Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Toller-Fox napisał(a):
BTW Strumyk- czy my się aby nie znamy? Jakie pieski masz w Avatarze?


Kiedys sie poznalysmy (dzieki MS). Niedlugo po tym jak wzieliscie malego. Na zdjeciu jest Duckie (Dakota VV) oczywiscie toller oraz moj śp. Leo (ON200%).

  • Replies 2.3k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

asher napisał(a):
Jeżeli to ten, to dość dziwne, że podczas szkolenia nie zauwazono braku wrodzonych skłonności i nieodpowiedniego temperamentu... Przecież pies ukończył dośc długo trwające szkolenie z pozytywnym wynikiem?


Nie wiem o jednak o jakim psie mowimy, wiec nie moge nic wiecej dodac.

asher napisał(a):
Nie bardzo rozumiem... Proponujesz zastąpienie zainteresowania kotem zainteresowaniem zabawką?

jak najbardziej
ale nie zastapienie, tylko wykorzystanie jak nagrody
tylko jest jeden maly szkopul - trzeba chciec cokolwiek zrobic w tym kierunku

Posted

strumyk napisał(a):
asher napisał(a):
Nie bardzo rozumiem... Proponujesz zastąpienie zainteresowania kotem zainteresowaniem zabawką?

jak najbardziej
ale nie zastapienie, tylko wykorzystanie jak nagrody
tylko jest jeden maly szkopul - trzeba chciec cokolwiek zrobic w tym kierunku
Napisz mi proszę JAK to zrobić, bo ja jakos nie mam pomysłu... Jak już napisałam - w normalnych (tj. bezkocich :wink: ) warunkach dużego rozproszenia super sprawdza się piszcząca zabawka. To wtedy najfajniejsza nagroda. Jak Sabina usłyszy to charakterystyczne piszczenie, to traci świat z oczu. Jednak w obliczu kota piszczałka traci cały urok :niewiem:

Acha, jeszcze jedno - jak ją wykorzystać jako nagrodę? Żeby nagradzać - trzeba mieć za co :hmmmm:

Posted

asher napisał(a):
Acha, jeszcze jedno - jak ją wykorzystać jako nagrodę? Żeby nagradzać - trzeba mieć za co :hmmmm:


przykro mi, ale nie napisze calego przepisu - to troche duzy esej
za duzo pisania i wyjasniania, a poza tym na pewno i na forum i w sieci jest toche przepisow
kluczem wyjscia jest zmiana Twojego myslenia
Ty sadzisz, ze nie mozesz jej nagradzac, bo nie masz za co
a droga do sukcesu jest tak organizowac cwiczenia i szkolenie, aby stwarzac sytuacje, w ktorych jest za co nagradzac i dopieor dzieki temu mozesz przekierowac sucze myslenie i nawyki
nie mozesz liczyc tylko na to, ze nagle Ci wyskoczy kot i wtedy raz na 100 przypadkow bedziesz mogla zapiszczec zabawka
grunt to stwarzanie sytuacji szkoleniowych
podejrzewam, ze jest pewien punkt, w ktorym suka zaczyna szukac kotow, bo "zawsze sie tam pojawiaja" i tu juz zaczynasz cwiczyc i dzialac, a nie jak juz kot ucieka

Posted

strumyk napisał(a):
podejrzewam, ze jest pewien punkt, w ktorym suka zaczyna szukac kotow, bo "zawsze sie tam pojawiaja" i tu juz zaczynasz cwiczyc i dzialac, a nie jak juz kot ucieka
Owszem, są takie miejsca, gdzie koty pojwiają się dośc regularnie, a Sabina o tym wie. Często sobie tam ćwiczymy, krótkie sesje. Kiedy nie ma kotów Sabinie za nagrodę wystarczają smakołyki, równiez tam. Ćwiczy ładnie. Ale jak pojawi się kot, to koniec :-? A najgorsze jest to, że ja nie potrafię przewidzieć, czy kot mi nie wyskoczy zaraz po wydaniu komendy i tym samym mi jej nie zepsuje... :-?

