Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 85
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='kredka']Nikt nas nie odwiedza?:placz:
opowiadajcie...;)

Mój poprzedni pies już za TM, to jamniczka mini -Zuzia.Nie przepadała za szaleństwem bo była juz w słusznym wieku, wiec najczęściej polegiwała w parku pod ławką w promieniach słońca, ja dawałam z siebie wszystko żeby ją rozruszać.W końcu rezygnowałam i sama albo coś czytałam albo gadałam ze znajomymi.Tak było również w pewien słoneczny dzień.Spotkałam koleżankę ze spiącym w wózeczku niemowlakiem, więc wykorzystałyśmy chwilę na pogaduszki.Z chwili zrobiła się dobra godzinka ale dziecina słodko spała w cieniu drzew, więc wszystko ok. W pewnej chwili Zuzia zerwała się z miejsca i z niespotykaną sobie werwą ,ujadając pobiegła do wózka(oddalonego od ławki o 3-4 m, żeby wózek stał w cieniu), zerwałyśmy się obie i zobaczyłyśmy, że wyspany maluch siedzi , kolebiąc się na krawędzi wózka. Jeszcze chwilka a by przeważył i runął na trawkę. Byłam zaskoczona reakcją Zuzi i bardzo dumna, choc tak do końca nie wiem jak to interpretować .
Moja Zuzia

Posted

Birma niedawno musiała bronić mnie i szczeniaka [ok 5 miesięcznego] po tym jak zaatakowały nas 3 duże psy :shake:. Dawno się tak strachu nie najadłam jak wtedy... dzięki Birmie udało mi się z Blue uciec do czyjegoś ogrodu [Birma biła się może 2 sekundy, wystarczyło]. Jak tylko ja z mała się schowałyśmy to Birma uciekła przed psami, zrobiła pełnym pędem duuuże koło wokół domków [dobrze znam okolicę, więc wiem którędy musiała biec] i schowała się z nami do ogrodu. Ja najpierw dziękowałam bogu za to, że młodej nic się nie stało i że była dużo szybsza od tych psów, a później zaczęłam dobijać się do obcych ludzi, co by dzwonili do schroniska, bo bałam się wyjść z ogrodu

Wrażenie musiałam zrobić porządne, bo zostałam odwieziona do domu samochodem :evil_lol:... w sumie i dobrze, bo bym chyba całą noc w tym ogrodzie siedziała ze strachu

Posted

To może ja napisze pewną historię.Troszkę śmieszną;) Stoimy sobie z kolegą koło mojego podwórka(mieszkam na takim zgórku) patrzę w dół a tam stoją dwa kundelki...bawią się...widzę że w ich kierunku biegnie ON,rzuca się do białego kundelka(Puszka),brązowy kundelek nazywany przez wszystkich Kumplem nie zastanawiając się zaczyna głośno szczekać,a wręcz piszczeć.On puszcza białego psa i biegnie sprintem pod swój podwórek:evil_lol: Potem podbiegamy pod psiaki,oglądam Puszka nic mu nie jest...no i Kumpel dostał wtedy wieeelkie mizianko:loveu: Ale wiecie jak to śmichowo wyglądało:evil_lol:?On uciekający przed dużo mniejszym wrzeszczącym kundelkiem:evil_lol:

Posted

Już prawie rok temu dostałam nowe lekarstwa, wzięłam pierwszą dawkę i nieopatrznie weszłam do wanny i "odpłynęłam". Spyker wskoczył łapami na wannę i tak długo lizał mnie po twarzy aż doszłam do siebie. Nie wiem, co mogło by się stać, gdyby tego nie zrobił, bo byłam sama w domu. Nigdy tego nie zapomnę.

Posted

Wątek:
http://www.dogomania.pl/forum/f105/maly-terrier-broni-dzieci-przez-pitbullami-63531/


A tutaj historia dzielnego teriera..:-(
:

Mały terier George stracił życie, broniąc pięciorga nowozelandzkich dzieci przed dwoma agresywnymi pitbulami.



Jak podano w środę w Wellingtonie, piesek - z grupy małych terierów o nazwie Jack Russell - towarzyszył dzieciom, które wybrały się w małej miejscowości Manaia do osiedlowego sklepiku po słodycze.

Wracające dzieci zostały zaatakowane przez dwa pitbule, którym udało się uciec z zamkniętej posesji. Celem ataku psów stał się czteroletni chłopiec. Mały George wystąpił w obronie dziecka, rzucając się na dużych przeciwników. Sprowokowane pitbule zaatakowały teriera, dając czas starszemu bratu czterolatka by pobiegł po pomoc.

Gdy na miejsce przybiegli dorośli, jeden z dużych psów trzymał małego George'a za gardło - drugi za tylną nogę. Weterynarz, do którego zawieziono psa, nie był w stanie uratować dzielnego dziewięcioletniego teriera i zmuszony był go uśpić.

Właściciel pitbuli przyznał, że psy już wcześniej były agresywne wobec ludzi. Oddał oba psy inspektorom weterynaryjnym, sugerując sam iż należy je uśpić.(artykuł z wp.pl)

Posted

Niesamowity ten psiak..

