Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

ale fajne zdjęcie :D jakby się szykowały do wieczerzy :evil_lol:

ja się np. nie boję kontaktu Patryka z olbrzymimi psami, np. tybetanami, rhodesianami, jakimiś powyżej 50kg, bo on do takich raczej nie startuje, a jak pies leci, to mniej więcej widać jego zamiary, więc o ile nie ma irokeza, to pozwalam się powąchać.

Posted

Heh,fajna fotka.Moja jamniczka tak pewnie wygląda w grupie,którą sobie upodobała: dwa labki,dalmatyńczyk i owczarek.Jakoś tak dziwnie się złożyło,żę ta grupa pozwala jej na wiele- wyrywanie patyków,skakanie do pyska,jednemu labkowi uwiesza się zębami na ogonie:)

Posted

U nas spacery z większymi psami wyglądają zazwyczaj tak:

Dla mojego psa najlepsza zabawa to bieganie w kółko, i często jest tak, że on już zawraca tą samą drogą, kiedy drugi pies jest w połowie pierwotnej trasy :lol: Ale młody szybko się nudzi psim towarzystwem ;)

Posted (edited)

[quote name='LadyS']U nas spacery z większymi psami wyglądają zazwyczaj tak:

Dla mojego psa najlepsza zabawa to bieganie w kółko, i często jest tak, że on już zawraca tą samą drogą, kiedy drugi pies jest w połowie pierwotnej trasy :lol: Ale młody szybko się nudzi psim towarzystwem ;)

super :)
mnie mój tybek zadziwia czasmi zwrotnościa swoją - prawie w miejscu
ale czasami z impetem i z rozpędu się wyglebnie ;)
bo umysł juz zawrócił ale ciało nie chciało ;)

Edited by 3 x
Posted

Kurde, a mnie denerwuje "nabijanie" się ze wszystkich, co łapią swoje mikrusy na ręce. No nie mówię o histerycznych "mamusiach", łapiących swojego yorczka, kiedy pies duży jest daleko i ma małego w poważaniu, ale.. po pierwsze- ktoś może mieć złe doświadczenia, po drugie mały pies może akurat być w takim stanie, że się nie nadaje do spotykania z psami (wyobraźcie sobie cziłkę w cieczce na którą usiłuje wskoczyć owczarek), może być np po operacji (w tej chwili mój Żubr jest po operacji kolana i chociaż normalnie nawykł do spotka i zabaw z wielkopsami, to właśnie dlatego nie pozwoliłabym mu się nawet z kumplami przywitac ;).
Poza tym to wasze radosne "małe szczekacze są po prostu niewychowane"- otóż, mikroskopijne psy SĄ trudniejsze w treningu, z racji pobudliwości, często lękliwości, a jak do tego dołożyć złe doświadczenia, to mamy pracę tytaniczną.
Z moich psów Piku JEST szczekaczem. Koszmarnym, lękliwym wydrzyjryjkiem, który potrafi udziabać obcego dużego psa, jeśli ją zaczepi bez spokojnego zapoznania. I dlatego owszem, łapię ją na ręce i co? Każdemu mam tłumaczyć, że Piku jest upośledzona, ma zaburzenia emocjonalne i do tego uraz na tle niedelikatnych psów? Że to, że potrafi się tak rozszczekać, że się przewraca z nerwów nie oznacza, że z nią nie pracuję?
I owszem, Pi po zapoznaniu umie iść na spacer nawet z dużą grupą dużych psów, ale nie toleruje nachalnych "obcych". (ale niestety pomimo moich wysiłków kocha drzeć mordkę, z każdego powodu, włącznie z faktem, że trawa rośnie, a słońce świeci).

