Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

njangu napisał(a):
Jak zginął?
Dlaczego Jackal - nie żyje?
Bardzo proszę o informacje

W karcie jest napisane-"padł" i nic więcej.A dlaczego padł?albo z choroby,albo z zagryzienia,albo z głodu,bo go kamraci do miski nie dopuścili.My możemy jedynie snuć domysły,bo prawdy sie nie dowiemy:roll::shake:

  • Replies 402
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='Renata5']W karcie jest napisane-"padł" i nic więcej.A dlaczego padł?albo z choroby,albo z zagryzienia,albo z głodu,bo go kamraci do miski nie dopuścili.My możemy jedynie snuć domysły,bo prawdy sie nie dowiemy:roll::shake:


Ja tylko czasem rzucałam okiem ten watek ale tak mi żal - taki piękny psiak....:-(:-(:-(:-(




  • Posted

    Kociabanda2 napisał(a):
    I to co piszecie o schroniskach... :( Myślałam, że schroniska są po to by pomóc zwierzakom - też w ogłoszeniach Jackala podawałam telefon na paluch, bo tam ten psiak przecież był! A teraz wychodzi na to, że to był błąd, bo ktoś kto odbiera telefony wcale nie chce pomóc im w znalezieniu domu :angryy: Zabierając go z ulicy myśleliśmy, że mu pomagamy, bo tam jakiś samochód by go potrącił jak nic (ganiał między rozpędzonymi samochodami), a wychodzi na to, że skazaliśmy go na jeszcze gorszą śmierć - w schronisku :( :( :( Przepraszam Jackalu!
    Wygląda na to, że jak człowiek nie ma w domu miejsca na kolejnego zwierzaka to nie powinien tykać się tych bezdomnych biedaków :( Już same chyba lepiej sobie radzą niż z taką pomocą za kratami :(


    ale nie można winy zwalać na schronisko! ludzie masowo oddają psy,a potem oczekują, że każdy ma 24 godziny na dobę osobistą ochronę, weterynarza i behawiorystę. to nie żart- takie są oczekiwania. I to jescze u nas w Polsce. gdzie kundel ma wartość śmiecia (albo i mniejszą, bo smieci można przetworzyć) i jest ich setki tysięcy niechcianych, bezdomnych. I wciąż rodzą się nowe:-(

    Posted

    Ależ oczywiście. Nie winię schroniska. Jestem jednak zaskoczona, tym co przeczytałam na tym wątku: że źle robiłyśmy podając w ogłoszeniach namiary na schronisko, bo tam nikt nie odbiera telefonów, a jeśli nawet odbierze to są często opryskliwi. No jeśli faktycznie tak jest to ja czegoś nie rozumiem - czy tym ludziom nie zależy na znalezieniu domu tym zwierzakom?? Rozumiem, że są zarobieni po łokcie i często wypaleni już pewnie też - no bo ciągle się stykają z głupimi lub niedouczonymi ludźmi, którzy przynoszą im swoje "zabaweczki", bo już urosły i się znudziły; albo z ludźmi, którzy najpierw biorą biednego pieska ze schroniska, a po kilku tygodniach zmieniają zdanie i wiele wiele jeszcze straszniejszych sytuacji. Uważam jednak, że nie odbieranie telefonów do schroniska, czy opryskliwe traktowanie dzwoniących to nie jest wyjście z sytuacji :( W ten sposób znajd ze schronu ubywać raczej nie będzie :(
    Cóż... na przyszłość będę wiedzieć, by przede wszystkim nie oddawać psiaka do schronu (tylko niby gdzie? - u mnie w domu już limit wyczerpany, a przejść obojętnie w takiej sytuacji i pozwolić by bidulek wpadł pod samochód... ??) Sporo mnie sprawa Jackala nauczyła. Straszne tylko, że Jackal tej nauki nie przeżył :( :( :( :( :( :( :( :( :placz:

    Posted

    właściwie nie wiem co robić
    szukać tymczasu, przechwoać w garażu nawet? nie każdy garaż ma...
    nie każdy może przecież

    wrzucić na dogo i szukać
    prosić, błagać

    ja przy Maksie się nauczyłam
    że w sumie nie ma co po fundacjach dzwonić
    bo wszędzie to samo mówią
    i wiem, że faktycznie to prawda
    że są przepełnieni, że nie mogą

    ale do mnie z PsiegoAnioła pan oddzwonił (sam się zainteresował, a wysłałam mu tylko maila) - teraz to już naqet wiem, kto to był ;)
    i prosił i błagal, żeby Maksa na Paluch nie oddawać (a ja zamiaru nie miałam hihi i tak)
    ani nigdzie, nie chodzi nawet o sam Paluch!
    prosił, żeby go trzymać, wrzucić na dogo itd. i szukać
    i udało się
    znalazł się dom, znalazł się tymczas (2 dni tu, 3 dni tam dosłownie...)

    liczyłam tylko na siebie
    i na ludzi z dogo i się udało
    wiadomo, że przez tydzień nie śpisz, że tracisz nadzieje, że za kilka godzin kończy ci sieę tymczas i nie masz co zrobić...

    aaaaa boże nie wiem, nie ma złotego środka
    Jackal był na dogo i co...

    oby Synka dało się wyciągnąć :/

    Posted

    Kociabanda2 - opryskliwości niektórych pracowników biura oczywiście tłumaczyć nie zamierzam. Co do nieodbierania to jednak nie jest takie jednoznaczne - da się tam dodzwonić tylko jest to trudne. W momencie gdy w biurze jest jedna osoba, telefon co chwila dzwoni a pracownik np. właśnie przyjmuje zwierzaka (a trafia ich kilka dziennie) albo robi odbiór, wyszedł na chwilę do dyrekcji albo na schronisko coś sprawdzić. W godzinach dla odwiedzających jest kilku pracowników w biurze. Ale robią adopcje, udzielają informacji ludziom na żywo itp, itd. Telefony też odbierają. A kiedy im się nie chce - tego nie tłumaczę.
    No dobra, zakładamy, że ktoś z ogłoszenia się dodzwonił. Pomimo podania nr w ogłoszeniu większość ludzi zaczyna rozmowę "ja w sprawie tego pieska" "ja z ogłoszenia" "chodzi o Jackala". I spora część tego nr nawet sobie nie zapisze.
    No dobra, człowiek podał numer. Pracownik sprawdza w komputerze. Nie zna psa, tam ich są setki!!! Informuje np "pies obecnie nie jest leczony, to samiec lat 3, zapraszamy codziennie 12-16ta". Człowiek z ogłoszenia oczekuje czegoś więcej. Pracownik przy najlepszych chęciach nie jest w stanie nic powiedzieć.

    I po to jest wolontariusz. Żeby psa poznać, zabrać choć na jeden spacer. Ogłaszać z telefonem na siebie. Gdy zadzwoni osoba zainteresowana - rozmawiacie o Tym Konkretnym Psie a nie o 433/09. Nawet jeśli wiesz o nim mało, wiesz więcej niż może powiedzieć pracownik biura.

    Posted

    Jak dla mnie nauka z tej historii jest taka. Jeśli znajdziesz psa:
    1.może jednak możesz zabrać go do siebie choć na dzień, by mieć czas szukać czegoś dalej
    2.a może ktoś z twoich znajomych weźmie go awaryjnie
    3.jak jest ten dzień-dwa rezerwy to błagać na dogo o dt
    4.jeśli cudem znajdą się szybko fundusze to hotel