Posted

W takim razie ja podpowiem Ci, Asher, pewien sposób na "uaktywnienie" zabawki. Ale od razu dodam, że jest on obarczony ryzykiem, gdyż opiera się na uzależnieniu suki od zabawki. W skrócie polega on na fakcie, iż jeśli jakiś pożądany obiekt jest trudno dostępny, to pożądanie wzrasta. Tak samo jak w Waszym przypadku z kotami. Koty są intrygujące i niedostępne a tym samym mocno pożądane (czytaj: pobudzają silną chęć pościgu). I Ty musisz mieć coś co suka będzie jeszcze bardziej pożądać.
Czyli kupujesz nową piszczącą zabawkę (im bardziej niezwykły dźwięk wydaje tym lepiej) i okazujesz ją suce. Ale nie dajesz tej zabawki do zabawy (a jeśli już to na chwilę). Kupujesz - pokazujesz (piszczysz) i chowasz. Po jakimś czasie powtórka - suka musi być zaitrygowana. Z czasem dajesz do powąchania, piszczysz i chowasz. Możesz również dać do pyska ale natychmiast odbierasz. Po pewnym czasie (czasem bardzo szybko) pies zaczyna wariować na dźwięk tej zabawki. I wtedy możesz jej używać do nagradzania - piszcząc i pozwalając chwilę pobawić się.
Sądzę, że taka zabawka odwróci uwagę suki od kota - suka od czasu do czasu będzie miała dostęp do zabawki, a tym samym wzmocnione pożądanie zabawki.

Problem w tym, że stały dostęp do zabawki (jak podany przez Ciebie przykład leżącej piłki) zmniejsza jej atrakcyjność. To samo dotyczy dzieci - zabawka na wystawie sklepowej jest bardziej atrakcyjna (bo niedostępna acz pożądana) niż te, które są w domu (stale dostępne). Ale kupiona i stale dostępna w domu szybko się dziecku znudzi...

Posted

Marmasza, ale ja to wiem!!! :lol: Myslisz, że jak ja ją przekonałam do zwykłej piłki? :wink: (choć nie moge nie wsponieć o tym, że kawał dobrej roboty odwalił za mnie mój drugi pies. Sabina "pozazdrościła", że się razem z Bugajskim tak fajnie bawimy, a ona nie :lol: )

I tak się składa, że na piszczące zabawki WCALE NIE MUSZĘ SABINY NAKRĘCAĆ! Ona na dźwięk piszczałki dostaje prawdziwego bzika! Piszczałka to jedyna rzecz, której mi nie chce oddawać na komendę, to jedyna rzecz, którą próbuje złapać w paszczę, nawet, kiedy jej nie pozwalam, w wyniku czego mam zazwyczaj pocharatane jej zebami dłonie (oczywiście nie gryzie mnie z agresją, tylko nie zawsze trafia zębami w to co chce :wink: ).
NIGDY nie ma do piszczałki stałego dostępu, chocby dlatego, że po kilkunastu sekundach piszczałka przestaje byc piszczałką, tak zapamiętale ją Sabina gryzie...

Co gorsza jej zachowanie wobec piszczałki neiwiele ma wspólnego z zabawą. To jest polowanie pełną gębą, tarmoszenie i zagryzanie ofiary... Całkiem serio. Sytuację oddaje tylko jedno słowo - amok :roll:

Z jednej strony to fajnie, ale z drugiej...
Od poczatku, kiedy tylko suka do mnie trafiła zaobserwowałam, że bardzo czujnie reaguje np. na dźwięk płaczu noworodka. Mam prawie 100 procentową pewnośc, że takie kwilenie wyzwala w niej pasję myśliwego, identycznie, jak piszcząca zabawka.
Dlatego od dłuższego już czasu piszczałek u nas w domu nie ma. Bo zważywszy na predyzpozycje Sabiny, ja wolę sukę wyciszać, a nie nakręcać...

Ale, mimo wszystko w obliczu kota (nawet nie uciekającego, ale np. spokojnie siedzącego) moge se piszczeć zabawką ile wlezie :roll: Sabina i tak jest maksymalnie skoncentrowana na zywej zwierzynie :-?