Posted

[quote name='ulvhedinn']Kurde, a mnie denerwuje "nabijanie" się ze wszystkich, co łapią swoje mikrusy na ręce. No nie mówię o histerycznych "mamusiach", łapiących swojego yorczka, kiedy pies duży jest daleko i ma małego w poważaniu, ale.. po pierwsze- ktoś może mieć złe doświadczenia, po drugie mały pies może akurat być w takim stanie, że się nie nadaje do spotykania z psami (wyobraźcie sobie cziłkę w cieczce na którą usiłuje wskoczyć owczarek), może być np po operacji (w tej chwili mój Żubr jest po operacji kolana i chociaż normalnie nawykł do spotka i zabaw z wielkopsami, to właśnie dlatego nie pozwoliłabym mu się nawet z kumplami przywitac ;).
Poza tym to wasze radosne "małe szczekacze są po prostu niewychowane"- otóż, mikroskopijne psy SĄ trudniejsze w treningu, z racji pobudliwości, często lękliwości, a jak do tego dołożyć złe doświadczenia, to mamy pracę tytaniczną.
Z moich psów Piku JEST szczekaczem. Koszmarnym, lękliwym wydrzyjryjkiem, który potrafi udziabać obcego dużego psa, jeśli ją zaczepi bez spokojnego zapoznania. I dlatego owszem, łapię ją na ręce i co? Każdemu mam tłumaczyć, że Piku jest upośledzona, ma zaburzenia emocjonalne i do tego uraz na tle niedelikatnych psów? Że to, że potrafi się tak rozszczekać, że się przewraca z nerwów nie oznacza, że z nią nie pracuję?
I owszem, Pi po zapoznaniu umie iść na spacer nawet z dużą grupą dużych psów, ale nie toleruje nachalnych "obcych". (ale niestety pomimo moich wysiłków kocha drzeć mordkę, z każdego powodu, włącznie z faktem, że trawa rośnie, a słońce świeci).

a ja właśnie mówię o histerycznych 'mamusiach'
zwłaszcza, że moje zawsze ale to zawsze sa na smyczy między blokami, na chodniku itd wyjątkiem sa dwie sytuacje: las i łaczka ale tylko wtedy gdy młody ma kompana do zabawy
więc jak ktos porywa swojego psa - niezabezpieczonego smyczą na ręce widząc mnie 20 m przed sobą człapiącą z psami (niestety większy nie osiąga mega prędkości) to czuję się conajmniej dziwnie: jakbym jakaś zarazę rozsiewała ja labo moje psy i miała to wypisane na czole

duże psy tez miewają operacje i tez nie są wskazne zabawy intensywne po tychże zabiegach
ale co innego pies po operacji a co innego rozhisteryzowana pńca co myśli że wielkopsy i średniaki nie mają nic lepszego do jedzenia jak jej rozwszeczanego mikrusa

jak idę na spacer rano tzn fizjologiczny, który z racji wieku większego potrafi zając i 45 min do godziny
i przez 3/4 spaceru w miedzyczasie widzę jak podbiega do mnie 'dżekuś' w sweterku i drze japę
a pani wyprowadzająca nie raczy podejść i zawinąc psa tylko *******i głupoty trzy po trzy 'dzekuśiu jaki ty jestes dzisiaj niegrzeczny' 'dzekusiu chyba bedę musiała się wziąć na smycz' 'dzekusiu chodz już widzisz ze pieski się ciebie nie boją' 'dzekusiu bo cię pieski na śniadanie zjedzą' to mnie cholera jasna bierze
bo 'dzekuś' ma swoją pania daleko w dupie
ale jaby nie daj boze któremus z moich puściły nerwy to zapewne byłaby to moja wina bo moje psy sa duże

ale kiedyś miałam tez zabawną sytuację, chyba już tutaj pisalam
ze jechal pan rowerem z jorkami - jeden biegł przy rowerze, drugi w koszyku siedzial , jesli dobrze pamiętam
mijamy się na chodniku
pan się zatrzymuje i z usmiechem mówi: po jedym na śniadania im wiozę :evil_lol:

Posted

Ja jestem ta nienormalna, co bierze psa na ręce.:eviltong: Mam małego psa, nie yorka, tylko zwykłego kundelka. Mój pies obcych psów nie zaczepia, ignoruje nawet dziamgoty zza płotów. Wita się grzecznie z psami, które zna. Biorę go na ręce, kiedy widzę, że leci do nas nieznajomy pies luzem. Wolę nie sprawdzać jakie ma zamiary, bo to ja mam uraz z dawnych lat, gdy suka ON zagryzła moją ratlerkowatą sunię, spokojną, prowadzoną na smyczy. Teraz wolę dmuchac na zimne...

Posted

Ja czasem łapię na ręce Pi i ewentualnie Lilę, jak mi się nie chce plątać ze smyczami, a chcę się spokojnie minąć z dużymi psami (widzę kiedy moje diabelce mają ochotę wystartować). Albo wiem, że danego psa Pi na bank oszczeka nawet na smyczy i po co nam obustronne nerwy?

