :) ) i Dogeviperami na spacer do lasu, a Dropek wziął i uciekł. Wbiegł w krzaki koło ścieżki i tyle go widzieliśmy. I z godzinę chyba go szukaliśmy i dropkowaliśmy na pół lasu. W końcu przybiegł i był zmęczony jak chyba jeszcze nigdy i miał zadrapanie w pachwinie, ale nic poważnego. A później, już w domu, robiłem sobie obiad i najpierw zrobiłem mizerię i zaniosłem do pokoju. Po chwili przychodzę, a Dropek w najlepsze sobie stoi przednimi łapami na stole i wyżera mi mizerię. 'FE!' było chyba najgłośniejsze ze wszystkich dotychczasowych. Teraz mamy 'ciche godziny', znaczy nie odzywam się do niego :) Quote
muzzy Posted May 17, 2009 Posted May 17, 2009 Hau! Aaaaleee miałem przygodę! No mówię Wam, nie uwierzycie! Poszliśmy sobie z Małym, Kleksem i Edkiem do lasu na niedzielny spacerek. Jak zwykle fajnie się biegało. Edek się trochę wcześniej odłączył, bo Dogeviperzy musieli wcześniej wrócić. Więc zostaliśmy we trzech. No i na luzaka sobie biegamy. W pewnym momencie, wiedziony całkiem fajnym zapachem, wbiegłem w dość spore krzaczory tuż obok ścieżki. I nagle jak coś błysnęło i huknęło! Podkuliłem ogon, zamknąłem oczy, i zanim zdążyłem je znów otworzyć, usłyszałem nieznany głos krzyczący 'POOOMPKIII!!! UCIEKAAAAJMYYYY!!!'. Otworzyłem oczy i gdybym miał na to czas, to szczęka opadłaby mi z łoskotem na ziemię! Wokół mnie wzbijało się do lotu stado żółtych stworów, jakby smoków, tylko nie miały ogonów! Nie wiedziałem co się dzieje, ale nie zdążyłem nawet pomyśleć o co biega, bo jeden z tych smoków mnie złapał i uniósł wysoko nad ziemię. Wokół leciało ich dobre kilkaset. Szybko wzbijaliśmy się w niebo, a u dołu widziałem coraz mniejsze różowe punkciki i jakieś małe postacie z dziwnymi twarzami. Słyszałem też dochodzące z ziemi coraz cichsze dziwne odgłosy, cos jakby bóbr cierpiący na ciężkie torsje goniony przez rozklekotaną kosiarkę. Spojrzałem w kierunku, w którym lecieliśmy - na horyzoncie były góry. Stawały się one z każdą chwilą coraz większe, czyli pewnie smoki umieją latać o wiele szybciej, niż ja biegać, bo ja bym tak szybko nie potrafił zasuwać. Po chwili dolecieliśmy do tych gór i dostrzegłem, że były usiane jaskiniami, przy których chodziły takie same bezogoniaste żółte smoki, jak te, z którymi leciałem. Wlecieliśmy do jednej z jaskiń i wylądowaliśmy. Skuliłem się i cały trząsłem się ze strachu. Smok, który leciał obok nas zapytał 'mojego' smoka: - Ej, Wincencie, co ty tam przytargałeś? - Nie wiem, głodny jestem, a z braku pimpurdanów może to coś nada się do zjedzenia! - Daj gryza, okej? - Spadaj, sam sobie znajdź! I zaczęły na siebie warczeć i patrzeć raczej mało przyjaznym spojrzeniem. - SPOKÓJ! - usłyszałem głos spod ściany. Przy wejściu do jednego z jakby pokoi stał smok tak samo żółty jak reszta, ale miał zielone frędzle na szyi. - Czarownik! - szepnęły smoki i od razu się uspokoiły. Czarownik podszedł do mnie. - Ktoś ty? - zapytał. - Jjjj... jestem Dropek - wybełkotałem. - Dropek...? Drop...? W przepowiedni był Drób... Znaczy kurczak. Ale pisałem ją po zjedzeniu nieświeżego pimpurdana, więc mogłem coś namieszać... - Nieświeżego czego? - zapytałem