Posted

asher napisał(a):

Ale, mimo wszystko w obliczu kota (nawet nie uciekającego, ale np. spokojnie siedzącego) moge se piszczeć zabawką ile wlezie :roll: Sabina i tak jest maksymalnie skoncentrowana na zywej zwierzynie :-?


No to może jak zobaczysz spokojnie siedzącego kota, to postaraj się przeczekać szaleństwo suki. Uwiąż ją np. do latarni (czy drzewa) i niech się szarpie... I czekaj na chwilę spokoju aby nagrodzić sukę czymś bardzo atrakcyjnym (np. kawałkiem wędzonego kurczaka).

Druga metoda to ukaranie psa - bierzesz ze sobą spryskiwacz do kwiatów z zimną wodą i jak zacznie się szarpać, to pryskasz jej w nos (z bliska). Może pomoże...

Posted

Marmasza napisał(a):
No to może jak zobaczysz spokojnie siedzącego kota, to postaraj się przeczekać szaleństwo suki. Uwiąż ją np. do latarni (czy drzewa) i niech się szarpie... I czekaj na chwilę spokoju aby nagrodzić sukę czymś bardzo atrakcyjnym (np. kawałkiem wędzonego kurczaka).

Ona się nie szarpie, nie rzuca, nie szczeka. Ona po prostu jest maksymalnie na kocie skoncentrowana i ma w nosie mnie i cały świat. Pozornie jest bardzo spokojna wtedy. Ale tylko pozornie :wink:

Marmasza napisał(a):
Druga metoda to ukaranie psa - bierzesz ze sobą spryskiwacz do kwiatów z zimną wodą i jak zacznie się szarpać, to pryskasz jej w nos (z bliska). Może pomoże...
Dla niej taka kara to nagroda :wink: To znaczy za pierwszym razem owszem, zbije ją to z pantałyku, ale już za drugim rozpocznie polowanie na wodę :wink:

Posted

asher napisał(a):
Ona się nie szarpie, nie rzuca, nie szczeka. Ona po prostu jest maksymalnie na kocie skoncentrowana i ma w nosie mnie i cały świat. Pozornie jest bardzo spokojna wtedy. Ale tylko pozornie :wink:


Skąd ja to znam :lol:
Miałem to samo (a i teraz czasem się zdarza) - Masza zaitrygowana sztywnieje (dosłownie, gdyż można ją w takim momencie podnieść za pysk jak posążek) i nie widzi świata poza "tym czymś". Ale ja po prostu przeczekiwałem ten stan. Siadałem obok suki (albo stałem spokojnie) i czekałem aż na mnie spojrzała (czasem czekałem baaardzo długo). Jak spojrzała to olbrzymia radość z mojej strony i propozycja zabawy. Ale do tego musisz być pozytywnie nastawiona do psa - żadnego zniecierpliwienia.

Posted

Moja nie sztywnieje, tylko się przyczaja i zastyga (ale robi wrażenie elastyczne, a nie sztywne :lol: ), albo zaczyna skradac. Wygląda wtedy fantastycznie, jak lwica na polowaniu :wink:

Owszem, tez czekam, aż oderwie się choćby na chwilę od zwierzyny i na mnie spojrzy - wtedy nagradzam (radośc, smakołyk, zabawa, itp). Robię tak już od dłuuugiego czasu (ze dwa lata chyba) i efektów jakoś nie ma :lol:

Posted

A jeszcze jedno.
Już o tym wspominałam, że być może efekty byłyby lepsze, gdybyśmy ćwiczyły regularnie. Ale, jak pisałam, nie mam dostępu do zdalnie sterowanego kota :wink: Na szczęście tu, gdzie mieszkamy nie ma ich wiele.

