ewa36 Posted August 2, 2009 Posted August 2, 2009 Erazm napisał(a):Diuna chce nas w pieluchy wpakowac:hmmmm::hmmmm::hmmmm: Może nie byłoby to takie złe :lol: Quote
diuna_wro Posted August 3, 2009 Posted August 3, 2009 Saphira napisał(a):Czy Dziewczyny z AFN-u się odezwały? Odezwała się Lidka, że nic nie wie i mam pytać Agę_Mazury Quote
diuna_wro Posted August 3, 2009 Posted August 3, 2009 ulvhedinn napisał(a): Uparcie twierdzę, że Itulec BĘDZIE chodził. Może nie całkiem sprawnie, ale będzie (dobra, dobra, wiem, niepoprawna optymistka ze mnie) Obyś miała rację. Wg mnie ten garb uniemożliwia normalną postawę, utrzymanie równowagi i poruszanie biodrami. Jego plecy od połowy wygięte są w sztywny łuk (widać to na jędnym ze zdjęć). Nie wyobrażam sobie, jak on taki pokręcony miałby się poruszać. Wyglądałoby to jak człowiek z zaawansowaną chorobą Heinego i Medina. Niektórzy bez kul, ani rusz:-( Poza tym, w tych warunkach (rzadkie spacery, rehabilitacja polegająca na kilkuminutowej laseroterapii i tyle samo trwającej akupresurze, przebywanie wciąż w pozycji siedzącej, a nie np. na wózku), nie są bodźcami do cudownego ozdrowienia. Iti potrzebuje domu z ogrodem, żeby być w wózku, bo tylko może choć ciut mu odkształci ten koszmarny garb. Poza tym potrzebuje intensywnej, złożonej rehabilitacji (pływanie, bieżnia, ćwiczenia bierne itd.), a być może także ortopedycznej operacji, ale to wyłącznie po powtórnej diagnozie, najlepiej zagranicznej, bo nasi weci to mi głównie eutanazje proponowali. Tak, obyś miała rację, Ulv. Ja już nie mam nadziei, nie w tych warunkach. Nie wierzę, że tak zdeformowane, sztywne ciałko, którym wciąż rzucają spastyczne przykurcze nagle wstanie i zacznie chodzić. Itiego, albo ktoś przygarnie pod indywidualną, specjalną opiekę i wtedy jest szansa, albo ktoś inny - weźmie do siebie po prostu, by wegetował w wózku i tak sobie dożywał swych dni. Quote
majqa Posted August 3, 2009 Posted August 3, 2009 Przeczytałam uważnie Twój wpis/ przemyślenia Diunko i...niestety, nic dodać, nic ująć. :-( Quote
diuna_wro Posted August 4, 2009 Posted August 4, 2009 Dostałam email z fundacji. Pani Ines chce Itiego do siebie i uważa, że nie wszystko stracone. Najpierw jednak chcą znaleźć dobry, pewny dom Majorowi, a ponieważ nie chcą by Major przechodził z rąk do rąk może to trochę potrwać. Szukają bezpiecznego, ostatecznego domu. Miejsce Majora zajmie Iti. Jeśli uda się Itiego "usprawnić" bedą szukac mu bardzo dobrego domu, jeśli nie - zostanie u Pani Ines. Wg fundacji miejsce u niej, to niepowtarzalna szansa dla Itiego i zapewniają, że oczywiście będę mieć bezpośredni kontakt z Panią Ines... Quote
Saphira Posted August 4, 2009 Posted August 4, 2009 Cieszę się bardzo, choć przyznam, że kalectwo na zdjęciu mnie przeraziło. Quote
diuna_wro Posted August 4, 2009 Posted August 4, 2009 [quote name='Saphira']Cieszę się bardzo, choć przyznam, że kalectwo na zdjęciu mnie przeraziło. Wszyscy ucichli... zastanawiałam się, czy przeraził Was garbaty Itulec, czy moja tzw. "szklanka do połowy pusta" Quote
sonikowa Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 Myślę, że to świetne wiadomości! Jets szansa dla Itiego :-) Quote
