ulvhedinn Posted November 22, 2008 Posted November 22, 2008 Jak mam byc naprawde szczera, to psa trzeba zabrac do innej lecznicy, albo kategorycznie zapowiedzieć że zadne usypianie nie wchodzi w gre. I nie słuchać, gdyby ktos zaczął mówic że to bez sensu... Pies potrzebuje w tej chwili leków i porządnego zajęcia się nim. Porządnego, to znaczy takiego z masazami, ćwiczeniami itp. Spokojnie na poczatek to może być chocby 15 minut dziennie, ważne żeby nie pozwolić łapkom sie zastać na amen. Spróbujcie zorganizowac pomoc, wystarczy jesli kilka osób zadeklaruje przychodzenie i pomoc w ćwiczeniach. Jacy specjaliści mają sie wypowiedzieć? Tzn, kto? ;) Dałoby się zeskanowac RTG i wysłac mailem? Jego stan może się jeszcze bardzo zmienić, więc nie wiadomo, jak będzie niesprawny/sprawny. W ostateczności zawsze wchodzi w grę wózek i pampersy ;) Quote
Abrakadabra Posted November 22, 2008 Author Posted November 22, 2008 ulvhedinn napisał(a):Jak mam byc naprawde szczera, to psa trzeba zabrac do innej lecznicy, albo kategorycznie zapowiedzieć że zadne usypianie nie wchodzi w gre. I nie słuchać, gdyby ktos zaczął mówic że to bez sensu... Pies potrzebuje w tej chwili leków i porządnego zajęcia się nim. Porządnego, to znaczy takiego z masazami, ćwiczeniami itp. Spokojnie na poczatek to może być chocby 15 minut dziennie, ważne żeby nie pozwolić łapkom sie zastać na amen. Spróbujcie zorganizowac pomoc, wystarczy jesli kilka osób zadeklaruje przychodzenie i pomoc w ćwiczeniach. Jacy specjaliści mają sie wypowiedzieć? Tzn, kto? ;) Dałoby się zeskanowac RTG i wysłac mailem? Jego stan może się jeszcze bardzo zmienić, więc nie wiadomo, jak będzie niesprawny/sprawny. W ostateczności zawsze wchodzi w grę wózek i pampersy ;) Ulv... Każda inna lecznica zażąda opłat za diagnostykę i leczenie:placz: Na Książęcej płaci TOZ. RTG mogę zeskanować, a tym specjalistą, o którym pisałam jest ortopeda-neurolog. Nazwiska nie znam:shake: Quote
Margo05 Posted November 22, 2008 Posted November 22, 2008 Cały właśnie problem polega w kosztach leczenia, hospitalizowania i całej reszty. Póki co finansuje TOnZ, ale uwierzcie, że uzyskanie tego łatwe nie było. Też mamy negatywne odczucia względem tej kliniki, ale zabranie psiaka do innej wiąże się z kosztami, których nikt z nas nie jest w stanie opłacić. Liczyć na pomoc dogo w stałych opłatach też nie można, bo wiadomo jak jest, większości z nas się nie przelewa, idą święta, wszystko drożeje. A i co chwila jakieś mocne, dramatyczne akcje typu Stara Wieś, Krężel itp. Zabranie psiaka do innej kliniki to przyjęcie na siebie wszystkich zobowiązań finansowych i odpowiedzialności :shake: Quote
Wet-siostra Posted November 23, 2008 Posted November 23, 2008 Witaj,piesku... Jak się dzisiaj czuje nasze maleństwo? Quote
JoSi Posted November 23, 2008 Posted November 23, 2008 [quote name='Abrakadabra JoSi? Gdzie przyjmuje doktor Degórska?[/QUOTE'] W Warszawie na SGGW. Ruchy robaczkowe wspomagam jabłami, Frotka dostaje codziennie teraz ok. 1.5 jabłka pokrojonego na 1/4 razem ze skórką, bez gniazda nasiennego. Takiemu maluchowi trzeba pokroić drobno i bez skórki. Quote
Abrakadabra Posted November 23, 2008 Author Posted November 23, 2008 JoSi napisał(a):W Warszawie na SGGW. Ruchy robaczkowe wspomagam jabłami, Frotka dostaje codziennie teraz ok. 1.5 jabłka pokrojonego na 1/4 razem ze skórką, bez gniazda nasiennego. Takiemu maluchowi trzeba pokroić drobno i bez skórki. A ile kosztuje wizyta? Quote
