mamanabank Posted July 14, 2011 Posted July 14, 2011 Myślałam, że skończy się na tym, że Adam ściął nie to drzewo :lol: Quote
Florentynka Posted July 18, 2011 Posted July 18, 2011 Wczoraj była wielka akcja kąpielowa - 4 suki zostały wyprane i mokre wypuszczone na trawę, żeby sobie schły. Całkiem były zadowolone, a mi zdechła bateria w aparacie , więc zdjęć nie będzie. Łucja po regularnym drapaniu furminatorem ( uwielbia to!) i kąpieli jest tak piękna, że aż zatyka. Ma futerko jak szynszyla. Quote
majuska Posted July 18, 2011 Posted July 18, 2011 po regularnym drapaniu furminatorem ( uwielbia to!) cieszę się!! Quote
Florentynka Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 Te dwie flądry głupie pobiły się o jabłko, które spadło z drzewa. Łucja ma dziurę w łapie, Balbina w uchu + podrapany nos. Stare kretynki. Quote
Becia66 Posted July 23, 2011 Author Posted July 23, 2011 Florentynka napisał(a):Łucja ma dziurę w łapie, Balbina w uchu + podrapany nos. mam nadzieję, że nie do szycia...:roll: Quote
Florentynka Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 Nie, na szczęście żadna nie jest do szycia, perforowane są troszkę, ale to tylko dziury po zębach, nie ma rozdarć skóry. Quote
majuska Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 Pewnie Kangur se wziął... To takie typowe parówie potyczki chyba, bo to nie pierwszy raz:roll::mad::mad: Quote
Naklejka Posted July 23, 2011 Posted July 23, 2011 Pięknie wyrósł... Cały tato :D Pozdrawiamy :) Quote
Florentynka Posted July 24, 2011 Posted July 24, 2011 Naklejka, skąd taką obrzydłą zimę wykopałaś!? Becia, szykuj się, parówa jedzie do Ciebie pocztą, w kartonie z dziurkami. Jutro francę wyślę. Ukradła dziś obiad Florence - to była gęsia szyja. Próbowałyśmy we dwie z Panią Matką odebrać jej łup - nie puściła. Ani perswazja, ani działania siłowe - nic. Trzymała w paszczy, wystawało jej z dwóch stron, my z matką trzymałyśmy wstrętną parówę, a Flo sobie doskakiwała z boku i po kawałku wyrywała swój obiadek. Quote
Becia66 Posted July 24, 2011 Author Posted July 24, 2011 za głupią gęsią szyję chcesz ją odsyłać ? I potem dziwić się , że na dogo tyle durnych powodów do zwrotów :diabloti:. Quote
Florentynka Posted July 27, 2011 Posted July 27, 2011 Będę wylewać żale. Adam wyjechał służbowo, nawet nie miał mi kto kawy rano zrobić. Za to ktoś mi zrobił siniaka na plecach - obudziłam się ułożona w paragraf między dwiema parówami. Szczeniak, wciśnięty pomiędzy mnie a Balbinę przyniósł do łóżka kość i perfidnie wbił mi ją w plecy. No to wstałam. Wypuściłam psy na siusiu, wytarłam szczeniaczą kałużę przed drzwiami sypialni i wyrzuciłam kość z łóżka. Po czym , na swoje nieszczęście, wpadłam na szatański pomysł zabrania Gjalpona na poranny spacer. Wszystko było ok, tylko pod koniec spaceru został odkryty stawek porośnięty rzęsą. Nie zdążyłam - Gjalpo był na długiej smyczy i zanim zareagowałam już siedział w stawku. Skład stawku 10% wody z rzęsą, 90 % śmierdzącego błota. Oblepione szlamem psie podwozie, łapska, ogon, szyja. Pies przeszczęśliwy. Przeparadowałam przez wieś ze śmierdzącym i obklejonym kilogramami błota psem i po drodze wymyśliłam, że spłuczę go wężem ogrodowym. Wąż