Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Bonsai napisał(a):
A ja połasiłam się i kupiłam psu królika. Strasznie drogie (20zł/kg), ale co tam - niech ma prezent na święta. ;) Bardzo, bardzo mu smakowało, a kupki idealne. Szkoda tylko, że tak drogo.... W rzeźniku, gdzie kupiłam ten rarytas były też przepiórki, jagnięcina, baranina, a w lutym będzie też sarna, dzik. Ceny niestety z kosmosu (40zł/kg). Czy orientujecie się, czy to normalne ceny? Już mi się nudzi podawanie wiecznie krowy, indyka i kury.


Też marzyłam o króliku, ale jednak cena :roll: Może gdzieś jakieś kości ktoś sprzedaje :razz:
Gdzie takie cuda jak przepiórki są :crazyeye: Z tego co się orientuję, to takie są ceny za te rarytasy - właściwie to to jest jeszcze tanio.
Też bym chciała zdobyć coś super - nutrię, królika, baraninę... Nie wie ktoś gdzie w Wawie takie wspaniałości są :cool3: Oczywiście nie w jakichś kosmicznych cenach :roll:

Posted

ladybird, jeśli nie przeszkadza Ci cena 21,50 zł za królika to mogę Ci jutro kupić i w Nowym Roku się spotkamy i Ci podam. Przepióreczki chyba 41 zł / kg - ręki nie dam uciąć, ale mnie zwaliło z nóg. ;)
Sarna będzie chyba za 48zł/kg. :razz:

Posted

Bonsai napisał(a):
ladybird, jeśli nie przeszkadza Ci cena 21,50 zł za królika to mogę Ci jutro kupić i w Nowym Roku się spotkamy i Ci podam. Przepióreczki chyba 41 zł / kg - ręki nie dam uciąć, ale mnie zwaliło z nóg. ;)
Sarna będzie chyba za 48zł/kg. :razz:


takie są ceny rzeczywiście, a od stycznia mają iść jeszcze w góre

Posted

HA, a ja dzisiaj idę po trochę mięska dla młodej. Jestem ciekawa jak tym razem Birma zniesie przestawianie - za pierwszym razem była bez najmniejszych problemów....

Swoją drogą to rodzinkę mam lekko dziwną. Jak wczoraj poinformowałam mojego ojca o planach żywieniowych młodej i stwierdziłam, że na suchej ma gorszą sierść [mocno przesuszoną, bardziej się plącze :(] usłyszałam, że to poważna sprawa i koniecznie trzeba coś z tym zrobić :D...
Ps. Nie, tam nie było ironii, tatuś naprawdę się przejął suchą sierścią od Birmy ;)

Posted

Ja poważnie zastanawiam się nad wykorzystaniem swojej działki i zahodowaniem królików, przynajmniej na lato :p

Nawet arcynaturalne źródło nadtrawionej papki roślinnej by było. Teoretycznie prawidła zootechniczne nakazują nie karmić królika 24 h przed ubojem, ale na potrzeby barfowe chyba można zrobić wręcz odwrotnie ;)

Posted

Martens napisał(a):
Ja poważnie zastanawiam się nad wykorzystaniem swojej działki i zahodowaniem królików, przynajmniej na lato :p

Nawet arcynaturalne źródło nadtrawionej papki roślinnej by było. Teoretycznie prawidła zootechniczne nakazują nie karmić królika 24 h przed ubojem, ale na potrzeby barfowe chyba można zrobić wręcz odwrotnie ;)

chcesz je zabijqac?
ja bym nie mgla ;/
najpier karmisz, glasczzesz a potem zabijasz i dajesz psu na obiad ;D
ble

wlasnie zaraz wyruszam w posuzkiwaniu zarcia dla suki i tego oleju

Posted

Gops jestem ciekawa co byś zrobiła nie mogąc kupować mięsa w sklepach...

Strasznie mnie wkurza takie zachowanie - jeść/kupować mięso zabite przez innych? Proszę bardzo... wyhodować [w warunkach często o wiele lepszych niż na farmach] i samemu ubić? Nigdy w życiu, ja bym tak nie mogła...

Posted

bonsai_88 napisał(a):
Gops jestem ciekawa co byś zrobiła nie mogąc kupować mięsa w sklepach...

