Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Pani profesor, mimo wszystko uważam że ciąganie SZCZENIAKA po betonie nie jest dla niego odpowiednie ;). To było pół kilo maciupkiego szczeniocka, nie chce kontaktu, powinna wziąć na ręce albo zwyczajnie się zatrzymać, poczekać, zająć go czymś a nie szorować nim po chodniku.

Posted

[quote name='chounapa']Pani profesor, mimo wszystko uważam że ciąganie SZCZENIAKA po betonie nie jest dla niego odpowiednie ;). To było pół kilo maciupkiego szczeniocka, nie chce kontaktu, powinna wziąć na ręce albo zwyczajnie się zatrzymać, poczekać, zająć go czymś a nie szorować nim po chodniku.[/QUOTE]

żaden pies nie lubi jechać po betonie, mój też nie :razz: ale jak mam do wyboru darcie japy/atak/czepianie się i ewentualną odpowiedź drugiego psa, to sorry, winnetou - nie słuchasz się, to szlifujemy pazurki o chodnik.

inna bajka, że skoro to był maluszek, to może miał kwarantannę i faktycznie nie mógł się zbliżać do psów. no, a że go nie wzięła na ręce, to owszem, słuszny zarzut, mogła mu oszczędzić froterowania płytki chodnikowej ;)

Posted

Moja mała przy kwarantannie miała możliwość wyjścia tylko na jeden trawnik, ogrodzony, gdzie nie było innych psów ;] .. ta nie sądzę by miala, bo zeszły z trawnika pod moim blokiem, gdzie dziennie jak 40 psów przechodzi i się załatwia, to minimum ;)

Posted

Menel do mnie: Może pani ubliżę, ale pani pies jest ładniejszy od pani! Jaki piękny! :lol:

Po chwili zachwytów pyta o rasę. Trzy razy mówię, że bedlington terrier, a on za mną trzy razy powtarza "belgijski koterier". :evil_lol: Miszcz, poprawił mi humor. ;)

Posted

może nie o moim psie, ale...
na studiach miałam praktyki w lecznicy weterynaryjnej i czasami zdarzały się różne przypadki, np. przyszła Pani z pieskiem "rasowym" yorkiem (bez rodowodu) na szczepienie i strzyżenie. Podczas strzyżenia okazało się, że piesek ma pchły, jak powiedziałyśmy o tym tej pani, to oburzona mówiła, że nie, nie może mieć, nie miał gdzie złapać. Po chwili dodała, że w poczekalni siedział kundel i to pewnie od niego :D

Posted

[quote name='Pani Profesor']ej, ja też mam lanserską obróżkę 'na pokaz' :razz: i jak idę z psem, to baaardzo często robię dokładnie to samo (włącznie z gadaniem do psa) na zasadzie "oooo nienienienie, kolego, nie ma opcji" - a następnie wlokę psa na siłę i uniemożliwiam kontakt z innym.
[/QUOTE]
U mnie jest baba z labkiem, cholernie agresywnym labkiem, jakkolwiek to brzmi. Zawsze klnę w myśli na tą kobietę bo gada do tego psa nieskończone brenie typu nie szarp panią bo ją boli ręka, elaboraty na 2 godziny słuchania i analiz skutków i przyczyn...
Babka trzyma się lampy a my idziemy z psem w kagańcu i wózkiem, pies ją szarpie tak że się odkleja od podłoża, nie jest w stanie go ruszyć ani utrzymać, a ona łagodnym tonem do pieska zwraca się " ale proszę cię, nie szczekaj bo dzidziuś się przestraszy...":roll:
Uwielbiam ludzi którzy w momencie krytycznym zaczynają poruszać psie sumienie i tłumaczyć mu wszystko od początku do końca...
Leci na mnie baba z 40 kg psa i tłumaczy mu " ale ładnie się przywitaj, nie gryź go, zobacz, on jest taki spokojny, no popatrz jak sie ten piesek grzecznie zachowuje".
Poprostu brawo dla ludzi :loveu:

Posted

[quote name='Majkowska']U mnie jest baba z labkiem, cholernie agresywnym labkiem, jakkolwiek to brzmi. Zawsze klnę w myśli na tą kobietę bo gada do tego psa nieskończone brenie typu nie szarp panią bo ją boli ręka, elaboraty na 2 godziny słuchania i analiz skutków i przyczyn...
Babka trzyma się lampy a my idziemy z psem w kagańcu i wózkiem, pies ją szarpie tak że się odkleja od podłoża, nie jest w stanie go ruszyć ani utrzymać, a ona łagodnym tonem do pieska zwraca się " ale proszę cię, nie szczekaj bo dzidziuś się przestraszy...":roll:
Uwielbiam ludzi którzy w momencie krytycznym zaczynają poruszać psie sumienie i tłumaczyć mu wszystko od początku do końca...
Leci na mnie baba z 40 kg psa i tłumaczy mu " ale ładnie się przywitaj, nie gryź go, zobacz, on jest taki spokojny, no popatrz jak sie ten piesek grzecznie zachowuje".
Poprostu brawo dla ludzi :loveu:[/QUOTE]

ja tak paplam raczej dla rozładowania napięcia :diabloti: i swojego, i właściciela, którego pies zostaje owarczany przez moje bydlę.
apropos gadania, to raz mi się wymsknęło tak, że tż ryczał jak idiota - babeczka z wózkiem gaworzy do dziecka,standardowo, 'zobacz, kwiatuszki' itd.

pokazuje palcem na Patryka i mówi "zobacz, piesek!"
no i odpowiedziałam jej automatycznie "zobacz Patryk, dzidzia!" :oops:
to nie miał być kawał ani przedrzeźnianie, samo się powiedziało :shake:

ta czy siak, lubię gadać do swojego pieseczka :diabloti:

Posted

Ja też pokazuję dziecku psy i często widzę że wlaściciele są lekko zdegustowani moimi opisami ich "dziwnych" piesków.

I też gadam do psa setne głupoty ale kiedy trzeba go przywołać do porządku nie proszę, nie błagam, ani nie tłumaczę, krótko ryczę komendę i ma być :diabloti:
Choć czasem np z tż wygłupiamy się i gadamy do niego jak do ułoma, dziś np szliśmy i mówię do tż " zostawiam cię z psem pod sklepem, przywiążę go do klamki jak nie chcesz go trzymać, a jakby jakaś staruszka podeszła i ją pogryzie to się nie przejmuj, nic mu nie poradzimy że on jest taki żądny krwi..."
na to tż pociągnął temat dalej :"nooo, ja nie wiem czemu on woli żywe mięso od swojego jedzonka, tak dobrze przeciez go wychowaliśmy, a on codziennie coś zabija, a to bażanta, a to sarne i jeszcze ludzi chce zjadać, taka już jego dzika natura "
Myślałam że mówimy do siebie, a nagle zauważyłam wieeelkie gały jakiejś starszej pani która rozmawiała przez telefon, biedna babeczka jak ją mijaliśmy prawie się wcisnęła w krzaki :oops::evil_lol:

Posted

[quote name='Majkowska']Ja też pokazuję dziecku psy i często widzę że wlaściciele są lekko zdegustowani moimi opisami ich "dziwnych" piesków.

I też gadam do psa setne głupoty ale kiedy trzeba go przywołać do porządku nie proszę, nie błagam, ani nie tłumaczę, krótko ryczę komendę i ma być :diabloti:
Choć czasem np z tż wygłupiamy się i gadamy do niego jak do ułoma, dziś np szliśmy i mówię do tż " zostawiam cię z psem pod sklepem, przywiążę go do klamki jak nie chcesz go trzymać, a jakby jakaś staruszka podeszła i ją pogryzie to się nie przejmuj, nic mu nie poradzimy że on jest taki żądny krwi..."
na to tż pociągnął temat dalej :"nooo, ja nie wiem czemu on woli żywe mięso od swojego jedzonka, tak dobrze przeciez go wychowaliśmy, a on codziennie coś zabija, a to bażanta, a to sarne i jeszcze ludzi chce zjadać, taka już jego dzika natura "
Myślałam że mówimy do siebie, a nagle zauważyłam wieeelkie gały jakiejś starszej pani która rozmawiała przez telefon, biedna babeczka jak ją mijaliśmy prawie się wcisnęła w krzaki :oops::evil_lol:[/QUOTE]

Ja osobiście nie lubię, jak rodzice pokazują moje psy dzieciom ;) Szczególnie już takim dzieciom "na dwóch łapkach", które w efekcie ruszają prosto na moje psy z wyciągniętymi rękami... Chibi się panicznie dzieci boi i naprawdę nie jest to miłe.
Kilka razy dziennie spotykam się też z sytuacją, że rodzic chce pokazać psa dziecku w wózku, na mój widok odwraca wózek na chodniku, tarasując przejście... A ja z czterema psami robię mijanki i slalomy wśród radosnego kwiku pacholęcia :evil_lol:
Nic nie mówię, bo wiem, że nie ma w tym złych intencji ;) Ale przyjemne to nie jest, szczególnie, jak wracam z kilkugodzinnego spaceru zmęczona i marzę tylko, by jak najszybciej dotrzeć do domu...

