an1a Posted January 3, 2009 Posted January 3, 2009 Sonuś, zachowania nie wzięły się z dnia na dzień, tylko stopniowo, a dobrze to opisuje Berek: [quote name='Berek'] Nie dlatego że pies trudny, tylko dlatego że nie umiemy naszych zwierząt obserwowac i nie zauwazmay w ktorym momencie raczej zaszkodziliśmy, niż poratowaliśmy sytuację. :shake: Ja też myślałam, że przecież pies wie, że robi źle, skrucha oczywiście jest, kolejna sytuacja - jeszcze gorzej. Nikt nie rodzi się z bezbłędną wiedzą co zrobić w danym momencie, w jakiej chwili, w jaki sposób. Przypomnę jeszcze, że pies nie był zabrany jako szczeniak, ma pewne nawyki, lub ich brak. Quote
Guest Mrzewinska Posted January 3, 2009 Posted January 3, 2009 No ja bym miala jeszcze jedno pytanie - w jaki sposob i za co pies byl chwalony slowem? Czy byl nauczony, ze slowo pochwaly zapowiada nagrode? Ze dotkniecie jest zawsze przed smakolykiem, nigdy po? Ile razy dziennie pies byl chwalony? Bo ja mojego psa chwale srednio chyba co najmniej dziesiec razy na godzine. Bo przeczytalam, i to mnie przerazilo, ze za zle zachowanie pies byl wyrzucany do ogrodu i tam izolowany, i wracal koszmarnie zestresowany, nie wiedzac co jest grane i nie wiedzac, co powinien robic. Lyko, pies nie rozumie slow. Wyobraz sobie, ze jestes w obcym kraju i nie wiesz, ze ludzie obok nie rozumieja polskiego. Jestes glodny, na stole lezy zarcie, podchodzisz, ludzie ciagna Cie za rece, odsuwaja, ty pytasz - o co chodzi - a oni biorą cie za kark i wywalaja na mroz. Wracasz przerazony, chowasz sie, oni podchodza i ciagna Cie za rece do stolu, ale odsuwaja Twoje rece od zarcia, dalej nie wiesz o co chodzi, cofasz sie zaslaniasz, znowu lecisz na mroz. Za kolejnym razem zanim podejda zaczniesz krzyczec, zamachniesz sie ręka, i pojdziesz pod igle. Bo okaze sie, ze oni chcieli, abys przed jedzeniem zlozyl rece jak do modlitwy i piec razy stuknal palcem o palec, a Ty byles taki niewdzieczny. Tyle samo moze zrozumiec pies z zamykania go na pol godziny za kare. Wie, ze cos jest nie tak, ale nie ma pojecia co, Jesli pies robi cos zle, musi wiedziec co zrobil zle i co powinien zrobic, aby bylo dobrze. Kara fizyczna, jesli musi byc, najlepiej aby w przekonaniu psa nie pochodzila od czlowieka, byla jak grom z jasnego nieba skojarzona z czyms, co chcemy psu obrzydzic. Na jawne wejscie w konfrontacje z psem pozwolic sobie moze ktos kto psa perfekcyjnie zna od szczeniaka lub przygotuje przedtem na chlodno sytuacje. Nie podoba mi sie, ze na szkoleniu komendy byly wykrzykiwane - podniesiony glos tylko informuje psa, ze przewodnik nie jest szefem, bo szef nie denerwuje sie byle czym i nie musi krzyczec. Twardy glos ma sens, gdy trzeba zadzialac nagle, nigdy podczas szkolenia. Cichy glos bardziej koncentruje uwage. A najbardziej - bezslowne gesty. Zachowania spoleczne w wilczym stadzie byly za czesto obserwowane w ogrodach zoologicznych lub w grupach dokarmianych zwierzat, gdzie panuje subkultura wiezienna, daleko odbiegajaca od spolecznych wilczych norm. Obserwacje zachowania zwierzat w zoologu czy dokarmianych, ktore nie musza dla przetrwania wspolpracowac - nie maja sensu dla wyjasnienia zachowan wspolpracujacych zwierzat. Na wolnosci wsrod likaonow dorosle odstepowaly od zdobyczy i dopuszczaly do jedzenia najpierw nawet 11-miesieczne