motyleqq Posted August 26, 2011 Posted August 26, 2011 a wracając do życia na wsi... to jest znacznie gorsze, bo nawet nie możesz wezwać SM gdy coś się dzieje, a policja ma to w nosie. już widzę patrol przyjeżdżający, gdy dzwonię bo nie mogę przejść przez jakiegoś agresora ;) dlatego nie lubię wsi, mój pies też nie bardzo i wolimy Warszawę. zresztą, praktycznie nie mamy jakoś problemów z psami... może dlatego, że podchodzę do wielu spraw bardzo ugodowo. a co do przepisu psami na łańcuchach, nie wierzę, by cokolwiek zmienił. wydaje mi się, że ci ludzie po prostu nie wiedzą, że dla psa to jest krzywda, a martwy przepis niewiele osób przerazi, bo jak udowodnić ile godzin ten pies tam siedzi? sąsiedzi moich rodziców mają psa na łańcuchu, jest naprawdę spory... RAZ facet próbował go spuścić i wyprowadzić, skończyło się przeciągnięciem sąsiada po podwórku na smyczy. oczywiście mój ojciec z całego serca psa nie znosi, bo biedny pies znudzony non stop szczeka. czy kogoś to interesuje? to są po prostu ludzie bez wyobraźni, mimo, że zginęło im pod kołami kilka kotów, to ciągle puszczają swoją szóstkę, w tym 3 kocięta, zupełnie luzem i łażą gdzie chcą... Quote
Avaloth Posted August 26, 2011 Posted August 26, 2011 Sheltii napisał(a):zmierzchnica, ciekawa taktyka :) ale czasem komentarz aż sam leci :) A z takich nieco interesujących poglądów... to może zarzucę dzisiejszą rozmową ze znajomym. - Fajny pies, jaka to rasa? - Kundel - Tak? Jak na kundla to duży - :roll: do kolana sięga w kłębie... ;) poza tym, dziwne to stwierdzenie "jak na kundla" :D Też się już kiedyś spotkałam z tym, koleżanka siostry usilnie mi wmawiała że jej pies musi być rasowy bo jest duży (mniej więcej wielkości ONa), a przecież kundle tylko małe mogą być. Quote
Ola164 Posted August 26, 2011 Posted August 26, 2011 Ja raz miałam taką sytuacje że była u nas jakaś dalsza rodzina i rozmowa wygladała mniej wecej tak: - Jaka to rasa? (wskazują na kore, kundel po kolano, krótkowłosa, brązowa) - Kundel. - A to? (tym razem na Twardziela (spory, długowłosy, czarny podpalany) - Też kundel. - To niemożliwe że są tej samej rasy... Niewiedza bywa powalająca. Quote
Litterka Posted August 26, 2011 Posted August 26, 2011 Hahahahaha, fajne! :cool3::cool3::cool3: Quote
bouvcia Posted August 26, 2011 Posted August 26, 2011 Ładne, ładne. :D A ja nie mam aż tak złych wspomnień ze wsi jak wy. Wychowałam się w "miejskim gospodarstwie" moich dziadków, którzy nie byli prawdziwymi rolnikami, tylko hodowali a to kilka owieczek, a to jakąś krowę ot tak, dla przyjemności. Udało im się na emeryturę czmychnąć z miasta i korzystali. Miejscowi patrzyli na nich trochę jak na dziwaków - w latach 70. mało kto uciekał z miasta na wieś to i nie byli przyzwyczajeni. Podśmiewali się trochę z dziadka, że z kozami gada, że psa nie trzyma na łańcuchu, tylko z wnuczkami po ogrodzie puszcza... ale gdy zauważyli, jak bardzo ten pies - wychowany z nami - nas bronił w razie potrzeby, jak nas kochał, gdy nie sprawdziły się przepowiednie, że "wcale ostry nie będzie i się do niczego nie nada", po prostu przestali. Potem jeszcze odwiedzałam tę wieś i okolice z moimi psami i poza kilkoma sytuacjami, gdy jakieś małe pieski wybiegły do nas z jednego czy drugiego obejścia z wielkim jazgotem, nie było problemów. A bouvier wzbudzał nie tylko respekt (i sensację - chyba niektórzy myśleli, że z owcą na smyczy spaceruję), ale raz zachwycił sąsiada, gdy mu krowy pokazowo przegonił przez całe pastwisko. :D Quote