Poker Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 cały czas czytam wątek Itka, nie piszę bo całą stronę medyczną, przynajmniej dotychczas przewidziałam :-(, a tak chciałabym się mylić...Mam duże obawy,że z garbem nie da się już niczego zrobić. i Przypuszczam,że bez wózka nie będzie się poruszał nigdy,:-( Byłoby cudownie , gdyby trafił do pani Ines. Przykro mi to pisać,ale lepiej znać nawet najgorszą prawdę.Chociaż wyrocznią nie jestem :shake: Quote
Ghanima Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 diuna_wro napisał(a):Dostałam email z fundacji. Pani Ines chce Itiego do siebie i uważa, że nie wszystko stracone. Najpierw jednak chcą znaleźć dobry, pewny dom Majorowi, a ponieważ nie chcą by Major przechodził z rąk do rąk może to trochę potrwać. Szukają bezpiecznego, ostatecznego domu. Miejsce Majora zajmie Iti. Jeśli uda się Itiego "usprawnić" bedą szukac mu bardzo dobrego domu, jeśli nie - zostanie u Pani Ines. Wg fundacji miejsce u niej, to niepowtarzalna szansa dla Itiego i zapewniają, że oczywiście będę mieć bezpośredni kontakt z Panią Ines... Diunka, chyba to jest szansa dla Itiego... zwłaszcza cieszy mnie zapewnienie o możliwości kontaktu z Pania Ines -tak nam na tym przecież zależy... zastanawiam się tylko, czemu ta Pani oddaje Majora??? Czy Ona funkcjonuje na zasadzie DT? Bo w takim razie nie za bardzo rozumiem, jak może zatrzymać Itulca na stałe? ale może czegoś nie rozumiem, u nas kolejny dzień upału, więc zwoje mózgowe nie funkcjonują mi jak należy... Kurcze, ale cieszę się mimo wszystko, że ktoś z fundacji na poważnie zajał się sprawą Itka, obawiałam się, że apel pozostanie bez odzewu, albo żadne konretne rozwiązanie nie zostanie zaproponowane. Quote
majqa Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 [quote name='diuna_wro']Dostałam email z fundacji. Pani Ines chce Itiego do siebie i uważa, że nie wszystko stracone.(...) Miejsce Majora zajmie Iti. Jeśli uda się Itiego "usprawnić" bedą szukac mu bardzo dobrego domu, jeśli nie - zostanie u Pani Ines. Wg fundacji miejsce u niej, to niepowtarzalna szansa dla Itiego i zapewniają, że oczywiście będę mieć bezpośredni kontakt z Panią Ines... Rozumiem, jeśli błędnie popraw mnie, proszę, że: Itiego przechwytuje fundacja http://www.for-animals.de/. Za sprawą tejże fundacji Iti ma trafić do pani Ines, gdy zwolni się miejsce po Majorze. Na jakiej podstawie pani Ines wie, że nie wszystko (mam na myśli stan zdrowia Itka) jest stracone? Czy zostały tam przesłane jakieś wyniki Itka? Pani Ines jest wetem lub konsultowała sprawę Itka z wetami? Daleko mi tutaj do słów krytyki, bo skoro to domek, gdzie przewijają się psie kaleki, można mówić o sporym doświadczeniu. Z własnego wiem natomiast, że przypadek przypadkowi nie jest równy, dopytuję więc o źródło przekonania pani Ines. "Usprawniony", cokolwiek to dla pani Ines nie oznacza, przejdzie w kolejne ręce. "Nieusprawniony" zostanie u pani Ines. Kim jest pani Ines - DT, DS? Ilu ma podpopiecznych, czyli którym z rzędu w podobnym stanie, byłby tam Iti? Jaką rolę pełni w sprawie pani Patrycja? Czy to jest wspomniana koordynatorka? Cytuję: "Odezwała się do mnie