Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

no nie pamietam za ile on był..... Ale rozsądna cena (swoim nie daje tłuszczu samego, bo to labki, więc szybko by sie zrobily baryłki, czego nie chcę, ale gdybym miła psy na dworze i rasy północne to jak najbardziej zwłaszcza zimą)

Posted

filodendron napisał(a):
Dawka toksyczna potencjalnie prowadząca do ostrej niewydolności nerek to 11,5 grama rodzynek na 1 kg masy ciała (wg vetopedii). Nie wiem, jak to przeliczyć na świeże winogrona.
Nie wszystkie psy są wrażliwe - sprawa generalnie śliska, bo jeszcze nie wiadomo, co jest patogenem.


Masakra a ja mojej małej dawałam rodzynki,bo uwielbiała. Dobrze, że tylko kilka, ale z drugiej strony ona waży tylko 3kg :/:/ od dzisiaj nigdy więcej rodzynek.

Jeżeli chodzi o Barfa to my jesteśmy na kostkach Primex i jestem bardzo zadowolona :) mamy tak małego psa, że komponowanie samemu posiłków, żeby zaoszczędzić mija się trochę z celem :) kiedyś próbowałam, ale co kupowałam (nie mam miejsca na jakieś wielkie zapasy) to było 20dag tego, 10dag tamtego :) dość spore utrapienie, do tego nasza jest strasznie wybredna - serca nie, wątróbki nie tknie, żołądek po ciężkich bólach :) przy zmielonych kostkach nie wybrzydza :) W Krakowie Barf dla dorosłych psów kosztuje chyba 12,60zł/kg

Dodatkowo na przegryzkę kupujemy małej żwacze suszone wołowe (czerwono-czarne opakowania) - wprost uwielbia, mimo że na początku Barfa do nieczyszczonych żołądków nie chciała nawet podejść

Posted

magda_z napisał(a):
A nóż w maszynce się nie tępi?

Nie wiem :niewiem: Maszynka jest wyłącznie na psi użytek - jak dotąd nie było problemu.
Wcześniej czy później każdy nóż się stępi. Kiedyś po osiedlach chodzili tacy panowie ze sprzętem do ostrzenia takich rzeczy, więc w razie czego będę pewnie szukać jakiegoś ślusarza.

Posted

Miałam sprawdzić dla evel jaką mam maszynkę, więc proszę bardzo: Zelmer 586.5A. U mnie się sprawdza, nie wyobrażam sobie mielenia korpusów w ręcznej, chyba bym się zachetała ;)

Posted

Z mieleniem pies radzi sobie sam, ale z podrobów zje tylko serca, które podrobami nie są. Jak chciałam mu dać wątróbkę to się na mnie obraził, niezależnie z czym ją zmieszam czy zmiksuję. On reaguje na to, jak ja na kapary, wyczuję najmniejszą ilość. Wczoraj, przez godzinę mieliśmy spokój, bo pies dostał kość cielęcą do obgryzania, a że to było po dniu postu, zaangażowanie było spore.

Posted

Bonsai napisał(a):
Na chłopski rozum, podawałabym psu więcej tłuszczu. ;) Staraj się wyszukiwać "gorsze" mięso, przez ludzi niepożądane, tłuste. Poza tym czasami w sklepach sprzedają sam łój wołowy, cielęcy, a w Primexie można kupić chyba z barani i strusi. To wszystko jest stosunkowo tanie, bo dla ludzi to jest de facto śmieć. ;)

O, dobry pomysł, czyli wychodzi na to, że takie bardziej kaloryczne posiłki powinny być :)
panbazyl napisał(a):
(a poza tym z przygotowań do domowych gotowań wszelkie tluszcze, okrawki takie ble - psy to kochają )