zdziwiony. - Pimpurdana. Nie wiesz co to pimpurdany? To takie duże różowe wybzdryngiwacze, którymi się żywimy. A właściwie żywiliśmy, dopóki te przebrzydłe krasnalągwy nie zaczęły kraść ich z naszych pól. Właśnie nasz najlepszy oddział - ten, z którym przyleciałeś - wrócił z kolejnej przegranej walki o pimpurdany. Nie mamy z krasnalągwami szans. One mają pompki (na dźwięk tego słowa wszystkie smoki zajęczały), a my nie znosimy jak w nas dmuchają tymi pompkami (kolejny jęk). Ale wygląda na to, że spełnia się właśnie przepowiednia i że ty, Dropku, przybyłeś tu, by nas uratować. - Ja??? To jakaś pomyłka! Ja po prostu spacerowałem sobie po lesie i nagle znalazłem się na Waszym polu pimpurdanów, tudzież polu bitwy. Nic nie wiem o ratowaniu smoków! Przyrzekam na swój ogon! - Na co??? Co to 'ogon'? Odwróciłem się do czarownika zadkiem i pokazałem, mówiąc: - To to ogon. - A po co jest taki ogon? - Ogon jest bardzo ważny w życiu psa, czyli w tym konkretnie przypadku moim. Jak się spotykam z innymi psami, to nim merdam na boki, jak się bardzo cieszę, to nim kręcę w kółko, a jak się boję, to go podkulam pod siebie - tak jak teraz... - A jak się nim merda na boki albo kręci w kółko? Zdziwiło mnie to pytanie, w końcu merdanie ogonem to najzwyczajniejsza rzecz na świecie, nie przypuszczałem, że ktoś może nie czaić o co w tym chodzi. Rozbawiło mnie to trochę, więc mimowolnie zamerdałem ogonem. A że cały czas linieję, to jak ogon był po stronie Czarownika, to wystrzelił z niego kłak, prosto w nos smoka. Czarownik kichnął potężnie, aż zatrzęsły się ściany i poszło echo. - To jest to!!! - krzyknął Czarownik. - Czemu sam na to nie wpadłem?! - Aaaa... Ale o co chodzi? - spytałem nieśmiało. - Jedynym sposobem na powstrzymanie krasnalągwów jest spowodowanie u nich kichania. Krasnalągwa jak kichnie, to potem bite pół godziny leży i kwiczy! Wyczaruję takie ogony jak twój u wszystkich smoków i skończą się nasze problemy z pimpurdanami! Dzięki ci, Dropku, ocaliłeś nas! Do jutra wyczaruję ogony, a póki co chodźmy na ucztę, zapraszam wszystkich na pimpurdany! Smoki, przynoście resztki zapasów, od jutra znów będziemy mieć pełne spiżarnie! Poszliśmy z Czarownikiem do wielkiej jadalni, przyszły wszystkie smoki, smoczyce i smoczątka. Wszystkie były żółte i bezogoniaste. I wszystkie kłaniały mi się z szacunkiem. - Proszę, oto twoja porcja pimpurdana. Najlepsza część - drzazgi. Smacznego! - rzekł Czarownik. Obwąchałem. 'Bleeee' - pomyślałem. to pachnie jak kleszcz! A inne smoki oprócz drzazg miały na talerzach duże różowe kule, takie, jakie widziałem, gdy wzbijaliśmy się nad polem, tuż po tym, jak znalazłem się w tej dziwnej smoczej krainie. - Yyyy, przepraszam cię, Czarowniku, ale czy nie macie niczego innego? Nie chciałbym być wybredny, ale w moim świecie nie je się niczego, co tak pachnie... - Dziwne, pierwszy raz spotykam kogoś, kto nie lubi pimpurdanów. Adelajdo, czy mamy coś innego do jedzenia? - Tak - odpowiedziała opasła smoczyca stojąca przy kuchence. - Mamy jeszcze mizerię, którą kiedyś wyczarowałeś, ale nikt nie chciał jej jeść. - O, to poproszę porcyjkę, jeśli to nie problem - powiedziałem