Pani Patrycja, z 4.Animals i powoływała się na sprawę Bursztyna, że oni to zalatwiali." i "Koordynatorka odsyła zainteresowanych także do Alarmowego Funduszu Nadziei na Życie - współpracują z nimi, bez zastrzeżeń." Czy doszło do Twojego kontaktu z Agą_Mazury? Kim jest pani Irena? Cytuję: "Jutro, zgodnie z zaleceniem polskiej koordynatorki, napiszę email do Pani Ireny (można się z nią zapoznać na stronie http://www.for-animals.de/), by kuć żelazo póki gorące i przypomnieć się." Domyślam się, że to pani Ines. Czy tak? I jeszcze jedno...Zostałaś zapewniona o tym, że będziesz mieć bezpośredni kontakt z panią Ines. Czy masz go już teraz, by być spokojną i móc samej lub z czyjąś językową pomocą korespondować z panią Ines? Jak to miałoby wyglądać, gdyby Ituś, po pani Ines, miał przejść w kolejne ręce? Ponadto...Do jakiego porozumienia doszłaś, o ile ten temat był pociągnięty, co do Twojego wpływu na los Itka, kiedy opuści Polskę? Czy w czymkolwiek będziesz miała decyzyjny głos, czy też będziesz tylko informowana o podjętych co do niego decyzjach? Quote
ulvhedinn Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 Podpisuje sie pod pytaniami Majqi. Natomiast co do Itka... "nie będzie się poruszał bez wózka". Dobra, tylko co to znaczy? Że nie bedzie bez wózka chodził na dalekie spacery? Tak, pewnie tak. ale- Itek juz sie porusza bez wózka. Coraz częściej i dłużej chodzi. Nie jest to w pełni sprawne i skoordynowane chodzenie, ale... może w porównaniu do zdrowego psa to strasznie mało, ale nawet nie macie pojęcia jak ja bym sie cieszyła gdyby KrA była choć częściowo tak sprawna jak Ituś... :-( Ot, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.... Niestety ze złych wiadomości- wg mnie gorsza łapka nie rokuje już na poprawę. Bo w zdrowszej tylnej łapce widac zmiany, jest coraz silniejsza, coraz bardziej skoordynowana, ta sztywna nie wykazuje najmniejszej zmiany na lepsze. I tu trzeba chyba będzie rozważyć to stałe usztywnienie w wygodnej pozycji, byc może to pomoże Itusiowi w dalszej nauce chodzenia. Quote
sonikowa Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 Ja napisałam, że to świetne wieści, bo jednak to znaczy, że Itek może mieć dom. A przecież niedawno rozważałyśmy tu najtrudniejsze z rozwiązań :shake: Pytania Majqi sa na miejscu, ale jestem pewna, że Diuna tez to chce wiedzieć, i na pewno się dowie :-) Quote
majqa Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 Pytań ciąg dalszy... 1. Czy pani Patrycja to kierowniczka schroniska k/ Wejherowa Dąbrówka - Schronisko dla bezdomnych zwierząt i jaka jest jej rola w sprawie Itka? Na stronie schroniska nie widzę, choć zaznaczam, że wciąż szukam, odniesień do pomocy znanej nam już fundacji 4-Animals! (a szkoda, bo ładnie wyglądałoby to np. w odnośniku Partnerzy i przyjaciele). Na stronie fundacji natomiast, w zakładce Hunde / Ausland są wstawiane psy, które jeszcze są, jak rozumiem w schronisku ale, jeśli trafią się na nie chętni Niemcy, a transport stanie się opłacalny (czyli uzbiera się więcej psów do wyjazdu), zostają one zabrane do Niemiec (chyba, że już są w Niemczech, a jedynie strona schroniska nie została zaktualizowana). By