A co do waszych tekstów z TZem - genialne! Nie o psach, ale ja z moim TZem kiedyś wkręcaliśmy jego krewną, u której byliśmy na wakacjach - on powiedział coś głupiego, ja na to: "No, masz kolejny minus w zeszycie...", na co on, że niee, już tych minusów jest więcej niż plusów! Uwierzyła i była oburzona, że jak to tak, komuś kartotekę zakładać :diabloti:
Z koleżanką też często mówimy coś w stylu: "weź ty tego kundla na łańcuch zapnij lepiej...", na co ona: "nieee, ja planuję go uśpić", ja: "szkoda kasy, lepiej od razu siekierą w łeb", ona: "a tam, po co, z auta go wyrzucę" itd itp :evil_lol: Jak jest ktoś trzeci z nami to widzę tylko wieeelkie oczy i cień niepewnego oburzenia na twarzy :diabloti:

Posted

Ja zazwyczaj młodej pokazuję pieski przy okazji - np jesteśmy w parku, Wald bawi się z psami a mała patrzy, nie zatrzymuję się przy każdym jednym, bo zdaję sobie sprawę że psy się boją dzieci ( choćby mój czuje się osaczony kiedy mama każe swojej uroczej córuni pogłaskać go).
Choć moja mała strasznie dziwnie patrzy na inne psy - jest wyraźnie zaskoczona że wszystkie nie są krótkowłose , duże i białe :D

W temacie wkręcania to miałam kiedyś na tymczasie dobeczkę i jak dowiedziała się o tym moja znajoma to zaczeła dopytywać co z Amorem (nie tolerował innych psów ale wyjechał akurat na wieś, więc tamtą mogłam przetrzymać) więc powiedziałam że aaa on był już stary głupi więc oddałam go na wieś na łańcuch, a tą wzięłam bo młoda fajna i rasowa. Ale był dym , wnet bym miała Toz na karku :evil_lol:
Zresztą przez moj dom przewijało się wiele podopiecznych więc nieraz kogoś wkręciłam że Amora wyrzuciłam a wzięłam nowego. Wiele osób uwierzyło... Zastanawiam się teraz czy faktycznie były podstawy że byłam w tym taka wiarygodna :evil_lol:
A sąsiadki miałam zawsze bardzo czujne ;)

Posted

[quote name='Majkowska']U mnie jest baba z labkiem, cholernie agresywnym labkiem, jakkolwiek to brzmi. Zawsze klnę w myśli na tą kobietę bo gada do tego psa nieskończone brenie typu nie szarp panią bo ją boli ręka, elaboraty na 2 godziny słuchania i analiz skutków i przyczyn...
Babka trzyma się lampy a my idziemy z psem w kagańcu i wózkiem, pies ją szarpie tak że się odkleja od podłoża, nie jest w stanie go ruszyć ani utrzymać, a ona łagodnym tonem do pieska zwraca się " ale proszę cię, nie szczekaj bo dzidziuś się przestraszy...":roll:
Uwielbiam ludzi którzy w momencie krytycznym zaczynają poruszać psie sumienie i tłumaczyć mu wszystko od początku do końca...
Leci na mnie baba z 40 kg psa i tłumaczy mu " ale ładnie się przywitaj, nie gryź go, zobacz, on jest taki spokojny, no popatrz jak sie ten piesek grzecznie zachowuje".
Poprostu brawo dla ludzi :loveu:[/QUOTE]