potomstwo, dorosle im go nie zabieraly, w rodzinie szakali walki o zarcie byly wsrod rodzenstwa-szczeniat, dorosle oddawaly przyniesione zarcie i nigdy nie stosowaly karmienia mlodych w drugiej kolejnosci (obserwacje van Lawick - Goodall). Obserwacje pary wilczej wykazaly, ze wilk dokarmiajacy szczenna samice polowal dla siebie dopiero wtedy, gdy ona przestawala zabierac mu z pyska przynoszone przez niego zarcie. Jak o tym pomyslec logicznie, to oczywiste, ze inaczej byc nie moze, juz nazarty wilk mialby problemy z polowaniem dla mlodych i samicy, nie mialby dosc motywacji na to. Polecam dosc smutna lekturę - Griffin - Umysly zwierzat, aby zorientowac sie, ile jest i jak zmiennych teorii i pogladow wsrod behawiorystow wszelakiej masci. Dlatego ja wole zdrowy rozsadek i zasady, wedlug ktorych radzili sobie z psami od tysiecy lat pasterze i mysliwi. Nauczyc psa co ma robic, chwalic i nagradzac za to. Zofia Quote
LALUNA Posted January 3, 2009 Posted January 3, 2009 JA tez mam jedno pytanie. Lyko czy zdecydujesz sie na kastracje? Quote
M@d Posted January 3, 2009 Posted January 3, 2009 Dla wyjaśnienia - nie sugerowałem krzyku... ale zdecydowaną szybką komendę zamiast "zaproszenia" ;) Quote
lyko Posted January 3, 2009 Author Posted January 3, 2009 Jeśli chodzi o pochwały, to pies był chwalony. Dziesięć razy na godzinę to chyba nie. Ale stosowałem modulację głosu, chwaliłem go za to co dobre a karciłem( NIE!) za to co zrobił nie tak. Może źle się wyraziłem z tym wykrzykiwaniem komend na szkoleniu. Nie było oczywiście tak że - za przeproszeniem - darłem mordę przy każdym SIAD! Starałem się to robić bardzo dobitnie i byłem bardzo konsekwentny. Nie wiem czy robiłem to dobrze, ale byłem jako przewodnik dobrze oceniany przez prowadzącego szkolenie. Pies miał także dobre - a nawet bardzo dobre - wyniki. Nie potrafię powiedzieć czy smakołyk był zawsze po pochwale głosowej. Czasami być może równo z tym. Na pochwały zwracali uwagę na szkoleniu i starałem się do tego stosować. Po jakimś czasie smakołyki były wyeliminowane, została piłka - po zaakceptowaniu przez trenera na szkoleniu. Z tym wyrzuceniem z domu na dwór: było to dwa razy. Raz kilka tygodni temu, gdy pierwszy raz ostro warknął na córkę i żona się przestraszyła (wówczas -przyznaję -może mogłem psa nie wyrzucać), a drugi raz kilka dni temu, bo sytuacja była taka,że na moją wyciągnietą rękę do pogłaskania pies zaczął warczeć, mówiłem do niego łagodnym głosem, uspokajałem i gdy to nie skutkowało krzyknąłem NIE! ale chyba go to dodatkowo pobudziło. Poszliślmy z psem w totalną konfrontację, on wyglądał jakby w każdej chwili się na mnie miał rzucić (nie przesadzam), ja się zastawiłem krzesłem, dzieci z żoną uciekły do pokoju i się zamknęli, mała płakała... Normalnie niedobrze było. Nie zastanawiałem się nad tym za dużo tylko wygoniłem go przez balkon do ogrodu. Dopiero jak się wszyscy uspokoili wpuściłem go do domu. Wszedł wtedy i się położył na legowisku. Oczywiście jestem laikiem, ale naprawdę nie wyobrażam sobie w jaki sposób mógłbym podczas tego zdarzenia wytłumaczyć psu że tak nie wolno i do tego go uspokoić. Starałem się po prostu odizolować go bo pomimo mojej wagi i wzrostu pies stał się nawet dla mnie niebezpieczny. Być może można było do tego nie dopuścić, ale wówczas to on postawił by na swoim, bo wymusił warczeniem nasze posłuszeństwo. Tak to widzę, choć może się mylę. A co do kastracji: mówcie co chcecie, ale (może dlatego że jestem facet :) ) jakos to widze jakby go okaleczyć. A do tego skutek jest podobno nieznany do końca. Nie mówię nie, ale szukam po prostu może jakiś wcześniejszych bezinwazyjnych środków. I jeszcze jedno: na bezsłowne gesty wykonuje dwa polecenia, które były ćwiczone: siad i waruj. Quote
