Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Witam, Agnieszko jak to wszystko przeczytałam to mnie zatkało, nie wiem
co mam powiedzieć.
Pewnie mój post będzie chaotyczny, ale napisze to co na gorąco mi się
kłębi w głowie.
Fiodorek był u mnie mniej więcej 2 tygodnie i z oznak dominacji jedynie
co zauważyłam to to że na spacerach łapał za smycz i próbował się
przeciągać co po kilku skarceniach na samym początku, ze spaceru na
spacer zdarzało się coraz rzadziej.
Fiodor nie jest ani moim pierwszym psem ani moim pierwszym
tymczasowiczem i "moje" wszystkie psy śpią w łóżku (znam te wszelkie
teorie o spaniu psa w łóżku, nie wpuszczaniu psa przed sobą w drzwiach
itd. jest to nawet napisane w Fiodora książeczce zdrowia razem z
tekstem, że pies nie powinien wchodzić do sypialni, łazienki i kuchni,
więc nie wiem gdzie powinniśmy go tak naprawdę trzymać) i nie miałam
problemu żeby któryś z psów nie chciał zejść z łóżka. Wystarczył inny
ton głosu i psy wiedziały, że to nie zabawa. Jednak takich rzeczy nie
osiąga się po kilku dniach i zanim pies złapie o co nam chodzi mija
trochę czasu, szczególnie pies, który przeszedł tyle co Fiodorek i
styczność z człowiekiem miał małą a na pewno nie był nigdy niczego
uczony...
Uważam, że wszelkie jego zachowania nie wynikają z agresji (nigdy nie
zauważyłam u niego żadnego przejawu) ani z chęci dominacji a z tego, że
nigdy nikt mu jasno nie wytyczył granic zachowania, nie pokazał co wolno
a czego nie wolno. Fiodor gdy trafił do nowego domu, do nowych osób,
próbuje ustalić swoją pozycję, swoje miejsce i próbuje sam te swoje
miejsce znaleźć (musimy pamiętać, że ostatnie mniej więcej 2-3 miesiące
były dla niego bardzo ciężkie… najpierw nie dawał się żadnemu
człowiekowi zbliżyć do siebie, potem jakoś udało się go złapać i zaczął
poznawać na nowo co to znaczy człowiek, potem zmienił miejsce i
przeniósł się do Doddy i jej psów, potem trafił do mnie i mojej Tosi a
teraz do Ciebie nie dziwie się, że głupieje i nie wie jak ma się
zachowywać )
Mam też taką małą sugestię, co do rad udzielanych przez szkoleniowców
czy chociażby weterynarzy. To nie są osoby działające charytatywnie i
też chcą zarobić, a czym więcej rzeczy znajdą do poprawy u psa tym dla
nich lepiej – ja nie twierdzę, że tak jest zawsze, ale to jest
biznes. To samo z weterynarzami są tacy co z igły zrobią widły byleby
tylko jak najwięcej kasy u nich wydać.
Chciałam również Ci przypomnieć, że w czasie naszych rozmów
telefonicznych niczego nie ukrywałam jeśli chodzi o zachowania Fiodora,
mówiłam, że przeciąga smycz, że jest niegrzeczny, nieułożony, że szczeka
i że dużo pracy przed Wami. Sama mówiłaś że on jest i tak kochany i że
tyle przeszedł... wydawało mi się, że rozumiesz o co mi chodzi, ale
widzę, że nie miałaś po prostu do tej pory styczności z trudnymi
psami... przy czym Fiodora uznałabym za jednego z mniej problemowych
psów.
A i jeszcze jedno Fiodor to naprawdę bardzo młody pies, który chce się
też dużo bawić. Ja Fiodora określałam, jako takiego „wyrośniętego
rozwydrzonego bachorka”, który po prostu jest NIEWYCHOWANY i tu
dla Ciebie pole do popisu, praktycznie czysta karta do zapisania...