leży po prawej stronie domu. Zawór jest po lewej stronie domu. Czyli należy obejść dookoła dom wlokąc psa na smyczy, najpierw włączyć wodę, potem podprowadzić psa do węża...Pies zapiera się przed drzwiami i ani myśli coś obchodzić. On chce do domu. Suki w środku szturmują drzwi i wyją jak oszalałe. Wypuszczam suki. Gjalpo zostaje przed domem, ja pędzę włączyć wodę, suki pędzą ze mną. Włażą pod nogi, plączą się i usiłują mnie przewrócić. Zawór, sprint dookoła domu, wąż, sprint z wężem przed drzwi, gdzie tkwi błotny potwór. Błotny potwór daje się grzecznie spłukać. Spływają z niego hektolitry błocka, w którym radośnie taplają się suki. Gjalpo jest trochę mniej zabłocony, za to strasznie nasiąknięty i śmierdzący. W pewnym momencie ma dość, więc wyrywa się, i pędzi na kanapę, otrzepując się po drodze.Cały dom tonie w śmierdzącym błocie. Pal licho kanapę, i tak jest do wyrzucenia. Szczenię domaga się śniadania. Pośród kałuż błota przygotowuję kaszkę z twarożkiem, do smrodu błota dołącza woń oleju rybiego. Karmię psy, sprzątam błoto. I chyba pójdę sobie wreszcie zrobić tą kawę. Quote
Becia66 Posted July 27, 2011 Author Posted July 27, 2011 Florentynka napisał(a):I chyba pójdę sobie wreszcie zrobić tą kawę. ufff, dobrze że nie strzelić sobie w łeb :diabloti:. Quote
Dzika_Figa Posted July 27, 2011 Posted July 27, 2011 A bo Ci się zachciało spacerów... My do dziś wspominamy z P jak się Gjalpon po spacerze uwalił na początku podjazdu na lodzie i ani drgnął. Musieliśmy go pchać i wlec aż do bramy. Z jednej strony lód pomagał, bo był poślizg, z drugiej, my też się ślizgaliśmy. Oczywiście, pies był zachwycony! Quote
Naklejka Posted July 27, 2011 Posted July 27, 2011 Ach, te tybetany.... A zima, bo fajna jest :P To znaczy psy fajnie w śniegu wyglądają :D Quote
Florentynka Posted August 20, 2011 Posted August 20, 2011 Wróciwszy do świata żywych. Oświadczam, ze od jutra będę uzupełniać braki w parówkach moich, bo mi obie spadły w subskrypcjach poniżej wszelkiej krytyki. Może już nikt ich nie kocha. Oprócz mnie, rzecz jasna. P.S. A parówi chór powitalny na dzieńdobry - bezcenny!!! Quote
Becia66 Posted August 20, 2011 Author Posted August 20, 2011 Florentynka napisał(a):Wróciwszy do świata żywych. Oświadczam, ze od jutra będę uzupełniać braki w parówkach moich, bo mi obie spadły w subskrypcjach poniżej wszelkiej krytyki. Może już nikt ich nie kocha. Oprócz mnie, rzecz jasna. P.S. A parówi chór powitalny na dzieńdobry - bezcenny!!! wracaj wracaj bo bez ciebie i Dzikiej_Figi wszystkie wątki się sypią. I nie wiem też co się z Figą33 dzieje bo milczy od dawna, a była naszym dobrym duszkiem. Quote
Florentynka Posted August 20, 2011 Posted August 20, 2011 Ech. Zaraz polecę do Boguchwalskich psiaków, tylko naskarżę na parówy. W sumie to wycięliśmy brzydki numer biednej Pani Matce, bo zostawiliśmy ją z chorym kotem. Kot się rozchorował oczywiście w niedzielę - bo mieliśmy wyjechać w poniedziałek bladym świtem. Nasza wetka zaordynowała antybiotyk - dostaliśmy w tabletkach. No ale kot nie chciał współpracować. Skończyło się na tym, że przez kilka dni nasza nieoceniona pani weterynarz przyjeżdżała codziennie robić kotu zastrzyk. Przyjeżdżała ze swoim maleńkim synkiem. Więc tak - dziecko z nosidełkiem, torba z lekami, wściekły kot i do tego drące mordę parówy, kręcące się pod nogami. Były nie do opanowania, więc koniec końców Pani Matka zamykała parówy w kuchni, a Kangura w sraczu ( bo tam można zamknąć drzwi na klucz). Quote