an1a Posted January 3, 2009 Posted January 3, 2009 M@d napisał(a):Dla wyjaśnienia - nie sugerowałem krzyku... ale zdecydowaną szybką komendę zamiast "zaproszenia" ;) Zdecydowana szybka komenda może być zachęcająca lub karcąca - jak kto sobie to zinterpretuje. Quote
puli Posted January 3, 2009 Posted January 3, 2009 [quote name='lyko'] A co do kastracji: mówcie co chcecie, ale (może dlatego że jestem facet :) ) jakos to widze jakby go okaleczyć. A do tego skutek jest podobno nieznany do końca. Nie mówię nie, ale szukam po prostu może jakiś wcześniejszych bezinwazyjnych środków. Wybór masz. Kastracja i praca albo uspienie. Wydanie psa do schronu to powolna smierc w katowni Oddanie psa komus to jak sprezentowanie bomby zegarowej. Kastracja - Kastracja - Onet.pl Pies maszpytanie.pl - Sterylizacja psów i kotów Sznaucer średni, Kastracja i sterylizacja - zalety, wady oraz mity Quote
Martens Posted January 3, 2009 Posted January 3, 2009 Jeśli jest to m. in. problem z dominacją, kastracja powinna być tu pierwszym krokiem. Bez niej praca z psem może być o wiele trudniejsza, zwłaszcza dla żony i dzieci. Samiec w tym wieku jest po prostu nabuzowany hormonami, co powoduje/nasila agresywne zachowania. Rozumiem opory, ale myślę, że bezpieczeństwo rodziny powinno być tu ważniejsze niż bezpieczeństwo psich jąder. Myślę zresztą, że każdy sensowny szkoleniowiec przy takich problemach z miejsca zaleci kastrację. Quote
an1a Posted January 3, 2009 Posted January 3, 2009 lyko napisał(a): A co do kastracji: mówcie co chcecie, ale (może dlatego że jestem facet :) ) jakos to widze jakby go okaleczyć. A do tego skutek jest podobno nieznany do końca. Nie mówię nie, ale szukam po prostu może jakiś wcześniejszych bezinwazyjnych środków. Nie wiem (a może się domyślam...) czemu większość facetów uważa kastrację za okaleczenie.... Kastracja NIE JEST okaleczeniem psa, bo pies nie ma świadomości swojej męskości. Chcesz mieć psa, do którego można dotrzeć? Czy walczyć z problemami? Kilka razy było zaznaczane, że kastracja jest początkiem pracy z psem, swojego psa wykastrowałam i dało to ogromne rezultaty - pies gryzący bez zabawy, traktujący wszystko jak wyzwanie do ataku. Quote
WŁADCZYNI Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 Kastracja nie jest złem - pomyśl że ciągle chodzisz miotany nie możliwą do zaspokojenia chcicą, chcesz kobiety, teraz, zaraz, JUŻ. To też psu nie pomaga. Sonuś - ja bym nie miała odwagi jako dziecko podać do powąchania ręki, wiedząc że pies może zaatakować. Ba będąc w sytuacji że musiałam minąć psa w przedpokoju starałam się wniknąć w ścianę, ewentualnie czekałam aż pies sobie pójdzie. Dzieci są doskonale świadome braku przewagi fizycznej i braku kontroli nad psem. Dopóki rodzice nie kontrolują psa i nie mogą przerwać ataku w każdej sekundzie (takie mam wrażenie bo pies skoczył, a później łapał dziecko za buty itd) jest to co najmniej ryzykowne. Quote