Nie wykazywał u mnie cech psa autystycznego (wiem, bo był u mnie
wcześniej na DT Pako pies, który miał padaczkę i był psem autystycznym)
cały czas chciał się bawić z Tosią, wręcz nie dawał jej spokoju a na
zabawki zwracał średnią uwagi. Bez problemu w czasie zabaw z Tosią jej
je oddawał (Tosia dla przykładu sznurem się przeciąga z innymi psami czy
ze mną ale gdy dać jej gumową piłeczkę to psa jakby nie było bo uwielbia
wygryzać z niej kawałki gumy i jest przeszczęśliwa, gdy nikt jej wtedy
nie przeszkadza a może to robić godzinami).
Za nami w domu też chodził, wystarczyło się ruszyć i już łaził za mną do
kuchni, do przedpokoju i te jego przekręcanie głowy, gdy coś mówisz, gdy
coś robisz...

Co do jego stanu zdrowia w sensie fizycznym - przez pierwsze dni pobytu
Fiodora u mnie nic szczególnego się nie działo... może troszkę się
drapał, ale przecież nikt nie zakłada od razu najgorszego, zawsze
rozważa się najpierw najprostsze rozwiązania. Był kąpany - przeczekałam
kilka dni podejrzewając uczulenie, przestał się drapać ale zaczął
wylizywać odbyt pomyślałam, że może chodzi o gruczoły bo przecież często
się zdarza u młodych psów (też się zastanawiałam czemu nikt tego nie
sprawdził podczas zabiegu kastracji gdy pies był pod narkozą, albo
sprawdził ale nic nam nie było o tym wiadomo). Podczas wizyty u
weterynarza okazało się, że gruczoły faktycznie były przepełnione,
Fiodor dostał zastrzyk i maść do smarowania odbytu bo w czasie mojej
nieobecności w domu dość poważnie się tam wylizał, miałam więc smarować
i jeśli nie będzie poprawy to za około tydzień zgłosić się z Nim
ponownie. Po kilku dniach zrobiło się dużo lepiej, Fiodor się nie
interesował tak już odbytem nawet wtedy, gdy go smarowałam. Miejsce było
mniej zaczerwienione, nie lizał się - ale też nie oczekiwałam, że po
jednym czy dwóch dniach będzie rewelacyjnie, na wszystko trzeba czasu,
pewnie gdyby nie pojechał do Ciebie a te leczenie nie przyniosło by
efektu to i u nas wyszłoby, że to coś poważniejszego.
Od razu też na wszelki wypadek zmieniliśmy karmę na jagnięcinę bo
zasugerowano, że może mieć po prostu uczulenie na tą którą jadł do tej
pory.


[quo te]badanie odbytu wykazało, że Fiodorek ma w odbycie polipa, który
powoduje ból i stan zapalny (a podobno również był w Warszawie badany)
– czeka go operacja...[/quo te]


Czy mam wziąć od weterynarza, u którego byliśmy wydruk z wizyty z tego
dnia? Czy uważasz, że nie byłam z psem u weterynarza? I wzięłam dla
siebie 33 złote?
Uważam, że diagnozowanie psa powinno się zaczynać od najprostszych
podejrzeń a jeśli nie przynosi efektu szukać dalej tym bardziej, że są
to psy pod opieką Fundacji i wydaje mi się, że rozpoczynanie badań od
najdroższych i najbardziej szczegółowych spowodowałoby , że ktoś mógłby
posądzić Fundację o niegospodarność (a takich osób nie brakuje).
Weterynarz pytał mnie czy on miał zawsze taki jasny kolor skóry wkoło
oczu, powiedziałam, że pies jest u mnie od tygodnia i cały czas tak
było, pytałam Doddy i do niej jak trafił, też tak już miał. Był w W-wie
u kilku lekarzy i żaden nie wspominał nic o powiekach.
Co do sierści i tych miejscowych problemach i Twoich słów, w których
zarzucasz mi że „z taką beztroską odpowiedziałam że sierść
odrośnie” to powiem Ci szczerze, że moja Tosia wyglądała dużo
gorzej jak przyjechała ze schroniska z Pabianic, miała dużo większe
ubytki sierści, wyłysienia, łupież, skórę w krostach i wypryskach i
zajęło kilka miesięcy zanim jej sierść doszła do takiego stanu jak jest
dziś, że nawet weterynarze ją chwalą a nie miała żadnej z tych
chorób!!!!!!!!!!
Miała też otwarte, zaropiałe rany po sterylizacji z których po długim
czasie wyciągaliśmy jeszcze sznurki o takiej grubości, że można by niby
szyć słonia... to są psy po przejściach a nie pluszowe zapakowane
zabawki prosto ze sklepu i z takimi rzeczami trzeba się liczyć niestety
:(
Skóra Fiodora i jego sierść nie jest w tak tragicznym stanie jak to opisujesz - zobacz zdjęcia np bodajże Rumby a zobaczysz różnicę i porównaj zdjęcia Fiodora z początku pobytu w fundacji i obecnych a też zobaczysz różnicę.

