Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

19 stycznia 2009 po ciężkiej walce o jej życie moja kochana Szerunia odeszła. Miała 11 i pól roku. Byłam przy jej narodzinach. I niestety śmierci również. Trzymałam ja za łapkę i pysio. Tak bardzo ją kochałam, a w sumie nadal kocham. Była moim aniołeczkiem, oczkiem w głowie. Zawsze robiło mi się lepiej, jak o niej pomyślałam. Ze jest i mnie kocha bezgranicznie. Tak bardzo radowała moje serce. A teraz, gdy odeszła, nie mogę w to uwierzyć. Że już jej nie ma, że już nigdy nie pomacha do mnie ogonkiem, że nie zobaczę jej i nie pocałuje w nosek. Czuje ogromny ból i żal. Najgorsze jest to, że to stało się tak szybko. Całe życie była okazem zdrowia. Była wysterylizowana. Nikt się nie spodziewał, że nie dożyje późnej starości, nie wyglądała na 11 lat. Była żywa i radosna. Ale na początku grudnia zauważyliśmy, ze ma powiększone węzły chłonne. Poszliśmy do lokalnego weta, który stwierdził, że to przeziębienie. Dostała antybiotyki, trochę się poprawiło. Ale cały czas nas niepokoiły te węzły chłonne. Zmieniliśmy antybiotyki, ale również bez szczególnej poprawy. Była trochę mniej ruchliwa, ale miał cały czas apetyt i to nas uspakajało. Nikt się nie spodziewał najgorszego. Ale po Świetach zaczął jej rosnąć guz na szczęce, pojawiły się duszności. I się posypało. Pojechaliśmy z nią na rentgena i USG do Wrocławia. Okazało się, że ma raka. Miała 10cm guza w brzuchu i w płucach. A ten guz na szczęce to przerzut ze środka. Już nic nie mogliśmy zrobić. Choroba ujawniła się niecałe 2 miesiące przed jej śmiercią. I zabrała ją tak szybko. We Wrocławiu powiedziano nam, że prędzej czy póżniej udusi się i żeby uśpić ją. Tak więc zrobiliśmy, nie pozwololiśmy jej badziej cierpieć. Ona odeszła, jej cierpienie zakończyło się , ale moje jeszcze długo będzie trwać. Nadal nie mogę w to uwierzyć, że to prawda, że ona nie żyje. Rozczula mnie, że do samego końca miała siłe machać do mnie ogonkiem. Zawsze się cieszyła na mój widok, a ja na jej. Nawet na ostatnim spacerku pomachała ogonkiem do mnie. Moja mała Szerunia. Najbardziej boli ta bezsilność, gdy walczysz z całych sił i nic...
Tęsknieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee

Szeruniu

:bigcry:

Posted

Bardzo mi przykro :( Aż mi łezka poleciała.
Nie wyobrażam sobie że któreś z moich zwierzaków kiedyś odejdzie :(
To jest takie przykre, szczególnie kiedy musimy podjąć tą najcięższom decyzję o zakończeniu cierpień naszych merdających ogonków :(

Mam nadzieje że w końcu twoje tęskniące serduszko się ukoi i zachowają się wszystkie piękne wspomnienia =*
Kto wie, może zawita u was nowy członek rodziny który przyniesie wam wiele kolejnych radosnych chwil i będzie przypominał co przyniosła wam Szerunia :*

Przytulam Mocno!