się o tym przekonać wystarczy poklikać po obu stronach (schron i organizacja), by odnaleźć tam np. śliczną Szakalicę, zwaną na stronie niemieckiej Kalika, psa Amisa, psa Diablo tak samo nazwane na stronie niemieckiej itd. I teraz kolejne moje pytanie. Czy Itek też trafi na niemiecką stronę, czy dom dla niego będzie szukany inaczej? Ponadto, czy za niego również będzie pobierana opłata 240-280 Euro, jak za inne, widniejące tam psy z Wejherowa? Pytanie poza konkurencją dla osób znających realia niemieckie - za co pobierana jest tak wysoka opłata (co się na nią składa, że cena jest taka, a nie inna)? Jedyne odniesienie do pomocy dla tego schronu ze strony Niemców znalazłam tutaj: Gmina Luzino. Niemcy przywieźli pomoc i zabrali psy z podluzińskiej Dąbrówki do adopcji - Kościerzyna 2. Jaki udział w sprawie ma pani Irena, która, jak jednak sądzę, nie jest panią Ines tylko (tu wolę dopytać, czy błądzę) osobą widniejącą na 5tej z rzędu fotografii, na stronie niemieckiej Wir über uns? 3. Pytanie o osobę pani Ines podtrzymuję, pomijam więc powtarzanie się. Mamy więc cały łańcuszek dobroczyńców - fundacja niemiecka, w niej pani Irena, pani Patrycja, pani Ines, a po pani Ines ewentualny chętny na Itka. Oczywiście ktoś może zapytać, na cholerę mi to wszystko. Wyjaśniam, próbuję sobie przyszłość Itka poukładać w całość, a tu rodzą się pytania, które zadałam. Generalnie, gdyby cokolwiek zależało ode mnie, dążyłabym do nawiązania kontaktu z obecnym, ostanim ogniwem, czyli panią Ines, bo to do niej ma biedak trafić i na jej barki ma spaść ciężar opieki nad nim. Zapewnienia o pomocy, informacjach, nawiązaniu kontaktów nie przekonują mnie. Wolno mi mieć takie stanowisko, podobnie jak szanuję czyjeś przeciwne. Piszę wyłącznie o tym, co czuję sama. Ten kontakt powinien być nawiązany teraz, bo jeszcze teraz, w razie wątpliwości, można powiedzieć nie. Quote
diuna_wro Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 Pani Irena, to osoba widniejąca na stronach fundacji, a dokładnie Państwo Irena i Heinz Sevenich. Tu jest do nich numer 0032-87653518. Pani Ines, to inna osoba prowadząca dt i ds jednocześnie. Te, które nie znajdują domów, pozostają u niej. Założeniem w spr. Itiego jest, ze będzie to ds, ponieważ nie dajemy mu szans na wyzdrowienie. Na jakiej podstawie Pani Ines wie, że nie wszystko stracone? pewnie na takiej samej jak Ulv... doświadczenia i wiary. Dostała ode mnie na samym początku mnie dokładne dane nt. historii psa, wyników badań, konsultacji, opinii lekarzy, leków i zabiegów, przyszłej zalecanej terapii, sposobów utrzymania higieny oraz rokowań. Plus zdjęcia od schroniska, poprzez te z rehabu, po wózek. A także wnioski z moich prywatnych obserwacji. Dziś dostałam pytania dotyczące szczegółów nietrzymania moczu, pieluch i szczekliwości Itiego. Nie wiem nic na temat schroniska w Dąbrówce, poza tym, ze widnieje m.in. na stronach OTOZ, na którą to organizację powoływała się Pani Patrycja, jako polecającą. Czy jest kierownikiem którejś z placówek? Nie wiem. Nie przedstawiała się tym stanowiskiem. Z nią kontakt ograniczyłam, dopóki nie poznam lepiej Pani Ireny i Pani Ines. Pani Irena jest polskojęzyczna