Posted

[quote name='gojka']Nie wiem z jakiego powodu uzurpujesz sobie prawo do nazywania mnie głupszą od Ciebie

Eeee...? Nigdzie nic takiego nie napisałam. Miałam na myśli, że ludzie puszczający luzem swoje psy, które do kogoś tam podbiegają są zwyczajnie ludźmi bez wyobraźni, bo jako że nie jesteśmy w stanie przewidzieć reakcji obcych ludzi to tak naprawdę może się stać wszystko niezależnie od tego, czy podbiegający pies ma 50kg wagi i toczy pianę szczekając, czy jest najsłodszym na ziemi yoreczkiem w rozmiarze XS i idzie się do kogś połasić. Nie pisałaś wcześniej, że dziewczyny psa wołały, bo to zupełnie zmienia kontekst zdarzenia.

[quote name='gojka']Błagam- bez puszczania wodzów fantazji.Ja rozumiem,że może być tak,że jak szczekający duży pies podbiegnie do grupki pijących chłopaczków to może zostać kopnięty.Z tym,że moja suczka nie podbiega do obcych,no chyba,że ją wyraźnie wołają.Jest nieduża- wzbudza raczej sympatię niż strach.Gdy jestem w jakimś publicznym miejscu- w banku,w szkole po córkę to raczej wszyscy od klientów,pracowników, dzieciaków po nauczyciel rwą się by ją pogłaskać. Jeśli widzę,że ktoś sobie kontaktu z psem nie życzy przywołuję ją i biorę na smycz.

No to jak nie podbiega to wszystko spoko.

Posted

A ja wam przyznam się do tego że coraz mniej chce mi się być przyzwoitą wobec innych jak widzę jak zburaczali są ludzie...
Praktycznie codzień wpadam na kogoś kto włazi mi w pracę i wręcz wymaga żebym się zsunęła mu bo on potrzebuje dla swojego pieska przestrzeni. Czasem aż chce się olać sprawę i zachować się równie ignorancko jak inni - puścić pieska, usiąść na ławce i pykać papieroska, a że się psy gryzą ...oj tam oj tam... zdarza się...

Chodzę czasem z wózkiem i przy nodze mam psa.
Dla mnie naprawdę mało ważne jest jaki jest pies jeśli dobiega do mnie i rozprasza mojego. Kiedyś babka puściła psa który za mną pognał i zaczął się stawiać...wózek omal mi się nie przewrócił bo psy splątały się smyczą, jak na prośbę o wzięcie psa usłyszałam że on jest młody i chce się bawić to puściłam mojego. Waldek załatwil sprawę z małym pieskiem tak jak potrafił najlepiej - z całą radością rzucił nim o ziemię, przekoziołkował i gdy ten z piskiem odkuśtykał wrócił do mnie. Baba omal nie padła.

Całkiem ostatnio idę z wózkiem i psem, a przez ulicę leci do mnie golden...
Właścicielka stoi i patrzy jak piesek się idzie przywitać i wrzeszczy mi że spokojnie on bardzo lubi pieski:roll: Waldek podskakuje radośnie, bawią się i zaczynają się gwałcić... Ruszam do przodu a tamten za mną. Odeszłam spory kawałek i dalej tamtego mam, a właścicielka stoi w miejscu. Musiałam w efekcie zawrócić i odholować babie psa. W ramach wdzięczności dała mojemu psu kawałek rogalika, bo jej piesek też dostał bo on bardzo lubi... Patrzałam tylko gdzie jakaś dobra gałąź żeby się czymprędzej powiesić...:roll:

Posted

Ja miałam już tyle przygód, że odczuwam lekki stresik jak podbiegają do mnie psy, bo psa większego od Tekili (1,5 kg) nietrudno spotkać i takiego niewychowanego również. Dlatego mam i zawsze będę miała dużego psa, by ewentualnych agresorów zniechęcał, ale co się okazuje o samobójców też nietrudno :evil_lol:

Z dużymi psami Tekila jak najbardziej może się witać, ale nauczona doświadczeniem na żadne spoufalanie się już nie pozwalam. Została wielokrotnie wbita w ziemię, bo mało który pies z czymś takim potrafi się bawić :evil_lol:

Posted

Odholowywanie piesków, skąd ja to znam :roll: Ostatnio musiałam czekać, bo jakiś pimpek stwierdził, że moja sucz jest bardziej interesująca, niż pan siedzący na ławce pod blokiem. Facet woła, woła, pies nie przychodzi, więc po kilku minutach się po niego przeszedł, po czym wrócił na ławkę, a pimpek... za nami.