Strasznie mnie wkurza takie zachowanie - jeść/kupować mięso zabite przez innych? Proszę bardzo... wyhodować [w warunkach często o wiele lepszych niż na farmach] i samemu ubić? Nigdy w życiu, ja bym tak nie mogła...

ja nie mowie ze to zle :)
to zalezy od czlowieka
ja poprostu bym nie mogla!
mam taki charakter i tyle
jesli ktos potrafi zabic takiego krolika a potem podac go psu samemu obrac z siersci itp itp poprcjowoac
to pewnie :)
zdrowsze takie swoje niz ze sklepu

Posted

Gops a co do tego ma porcjowanie itp? uwierz mi na słowo - to najmniejszy problem ;). Musiałam już robić sekcję zwłok [na studiach - podać przyczynę zgonu] i niewiele się to różni od zwykłego mięsa na obiad... no, może przez pierwsze 10 minut różnica jest, później wszystko jest tak pociachane, że się w tym jednej całości nie dopatrzysz [mówię o owcy, z królikiem to pewnie szybciej]. No, miałam wtedy jedno ułatwienie - owca już oskórowana była.

Posted

gops napisał(a):
chcesz je zabijqac?
ja bym nie mgla ;/
najpier karmisz, glasczzesz a potem zabijasz i dajesz psu na obiad ;D
ble


Ja powiem szczerze, że nie zabijam - wolę zostawić to osobie, która ma wprawę, zrobi to szybko i bez ceregieli, bo nie chcę przez swoje opory zadawać zwierzakowi cierpienia.
Ale już oprawić - bez problemu, ponieważ zwierzak jest martwy, nie czuje i to w zasadzie to samo co mam na talerzu na obiad, tylko jeszcze z futrem i nieupieczone :p
Do zwierzaków hodowanych użytkowo, przykładowo królików, nie przywiązuję się jak do tych domowych, chyba paradoks że mam królika mini w domu, którego bym nie zabiła ani nie zjadła, a równolegle na dzialce miałam duże króliki "jadalne"... Kwestia podejścia - tych ostatnich nie oswajam jakoś wybitnie, nie traktuję jak przyjaciół tylko zapewniam dobre warunki życia, jakie im się należą. I tak przeżywają mniejszy stres i ból niż dziki królik uciekający non stop przed drapieżnikami i ostatecznie rozszarpany przez lisa.
Gdybym miała możliwość, wszystkie zwierzęta zjadane przeze mnie i moje psy hodowałabym sama - miałabym pewność, że kura nie spędziła życia na powierzchni 30 cm kwadratowych oskubana do krwi przez inne kury, że ktoś nią nie rzucał dla zabawy przed zabiciem, że świnię ktoś dobrze ogłuszył przed wykrwawieniem, etc.

Posted

No ja się nie dziwię Gops, bo też bym nie mogła najpierw czegoś hodować a później to dać do zjedzenia innemu zwierzakowi... :roll: Wiem, że lekko to zalatuje hipokryzją, no ale co poradzić... Z tego powodu zrezygnowałam z planów na jaszczura, bo niektóre z nich powinny czasem dostawać np. mysie noworodki, echs.

W ogóle bardzo ciekawy ten wątek, jak miałam młodą u siebie to sobie podczytywałam i zaczęłyśmy nieśmiało pseudobarfowanie ;) ale teraz jest już w DS i wcina gotowane, czyli swoje ukochane żarcie :evil_lol: Swoją drogą, BARF wcale nie taki straszny jak go malują, zwłaszcza przy dość małym psie (Nina całe 5 kilo psa ;)).

Posted

Ja jak najbardziej rozumiem, że ktoś nie chce sam, nie może, etc...
Tylko dziwię się, kiedy jakaś osoba, "powiesiwszy psy" na kimś, kto hoduje i zabija zwierzęta na mięso, zadowolona idzie na kotleta schabowego, który na krzaku jednak nie urósł, tylko pochodzi ze świni, hodowanej w przemysłowych strasznych warunkach, tak samo o ile nie bardziej okrutnie i niedbale zabitej :p

Posted

Mi, powiem szczerze, wyobraźnia trochę podziałała, gdy porcjowałam królika. Miałam ładny korpus, ale jako że nie mogłam przyborami kuchennymi przeciąć kręgosłup, poszłam do piwnicy bo lepsze przyrządy. :razz: I ciachałam tego królika obok pomieszczenia gdzie przebywał mój Blanki, królik - też hodowlany, ale tylko z nazwy. ;) I mi się serce krajało, ale dałam radę i do mięsa króliczego absolutnie się nie zraziłam.

Ja podziwiam martens za jej podejście. Podchodząc do tego z rozsądkiem, to też bym bardzo chętnie zrobiła tak jak ona - miniferma królicza, pomysł moim zdaniem genialny. Ale ja bym nie potrafiła, jestem na to zbyt wrażliwa, niestety... Nie potrafiłabym ubić, a potem oskubać, a nikt tego za mnie nie zrobi. Mnie drgawki przechodziły, jak przy wygilijnym stole mama opowiadała jak zabijali z bratem karpia (no, ubiliśmy go, ale chyba coś poszło nie tak, bo się cały czas wił, ale chyba w końcu się udusił). Masakra...

