Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 510
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Niestety - dzisiejsze badania krwi wyszły źle....
marskość wątroby :(

poza tym Charliś ma otarcia-odleżyny na tylnej łapce ( zawsze leży na jednym boku, nie da się ułożyć inaczej)

Posted

Pyrdka napisał(a):
Musisz się dzielnie trzymać właśnie dla Charliego. Ściskam Was cieplutko.


Dziękujemy!
trzymamy się ;)
Charliś ma lepsze i słabsze chwile, ale powrócił mu apetyt ( wczoraj znów sprzątanie było,ale już smecty nie potrzeba ;))
na początku strasznie się bałam, że to jego ostatnie chwile - teraz już trochę lepiej ze mną - zamiast płakać, jaki on biedaczek, cieszę się, że ma apetyt, że warczy, jak go biorę na ręce, że po prostu jest !
czasem śpi taki słabiutki, a czasem się kręci, próbuje wstać, chyba przedwczoraj pijąc z jednej miski "klapnął" pupcia w sam środek drugiej pełnej wody.... żal mi go było, ale i śmiałam się, bo upadek był skutkiem "odrzucenia" mojej pomocy, Charliś ma czasem odruchy "charakterne", ale teraz to mnie tylko cieszy - świadczy o tym, że energia i chęć życia go nie opuściły

Posted

Charlie bez zmian - wciąż bierze Nivalin i tylko to mu nie szkodzi, więc na tym zostanie przez dłuższy czas - jest poprawa, dziś rano wydawało mi się, że po prostu wraca do zdrowia...

rano Charliś był silny i radosny, teraz niestety słaby i apatyczny, leży i ciężko oddycha....
tak mi go żal - wciąż się boje, żeby nie cierpiał bólu...

Posted

Pyrdka napisał(a):
Ściskam Was po krótkiej przerwie.


fajnie, że jesteś :)

Charlisio bez zmian, czyli na Nivalinie i na moich rekach...
wynoszę go "na spacer", postawiony chwilkę chodzi, załatwia potrzeby ( czasem niestety dopiero po powrocie - pod siebie)
chyba działa ten Nivalin - jakoś dziadziusiek pomalutku chodzi, czasem nawet wdrapie się po schodach zanim zdążę go zabrać...
na początki strasznie płakałam, myślałam, że to jego ostatnie dni.... teraz już jestem spokojniejsza - jest coraz lepiej, a jeśli nawet to minimalna poprawa - stan sie nie pogarsza, a to już powód do radości

opatruję mu rany na łapce ( odleżyna + otarcie)

Posted

No nie ma co - zwyłam się jak bóbr. Tosina moja mi stanęła przed oczami jak żywa! Zabrana ze schronu, niegdyś piękna i dumna ONka, do mnie trafiła jako ruina zagłodzonego psa - na tymczas... Została 2 lata, miesiąc i 12 dni. Przez cały ten czas chorowała (byłam u Doktora ponad 100 razy, czasami kilka razy dziennie). Z każdą kolejną przypadłością walczyła jak lwica - lekarze się poddawali, my traciliśmy wiarę, a ona wychodziła z opresji obronną ręką. Gdy wysiadły nerki, przestała wstawać, siusiała pod siebie, straciła apetyt my z kolei mieliśmy nadzieję, że i tym razem pokaże na co ją stać. Ale ona co dzień dawała nam do zrozumienia, że ma coraz mniej siły, że już nie będzie z nami "współpracować". Dokładnie wiedziałam kiedy pojechać z nią do Doktora ostatni raz...:shake:
Trzymaj się, Marysiu - żywcem i w podskokach do nieba pójdziesz za to wszystko, co robisz dla tych psiaków...
I uśmiechałam się pod nosem, bo na początku wątku pisałaś, że się TŻ na szóstego psiaka boczy, a ja Cię "poznałam", gdy mocno przekroczyłaś dziesiątkę! :evil_lol:

Posted

Dziękuję, że tu jesteście....
Nutusiu, co do ilości psów..... jakby mi ktoś kiedyś powiedział, że tyle ich będę miała, pomyślałabym, że szalony:evil_lol:

Charlis odzyskał apetyt....
z chodzeniem jakby minimalnie lepiej, czyli wyniesiony na podwórko i postawiony na łapki potrafi utrzymać się tyle czasu, aby zrobić siusiu, a nawet i więcej...
je z miseczki leżąc,a próbuje pić sam, podejście do miski kończy się myciem podłogi, ale co tam...
wciąż mam przed oczami, jak klapnął pupą do miski z wodą.... wiem, małpa jestem, z chorego się śmieję....
a tak naprawdę to radość, że on nie rezygnuje, że chce żyć, że próbuje chodzić