Posted

asher napisał(a):

Ona się nie szarpie, nie rzuca, nie szczeka. Ona po prostu jest maksymalnie na kocie skoncentrowana i ma w nosie mnie i cały świat. Pozornie jest bardzo spokojna wtedy. Ale tylko pozornie :wink:


Nie czytałam całego wątku :oops: ale to zachowanie znam doskonale :lol:
Otóż ja miałam kiedyś spotkałam spokojnie leżącego kota, który Unę miał gdzieś, a Una - maksymalnie na nim skoncentrowana. Powiedziałam "siad!" - oczywiście zero reakcji, więc delikatnie nadusiłam na zadek powtarzając "siad" i psica usiadła, a więc było już dobrze, bo siad jest bardziej statyczny niż stanie. Zaczęłam jej pchać smakołyki do pyska - wypadały drugą stroną :lol: ale je uparcie pchałam i w końcu zaskoczyła, zaczęła je łykać, najpierw nawiązała kontakt z kiełbasą, potem ze mną :lol: w końcu udało się nam na luźnej smyczy i z oczami wlepionymi w kota odejść. Po dwóch takich "sesjach" Una zaczęła sama siadać, zaczęła brać mi z ręki smakołyki i ogólnie nie traci kontaktu ze smakołykami, zaczyna łapać też kontakt ze mną, krótki rzut oka na mnie (KLIK i jackpot!!). Możemy już ze sporej odległości minąć nieruchomego kota, choć oczywiście biegnący to jawna prowokacja :lol: Ale ja mam psa gończego :wink: Ogólnie widzę, że mój sposób działa na mojego psa, powolutku, po troszeczku odwrażliwiając ją, ale to mozolna praca i pewnie bez szans na 100% powodzenia - niemniej i tak już dużo łatwiej chodzić mi po osiedlu.

Pozdrawiam
Marysia i Una

Posted

No to moje to tez gonczaki:D Na spacerze koty spotykamy bardzo rzadko, czesciej koty(debile...)odwiedzaja nas :roll: Wtedy albo kotek zaczyna swoje kolejne zycie pozaziemne, albo zwiewa na drzewo pod pilna obserwacja dwoch mamutow. Ze Zwirkiem, przez ponad rok prawcy nad takimi przypadkami, mam odwolanie od miejcsa przebywania kota. Matrixa musze odprowadzac do domu sila, a on w domu i tak wyglada przez okno na kota... Ale Zwirek...:) Jak juz napisalam, jkestem w stanie odwolac go od siedzacego np. na drzewie kota. Kiedys kilka razy bedac na spacerze na polu(pies luzem), udalo mi sie odwolac go od kota uciekajacego na drzewo/plot itp. Ogolnie moje chlopaki maja na koncie kilka kotow, i na miauczenie czy kicikici reaguja istnym szalenstwem. Jezeli kot sasiadow z naprzeciwka chodzi sobie po ichnim ogrodku, to chlopaki siedza przy brtamie i bacznie obserwuja go przez plot, od czasu do czasu wydajac dosc dziwne odglosy;) Wtedy biore cos bardzo dla nich atrkcyjnego(np. wedzona kosc) i mam juz psy patrzace na kosc nie na kota. Wiem, ze gdyby zaczelo sie gonienie kota, to nawet kosc by nie zadzialala. Ale majac psa na smyczy, i spotykajac po drodze kota, mowie psu "nie rusz kota, zostaw kota"itp. Co prawda mlody przestaje wrtedy udawac parowoz, ale nadal jest gleboko wpatrzony w zwierzyne. Zazwyczaj na sapcerze mam przy sobie zwykle smaczki, wiec kaze psu siasc i go nagradzam, wtedy juz mam powolne skupienie sie na mnie. Napycham go smaczkami, a kot w tym czasie sobie gdzies tam idzie, i kontynuuje spacerek;)
Ostatnio spotkalam kota bedac ze Zwirem na spacerku. Bylismy na osiedlu, sasiadka podlewala trawnik. Maly byl luzem, bo cwiczylam chodzenie przy nodze, przywolywanie i skupienie na mnie. Pozwolilam psu wybiec przece mnie, i tuz po wydaniu psu komendy zlweaniajacej z "rownaj", przed nami na drodze pojawil sie kociaczek, ktory nie zesresowal sie wogole wiokiem psa, i spokojnie zmierzal w kierunku plotu. Zoabaczylam go w tym samym momencie co pies. Nie chcac wrzeszczec, zatrzymalam sie i donosnym glosemkazalam biegnacemy psu przyjsc do mnie. Maly byl tak rozpedzony, ze w chwili, kiedy podbiegal do kota, ktory wlasnie mial zamiar wejsc za plot, omal sie nie wywalil przy hamowaniu. Kot na swoje szczescie zdarzyl sie schowac. Ale odwolalam psa po raz kolejny- i nie probowal sie doscac do kota, tylko przybiegl do mnie, i kontynuowal(chociaz bardzo rozkojarzony i napiety oraz czujny) spacer przy nodze.