A no właśnie takie coś, takie tłuste skrawki, jak coś do domowych obiadków się rozbiera, zostają, to już mamę nauczyłam, że ma to zostawiać dla piesia - to to właśnie mu już teraz przed wprowadzeniem całkowitego barfu, czasem podrzucam. To prawda - pies za tym szaleje, zjada w ułamkach sekundy :D
panbazyl napisał(a):
(swoim nie daje tłuszczu samego, bo to labki, więc szybko by sie zrobily baryłki, czego nie chcę, ale gdybym miła psy na dworze i rasy północne to jak najbardziej zwłaszcza zimą)

Ja właśnie jak najbardziej będę mu podawać, właśnie dlatego, że raz - że przebywa cały czas na dworze, a dwa - to też przydałoby mu się troszeczkę na wadze przybrać, bo chudzielec jest, je, je, a wcale nie tyje (chyba ma to po pańci :D), a te kości tak u niego czuć, że parę deko więcej by się przydało, niby przy prawidłowej sylwetce powinny być wyczuwalne kości, ale wydaje mi się, że u niego odrobinę za bardzo są wyczuwalne ;)

Posted

A pochwalę się jeszcze, że dziś pierwszy zakup barfowy dla Oskara zrobiłam, taki zupełnie nieplanowany, bo od jakiegoś czasu zwracam uwagę na ceny na mięsnych stoiskach w sklepach i korpusy kurze ostatnio wszędzie grubo ponad 2 zł kosztowały, niekiedy nawet prawie 3 zł, a dziś kupowałam domownikom wędlinkę i patrzę, że korpusy po 1,96 zł, to wzięłam od razu dwa, już poporcjowałam i się mrożą czekając na czas barfowania, jeszcze kilka dni i będziemy (znaczy się Oskar będzie :D) barfować :)

Widziałam też w owym sklepie wołowinę II klasy - takie jakieś skrawki różne to były i tak się zastanawiałam czy by nie wziąć z pół kilo przynajmniej, ale na razie się powstrzymałam, bo to takie samo mięsko z tłuszczykiem, bez kostek żadnych, to nie wiem, ale może warto by było jednak trochę wziąć? Cena tego była 20 zł z groszami za kg, jak myślicie, jak na wołowinę to chyba dość tanio?

A, i jeszcze widziałam ozory wieprzowe, tylko jak to jest z ozorkami - to do podrobów się zalicza czy raczej do mięska? Bo wiem, że wieprzowych podrobów nie powinno się dawać, ale nie wiem jak z ozorami, można czy nie bardzo?

Posted

Wołowiny to szukaj w sklepach firmowych rzeźni.
Ja np. kupuję na giełdzie cielęcinę 1 zł/ kg ;)
Po prostu są to ścinki. Trafiają się tam np. tchawice, kosteczki drobniejsze, łój ale też mięso zwyczajne.
Poszukaj właśnie w rzeźniach. Oni chętnie takich odpadków się pozbędą za naprawdę śmieszne kwoty :)

Posted

Moja ciocia ma dwa psy na dworze - nie karmi ich barfem, ale gotuje im, co śmieszne, podobne rzeczy jak w barfie - korpusy, szyje, podroby, kości wołowe i cielęce - mięso sparza, dorzuca ryż i warzywa.. na zimę zawsze kupuje kuperki kurze - tam jest praktycznie sam tłuszcz i to podaje psom, żeby nabrały masy i miały więcej energii na ogrzanie się, do tego wybiera tłustsze korpusy i dokupuje słoninę, którą kroi na małe kawałki i podgotowuje, później na tej wodzie gotuje ryż.

Posted

[quote name='sachma']Moja ciocia ma dwa psy na dworze - nie karmi ich barfem, ale gotuje im, co śmieszne, podobne rzeczy jak w barfie - korpusy, szyje, podroby, kości wołowe i cielęce - mięso sparza, dorzuca ryż i warzywa.. na zimę zawsze kupuje kuperki kurze - tam jest praktycznie sam tłuszcz i to podaje psom, żeby nabrały masy i miały więcej energii na ogrzanie się, do tego wybiera tłustsze korpusy i dokupuje słoninę, którą kroi na małe kawałki i podgotowuje, później na tej wodzie gotuje ryż.