Abrakadabra Posted November 23, 2008 Author Posted November 23, 2008 kasia_r napisał(a):Myślę, że dogo pomoże w sterylce aborcyjnej (bazarki, zbiórka, transport itd). Wolę, żeby już żadne szczeniaki się nie rodziły, Ani u tej baby ani nigdzie więcej - dopóki nie poprawimy losu już żyjących zwierząt! Rozmawiałam z panią, która zna właścicieli maluszka i jego mamusi. Najtrudniej będzie przebrnąć przez coś zupełnie innego niż kwestie finansowe - z góry założyłam, że z tym sobie poradzimy ;). Ci ludzie cieszą się, że mała będzie miała szczeniaki!!!! Nie mam pojęcia dlaczego :shake:. Nie jestem w stanie myśleć ich kategoriami. Nie mam pojęcia co ich tak cieszy w fakcie, że sunia rodziła w maju i teraz będzie znowu! Najprawdopodobniej nie zgodzą się na sterylkę - a tym bardziej aborcyjną. Nie przychodzi mi również do głowy żaden pomysł, mogący dać odpowiedź na pytanie: po co im te psy? Teren wokół domu jest ogrodzony, ale brama cały czas otwarta. Sunia (malutka, widoczna w oddali na zdjęciu maluszka z podwórka) przywiązana na łańcuchu. Obok 5 razy większy od niej pies. Za chwilę zima. I poród za moment. A właściciel ze stoickim spokojem opowiada mi, że tygodniowo pod kołami samochodów ginie średnio 5-10 kotów lub psów :angryy:. Podsuńcie mi proszę jakieś sensowne rozwiązanie jak przekonać go do sterylizacji. Kto ma jakiś pomysł jak trafić do tego człowieka? Quote
Abrakadabra Posted November 24, 2008 Author Posted November 24, 2008 Konsultacja została przełożona na środę wieczorem. Niestety - piesek nie ma ochoty wstawać. Leży i praktycznie się nie przemieszcza. Trochę kłóci mi się to z obrazkiem, który zaobserwowałam na podwórku. Wtedy dziarsko "przymaszerował" do mnie, podpierając się przednimi łapkami.:-( Teraz w lecznicy twierdzą, że są przednie łapki są za słabe, żeby pies mógł poruszać się na wózku ... Nawet jeśli rokowania diagnosty wypadną pomyślnie - rehabilitacji nie można przeprowadzać w lecznicy. :placz: Quote
kasia_r Posted November 24, 2008 Posted November 24, 2008 Kurcze, niedobrze :shake: Może na tej wsi poprostu musiał pełzać do miski, do kogoś kto pogłaszcze... pewnie to była jego walka o życie. Teraz opadł z sił, może poddał się? Jest w nowym, obcym miejscu. nie wie co się dzieje... Kochany wytrzymaj!!! Quote
Abrakadabra Posted November 24, 2008 Author Posted November 24, 2008 kasia_r napisał(a):Kurcze, niedobrze :shake: Może na tej wsi poprostu musiał pełzać do miski, do kogoś kto pogłaszcze... pewnie to była jego walka o życie. Teraz opadł z sił, może poddał się? Jest w nowym, obcym miejscu. nie wie co się dzieje... Kochany wytrzymaj!!! Kasia - też tak myślę. Tam musiał walczyć o życie! Mam wrażenie, że się poddał. Chociaż cały czas jest radosny i cieszy się z każdych odwiedzin. Dzisiaj jedną łapką targał sobie sierść na głowie. Słodko to wyglądało.. Quote
kasia_r Posted November 24, 2008 Posted November 24, 2008 Abrakadabra napisał(a):Kasia - też tak myślę. Tam musiał walczyć o życie! Mam wrażenie, że się poddał. Chociaż cały czas jest radosny i cieszy się z każdych odwiedzin. Dzisiaj jedną łapką targał sobie sierść na głowie. Słodko to wyglądało.. Abra, czy coś szczególnego potrzeba dla psiaka? tzn jeśli coś potrzeba, to wal śmiało. Myślę, że dogo pomoże! Wiem, że w środę będzie badanie i wtedy będzie wiadomo, co potrzeba ale może już teraz coś wiadomo? Jeśli zgodzą się w lecznicy, można ustalić grafik odwiedzin. Może ktoś zechce od czasu do czasu zajrzeć do psiaka, poćwiczyć, poprostu z nim pobyć. Serce mam już w kawałkach, jak myślę o tym biedaku... Jak można nie udzielić pomocy i codziennie przyglądać się męce?????????????? Czy coś wiadomo co z sunią? Moze można ją poprostu pożyczyć na "badanie" i zrobi się sterylkę aborcyjną. Właścicelom się powie, że było ropomacicze i albo śmierć albo operacja? (nie wiem, gdybam, myślę głośno, bo żal kolejnych szczeniaków i tej suni rodzicielki) Trzymam kciuki. Quote
Margo05 Posted November 25, 2008 Posted November 25, 2008 Nic nie umiem pomóc więc tylko czytam :-( Quote
Abrakadabra Posted November 25, 2008 Author Posted November 25, 2008 Margo05 napisał(a):Nic nie umiem pomóc więc tylko czytam :-( Margo kochana! Wcale się nie gniewamy! Na razie nic nie zrobimy. Piesek ma opiekę, jedzonko, panie w lecznicy bardzo go polubiły, chociaż pierwszego dnia szczekał na kotki :evil_lol: Mimo całej sytuacji jest bardzo radosny - jak to szczeniaczek... Musimy poczekać do jutra, ale nie wiem co dalej, nawet jeśli jest jakieś światełko na rehabilitację i jej zbawienne skutki :-( Quote