LALUNA Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 A co do kastracji: mówcie co chcecie, ale (może dlatego że jestem facet :smile: ) jakos to widze jakby go okaleczyć. A do tego skutek jest podobno nieznany do końca. TAk myślałam, ze dlatego unikasz tego tematu. A rozwazanie uśpienia psa, jest lepsze niż kastracja? No dobra a z punktu widzenia faceta. Czy pozwalasz mu aby sobie chłopak pouzywał? To troche jakby psychicznie sie znecac nad nim nie uwazasz? No ale teraz już powazniej. Masz żone i dzieci i obawe o nich. Nie uwazasz ze kastracja psa to i tak mała cena, za ich bezpieczeństwo? Jest wiele psów i suk kastrowanych. UWazasz ze ich włąsciciele musza chodzić do psychologa aby podniesc psu morale? A co z końmi? Większosc sie kastruje. I sa to dalej jedne z lepszych użytkowo zwierzat. Przemyśl co dla Ciebie waźniesze bo na drugiej szali stawiasz zdrowie zony i dzieci. Nie radzisz sobie z psem, mysleliscie już o uśpieniu. W tej chwili najlepsza decyzja będzie kastracja i praca z psem. Inaczej za dzien dwa po koljnym warkocie albo pozbedziesz sie psa albo uspisz w desperacji. Wiec nie czekaj na taka sytuacje. A co do zmiany kastratów w zachowaniu, napewno nie jeden własciciel takiegop sa Ci tu opowie. Quote
Guest Mrzewinska Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 Wrocmy do podstawowego pytania - czy bezpieczenstwo dzieci jest zagrozone - MOIM ZDANIEM, SADZAC Z OPISU, TAK. Pies okazujac "tylko" agresje z rozdrazniernia, bez checi zabicia, i tak moze trwale okaleczyc dziecko. Przed domem jest ogrod, pies mogl byc tam zostawiony. No to proponuje jutro ustawic w ogrodzie kojec z ocieplona buda, ewentualnie na noc w czasie najwiekszych mrozow pies do domu do zamknietego pomieszczenia, a tak to jest w kojcu zamknietym, z kluczem w miejscu niedostepnym dla dzieci. Tak dlugo, az przy pomocy behawiorysty, trenera, weterynarza nie dojdzie sie do porozumienia z psem lub nie znajdzie dla niego rąk absolutnie fachowych, w domu bez dzieci. Lyko, wszystkie samce - psy ratownicze - w jednej z kanadyjskich organizacji ratownikow z psami, ktore poznalam osobiscie, byly wykastrowane. Zadnemu nie przeszkadzalo to w bardzo skomplikowanej pracy dla ludzi, nie odbieralo temperamentu ani checi zycia. Zmniejszona byla chec do ustawicznych konfrontacji. Suki tez byly wyciete, bo nie mialy byc rozmnazane, a cieczki przeszkadzalyby w pracy. Niewykastrowany byl jeden - akurat Polaka, ktory mial takie zdanie na ten temat jak Ty. No i wymagal dodatkowej kontroli przy kontaktach z innymi psami. Bo mial ochote nie na romanse, ale na awantury. Twoj pies Playboya nie czyta, wyobrazni seksualnej nie ma. Nie umie sobie wyobrazic bycia z suką, nie czuje potrzeby przygod, dopoki nie zweszy zapachu grzejacej sie suki. Natomiast buzujace w nim hormony moga powodowac ustawiczna chec do konfrontacji. Swoja droga, psy z azylu powinny byc wydawane tylko po sterylizacji, tak psy jak i suki. Zofia PS moja suka zostala wycieta majac poltora roku. Ze wzgledow zdrowotnych (zaburzenia hormonalne) - jesli chcesz, przyjedz zobaczyc jaki temperamant, chec do pracy i kontaktu ma nadal wysterylizowane zwierze, jak w niczym nie przeszkadza wykluczenie mozliwosci rozrodu. Quote
