Flaire Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 asher napisał(a):Cały czas wierzy, ale już nie tak bardzo, jak kiedyś.No, poprawię moją wypowiedź - ci lekarze, z którymi ja się zadaję - nie wierzą. :wink: asher napisał(a):To jest możliwe, ale na szczęście bardzo mało prawdopodobne.Sęk w tym, że nie ma jak udowodnić, że przerzut stał się właśnie na skutek takiej "ucieczki", a nie stałby się inaczej. A statystyki - jedyne dostępne tu narzędzie - wykazują, że raczej jakby się miał stać, to by się stał, a jak nie - to nie, bez względu na cięcie. :wink: Quote
asher Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 Flaire napisał(a):Może napiszę jeszcze tak, dla jasności Juz nie musisz, od kilku postów mam jasność :wink: :lol: Flaire napisał(a):Oby tak było z Misią. :D Oby :kciuki: Quote
asher Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 Flaire napisał(a):asher napisał(a):Cały czas wierzy, ale już nie tak bardzo, jak kiedyś.No, poprawię moją wypowiedź - ci lekarze, z którymi ja się zadaję - nie wierzą. :wink: asher napisał(a):To jest możliwe, ale na szczęście bardzo mało prawdopodobne.Sęk w tym, że nie ma jak udowodnić, że przerzut stał się właśnie na skutek takiej "ucieczki", a nie stałby się inaczej. A statystyki - jedyne dostępne tu narzędzie - wykazują, że raczej jakby się miał stać, to by się stał, a jak nie - to nie, bez względu na cięcie. :wink: No ja też poprawię swoją wypowiedź - owszem, trudno jest to udowodnic, ale nie można też wykluczyć. A w takim wypadku to już tylko od weta zalezy, czy wierzy, czy nie :wink: Mnie tam ta wiara, lub jej brak nie przeszkadza, pod warunkiem, że leczenia nie będzie opierał na wierze, bądź jej braku, a na wiedzy obiektywnej :wink: Quote
coztego Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 Flaire napisał(a):Wyniki za trzy tygodnie. :o (Nie rozumiem, dlaczego tak długo, a nie miałam okazji się zapytać). W Instytucie Onkologii w Gliwicach na wyniki histopatologii, (z gotowych, dostarczonych preparatów), czeka się prawie 3 tygodnie... (i jeszcze każą dzwonić, żeby się upewnić, ze wyniki są). Więc ja się już żadnym terminom nie dziwię... :roll: Quote
Flaire Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 asher napisał(a):No ja też poprawię swoją wypowiedź - owszem, trudno jest to udowodnic, ale nie można też wykluczyć. Masz rację - z reguły, udowodnić, że coś się NIE dzieje jest bardzo trudno. :wink: Jeśli na przykład ja wymyślę, że jedzenie marchewki powoduje raka, to jak mi udowodnisz, że nie mam racji? Jedyną możliwością jest właśnie statystyka - bierzesz dwie grupy ludzi, jedni jedzą marchewkę, a inni nie - no i jeśli okaże się, że rak występuje w obydwu grupach tak samo często, to raczej marchewka go nie powoduje. To, że rak się przerzuca na podstawie cięcia było właśnie takim wymyśleniem, jak moje o marchewce, a spowodowane pytaniem, skąd ten rak się bierze tam, gdzie go przedtem nie było? Tyle że statystyka wykazała, że znajduje się w tych innych miejscach rzadziej po cięciu, niż bez cięcia, więc to raczej nie cięcie spowodowało przerzut. :wink: Ale to można było stwierdzić dopiero, gdy przestało się po prostu wierzyć "na rozum" i zaniechało się praktyki nie cięcia, żeby nie spowodować przerzutów. Czyli żeby zdobyć tę wiedzę obiektywną, trzeba było przestać po prostu wierzyć. Quote
Flaire Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 [quote name='asher']nota bene tez sklasyfikowanych jako małeA tak z ciekawości, to Twoje małe jak małe były? Jeszcze podam linkdo strony (jednej z bardzo wielu) z info (po angielsku) o guzach sutków u psów: http://www.marvistavet.com/html/body_mammary_tumors__canine_.html Quote
Flaire Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 A oto Misia odpoczywa po zabiegu - Mokka, mam nadzieję, że czytasz ten topik (zabaweczka to prezent od Mokki): Quote
Mokka Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 Czytam i widzę. Całuski dla Misiołka. Kazałam Leonowi trzymać kciuki. :kciuki: Quote