Sheltii Posted August 26, 2011 Posted August 26, 2011 Ja suczydła przed takimi jazgotami muszę bronić :D Bo ona się nie odgryza natrętom, przynajmniej do tej pory. Quote
Martens Posted August 26, 2011 Posted August 26, 2011 A bo wsie są różne, im bogatsze tym zwykle lepiej się powodzi psom i jest bezpieczniej. Jak jestem gdzieś na wiosce pod samą W-wą to prawie wszędzie solidne ogrodzenia, na wielu podwórkach zadbane rasowe psy - a u mnie, na północnym krańcu Mazowsza, prawie na Mazurach biedniejsze wsie wyglądają zupełnie inaczej, często jeszcze drewniane chałupki, porządne ogrodzenie przy nielicznych obejściach, zwykle tylko jakaś prowizorka koło domu - i wielki kundel na łańcuchu plus biegające luzem, wychodzące na drogę pimpki. Są wyjątki, ale tak jak piszę, to wyjątki, a nie np. połowa podwórek. Quote
Naklejka Posted August 26, 2011 Posted August 26, 2011 Na wsiach bywa okropnie... moja ciotka ma 5 psów wszystkie na łańcuchach, do jedzenia dostają resztki z obiadu... Jeden czasem luzem pobiega, reszta to agresory, od szczeniaka na łańcuchu, ogrodzenie jest, ale byle jakie... Kiedyś ojciec mi opowiadał, że jak bywał na wsi to pies był na łańcuchu, ale w nocy zawsze był spuszczany.... ( a kiedy to było, może więcej jak 3lat temu :evil_lol:) Po raz kolejny ktoś mi mówił, że mam bernardyna.... Quote
Martens Posted August 26, 2011 Posted August 26, 2011 Moja przyjaciółka kupowała dziś dla swojego goldena 2 opakowania eltroxinu - pies bierze go na stałe na niedoczynność tarczycy. Psy mają spore dawkowanie; dla ludzi jest to zwykle coś koło 1 tabletki 100 ug dziennie, dla psa wielkości goldena razy 6... Baba w aptece miała tylko 1 opakowanie i... nie chciała dać odpisu z recepty, żeby koleżanka mogła przyjść po drugie :crazyeye: "bo przecież setka to na długo starczy i nie będzie jej potrzebne drugie opakowanie" :roll: Kumpela się wkurzyła i mówi, że pies bierze to na stałe, i ma wypisane 2 i ona chce 2, albo 1 i odpis. A aptekarka: - To będzie się pani chciało po to drugie wracać? :mdleje: Z tyroksyną dla swojej suki sama miałam niezłe jaja, baba w aptece kiedyś odmówiła mi sprzedaży 2 opakowań (miałam receptę z sggw z wypisanymi dwoma), "bo oni po dwa nie mogą sprzedawać tylko po jednym" :razz: o dziwo w innej aptece już nie mieli takiego wymogu. Że nie wspomnę o tym, kiedy nie mogąc jeździć co 3 tygodnie do W-wy po receptę tam gdzie pies był diagnozowany, szukałam weta u siebie na miejscu i wszyscy po kolei albo mówili mi, że nie wypisują ludzkich leków, bo musieliby się z tego specjalnie rozliczać :razz: albo mówili żebym sobie pojechała tam gdzie pies jest prowadzony, albo w ogóle patrzyli na mnie, jakbym była jakąś lekomanką, która próbuje wycyganić receptę i się narkotyzować tą cholerną tyroksyną :roll: Próbowałam zdobyć na sggw zaświadczenie, że mój pies ma niedoczynność i naprawdę ma taką a nie inną dawkę, i bierze Eltroxin, ale weci w W-wie w ogóle nie rozumieli jak może być problem z dostaniem recepty na taki drobiazg i też zaczęli na mnie dziwnie patrzeć :wallbash: Po recepty jeżdżę więc na wieś 7 km do jedynego ogarniętego weta w pobliżu, koleżanka też... Ale jak widać nawet w aptece robią problemy :roll: Quote
