Neczka Posted November 19, 2008 Posted November 19, 2008 Dziewczyny, wielkie dzięki za uratowanie naszej Vikusi :B-fly: Ja mogę tylko podejrzewać, ale mam wrażenie, że u Wiosny doszło do jakiegoś incydentu z udziałem suczki, o którym nie wiemy... i wyszło jak wyszło :shake: Najważniejsze, że sunia chce współpracować. Teraz może być już tylko lepiej ;) Quote
masienka Posted November 19, 2008 Author Posted November 19, 2008 Neczka napisał(a):Ja mogę tylko podejrzewać, ale mam wrażenie, że u Wiosny doszło do jakiegoś incydentu z udziałem suczki, o którym nie wiemy... i wyszło jak wyszło :shake: Najważniejsze, że sunia chce współpracować. Teraz może być już tylko lepiej ;) Wlasnie to samo podejrzewamy... ale o co chodzilo to juz sie pewnie nie dowiemy :shake: Wiosna, a spojrz na to z naszej strony. Pies, ktory u Ciebie jest wycofany, agresywny i meczy sie bo jest chory psychicznie nagle z godziny na godzine zdrowieje i zachowuje sie calkowicie inaczej? Nie bez powodu czekalismy prawie miesiac z zalozeniem tego watku. Chcielismy przekonac sie czy nie nastapia z czasem jakies zmiany w zachowaniu Viki choc logicznie rzecz biorac to najgorzej powinno byc na poczatku ze wzgledu na stres zwiazany z podroza i zmiana miejsca. Jesli potrafilybys to wszystko racjonalnie wytlumaczyc to ja osobiscie bylabym przeszczesliwa bo nic mnie tak nie dobija jak niejasnosci szczegolnie jesli w gre wchodza osoby, o ktorych do tej pory mialam bardzo dobre zdanie... Quote
havana Posted November 19, 2008 Posted November 19, 2008 Viki, co powiesz na mala przebiezke :razz: Quote
masienka Posted November 19, 2008 Author Posted November 19, 2008 :mad: to ja wlasnie chcialam z Viki isc na spacer, ja! i ciotka mi dziewczyne sprzed nosa sprzatnela Quote
lupak Posted November 19, 2008 Posted November 19, 2008 masienka napisał(a):ja osobiscie bylabym przeszczesliwa bo nic mnie tak nie dobija jak niejasnosci szczegolnie jesli w gre wchodza osoby, o ktorych do tej pory mialam bardzo dobre zdanie... I niech tak zostanie. Może coś się wydarzyło, o czym Wiosna nie ma pojęcia- nie mogła przecież byc 24h przy Viki. Różne mogły byc przyczyny zmiany zachowania . Nie ma gwarancji, że nie powtórzy się historia po miesiącu, dwóch, po roku. Nie wiadomo czy w ogóle wystąpi, bo nie nastąpi taki splot okoliczności jaki zdarzył się u Wiosny. Jedno wiem, gdyby wystąpiła taka koniecznośc, w ciemno powierzyłabym ( mimo przypadku Viki) swoje psy Wiośnie (a kocham te moje Burki nad życie ). Quote
masienka Posted November 19, 2008 Author Posted November 19, 2008 masienka napisał(a):Jesli potrafilybys to wszystko racjonalnie wytlumaczyc to ja osobiscie bylabym przeszczesliwa bo nic mnie tak nie dobija jak niejasnosci szczegolnie jesli w gre wchodza osoby, o ktorych do tej pory mialam bardzo dobre zdanie... lupak napisał(a):Może coś się wydarzyło, o czym Wiosna nie ma pojęcia- nie mogła przecież byc 24h przy Viki. mozliwe i tego nikt nie wyklucza ale to nie zmienia faktu, ze Viki moglaby juz nie zyc... Quote
Neczka Posted November 20, 2008 Posted November 20, 2008 Nie ma teraz sensu dochodzić, czy się coś stało, czy nie... najważniejsze, że Viki jest bezpieczna :) Quote
