sleepingbyday Posted December 2, 2008 Posted December 2, 2008 w tym poście nie będzie żadnych emotikonów... przepraszam was, że dopiero teraz, ale nie miałam kiedy. łokietek (tak wpisałam w karcie na białobrzeskiej) nie żyje. i choc to by wypadek, to przez moje zaniedbanie. jak byłam w pracy otworzyly się drzwi na balkon i wyszedł. nie widział, które to pietro... zadzwoniła do mnie koleżanka, która wiedziała, że mam przywieźc dziadzia, że pod blokiem siedzi dziadzio łysy, jakas babka wezwała sm i czy to mój. na początku myślałam, ze ktoś się włamał i psy sie rozeszły. ale ona (tzn doginka, tez z dogo) powiedziała, że mam drzwi na balkon otwarte... kolega z pracy zawiózł mnie do domu, potem na białobrzeską. łokietek miał zmiażdżony rdzeń kręgowy w okolicy lędźwiowej (conajmniej zmiażdżony), w okolicy szyjnej tez cos było nie tak. tylne łapki bez czucia, przedeni zawiniete. płakał... był we wstrząsie. dostał ogrzewająca kroplówkę i coś tam, nie pamietam... polepszyło mu sie, ale rentgen niestety zły. mysłałam o tym, żeby go ratować, niech sobie będzie sparaliżowany, trudno, ale rozmowa z wetką powiedziała mi, że szanse przyzerowe, że nie wiadomo, co więcej jets nie tak, pomijając przepuklinę. staneła mi przed oczyma moja poprzednia sunia, która meczyłam ze 2 tygodnie za dlugo, bo nie umiałam podjąć decyzji... ja wiem, ze ja to sucho pisze, ale ja juz dzis mam problem z emocjami. rycze i ryczę. wiem, że to wypadek, wiem, ze pech do kwadratu, że sie balkon otworzył, ale co z tego? miałam dac mu lepsze, dluższe zycie, a w zasadzie go zabiłam. nie pomyślałam, że silniejszy podmuch otoworzy balkon. a czy dzis w ogole wiało? jak jechałam z szefem do domu,to patrzyłam na drzewa, niemal bezruch... nawet doby u mnie nie przezył. a najgorsze, jak sobie wyobraże, co czuł, jak spadł, nie wiedział, co się dzieje, nic nie widział, ktos go dotykał.. koszmar. litościwa osoba przykryła go swoimi spodniami od dresu, jak czekali na sm. uspokoił sie, jak mnie poczuł, on mnie juz rozpoznawał po zapachu... łaska boska, że doginka tamtędy przechodziła, bo umierałby nawet bez tego, a tak był nieco spokojniejszy... był taki malutki, a taki dzielny, tuptał po domu za mną, grzecznie spał, zadowolony sie czochrał na pleckach po kąpieli. był w bardzo dobrym stanie fizycznym według wstępnego badania. zdrowe serce, płuca, piekne zeby jak na jego wiek i silne mięśnie... i co? nie wierze w to, co sie stało.... erazm, stokrotne dzieki, ze przyjechałas i zajęłas sie mną i wysłuchiwałas w kółko o łokietku i pozwoliłas mi płakać. nie wiem, co jeszcze napisać. tak mi go żal, ze az rozsadza. Quote
Isadora7 Posted December 2, 2008 Posted December 2, 2008 Sleepingbyday wypłacz się, wyrycz... dałaś mu namiastkę domu, króciutko ale to docenił skoro reagował spokojem na Ciebie... są sytuację na które nie ma mądrych... nie ma ludzi którzy są w stanie przewidzieć wszystko do końca... Współczuję ci - trzymaj się. Quote
agata-air Posted December 2, 2008 Posted December 2, 2008 [*] [*] [*] podjelaś dobra decyzje nie dając mu dalej cierpieć. Los jest bardzo niesprawiedliwy. Przykro mi SBD choć wiem, że żadne słowa nie ukoją twojego bólu i nic nie zmienią. Jesteśmy z tobą myślami. Quote
