Jump to content
Dogomania

Lucia - 8-letnia mała sunia z wielkim sercem. MA DOM !!!


Recommended Posts

Posted

Hop,hop czy jest tu Majuska,która ma zapchaną skrzynkę i nie mogę odpowiedzieć to napiszę tu:karmę można przysyłać konsultowałam z lekarzem...adres już masz,DZIĘKUJĘ BARDZO!:lol::lol:

  • Replies 4.8k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Końcowa konkluzja





Mhm, jak miło. Fajny pomysł z tym kąpieliski
em.


Tylko pozazdrościć , świetny reportaż , zdjęcia super, no i....żyć - nie umierać.
Ale błotnego sprzątania nie zazdroszczę.

Posted

So so. Jak nam napadało do wielkiego dołu, to Mati też nie korzystała. Kałuże - owszem, te są fajne. Ale moim zdaniem parówa nie wlezie do wody, jeśli nie czuje dna łapkami. One są ewentualnie brodzące, ale nie pławne.
Z okazji teściowej znalazłam sobie zajęcie, bardzo ambitne. Na zasadzie " ja tu jestem zajęta, proszę mi nie zawracać głowy". Obiłam psom starą ( ich ukochaną) kanapę ślicznym, czarnym skajem. Namęczyłam się jak zaraza, wbiłam sobie zszywkę pod paznokieć i igłę w palec, ale jestem z siebie dumna, koniec końców.
Nie wiem, co ta teściowa ma w sobie takiego, że razem z nią nieodwołalnie pojawia się ten na O ( no wiecie, o kogo chodzi). Skończyłam z kanapą, w nagrodę zaparzyłam sobie ( Adamem) czajniczek pysznego Earl Greya i ślicznie i równo wlałam go do popielniczki...

  • 2 weeks later...
Posted

Tak sobie ostatnio myślałam, że wątek parówy podupada, bo parówa żadnych atrakcji nie dostarcza i nie mam o czym pisać... No to mamy come back w wielkim stylu.
Dziś bladym świtem postawiła mnie w stan alarmu za pomocą plamy na prześcieradle i spuchniętych cycków. Zanim zdążyłam majtki na tyłek naciągnąć i wypruć do weta miałam już 100 tysięcy strasznych pomysłów... Zgadnijcie, co parówa wymyśliła?
Otóż mamy ciążę urojoną!!!! Tak!!!! Moja parówa, która dzieci nie lubi, od szczeniąt się opędza, moja parówa ma ciążę urojoną!
Zero miziania ( jak my to zniesiemy?) dużo ruchu, zabrać zabawki, nie dawać nabiału ( koniec z jogurcikami Pani Matki!)...
Parówa jest niezawodna, jeśli chodzi o dostarczanie atrakcji, ale ciszę się, że to nic gorszego...

Posted

Ech, Majusko... z Twojego cierpienia to przynajmniej będą jakieś konkretne efekty, a biedna parówa po próżnicy cierpi i ma burzę hormonów. A my z nią cierpimy, bo zakaz czułości, a w szczególności zakaz masażu po brzuszku.
Aczkolwiek dziś to bym ich raczej dusiła, a nie masowała. Chociaż akurat nie Łucję, personalnie.
No bo tak... mieliśmy gości zapowiedzianych. Żarcia narobiłam. Między innymi kurki w śmietanie...Na sekundę z kuchni wyszłam, nosek przypudrować. Wracam, a tu tybetaniszcze stoi o stół oparte i wpieprza te kurki. Całe szczęście, że on pedancik przy jedzeniu, metodycznie wyżera. Pół patelni wyczyszczone do zera, drugie pół nietknięte. Myślcie o mnie co chcecie, ale po prostu się nie przyznałam i kurki poszły na stół.
A potem zrobiłam kawę. I śmietanka była, w dzbanuszku. Na nieszczęście gości coś naszło, żeby leźć na taras, gwiazdy podziwiać. Złazimy z tego tarasu na dół, a tam Gjalpon z ozorem w śmietance! Dzbanuszek mały , więc się przewrócił, stół cały pływa w śmietance i ślinie... dobrze, że goście psiolubni, tylko się obśmiali. Zresztą nie psiolubni jakoś rzadko do nas przychodzą, jeśli nie liczyć mojej teściowej.

Posted

Myślałam, że to Balbina grała pierwsze skrzypki:lol:

Myślcie o mnie co chcecie, ale po prostu się nie przyznałam i kurki poszły na stół.

Skoro druga połowa była nietknięta to też bym tak zrobiła:diabloti:

Posted

szkoda ze ta śmietana przed kurkami sie nie wylała bo można było pozbierać i do tych kurek dołożyć. :diabloti:
A Łucję mocno całuję po brzuszku - nie brzuszku bo niby nie można więc tam ją cmoknij gdzie można. A w ogóle można ? Biedna Łucja...