Calmia Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 Mój pies również miał problem agresji. Wykastrowałam go. Nie jest to operacja mózgu, nie zmieni wszystkiego od ręki. Pies może być mniej agresywny do innych psów. Agresja do ludzi się nie zmienia aczkolwiek dzięki kastracji pies będzie bardzie bardziej nastawiony na prace z człowiekiem i dlatego może pomóc. Co do okaleczania to mężczyźni faktycznie mają taki pogląd. Natomiast zastanów się czy w ogóle kiedyś dopuściłbyś go do jakiejś suki? Mam nadzieję, że nie. I teraz pomysl jaki on by był sfrustrowany czująć sukę z cieczką ale nie mogąc nic zrobić, bo ktoś go mocno trzyma. I tak całe życie. Mój pies pomimo braku jajek nie jest leniem, nisko szczeka! :evil_lol:, nie jest też kompletną ostoją spokojności. Ma temperament, szybko się uczy i jest nadal bardzo chętny do zabawy. Nie wiem nad czym się tutaj zastanawiać skoro bierze się nawet pod uwagę uśpienie lub oddanie psa. Quote
Martens Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 To ja jeszcze dodam, może uprzedzając pytanie: dopuszczenie psa do suki, żeby sobie "poużywał" jeszcze pogorszy sprawę. Quote
Guest Mrzewinska Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 Przeczytalam raz jeszcze wszystkie wypowiedzi wlasciciela psa. I przepraszam, jesli zle zrozumialam, ale cos tu nie gra. 1. wypowiedz - dzieci boja sie przejsc obok, pies, choc ogolnie fajny i wesoly, prawdopodobnie slucha tylko wlasciciela 2. - pies zna polecenie "nie", warczy na dzieci, syna juz chwycil zebami, domownicy obchodza psa po meblach 3. -dzieci i pies na spacerze biegaja razem, pies bez smyczy, bez kaganca, rozdziera chlopcu ubranie, ciagnie za but, raniąc stope 4. - pies nie reaguje na polecenie wlasciela "do mnie", warczy na wlasciela 5.-zdaniem wlasciciela, pies dawniej byl bardziej delikatny 6. pies raptownie reaguje budzac sie ze snu 7. pies wie, ze z wlascicielem nie ma szans 8. opis domowej corridy, gdy po wyciagnieciu reki do psa, wlasciciel musi, zaslaniajac sie krzeslem w obronie wlasnej, wyrzucic psa przez balkon do ogrodu, zona i dzieci uciekaja przerazone. Pierwszą wypowiedz (pies ogolnie fajny i wesoly, choc slucha tylko wlasciciela) od trzeciej i ostatniej (opis wypadku z dzieckiem i pozniejszego (?) horroru) dziela trzy dni. Wniosek - nie wiemy, jakie naprawde sa relacje z psem. Zbyt wielki rozrzut miedzy wypowiedzią pierwsza i ostatnia, obie nie moga byc prawdziwe. No to ja rezygnuje z dalszego wypowiadania sie w tym watku. Zofia Quote
Romas Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 @Mrzewinska , mysle , ze nie trzeba tak ostro oceniac czlowieka. Jest w nas taki odruch , ze trudno nam sie przyznac do kleski , do bledu . Wielokrotnie slszalam jak ludzie mowia ,ze pies ich skubie zebami a potem okazywalo sie ,ze to "skubniecie" to bylo poprostu potezne uderzenie zebami .Ale slowo "skubie" jakze niewinnie brzmi ,prawda ? Miedzy rzeczywostoscia a slowami jest rozdzwiek ,dlatego poprzez net nic nie mozna poradzic ,no chyba do ktorego behawiorysty/szkoleniowca sie udac. Nigdy nie opiszemy stuacji z tyloma elementami ;pies,ludzie, krzyki,gesty ,mimika psa , zeby bylo to jasne.Warczenia to dla niektorych tylko warczenie a sa przeciez rozne rdzaje .Moje wlasne suki warcza jak szalone kiedy sie bawimy.Sluchajac tego z boku mozna sie przerazic, a to poprostu wyraz