    Oczywiście, że nie zawsze miejsce się znajdzie i pies musi pojechać do schroniska. Co wtedy?
    1.na bieżąco pilnować psa - dzwonić samemu i pytać -molestować wolontariuszy ;) Czym więcej osób pozna historię psa tym lepiej. Dopytywać, męczyć - żeby od czasu do czasu ktoś spojrzał, czy pies jest, jak się czuje, czy go nie męczą w boksie, porozmawiać z opiekunem rejonu
    2.nie musisz być wolontariuszem schroniska, żeby wyjść z psem! Jeśli tylko możesz, odwiedzaj psa! Proś o to swoich znajomych, proś ludzi z dogo. Zasady się zmieniają, ale wyjście z jednym psem problemem generalnie nie jest.
    3.na spacerze można zrobić dobre zdjęcia do ogłoszeń; poznajesz psa i lepiej go opiszesz; ogłaszasz go na siebie i intensywnie szukasz domu.

    Dzięki temu pies nie jest taki anonimowy nawet w tej masie. Jest bezpieczniejszy a dzięki bezpośredniemu zainteresowaniu ludzi lepiej czuje się psychicznie. A dobre ogłoszenia zwiększają szanse na dom.

    Takim przykładem dobrze zorganizowanej pomocy jest dla mnie Margo i jej Czarnuszek :loveu:

    Posted

    Dodam tylko że interesowanie się losem psa i pilnowanie go poprzez wizyty, odwiedziny, zainteresowanie nim wolontariuszy jest szczególnie ważne, wręcz na wagę życia i zdrowia psa jeśli do schroniska trafia pies chory lub z wypadku.
    Wątek przywołany przez Morisową - Czarnuszek Margo

    Posted

    Ja tylko chce napisac ze Synen 210/09 byl w marcu leczony i zostal przeniesiony tylko ktos zapomnial napisac gdzie:angryy:, ja mam zawsze zbyt malo czasu wiec moze ktoras z dziewczyn przyjedzie i poszuka:roll:.

    Posted

    Tia, to sporo wyjaśnia. W takim razie trzeba będzie najpierw sprawdzić gdzie go nie ma, a potem spróbować znaleźć tam gdzie może być...

    Posted

    W weekend powiedziano mi, że jest w szpitalu, ale opiekunka go nie kojarzyła po numerze. Jeśli w szpitalu był ale w marcu, to już wiem czemu :roll: Będę w niedzielę, poszukam, popytam.

    Posted

    czyli powinien żyć tak? dobrze rozumiem? tylko ktoś nie zapisał gdzie teraz siedzi?

    dzieki ludzie
    mnie w weekend nie ma na dogo, dzwońcie, piszcie na kom proszę!

    Posted

    [quote name='morisowa']Jak dla mnie nauka z tej historii jest taka. Jeśli znajdziesz psa:
    1.może jednak możesz zabrać go do siebie choć na dzień, by mieć czas szukać czegoś dalej
    2.a może ktoś z twoich znajomych weźmie go awaryjnie
    3.jak jest ten dzień-dwa rezerwy to błagać na dogo o dt
    4.jeśli cudem znajdą się szybko fundusze to hotel

    Oczywiście, że nie zawsze miejsce się znajdzie i pies musi pojechać do schroniska. Co wtedy?
    1.na bieżąco pilnować psa - dzwonić samemu i pytać -molestować wolontariuszy ;) Czym więcej osób pozna historię psa tym lepiej. Dopytywać, męczyć - żeby od czasu do czasu ktoś spojrzał, czy pies jest, jak się czuje, czy go nie męczą w boksie, porozmawiać z opiekunem rejonu
    2.nie musisz być wolontariuszem schroniska, żeby wyjść z psem! Jeśli tylko możesz, odwiedzaj psa! Proś o to swoich znajomych, proś ludzi z dogo. Zasady się zmieniają, ale wyjście z jednym psem problemem generalnie nie jest.
    3.na spacerze można zrobić dobre zdjęcia do ogłoszeń; poznajesz psa i lepiej go opiszesz; ogłaszasz go na siebie i intensywnie szukasz domu.