Lionees Posted December 2, 2008 Posted December 2, 2008 Rozumiem Cię doskonale...Jak wzięłam Pryszczyka w sierpniu(dziadzio 13-letni,głuchy z lekką zaćmą,7 lat był w schronie)to miałabym podobne zdarzenie.Zawsze rano otwieraliśmy balkon i tak był otwarty latem całe dnie.Mój pies nauczony,że na balkon nie wolno mu wyjść.Pryszczyk był u nas drugi dzień,mąż rano z przyzwyczajenia otworzył balkon i poszedł do łazienki.Ja za niedługo wstałam i nagle mnie zmroziło.Pryszcz stoi na balkonie(zdjęliśmy barierki,żeby założyć nowe!)a moje serce stanęło,nogi się ugięły,w gardle gula,mało się nie udusiłam.Dobrze,że pies głuchy,bo podeszłam do niego nie zauważona i złapałam go tak mocno,że aż się wystraszył.Wniosłam go do domu,zamknęłam drzwi na balkon i dopiero po jakimś czasie ochłonęłam.Od tej pory drzwi na balkon były zamknięte,nawet w najgorsze upały.Kupiłam wiatrak,żeby było chłodniej. Bardzo,bardzo Ci współczuję Łokietku [*] Quote
kikou Posted December 2, 2008 Posted December 2, 2008 ......przepraszam..... nie pomyslałam o balkonie .....rozdziera Quote
Zofia.Sasza Posted December 3, 2008 Posted December 3, 2008 Niestety - shit happens :-( Trzymaj się SBD. Dałaś mu szczęście, na krótko, ale to ważne i tak. Dziadeczku - [*] Quote
sleepingbyday Posted December 3, 2008 Posted December 3, 2008 dziekuję wam... wiem, ze się zdarza, ze taki los. ale co z tego? mógł zyć, naprawde mógł żyć. i tego nigdy nie zapomnę, że to jedno zaniedbałam. zadzwoniłam dziś do piotrkowa, pani Maria się popłakała. hundehilfe się nim interesowało. zatem mój dom nie był jego jedyną szansą.... no nic, nie zmienimy tego. i teraz z jednej strony mysle, żeby jak najszybciej wziąć jakiegos dziadzia, zeby emocje czyms zajać, a z drugiej strony boje się. :shake: Quote
Zofia.Sasza Posted December 3, 2008 Posted December 3, 2008 Ja wiem, że to łatwo powiedzieć, ale JoSi ma rację. Trzeba to sobie powtarzać wciąż i wciąż. Nikt nie jest jasnowidzem, a zwierzaki potrafią naprawdę zaskoczyć :shake: Quote
JoSi Posted December 3, 2008 Posted December 3, 2008 SBD, nie wiem co Ci powiedzić, jak pocieszać, bardzo mi przykro to za mało. Ratuj następnego pieska starego, nie bierz na siebie wypadku. Są sytuacje nie do przewidzenia, nie ma na to mądrych. Quote
sleepingbyday Posted December 3, 2008 Posted December 3, 2008 w sumie, to na pewno to zrobię. teraz jestem jeszcze w totalnym szoku i tyle. dziekuje wam za zrozumienie i pocieszenie. jeśli jednak ktos uważa, ze powinnam usłyszeć gorzkie słowa, to prosze sie nie krępować. wolę najgorszą prawdę w twarz, niż przemilczenie jakichs uwag. człowiek się całe życie uczy. a mnie w sprawie łokietka nie spotka nic gorszego, niż jego tragiczna smierć. Quote
Isadora7 Posted December 3, 2008 Posted December 3, 2008 sleepingbyday napisał(a):w sumie, to na pewno to zrobię. teraz jestem jeszcze w totalnym szoku i tyle. dziekuje wam za zrozumienie i pocieszenie. jeśli jednak ktos uważa, ze powinnam usłyszeć gorzkie słowa, to prosze sie nie krępować. wolę najgorszą prawdę w twarz, niż przemilczenie jakichs uwag. człowiek się całe życie uczy. a mnie w sprawie łokietka nie spotka nic gorszego, niż jego tragiczna smierć. S&B po mojemu to śmiało bierz następnego dziadzia. Uważam ze tylko to pozwoli ci wyrzucić z siebie ogromne poczucie winy. Uwierz mówią inni, powtarzam i ja... żeby człowiek wiedział ze sie przewróci to by sie położył. Będzie ci lżej jak weźmiesz dziadeczka. Mam nadzieję zę nie znajdą się mędrcy co to wiedzieliby i widzieli. Tym bardziej zę to co zrobiłąs dla psiaków też mówi za siebie. Bierz dziadka. I trzymaj się. Quote