kavala Posted August 28, 2011 Posted August 28, 2011 Naklejka napisał(a):Na wsiach bywa okropnie... moja ciotka ma 5 psów wszystkie na łańcuchach, do jedzenia dostają resztki z obiadu... Jeden czasem luzem pobiega, reszta to agresory, od szczeniaka na łańcuchu, Ja się zawsze zastanawiam, po co ludziom te psy. Może mnie ktoś oświeci, bo po prostu nie mogę zrozumieć. Pięć psów na łańcuchu, pięć razy więcej gówien do sprzątania, pięć razy więcej jedzenia niż dla jednego, pięć razy więcej kasy na szczepienie przeciwko wściekliźnie (mam nadzieję, że szczepią, choć pewna nie jestem), i w końcu - pięć razy więcej psów się męczy... jeśli ten ostatni powód do ludzi nie przemawia, do dlaczego choć z oszczędności nie zdecydują się męczyć tylko jednego psa? Nie rozumiem. :shake: Quote
Naklejka Posted August 28, 2011 Posted August 28, 2011 Żeby pilnowały.... :roll: A nawet nie wiem czy szczepione, to takie zadupie.... Tam wszystkie psy są na łańcuchach... Ale ich mentalność mnie rozwala, byłam tam raz, bo to daleko, i póki co nie śpieszy mi się tam znowu jechać.... Quote
kalyna Posted August 28, 2011 Posted August 28, 2011 ja mam rodzinę na wsi i oni dają psu jeść paszę :crazyeye::crazyeye: i pytają się mnie dlaczego pies własne odchody je, aż ciocia z litości dała mu surowe jajko, a on nie zjadł i więcej tracić nie będzie :shake::shake: a jak ja powiedziałam, że moje surowe jedzą to powiedzieli, że jakiś dziwoląg jestem nie z tego świata. Ale fakt codziennie psy są spuszczane i na polach się mogą wybiegać, jak krowy wyprowadzają.. A mają jakiegoś psa w typie ONka i jak wysłałam zdjęcia mojej Sonii to oczy im pewnie zbielały :D i jak pies chory to weta nie wołają, ale jak z krową coś się dzieje to telefon od razu.. Quote
Sheltii Posted August 28, 2011 Posted August 28, 2011 Mieszkam na wsi, u mnie część osób jest w kwestii posiadania psa "ucywilizowana". Wczoraj przyjechała moja chrzestna (w małym mieście mieszka) i mnie pyta: jak ty mogłaś jej to zrobić? Chodzi oczywiście o sterylizację Gerdy. Bo przecież pies musi się wyżyć! Ja tłumaczę, że musi się wyżyć, jeśli ma czym (brutalne, ale prawdziwe), a jeśli ma te narządy wycięte, to popędu seksualnego nie odczuwa. I że wystarczy przejść się do schroniska, albo poczytać (ba! to się wszędzie dzieje, wystarczy na wsi popytać...) o tym w jakich warunkach suki rodzą i wychowują, jak szczeniaki są zabijane, to sterylka jest naprawdę najlepsza na zapobieganie bezdomności. Ale chyba ciotka nadal się nie przekonała. Wracając do wsi, jeżdżę parę razy w roku do babci. Jest z tego samego miasta co ciocia. Moja babcia ma podwórko na wsi (parę km od jej miejsca zamieszkania) i tam psa na łańcuchu (ok 3 metrowym). Ale nie jest to przykład klasycznego, ujadającego burka... psiak młody, wesoły, jest zawsze spuszczany gdy oni tam są. Ma normalną budę, pewnie będzie miał też na zimę słomę (w każdym razie zadbam o to). Przede wszystkim: kontakt z właścicielem nie ogranicza się do wsypania do miski jedzenia! Nie trzeba mieć wielu pieniędzy, by choć trochę zająć się zwierzakiem. Syn mojej babci jest tam codziennie i spuszcza psa, a inni sąsiedzi mieszkają tam cały czas. Ich psy są non stop uwiązane. Się rozpisałam :) Quote