Posted

asher napisał(a):
Marysia_i_gończy napisał(a):
oczywiście biegnący to jawna prowokacja :lol: Ale ja mam psa gończego :wink:
Wychodzi na to, że ja też :lol:


Echh, zrobiłam za duży skrót myślowy :roll:
Cóż, wydaje mi się, że każdy pies chętnie goni coś, co ucieka, niezależnie od rasy, po prostu takie są psy. Natomiast zaciekłość i zapamiętanie, z jaką robi to gończy przechodzi wszelkie pojęcie (a dokładniej, moje pojęcie :wink: ale przecież nie jest to mój pierwszy pies 8)). Biegnący kot to jawna prowokacja dla każdego psa :evil: ale nie każdy pies ściga jak gończy - okiem i nosem, z głoszeniem, przez wszystko, mojego psa nie zatrzymałby płot :evilbat: krzaki, ciernie, czy utrata kota z oczu :roll: w końcu można ścigać nosem, no nie?
Dlatego ja robię co mogę, żeby do pogoni nie dopuscić...

Pozdrawiam
Marysia i Una

  • 2 weeks later...
Posted

asher napisał(a):
strumyk napisał(a):
podejrzewam, ze jest pewien punkt, w ktorym suka zaczyna szukac kotow, bo "zawsze sie tam pojawiaja" i tu juz zaczynasz cwiczyc i dzialac, a nie jak juz kot ucieka
Owszem, są takie miejsca, gdzie koty pojwiają się dośc regularnie, a Sabina o tym wie. Często sobie tam ćwiczymy, krótkie sesje. Kiedy nie ma kotów Sabinie za nagrodę wystarczają smakołyki, równiez tam. Ćwiczy ładnie. Ale jak pojawi się kot, to koniec :-? A najgorsze jest to, że ja nie potrafię przewidzieć, czy kot mi nie wyskoczy zaraz po wydaniu komendy i tym samym mi jej nie zepsuje... :-?


To może uczynisz smakołyki bardziej pożądanymi niż ściganie kota. To prostsze niż uatrakcyjnianie zabawki, gdyż popęd głodu jest chyba najsilniejszym z popędów. Czyli wprowadzasz sukę w stan "stałego nienasycenia" poprzez zmniejszenie dziennej porcji żarcia. Oczywiście nie głodzisz jej, ale dzielisz dzienną porcję jedzenia na 1/2 do miski i 1/2 na nagrody (radykalnym byłoby 1/2 na 2/3).
Teraz Twoim zadaniem jest stwarzanie sytuacji aby suka "zapracowała" na tę drugą połowę żarła. Również w miejscach gdzie spotykacie koty. Głodny pies wybierze pokarm, zwłaszcza, że kotów nie jada :)
Główny problem polega na tym, żeby pies nauczył się spokojnego mijania kota. Ale żeby do tego doszło (uczenia się) musi mieć okazję do "pierwszego razu" (czyli okazję do zdobycie doświadczenia: spokojne przejście obok kota = nagroda z rąk Pani). Dopóki nie zdobędzie takiego doświadczenia, to nie ma szans na naukę (bo niby skąd ma wiedzieć jakie będą konsekwencje "spokojnego przejścia obok kota"). I dlatego proponuję abyś na czas nauki wprowadziła sukę w stan "nienasycenia" tak aby przede wszystkim "szukała" okazji do zjedzenia.