dobrej zabawy . Jedno jest pewne ,lyko ryzykuje zdrowiem swoich dzieci czekajac nie wiadomo na co w nadzieji , ze opanuje psa .Sytuacja jest tak powazna jakby pies umieral na nowotwor.Czy wtedy tez nie byloby czasu i forsy na ratowanie go ?Bo padl argument o braku mozliwosci finansowych jesli chodzi o wizyte u behawiorysty. Lyko ogarnij sie czlowieku i ruszaj po pomoc, tu pomocy nie znajdziesz a sytuacja bedzie sie tylko pogarszac.Kazdy tu daje inna rade i od tego robi sie tylko metlik w glowie.Jesli boisz sie tak psa , ze musisz zaslonic sie krzeslem to jest to juz ostatni dzwonek . Na co czekasz ? Jakiego Ci jeszcze trzeba dowodu ,ze sam sobie nie poradzisz? Ten pies niewazne czy dojrzewa czy ma swira czy jest z kosmosu on i Ty potrzebujecie POMOCY! Quote
Vectra Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 Romas napisał(a): Jakiego Ci jeszcze trzeba dowodu ,ze sam sobie nie poradzisz? Kilkanaście szwów na którymś z dzieci :cool1: Ok na pewno trudno opisać ileś tam czasu w kilku postach ... może z czasem opis jest mało oddający powagę sytuacji , pojawiają się sprzeczności .... Jedno jest pewne , ten pies sterroryzował tą rodzinę , łącznie z panem domu. Jest niebezpiecznie .... To będzie się nasilać , bo pies się z dnia na dzień uczy jak was skutecznie zmuszać do tego na co on ma ochotę ... A jeszcze pytanie , jak duży jest to pies ? Bo w typie owczarka niewiele to mówi ... 3/4 polskich mieszańców jest w typie ON ;) Może nie w typie ,a wizualnie łudząco podobne .... Quote
dii Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 [quote name='Mrzewinska']Przeczytalam raz jeszcze wszystkie wypowiedzi wlasciciela psa. I przepraszam, jesli zle zrozumialam, ale cos tu nie gra. 1. wypowiedz - dzieci boja sie przejsc obok, pies, choc ogolnie fajny i wesoly, prawdopodobnie slucha tylko wlasciciela 2. - pies zna polecenie "nie", warczy na dzieci, syna juz chwycil zebami, domownicy obchodza psa po meblach 3. -dzieci i pies na spacerze biegaja razem, pies bez smyczy, bez kaganca, rozdziera chlopcu ubranie, ciagnie za but, raniąc stope 4. - pies nie reaguje na polecenie wlasciela "do mnie", warczy na wlasciela 5.-zdaniem wlasciciela, pies dawniej byl bardziej delikatny 6. pies raptownie reaguje budzac sie ze snu 7. pies wie, ze z wlascicielem nie ma szans 8. opis domowej corridy, gdy po wyciagnieciu reki do psa, wlasciciel musi, zaslaniajac sie krzeslem w obronie wlasnej, wyrzucic psa przez balkon do ogrodu, zona i dzieci uciekaja przerazone. Pierwszą wypowiedz (pies ogolnie fajny i wesoly, choc slucha tylko wlasciciela) od trzeciej i ostatniej (opis wypadku z dzieckiem i pozniejszego (?) horroru) dziela trzy dni. Wniosek - nie wiemy, jakie naprawde sa relacje z psem. Zbyt wielki rozrzut miedzy wypowiedzią pierwsza i ostatnia, obie nie moga byc prawdziwe. No to ja rezygnuje z dalszego wypowiadania sie w tym watku. Zofia Dokładnie mam takie samo odczucie . Dla dobra obu stron proponuję poszukać jak najszybciej nowej rodziny dla psa , osoby z doświadczeniem . Przecież to młody psiak, jeszcze wszystko przed nim , trzeba dać mu szansę ale to nie jest pies dla waszej rodziny . Zbyt długie wspólne wasze przebywanie w takiej formie jak obecnie, jest groźne dla każdej strony konfliktu . Szkoda utrwalać w nim złych zachowań a was narażać na niebezpieczeństwo . Quote