Posted

To był najwspalnialszy przyjaciel jakiego dotąd miałem. Miał na imię Lump. Zdrobniale Lumpek, Lumpuś, Lumpuniu.....Był z nami od zawsze. Przybłąkał się do albo poprostu sobie nas wybrał. Po pierwszej wizycie i szczepieniach weterynarz oznajmił mi, że Lumpek przyszedł na Świat dwa tyg. wcześniej. Urwis z niego był straszny, już podczas pierwszego spacerka nawiał mi.......Oczywiśnie zguba odnalazła się sama ale.......wrócił okaleczony:-( Moja wina, nie upilnowałem ale dlaczego ludzie są tacy okrutni, nie mają serca i są zwykłymi sadystami!! Ktos oblał mojego Lumpka kwasem po grzbiecie!!! Lekarz nie rokował większych nadziei, sugerował nawet by go uśpić ale On strasznie chciał żyć. Nie poddawał się nigdy i wylizał się z tego. Później były szczęśliwe lata:-) Około dwa lata lemu po powrocie znad morza oczywiście z Lumpkiem zaczął się kaszel. Myślałem, że to przyziębienie, bo przyznać muszę, że szaleństwo w wodzie bylo i to jeszcze jakie. Weterynarz-konował zapisał antybiotyki. Po tygodniu brania kaszelek był jeszcze gorszy. Udałem się do kolejnego konowała i następnego aż wreszcie trafiłem na ul. Januszowicką (Wrocław). Tam powiedzieli mi, że Lumpek ma wrodzoną wadę serduszka. Miał wtedy 10 lat. Od razu przystąpiliśmy do leczenia. Postęp choroby był bardzo szybki ale mój Piesek nigdy nie dawał po sobie znać, że coś go boli. Kurcze, tak ciężko mi to pisać....Raz było lepiej, raz gorzej. Codziennie podawaliśmy mu garść tabletek (na ciśnienie, serduszko, na płyny itp.itd.) Był taki dzielny.....Później był obrzęk płuc, woda w brzuchu, odmawiały posłuszeństwa nerki i kolejne narządy. Jeździliśmy z nim na kroplówki, na tlen, na zastrzyki jednak choroba pogłebiała się. Wiedzieliśmy, że w końcu przyjdzie ten moment a zarazem nie chcieliśmy patrzeć jak się męczy. Lumpek wybrał sobie piękny dzień, dzień zaduszek. Umarł po długiej i cięzkiej chorobie w domu, w moim pokoju, przy moim łóżku 31 października 2008r. Długo nie mogłem do siebie dojść tak bardzo go kochałem, był kimś więcej niż tylko członkiem rodziny. Może to i dziwne co teraz napiszę ale swoją pokorą i pozytywną postawą dał nam wielką lekcję życia. Na zawsze pozostanie w naszej pamięci, nasz Kochany Lumpek.....Zawsze będę o Tobie pamiętać.

IMG 0415.jpg

Posted

Dziekuję Wam za wsparcie...
Maroon, przykro mi z powodu Twojego Lumpka. Wiem co czujesz, aż za dobrze ;(
A wiecie, że jak przyjechaliśmy do lecznicy z moją Szeri to akurat podczas umówionej wizyty (na uśpienie) to pare minut przed nami przyjechali państwo z suczka do cesarki... Dziwniy zbieg okoliczności, prawda? Chyba najbardziej dosadana lekcja z życia, przemijania. Jedne umierają, inne się rodzą.
Ehhh ciężko mi w ogole pisać o tym. Ciągle chce mi sie płakać. Tak bym chciała, żeby mi sie chociaż przyśniła... Zawsze ze mną spała pod kołderką. Mój grzejniczek i najukochańszy pieseczek. :placz: Zawsze bede tęsknić za Malutką. ;( Dzień kiedy ją straciłam, był najgorszym dniem w moim życiu.

  • 4 weeks later...
Posted

Dzieki Amnessick!! Wiem, jak bardzo Tobie ciezko teraz i w ogole. To samo czulem, czuje i zawsze bede czul ale nie mam wplywu na nic. Teraz jak sobie pomysle z perspektywy czasu jak bardzo moj ukochany piesek sie meczyl, co przezywal i jak bardzo byl silny wewnetrznie ciesze sie, ze dozyl starosci, ze mogl byc z nami i po prostu....wypelnil swoja "misje" do konca. Nigdy go nie zapomnie, bo Lumpek zawsze pozostanie w moim sercu. Poza tym nie wiem czy kiedykolwiek zdecyduje sie na zwierzatko w domku.......Pozdrawiam Cie i trzymaj sie cieplutko, nie poddawaj sie i pamietaj, ze Twoja Szerunia jest teraz szczesliwa:))

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...