Posted

Spróbuję.
Ale obawiam sie jednak, że kot wyda jej się smaczniejszy, niż oferowane przeze mnie smakołyki, a tym samym bardziej pożądany :roll: :lol: Bo ja wcale nie jestem pewna, czy Sabina faktycznie kotów nie jadała :wink: To znajda, trafiła do mnie po dośc długiej tułaczce po wsi i okolicznych lasach... Coś przecież jeśc musiała... A publicznych śmietników tam nie ma, knajp, ktore wyrzucają odpadki też nie... A na wsiach niechętnie sie dokarmia bezpańskie psy, bo odpadkami żywi się swojego łańcuchowca, albo daje się je sąsiadowi da świń... A jakas szczególnie wychudzona suka nie była :wink:

Posted

Moje pytanie brzmi po co kliker? Głos pana do psa przemówi bardziej, ton ,mimika i mowa ciała więcie da niż klilanie.co to za przyjemność rozmowa z psem za pomoc a blaszki!
a co bedzie jak ktoś w okolicy tez będzie klikł mozemy być dobrej myśli ze tylko jeden w okolicy a nie więcej!
J a polecam tradycyjne szkolenie a kliker to dodatek. szkolenie klikierm w jakiejkolwiek szkółce to nie ma sensu bo nie wyobrazam sobie 5-6 osób klikajacych na raz mogło by towygladać komicznie kończąc na dramacie i załamamiu właściciela i braku zrozumienia samego psa.
pozdrowionka
somak :-? :D :-?

:P

Posted

somak napisał(a):
Ja polecam tradycyjne szkolenie a kliker to dodatek. szkolenie klikierm w jakiejkolwiek szkółce to nie ma sensu bo nie wyobrazam sobie 5-6 osób klikajacych na raz mogło by towygladać komicznie kończąc na dramacie i załamamiu właściciela i braku zrozumienia samego psa.

Od razu widac, ze nie masz pojecia o szkoleniu klikerowym. Takie szkolenie wyklucza sie z tradycyjnym. Pzoa tym psom wbrew pozorom wcale nie przeszkadzaja kliki innych osob. Pies skupia sie na wlascicielu i nic innego go nie obchodzi. I nikt sie nie frustruje ani pies ani wlasciciel. Poza tym ja klikajac gadam do psa. Oczywiscie nie w momencie klikania, ale pochwaly slowne tez dodaje i w ogole mnostwo gadam do moich psow.

Posted

[quote name='somak']Moje pytanie brzmi po co kliker? Głos pana do psa przemówi bardziej, ton ,mimika i mowa ciała więcie da niż klilanie.co to za przyjemność rozmowa z psem za pomoc a blaszki!

Oj, radzę najpierw coś wiedzieć, a potem wypowiadać się na dany temat :lol:
Po co kliker? Po to, żeby zaznaczyć porządane zachowanie :wink: Natomiast metoda klikerowa wcale nie wymaga użycia klikera, można zaznaczać głosem, ale kliker jest szybszy niż głos, a ponadto niezmienny - a Twój głos zależy od sytuacji, nastroju itp.
Dla mnie liczy się szybkość - wierzę, że do berneńczyka wystarczy głos :lol: :lol: ale mój pies pomiędzy "do" a "brze" potrafi się przemieścić o metr :lol: 8) Nawet "tak!" jest za długim słowem, żeby precyzyjnie wskazać za co chwalę (tak, tak, mój psiak potrafi na "t" jeszcze siedzieć, na "k" już leżeć :lol:).

[quote name='somak']Ja polecam tradycyjne szkolenie a kliker to dodatek.

Nie wiem jak dla innych, ale dla mnie "tradycyjne szkolenie" oznacza szkolenie siłowe, łancuszek, kolczatka, szarpanie, karcenie, korekty itp. Pomiędzy tak rozumianym szkoleniem tradycyjnym a szkoleniem klikerowym jest całe mnóstwo metod pośrednich, a dokładniej metod jest chyba tyle, co par, bo każdy pies i każdy człowiek są inni :)

Heh, nie ma to jak wyskoczyć jak Filip z konopii :roll: :wink:

Pozdrawiam
Marysia i Una

Posted

Witam!!!

Wszyscy mają swoja drogę do jak najlepszego wyszkolenia psa, lecz muszę się troszeczkę wtrącić, bo nie do końca się z tobą zgadzam. :gent:

Po co kliker? Po to, żeby zaznaczyć porządane zachowanie :wink: Natomiast metoda klikerowa wcale nie wymaga użycia klikera, można zaznaczać głosem, ale kliker jest szybszy niż głos, a ponadto niezmienny - a Twój głos zależy od sytuacji, nastroju itp.