Posted

Miewacie czasem takie dni, że zastanawiacie się co Was naszło, żeby trzymać bydlęta w domu?
Powiedzcie, że tak, bo zacznę się martwić, że jestem nienormalna.
Deszcz pada. Psy kontestują – są nieznośne. Obudzono mnie bladym świtem. Na mojej poduszce szalała Łucja z piłką. Piłka należy do Gjalpona, jest wielkości futbolówki. Została ułożona na mojej twarzy, żeby się ją wygodnie obgryzało. Na poduszce obok leżała Balbina, rytmicznie sobie poszczekując. Mniej więcej w nogach łóżka ( czyli zajmując ¾ materaca, licząc od dołu) leżał Jego Wysokość. Na Jego Wysokości leżał , w sposób aktywny, Kangur. To znaczy wił się i obgryzał Gjalpa. Gjalpo wzdychał ciężko i głośno i ślinił mi się na stopy. Wokół biegała Flo, wydając ultradźwiękowe piski. Wstałam, zlazłam na dół, otworzyłam psom drzwi, zostałam obrzucona spojrzeniem w stylu „ chcesz na deszcz wygnać biedne małe pieski?”, po czym całe stado radośnie poszczekując i przepychając się w drzwiach pognało do kuchni. Gjalpon zablokował mi szafkę z pieczywem, Balbina zablokowała mi dostęp do kuchenki, ale udało mi się wyrzucić Pawiana z ekspresu i zrobić sobie kawę. Biedna, bardzo głodna Balbina, przywlokła skądeś tekturową wytłoczkę po jajkach ( jajka ukradli przedwczoraj, a wytłoczkę gdzieś widocznie sobie zmagazynowali) i ostentacyjnie zaczęła ją wylizywać. Mlask, mlask, mlask – spojrzenie pełne wyrzutu – mlask, mlask, mlask…
Wypiłam kawę, cynicznie ignorując głodne psy – coraz słabsze z tego głodu, pokotem zalegające podłogę w kuchni. Przyjechała Dorota i postanowiłyśmy się wybrać do sklepu. Zaczęłam szukać swoich tenisówek – i znalazłam, w łazience, w kałuży kociego moczu…
W sklepie zastanawiałam się czy kupować puszki dla kotów, czy już nie warto, wobec mojej narastającej żądzy mordu. Ale kupiłam, niech się franca napcha, zanim ją uduszę.
Wróciłyśmy, próbujemy pracować. Pięć psów i jeden kot asystowały nam przy zakładaniu końcówki na taką mikro wiertarkę. Części do tego są maleńkie, mniej więcej jak w wiertarce u dentysty. Ludzie czołgający się po pracowni, w poszukiwaniu wiertełek i wydłubujący je z wykładziny są dla psów źródłem nieustającej rozrywki. Nic się nie da zrobić – jeden łeb pod pachą, drugi łeb na kolanach, para łap na plecach, szczek do ucha…

Posted

Florentynko, podziwiam Twoją cierpliwość i potwierdzam - o ile nigdy nie zastanawiałam się nad sensem przygarniecia Nelki to przy większości tymczasowiczów zastanawiam się, co mnie do jasnej cholery do tego podkusiło...

Posted

Florentynka jest cierpliwa i do tego to lubi!:diabloti::evil_lol:Nikt zły na swoją gromadke nie opisywał by tego tak wesoło:eviltong:No dobra....może nam tylko wesoło jak to czytamy!