Pisze Ci to wszystko, bo wyszło tak jak byśmy Ci na odwal się
odpowiadali albo zataili specjalnie pewne informacje. Bywa po prostu tak
że różne rzeczy wychodzą po dłuższym czasie. Dla przykładu moja Tosia,
która była początkowo u mnie na DT nie miała większych problemów ze
zdrowiem a kiedy już zdecydowałam, że zostaje u mnie na stałe i
podpisałam z Fundacją AST umowę adopcyjną dosłownie po 2 tygodniach
nagle Tosię sparaliżowało i nie mogła stanąć na tylnych łapach. Po
prześwietleniu okazało się, że Tosia ma więcej o jeden krąg lędźwiowy co
jeśli już się zdarza to u jamników, a u innych ras to mniej więcej tak
jak trafić 6 w totolotka - dobrze, że Tosia została u mnie bo co by było
gdyby trafiła do innych ludzi, co mogliby sobie pomyśleć, a przecież nie
robi się prześwietleń od tak sobie, bez powodu i też by było, że pies
nie był diagnozowany??
Czy myślisz, że gdybym wiedziała, że Fiodor ma nużycę, świerzba i Bóg
wie co jeszcze to tak beztrosko pozwalałabym żeby z nami spał w łóżku i
bawił się z Tosią ??!!
Dziwię się jednak troszkę Agnieszko, że nie zadzwoniłaś do nas: ani do
Doddy ani do mnie i nie powiedziałaś tego wszystkiego co piszesz na
forum, my zawsze w miarę naszych możliwości i wiedzy służymy pomocą i
nie zostawiamy nikogo na lodzie z psem i jego problemami. Zadajesz na
forum retoryczne pytania o to czy pies był na coś diagnozowany zamiast
zadzwonić i po prostu zapytać...
A ja bynajmniej uważam, że każde słowo ma wpływ na wizerunek Fundacji a
z Twoich postów mimo wszystkiego co napisałaś że Fiodora kochasz i że
nie chcesz go oddać oraz że wiesz ile fundacja AST robi dla psów wynika
niezbyt optymistyczny wizerunek Fundacji.
To wyszło tak jak byśmy w pełni beztrosko wydali Ci bardzo chorego psa i
do tego jeszcze strasznie dominującego, że psy nie są wcale diagnozowane
a o leczeniu można zapomnieć, że nasi weci to konowały.
Owszem, biorąc pod uwagę to wszystko to co teraz dzieje się z Fiodorem i
te wszystkie choroby dobrze, że stać Was na jego leczenie nie mniej
jednak psy z Fundacji nigdy nie trafiają do osób, które nie byłyby w
stanie zapewnić im utrzymania i leczenia gdyby zaistniała taka sytuacja.

Jeśli chodzi o wagę psa to w czasie pobytu u nas pies przytył 3 kg
(czyli przez okres 3 tygodni).
Nie powinnaś też porównywać wagi amstaffa do pitbulla, według mnie
Fiodor nie powinien tak naprawdę bardzo dużo już przytyć.
Tosia jest od Fiodora o 1/3 niższa a waży 19 kilo już od blisko roku i uwierz mi nie wygląda na zabiedzoną.
Na koniec dodam, że sporadycznie się udzielam na dogomanii bo wolę konkretną pomoc, wolę się pobawić z psami czy wyjść z nimi na spacer ale w tym konkretnym przypadku nie wytrzymałam....
no cóż ...

  • Replies 3.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Rzadko odzywam się na Dogomanii, jednak ostatnie posty tego wątku sprowokowały mnie tego aby wyrazić swoją opinię.

Tak więc, mam dwa psy adoptowane z Fundacji AST – Altera i Rumbę – i mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że do Fundacji nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń w kwestii dbałości o psy czy tym bardziej opiekę medyczną.