Abrakadabra Posted November 25, 2008 Author Posted November 25, 2008 Margo05 napisał(a):No to czekamy :cool3: Nowe wiadomości: jest cień szansy dla psiaka. Ma czucie w łapkach, jutro wieczorem konsulacja ortopedyczno-neurologiczna, a w czwartek badanie kontrastowe rdzenia kręgowego. Trzymajcie kciuki, please.... Macie jakiś pomysł na imię? Nazwijmy go jakoś. Liczęna Waszą inwencję :lol: Quote
agusiazet Posted November 25, 2008 Posted November 25, 2008 Nie wiem, czy mogę, ale do małego pasuje mi Fart...:) Quote
kasia_r Posted November 25, 2008 Posted November 25, 2008 Abrakadabra napisał(a):Nowe wiadomości: jest cień szansy dla psiaka. Ma czucie w łapkach, jutro wieczorem konsulacja ortopedyczno-neurologiczna, a w czwartek badanie kontrastowe rdzenia kręgowego. Trzymajcie kciuki, please.... Macie jakiś pomysł na imię? Nazwijmy go jakoś. Liczęna Waszą inwencję :lol: Trzymamy kciuki z całych sił!!!!!!! Bidak mały. Quote
Abrakadabra Posted November 25, 2008 Author Posted November 25, 2008 agusiazet napisał(a):Nie wiem, czy mogę, ale do małego pasuje mi Fart...:) Fart? :razz: Super! Oby było strzałem przysłowiową 10-tkę! I ciągnęło się za nim jeszcze kilka, kilkanaście latek... Ja jestem "za" a nawet "przeciw", że pozwolę sobie zacytować pewnego słynnego Polaka! No więc mamy Farcika! Dzięki Agusiazet! Quote
Wet-siostra Posted November 26, 2008 Posted November 26, 2008 Farcik miał fuksa i żyje. Teraz może być już tylko lepiej!:loveu: Quote
j3nny Posted November 26, 2008 Posted November 26, 2008 czesc maluszku, doczepiam sie do twojego watku i czekam na dobre wiesci o nozkach:) Quote
agusiazet Posted November 26, 2008 Posted November 26, 2008 auraa napisał(a):czy juz coś wiadomo? Właśnie???? Quote
Abrakadabra Posted November 26, 2008 Author Posted November 26, 2008 auraa napisał(a):czy juz coś wiadomo? Jestem już po rozmowie z p.doktor :-(. Specjalista w swojej opini napisał: cytuję z pamieci: porażenie kończyn miednicowych, brak czucia skórnego i mieśniowego, paraliż konczyn tylnych i odcinka kręgosłupa az do 8-go kręgu piersiowego, porażenie pęcherza moczowego, uszkodzenie rdzenia kręgowego. Stan ogólny - nie rokuje poprawy. Innymi słowy: żadna rehabilitacja nie przyniesie Farcikowi jakiejkolwiek nadziei na poprawę zdrowia. Ponieważ paraliż dotknął tak długiego odcinka ciała (aż do kręgów piersiowych) pojawiły się problemy z wypróżnianiem. Zakładając najbardziej optymistyczną wersję: Znajduje sie osoba, dysponująca odpowiednią ilością czasu i pieniędzy - scenariusz codziennego życia z Farcikiem wygląda następujaco: 1. Co 4 godziny - "wyciskanie moczu" - najlepiej we dwójkę. Jedna osoba nie da rady. W każdej chwili pęcherz może pęknąć. 2. Co 8 godzin lewatywa. 3. Ponieważ paraliż dotknął odcinka piersiowego - nie wiadomo co za "chwilę" będzie działo się z serduszkiem. 4. Gdyby w grę miał wchodzić wózek - konieczne byłoby łamanie tylnych łapek, aby go w ten wózek "wcisnąć"! 5.W każdej chwili - w zwiazku z paraliżem mogą "stanąć" jelita, pęcherz i serce. Tak jak wspomniałam rehabilitacja nie da nic. Poprawa nie nastąpi. Farcik może wegetować tak miesiąc, rok, 2 lata ... Nawet 10 lat...:placz: Tylko czy jest sens? Jestem załamana. Wszyscy w lecznicy są nim zachwyceni. Jest śliczny, pocieszny i prze-kochany! Żyje tylko 1/3 ciałka - bo miesiąc temu jakiś prosty rolnik nie zawiózł go do weterynarza!!!! Nawet nie jestem w stanie myśleć jak przeżył ten okres. W jego pęcherzu - który sam nie jest w stanie się opróżniać dziennie gromadzi się 0,5l płynu! Ostateczną decyzję podejmie TOZ. Czy jakaś z doświadczonych osob mógłaby jeszcze przedstawić swoją opinię? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.