Za to jak już będziesz miała taką farmę, to chętnie odkupię od Ciebie trochę mięska. :D Mogę się nawet teraz dołożyć do rozkręcenia interesu. ;

Posted

Ale gops nic "nie powiesiwszy" ;) jak dla mnie to ona tylko wyraziła zdumienie, że będziesz sama się zajmować ubojem królików i napisała, że ona by nie dała rady. Później napisałaś, że ubijać nie będziesz, bo od brudnej roboty będziesz mieć ludzi ;) Ja rozumiem, bo sama bym się nie podjęła uśmiercania, jeśli już bym miała mieć psy i karmić je zwierzętami hodowanymi przeze mnie (no nie wiem, kurami, królikami czy nawet np. kozami w przypadku większej ilości psów) też bym pewni 'wynajmowała' kogoś do uboju.

Swoją drogą, karpi podobno teraz nie można zabijać samemu w domu - to tak w ramach ciekawostki.

Posted

evl napisał(a):
Swoją drogą, karpi podobno teraz nie można zabijać samemu w domu - to tak w ramach ciekawostki.

Ja się wychowywałam w czasach, gdy karpie przez trzy dni przed wigilią zajmowały jedyną w domu wannę, bo w samą wigilię kupienie karpia było absolutną niemożliwością :) Z powodu trzech dni posiadania takiego domowego zwierzątka, rolę kata zawsze przyjmował na siebie sąsiad - mój ojciec nie był w stanie.

Posted

Bonsai napisał(a):
Miałam ładny korpus, ale jako że nie mogłam przyborami kuchennymi przeciąć kręgosłup, poszłam do piwnicy bo lepsze przyrządy. :razz:


Na przyszłość rada - takie twarde gnaty, podobnie dłuższe kości karkowe ze świnki, czy szyje indycze, lepiej najpierw złapmać, przykładowo na kancie szafki wygiąć, niż się z nożem mordować ;)

Bonsai napisał(a):
Mnie drgawki przechodziły, jak przy wygilijnym stole mama opowiadała jak zabijali z bratem karpia (no, ubiliśmy go, ale chyba coś poszło nie tak, bo się cały czas wił, ale chyba w końcu się udusił). Masakra...


Ja też mam traumę... Po tym jak jeden jedyny raz w moim domu był żywy karp na święta - i mój ojciec-wrażliwiec musiał go ubić, bo nikt inny nie chciał :roll:
Karp wiergał się okrutnie, mordowanie trwało długo, a ja mało nie puściłam pawia na to wszystko...
Teraz mam uraz do karpi w ogóle, i do zabijania zwierzat przez osoby, które się do tego nie nadają, i w moim domu nigdy nie będzie karpia na święta, raz ze względu na ich cierpienie przy transporcie i sprzedaży żywych, dwa bo jest po prostu niesmaczny ;)

Bonsai napisał(a):
Za to jak już będziesz miała taką farmę, to chętnie odkupię od Ciebie trochę mięska. :D Mogę się nawet teraz dołożyć do rozkręcenia interesu. ;


Całkiem poważnie myślę o takim interesie za 2 lata po studiach ;)
Więc jak będą barfowicze z mazowsza chętni przykładowo na króliczyznę, to nie wiem, czy nie będą oni moimi głównymi klientami :cool3:
Jakoś zauważyłam, że wśród ludzi królicze mięso nie cieszy się powodzeniam (sama jakoś wybitnie nie przepadam), za to barfiarzy, zwłaszcza z psami alergikami, wielu by było zainteresowanych.

evl, ja nic nie napisałam jakoś uszczypliwie bezpośrednio do gops, tylko że dziwi mnie taka postawa jaką opisałam ;)

Posted

Martens napisał(a):
Więc jak będą barfowicze z mazowsza chętni przykładowo na króliczyznę, to nie wiem, czy nie będą oni moimi głównymi klientami :cool3:
Jakoś zauważyłam, że wśród ludzi królicze mięso nie cieszy się powodzeniam (sama jakoś wybitnie nie przepadam), za to barfiarzy, zwłaszcza z psami alergikami, wielu by było zainteresowanych.