Osobiście nie widzę żadnych uchybień ze strony Fundacji, ponieważ jeśli pies nie wykazuje żadnych niepokojących symptomów, nie ma punktu zaczepienia do rozpoczęcia badań. Bo wszelką diagnostykę przeprowadza się przecież z jakiegoś konkretnego powodu, w oparciu o określone objawy, czyż nie? Przecież nikt się nie operuje „profilaktycznie”...
Jestem przyzwyczajony do tego, że wetów, którzy opiekują się moimi psami, obdarzam zaufaniem i nigdy się na nich nie zawiodłem. W przeciwnym przypadku, nie korzystałbym z ich usług w ogóle, bo i po co?

Nazwałaś opiekę nad Fiodorem zaniedbaniem, więc napiszę Ci, że z Fiodorem spotykałem się często, chodziliśmy z moimi psami na wspólne spacery, i w moim przekonaniu i doświadczeniu naprawdę dużym z chorymi psami, nie miałem nigdy wrażenia, że dolega mu cokolwiek więcej niż to, co zostało zdiagnozowane. Piszę o tym dlatego, że ja jestem również przewrażliwiony na punkcie zdrowia psa, ponieważ mój Alter jest dużo poważniej chory niż Fiodor. Z tego powodu podkreślam – nie uważam, aby Doddy cokolwiek zaniedbała w przypadku Fiodora, ja postąpił bym dokładnie tak samo wobec braku symptomów choroby.

A weterynarze... no cóż, może nie wydawajmy tak pochopnie opinii; tak jak Ty prosiłaś aby nie wyrażać się negatywnie nt. Twojej behawiorystki (z którą nota bene się nie zgadzam), ja proszę o umiar w orzekaniu o kompetencji lekarzy współpracujących z Fundacją. Nadmienię, że leczą również mojego psa, który wg. opinii innych wetów powinien zejść z tego świata dobry rok temu, a żyje do dziś, jest ze mną, i nigdzie się nie wybiera.
Czasem każdy lekarz popełnia błędy, czasem zdarzy się coś przeoczyć, jak każdemu z nas. Tysiące razy w życiu myjemy szklankę, a jednak raz na jakiś czas zdarza nam się ją stłuc...

Uważam, że werdykt, jaki wydałaś swoją wypowiedzią na Fundację – jest krzywdzący w świetle całego wachlarza działań, które Fundacja podejmuje.

Posted

Dziewczyny wyluzujcie trochę... nie pomyślałyście, że Agnieszka chce się po prostu gdzieś wyżalić? Pamiętam co było jak wzięłam moją sukę - miała być łagodna, a dostałam takiego agresora że mi ręce opadły. Birma atakowała wszystkie psy, każdego człowieka... potrafiła się nawet rzucić na krzak, bo się nagle od wiatru poruszył. Też żaliłam się w jej temacie, a mimo to nadal bardzo ciepło myślę o wolontariuszach, dzięki którym mam moją wariatkę. Przecież to tylko ludzie, nie duchy święte - mogli nie wiedzieć co się dzieje w schronisku jak ich nie ma.

Ba, powiem więcej - Birma była na krótki DT [2 dni] i była tam idealnie spokojnym i łagodnym psem. Dziewczyny aż nie chciały mi wierzyć, że u mnie to jest jakiś koszmar z jej agresją...

Mimo tego żadna nie miała do mnie pretensji jak się żaliłam z kolejnych ataków Birmy na ludzi.. chociaż de facto podważało to ich słowa - przecież one pisały wyraźnie, że Birma to łagodny, spokojny pies, a ja uparcie pisałam, że to niesamowity agresor :razz:

Pamiętajcie też, że Agnieszka pisze, że to może być wynik "natłoku" psów w fundacji, przypadek 1 na 100, a nie wasza wina ;)

Posted

nie zabieram przewaznie glosu w takich watkach ale tym razem i ja cos napisze ...

popieram Bonsai, tym bardziej ze Agnieszka z poczatku pisala ze do nikogo nie ma pretensji i poprostu dzieli sie tym co sie dzieje wokol niej, sprobujmy postawic sie w jej sytuacji gdy dziewczyna bierze psa i kazda wizyta u weta to coraz to gorsze wiesci ... gdzie sie ma wyzalic i wyplakac jak nie tu ;)

potem moze za duzo sie namieszalo i za duzo nieodpowiednich slow zostalo napisanych ale jesli cofnac sie pare stron wczesniej pisze wyraznie ze nie ma do nikogo pretensji (pare cytatow)

No właśnie dlatego Doddy się zdziwiłam, że nie miał tych badań zrobionych, bo przecież widzę, że dbacie o Wasze psy.

