Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

na barfie byłam 2 miesiące ;) Miesiąc jadł codziennie jeszcze garstkę orijena,drugi miesiąc już nie;)Tak naprawdę to była ruletka-po strartym jabłuszku wszystko ok,po skrzydle-u weta.Potem przestałam dawać kości-to zaczął lizać ściany(weterynarz mówił ,ze brakowało wapnia ;) ).Na surowego kurczaka reagowal łupieżem,po wolowinie ok-no ale ile można psu dawał wołowinkę bez kości(bo z koscią to już zaparcia...)?:crazyeye:Wszelkie podrowy-biegunka.Wydaje mi się ,że to taki osobniczy przypadek wrażliwca.Zaakceptowałam,je sobie tego gotowanego indyka i jest ok.A jagnięcinka już zamówiona ;)

Posted

Balbina12 napisał(a):
na barfie byłam 2 miesiące ;) Miesiąc jadł codziennie jeszcze garstkę orijena,drugi miesiąc już nie;)Tak naprawdę to była ruletka-po strartym jabłuszku wszystko ok,po skrzydle-u weta.Potem przestałam dawać kości-to zaczął lizać ściany(weterynarz mówił ,ze brakowało wapnia ;) ).Na surowego kurczaka reagowal łupieżem,po wolowinie ok-no ale ile można psu dawał wołowinkę bez kości(bo z koscią to już zaparcia...)?:crazyeye:Wszelkie podrowy-biegunka.Wydaje mi się ,że to taki osobniczy przypadek wrażliwca.Zaakceptowałam,je sobie tego gotowanego indyka i jest ok.A jagnięcinka już zamówiona ;)


Z tego co mi wiadomo, mozna sprobowac podac psu nieczyszczone żwacze przez 2-3 tyg-tylko tym go karmic. I pozniej sprobowac np skrzydelek , zobaczyc czy bedzie biegunka, Jesli bedzie znaczy ze BARF nie służy faktycznie. Ale mozna wlasnie sprobowac wedlug zaleceń poprobowac i wtedy stwierdzic czy barf tak czy nie.

Posted

Pytanko. czy Wam sie tez zdarzało, że pies sie nie załatwił cały dzien? czy olej rzepakowy -łyzka stołowa powinna pomóc? dałam teraz na wieczor. Wlasnie narazie trudno mi podawac jej regularnie oliwe z oliwek bo nie wiem co na to watroba ktora byla dopiero co powiększona po babeszji.

Prze kilka dni ostatnich jadla na przemian korpusy z kurczaka, skrzydelka kurze i korpusy. Wczoraj kupilam i zjadla ozor cielęcy, dzis wątrobe wołową. Myslicie ze ten ozór mógłby ją jakos zatwardzić?

Posted

Ze smakolyków to podaję ser żółty, parówki i gotuję też wątrobę wieprzową, ona fajnie pachnie i nie rozwala się :)

Mój pies też czasami ma tak, że cały dzień robi, dopiero na następny dzień malutka :)

Posted

Etna gardzi podrobami :roll: najpierw zrobiłam jej papkę z wątróbki i jabłka, trochę liznęła i poszła, wiedziałam że tak będzie. dałam jej więc całą taką wątróbkę, nie wiedziała co z tym zrobić :cool3: jak jej pokroiłam na mniejsze kawałki, to zjadła, każdy kawałek przenosząc najpierw na dywan:razz: ale dziś już nie chciała nawet tknąć. może inne podroby zechce...

Posted

Balbina - a moze Twój pies po prostu ma alergię na sztuczne kurczaki pędzone jakimiś specyfikami? nie dawaj mu kurzyny a tylko inne mięso i kości i sprawdź czy nadal to samo jest.

(filodendron - mleczarnia z Piask robi tak odjazdowy ser, że szok! nie wiem czy do stolicy województwa to doważą - bo nawet tu na miejscu tylko w ich sklepach do nabycia, ale po prostu ser marzenie - w stylu fety, ale daleko fecie do tego, nazwali to beznadziejnie - rarytas piasecki - małe kostki zatopionego sera w słonej - niestety- wodzie, ale pycha!)