i z nią prowadzę korespondencję. Na moje pytania czy dostanę dane do kontaktów z Panią Ines otrzymałam odpowiedź, że oczywiście będę z nią w bezpośrednim kontakcie. Dopytam jeszcze czy mam zagwarantowane dane teleadresowe przy ewentualnej dalszej adopcji. Wpływ na decyzję? Na jakiej podstawie miałabym wydawać decyzje? Opisów potencjalnych chetnych, przesłanych mi przez fundację? Skąd będę wiedzieć, czy mam rację skoro nie zobaczę tych ludzi na oczy? Rozmowa telefoniczna? Szczerze mówiąc - nic mi to nie da. Kwestia czy zaufam fundacji, czy nie. No, chyba, że padną deklaracje ze strony zainteresowanych z naszej strony, o przeprowadzeniu wizyty przedadopcyjnej na terenie Niemiec, w każdym przypadku. Kto z nas to zrobi? Co nas przekona? Czyjaś rozmowa telefoniczna z Panią Ines? Mnie nie. Szczerze mówiąc, mnie nikt i nic nie przekona, tylko fakty. A na fakty niestety trzeba czekać, aż się wydarzą. Zawsze jest ryzyko. Podejrzeń i opinii na temat tej czy innej fundacji/osób zawsze jest wiele, często bardzo skrajnych. Komu mam wierzyć? Nie wiem nic o opłatach, nie pytałam o to. To pytanie nie do mnie. Nie zajmuję się masowym eksportem psów i nie analizowałam tematu. Zapytam czy będę musiała wnieść opłatę. Nie podjęłam ostatecznej decyzji. Na razie rozmawiam. Wiem, że w każdej chwili moge powiedzieć NIE i nie będę miała z tym problemu, jesli chodzi o dobro Itiego. Majqo - pytania, na ktore nie znam odpowiedzi, zadalam przed chwila w emailu do Pani Ireny. Ja preferuje kontakt internetowy. Telefon, jako srodek komunikacji, nie stanowi dla mnie drogi, poprzez którą miałabym nabrać zaufania, przekonania czy poznać prawdę. Quote
diuna_wro Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 Do Pani Patrycji zadzwonię jutro i zapytam kim dokładnie jest. Quote
majqa Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 diuna_wro napisał(a):(...) Na jakiej podstawie Pani Ines wie, że nie wszystko stracone? (...) Dostała ode mnie na samym początku mnie dokładne dane nt. historii psa, wyników badań, konsultacji, opinii lekarzy, leków i zabiegów, przyszłej zalecanej terapii, sposobów utrzymania higieny oraz rokowań. Plus zdjęcia od schroniska, poprzez te z rehabu, po wózek. A także wnioski z moich prywatnych obserwacji. Dziś dostałam pytania dotyczące szczegółów nietrzymania moczu, pieluch i szczekliwości Itiego. (...) Na moje pytania czy dostanę dane do kontaktów z Panią Ines otrzymałam odpowiedź, że oczywiście będę z nią w bezpośrednim kontakcie. (...) Wpływ na decyzję? Na jakiej podstawie miałabym wydawać decyzje? (...) Nie wiem nic o opłatach, nie pytałam o to. To pytanie nie do mnie. (...) Zapytam czy będę musiała wnieść opłatę. (...) Majqo - pytania, na ktore nie znam odpowiedzi, zadalam przed chwila w emailu do Pani Ireny. (...). Dziękuję Diuno za odpowiedź. O takie doprecyzowanie właśnie mi szło. Dobrze, że zostały przesłane dane o Itku (te dotyczące badań i te z obserwacji). Jedyne, co ośmielam się doradzić, to wcześniej nawiązać kontakt z panią Ines i na swój sposób tu przetrzeć sobie szlak informacyjny. Co do opłat. Pewno nie wyraziłam się precyzyjnie. Nie chodzi mi o to, że Ty ją miałabyś