masienka Posted November 20, 2008 Author Posted November 20, 2008 Neczka napisał(a):Nie ma teraz sensu dochodzić, czy się coś stało, czy nie... najważniejsze, że Viki jest bezpieczna :) Oczywiscie ale mam ogromna nadzieje, ze Wiosna wypowie sie jeszcze w tym lub swoim watku. Z calego serca chcialabym zeby rozwiala moje watpliwosci abym mogla zwrocic honor i na kolanach popelznac do hoteliku z przeprosinami :razz: dla tych, ktorzy nie doczytali bo dyskusja toczy sie niejako na dwa watki http://www.dogomania.pl/forum/f937/hotelik-dom-tymczasowy-u-wiosny-111378/index16.html Quote
Miśka84 Posted November 20, 2008 Posted November 20, 2008 SZPiLKA23 napisał(a):Obiecane banerki Banerki śliczne :p Quote
havana Posted November 20, 2008 Posted November 20, 2008 Vikusia, ciotka troche spozniona przez te korki, ale juz idziemy, idziemy :loveu: Quote
wiosna Posted November 20, 2008 Posted November 20, 2008 Wypowiem się, oczywiście - nie mam zamiaru 'znikać'. Przede wszystkim jest mi strasznie przykro, że wszystko to, co się stało jest przedstawiane w taki sposób. Jest mi bardzo trudno czytać niektóre posty, czuję się niesprawiedliwie osądzona. Wątek, zamiast skupić się na pomaganiu Viki, skupił się na pisaniu, że 'coś się stało' kiedy Viki była u mnie. Co się stało ? Macie na myśli to, że ją biłam, głodziłam ? Może jeszcze jakieś inne oskarżenia ? Otóż nie - dlaczego miałabym ? Jestem zwolennikiem pozytywnego szkolenia, nagradzania, nie karania. Zajęłam się hotelowaniem psów w potrzebie nie dlatego, że to 'żyła złota' - bo nie jest to bardzo dochodowa działalność - starcza nam na utrzymanie psów i - chyba dzięki szyciu sprzętu - na życie. Czy w moim 'interesie' jest zrobienie psu krzywdy ? Po co..? Robię to wszystko, żeby pomóc psom. Mogłabym zająć się jakąkolwiek inną pracą i zarobić wreszcie na jakiś remont domu, a nie wszystkie pieniądze wkładać w psy.. Ale chcę pomagać - dlatego robię ile tylko mogę. Co mogło się stać ? Ileż to razy dzwoniłam do Dakoty zrozpaczona tą sytuacją, prosząc o pomoc? Spędziłyśmy godziny z telefonem w ręce, aby znaleźć jakieś rozwiązanie. Nie uważam, że wiem wszystko, i w sytuacji z Viki moja wiedza i umiejętności okazały się zbyt małe. Dlatego czekałam na wszystkie wieści od Dakoty, która szukała behawiorystów, rozwiązań. Na prawdę miałam nadzieję, że uda się pomóc Viki. Ileż razy dzwoniłam mówiąc, że jest źle, że Viki znowu nie je, że leży i warczy, że ja już nie wiem, co zrobić, że ona marnieje w oczach.. I teraz wszystkie moje słowa są odwrócone i wykorzystane przeciwko mnie. Aż się chce pomagać, na prawdę. Po takich postach, jakie zostały napisane przychodzi mi do głowy, aby nie pomagać psom w potrzebie, a hotelować tylko pieski zadbane, zdrowe i wychowane, bo to łatwa i lekka praca, a przy tym dochodowa. Kto wtedy jednak przyjmie do hotelu psa trudnego ? Dobrze wiecie, jak szuka się miejsca dla takiego psa. Co do Viki - mnie także, wbrew pozorom frapuje pytanie 'co się stało?'. Dlaczego pies, który po przyjeździe zachowywał się lepiej, znowu się cofnął? Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno ani ja, ani Patryk nie zrobiliśmy świadomie krzywdy Viki, ani żadnemu innemu psu. Zastanawiałam się, czy nie przypomniało jej się coś z przeszłości - być może wywołane zupełnie nieświadomie. Nic jednak w naszym zachowaniu w stosunku do Viki się nie zmieniło, dlatego nie 'chciało mi się' w to wierzyć. Podejrzewałam przez chwilę, że może ktoś z sąsiadów ją uderzył, wystraszył, cokolwiek - nie jest to jednak możliwe - ludzie tutaj są życzliwi w stosunku do nas, poza tym boją się psów i nie podchodzą do nich. Dlatego Dakota przekonała mnie, że to ciąża urojona. Być może Viki tak dalece 'wpadła' w pilnowanie swego miejsca i miski podczas ciąży urojonej, że później, po uspokojeniu hormonów zapamiętała że miejsca trzeba pilnować. Przecież to ja mówiłam Dakocie, że jedyną szansą jest zmiana miejsca, nowe otoczenie, nowi ludzie, bo tylko to może ją 'wyrwać' z takiego stanu. Dlatego też - ponieważ jej pobyt u mnie był przeciągany i przeciągany - w pewnym momencioe powiedziałam że Viki musi wyjechać. Czy zrobiłam to, aby 'pozbyć się kłopotu', jak zostało to napisane ? Nie. Nie mogłam patrzeć już na psa, który nie je, miota się i jest całkowicie pogubiony, nie chce kontaktować się z nikim. To,że Viki nie mogła wyjść na spacer jeszcze pogarszało całą sytuację. Czułam się jak sadysta, który więzi tak pogubione zwierzę. Gdyby Viki była spokojna spędzając sobie czas bez człowieka, prosiłabym Dakotę, aby wzięła ją do swojego kojca. Sama jednak przyznała, że nie chce ryzykować, co zgrabnie zostało pominięte w jej wypowiedzi.. To ja, a nie wszyscy, któzy teraz mnie osądzają widziałam psa. Po co miałabym dzwonić nieomal co wieczór i prosić o pomoc, gdyby było OK ? To ja żyłam przez cały ten czas z poczuciem winy, że robię psu krzywdę. Słowa 'DLACZEGO CHCIALAS SKAZAC NA SMIERC ZDROWEGO PSA ??????' tak ładnie brzmią, zwłaszcza napisane na czerwono wielkimi literami. Prawie jak nagłówek 'Faktu'.. Jaki obrazek się nasuwa ? Zdrowy, machający ogonem piesek zamknięty w klatce, a przed klatką zła wiosna-kat, który stwierdza 'tak, to ciebie dziś zabiję!'. A prawda jaka ? Dzień w dzień zajmowania się psem, który nie daje do siebie podejść, warczy, ucieka od kontaktu, je z podkulonym ogonem. Czy lepiej jest w takiej sytuacji pozwolić psu odejść, czy trzymać go i patrzeć, jak się męczy? Ja patrzeć na to nie mogłam, i - gdyby nie moje słowa, że Viki musi opuścić nasz hotel, pewnie byłaby tutaj do dziś w takim samym stanie. Ja na to nie pozwolę - dlatego dałam Wam wybór - albo trzeba ją uśpić i dać jej wreszcie święty spokój, albo spróbować znaleźc miejsce, nowe, inne - i starać się, bo być może się zmieni. Mam nadzieję, że sytuacja się nie powtórzy i Viki się uda. Wbrew pozorom zależy mi na jej losie i nie jest ona dla mnie 'numerem boksu'. Nie chciałam zrobić Viki krzywdy. Przykro mi, że moje starania tak zostały odebrane. Na każdą sytuację można spojrzeć z kilku stron, nigdy nic nie jest czarne lub białe. Ale zrobienie z kogoś potwora i oprawcy wyróżnia wątek na DGM - widać, jaki jest żywy - Viki stała się popularna, jej szanse wzrastają. Każdy