Patyś_ Posted August 29, 2011 Posted August 29, 2011 ja w sobotę miałam niezłe spotkanie autobusowe :) Gdańsk sobota, wracamy rano z psami do domu. Moja sucz na smyczy , cavalierek kuzynki również. Claviś ma to do siebie, że kiedy widzi dzieci , strasznie sie cieszy i też ciągnie do nich. Za chwilę miałyśmy wysiadać, więc kuzynka psiaka ściagneła, a ten rwał nadal niesamowicie. Drzwi się otowieraja wysiadamy, psiak sie uspokojaa w sekunde, ale w tym momencie podchodzi do nas staruszka i mowi: - Ten pies powinien mieć szeleczki!! A nie obroże!! Jak pies chodzi na obroży to potem nie ma węchu!! - zrobiłysmy obie wielkie oczy, mi aż szczęka opadła. - Tak, tacy ludzie jak wy nie powinni miec psów! Bo im krzywdę robicie! ! Ja wiem! Ja tyle psów miałam to ja wiem. - Może nie grzecznie, ale nie wytrzymałąm. Buchnełam takim wesołym śmiechem, i jak najszybciej zmyłyśmy się z miejsca zamieszania. Tak jak kilku gapiów i moja kuzynka. I w ten sposob dowiaduje sie , że większość z nas to bardzo bardzo źli właściciele psów :) W obrożach na spacery je prowadzamy :D Quote
Sheltii Posted August 29, 2011 Posted August 29, 2011 Faktycznie lepsze byłyby szelki, skoro czasem ciągnie. Ale argument o węchu powala :) :) Quote
Guest papillonek Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 Dzisiaj rano szło małżeństwo z jamniczką (oczywiście bez smyczy). Wszystko byłoby dobrze,gdyby jamniczka nie zaczęła się rzucać ,skakać i gryźć próbując dosięgnąć mojej suczy która już dawno była u mnie na rękach.Kobieta zaczęła krzyczeć,,Gdzie masz smycz?brałeś dla niej smycz?''na co mężczyzna się wkurzył złapał jamniczkę za skórę z pytaniem:,,Co to miało być?" i dał jej kopa prosto do klatki schodowej :roll: Wszystkiemu winna była oczywiście biedna jamniczka,której skowyczenie z klatki schodowej słychać było jeszcze dobre kilka metrów.Nic nie powiedziałam ,bo facet sporo starszy ode mnie i nie bardzo wiedziałam co powiedzieć,a TEJ jamniczki na smyczy jeszcze nigdy nie spotkałam... Quote
bouvcia Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 kavala napisał(a):Ja się zawsze zastanawiam, po co ludziom te psy. Może mnie ktoś oświeci, bo po prostu nie mogę zrozumieć. Pięć psów na łańcuchu, pięć razy więcej gówien do sprzątania, pięć razy więcej jedzenia niż dla jednego, pięć razy więcej kasy na szczepienie przeciwko wściekliźnie (mam nadzieję, że szczepią, choć pewna nie jestem), i w końcu - pięć razy więcej psów się męczy... jeśli ten ostatni powód do ludzi nie przemawia, do dlaczego choć z oszczędności nie zdecydują się męczyć tylko jednego psa? Nie rozumiem. :shake:Tradycja taka. Na wsiach raczej nikt nie przejmuje się tym, że psy się mnożą bez przerwy (koty też), a że się przydają, to się je trzyma. Pilnują terenu (ujadają), odstraszają złodziei (teoretycznie) no i po prostu psy na wsi zawsze były i trudno ludziom pewnie sobie wyobrazić gospodarstwo bez psa. Z drugiej strony, jakoś nie ma u nas tradycji hodowania zwierząt naprawdę pasterskich (paść tez coraz rzadziej jest co) czy innych naprawdę użytkowych. Ale tradycja każe to i psy są. A co do wydatków i oszczędności, to psy karmione są zwykle resztkami albo puszczane na noc, by same sobie coś znalazły do żarcia. Sprzątanie.... tam, gdzie są krowy, świnie czy kury, sprzątnięcie po paru nawet psach, to pryszcz. I tak się to kręci, czy nam się podoba czy nie. Quote