uiścić. :shake: To co zobaczyłam na stronie organizacji to, jak rozumiem, opłaty (pewno adopcyjne), jakie wnoszą chętni Niemcy adoptujący danego psiaka. Na pewno o to może być Twoja głowa spokojna. A co do pani Patrycji, słusznie, że zadzwonisz dopytać. Ja, załatwiając jakąkolwiek, a zwłaszcza wyjątkowo dla mnie ważną sprawę, nie tylko psią, pytam dokładnie z kim mam przyjemność to czynić. Aha...i jeszcze w kwestii Twojego wpływu na decyzję. Tu też wyraźnie nie doprecyzowałam sprawy. Nie miałam na myśli dopytywania Cię za każdym razem, gdyby ktoś wzbudzający zaufanie fundacji chciał adoptować Itka. Nie można dać się aż tak zwariować. Miałam tu na myśli inne posunięcia - np. decyzję o leczeniu operacyjnym lub...to, co i tu było rozważane. :-( Jestem głęboko przekonana, że z racji Twojego zaangażowania uczuciowego w Itusia, chciałabyś o tym wiedzieć i czuć, że masz na to wpływ. Quote
diuna_wro Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 Aha, jakiś czas temu dostałam emaile wraz z załącznikami jakie wymieniają między sobą Pani Irena, pani Patrycja, i rodzina u której jest Bursztyn. Są imiona i nazwiska, twarze, zdjęcia z rehabilitacji, zdjęcia w wózku, filmy na You Tube. Mam nadzieję, że skoro ja je dostałam, to polscy wolontariusze także. To była odpowiedź na moje pytanie zadane podczas pierwszych rozmów , czy byłabym i w jaki sposób informowana (czy wraz z dokumentacją fotograficzną?) o warunkach bytowych Itcia. Quote
majqa Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 diuna_wro napisał(a):Aha, jakiś czas temu dostałam emaile wraz z załącznikami jakie wymieniają między sobą Pani Irena, pani Patrycja, i rodzina u której jest Bursztyn. Są imiona i nazwiska, twarze, zdjęcia z rehabilitacji, zdjęcia w wózku, filmy na You Tube. (...). Brzmi super. Byłoby fantastycznie móc zobaczyć Itka, jego ewentualne postępy, radość na pycholu. :lol: Quote
diuna_wro Posted August 5, 2009 Posted August 5, 2009 majqa napisał(a):Miałam tu na myśli inne posunięcia - np. decyzję o leczeniu operacyjnym lub...to, co i tu było rozważane O operacji decyzję pozostawiam lekarzom. Nie czuję się kompetentna, by podważać to, co zalecą. Tutaj też w końcu musiałabym złożyć zdrowie iTka w rękach jednego weta i jemu zawierzyć. O eutanazji i tak już decyzję podjęłam. Kwestia wystąpienia lub nie czynników, które na to wpłyną. Nie sądzę, że gdyby znaleźli mu dom i stan zdrowia byłby stabilny chcieliby go uśpić, bo to bez sensu. Quote
diuna_wro Posted August 6, 2009 Posted August 6, 2009 Nie pytaj mnie o opłaty jakie wnoszą Niemcy chętni na psa. Skąd ja mam to wiedzieć i dlaczego ktoś z ich strony miałby mi odpowiedzieć na pytanie o ich wysokość i sposób alokacji tych środków? Quote
majqa Posted August 6, 2009 Posted August 6, 2009 diuna_wro napisał(a):(...) Nie sądzę, że gdyby znaleźli mu dom i stan zdrowia byłby stabilny chcieliby go uśpić, bo to bez sensu. Jasna sprawa. Miałam na myśli wahania wspomnianej przez Ciebie stabilności, bo wtedy i w człowieku rodzą się dylematy, czy jakaś decyzja nie została podjęta przedwcześnie ale cóż...na takie rozterki nie ma rady. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.