KOŚCI NIE GOTUJEMY !!! To może psa zabić!
Powiedz cioci, by podawała psom wszystko surowe...

Posted

Powiedz cioci, by podawała psom wszystko surowe...


powiedz to osobie, która tak karmi psy od 16lat - jeden ma 16lat, drugi 8lat - ona wie lepiej, a ja już sił nie mam, jak widać psy się jakoś przystosowały do jedzenia gotowanych kości, bo żyją.

Posted

Co powiecie o orzechach włoskich? Ostatnio odkryłam u mojego psa geny wiewiórki (ach te psy bez rodowodu :evil_lol: ;)) ale nie wiem czy wolno podawać. Daję 1-2 całe orzechy dziennie a Lilo obiera je ze skorupki (!!) i wyjada środek. Skorupa zostaje na podłodze. Moogę jej dawać? To lepsze zajęcie od wylizywania konga :D

Posted

Bonsai napisał(a):
To wróży rychłe nieszczęście... :shake: :( Ale rozumiem, niektórym osobom nie da się przemówić do rozumu...


nie takie rychłe, skoro psy żyją tak kilkanaście lat. oczywiście nie popieram takiego sposobu karmienia, ale robi tak bardzo dużo osób i nie widzi w tym nic złego, bo ich psom nic nie jest. moi rodzice noszą psu sąsiada resztki z obiadu typu pieczone udka z kurczaka, mimo świadomości jakie to niebezpieczne i nigdy nie daliby tego samego mojemu psu. ale sąsiad chce, to noszą... tak samo po jakiejś tam uroczystości mój wujek nazbierał tego typu resztki dla swojego psa. chyba po prostu osoby, które karmią tak od dawna, a pewnie zawsze się tak karmiło w ich rodzinie, nie widzą powodu do zmian :shake:

Posted

[quote name='motyleqq']nie takie rychłe, skoro psy żyją tak kilkanaście lat. oczywiście nie popieram takiego sposobu karmienia, ale robi tak bardzo dużo osób i nie widzi w tym nic złego, bo ich psom nic nie jest. moi rodzice noszą psu sąsiada resztki z obiadu typu pieczone udka z kurczaka, mimo świadomości jakie to niebezpieczne i nigdy nie daliby tego samego mojemu psu. ale sąsiad chce, to noszą... tak samo po jakiejś tam uroczystości mój wujek nazbierał tego typu resztki dla swojego psa. chyba po prostu osoby, które karmią tak od dawna, a pewnie zawsze się tak karmiło w ich rodzinie, nie widzą powodu do zmian :shake:

Masz jakieś konkretne statystyki odnośnie tego, ile psów tak żyje kilkanaście lat, a ile nie? To, że kilka znanych nam przypadków tak żyje nie znaczy, że 20 innych psów też - owszem, na wsi jest to nagminne, tak samo jak to, że nie idzie się do weta z psem z biegunką czy wymiotującym, ba! Nawet często się tych objawów nie widzi.

Posted

ladySwallow napisał(a):
Masz jakieś konkretne statystyki odnośnie tego, ile psów tak żyje kilkanaście lat, a ile nie? To, że kilka znanych nam przypadków tak żyje nie znaczy, że 20 innych psów też - owszem, na wsi jest to nagminne, tak samo jak to, że nie idzie się do weta z psem z biegunką czy wymiotującym, ba! Nawet często się tych objawów nie widzi.


nie mam statystyk, odnoszę się do konkretnych ludzi, o których była mowa. nie musisz mi tego tłumaczyć, ja tak psa nie karmię. tylko że dla wielu ludzi liczy się tylko to, jak ma się ich pies i jego względnie dobry stan nie jest powodem do zmian.