Cortina Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 lyko a czy moglabym sie dowiedziec u kogo szkoliles psa? Quote
lyko Posted January 4, 2009 Author Posted January 4, 2009 Ech, tak to jest niestety, gdy słowo pisane - i w dodatku ograniczone potrzebą możliwej zwięzłości - ma oddać pewien złożony chyba stan zachowania psa ale też mojego ducha... Czuję się w obowiązku podjęcia próby wytłumaczenia się wobec surowej oceny wystawionej mi przez P. Mrzewińską. To wszystko nie jest tak bardzo sprzeczne czy niekonsekwentne jakby mogło się wydawać. Na przykład w czasie spaceru tylko ze mną jestem w stanie psa opanować, chodzi przy nodze bez smyczy (chce wyrwać co chwilę do przodu, ale można go "usadzić"), aportuje, oddaje piłkę na polecenie, szuka jej na polecenie... I to jest ten "dobry" i "opanowany" opis psa. Zasadniczo inaczej jest gdy idziemy rodziną, pies jest trudny do opanowania, zachowuje się jakby cały czas był wcześniej uwiązany i wreszcie uzyskał swobodę - trudno go przywołać, biega w sposób "zwariowany", goni dzieciaki, rower, nie oddaje piłki, trudno wyegzekwować jakiekolwiek polecenie - jest dziwnie nieskupiony i wszystko go rozprasza - tak mi się wydaje. Wówczas to zdarzył się epizod z rozdarciem buta i ciągnięciem dzieciaka po ziemi oraz brak reakcji na polecenia. W domu jest jeszcze inaczej: warczy, nie pozwala się zbliżyć gdy leży a nawet pogłaskać, wybudza się w sposób gwałtowny; to właśnie w domu dział się ów "horror" z zasłanianiem krzesłem. Zachowanie psa zaczęło zmieniać się w przeciągu około trzech, może czterech tygodni - trudno określić jakąś bardzo konkretną datę, gdyż to po prostu ewoluuje. Np jeszcze pod koniec listopada można było swobodnie zabrać go na spacer (przejażdżkę ) rowerem i nie łapał za nogi. Niewątpliwie moje wypowiedzi są opisem niedoskonałym, ale z pewnością nie są nieprawdziwe. Niekonsekwencja moich słów wynika być może z braku zrozumienia zachowania psa i niestałości tego zachowania. W przeszłości miałem psa, lecz nigdy nie miałem z nim problemów i nie miałem potrzeby przeprowadzania analizy zarówno zachowania psa jak i zachowania mojego w stosunku do psa. Jestem fachowcem w całkiem innej dziedzinie. Niezależnie od lekko ironicznej i być może usprawiedliwionej, aczkolwiek błędnej oceny prawdziwości mojego opisu, bardzo dziękuję za wszystkie - także te krytyczne - słowa. Jutro zapewne zacznę od ustalenia terminu kastracji. A potem zobaczymy. I jeszcze jedno - pies brał udział w szkoleniu w Poznaniu. W związku z tym, że nie wszystko chyba jednak poszło tak jak powinno nie chcę robić negatywnej reklamy, zwłaszcza, że w mojej ocenie organizatorzy przykładali się do pracy i było by niesprawiedliwe w sposób uproszczony szukać przyczyn zachowania psa w błędach trenera. Jeśli komuś bardzo na tym zależy z jakiś względów mogę ewentualnie tę informację przesłać na priva. Quote