Ostatnio wychodząc z lasu ze swoją dwójką wlazłam prawie w dwóch facetów - z ONką i gigantycznym malamutem. Faceci rozstąpili się jak Morze Czerwone :roll: jeden w jedną dróżkę, drugi w drugą. Jeden skomlał do drącej ryja, rzucającej się ONki coś w stylu "no czemu się tak denerwujesz, uspokój się, czemu się tak złościsz, zobacz, pieski takie grzeczne", a drugi facet ledwo trzymał wierzgającego i ryczącego malamuta - autentycznie w duchu się już zastanawiałam, co zrobię, jak mu smycz puści czy coś. Mam nadzieję, że nigdy ich nie spotkam, gdy psy będą luzem... :roll:

Posted

[quote name='Majkowska']Ja też pokazuję dziecku psy i często widzę że wlaściciele są lekko zdegustowani moimi opisami ich "dziwnych" piesków. I też gadam do psa setne głupoty ale kiedy trzeba go przywołać do porządku nie proszę, nie błagam, ani nie tłumaczę, krótko ryczę komendę i ma być :diabloti:Choć czasem np z tż wygłupiamy się i gadamy do niego jak do ułoma, dziś np szliśmy i mówię do tż " zostawiam cię z psem pod sklepem, przywiążę go do klamki jak nie chcesz go trzymać, a jakby jakaś staruszka podeszła i ją pogryzie to się nie przejmuj, nic mu nie poradzimy że on jest taki żądny krwi..." na to tż pociągnął temat dalej :"nooo, ja nie wiem czemu on woli żywe mięso od swojego jedzonka, tak dobrze przeciez go wychowaliśmy, a on codziennie coś zabija, a to bażanta, a to sarne i jeszcze ludzi chce zjadać, taka już jego dzika natura "Myślałam że mówimy do siebie, a nagle zauważyłam wieeelkie gały jakiejś starszej pani która rozmawiała przez telefon, biedna babeczka jak ją mijaliśmy prawie się wcisnęła w krzaki :oops::evil_lol:[/QUOTE]Siejecie zło! A potem taka staruszka opowie to innym i tak się tworzą miejskie legendy o psach pożerających wszystko co żyje. Ja tak naprawdę nie znoszę tylko jednego pytania czasem jednak zadawanego: "A ile ma uścisku w szczęce ten pana amstaff? Bo ja słyszałem że * (tu jakaś liczba) ton?" Odpowiadam na to zgodnie z prawdą, że nie wiem bo nie sprawdzałem, ale jeżeli pytacz ma ochotę sam sprawdzić na sobie to możemy sprawdzić. Jak dotąd nikt nie miał ochoty... A swoją drogą co za kretyni podają te dane w tonach, co to krokodyl jest czy jakiś inny welociraptor.

Posted

Ja posiadam Mastifa Pirenejskiego i kiedyś będąc w odwiedzinach razem z psem u rodziców w dużym mieście usłyszałam że " Patrz jaki dziwny kaukaz!! pewnie skundlony bo łaciaty, ja nie wiem jak można takie bestie trzymać w mieszkaniu!!" Ugryzłam się w język bo oczywiście w mieście a tym bardziej w mieszkaniu nie mieszkamy;)

Posted

Jakiś czas temu wracałam ze spaceru z bratem (bez psa), idziemy i na horyzoncie pojawia się sylwetka mężczyzny z psem. Jako że mój brat jest z tych bachorzyńskich co trzeba im tłumaczyć setki razy że do obcych psów się łapek nie wyciąga :nonono2:, już mi oświadcza że chce pogłaskać psa, zgoda ale jak pan się zgodzi. Pan się zbliża i okazuje się wieeelkim facetem (wysoki, dobrze zbudowany - chłop jak dąb) z białym stafikiem.
Myślę sobie spoko, mimo iż pan jak i pies budzi lęk zapytamy czy możemy pogłaskać... Brat co 5 kroków pyta "ale zapytasz". Pan jest bliżej i chyba podchwycił co brejdak chce i sam z propozycją "A może chcesz pogłaskać pieska" 8-). Radość brata nie do opisania. W dodatku pierwszy raz spotykamy się ze stafikiem w naszym mieście i zarówno tak dobrze wychowanym psem z ttb :loveu:
Wspomnienie bardzo miłe a mina mojej mamy jak jej pokazałam w necie białego piesa bezcenna :grin:

Posted

Może to nie jest komentarz ale mnie rozbawiło :p widziałam że biegnie do nas stafik to wzięłam psa na ręce, pies oczywiście warczał, stafik też zaczął warczeć, jego pan woła ADOLF! DO MNIE! :lol:

Posted

York, rozwaliło mnie to ;) Ja jeszcze nie spotkałam się z takim imieniem u psa, no chyba, że ktoś go tak nazywa/przezywa, tak jak ja wołam do mieszańca (25 cm w kłębie) " Cicho, Bestio !" a do collaka nie co przy sobie "Misiu, idziemy !", co wygląda szczególnie dziwnie, jak właśnie dostaje ataku ADHD ;)
Swoją drogą, ostatnio przechodziłam przez boisko dla dzieci/plac zabaw (z psem oczywiście) i nagle słyszę " O, patrz, jaki OGROMNY pies za tobą !", jakaś dziewczynka mówi do drugiej, ta druga wielkie oczy, po chwili uśmiechnięta, patrzy na mojego collaka i mówi "Ogromny, ale ma słodki pyszczek". Potem dziewczynki jeszcze pytały, czy mam takiego dużego psa na dworze, a ja że w domu, że śpi ze mną w łóżku, a oprócz niego mam jeszcze 4. Miny dzieci bezcenne, taki zachwyt i niedowierzanie. Dla nich mój pies był duży, zdziwiły się, jak dowiedziały się, że nie jest największy. Odtąd jak przechodzę z Miłką obok placu zabaw, to zawsze słyszę jak ją wołają ^^
A, jeszcze jedna sytuacja mi się przypomniała. Najczęściej jak spaceruję z Miłką, to słyszę, jak ludzie komentują "Lassie", albo "Collie", większość przechodniów jest mile nastawiona do Miłki, pewnie przez stereotyp Lassie, po protu gdy idę z collakiem, ludzie mają raczej milsze skojarzenia, niż gdybym szła z innym owczarkiem tego samego wzrostu. Większość osób zapomina, że to pies potencjalnie niebezpieczny, jak każdy inny obcy pies, a jeszcze więcej osób nie wie, że to też psy nieufne. I oczywiście prawie na każdym spacerze po bardziej "cywilizowanej" części wsi spotykam matki pokazujące mojego psa dzieciom i to takim, które już chodzą na dwóch nogach, więc oczywiście od razu podążają w kierunku wskazanym, czyli do psa :shake: A spotkałam się też z zachowaniem, że rodzice w ogóle nie przejmują się tym, że ich dziecko sobie odchodzi daleko od kocyka, w stronę pieska. Ciekawa jestem, czy gdyby mój pies był rasy uznawanej za "niebezpieczną", to też małe dzieci mogłyby do niego podchodzić ?

Posted (edited)

[quote name='chounapa'][FONT=Lucida Grande]Idzie sobie laska ze szczeniaczkiem Shih tzu w różowych szeleczkach na białej smyczuni ( nie mam nic do gustów innych, ale nie lubię brania psiaków na pokaz, a czasami z daleka widać że tylko o to chodzi). Widzi Lilo i z daleka jeszcze do swojego maluszka "o nie, do psa nie idziesz" i w tym momencie przyśpieszyła, dociągnęła smycz a pies brzuchem po chodniku za nią :[[/FONT]

Masakra :( Ja ostatnio szłam z collakiem, patrzę, po drugiej stronie ulicy maltańczykowaty piesek luzem, zobaczył mojego to w extratempie zawrócił do właściciela, który od raz go zawołał, mój kolak był na smyczy, stanął i popatrzył się na malucha, po czym poszedł dalej. Właściciel rzucił mi pełne odrazy/pogardy/chańby spojrzenie, jakby to mój pies latał luzem, a nie jego "mały, nieszkodliwy", przy ulicy. Patrząc na to, jak patrzyl na mojego psa, poganiając swojego do pzrodu (zamiast zapiąć go na smycz), można wywnioskować, że nie przepada za większymi psami (czytaj: średniej wielkości spokojnymi owczarkami) straszącymi spojrzeniem jego płochliwego pieska :evil_lol:




[quote name='Pani Profesor'](...) i jak idę z psem, to baaardzo często robię dokładnie to samo (włącznie z gadaniem do psa) na zasadzie "oooo nienienienie, kolego, nie ma opcji" (...)
robię tak, bo mój pies jest agresorem-burakiem, jak nie wydrze mordy, to chociaż się nastroszy i jeśli nie uda mi się odwrócić jego uwagi żarciem/piłką i już się najeży, to pozostaje tylko wlec go i wydawać komendy - ciekawe, czy o mnie też myślą jak o sterylnej mamusi, co to się boi puścić pieska do innych :cool3:

Taak, ja też mam agresora, więc z nim pracuję, spacery na odludziu is skupienie uwagi, ale jak jest sytuacja - ujadający pies klika metrów dalej za ogordzeniem, grupka ludzi obok, to raczej trudno ją skupić smakołykami czy nawet zabawką, jak już nic innego nie pozostaje, to wolę ją odciągnąć i zwykle mówię coś w stylu "idziemy", ale czasem wyrwie mi się "Daj spokój, Misiu !" albo "Młoda, ogarnij się, idziemy !" i natychmaistowy zwrot. Jakoś niegdy nie wydawało mi się, żebym mogła być przez to postzregana jako dziewczyna, która nie pozwala swojemu pieskowi zadawać się z innymi, bo jest raspowym collie czy bo się boję innych psów czy coś. Po prostu wiem, że jeden z moich collie jest agresywny i chyba większość osób to zauważa po dwóch sekundach od pojawienia się w zasięgu wzroku mojego psa. A jednak nie, wczoraj spotakała mnie następująca sytuacja: wracam z Sheną ( vag - very agressive dog ) z dwugodzinnego spaceru po łąkach i polach, suka ledwo dycha, ja zresztą też nieco zmęczona, nagle dostrzegam starszego pana, więc zawracam, w tym momencie zauważam, że pan ma psa (czarny na tle czarnego płotu, póki nie zawarczal, nie widziałam go), pies warczy i może moja byłaby jeszcze cicho, gdyby nie fakt, że pan ów zwrócił się do mnie " Nie bój się", co zwykle jest wstępem do "nie bój się, on nie gryzie, może nasze pieski się pobawią", więc szybko powiedziałam "ona jest agresywna, więc wolę ją wzią..." i nie dokonczyłam, bo zrobiła to za mnie moja suka, która zaczęła wydzierać pysk, tym samym potwierdzając moje słowa. Zawróciłam, moja się uspokoila, ale jeszcze widziałam pana stojącego przy plocie z psem i gawędzącego z kimś, zastanawiałam się, jak przejść, bo musiałam już do domu wracać, a nie koniecznie mialam ochotę się siłowac z moim psem, na szczęście po jakiś 5 min. pan sobie poszedl rzucając mi "Możesz iść". Chyba zrozumiał, że moj piesek raczej mile nastawiony nie jest :evil_lol: Z resztą jego też nie, zawsze pierwszy zaczyna warczeć, nawet jak idę z superspokojnym psem, a pan jakoś specjalnie innych psów nie unika, ba, nawet "przypadkowo" na pacer wychodzi prawie zawsze wtedy, jak ja tamtędy wracam z collakami.


[quote name='zmierzchnica']Ja niestety zające widuję kilka razy dziennie, u mnie mieszkają koło osiedla, w miejskim parku, spotykam je na trawnikach miejskich :roll: Niezbyt je lubię, bo się nie da ich przepłoszyć wcześniej, będą leżeć w trawie tak długo, aż pies na nie praktycznie wejdzie, dopiero wtedy zaczynają biec. Strasznie muszę uważać. Sarny to też norma, u mnie łażą blisko centrum miasta, wystarczy niewielka polanka i trochę krzaków, żeby spotkać sarny :roll: Ostatnio były pod szkołą, koło basenu, potem spotkałam kolejne blisko kortu tenisowego... Co tu dużo mówić, zwierzyna w lesie to super sprawa, ale taka łażąca po psich łączkach to już o wiele mniej :diabloti: A co do kun i lisów, to u nas tego na potęgę, często mnie TZ odwozi w nocy i nieraz widzieliśmy kuny czy lisy biegające ulicami ;-) (...)
Ja w ciągu ostatnich dwóch tygodni trzy razy spotkałam zająca - dwa razy na łące gdzie trawa sięga metra, raz przebiegł mi drogę, jak szłam chodnikiem obok mojego domu. Fakt, z zającami jest ten problem, że są małe, nie widać ich, płoszą się, jak pies jest najdalej 3-5 m, a często trzeba bliżej podejść, no i siedzą w tych trawskach, psy jakoś zawsze uciekającego zobaczą. To już lepiej z sarną, te też bardzo często zdarza mi się spotykać, bo po polach hasają, z tą różnicą, że są bardzo czujne i jak zobaczą zagrożenie, to potrafią zwiać niespodziewanie, ale w całkiem nieprzewidzianym kierunku, bezgłośnie. Mój pies zauważy, że zając zwiał, ale sarnę 20 m dalej, hasającą i skaczącą strasznie wysoko może przeoczyć. Gorzej z tym, że takie plochliwe sarny jak pędzą, to często pod auto, kiedyś jak byłam z mamą na rowerach, to mojej mamie przeskoczyla przed rowerem wielkim susem na ścieżkach. Jak jeżdżę konno, a gdzieś wyskoczy sarna to jest gorzej, bo konie też są płochliwe, a mi się takie akcje zdarzają głównie w galopie ;/