Posted

motyleqq napisał(a):
Etna gardzi podrobami :roll: najpierw zrobiłam jej papkę z wątróbki i jabłka, trochę liznęła i poszła, wiedziałam że tak będzie. dałam jej więc całą taką wątróbkę, nie wiedziała co z tym zrobić :cool3: jak jej pokroiłam na mniejsze kawałki, to zjadła, każdy kawałek przenosząc najpierw na dywan:razz: ale dziś już nie chciała nawet tknąć. może inne podroby zechce...



ja pamietam dobrze jak Tosca nie chciala jesc ani serc wołowych, ani wątroby... ani płuc. Teraz wszystko wżera bez namysłu. Zrobiłam to tak, że kroiłam jej właśnie podroby na mniejsze kawałki, nawet jej podrzucalam i w formie zabawy połykała, czasem owijałam male kawalki w kawalki np żółtego sera i podrzucałam-łapała i zjadała. Później troche wieksze kawalki az za którymś razem zjadła całość. Tez na początku starałam sie dawać rzadziej podroby, tak raz na tydzien, raz na dwa.

powodzenia więc życze :) może sie uda(!)

Posted

to ja mam chyba psy marzeń co do jedzenia barfu (bo na suchym rożnie bywało, jak podłe to nie ruszyly wcale) :) Oczywiście wolą te dni z mięsem czy gnaciorami ale bez problemów zjadają papkę lub nawet całościowo coś - ostatnio dostały przypadkowo łupinę po arbuzie i .... zjadły. za to nie lubią dnia postu.

Posted

panbazyl napisał(a):
to ja mam chyba psy marzeń co do jedzenia barfu (bo na suchym rożnie bywało, jak podłe to nie ruszyly wcale) :) Oczywiście wolą te dni z mięsem czy gnaciorami ale bez problemów zjadają papkę lub nawet całościowo coś - ostatnio dostały przypadkowo łupinę po arbuzie i .... zjadły. za to nie lubią dnia postu.



hehe no masz szczęście :)

a kto post lubi? :> Tosca teraz juz drugi dzien , gdzie ma jedzenie co 27-28godz (biedna).

Posted

ja swoim dzienną dawkę dzielę na pół. w piątek do tego mają dzień warzywno-owocowy a niedziela - i tu wredna jestem - post (bo wtedy najczęściej jestem z jakimś na wystawie i łatwiej mi nic im nie dać jak mnie nie ma).
czasem jakiś owoc czy warzywo pojawią sie w tygodniu - one to trakyują jak jakiś smaczek (juz niedługo będą zajadać truskawki i porzeczki z krzaków)

Posted

panbazyl napisał(a):
to ja mam chyba psy marzeń co do jedzenia barfu (bo na suchym rożnie bywało, jak podłe to nie ruszyly wcale) :) Oczywiście wolą te dni z mięsem czy gnaciorami ale bez problemów zjadają papkę lub nawet całościowo coś - ostatnio dostały przypadkowo łupinę po arbuzie i .... zjadły. za to nie lubią dnia postu.

No ale pisałaś, że Bazyl nabiału nie zje? Mój też z tych wybrednych - wszystko trzeba przemycać w mielonym mięsie/podrobach, no może poza warzywami z rosołu, ale to nie barf ;) Za to białego sera czy jogurtu nie da się przemycić w żaden sposób - wystarczy jedna łyżka twarogu na miskę mielonego mięsa i finito - zostawi nie zjedzone.
Muszę popytać o ten rarytas piasecki (dla nas, nie dla psa).

Posted

[quote name='Balbina12']Ano włąsnie,psy zostały już tak zdeformowane przez człowieka ,że nie radzą sobie z normalną kością...