agata-air Posted December 3, 2008 Posted December 3, 2008 Bierz dziadka, koniecznie....jak będziesz gotowa. Quote
katyen Posted December 3, 2008 Posted December 3, 2008 nie dziwię się, że ogarnęło Cię poczucie winy w takiej sytuacji. kiedy straciłam swojego psa zaczęłam sobie wytykać wszystkie możliwe błędy które popełniłam... ale nie można się nad sobą użalać. moim zdaniem to jest znak, żeby iść do przodu i ratować inne psy. wiele osób nie zdobyło by się na przygarnięcie starego, niepełnosprawnego pieska. dlatego podziwiam Cię. głowa do góry! Quote
orpha Posted December 3, 2008 Posted December 3, 2008 Olu ....moze tak własnie mialo byc ... pewnie wlasnie po to zeby dac dom innemu biedusiowi - dziadziowi Quote
wanda szostek Posted December 3, 2008 Posted December 3, 2008 sleepingbyday napisał(a):dziekuję wam... wiem, ze się zdarza, ze taki los. ale co z tego? mógł zyć, naprawde mógł żyć. i tego nigdy nie zapomnę, że to jedno zaniedbałam. zadzwoniłam dziś do piotrkowa, pani Maria się popłakała. hundehilfe się nim interesowało. zatem mój dom nie był jego jedyną szansą.... no nic, nie zmienimy tego. i teraz z jednej strony mysle, żeby jak najszybciej wziąć jakiegos dziadzia, zeby emocje czyms zajać, a z drugiej strony boje się. :shake: Przykro. Powtórzyła się sytuacja jak u magdy222. Wypiszcie gdzie się da, że tam gdzie balkon nie może być ślepoczek , dopóki wcześniej nie będzie barierki zabezpieczającej. To samo dotyczy szczeniaczków. A może gdzieś zebrać wszystkie porady i ostrzeżenia dla adoptujących takie pieski. Quote
sleepingbyday Posted December 4, 2008 Posted December 4, 2008 wando, ja sobie zdaję sprawe z tego, co oznacza balkon. jak sie przeprowadzałam, to miałam jazdę, czy zośka moja nie będzie chciała wychodzić i czy jest w stanie sie przecisnąć. a nie jest ani szczeniorem, ani ślepakiem i waży 9kg, a nie 5, jak dziaduś. po prostu drzwi sie otworzyły. nawet, jakbym przed wiosna chciała robic zabezpieczenie dla śp. łokietka, to nie pierwszego wieczoru po jego przyjździe do domu z piotrkowa, po wecie, kapieli... to było wszystko tak szybko (niecała doba!) i taki zbieg złego losu, że ja naprawde mam problemy z zaakceptowaniem, ze jego śmierć to rzeczywistość. szast prast. byl pies, nie ma psa... Quote
magda222 Posted December 4, 2008 Posted December 4, 2008 Retrospekcja... SBD bardzo mi przykro... Wiem co czujesz... Dla Dziadunia i Miśka po jednej [*] [*] Misiek patrzy na Was z mojego avatara. Mam nadzieję,że chasają razem po zielonych łąkach i wygrzewają się w promieniach słońca... Płaczę razem z Tobą,Sleepingbyday... Quote