Edited by Mary&Shena
Posted

u nas to standard, że kiedy Patryk biega luzem a widzę nadchodzącego psa to wolę go prewencyjnie przypiąć - lecę ze smyczą, daję psu komendę 'stój' a z naprzeciwka bardzo często słyszę "spokojnie, on nic nie zrobi" - muszę zatem tłumaczyć, że MÓJ może zrobić/sprowokować i dlatego zapinam :cool3:

nigdy się to nie spotkało z hmm..respektem, zawsze słyszę "oj, nie tak strasznie pewnie, pani puści, pobawią się" i najciekawsze jest to, że w ostatnich dniach ci przechodnie mieli rację :diabloti:

wczoraj to samo - "puść, same się dogadają", no i cholera się dogadały :diabloti: ale nie chce mi się tłumaczyć, że to sytuacje wyjątkowe, które potwierdzają regułę, a drugiej stronie nie chce się wierzyć, że ten miły piesek potrafi się wgryźć w dupsko i pogonić drugiego psa przez całą łąkę ;)
wychodzę więc na panikarę albo oszustkę :razz: a dodatkowo chopo robi swoje, jednak lecą komentarze o tych kagańcach i nie jest to mit ;) nie spotkałam nikogo, kto skomentowałby, że to fizjolog, dobra sprawa, itd. - zawsze jest że 'taki mały piesek a taki poważny kaganiec, huhu'... mam nową misję edukacyjną :razz:

Posted

Ja przypinam praktycznie zawsze psa jak idzie pies, nawet znajomy, albo jak idą ludzie - biorę poprawkę na to że nadchodząca pani z kijami niekoniecznie chce się spotkać z moim pędzącym choć lagodnym i zakagańcowanym psem.

Posted

[quote name='Majkowska']Ja przypinam praktycznie zawsze psa jak idzie pies, nawet znajomy, albo jak idą ludzie - biorę poprawkę na to że nadchodząca pani z kijami niekoniecznie chce się spotkać z moim pędzącym choć lagodnym i zakagańcowanym psem.[/QUOTE]

ja jak idą ludzie nie zapinam, bo Patryk generalnie olewa przechodniów, czasem się zbliży, ale nie na taką odległość, żeby to mogło komuś przeszkadzać.
mieliśmy parę wpadek, ale druga strona śmiała się w głos - chodzi np. o sytuację, kiedy facet jadł hot-doga a mój kochany piesek czmychnął ku niemu i.. usiadł przed nim oblizując się i wyciągając łapy w górę w ramach prezentacji sztuczek :D

gość się uśmiał, drugi raz mieliśmy tak samo, tylko z kilkoma osobami - Patryk poleciał za reklamówką z jedzeniem na grilla i też podrywał przechodniów siadając, machając łapami i ogólnie się podlizywał. efekt taki, że wszyscy - włącznie z nami - śmiali się w głos, że piesek zmienia oficjalnie właściciela, dopóki mają kiełbachę.

poza tym Pat biega w kagańcu luzem, nie ma sytuacji, że jest bez, chyba że w krzaczorach na piłce, gdzie nic i nikt nie wyskoczy ;)

Posted

Tak, pies bez kagańca - "taki duży/agresywny pies to powinien być na kagancu", pies w kagańcu fizjologicznym - "Co Ci ten pies zrobił ? Po co mu kaganiec ? Co, on klatkę ma na pysku ?", albo ewentualnie omijanie psa szerokim łukiem, bo to wielki agresor musi być, jak ma taaaki wielki kaganiec. Ja mojego psa nie puszczam, bo jest agresywny (jego "obajwy" pasują do agresji dystansującej) także bez smyczy, a w dodatku w stosunku do ludzi, więc on luzem to by była tragedia. Szczególnie jak pies faceta, który zachęca do spuszczenia, też jest agresywny i pierwszy się jeży, nim moj pies w ogóle go zauważy. W przypadku mojego drugiego psa, który jest max cierpliwy i zrównowazony, to mogę go spuścić, gdy jestem daleko od ulicy i wiem, że drugi pies też jest spokojny.