Posted

filodendron napisał(a):
Nie wiem :niewiem: Maszynka jest wyłącznie na psi użytek - jak dotąd nie było problemu.
Wcześniej czy później każdy nóż się stępi. Kiedyś po osiedlach chodzili tacy panowie ze sprzętem do ostrzenia takich rzeczy, więc w razie czego będę pewnie szukać jakiegoś ślusarza.

pamietam tych panów "nooooooże, nożyczki ooostrzeee!!!!" :) Ja ostatnio chodzilam do kowala naostrzyć noże :)

sachma napisał(a):
Moja ciocia ma dwa psy na dworze - nie karmi ich barfem, ale gotuje im, co śmieszne, podobne rzeczy jak w barfie - korpusy, szyje, podroby, kości wołowe i cielęce - mięso sparza, dorzuca ryż i warzywa.. na zimę zawsze kupuje kuperki kurze - tam jest praktycznie sam tłuszcz i to podaje psom, żeby nabrały masy i miały więcej energii na ogrzanie się, do tego wybiera tłustsze korpusy i dokupuje słoninę, którą kroi na małe kawałki i podgotowuje, później na tej wodzie gotuje ryż.

a sprawdzałaś stan paszczy u tych psów? Jak z osadem nazębnym? Nie pytam o sprawdzanie i wyciskanie gruczołów przyodbytniczych, bo pewnie w życiu nie miały tego robione. A stan sierści? a psi zapach? jak z tym jest?
Pies to nie człowiek i nie świnia, ma inny system trawienny, to mięsożerca z elementami warzywnymi, a ludzie i swinie to roślinozercy z elementami mięsnymi (pomijam wegetarian różnej opcji)

Posted

motyleqq napisał(a):
nie takie rychłe, skoro psy żyją tak kilkanaście lat. oczywiście nie popieram takiego sposobu karmienia, ale robi tak bardzo dużo osób i nie widzi w tym nic złego, bo ich psom nic nie jest. moi rodzice noszą psu sąsiada resztki z obiadu typu pieczone udka z kurczaka, mimo świadomości jakie to niebezpieczne i nigdy nie daliby tego samego mojemu psu. ale sąsiad chce, to noszą... tak samo po jakiejś tam uroczystości mój wujek nazbierał tego typu resztki dla swojego psa. chyba po prostu osoby, które karmią tak od dawna, a pewnie zawsze się tak karmiło w ich rodzinie, nie widzą powodu do zmian :shake:


No cóż, dawno, dawno temu mój wujek z ciocią też mieli psa. Też dawali mu gotowane kości, on to uwielbiał i przez 10 lat nie miał z tym żadnych problemów. Do do momentu, gdy nagle zaczęła się z niego lać krew. Nie zdążyli dojechać do weta. Tysiąc razy może się udać i nic nie stać, za tysiąc pierwszym pies umrze, w męczarniach, człowiek nawet nie zdąży zareagować. Inny pies za pierwszym razem o zjedzenia gotowanej kości umrze. Nie ma reguły. To, że pies jest kilkanaście lat na gotowanych kościach nie oznacza wcale, że nabrał ku temu jakiejś odporności. Jedno jest pewne - dawanie psu gotowanych gości jest bardzo niebezpieczne dla ich życia i powinno się to powtarzać każdemu napotkanemu psiarzowi...

Posted

a sprawdzałaś stan paszczy u tych psów?


u 8 latka zęby białe bez osadu. u 16latka zębów mało - on już dostaje samo mięso, ciocia mu skrobie kości z mięsa lub gotuje samo mięso..

Nie pytam o sprawdzanie i wyciskanie gruczołów przyodbytniczych, bo pewnie w życiu nie miały tego robione.


Nie wiem jak z gruczołami, ciocia mówi, że jak psy zaczynają tyłkami jeździć to wet je czyści a tak to przy szczepieniach i wizytach z tym 16latkiem (ma zaćmę i jest co kilka miesięcy na kontroli, serce już słabe więc zabieg odpada, serducho też co 3 miesiące badane, bo leki bierze...) wet sprawdza czy jest potrzeba wyciskania gruczołów (pytałam się jak często je czyści, jak u Lennego musiałam w ciągu 6miesięcy dwa razy na czyszczenie jeździć...)