biorąc psa chce mieć poczucie, że pomaga, dlatego słowa 'wyrwany śmierci' są tak 'popularne.. Nie chcę ciągnąć dyskusji (to właściwie nie dyskusja może 'potyczka'), bo kosztuje mnie ona bardzo dużo. Każdy niech oceni mnie i całą sytuację wedle własnego uznania. Ja jednak złapałam się na tym, że sama zbyt łatwo oceniłam kilka osób, czego teraz żałuję. życie uczy pokory. Osoby, które chcą rzucać w nas kamieniami bardzo proszę, o poszukanie innego hoteliku. Robimy wszystko, co możemy, aby poprawić sytuację psów w potrzebie i dać im szansę na życie i dom, i bolesne jest używanie tego przeciw nam - dlatego oszczędźmy sobie tego. Praca taka jest trudna i nie zawsze kolorowa, i sytuacje wymagające ciężkich i kontrowersyjnych decyzji zawsze się zdarzają. Proszę więc o uszanowanie tych decyzji. Serdecznie pozdrawiam, życząc jak najmniej problemów i kłopotów z psami, a przede wszystkim z ludźmi.. p.s. Nie chcę tracić więcej czasu na udowadnianie, że nie jestem słoniem, że nie zrobiłam krzywdy i nie skazałam na śmierć 'ot tak'. Potyczki takiej i tak nie wygrywa nikt, a w oczach 'czytaczy z zewnątrz', nie znających sprawy poza tym, co napisane zostało publicznie 'wygrywa' ten, który jest lepszym politykiem, pisarzem.. Wklejam tego posta do jednego i drugiego wątku. Quote
havana Posted November 20, 2008 Posted November 20, 2008 Vikulino, rozprostujmy nozki :evil_lol: Quote
Neczka Posted November 21, 2008 Posted November 21, 2008 Cześć Vikuś, skaczemy na samą górę... :loveu: Quote
mar.gajko Posted November 21, 2008 Posted November 21, 2008 lupak napisał(a): Jedno wiem, gdyby wystąpiła taka koniecznośc, w ciemno powierzyłabym ( mimo przypadku Viki) swoje psy Wiośnie (a kocham te moje Burki nad życie ). A widzisz, a ja nie. Gdyby mi trafił sie "taki" pies. Powiedzmy z problemami, agresywny, oczywiście z mojego punktu widzenia. Nigdy nie sugerowałabym eutanazji. Ściągnęłabym kogoś, prosiła o zabranie psa, bo sobie z nim nie radzę. Takei rzezcy się zdarzają przecież. Ale uśpić? Zdrowego młodego psa, na podstawie opinii jednej osoby. Osoby osobiście zaangażowanej. Gdybym tam oddała moją sukę, która wrczy na wszytskich i szczerzy zeby. Wyrok byłby oczywisty. Quote
lupak Posted November 21, 2008 Posted November 21, 2008 mar.gajko napisał(a): Gdybym tam oddała moją sukę, która wrczy na wszytskich i szczerzy zeby. Wyrok byłby oczywisty. Potwarz to jest. Nie wyrczała tylko buzi i brzucho do smyrania dała po minucie znajomości ;). (Odniosłam się w PW) Quote
mar.gajko Posted November 21, 2008 Posted November 21, 2008 lupak napisał(a):Potwarz to jest. Nie wyrczała tylko buzi i brzucho do smyrania dała po minucie znajomości ;). Nie widziąłś jej w hotelu. Musiałam ją kiedyś zostawić na 10 godzin. Mnie nei było przy niej. Byla masakra. Atak przy sięgnięciu do drzwi kojca. Ona bardzo lękowa jest. Quote
Milena i Teegan Posted November 21, 2008 Posted November 21, 2008 Idziemy pobiegac Viki:eviltong: Quote
nefcikowa Posted November 21, 2008 Posted November 21, 2008 Aby nie było Vikusi nudno - idziemy na pierwszą stronę :loveu: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.