Pies moich rodziców nie widzi mnie zbyt często. Raz jednak, kiedy poszłam z nim na spacer spotkałam dawno nie widzianego znajomego z rodzinnego miasta. Zobaczyliśmy się z daleka.
Facet rozcapirzył ramiona i z głośnym " AAAAAAAAAAAAAA!" chciał podbiec do mnie, żeby się przywitać.
Nie zwrócił uwagi na psa.
Ja też nie.
Całe szczęście trzymałam smycz mocno, a znajomy nie zdążył do mnie dotrzeć. W życiu nie widziałam ani wcześniej ani później, żeby ten pies rzucił się z taką wściekłością. Nie mogłam go uspokoić tak się zdenerwował. Ze znajomym musiałam rozmawiać na odległość, bo każda próba zbliżenia kończyła się gardłowym pomrukiem.
Nie podejrzewałam dziada o takie zachowanie, bo częso gęsto gdzieś ktoś podchodził do mnie i on nie reagował...taka ciapa z niego trochę. wielka, bo wielka ale ciapa. Tymczasem...huh...byłam w szoku.

Posted

Betbet napisał(a):
no własnie zapowiada się...że ten sam człowiek będzie...tym moim mężem więc...heeeheee



hmhm. To jednak nie upilnował :evil_lol:

Posted

Moj sp.kundelek Dzek uratowal kiedys nasza kotke :) Kot ktoregos roku w wakacje uciekl nam z dzialki i przepadl na dwa dni. Szukalismy go po wsi i lasach i kamien w wode. Zabieralismy ze soba Dzekusia. W pewnym momencie uslyszelismy jego szczekania. Pies szczekal przy wraku jakiegos starego samochodu, okazalo sie ze siedziala w nim nasza wystraszona kotka. Mysle, ze gdyby nie jego wech kicia by sie nie odnalazla.

a to nasz bohater :loveu:



Posted

kredka napisał(a):
Pewnie napiszecie że to wina tych co nie zapieli psa na smycz.Ale my mieliśmy wtedy po kilka lat.Dlatego prosimy o łaskawsze odpowiedzi.


kredka napisał(a):

Nad rzeką było wspaniale,psiaki się chlapały a my się przyglądaliśmy.Ale wkońcu zadzwoniła moja mama żebyśmy wracali bo nadają na wieczór burze.


A mama gdzie zadzwoniła? Do was na komórkę ? :diabloti:

Posted

Evra napisał(a):
A mama gdzie zadzwoniła? Do was na komórkę ? :diabloti:


nie,wiesz...zadzwoniła patelnią o parapet :evil_lol:

I jak możesz to odpowiadaj na temat...

Posted

Moją sąsiadkę z klatki uratował jej Afgan...

Kobieta poszła do toalety i tam dostała wylewu krwi do mózgu...pies tak przeraźliwie wył, że sąsiedzi zadzwonili po męża kobiety...kobieta leżała w toalecie z dziurą w głowie bo upadła...gdyby nie przeraźliwy skowyt psa nasza sąsiadka by tam zmarła...a dzieki psu żyje i ma się dobrze,niestety, ale Oni mają pecha do chartów...Afgan był potem na coś chory i zmarł,następnie mieli charta polskiego to miał raka i też zmarł...teraz chyba nie mają żadnego charta...nie widzę ich często bo się przeprowadzili...

Posted

Eh...tak samo jak ja mam pecha do pinczerów miniaturowych:shake::placz: Jeden zmarł na parwo a drugiego dopadł jakiś wirus,które złapał od kotów:shake:

  • 2 weeks later...
Posted

Wiosną 2006 roku grillowaliśmy na podwórku. Zwabiony zapachem przyszedł duży biały pies. Zjadł parę kiełbasek i położył się pod płotem. Drugiego dnia też tam leżał. Został wpuszczony na podwórko. Szybko dogadał się z naszym bokserem. Ponieważ był młody dostał imię Junior. Po trzech dniach pies stał się osowiały, potem przestał chodzić, nie miał siły wstać. Wyniki badań krwi były tragiczne, pies nie siusiał. Okazało się, że pies został ugryziony przez kleszcza i jest chory na babeszjozę. Weterynarz nie dawał nam nadziei. I wtedy nasz bokser Ali został honorowym krwiodawcą. Jego krew uratowała Juniora, który dziś jest silnym, zdrowym dorodnym psem. Za to dziś szukamy Alego:-(.

Posted

Mój poprzedni piesek bokser Lord pomógł złapać przestępcę.Wracałam z nim ze spaaceru,byliśmy już przed blokiem na dużym trawniku obok którego jest chodnik i ruchliwa ulica.Chodnikiem biegł młody facet i właśnie wbiegał na trawnik jakieś 5 m od nas w tym samym czasie na chodniku z piskiem opon zatrzymał się radiowóz i wybiegło z niego 2 policjantów,wszystko toczyło się bardzo szybko.Jeden z policjantów chwycił faceta za kurtkę a że była rozpięta to facet wywinął się z niej i uciekał,policjanci za nim.Mojego psa zawsze ekscytowali biegnący ludzie i wyrywał się zawsze za nimi,ale tego dnia nie mogłam go utrzymać jeszcze nigdy tak gwałtownie nie reagował.Cała trójka zniknęła za blokiem a Lord szalał tak,że wyrwał mi się ze smyczą z reki i pognał za nimi.Oczywiście galopem pobiegłam za nim.Wybiegam zza bloku na chodnik i cóż widzę,30 metrów dalej leży facet na chodniku na brzuchu,na nim stoi Lord a obok czają się policjanci.Pełna obaw podeszłam,spodziewałam się mandatu a tu policjant pyta się czy to mój pies,mówię że tak i przepraszam że mi uciekł a oni na to że dziękują za pomoc.Facet miał całą twarz podrapaną bo jak 40 kg skoczyło mu na plecy to przejechał się po chodniku:evil_lol:.Pozbierali gościa,skuli i zabrali.Byłam bardzo dumna z mojego pieseczka ale też najadłam się strachu.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...