ulvhedinn Posted December 4, 2008 Posted December 4, 2008 Myślę ze warto by pomysleć nad stworzeniem, czegoś takiego jak jest na miau (kocie abc) czyli spisu zagrożeń, jakie czyhają na naszym futrzatych... co prawda nie ma się co łudzić, że przwidzimy wszystko, ale zawsze jest szansa, że ktos przeczyta i uniknie tragedii. Tym brdziej, że jak widać to np. nie pierwszy taki przypadek, mi tez się zdazyło, tylko akurat miałam (a własciwie Skor miał) więcej szczęścia.... :shake: Sleepingbd, nie obwiniaj się, nikt z nas nie jest w stanie przewidziec wszystkiego! można jedynie próbować... a przeznaczenie i tak potragfi nas zrobić w konia :-( BTW, barierka też nie zawsze zdaje egzamin, mój Skor (mikro staruszek, ślepaczek) wspiął sie po wysokiej skrzynce i wylazł wierzchem! A że nic mu się nie stało i polazł w plener, to długo nikt nie mógł uwierzyc, że tego dokonał. Teraz zabezpieczam balkon mocnym łańcuszkeim, tak, że futra nie są w stanie sobie otworzyć i wyleźć. Quote
sleepingbyday Posted December 4, 2008 Posted December 4, 2008 [quote name='magda222']Retrospekcja... SBD bardzo mi przykro... Wiem co czujesz... Dla Dziadunia i Miśka po jednej Misiek patrzy na Was z mojego avatara. Mam nadzieję,że chasają razem po zielonych łąkach i wygrzewają się w promieniach słońca... Płaczę razem z Tobą,Sleepingbyday... starałam sie dzis juz nie płakać, zwłaszcza w pracy, ale wlazłam na wątek i zawory pusciły... dramat i tyle.. [quote name='ulvhedinn']Myślę ze warto by pomysleć nad stworzeniem, czegoś takiego jak jest na miau (kocie abc) czyli spisu zagrożeń, jakie czyhają na naszym futrzatych... co prawda nie ma się co łudzić, że przwidzimy wszystko, ale zawsze jest szansa, że ktos przeczyta i uniknie tragedii. Tym brdziej, że jak widać to np. nie pierwszy taki przypadek, mi tez się zdazyło, tylko akurat miałam (a własciwie Skor miał) więcej szczęścia.... :shake: bardzo warto. Sleepingbd, nie obwiniaj się, nikt z nas nie jest w stanie przewidziec wszystkiego! można jedynie próbować... a przeznaczenie i tak potragfi nas zrobić w konia :-( aaa tam. obwiniam sie i będę. wiem, że nie jest to moja duża wina, wszystko było za szybko, wieczorem skończyła sie akcja adopcja, nie wiało, drzwi były zamkniete... splotło sie mnóstwo pecha, ale to ja byłam za łokietka odpowiedzialna i tego nic nie zmieni, że pokpiłam w pewnym sensie. muszę swoje przecierpieć, nie ma zmiłuj. BTW, barierka też nie zawsze zdaje egzamin, mój Skor (mikro staruszek, ślepaczek) wspiął sie po wysokiej skrzynce i wylazł wierzchem! A że nic mu się nie stało i polazł w plener, to długo nikt nie mógł uwierzyc, że tego dokonał. Teraz zabezpieczam balkon mocnym łańcuszkeim, tak, że futra nie są w stanie sobie otworzyć i wyleźć. na szczęście u mnie nic przy barierce nie stoi, na nic sie nie mozna wspiąć, a i tak pręty mam od góry do dołu. [quote name='mru']o matko... :shake: prawda ..? w najśmielszych snach... Quote
mru Posted December 4, 2008 Posted December 4, 2008 Ola, ja właściwie nie wiem co powiedzieć :( i nic nie powiem, bo nic mówić nie trzeba :calus: Quote