asher Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 Flaire napisał(a):To, że rak się przerzuca na podstawie cięcia było właśnie takim wymyśleniem, jak moje o marchewce, a spowodowane pytaniem, skąd ten rak się bierze tam, gdzie go przedtem nie było? Tyle że statystyka wykazała, że znajduje się w tych innych miejscach rzadziej po cięciu, niż bez cięcia, więc to raczej nie cięcie spowodowało przerzut. :wink: Ale to można było stwierdzić dopiero, gdy przestało się po prostu wierzyć "na rozum" i zaniechało się praktyki nie cięcia, żeby nie spowodować przerzutów. Czyli żeby zdobyć tę wiedzę obiektywną, trzeba było przestać po prostu wierzyć. Ale jestes pewna, ze to tylko wymysł? Bo może być też tak (teraz gdybam), że konkretnych przypadków przerzutów nie da się zanalizować, bo dostępne metody badawcze nie pozwalają sprawdzć w jaki sposób do przerzutu doszło. Ale gólne badania nad nowotworami mogły wykazac, że ruszenie guza w jakims odsetku przypadków powoduje jego rozsianie... No bo jakoś trudno mi się pogodzić z tym, żeby Jagielski wierzył w zabobony... :wink: A Misia wygląda przesłodko :D Quote
Flaire Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 asher napisał(a):Ale jestes pewna, ze to tylko wymysł?Nie, ale jestem prawie pewna, że badania raczej temu zaprzeczają, a tak naprawdę to nikt nie wie. Ale raczej teraz uważa się, że komórki raka dostają się do krwiobiegu niezależnie od cięcia. I nigdy, przenigdy nie argumentuje się już u ludzi, że guza należy nie ruszać, bo może sie rozsiać. asher napisał(a):Ale gólne badania nad nowotworami mogły wykazac, że ruszenie guza w jakims odsetku przypadków powoduje jego rozsianie... Właśnie ogólne badania raczej wykazują, że ruszanie nie ma wpływu. asher napisał(a):No bo jakoś trudno mi się pogodzić z tym, żeby Jagoelski wierzył w zabobony... :wink:Wiesz, ja to widzę inaczej. To nie zabobony - to wiedza, która stała się nieaktualna. Wiedza posuwa się naprzód i czasem jest bardzo, bardzo trudno odejść od czegoś, w co się bardzo mocno wcześniej wierzyło - no bo tak słynny Pan Profesor na uczelni wykładał i w podręcznkiu też tak było napisane. Najlepszy przykład takiej posuwającej się wiedzy to te coroczne psie szczepionki. Pomimo że niezaprzeczalnie nie sa one potrzebne, a moga nawet być szkodliwe, to mnie osobiście bardzo trudno od nich odejść, bo ich szkodliwości osobiście nigdy nie doświadczyłam, a "na rozum" powtarzanie tworzy psa bardziej odpornym (chociaż w rzeczywistowści wcale tak nie jest). Ja to wiem, a jednak wet mnie przekonał, żeby przed szczeniętami Misię ponownie zaszczepić. :roll: I jestem pewna, że wielu wetów nadal wierzy, że te coroczne szczepionki sa konieczne, albo przynajmniej przydatne - ale to nie jest w moim przekonaniu wiara w zabobony, tylko trudności z pozbyciem się czegoś bardzo mocno zakorzenionego... Quote
asher Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 Dzięki Flaire, przynajmniej jestem trochę spokojniejsza :wink: Bo to rozsianie na skutek operacji, chociaz mało prawdopodobne, przyczyniało mi jednak dodatkowego stresu... :roll: Swoją drogą, to weterynarze są w dośc... schizofrenicznej sytuacji... No bo z jednej stropny wiedza, że muszą guza wyciąc i że robią dobrze, z drugiej wierzą, że tym wycięciem mogą spowodowac rozsianie, więc robią źle... Nie zazdroszczę :wink: Quote
Flaire Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 asher napisał(a):Swoją drogą, to weterynarze są w dośc... schizofrenicznej sytuacji... No bo z jednej stropny wiedza, że muszą guza wyciąc i że robią dobrze, z drugiej wierzą, że tym wycięciem mogą spowodowac rozsianieNie wszyscy w to wierzą :wink: . Ale zawód jest bardzo trudny, a pacjenci nie zawsze ułatwiają. Weź na przykład moją Misię, z której zrobiła się ostatnio nieprzeciętna histeryczka. Dzisiaj dostała dwa zastrzyki domięśniowe i przy każdym tak wyła, jakby ją ze skóry obdzierano... A biedny wet mówi mi, że chociaż on bardzo dobrze wie, że to aż tak strasznie nie boli, to serce mu się kraje... A jakie sceny urządziła kilka dni temu przy pobieraniu krwi to się nie da opisać - a jeszcze całkiem niedawno, trzy miesiące temu, gdy miała sprawdzany progesteron w celu zrobienia "mapy" jej cieczki, była przy pobieraniu krwi bardzo grzeczna. :roll: W każdym razie Misiątko już na 100% wróciło do siebie po dzisiejszym zabiegu - na spacerku zaczepiało kolegów, zrobiło kupasa jak sie patrzy i dopomina się o żarcie - jak zwykle. :roll: Quote