szybko. Pan mi czasem dawał ogórka, czasem trochę śmietanki, więc połączenie ich może być całkiem smaczne - pomyślałem. I faktycznie, po chwili zajadałem się całkiem niezłą mizeryjką. - Dropku - powiedział Czarownik - jest jeszcze jedna sprawa. Żeby wyczarować ogony dokładnie takie jak twój, muszę pobrać próbkę twojej skóry, czy zgodzisz się na to dla dobra rodu żółtych smoków bezogoniastych? - Oczywiście, byle tylko za bardzo nie bolało. - Nic się nie bój, niczego nie poczujesz. Gdzie mogę cię zadrapać? - Może tutaj - pokazałem pachwinę. Lubię się tu lizać, więc szybko się wyliżę. Następnego dnia polecieliśmy całym stadem już ogoniastych żółtych smoków na pole pimpurdanów. Już po chwili naokoło zjawiły się całe hordy krasnalągwów. Wyglądały jak małe człowieki, ale zamiast nosów mieli wachlarzyki. I wydawali nimi te dziwne bobrowo-kosiarkowe odgłosy. Gdy krasnalągwy były w zasięgu 'strzału', a jeszcze nie na tyle blisko, żeby dmuchać w smoki dzierżonymi pompkami, Czarownik wydał rozkaz: - MEEEERD! Smoki jak jeden mąż merdnęły nowowyczarowanymi ogonami i w stronę krasnalągwów poleciała chmura sierści. Po chwili słychać było na przemian 'AAAPSSSSIK!' i 'ŁUBUDU!', a potem 'KWIIII!'. Krasnalągwy kichały i padały jedna po drugiej, po czym leżały i kwiczały. W kilka minut nie ostała się ani jedna. A po pół godziny, gdy dochodziły do siebie, to zmykały, że tylko się kurzyło. Od tamtego czasu żółte smoki bezogoniaste są ogoniaste i nie mają już problemów z pimpurdanami. A ja pożegnałem się z nowymi przyjaciółmi i Czarownik teleportował mnie z powrotem do lasu, gdzie od razu usłyszałem wołanie 'Dropek, Dropek!' i wróciłem do pana. A z tym jedzeniem ze stołu z pana miski to faktycznie chyba trochę przegiąłem. Ale mizerię pan robi lepszą niż smoki! :) Quote
Milosnik kotow Posted May 17, 2009 Posted May 17, 2009 A co to jest hotyzont? ;) :cool3::cool3::cool3: A tak poza tym to :roflt::roflt::roflt: Quote
muzzy Posted May 17, 2009 Posted May 17, 2009 Milosnik kotow napisał(a):A co to jest hotyzont? ;) :cool3::cool3::cool3: Poprawione. Tak jak i parę innych literówek, których, zdaje się, nie zauważyłaś :eviltong: Ale dzięki za czujność :) Quote
Milosnik kotow Posted May 17, 2009 Posted May 17, 2009 muzzy napisał(a):Poprawione. Tak jak i parę innych literówek, których, zdaje się, nie zauważyłaś :eviltong: Ale dzięki za czujność :) Eee tam - nie zauważyłam :eviltong: Po prostu "hotyzont" najbardziej mi się spodobał i nie chciałam obrazu zaciemniać :eviltong: Quote
Ajula Posted May 17, 2009 Posted May 17, 2009 dawno się u Dropka nie odzywałam nie mam czasu, pracy dużo ale nadal bardzo Was lubię :loveu: Quote
dogeviper Posted May 17, 2009 Author Posted May 17, 2009 A więc to nie była ucieczka tylko porwanie - no to chyba Dropek jest usprawiedliwiony... Quote
Milosnik kotow Posted May 17, 2009 Posted May 17, 2009 dogeviper napisał(a):A więc to nie była ucieczka tylko porwanie - no to chyba Dropek jest usprawiedliwiony... A biorąc pod uwagę, iż podczas porwania zaserwowano mu mizerię wyczarowaną przez smoczego czarnoksiężnika, to i z faktu wyjadania mizerii przeznaczonej dla Muzzy'ego też trzeba Dropka usprawiedliwić :) No przecież "bydlę łaciate" (jak pieszczotliwie swego pupila nazwał sam Muzzy) też mogło mieć prawie że teżewe... :D Quote