10 lat temu gdy moja córka miała poważną alergię pokarmową to góry przenosiłam, żeby zdobyć królika. Teraz też choruje sporo dzieciaków, myślę że klientów Ci nie zabraknie.
***
A ja ma siekierę do rąbania kręgosłupów. Pies się już pozytywnie uwarunkował na jej widok ;)

Posted

ale wymiane zdan zaczelam ;D
jakbym nie musiala sama zabijac np tych krolikow i nie musialabym na nie patrzec ani ich karmic tylko ktos by to robil za mnie to tez bym wolaal takiego sprawdzonego ,a nie jakiegos z niewiadomego zrodla
kotlet na talerzu to co innego ,ja tego nie zabilam ani nie akrmilam ani nie glaskalam :)
tylko o to mi chodzi

Posted

filodendron napisał(a):
10 lat temu gdy moja córka miała poważną alergię pokarmową to góry przenosiłam, żeby zdobyć królika. Teraz też choruje sporo dzieciaków, myślę że klientów Ci nie zabraknie.
***
A ja ma siekierę do rąbania kręgosłupów. Pies się już pozytywnie uwarunkował na jej widok ;)


Też mam siekierę, psy uwielbiają kiedy ją wyciągam, tylko goście czasem dziwnie patrzą, jak widzą taki topór na mikrofalówce... :evil_lol:

O tych królikach to miło slyszeć, bo ja tak ogólnie słyszałam od ludzi, że się nie opłaca, że nie ma chętnych...

Posted

Martens widzę, że mamy podobne plany - jak uda mi się kawałek gruntu dorwać to chce mieć własne mięso - drób [nie tylko kury], króliki i koźlęcine. Ale fakt faktem - cieszy mnie fakt, że mój facet nic złego w ubijaniu zwierząt nie widzi - królik czy drób to dla mnie nie problem, ale koza już większy... Do końca i tak mnie to z ubijania nie zwolni, bo tam pomoc 2 osoby bardzo wskazana...

A o siekierze marzyłam dzisiaj, jak kurę dla Birmy rozdzielałam... niby zwykłym tasakiem się da, ale byłoby łatwiej.

Posted

Martens napisał(a):
Na przyszłość rada - takie twarde gnaty, podobnie dłuższe kości karkowe ze świnki, czy szyje indycze, lepiej najpierw złapmać, przykładowo na kancie szafki wygiąć, niż się z nożem mordować ;)

Szyje indycze czy korpusy z kurczaka zawsze tak łamię, niestety z królikiem miałam już problem - raz, że to było chyba twardsze, to dwa - musiałam podzielić porcję na trzy części, anie na dwie, a to jeszcze bardziej utrudniało kontrolowane łamanie. ;)


Teraz mam uraz do karpi w ogóle, i do zabijania zwierzat przez osoby, które się do tego nie nadają, i w moim domu nigdy nie będzie karpia na święta, raz ze względu na ich cierpienie przy transporcie i sprzedaży żywych, dwa bo jest po prostu niesmaczny ;)

Ja też najchętniej bym podziękowała karpiowi w Wigilię. Niestety jeszcze jestem związana rodzinną Wigilią i to nie ode mnie zależy - ale w przyszłosci chciałabym z tej potrawy zrezygnować, dokładnie z tych samych powodów, co Ty. :)


Całkiem poważnie myślę o takim interesie za 2 lata po studiach ;)
Więc jak będą barfowicze z mazowsza chętni przykładowo na króliczyznę, to nie wiem, czy nie będą oni moimi głównymi klientami :cool3:

Wystarczy dobra reklama, a nie opędzisz się od klientów - mówię serio. :razz: ;)

Posted

Birma właśnie zjadła pierwsza od długiego czasu szyję indyczą [udało mi się trafić na taką leciutko podeschniętą - macie racje, to wygląda zupełnie inaczej niż z lodówki] i trochę ciapy. Wiem, że raczej sie mieszać nie powinno, ale musiałam dac jej odrobinkę na spróbowanie żeby wiedzieć czy podrobów nie za dużo [jaśnie pani je wszystko z plastikiem włącznie... po za podrobami].
Młoda powrotem do Barfu zachwycona jak zobaczyła, że mięso niosę to sama otworzyła łazienkę i poleciała do wanny :D

Posted

[quote name='bonsai_88']Martens widzę, że mamy podobne plany - jak uda mi się kawałek gruntu dorwać to chce mieć własne mięso - drób [nie tylko kury], króliki i koźlęcine. królik czy drób to dla mnie nie problem, ale koza już większy... .
Najlepiej zaprzyjaźnić się z myśliwym - to najbardziej humanitarne wyjście (dla kozy przeznaczonej do zamrażalnika oczywiscie).
U mnie są już kozy, kaczki i kury - zastanawiam się na królikami...
A propos kaczek- jajka są świetne dla psów ( i nie tylko- babki pieczone na wielkanoc ,na kaczych jajkach i kozim mleczku są tak pachnące i pomaranczowe...mmm... ;) )

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...