LALUNA Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 Jutro zapewne zacznę od ustalenia terminu kastracji. To mądra decyzja. Czesto nawet dobre szkolenie nie przynosi efektów dopóki nie siegnie sie po tak radykalne środki. Obniżenie testosteronu pozwoli Ci na wieksza kontrole i moze okazac sie ze łatwiej Ci będzie opanowac psa. A własciwie reszcie rodziny. Mialam na szkoleniu goldena, pies wziety w wieku pół roku. Właściciel sobie dobrze radził, niestety zaczeło dochodzic do pogryzienia w domu dziećmi. Po kastracji zaczeło sie uspokajac. Ale oczywiscie zostały tez wprowadzone inne zasady, nie zachodzenie psa od tyłu, szczególnie kiedy lezy. W tej chwili jest juz dobrze a pies ustatkował sie. Problemem pracy z psami które zaczynaja warczec na domowników, jest zawsze brak czasu. Potrzebne sa zmiany natychmiastowe i możliwosc ułozenia sobie bezpiecznego zycia z psem. Sobie a przede wszystkim reszcie rodziny która nie zawsze ma możliowsci konfrontacji z psem. Unikałabym rozwiazań siłowych, musztry siłowej. Ale nauczenie pracy za pomoca smakołyków i w taka zabawe właczyc cała rodzine. Pozatym duza ilosc ruchu zabawy, nauczyc psa cignac sanki, bieganie przy rowerze. Quote
Guest Mrzewinska Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 Pozostaje i mnie uzupelnic wypowiedz. Rady, ktore moglyby ewentualnie pomoc rozwiazac problem psa z pierwszego opisu nie beda skuteczne wobec psa z opisu trzeciego, uwagi dotyczace psa z opisu trzeciego beda nieadekwatne do opisu ostatniego. To nie jest ani surowa ocena wlasciciela, ani krytyka ani tym bardziej ironia wobec wlasciciela, tylko stwierdzenie absolutnej niemozności nawet przeanalizowania sytuacji. Bo to tak, jakby czytalo sie o trzech roznych psach, majacych calkowicie inne relacje z wlascicielem. Na pewno wszyscy zabierajacy glos w tym watku chcieliby dowiedziec sie za jakis czas, czy zachowanie psa mialo zrodlo w chorobie zwierzecia, nadczynnosci hormonalnej, bledach w prowadzeniu - o ile da sie to okreslic. Bo nie zawsze nawet na miejscu da sie dojsc do zrodla problemu. Wiec jesli cos uda sie wyjasnic, informacja taka bedzie na pewno cenna i chcialabym dowiedziec sie, co stwierdza specjalisci na miejscu. Zofia Quote
Cortina Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 jakbys mogl mi przeslac na priwa bylabym wdzieczna, albo na maila cortinahaga@vp.pl Quote
Juliusz(ka) Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 lyko - przepraszam, ale jeśli chcesz zatrzymać psa, to nie masz wyjścia: MUSISZ 'znaleźć' pieniądze na fachową pomoc. Kastarcja w tym konkretnym przypadku? Ja bym się nie zastanawiała... ale to jest tylko jedna z wielu opcji, które należy wprowadzić w życie - sama kastracja nie wprowdzi psa na 'właściwą drogę':shake:. Konsultacja z fachowcem + bezwzględne stosowanie się do jego zaleceń + kastracja + zapewnienie bezpieczeństwa 'słabszym' członkom rodziny, itd. Na 'już' biegłabym do sklepu po klatkę dla psa. Nie wyobrażam sobie w jakim permanentnym stresie muszą być Twoje dzieci... Klatka/transporter pozwoli Ci na odizolowanie zwierzaka - dla niego azyl, dla rodziny oddech ulgi. Badałeś psu poziom hormonów? Quote
M@d Posted January 4, 2009 Posted January 4, 2009 Mam już drugiego wykastrowanego psa i zapewnia Cię, że kastraty to żywe i wesołe psy! Ponadto rozważ to tak - chciałbyś spędzić cale życie w pasie cnoty chodząc między pięknymi kobietami? :diabloti: Też byłbyś w wkurzony cały czas :eviltong: A ten pies ma opcje - kastracja albo (być może) dożywotnie więzienie... :roll: A behawiorysta nie musi kosztować majątku, ja za konsultacje, które nam pomogły zmieniać poprzedniego psa zapłaciłem 200 zł ... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.