Właśnie dostałam mailem opis jego zachowania od behawiorysty – uważa, że jest on doskonałym psem dla naszej rodziny i będzie idealnym towarzyszem i przewodnikiem dla Sary :cool3:

Doddy, ja absolutnie nie mam do nikogo pretensji o to, jak zachowuje się Fiodorek

Mam też cichą nadzieję, że moje posty są dobrze rozumiane - ja tylko dzielę się z Wami, którymi los Fiodora leży (albo leżał) na sercu moimi przeżyciami wynikłymi z faktu zaopiekowania się Fiodorkiem, chęcią podzielenia się emocjami, jakie na tym tle powstają, tymi dobrymi i tymi złymi. Myślałam, że temu służą wątki w dziale „Już w nowym domu”, aby pokazać, że los bezdomnego psiaka nie kończy się na poście „....pojechał do nowego domku...” i później słuch o psie zaginął. Że pies i jego nowi opiekunowie rozpoczynają wtedy nowy etap życia, etap bardzo trudny, często pełen niezwykłych przeżyć, emocji, chwil złych i dobrych... No, ale może znów byłam w błędzie ...:shake:

Dziewczyny, pisząc moje wcześniejsze posty nie zamierzałam atakować ani Fundacji AST, ani samej Doddy, lecz jedynie podzielić się z Wami moimi problemami i pokazać jak bardzo Fiodorek jest chory. Nie wiem – może szukałam u Was pocieszenia, wsparcia? No cóż, przynajmniej wiem już, że nie mam co tutaj na to liczyć. :shake:

przykre to jest ...

Agnieszko :glaszcze:

Posted

na agnieszkę posypały się pioruny za to że adoptowała psa?że martwi się jego zdrowiem?ludzie, przecież ona nie wymyśla sobie tych chorób fiodora i na pewno nie zachorował z dnia na dzień będąc u niej...może miała to wszystko przemilczeć?tak by było pewnie wygodniej...
wszyscy wiemy jak bardzo agnieszka pomaga BEZINTERESOWNIE wielu psom, dając nadzieję tam gdzie nadziei nie ma...dlaczego bez powodu miałaby coś "knuć przeciw fundacji" bo chyba tak została przez was odebrana.

agnieszko, przykro mi strasznie że za swoje dobre serce zostałaś okrzyknięta "TĄ ZŁĄ" która niszczy reputację fundacji(którą przecież od dawna wspierasz finansowo)...fundacji, której przedstawiciele według mnie powinni uprzedzić cię o stanie zdrowia twojego psa zanim go adoptowałaś.

Posted

Fundacja jako chyba jedna z niewielu nie bierze udziału w typowych dogomaniackich "piekiełkach".
Ja sama inaczej odbieram informowanie o schorzeniach psa, a inaczej szukanie winnych.
Mnie już weci kierowali z tymczasowiczką na rhinoskopię, a "wystarczyło" zrobić wymaz z tchawicy (chociaż miała robiony wymaz z gardła) i podać odpowiedni antybiotyk.
Poszła do nowego domu po 2 miesiącach pobytu u mnie, łącznie z przepisanym antybiotykiem.
Tutaj minął miesiąc. Ja po miesiącu wyprowadziłam Tajgę na prostą w kwestii biegunek...

W przypadku psów do adopcji jest potrzebny czas na odkarmienie, doprowadzenie do normalnego stanu, obserwację kolejnych problemów i przy okazji wychowanie.
Wszystko po kolei, nic na raz..

Posted

Tengusia cieszę się, że ty tez po mojej stronie :loveu:... już się bałam, że mnie tutaj zlinczują po moim poście :diabloti:

Agnieszka pisz dalej co tam u Fiodorka :cool3:. Jak nie będziesz miała się gdzie wyżalić to zapraszam do mojej galerii - tam się można żalić bez końca, wszyscy już przyzwyczajeni :diabloti:

Posted

Żal mi,że jak na kazdym watku, i na watku Fiodora wybuchła jakaś minikłótnia .