A stan sierści?


sierść super, gęsta lśniąca.

a psi zapach?


przy pudlu każdy pies mi śmierdzi, więc jestem nie obiektywna, bo Lenny pachnie kosmetykami...

Ciotka gotuje specjalnie dla psów - 1/3 mięso, 1/3 warzywa i 1/3 ryż , nie dostają resztek ze stołu.

Ona twierdzi że raz dała surowego kurczaka to psy robaki dostały i ona więcej dawać surowego nie będzie, a granulki to dla świń są a nie dla psów, ona nie będzie psom chemii dawać - takie argumenty słyszę zawsze jak próbuję przekonać, że może lepiej jednak tego nie gotować - nigdy żaden z psów się nie zadławił, kupy mają ładne, są zdrowe, nie chorują (po za 16latkiem który ma słabe serce i kłopoty z oczami, po za tym już prawie nie słyszy, ale wet twierdzi że to wiek a nie dieta...)

Nie bronie jej, wiem że to dieta wysokiego ryzyka i swojemu psu takich rzeczy nie podaję!, jednak uważam, że nie słusznie została posądzona o brak opieki wet, ona kocha te psy, to jej życie, mają dobrze, mieszkają na dworze, ale zamiast budy mają ocieplaną komórkę, tam dwa dywany na posadzce, dwie kołdry puchowe i masa kocy, wodę mają w komórce, żeby nie zamarzała w zimę i żeby deszczówka im nie wlatywała w lato. Psy są szczepione i odrobaczane, kąpane, wyprowadzane na spacery... po prostu od 16lat karmi gotowany i nigdy nic się nie działo, więc ciężko jej zrozumieć, że może to szkodzić, bo jej psom nie szkodzi, za to wg niej robaki i podanie surowizny ma związek - wet niestety tylko jej przytakiwał jak to mu mówiła, więc jest święcie przekonana że ma rację...

Posted

Nikt tu nie osądza. :) Po prostu ciarki mnie przechodzą, jak słyszę, że ktoś podaje gotowane kości... Ale teraz piszesz, że dostaje gotowane mięso, warzywa i ryż - czyli tam nie ma kości? Jeśli tak, to nie uważam, że to zła dieta, moim zdaniem dużo lepsza od suchej karmy. ;) Może po prostu namów ciocię, by nie dawała gotowanych kości - a jedynie gotowane mięso? A kości już surowe albo wędzone, ze sklepu zoo?

Posted

fakt , gotowane kości drobiowe , te długie rozkładają się w przewodzie pokarmowym psa w cieniutkie igiełki i są niebezpieczne , to nie musi być kość która wbija się w scianę jelita i robi dziurę , takie igiełki wbijając się w jelito niszczą go bezpowrotnie , bo już nie ma czego zszywać , może też bardzo powoli wydostawać się do otrzewnej treść pokarmowa i pomalutku psa zabijać ciągłym stanem zapalnym otrzewnej , można leczyć wtedy psa na sto innych chorób nie wiedząc jaka jest zasadnicza przyczyna
ale pies może też udławić się surową kością , może mu źle pogryziona surowa kość też zrobić krzywdę więc nie ma żadnej reguły co jest tak naprawdę bezpieczne

Posted

Bonsai napisał(a):
No cóż, dawno, dawno temu mój wujek z ciocią też mieli psa. Też dawali mu gotowane kości, on to uwielbiał i przez 10 lat nie miał z tym żadnych problemów. Do do momentu, gdy nagle zaczęła się z niego lać krew. Nie zdążyli dojechać do weta. Tysiąc razy może się udać i nic nie stać, za tysiąc pierwszym pies umrze, w męczarniach, człowiek nawet nie zdąży zareagować. Inny pies za pierwszym razem o zjedzenia gotowanej kości umrze. Nie ma reguły. To, że pies jest kilkanaście lat na gotowanych kościach nie oznacza wcale, że nabrał ku temu jakiejś odporności. Jedno jest pewne - dawanie psu gotowanych gości jest bardzo niebezpieczne dla ich życia i powinno się to powtarzać każdemu napotkanemu psiarzowi...


to wszystko prawda, tylko niestety każdy chce to zrozumieć...