Ja mam za cel, aby mój pies był na mnie skoncentrowany i nie lekceważył poleceń, które wydaje. Jeżeli powiem siad to ma siedzieć a nie teleportować się metr dalej, do przemieszczania są inne komendy.
Co do głosu pies pozna go, ma lepszy słuch niż my. Brzmienie i nastrój jest ważny tak jak mowa ciała. Spojrzeniem, jednym gestem czy mimiką twarzy można wiele zdziałać, tylko jeden warunek pies nie ma latać jak f-16, że ma być skacentrowany na właścicielu. Druga sprawa, jeżeli ja mu mówię waruj to ma to wykonać a jeżeli mówi mu to ktoś inny to nie koniecznie mi by się to podobało. A klikier to jak go ma inny to jest właścicielem psa ( oczywiście w przenośni)
Tak po krótce o jednym.



Nie wiem jak dla innych, ale dla mnie "tradycyjne szkolenie" oznacza szkolenie siłowe, łancuszek, kolczatka, szarpanie, karcenie, korekty itp.



No tak jak ktoś powie tradycyjne to od razu go posądzają ze ma pejcz kolczatkę z ostrymi końcówkami i łańcuszek i inne zabawki może jeszcze gorącą blachę ze by skakał jak Małysz.
To nie tak na szkoleniu, na którym ja uczestniczę to narzędziem jestem sam do pracy jest smycz i obroża ze skóry jak ktoś ma kolczatkę to ma natychmiast przestać jej używać. Pies ma nas słuchać, on widzi więcej niż my sobie zdajemy sprawę. Są metody szkolenia chodzenia przy nodze bez łańcuszków kolczatek itp., ale trzeba o tym wiedzieć.

Szarpanie, karcenie, korekty itp., co do tych spraw to jest oczywiste ze biedą w trakcie szkolenia
Szarpanie zamieńmy na inne słowa przyciąganie ( uwagi na właścicielu) np., jeżeli pies nas ciągnie to musimy tak go sobą zainteresować by zaprzestał dalszej walki o prowadzenie i jest to możliwe za delikatnym przyciągnięciem go do siebie a on wtedy sobie kojarzy, że ciągnięcie nie daje satysfakcji i żadnych korzyści.

Karcenie, co wiele osób przekształci na znęcanie a to nie oto chodzi są metody karcenia słownego mimika i odstraszania pokazywaniu psu nie przyjemnych okoliczności w danym momencie. To dla mnie jest karcenie.

Korekty, – co do tego to nie rozumiem, bo jeżeli psy przy użyciu klikier robią wszystko bez korekt to ja też na to idę jedno klikniecie to siad a jeżeli tego nie wykona tylko zawaruje to, co dalej koniec szkolenia wtedy jest ponowna komenda i siad, jeżeli przez to Rozumiesz korekty.

Ludzie maja różne poglądy, co do szkoleń psów, ale przede wszystkim należy szkolić psy i je socjalizować najlepiej w szkołach dla psów, ja polecam zacząć od przedszkola. Jest to wspaniałe doświadczenie dla właściciela i psa, co daje bardzo dobre efekty w życiu z naszym ulubieńcem w następnych latach

Pozdrawiam wszystkich
:P Somak i powolny Oliver :P

Posted

Muszę się wtrącić, gdyż Somak krytykuję metodę o której nie ma najmniejszego pojęcia.
1. Kliker nie służy do wydawania komend, ale do wskazywania psu za co będzie nagrodzony. Szkolenie klikerem, to rodzaj gry, w której bierze udział pies i jego przewodnik. Pies próbuje znaleźć sposób na zdobycie nagrody (swoim zachowaniem) a przewodnik sygnalizuje mu poprawne próby. Psy to uwielbiają i z zapałem przystępują do tej "gry".
2. W szkoleniu tym nie wydaje się psu poleceń dopóki trwa nauka. Wprowadzenie komendy następuje gdy pies ma opanowanie zachowanie (czyli chętnie i często je oferuje). I w tym momencie wycofujemy klikanie - czas nauki się skończył.
3. Przy prawidłowym szkoleniu pies jest całkowicie skoncentrowany na zadaniu - nie na klikerze i nie na nagrodach.
4. Szkolenie klikerowe jest trudnym, ale przynoszącym szybko dobre efekty. Co więcej z czasem nauka nowych rzeczy trwa krócej - pies podczas szkolenie "rozwija się intelektualnie".
5. Można spokojnie szkolić klikerem psy w grupie. Co więcej jeden przewodnik może spokojnie pracować z dwoma (lub więcej psami). Psy doskonale wiedzą, kiedy klik "ich dotyczy" (gdyż wtedy uwaga przewodnika jest skupiona "na nich").