:question::question::question:

"Początki udomowienia psa szacuje się na ok. 17-12 tys. lat"
Zrodlo- http://pl.wikipedia.org/wiki/Pies_domowy

Przez te kilka tysiecy lat, czlowiek nie jest w stanie zmienic, "zdeformowac" czy co tam jeszcze układu trawiennego psa.. Poza tym, kilka tysiecy lat temu nikt nie karmil psow gotowana wolowinka :errrr: Sucha karme czlowiek wymyslil ok 1980 roku, wiec przez te 100 lat tym bardziej pies nie zmienila sie w wegeterianina :roll:

Karm sobie czym chcesz swojego psa, mam to gdzies :great: Nie wymyslaj tylko glupot, a jezeli juz podajesz takie informacje, to prosze o zrodlo, chetnie poczytam o tej "ewolucji" :lol:


Ktos pytal o cotygodniowe posty. Moja sucz ma przerwe w poniedzialki. Zna swoja rutyne i wie ze w ten dzien nie ma zarcia :evil_lol:

Posted

no ale faktycznie jak pisze koleżanka Balbina jej pies ma problemy z przetrawieniem kosci- bo dlaczego mialaby to wymyslac. Tylko moze to poprostu jest zwyczajnie źle zaczęty BARF, a nie wina wyewoulowania psa ;) Ale kazdy przekonany do czego innego. Ja niektorych znajomych tez nie przekonam ze surowe lepsze. I trzeba to zaakceptowac. Bo co zrobic?

A ktos karmi co 27-28 godz?

Posted

Ja barfuję od dwóch miesięcy, wiec tyle co się mogę wypowiedzieć to się wypowiem.
Rok temu też próbowałam barfować i był tu nawet gdzieś mój temat na forum od. alergii mojej sucz.
I rzeczywiście - moje psy miały zatwardzenia, ale dlatego, że miałam zerowe pojęcie odnośnie podawania żołądków a dodatkowo nie miałam dostępu do innego drobiu niż kurczak, na którego jak się okazało moje suki miały uczulenie (a właściwie na antybiotyki w nim). Więc tak na dobrą sprawę to może właśnie tu trzeba szukać źródła problemu.
Bo ja Balbino nie mówię żebyś koniecznie karmiła barfem, to jest Twoja osobista sprawa i mi nic do tego, tylko, żebyś jeszcze raz przyjrzała się problemowi i przebadała psa. On może s*rać z krwią, bo może rzeczywiście to jego objaw uczulenia. Moje psy się drapały do krwi na kurczaku, nawet drożdżaki się załapały... A po indyku nic kompletnie. Każdy pies ma inne objawy, każde uczulenie jest inne no...
Ale nie mów, że Twój pies jest wyjątkiem z całej psiej populacji. On nie jest wyjątkiem, on autentycznie nie wyewoluował inaczej niż labradory czy husky, on po prostu ma problem, ale ten problem sądzę, że jest do rozwiązania!
Moja suka dostawała np. Kreon przez czas karmienia gotowanym i było okej. Ale żeby podawać ten kreon trzeba mieć badania - a Twój wet wyczuł zgrubienie i tak naprawdę... Co jeszcze zrobił? Zbadał kał, krew? Na jakiej podstawie postawił diagnozę. Nie podważam jego autorytetu, ale może warto też podpytać innego weta co o tym myśli, przede wszystkim zrobić badania!

Pies może być wyjałowiony i na suchym i na gotowanym.
Nawet jakbyś mu podawała nie wiem jakie ilości warzyw to gotując zabijasz wszelkie bakterie i bez podawania dodatkowo rzeczy takich jak żwacze czy nawet na upartego rumen-tabs to ten pies dalej będzie miał tą florę bakteryjną tak średnio na jeża. Bo nie witaminki i minerały tworzą florę a bakterie...
Wszystko trzeba robic z głową.
A w przypadku suchego jedzenia to napewno jest super, ale jak psu służy i stosuje się do przepisów jego dawkowania.
Ale suche podobno robi coś takiego, że ta flora jest taka hmm 'monotonna' - organizm przyzwyczaja się do jednego rodzaju pokarmu i w przypadku nagłego przestawienia na inny rodzaj to sraczka z krwią będzie zawsze! Nie ma mocnych. Tu nie chodzi o barf - tak jest w przypadku każdego żywienia.