Posted

czyli tam nie ma kości?


niestety są. 16letni wyżeł nie ma większości zębów, dlatego on nie dostaje kości, tylko mięso, młodszy pies dostaje gotowane korpusy, lotki od skrzydełek + gotowane kości mięsne wołowe i wieprzowe, gotowane ogony wołowe i wieprzowe, te kuperki i słoninę w zimę i "podroby" - płuca, serca itd - kości nie z zoologa, tylko surowe z makro kupowane w workach po 5-10kg. Jedyne co ciotka nie podaje to udka od kurczaka i skrzydełka, bo jej zdaniem to tylko te kości mogą zrobić psu krzywdę :/

Ja od 4 lat tłumaczę, odkąd zrobiłam się w tej kwestii bardziej świadoma... ale nie idzie, ja się wkurzam, ciotka się wkurza, więc po prostu temat zostawiłam, bo mamy bardzo dobry kontakt i nie chciałabym tego psuć..

Posted

[quote name='Bonsai']Nikt tu nie osądza. :) Po prostu ciarki mnie przechodzą, jak słyszę, że ktoś podaje gotowane kości... Ale teraz piszesz, że dostaje gotowane mięso, warzywa i ryż - czyli tam nie ma kości? Jeśli tak, to nie uważam, że to zła dieta, moim zdaniem dużo lepsza od suchej karmy. ;) Może po prostu namów ciocię, by nie dawała gotowanych kości - a jedynie gotowane mięso? A kości już surowe albo wędzone, ze sklepu zoo?
dokladnie tak. Niech gotuje byle bez gnatów, kości spokojnie do śmieci (jakkolwiek to zabrzmiało).
A czy Twój pies sachma ma robaki z powodu podawania surowego?

Posted

A czy Twój pies sachma ma robaki z powodu podawania surowego?
nie ma ;) ale ten argument też powaliła - "bo twój je w domu, moje na dworze, a do surowego szybciej robaki ciągnie niż do gotowanego" :P i weź tu dyskutuj, jak na każdy argument ma swoje wytłumaczenie ;) po za tym ja jestem już i tak przez rodzinę wyklęta, bo mi się pies rozchoruje na pewno od surowego - "teraz młody, to nic mu nie będzie, pogadamy jak będzie stary i słaby, wtedy zobaczysz jak te surowe mu zdrowie zniszczy" - tekst znany na pamięć, bo słyszę go przy okazji każdej rodzinnej uroczystości, jak mama się skarży że biednego Lennego SUROWYM!! karmię...

Mi na prawdę nie trzeba nic tłumaczyć - ja wiem i rozumiem, ale po tylu latach już mi się walczyć nie chcę, bo co bym nie wymyśliła to i tak znajdą wyjaśnienie, wymówkę....

powiedziałam o niej, jako przykład osoby karmiącej psy zimową porą tzw kuperkami i słoniną, bo może słonina na surowo nie przejdzie, ale kupry jak najbardziej i mogą się przydać osobą które mają psy na dworze w zimie.
Pies moich rodziców też kupry dostaje - i też mu specjalnie gotujemy, bo rodzice nie dają się na barfa namówić, ale dali się namówić na samo mięso ;) znaczy gotujemy mięso z kościom, ale ja to wyciągam, oskubuje z mięcha, a w tym czasie mama gotuje na wywarze ryż - pies rodziców kości nie dostaje, po roku walki - ciotka jest nie reformowalna.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...