Posted

Pyrdka napisał(a):
Ciesze się z Tobą z tych lepszych dla Charliego -dni.


dzisiaj o 4 rano byla u nas okropna burza, Charlis nigdy nie bał się burzy, ale rano zastałam go mokrego, i kupka też była.... polożyłam go tylko na suchym podkladzie, wykapię, jak wrócę z pracy
ale bardzo oslabiony był rano - inaczej, niż zwykle - rankiem ma więcej siły....
a wczoraj, kiedy go kładłam.... po raz pierwszy zaskomlił.... zabolało go coś....

niektórzy patrząc, jak go noszę mowią, że go męczę, ze niepotrzebnie cierpi..... wczoraj znów to usłyszalam od przechodzącej kobiety...

na innych watkach pisały dziewczyny o swoich psach, które odeszły, jedną zacytuję, bo każda napisała dokladnie to samo:

"w czasie kiedy moja Fioneczka chorowała ... też były osoby które "wspominały" o eutanazji tu na dogo i w życiu codziennym ... jednak walczyłam o nią do końca, do dnia kiedy ja "zobaczyłam" że Ona nie daje już rady, że się poddała ...
to jest tak, że kiedy przychodzi dzień w którym trzeba się rozstać ... widzi się to w psich oczach"

wciąż się boję, żeby nie cierpiał, wciąż mam nadzieję, że tylko sił nie ma, by wstać i chodzić....
nawet troszkę przytył i odzyskał apetyt.....

nie widzę "tego" w jego oczach.... nie chcę widzieć!
tak bardzo go kocham !!!

Posted

Maryniu - nikt z nas nie chce widzieć. Ale gdy zobaczy, serce samo dyktuje najlepsze z najgorszych rozwiazań. Dopóki daje się wynosić, dopóki chce wstawać, utrzymywać się na łapkach, jeść, trzeba się cieszyć każdym kolejnym dniem razem.

  • 2 weeks later...
Posted

Nutusia napisał(a):
Maryniu - nikt z nas nie chce widzieć. Ale gdy zobaczy, serce samo dyktuje najlepsze z najgorszych rozwiazań. Dopóki daje się wynosić, dopóki chce wstawać, utrzymywać się na łapkach, jeść, trzeba się cieszyć każdym kolejnym dniem razem.



cieszę się, i to jak!

dzisiaj o 4.30 rano obudził mnie.... człapiący Charliś! tak, nie tylko chodzi, ale daje radę sam wstać ! wyniosłam go na podwórko - siusiu chciał chlopak ;-)
Nivalin działa cuda!
po schodach wciąż go noszę, teraz tez leży, padł zmęczony, bo ze dwie godziny po domu dreptał niezdarnie....
ale sam wstaje już nawet! ależ radość!

Posted

Nutusia napisał(a):
Oby tak dalej! Trzymaj się Czarlisiu :)


trzyma się naprawdę dzielnie! tylko jak jest upał, to słaby ( jak ja)
i rana na łapce prawie się zagoiła - opatrunek pomógł, bo nie ocierał coraz bardziej sobie tego miejsca

Posted

Nie podoba mi się w tytule słowo "starego" - nie można zamienić na staruszka, a najlepiej szczęściarza w nieco podeszłym wieku?...:) Myślę, że Charlisiowi od razu by się lepiej zrobiło ;)

Posted

Nutusia napisał(a):
Nie podoba mi się w tytule słowo "starego" - nie można zamienić na staruszka, a najlepiej szczęściarza w nieco podeszłym wieku?...:) Myślę, że Charlisiowi od razu by się lepiej zrobiło ;)


wątek Charliemu zakładała kikou, więc ona może zmienić tytuł, ale że Charliś stary - zaprzeczyć się nie da ;)
kikou też przywiozła do mnie Charliego a wcześniej zauważyła go w schronie i robiła mu ogłoszenia
i jeszcze namówiła mnie do zalogowania się na dogo !

Posted

elisse napisał(a):
Charlie to starszy pan,ale jaki dzielny!!
Trzymajcie się : Mari i Charlie :)


bardzo dzielny!!!

dzielę się dobrą wiadomością - dziś rano tuż po 5.00 Charliś sam wstał i - tradycyjnie - nalał w przedpokoju!
czyli wraca i do formy, i do normy

on zawsze tak robi - człapie ze swojego legowiska w kuchni do mnie do pokoju, zanim dojdzie ( jak nie usłyszę i go nie wypuszczę - teraz zniosę po schodach) - w połowie drogi staje i..... leje sobie najspokojniej, potem człapie dalej

żeby się cieszyć z kałuży w przedpokoju..... trzeba być wariatem?
no to jestem!!! ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...