    Dzięki temu pies nie jest taki anonimowy nawet w tej masie. Jest bezpieczniejszy a dzięki bezpośredniemu zainteresowaniu ludzi lepiej czuje się psychicznie. A dobre ogłoszenia zwiększają szanse na dom.

    Takim przykładem dobrze zorganizowanej pomocy jest dla mnie Margo i jej Czarnuszek :loveu:

    Sęk w tym, że dopóki były jeszcze wolne miejsca u znajomych życzliwych zwierzakom to jakoś sama/czy z mamą/czy znajomymi sobie radziłam z takimi sytuacjami. Niestety limity wyczerpane. Dla kogoś kto ma już kilka zwierzaków w domu każdy kolejny (nawet taki co teoretycznie ma przekimać tylko kilka dni) jest już sporym problemem. Może jest to też kwestia doświadczenia w godzeniu ze sobą obcych sobie zwierząt czy nawet gatunków, ale to zajęcie nie dla każdego i jeśli się ktoś nie czuje na siłach i nie ma czasu na to, by ogarnąć ten sajgon (który w takich sytuacjach zazwyczaj początkowo powstaje) to niech się lepiej nie podejmuje. Nic na siłę. Pozostali znajomi nie mający zwierząt - nie mają ich, bo nie chcą nawet o słyszeć o tym, że u nich w domu miałby zwierzak mieszkać (brudzi, kłaki wszędzie i ciągłe sprzątanie, no i może coś zniszczyć :roll:). Testowałam to już przy Suni (wyadoptowana na szczęście dzięki pomocy dogomaniaków po zaledwie trzech miesiącach poszukiwań :multi:, ale strat jakie wyrządziła u nas w mieszkaniu do tej pory jeszcze nie udało mi się wszystkich naprawić). Nikt nie chciał jej przetrzymać do czasu adopcji mimo, że niektórzy mają domy i podwórka :shake: (nie byłaby więc dla nich takim ciężarem jak dla nas w mieszkaniu z naszymi zwierzakami). Mają do tego prawo.
    Ja i mąż spędzamy poza domem miniumum 11 godzin dziennie i też się boję zostawiać nasze zwierzaki z obcym dla nich psem na tyle czasu (tym bardziej, że oprócz średniej wielkości psa mamy też koty), a kilka dni urlopu niestety nie zawsze się dostaje wtedy kiedy człowiek chce.
    I co w takiej sytuacji? Zgarnąć psiaka z jezdni i przywiązać do drzewa póki nie uda mi się znaleźć dla niego tymczasu na dogo :shake:??!!, oddać do schronu :shake:??, czy zamknąć oczy jak większość ludzi i iść dalej :shake:?????!
    Boję się, że kiedyś ponownie staniemy przed takim dylematem i nie mam pojęcia co wtedy!!! bo choć Twoje rady są na wagę złota to niestety ja konkretnie mam problem ze zrealizowaniem punktu 1 i 2 :(
    w przeciwnym wypadku nie potrzebowałabym wzywać do Jackala straży dla zwierząt :( Po prostu nie widziałam innego wyjścia, a że nigdy wcześniej nie miałam doświadczeń ze schronami to naiwnie wierzyłam, że w takim schronie jak Paluch nic mu nie grozi i jakoś się przemęczy póki nie znajdziemy mu domu :(

    Posted

    w takim razie rady morisowej z części drugiej są dla Ciebie i osób, ktore nie mają gdzie wcisnąć psiaka (przecież wiadomo, nikt nie ma domu z gumy, a i przyjacieje/znajomi nagle się chowają i mają ważniejsze sprawy na głowie - ito ich prawo...)

    trzeba śledzić psiaka, ppytać co z nim
    samemu pojechać... poznać go, ogłaszać na siebie! ...przeciez można.

    ale ja tego też nie zrobiłam :( też mogłam.
    tylko zawsze coś, zawsze inny pies, zawsze 150 rezczy na głowie
    a przecież ten Jackal tam taki "bezpieczny" :shake:

    Posted

    [quote name='mru']w takim razie rady morisowej z części drugiej są dla Ciebie i osób, ktore nie mają gdzie wcisnąć psiaka (przecież wiadomo, nikt nie ma domu z gumy, a i przyjacieje/znajomi nagle się chowają i mają ważniejsze sprawy na głowie - ito ich prawo...)

    trzeba śledzić psiaka, ppytać co z nim
    samemu pojechać... poznać go, ogłaszać na siebie! ...przeciez można.

    ale ja tego też nie zrobiłam :( też mogłam.
    tylko zawsze coś, zawsze inny pies, zawsze 150 rezczy na głowie
    [SIZE=1]a przecież ten Jackal tam taki "bezpieczny" :shake:


    no właśnie... :( Po Jackalu bałabym się jednak oddać zwierzaka do schronu :( a już na pewno nie do tak daleko położonego od mojego miejsca zamieszkania i pracy jak Paluch. Nie bardzo miałam jak go tam odwiedzać - za daleko i w przeciwnym kierunku niż potrzebuję się przemieszczać. Myślałam, że teraz (w październiku) w końcu go odwiedzimy jak skończyły nam się weekendowe zajęcia z niektórymi parami (w weekendy prowadzimy zajęcia z tańca - głównie dla narzeczonych. W sierpieniu/wrzesieniu akurat kilka par wzięło już ślub i przynajmniej weekendy mamy znacznie luźniejsze niż przez ostatnie pół roku - trenowali od stycznia co weekend - każda para w innych godzinach). Niestety za późno... :(
    Niedaleko nas jest schronisko w Józefowie. Jak byliśmy zostawić tam ogłoszenia, gdy szukaliśmy właściciela Suni (początkowo myśleliśmy, że komuś się zgubiła) to nawet nie wpuści nas do środka. Nie wiem czy można tam oddać zwierzaka na czas poszukiwania mu domu ???? Znacie ten schron ???

    Posted

    Kociabanda2 napisał(a):

    Niedaleko nas jest schronisko w Józefowie. Jak byliśmy zostawić tam ogłoszenia, gdy szukaliśmy właściciela Suni (początkowo myśleliśmy, że komuś się zgubiła) to nawet nie wpuści nas do środka. Nie wiem czy można tam oddać zwierzaka na czas poszukiwania mu domu ???? Znacie ten schron ???


    Ja się nie znam, ale słyszałam że nie

    prawdą jest, że nigdzie nie można :(

    a już na pewno nie "tak o"
    pies w schronie ginie, staje się jednym z wielu
    pies u Ciebie "ten którego ratuje ten a ten..." nagle zyskuje imie, jest TYM psem itd.
    można oddać ew. jeśli wiesz, że na dogo są jacyś wolontariusze stamtąd i jeśli wiesz, że oni mają moc śledzenia psa

    ale znów - trzeba odwiedzać, śledzić itd.

    no i chyba nie przyjęliby...

    Posted

    Pytałam w niedzielę - tak jak już Kora pisała - ostatnie miejsce pobytu ma wpisane szpital, ale to było w marcu. Na pewno nie poszedł do adopcji ani do chłodni. Wczoraj było sporo odwiedzających, więc nie bardzo mieli czas w biurze na dodatkowe zajęcia. Ale mają zapisane, żeby go poszukać. Jak ktoś z opiekunów ma go w spisie, to będzie prosto. Jak nie, to muszę wydrukować zdjęcie i pytać i szukać :roll:
    Miałam w ambitnych planach poodwiedzać schronisko w tym tygodniu, tylko, że od niedzieli jestem chora :shake: Nawet dziś na umówioną adopcję nie jadę...

    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Reply to this topic...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


    • Popular Contributors

      Nobody has received reputation this week.

    • Forum Statistics

      • Total Topics
        87.9k
      • Total Posts
        13m
    ×
    ×
    • Create New...