asher Posted August 2, 2005 Posted August 2, 2005 Moja sucz tez już się stresuje u weterynarza... A na początku wchodziła, jak do siebie, pełen luz... Tyle, że ją nie same zabiegi stresują, bo ona jest wytrzymała i odporna na ból. Ona się boi aparatury - bardzo zraził ja rentgen, najpierw wkładanie na stół, a potem ta cała maszyneria... Teraz, podczas szycia tez biedna musiała być połozona na stole... Wiadomo, w takiej sytuacji nie ma czasu na to, żeby pieska godzinę oswajac, powolutku namawiać, po prostu używa sie siły :( Wszelkie zastrzyki, zaglądanie w paszcze, osluchiwanie, itd zawsze znosiła z anielską cierpliwością. Quote
Flaire Posted August 3, 2005 Posted August 3, 2005 U Misi to jest narazie wyłącznie reakcja na ból, żeby nie wiem jak niewielki. Wchodzi do lecznicy chętnie, ze wszystkimi się wita, ciasteczka w prezencie zaiwania, na stół jest stawiana rzadko, bo raczej Pan Wet na podłodze się kładzie, ale ze stołem tez nie ma problemu (jest do tego przyzwyczajonna). Można szperać w zębach i oglądać, co się chce, można osłuchiwać, chociaż widzę, że powoli z tym tez czuje się mniej pewnie. Ale jeśli coś zaboli choćby trochę, to jest wrzask na cały Mokotów... A co, niech wszyscy wiedzą, że tutaj psy męczą! :wink: Quote
Camara Posted August 3, 2005 Posted August 3, 2005 coztego napisał(a):Flaire napisał(a):Wyniki za trzy tygodnie. :o (Nie rozumiem, dlaczego tak długo, a nie miałam okazji się zapytać). W Instytucie Onkologii w Gliwicach na wyniki histopatologii, (z gotowych, dostarczonych preparatów), czeka się prawie 3 tygodnie... (i jeszcze każą dzwonić, żeby się upewnić, ze wyniki są). Więc ja się już żadnym terminom nie dziwię... :roll: No ta ja odpowiem, czemu tak długo bo sama czekałam na własny wynik i nerwy mi puściły.. to siem wywiedziałam. Z dostarczonego preparatu hodują komórki i czekaja 10 dni co się namnoży. A potem jeszcze to musi opisać onkolog + przesyłka informacji i robi się min. 2 tygodnie. Quote
Camara Posted August 3, 2005 Posted August 3, 2005 a za psie dziewczynki :kciuki: z wiarą, że wszystko będzie OK !!! Quote
Flaire Posted August 3, 2005 Posted August 3, 2005 Jeszcze jeden bardzo dobry link, po angielsku: http://www.acvs.org/MammaryTumorsinCatsandDogs/. Ten pochodzi ze strony ACVS, czyli organizacji zrzeszającej chirurgów weterynaryjnych. Quote
Flaire Posted August 13, 2005 Posted August 13, 2005 No więc mam już wyniki hist. pat. Misi i mamy do czynienia z adenocarcinomą, czyli guzek był jednak złośliwy. Niemniej jednak, ze złośliwych możliwości, ta jest najlepsza - komórki guza przypominały komórki gruczołów mlekowych, a takie raki bardzo rzadko mają przerzuty gdzie indziej. Adenocarcinoma jest rzadko śmiertela, a w przypadku Misi, gdzie guzek był malusieńki, prognoza jest bardzo dobra. Niemniej fakt, że miała ten jeden guzek znaczy, że mogą pojawić się kolejne, więc będziemy ją bardzo dokładnie obserwować, żeby wszystko wyłapywać wcześnie i jeżeli rzeczywiście guzy zaczną się powtarzać, to wytniemy okoliczne gruczoły. Hormony nie mają wpływu na rozwój tej konkretnej choroby, tak więc sterylizacja w tej chwili nic by nie dała. Również nie ma przeciwwskazań jeśli chodzi o ciążę czy karmienie, więc zamierzam Misię pokryć podczas następnej cieczki tak jak planowałam. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mogłabym tego wszystkiego niemal na pewno uniknąć sterylizując przed pierwszą cieczką, ale wtedy również nie byłoby Apiszona. Takie właśnie sa rozterki hodowcy. :( Quote
Nitencja Posted August 13, 2005 Posted August 13, 2005 a nie wiesz jak to ma sie z przenoszeniem genetycznym?? Quote