Trop2011 Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 Powiem wam szczerze, że moja babcia i dziadek mieszkają na wsi. Mają trzy psy. Dwa biegają wolno po podwórku, a jednej jest w kojcu, ale tylko dlatego, że uciekał i biegał po lasach i się po prostu o niego martwili. Karmią je gotowanym jedzeniem jak i również resztkami z obiadu, ale wyglądają lepiej niż nie jeden pies na Orjenie. To nie prawda, że wszyscy na wsiach mają psy na łańcuchach, bo na wsi u mojej babci tylko nieliczni maja psy na łańcuchach. Karmienie resztkami z obiadu nie jest złe jeśli nie jest to tylko jeden ziemniak, a więcej jedzenia. Natomiast co do łańcuchów mam takie zdanie, że powinno się na nich trzymać ludzi, którzy traktują tak psy. Quote
Tusia&NN Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 kavala napisał(a):Ja się zawsze zastanawiam, po co ludziom te psy. Może mnie ktoś oświeci, bo po prostu nie mogę zrozumieć. Pięć psów na łańcuchu, pięć razy więcej gówien do sprzątania, pięć razy więcej jedzenia niż dla jednego, pięć razy więcej kasy na szczepienie przeciwko wściekliźnie (mam nadzieję, że szczepią, choć pewna nie jestem), i w końcu - pięć razy więcej psów się męczy... jeśli ten ostatni powód do ludzi nie przemawia, do dlaczego choć z oszczędności nie zdecydują się męczyć tylko jednego psa? Nie rozumiem. :shake: Ja też tego nie rozumiem. Niby pies ma pilnować - ale czego? Swojego łańcucha? Przecież w większości psy są z daleka od wejścia do domu, stodoły czy czego tam jeszcze :/ to niby jak mają np. zaatakować złodzieja? No chyba że łańcuchy mają taką opcję, że jak przychodzi złodziej, to się odpinają od obroży... :/ Quote
Sheltii Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 Warto dodać, że takie sfrustrowane i niewybiegane psy cały czas jazgoczą, także nie wiem jak to odróżnić od prawdziwego zagrożenia. Quote
kavala Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 Trop2011 napisał(a):Powiem wam szczerze, że moja babcia i dziadek mieszkają na wsi. Mają trzy psy. Dwa biegają wolno po podwórku, a jednej jest w kojcu, ale tylko dlatego, że uciekał i biegał po lasach i się po prostu o niego martwili. Karmią je gotowanym jedzeniem jak i również resztkami z obiadu, ale wyglądają lepiej niż nie jeden pies na Orjenie. To nie prawda, że wszyscy na wsiach mają psy na łańcuchach, bo na wsi u mojej babci tylko nieliczni maja psy na łańcuchach. Karmienie resztkami z obiadu nie jest złe jeśli nie jest to tylko jeden ziemniak, a więcej jedzenia. Natomiast co do łańcuchów mam takie zdanie, że powinno się na nich trzymać ludzi, którzy traktują tak psy. Kojec czasami wcale nie jest lepszy od łańcucha. Moi sąsiedzi mają psa w kojcu, 2m na 2m może. Mimo, że mają wielki ogród, pies nigdy z tego kojca nie wychodzi, bo obsikuje krzewy. kontakt z człowiekiem? Raz dziennie mu sąsiadka żarcie daje, nawet kojca nie otwiera, tylko pod ogrodzenie wsuwa i odchodzi. Pies ma dożywotnie więzienie, w dodatku w samotności :( Tusia&NN napisał(a):Ja też tego nie rozumiem. Niby pies ma pilnować - ale czego? Swojego łańcucha? Przecież w większości psy są z daleka od wejścia do domu, stodoły czy czego tam jeszcze :/ to niby jak mają np. zaatakować złodzieja? No chyba że łańcuchy mają taką opcję, że jak przychodzi złodziej, to się odpinają od obroży... :/ Jako stróż to taniej i efektywniej wyszedł by elektryczny alarm :/ Quote