A już jakiś czas temu jak szłam z Miłką to spotkałam małżeństwo z rowerami, którzy rozmawiali między sobą, czy mój pies to collie, potem rozwinęła się pogawędka na temat rasy. Państwo uznali, że fajny taki średni pies, bo dotąd myśleli, że collie są większe, więc im wytłumaczyłam, że to suka, a suki są zwykle mniejsze i nie mają tak bujnej szaty, samce są okazalsze. Jakoś ja zawsze słyszę, że mój pies to pewnie młody - bo mały i nie ma futra do ziemii, a Miłka ma 7 lat, ale spoko. Na koniec padło pytanie, kiedy szczeniaki, ręce mi opadły, ale sb przypomniałam, że:
1. To wieś.
2. Nie wszyscy są na bieżąco w temacie R=R.
Nie chciałam im tłumaczyć o pseudo, więc powiedziałam po prostu, że szczeniaków nie będzie. Ludzie często się dziwią, że mam tyle psów, a nie mam hodowli. Szczególnie, że te psy takie ładne i mądre...No ale cóż, co to będzie, jak je wykastruję/wysterylizuję, barbarzyńca ze mnie, przecież "suka powinna mieć szczeniaki", a moja taka ładna, że nie rozmnożyć to "grzech".

Posted

A ja mam chyba to szczęście że u nas póki co nie spotkałam żadnego agresywnego psa. Moja Lilo się jeży na początku do każdego, bo zanim odważy się podejść, troszkę się jeszcze boi. Ale szybko, sama zmienia zdanie. Więc jak jest możliwość i drugi piesek też jest zainteresowany, to podchodzimy, sprawdzamy reakcje na smyczach i dopiero wtedy ewentualnie się puszcza do zabawy, po zapoznaniu.

Zależy mi na socjalizacji z psami, póki młoda, więc codziennie się z jakimś nowym kolegą wyturlać troszkę musi ;)
Wczoraj wieczorem pod blokiem wyszalała się porządnie z dwoma psiakami. Po jakimś czasie do zabawy dołączył się trzeci... niski, nieduży, ale jakoś jej się nie spodobał i uznała że idzie do domu :roll:

Mary, mi co drugi dzień ludzie ( w mieście ) marudzą, że taka ładna a chcę sterylizować jak dorośnie :roll:, co z tego że kundel :P

Posted

[quote name='chounapa']A ja mam chyba to szczęście że u nas póki co nie spotkałam żadnego agresywnego psa. Moja Lilo się jeży na początku do każdego, bo zanim odważy się podejść, troszkę się jeszcze boi. Ale szybko, sama zmienia zdanie. Więc jak jest możliwość i drugi piesek też jest zainteresowany, to podchodzimy, sprawdzamy reakcje na smyczach i dopiero wtedy ewentualnie się puszcza do zabawy, po zapoznaniu.

Zależy mi na socjalizacji z psami, póki młoda, więc codziennie się z jakimś nowym kolegą wyturlać troszkę musi ;)
Wczoraj wieczorem pod blokiem wyszalała się porządnie z dwoma psiakami. Po jakimś czasie do zabawy dołączył się trzeci... niski, nieduży, ale jakoś jej się nie spodobał i uznała że idzie do domu :roll:

Mary, mi co drugi dzień ludzie ( w mieście ) marudzą, że taka ładna a chcę sterylizować jak dorośnie :roll:, co z tego że kundel :P[/QUOTE]

Ludzie nie zawsze rozumieją, że nie każdy ładny piesek musi mieć potomstwo i że ta uroda nie zawsze jest przekazywana. Ciekawe, co by powiedzieli, gdyby się przekonali, ile ładnych kundelków jest w schroniskach ?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...