Doddy i inni z fundacji - nikt wam nie zarzucil ,ze nie zajmujecie sie psem. Nie ma co dalej kontynuować tej dyskusji bo to sie mija z celem. Rozumiem,ze chcecie bronic fundacji itp. ale nie ma przed czym bo Agnieszka poprostu chciala sie wyżalić i podzielic z nami informacjami o stanie zdrowia Fidorka .


Agnieszko- odezwij sie i napisz co i jak z Fidorem bo bardzo jestem ciekawa co u was slychac.:razz:

Posted

Jesteśmy po rozmowie telefonicznej z Agnieszką. W ten sposób zdecydowanie łatwiej się porozumieć. Myślę, że wszystko sobie wyjaśniłyśmy.

Doszłyśmy do wniosku, że ucinamy dalszą dyskusję uważając, że zeszła ona na niewłaściwe tory.

Wątek pozostaje więc wątkiem Fiodka i Sary.
Agnieszko, bo teraz musisz już pisać i o Sarze. :p W końcu jak o rodzinie, to o rodzinie... całej.

Posted

Ot kolejna lekcja , otwartość nie zawsze jet dobrze rozumiana, co więcej nie mamy na to żadnego wpływu. Ja Agnieszko Tobie bardzo dziękuję, za Twą szczerość i chęć podzielenia się swoimi uczuciami i emocjami. Pozwoliło mi to uzyskać świadomość,że nie jestem wstanie przyjąć kolejnego pita lub asta, po prostu nie byłabym wstanie (finansowo) sprostać tej sytuacji:-(, mimo wielkiej miłości i oddaniu.Szczęściem Fiodorka jest ,że trafił do Ciebie, nigdy nie miałam wątpliwości,że Twój dom i serce jest miejscem wymarzonym. Pozdrawiam

Posted

doddy napisał(a):
Jesteśmy po rozmowie telefonicznej z Agnieszką. W ten sposób zdecydowanie łatwiej się porozumieć. Myślę, że wszystko sobie wyjaśniłyśmy.

Doszłyśmy do wniosku, że ucinamy dalszą dyskusję uważając, że zeszła ona na niewłaściwe tory.

Wątek pozostaje więc wątkiem Fiodka i Sary.
Agnieszko, bo teraz musisz już pisać i o Sarze. :p W końcu jak o rodzinie, to o rodzinie... całej.


[SIZE=2]Tak, odbyłyśmy dzisiaj rozmowę telefoniczną, sprawę wyjaśniłyśmy i obie uważamy ją za zamkniętą.
Proszę szczególnie andzię69 (której post został napisany już po oświadczeniu Doddy ...), aby do tej sprawy już nie wracać i o zaprzestanie nadinterpretacji moich słów. Jestem w stanie zrozumieć argumenty doddy i mam nadzieję, że moje moje slowa od tej pory również zostaną prawidłowo zrozumiane i zinterpretowane.

Ja będę nadal opisywała co słychać u Fiodorka (i Sary), jaki jest jego stan zdrowia i co się z nim dzieje, aby nie być posądzona o zatajanie informacji, bo każdy z Was ma prawo wiedzieć (o ile Was to obchodzi ;)), co dzieje się z Fiodorkiem i jak wygląda jego życie u nas. Będę podawała informacje zarówno dobre, jak i odpukać, złe, choć wiem, że wszyscy chcielibyśmy widzieć na takich wątkach tylko same dobre wiadomości, niestety nie zawsze jest to możliwe.

P.S. Alicja, jutro będą fotki, bo znowu mi baterie siadły w aparacie :oops:.

Posted

agnieszka32 napisał(a):
[SIZE=2]Będę podawała informacje zarówno dobre, jak i odpukać, złe, choć wiem, że wszyscy chcielibyśmy widzieć na takich wątkach tylko same dobre wiadomości, niestety nie zawsze jest to możliwe.

Czekamy na każde informacje ;)

Posted

agnieszka32 napisał(a):
[SIZE=2] Będę podawała informacje zarówno dobre, jak i odpukać, złe, choć wiem, że wszyscy chcielibyśmy widzieć na takich wątkach tylko same dobre wiadomości, niestety nie zawsze jest to możliwe.