dagg Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 Problemem jest też to, że ludzie na wsi, którzy nie mają zamiaru wydawać pieniędzy na sterylizację, biorą sobie suczki. Moi jedni sąsiedzi mają ponad roczną suczkę, której nie upilnowali i właśnie ma szczeniaki. Maluchów było 10. 8 utopili. Wcześniej coś wspominali o sterylizacji, ja podsuwałam im nr tel do organizacji, która ma program darmowej sterylizacji wiejskich suczek. Może teraz wreszcie się zmobilizują... Inni sąsiedzi mają malutką suczkę, która ma na dzień dzisiejszy ok. 10 miesięcy i spodziewa się szczeniaków. Ci ledwo wiażą koniec z końcem, więc zapewne nigdy nie będzie ich stać na jej sterylizację czy zastrzyki... najlepsze jest to, że wzięli ja razem z bratem, który teraz jest jeszcze zbyt młody, ale w przyszłości to z pewnością on będzie ją krył... już sobie wyobrażam te upośledzone szczeniaki... które i tak z pewnością będą topione zaraz po urodzeniu. I to, że na wsi pies ma być "zły". Najlepiej taki zły, żeby potem gryzł i własnego właściciela... Quote
ewunian Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 Jam mieszkanka wsi, którą dziś zwyzywano od kundelmamy (podziękowałam :D ) - bo powiedziałam sąsiadowi (niezbyt lubianemu w "naszym" społeczeństwie) wprost, co sądzę o trzymaniu 24/7 na łańcuchu psa, którego przodkami musiały być benki. Jego g... obchodzi, że 200 "wariatów z Wiejskiej" wprowadziło jakąśtam ustawę. On ma psa, pies go słucha (bo się boi lania), żarcie ma (chleb/ziemniaki/kasza, kości z obiadu, polane tłuszczem), może jeszcze do kościoła z nim chodzić będzie, jak Kowalski z "gościńca"? (rzeczony Kowalski to stareńki dziadek pamiętający I wojnę światową, i jego równie stary co i wierny panu kundelek...) Całe szczęście, że moja wieś ulega w ostatnich czasach zmianie mentalnej, i na kilkaset domów jest tylko kilka takich "gospodarzy"... Quote
bouvcia Posted August 31, 2011 Posted August 31, 2011 daguerrotype napisał(a):I to, że na wsi pies ma być "zły". Najlepiej taki zły, żeby potem gryzł i własnego właściciela...Bo ludzi fascynuje agresja. Lubią myśleć, że mają groźne zwierzę, ale na łańcuchu (czyli, jakby nad nim panują). Chyba w prawie każdym jest trochę z poskramiacza. :D Nie twierdzę, że to dobrze, i nie zamierzam nikogo usprawiedliwiać, ale ciągle się na to natykam, nawet u osób, których bym o to nie podejrzewała. Może to jakieś ukryte kompleksy, a może po prostu potrzeba zaspokajania poczucia własnej siły. "Zobaczcie, jakiego mam potwora. Złapałem i trzymam." Domorośli poskramiacze smoków. Quote
Beatrx Posted August 31, 2011 Posted August 31, 2011 Idziemy grzecznie chodnikiem, przed nami stoi mama z mniej więcej 4 letnią dziewczynką: - ale fajny piesek, mamo mogę pogłaskać? - nie wolno głaskać obcych piesków. - dlaczego? - bo piesek może sobie nie życzyć głaskania. - aha. Przeszliśmy obok i słyszę: - ale ten piesek jest wyprany:D mama już śmieje się pod nosem i mówi: - wyprany, bo tak ładnie się błyszczy? - tak:D Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.