Posted

Wróciliśmy właśnie ze spaceru. Ponieważ udało się namówić Adama, żeby tez poszedł to byliśmy we trójkę, z trzema psami.Ostatnio tak chodzimy, rotacyjnie. Znaczy się Gjalpo idzie i jeszcze ktoś. Dziś były Łucja i Flo. Przy wejściu do dolinki Bolechowickiej stał pies. Między skałami stał i wyglądał , jakby cała dolinka była jego. Gjalponowi się nie spodobało. Otworzył paszczę i się rozdarł. Jakimś cudem nie wywołał lawiny, ale za to suki ruszyły szturmem na psa. Pies był duży, szczeciniasty, a na widok suk podkulił ogon i rzucił się do ucieczki. Został odłowiony przez swoich ludzi - tam zawsze jest kupa takich, co wiszą na sznurkach na tych skałkach i jeszcze więcej takich, co stoją na dole i patrzą na tych co wiszą. No i poszliśmy dalej, a jak odeszliśmy spory kawałek, to puściliśmy nasze psy luzem.
Niestety - okazało się, że szczeciniasty też został puszczony i szedł sobie naszym tropem. Z zachowania Gjalpona wnioskuję, że nie życzy sobie obecności obcych psów w pobliżu swojego haremu... wsiadł na szczeciniastego, łapa na kark i ryk nad łbem... Wszystko to działo się w wodzie, w potoczku który płynie dnem dolinki.
Szczeciniasty podkulił ogon i uciekał, ryczący Gjalpo go gonił, ale dał się złapać Adamowi, uff.
Natomiast Łucja jest pańcia - przez potoczek przechodziliśmy kilka razy, a ona się zatrzymywała i medytowała jak to zrobić, żeby łapek nie zamoczyć. Staje, tkwi i myśli. I trzeba jej pokazać: o, tu skoczysz, na ten kamyk, potem na tamten i na brzeg. Wtedy przechodzi. Zachowuje się jak baba na obcasach na wycieczce w górach. Tu jej nierówno, tam jej mokro, tu patyk straszny leży na ścieżce... Komediantka nie z tej ziemi. Ale ogólnie chyba zadowolona jest. Padła jak strucla po powrocie ;)

Posted

bardzo, bardzo śmieszne!
ze spaniem mam bardzo podobnie. w jednym łóżku mąż, pies wciskający się nad ranem pod kołdrę w nogi i trzy koty rozłożone między nami , mniej więcej jak opisujesz. Tak więc wstaję zupełnie nie wyspana z obolałym kręgosłupem, który ostatnio ratuje mi masażystka. Wszelkie akcje wypraszania sierściuchów kończą się niczym, gdyż w środku nocy jęczą i miaukają na zewnętrznym parapecie lub pod drzwiami sypialni, żeby je wpuścić do środka. Oczywiście tych jęków nikt z domowników nie słyszy tylko mnie budzą.

Posted

AAAAAA, a po co ja ostatnio pisałam, że ta franca przestała uciekać?!
Poszłam na spacer z Jego Wysokością. Wychodziliśmy dolną bramą, która jest idiotycznie skonstruowana - można ją otworzyć i zamknąć wyłącznie od środka. Więc zostawiliśmy uchyloną, zrobiliśmy długi spacer i wróciliśmy dookoła, górną bramą. Zostawiłam Jego wysokość pod domem i poszłam zamknąć dolną bramę. Suczki ze mną.
Flo była pierwsza, widziałam, jak łapką gmera przy tej bramie, ale wrzasnęłam i przybiegła do mnie. A Łucja myk, w szparkę i w długą! Szlag mnie mało nie trafił, wrzeszczałam aż zachrypłam, ale tylko kuprem kręciła i oddalała się w radosnych podskokach. Ze mną 3 suki, gonić cholery nie mogę, bo nie mam jak zamknąć za sobą bramy, więc wszystkie 3 się rozlezą. Zamknęłam tą cholerną bramę, galopem pognałam do domu z sukami - po drodze zresztą wpadliśmy na Gjalpona, który biegł zobaczyć, co się tam dzieje na dole.
Zagnałam psy do domu, zamknęłam, złapałam smycz i pognałam przez górną bramę i przez wieś dookoła łapać francowatą parówę. Oczywiście była w okolicach dolnej bramy. Oczywiście w towarzystwie. Był tam osławiony Burbon oraz jakiś taki łaciaty parów. Łucja cała ucieszona. Zlazłam na cudzy trawnik, żeby drogą do mnie nie szła i zawołałam. Łeb uniosła, minę zrobiła, że już idzie, no i idzie. Ale przecież nie będzie paróweczka arystokratka szła po trawie, bo mokro i nierówno. Więc zamiast najkrótszą drogą przyleźć do mnie , to ta zołza na drogę i asfaltem zasuwa. Ja nie wiem, co robić - jak się rzucę w jej stronę to gotowa zacząć uciekać. W dodatku słyszę, że coś jedzie...
Z jednej strony nadjeżdża jakiś bus, za nim facet na motorze. Z drugiej samochód osobowy, za nim kolejny...i kolejny... i następny... Moja parówa, spacerowym krokiem podąża równiutko środkiem ulicy. Wszystkie pojazdy stoją i czekają - Łucja blokuje skutecznie całą jezdnię. Lezie środkiem, wcale się nie spieszy. W końcu przyłazi do mnie. Całe szczęście, że jak ją łapię, przypinam na smycz i obiecuję odesłanie do Rzeszowa, wysłanie w kosmos, albo wrzucenie do zamrażarki, to patrzę na nią, czyli blisko ziemi. Nie widzę w związku z tym pełnych słodyczy spojrzeń, jakimi obrzucają mnie kierowcy...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...