P.S. Alicja, jutro będą fotki, bo znowu mi baterie siadły w aparacie :oops:.


i o to chodzi - kazdy chce przeczytać dobre i złe informacje (tych oczywiście jak najmniej)...ale podane w sposób nie urażający nikogo...bo wszystko zależy od sposobu przekazu informacji;)

więc jak juz wszyscy wszystko sobie wyjaśnili czekamy na dalsze opowieści dziwnej tresci i zdjątka:p

ps.Agnieszko - mój post napisałam i zatwierdziłam zanim przeczytałam to co Doddy napisała...

Posted

Witam wszystkich tych, którzy czekają na zdjęcia oraz tych, którzy wpadają tylko zobaczyć, co też na tym wątku ciekawego (albo mniej interesującego ;)) się dzieje.

Jeśli chodzi o wieści na temat stanu zdrowia Fiodorka, to Fiodek-Smrodek obecnie jest na specjalnej diecie mającej zwiększyć masę jego ciała (dużo biega i skacze, więc i mięśni, a nie tylko tłuszczyku mu przybędzie:cool3:), zażywa preparaty zwiększające odporność, od jutra rozpoczynamy kąpiele lecznicze, no i przytył już 1,5 kg:multi:.
Za tydzień kolejna wizyta u weta, zrobimy kolejne wyniki badań krwi (bo nie wszystko było OK., np. miał za wysoki poziom mocznika) i zobaczymy co one wykażą.

W środę Fiodorek rozpoczyna szkolenie – jestem pewna, że będzie baaaardzo pilnym uczniem :diabloti:.

Dzisiaj Fiodorek i Sarunia były same przez ponad 8 godzin , bo po tygodniowym urlopie musiałam już w końcu iść do pracy.
W pracy siedziałam jak na szpilkach, zastanawiając się co zastanę po powrocie ...:roll: Oczami wyobraźniami widziałam krwawą jatkę, dwa pogryzione i zakrwawione psiaki, zdemolowany dom ... :p A co zobaczyłam? Psiaki pięknie przywitały mnie przy furtce, Fiodorek tak bardzo się cieszył, że mu ta chuda dupinka chodziła cała:loveu:, a ile buziaków dostałam i to z obu stron od jednej i drugiej kochanej mordki :loveu::loveu::loveu:.
W domu nic nie zniszczyły, ucierpiała (i to znacznie:evil_lol:) poduszka, ale to z mojej winy :oops:, bo już od pierwszej chwili pobytu Fiodka w naszym domku zauważyłam, że on wprost kocha wszelkiego rodzaju podusie i jasieczki .... rozrywać i wybebeszać ....:diabloti: powinnam była je pochować, a tak zostawiłam na pokuszenie :eviltong: i jak tu się było pod nieobecność pańciostwa nie skusić? :evil_lol::evil_lol::evil_lol:

Psiaki musiały nieźle się wyszaleć pod naszą nieobecność, bo przez resztę dnia grzecznie przeleżały przed kominkiem :crazyeye: (nareszcie mieliśmy cichy i spokojny wieczór :lol:), a teraz smacznie chrapią już w sypialni na swoim nowym dzisiaj zakupionym mega-pontonie :cool3:.
[SIZE=2]Fiodorek dostał też nową śliczną turkusową obróżkę made by Rogz :cool3:, bo zamówione przez internet dwie piękne jedwabne (a co .... :eviltong: niech Fiodek ma co najlepsze :evil_lol:) dopiero się szyją ...

A za chwilę zdjątka, bo właśnie się wgrywają.

P.S. Cioteczko rufusowa, informuję posłusznie, że zaopatrzyłam się w cztery akumulatorki i dwie ładowarki :eviltong: :lol:

Posted

[quote name='agaga21']TO ZDJĘCIE JEST GENIALNE!!!:loveu:

To było chyba dwa dni temu, mąż mnie zawołał, żebym przyszła do sypialni z aparatem, bo widok jest niesamowity :loveu:.

One tak razem na tej psiej kanapie śpią często, z tym, że Fiodek już wyszarpał róg w jednej z poduszek :mad: :evil_lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...