Nie wiem, możesz mnie słuchać albo nie, ale mam 2,5 letnią sukę która od szczeniaka ma problemu gastryczne, próbowałam na niej wszystkiego.
Moja wet była zdziwiona, że pies który po zjedzeniu kawałeczka sera białego lądował na kroplówce teraz je nabiał co drugi dzień i cieszy się zdrowiem!
Nie mówię, że dla każdego psa barf jest dobry bo nie jest, są psy które nie nadają się do barfa po prostu, są sytuacje w którym karmienie barfem jest bez sensu.
Ale mój pies *(tfu tfu) jest cały i zdrowy... Mimo tego, że kiedyś były biegunki z krwią i rozerwane jelito. to jest chyba dowód że można i da się.
Nie trzeba tak wszystkiego od razu krytykować, bo akurat może się okazać, że Twój pies strawi barf idealnie, ale po dłuższym podawaniu żwaczy. Każdy pies jest inny.
Jednocześnie też nie krytykuje gotowanego, bo z głową - sprawdza się. Tylko, że gotowane wymaga chyba trochę większej suplementacji, dobierania tych witamin i minerałów.

Ja również gotowałam przez jakiś czas, ale suplementowanie karmy 2-kilogramowym chihuahua jest bardzo uciążliwe - można ostro przesadzić.


A co do postów:
Moje jak do tej pory miały raz na miesiąc.

Ogólnie to jedzą dwa razy dziennie - z rana jest mięso z kośćmi 30 g każdej wieczorem jest (zależnie od dnia) nabiał, warzywa, owoce też 30g dla każdej.
Czasem bywa że nie dam nic na wieczór, ale to czasem tylko.
Mam małe psy więc to za bardzo ryzykowne je głodzić co tydzień.
Wiem, że w naturze wilk sobie te parę dni głoduje, ale w przypadku psów które ważą 2 kg nie wyobrażam sobie tego - spadki cukru i te sprawy - wolę nie ryzykować, tym bardziej, że na barfie mam sukę hodowlaną, która musi mieć to wszystko raczej regularnie rozłożone.

Posted

Tylko wiecie, nie ma co uogólniać - jak pies Balbiny dobrze się ma na gotowanym i rzeczywiście to mu najbardziej służy, to niech karmi gotowanym i już. Całe pokolenia psów były tak żywione. Barf to pewnego rodzaju "nowinka" i mówienie, że to najzdrowszy sposób żywienia troszkę przypomina ten sam sposób rozumowania, jeśli chodzi o suche karmy ;)
Owszem, jakieś sto lat temu, może nawet mniej, psy jadały surowiznę. Kiedyś oglądałam pod tym kątem reprodukcje obrazów - głównie obrazów flamandzkich, włoskich, renesans, barok - wiecie - te sceny rodzajowe, flamandzkie kuchnie, martwa natura z upolowaną zwierzyną itp. Psy barfują na tych obrazach aż miło :D Tylko nie oszukujmy się - wtedy, jak któryś miał niestrawność, to albo przeżył, albo nie. Krótka piłka, zero kroplówek. Mówcie co chcecie - materiał genetyczny trochę się w ten sposób selekcjonuje i można różnie trafić.
Wszystkie psy w mojej rodzinie - moich rodziców, dziadków, kuzynów a nawet ludzi, u których zdarzało mi się wynajmować stancje na studiach :) jadły gotowane. I te akurat psy dożyły w zdrowiu sędziwego wieku. I nie podejrzewam, żeby ktoś coś suplementował.
Ja tam juz jakiś czas temu w sprawie żywienia wrzuciłam na luz - jak się nie lata do weta, to znaczy że jest dobrze. A w ostatecznym rozrachunku od genów i tak się nie ucieknie.

Posted

filodendron napisał(a):
No ale pisałaś, że Bazyl nabiału nie zje? Mój też z tych wybrednych - wszystko trzeba przemycać w mielonym mięsie/podrobach, no może poza warzywami z rosołu, ale to nie barf ;) Za to białego sera czy jogurtu nie da się przemycić w żaden sposób - wystarczy jedna łyżka twarogu na miskę mielonego mięsa i finito - zostawi nie zjedzone.
Muszę popytać o ten rarytas piasecki (dla nas, nie dla psa).