I na koniec - szkolenie klikerem wymusza koncentrację przewodnika na psie i jego zachowaniu. Przewodnik jest zmuszony do planowania swoich działań i wyraźnie widzi postępy psa. Szkolenie jest konsekwentne i metodycznie prowadzone.
Natomiast jeśli chodzi o zaznaczanie zachowań głosem - pies stara się zinterpretować naszą mowę (gdyż często głos nas sygnalizuje mu ważne dla niego konsekwencje). Ale żeby z naszych słów "wyłowić" znane mu "sygnały" musi się skupić. A to oznacza, że głos przewodnika przeszkadza psu w nauce. Nasz głos często w tej fazie (nauki) rozprasza psa. Dźwięk klikera zawsze przekazuje tylko jedną informację "za to co zrobiłeś zostaniesz nagrodzony" i nic więcej. Równie skutecznym byłoby podanie mu nagrody w tym samym momencie, w którym klikamy.

I na zupełny koniec - cały program podstawowego szkolenia PT można "przerobić" bez ani jednego kliknięcia. Cały, gdyż pies uczy się zajmowania konkretnych pozycji a w takich sytuacjach można go tylko nagradzać. Siada - nagroda, waruje - nagroda, stoi - nagroda, przyniósł aport - nagroda, jest przy nodze - nagroda. Ale problem pojawia się przy nauce czegoś co nie jest "zajmowaniem pozycji". Zwłaszcza, gdy pochwała słowna nie jest wystarczającą motywacją do wysiłku (a tym samym nagrodą wzmacniającą zachowanie).


PS. Można tak samo bezsensownie klikać jak bezsensownie szarpać kolczatką. I jedno i drugie niewiele ma wspólnego ze szkoleniem.

Posted

Może coś mi poradzicie.

Skończyłam tydzień temu z moją sunią szkolenie klikerowe. Bardzo ładnie wyuczyła się poszczególnych ćwiczeń, wszystko pięknie wykonywała tyle, że na szkoleniu w szkole. Teraz po skończeniu kursu czas na utrwalanie zdobytej wiedzy w domu i na spacerach a moja suńka w domu po prostu boi się klikera.

Doradzcie mi jak mam z nią ćwiczyć, żeby nasza prawie 3 miesięczna praca nie poszła na marne?

Posted

efra-husky napisał(a):
Może coś mi poradzicie.

Skończyłam tydzień temu z moją sunią szkolenie klikerowe. Bardzo ładnie wyuczyła się poszczególnych ćwiczeń, wszystko pięknie wykonywała tyle, że na szkoleniu w szkole. Teraz po skończeniu kursu czas na utrwalanie zdobytej wiedzy w domu i na spacerach a moja suńka w domu po prostu boi się klikera.

Doradzcie mi jak mam z nią ćwiczyć, żeby nasza prawie 3 miesięczna praca nie poszła na marne?


1. Czy do tej pory ćwiczyliście tylko w "szkole"? Czy mam rozumieć, że w domu nie używałaś klikera? Jeśli tak, to musisz zacząć od początku (żeby nauczyć sunię, że kliker w domu oznacza to samo co w szkole. Moim zdaniem sunia skojarzyła, że "pracuje" się tylko w szkole i Twoje nowe wymagania na razie ją przerastają. Musisz teraz przerobić kurs jeszcze raz ale w zmiennych warunkach (w domu i na spacerach).
2. Do utrwalania umiejętności nie potrzebujesz klikera. O ile masz wprowadzone komendy i pies je wykonuje to wystarczy od czasu do czasu wzmacniać zachowanie (nagradzając je).

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...