Flaire Posted August 13, 2005 Posted August 13, 2005 Nitencja napisał(a):a nie wiesz jak to ma sie z przenoszeniem genetycznym??Nitencja, tak jak ze wszystkim innym. To znaczy, żaden bezpośredni mechanizm nie jest znany, ale niemal wszystko co się z nami (czy też z psami) dzieje jest związane z genetyką, więc to pewnie jakoś tam również. Quote
Flaire Posted August 13, 2005 Posted August 13, 2005 Warto jeszcze dodać, że guzy sutków pojawiają się u co najmniej 25% niewysterylizowanych suczek (a niektóre badanią nawet twierdzą, że u ponad 70%, tylko że nie wszystkie są diagnozowane) i nie ma ras ani linii, w których one nie występują, więc obciążone genetycznie sa wszystkie psy i nie ma danych, które wskazywałyby, że te psy, u których takie guzy były zdiagnozowane są obciążone bardziej niż inne. Quote
coztego Posted August 13, 2005 Posted August 13, 2005 Trzymamy kciuki za Misiaczka :kciuki: Niech sobie zdrowo żyje! asher, jak Sabinka? Dziewczyny, a jak się takie guzy u suczki wymacuje, w którym miejscu sutka one się zdarzają? Quote
asher Posted August 13, 2005 Posted August 13, 2005 Uff, Flaire, jakżes ty Misi takie maleństwo wymacała??? :o Podziwiam, bo ja niby tez moją Sabinę obmacywałam, a jednak przoczyłam... :( I to tyle guzów przeoczyłam! Ja mam jakies lewe palce, kleszczy tez zazwyczaj nie potrafię wyłapać :-? My tez już mamy wynik histopatologii i jest on totalnym zaskoczeniem! :o Cytuję: "Włókniakochrzęstniako śluzak z elementami gruczolaka (chondromyxo fibroma cum adenoma), ogniskowo nacieki komórek zapalnych i mikroropnie w okolicy tkanki gruczołowej." Ten rodzaj nowotworu... nie jest złośliwy! :o Wyniki biopsji były natomiast diametralnie różne - gruczolakorak o niskim stopniu zróznicowania - wstrętne złośliwe paskudztwo!!! Więc albo Sabina ma dwa rodzaje nowotworu na raz (do biopsji był pobierany materiał z guza umiejscowionego po prawej stronie, a do histopatologii oddany był guz z lewej strony), albo ten złośliwy był niezsłośliwy, ale z czasem zezłośliwiał (był to największy guz, więc pewnie powstał jako pierwszy). Albo... w którymś badaniu pomylono materiał badawczy :roll: :x Tym bardziej, że na wynikach histopalogii zgadzają się wszystkie dane oprócz... rodzaju pobranego materiału... Powinien w tej rubryczce widniec guz gruczołu mlekowego, a widnieje... guz skóry :x Nasz wet ma skonsultowac te wyniki z jakąs pania profesor... I nie wiem, czy fakt przeoczenia tego guza po prawej stronie podczas pierwszej operacji nie ma dobrej strony - bo przynajmniej zostało coś, co jeszcze można zbadać :roll: coztego, nasz wet mówił i w vetserwisie też tak piszą, że najczęściej guzy pojawiają się najpierw przy dwóch ostatnich parach sutek - czyli na samym dole. Niestety nie wystarczy macac suki po brzuchu, żeby wykryć guza, trzeba macac po kolei wszystkie sutki, najlepiej biorąc je w palce i ściskając na różne sposoby. Quote
coztego Posted August 13, 2005 Posted August 13, 2005 [quote name='asher']My tez już mamy wynik histopatologii i jest on totalnym zaskoczeniem! :o Czyli z biegiem czasu wiadomo coraz mniej? :-? Może ostatni zabieg da jakieś w miarę pewne wyniki... :roll: Powinien w tej rubryczce widniec guz gruczołu mlekowego, a widnieje... guz skóry :x Ostatnio w Teleexpresie pokazywali wyniki RTG, jakaś kobieta prześwietlała kolano, a na wynikach miała napisane "Płuca i serce bez zmian" :fadein: trzeba macac po kolei wszystkie sutki, najlepiej biorąc je w palce i ściskając na różne sposoby. No to będe macać na różne sposoby... 8) Quote
asher Posted August 13, 2005 Posted August 13, 2005 [quote name='coztego']Powinien w tej rubryczce widniec guz gruczołu mlekowego, a widnieje... guz skóry :x Ostatnio w Teleexpresie pokazywali wyniki RTG, jakaś kobieta prześwietlała kolano, a na wynikach miała napisane "Płuca i serce bez zmian" :fadein: A na zdjęciu było kolano??? :o :roflt: Z tej samej beczki - wczoraj moja mama wyjeżdzała do szpitala (w Zakopanem, cos na kształt sanatorium), i o mały włos zamiast swoich zdjęć, zabrałaby prześwietlenia płuc Sabiny :lol: Ciekawe co by lekarze na to powiedzieli :wink: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.