wiesz co - minęło mu - i to nie przez to, ze polubil, o nie! raczej pzrez "zazdrość" miskową, bo jak był sam jeden to jadł i wybieral to co chciał z miski, potem pojawila się Pirania (niecałe 3 lata temu) a w Bazylu zaczęła się ewolucja, ale o dość łagodnym przebiegu), ale ja nadal nie pdawałam mu nabiału, bo pzrecież nie jadł tego. Teraz jak jest z nami ich syn Panbazyl, czyli są 3 psy - Bazyl zapomina co zjada, byle zjeść - nawet twaróżek, skóry z arbuza, cokolwiek. Ilośc psów wyleczyła go z grymaszenia, za to po zjedzeniu swojej porcji psy robią wymianę misek i wylizują michę drugiego i trzeciego psa.
I wiesz co - dopiero teraz spostrzeglam, zę on zjada maslankę, twaróg i inne do tej pory niejadalne rzeczy - serio.... :) przecież wszystkim psom daję identyczne porcje o takim samym skladzie, tylko inne wagowo.

Posted

betty_labrador napisał(a):

jakie jeszcze rosliny zielone proponujecie?

Ja tam naci z pietruchy nie żałuję. I kiełki - słonecznika, lucerny.
Podobno pokrzywa jest fajna, ale trochę boję się zbierać taką z trawnika - trzeba by mieć jakieś "ekologiczne miejsce". Sypię czasem suszoną, z Herbapolu - myślę, że skoro można z pożytkiem dla psa dać świeżą to i suszona nie zaszkodzi.
Młodą cukinię często daję - ale nie wiem, czy to się zalicza do zielonych czy żółtych :)
Dziś akurat na kolację była ryba ze szpinakiem - ale tego szpinaku to nie daję zbyt dużo

Posted

[B]filodendron[B] to zapraszam do mnie - mam tak kilka arów ekologicznych pokrzyw :) co wyrwę jedne to mi wyrastaja kolejne... możesz narobić zapasó co najmniej na kilka lat :) do tej pory tak wyrywałam i na kompost szły a teraz pomyśle o nich bardziej pozytywnie - że się nadają do psiej michy :) sama kiedyś też jadłam kanapke z pokrzywami, wspominam to jako raczej specyficzne doznanie kulinarne, ale psom pewnie posmakuje (dziś zjadly papkę z dośc solidną ilością koperku - oczywiście z mojego mini-ogródka, bo po tych info o bakteriach na ogórkach ograniczam maksymalnie kupowanie czegokolwiek obcego)

Posted

Panbazyl, tylko nie zapomnij sparzyć tych pokrzyw przed podaniem :D
Ja się też zastanawiam nad innym zielskiem - teoretycznie mniszek lekarski na przykład (robi się z niego sałatki dla ludzi), albo krwawnik czy przywrotnik - dobre ziołka a że wszędzie ich pełno, to zasadniczo, w warunkach naturalnych, z pewnością znajdują się w żołądkach tych biednych upolowanych ofiar ;)

Posted

e, to one raczej będą o tym pamiętać aby mnie sparzyć, i to dokładnie :)
a ja z "mleczu" (czyli z mniszka) zrobiłam kiedyś super wino, oj pychota - z samych płatków, tych żółtych tylko.

na pewno psy jedzą perz - moje wręcz się pasą jak krowy (wczoraj to już myślałam, ze robią to z głodu, bo miały dzień postny)
jest jeszcze taki jeden "chwast" jak lebioda, łoboda czy jak tam się w różnych terenach na to mówi - to też podam swoim, jak ja kiedyś jadłam (tyle, ze gotowane) to psom chyba nie zaszkodzi.

Posted

Zajrzałam do zielnika w sprawie tego perzu i proszę - wkłada się go do psich legowisk, bo chroni przed pchłami i innym robactwem. Ciekawe, czy od wewnątrz też? :D
A poza tym to ziółko przeciwdziałające stłuszczeniu wątroby i stosowany jest w leczeniu chorób układu moczowego, ale nie wiem, czy u psów ;)
I ciekawostka - mąkę z kłącza perzu dodaje się do pumpernikla, a kiedyś, w czasach głodu, dodawano ją do mąki z ktorej wypiekano normalny chleb, żeby było go więcej. Nie wiedziałam. Mądre te Twoje pieski i samowystarczalne - nie dałaś jeść, to się poszły perzu nawtykać. Znaczy jadalny jest jak najbardziej :)
A lebiody nie mam w zielniku, tylko lebiodkę - może to to samo.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...