Charly Posted December 4, 2008 Posted December 4, 2008 wanda szostek napisał(a):Przykro. Powtórzyła się sytuacja jak u magdy222. Wypiszcie gdzie się da, że tam gdzie balkon nie może być ślepoczek , dopóki wcześniej nie będzie barierki zabezpieczającej. To samo dotyczy szczeniaczków. A może gdzieś zebrać wszystkie porady i ostrzeżenia dla adoptujących takie pieski. ja też mysle ze przy balkonie i slepaczku maksimum ostroznosci. generalnie slepaczek w pierwszych dniach w domu nie powinien byc sam (jeszcze bardziej niz inne psy). Nic nie widzi., nie wie gdzei jest. wystarczy ze walnie glowka w cos..spadnie mu cos na lepek, wcisnie się w jakis kącik, nie będzie umial wyjsc, wsadzi gdzies głowke i się udusi. Moj prawie slepy piesek w pierwszy wieczór malo sie nie powiesił. poszedl tylko zjesc cos do kuchni. Po 2 minutach nie slyszalam juz chrupania więc poszlam za nim a on wisial na poscieli, (która się suszyła) na "paluszkach" oczy wywalone. Jakos głowka miedzy guziki mu się wcisnęła i im bardziej chcial wyjsc, tym mocniej zaciskalo mu się kolo szyjki. trochę pozniej i pies by się faktycznie udusil. posciel byla tak mocno zacisnieta, ze nie mialam czasu jej odwiązac i przecielam. Gdyby byl sam, udusil by się. Po prostu.... Chwile pózniej znow poszedl sie wieszac. nie wiem co to bylo, ale szczegolnie slepe pieski mogą byc bardzo zestresowane i wystraszone. Moj pies w pierwsze dni zachowywal się wręcz idiotycznie. Wlazil w kazdy kąt...wciskal glowkę do szafek, miedzy worki foliowe....Lazilam za nim non stop...Dlatego mysle, ze warto wziąść choc jeden, dwa dni wolnego (jesli sie da), lub wziaść psa w weekend. I jesli musimy wyjsc, dac go w miejsce jak najbezpieczniejsze dla psa, ktory przeciez nie widzi i wszytko moze się przydażyc.. czyli lazienka lub inne miejsce z ktorego nie ma szans wyjsc. Ryzyko pozostaje. Nie pomysłalabym ze moj pies będzie się "wieszał" na pościeli. Gdybym wyszla wtedy na zakupy....on bylby za TM...Teraz staram się go porównac z niewidomym maly zaadoptowanym wystraszonym dzieckiem i zastanawiam się co może zagrażac. Oczywiscie dziecko jest bardziej zagrozone. Ale mi to pomaga. Quote
JoSi Posted December 4, 2008 Posted December 4, 2008 Nie da się przewidzieć wszystkiego, mojej Tusi mało nie rozdeptała jakaś tłusta blondi. W biały dzień na chodniku, suczka ciemna, widoczna, myślałam że babie brzuch zasłania horyzont ale nie, później chłopak przeskoczył na drugi chodnik, ten z Tusią i też mało brakowało. Dzisiaj samochód jechał chodnikiem po którym szłam z trzema psami, obok nie ma jezdni, chodnik spacerowy. Miałam szczęście, byłam szybsza, stanęłam babie przed maską, kiedyś mnie zamkną, chciałam jej wybić szybę. Stale się boję, że szczęście mnie opuści, mnie, bo będę sobie miała za złe chociaż wiem jakie to nie do ogarnięcia. Jak wiatr, który otwiera znienacka drzwi. SBD, jestem z Tobą. Quote
ulvhedinn Posted December 4, 2008 Posted December 4, 2008 Dlatego jestem coraz większym zwolennikiem kennel-klatki, szczególnie na samym początku.... Psy potrafią wpaść na pomysły, od których włos sie na głowie jeży :-o (koty jeszcze gorzej). Poza tym są rzeczy o których się zwyczajnie nie wie, np. dopiero z miau dowiedziałam się że włosy anielskie sa dla kotów (dla psów też , ale psy rzadziej je usiłuja zjeść) śmiertelnym zagrożeniem... To co, kto by mi pomógł stworzyć takie ABC zagrożeń? :cool3: Mogłyby sie tam znaleźć np. lista popularnych, a niebezpiecznych roślin, zagrozenia i jak sie przed nimi bronić i może podpięte (tak jak w miau) linki do tragicznych, albo "o mały włos tragicznych" historii.... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.