Energy Posted May 17, 2009 Posted May 17, 2009 A tak w ogóle Muzzy to jak można psa ogórkami karmić? Zamiast położyć na stole kotlety:cool3: Dla pocieszenia Muzzy co najmniej jedna z moich suniek zrobiła by to samo:razz:Choć oczywiście to marne pocieszenie biorąc pod uwagę brak mizerii do obiadu:evil_lol: ale najważniejsze, że Dropek się znalazł:multi: Quote
muzzy Posted May 18, 2009 Posted May 18, 2009 dogeviper napisał(a):A więc to nie była ucieczka tylko porwanie - no to chyba Dropek jest usprawiedliwiony... Nawet nie tyle porwanie, co przypadkowa podróż między światami. W krzaczorach trzeba się pilnować, bo zdarzają się takie bezpańskie teleporty :) Tak czy owak zniknięcie jak najbardziej usprawiedliwione :) Milosnik kotow napisał(a):A biorąc pod uwagę, iż podczas porwania zaserwowano mu mizerię wyczarowaną przez smoczego czarnoksiężnika, to i z faktu wyjadania mizerii przeznaczonej dla Muzzy'ego też trzeba Dropka usprawiedliwić :) Również usprawiedliwione. Ale mógł poprosić o mizerię, a nie wyjadać mi z miski. Tutaj podpadł :angryy: Energy napisał(a):A tak w ogóle Muzzy to jak można psa ogórkami karmić? Zamiast położyć na stole kotlety:cool3: Jakby mi zeżarł kotleta, to sam zaraz stałby się kotletem :diabloti: Energy napisał(a):brak mizerii do obiadu:evil_lol: Na szczęście miałem jeszcze ogórki kwaszone :D Quote
Milosnik kotow Posted May 18, 2009 Posted May 18, 2009 muzzy napisał(a): Również usprawiedliwione. Ale mógł poprosić o mizerię, a nie wyjadać mi z miski. Tutaj podpadł :angryy: Taa... może jeszcze podanie na piśmie z pięcioma zdjęciami miał Ci przedstawić, hę? :crazyeye: :cool3::cool3::cool3: Quote
muzzy Posted May 18, 2009 Posted May 18, 2009 Milosnik kotow napisał(a):Taa... może jeszcze podanie na piśmie z pięcioma zdjęciami miał Ci przedstawić, hę? :crazyeye: :cool3::cool3::cool3: No co? Skoro przed każdym spacerem tak może, to przed mizerią też by mógł :) Quote
Milosnik kotow Posted May 18, 2009 Posted May 18, 2009 muzzy napisał(a):No co? Skoro przed każdym spacerem tak może, to przed mizerią też by mógł :) Mizeria jak każdy wie, składa się w głównej części z ogórków. Ogórki natomiast w głównej części składają się z wody, co sprawia, że ich wartość kaloryczna jest bliska zeru, co z kolei czyni je bardzo cennymi w każdej diecie. Spacer niewątpliwie ma większą wartość niż ogórki, co samo przez się uzasadnia pisanie podań w celu jego uzyskania (w przeciwieństwie do ogórków bliskich zeru w swej wartości) :D Ale w sumie i tak nie wiem o co mi chodziło gdy zaczynałam pisać ten post... :D Więc powiem krótko - Muzzy drapnij Dropka za uchem na dobranoc ode mnie (Dropku jeśli chcesz zrób to samo Muzzy'emu - w końcu sprawiedliwie musi być). Ja oddalam się w objęcia Morfeusza, czy jak mu tam ;) Dobrej nocy wszystkim ogórkożercom. Tym skrytym i tym jawnym też :) Quote