Romka Posted August 20, 2011 Posted August 20, 2011 Florentynka napisał(a):Będę wylewać żale. Adam wyjechał służbowo, nawet nie miał mi kto kawy rano zrobić. Za to ktoś mi zrobił siniaka na plecach - obudziłam się ułożona w paragraf między dwiema parówami. Szczeniak, wciśnięty pomiędzy mnie a Balbinę przyniósł do łóżka kość i perfidnie wbił mi ją w plecy. No to wstałam. Wypuściłam psy na siusiu, wytarłam szczeniaczą kałużę przed drzwiami sypialni i wyrzuciłam kość z łóżka. Po czym , na swoje nieszczęście, wpadłam na szatański pomysł zabrania Gjalpona na poranny spacer. Wszystko było ok, tylko pod koniec spaceru został odkryty stawek porośnięty rzęsą. Nie zdążyłam - Gjalpo był na długiej smyczy i zanim zareagowałam już siedział w stawku. Skład stawku 10% wody z rzęsą, 90 % śmierdzącego błota. Oblepione szlamem psie podwozie, łapska, ogon, szyja. Pies przeszczęśliwy. Przeparadowałam przez wieś ze śmierdzącym i obklejonym kilogramami błota psem i po drodze wymyśliłam, że spłuczę go wężem ogrodowym. Wąż leży po prawej stronie domu. Zawór jest po lewej stronie domu. Czyli należy obejść dookoła dom wlokąc psa na smyczy, najpierw włączyć wodę, potem podprowadzić psa do węża...Pies zapiera się przed drzwiami i ani myśli coś obchodzić. On chce do domu. Suki w środku szturmują drzwi i wyją jak oszalałe. Wypuszczam suki. Gjalpo zostaje przed domem, ja pędzę włączyć wodę, suki pędzą ze mną. Włażą pod nogi, plączą się i usiłują mnie przewrócić. Zawór, sprint dookoła domu, wąż, sprint z wężem przed drzwi, gdzie tkwi błotny potwór. Błotny potwór daje się grzecznie spłukać. Spływają z niego hektolitry błocka, w którym radośnie taplają się suki. Gjalpo jest trochę mniej zabłocony, za to strasznie nasiąknięty i śmierdzący. W pewnym momencie ma dość, więc wyrywa się, i pędzi na kanapę, otrzepując się po drodze.Cały dom tonie w śmierdzącym błocie. Pal licho kanapę, i tak jest do wyrzucenia. Szczenię domaga się śniadania. Pośród kałuż błota przygotowuję kaszkę z twarożkiem, do smrodu błota dołącza woń oleju rybiego. Karmię psy, sprzątam błoto. I chyba pójdę sobie wreszcie zrobić tą kawę. Jak to się stało,że dopiero dziś odkryłam to cudne opowiadanko..?:lol:Już mi lepiej...:lol: Quote
Florentynka Posted August 20, 2011 Posted August 20, 2011 Romka, a propos bohatera tego opowiadanka - chyba mam wyczeski gotowe do wysyłki - można Cię nimi uszczęśliwić? Quote
Romka Posted August 20, 2011 Posted August 20, 2011 Florentynka napisał(a):Romka, a propos bohatera tego opowiadanka - chyba mam wyczeski gotowe do wysyłki - można Cię nimi uszczęśliwić? Oczywiście,dostarczę...;) Quote
Becia66 Posted August 21, 2011 Author Posted August 21, 2011 czy to coś puchate nad ogonem Gjalpo to kotek ? Quote
halcia Posted August 21, 2011 Posted August 21, 2011 Dobrze ,ze to ta flaszka a nie inna....:eviltong: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.