Energy Posted May 19, 2009 Posted May 19, 2009 muzzy napisał(a):Jakby mi zeżarł kotleta, to sam zaraz stałby się kotletem :diabloti: Muzzy nie wolno z Dropka robić kotletów:mad::evil_lol: Miło było Cię poznać i fajnie było Was spotkać:loveu:zresztą dość nieoczekiwanie:evil_lol: Quote
muzzy Posted May 19, 2009 Posted May 19, 2009 Energy napisał(a):Muzzy nie wolno z Dropka robić kotletów:mad::evil_lol: Ćććććććć, nikt się nie dowie :lol: Energy napisał(a):Miło było Cię poznać i fajnie było Was spotkać:loveu:zresztą dość nieoczekiwanie:evil_lol: Również bardzo się cieszę, że mogliśmy się w końcu zobaczyć :) I przepraszam, że może byłem trochę zamotany, ale bardzo przejąłem się rolą pomagacza przy transporcie suczek i reszta świata się dla mnie nie liczyła :D Quote
Milosnik kotow Posted May 19, 2009 Posted May 19, 2009 [quote name='muzzy'] Jakby mi zeżarł kotleta, to sam zaraz stałby się kotletem :diabloti: [quote name='Energy']Muzzy nie wolno z Dropka robić kotletów:mad::evil_lol: [quote name='muzzy']Ćććććććć, nikt się nie dowie :lol: KOTlety mają to do siebie że miauczą, więc jest ryzyko, że jednak ktoś się dowie :cool3::cool3::cool3: :kociak: Quote
Ajula Posted May 20, 2009 Posted May 20, 2009 hej Dropiasty co tu tak cicho? upały Was zmęczyły? ;) Quote
Milosnik kotow Posted May 20, 2009 Posted May 20, 2009 Ajula napisał(a):hej Dropiasty co tu tak cicho? upały Was zmęczyły? ;) Może Dropek zjadł kotleta i skończył jak KOTlet? :crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye: Quote
muzzy Posted May 21, 2009 Posted May 21, 2009 Ajula napisał(a):hej Dropiasty co tu tak cicho? upały Was zmęczyły? ;) Milosnik kotow napisał(a):Może Dropek zjadł kotleta i skończył jak KOTlet? :crazyeye::crazyeye::crazyeye::crazyeye: Hau! Nie, nie, wszystko dobrze :) Właśnie wróciliśmy z porannego spacerku, na którym upolowałem czarną mysz :evil_lol: A skradałem się przy tym pierwszorzędnie :D Pan oczywiście zaraz po pierwszym kontakcie odciągnął mnie od zdobyczy, nie wiemy, czy zdobycz uciekła, czy może martwa pozostała na miejscu wiecznego spoczynku :) Ale taki szybki killer to ja chyba nie jestem :) Mam tylko nadzieję, że mysz czytała wiszące wszędzie ogłoszenia o panującej wściekliznie i że się w porę zaszczepiła - tak jak ja :) Quote
Energy Posted May 21, 2009 Posted May 21, 2009 Dropek próbuje ratować swój śliczny dropiaty kuperek:loveu:przed zrobieniem z niego kotleta i stara się coś upolować. Muzzy może fajne mysie kotleciki by wyszły:diabloti::evil_lol: Quote
muzzy Posted May 21, 2009 Posted May 21, 2009 Energy napisał(a):Dropek próbuje ratować swój śliczny dropiaty kuperek:loveu: przed zrobieniem z niego kotleta Nie no, na razie nie ma powodu się ratować, jest bezpieczny... dopóki nie poczęstuje się kotletem ze stołu :evil_lol: Energy napisał(a):Muzzy może fajne mysie kotleciki by wyszły:diabloti::evil_lol: Hmmm, dziczyzna? Brzmi kusząco... :D Quote
Milosnik kotow Posted May 21, 2009 Posted May 21, 2009 [quote name='muzzy'] Hmmm, dziczyzna? Brzmi kusząco... :D Raczej... MYSZYzna :D Tylko nie wiem co na to mój kot Myszą zwany... :kociak: Mysz w panierce... mysz po grecku... mysz w sosie własnym... mysz z grila, tatar z myszy... Hmmm... rozmyszyłam się :p:p:p Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.