Nasi biegający z psem znajomi uważają z kolei, że pies na smyczy chodzi za karę. Tym, że pies za nimi nie biegnie, tylko obwąchuje napotkane psy przejmują się dopiero wtedy, gdy ich psiak jest małą kropką w oddali...

Posted

4Łapki napisał(a):
Odholowywanie piesków, skąd ja to znam :roll: Ostatnio musiałam czekać, bo jakiś pimpek stwierdził, że moja sucz jest bardziej interesująca, niż pan siedzący na ławce pod blokiem. Facet woła, woła, pies nie przychodzi, więc po kilku minutach się po niego przeszedł, po czym wrócił na ławkę, a pimpek... za nami.

Nasi biegający z psem znajomi uważają z kolei, że pies na smyczy chodzi za karę. Tym, że pies za nimi nie biegnie, tylko obwąchuje napotkane psy przejmują się dopiero wtedy, gdy ich psiak jest małą kropką w oddali...


Na to pierwsze jest super sposób. Zamiast zatrzymywać się z psem i czekać, aż ktoś swojego zabierze - przyspieszasz i szybko znikasz komuś z horyzontu, ew. udajesz, że zapinasz obcego psa na smycz. Jak ktoś ma pretensje, odpowiadasz - ojej, nie wiedziałam, ze to czyjś piesek, myślałam, że się zgubił, w końcu nikt nie ma pod kontrolą... Zimny prysznic dla właściciela gwarantowany. Dla opornych przypadków można dodać, ze już zadzwoniłaś na policję i jadą go odebrać :diabloti:

A ci drudzy to są przypadki nie do wyleczenia. I nie ma co się nimi przejmować ;)

Posted

LadyS napisał(a):
Na to pierwsze jest super sposób. Zamiast zatrzymywać się z psem i czekać, aż ktoś swojego zabierze - przyspieszasz i szybko znikasz komuś z horyzontu, ew. udajesz, że zapinasz obcego psa na smycz. Jak ktoś ma pretensje, odpowiadasz - ojej, nie wiedziałam, ze to czyjś piesek, myślałam, że się zgubił, w końcu nikt nie ma pod kontrolą... Zimny prysznic dla właściciela gwarantowany. Dla opornych przypadków można dodać, ze już zadzwoniłaś na policję i jadą go odebrać :diabloti:

A ci drudzy to są przypadki nie do wyleczenia. I nie ma co się nimi przejmować ;)

To nie jest świetny sposób, bo trafisz i na takiego co się nie przejmie...
Ja tak czasem nie przejmuję się i idę z psami cudzymi i naprawdę można zajść daleeeeko:roll:A ten człowieczek tam stoi i "Kajusia....wracaj szybciutko" " Kajtuś, bo wpadniesz pod auto" "Zuzia, bo pani idzie do domuuuuuu!!!"...

Heheh choć przypomniało mi się jak kiedys spacerowałam po krakowskich błoniach i akurat tak mi się trafiło że byłam praktycznie całkiem sama. I nagle do Walda dobiega golden i kozaczy. Pół biedy że go chciał skosić, ale rozejrzałam się za właścicielem a tego ani widu...Poczekałam chwilę, ale się tylko upewniłam że jestem sam na sam z dwoma psami, więc łaps za drugi koniec smyczy i już snuję jak powiem TŻ że mamy goldena:D I nagle widzę hen w oddali gościa jak leci w moim kierunki i coś tam macha i krzyczy... Okazało się że golden jego tylko pan stoi po drugiej stronie ulicy, a golden wybieguje się na błoniach sam:cool3:

Posted

[quote name='LadyS']Na to pierwsze jest super sposób. Zamiast zatrzymywać się z psem i czekać, aż ktoś swojego zabierze - przyspieszasz i szybko znikasz komuś z horyzontu, ew. udajesz, że zapinasz obcego psa na smycz. Jak ktoś ma pretensje, odpowiadasz - ojej, nie wiedziałam, ze to czyjś piesek, myślałam, że się zgubił, w końcu nikt nie ma pod kontrolą... Zimny prysznic dla właściciela gwarantowany. Dla opornych przypadków można dodać, ze już zadzwoniłaś na policję i jadą go odebrać :diabloti:

A ci drudzy to są przypadki nie do wyleczenia. I nie ma co się nimi przejmować ;)
Gdy spotykam takich ludzi, mam wrażenie, że wcale ich nie obejdzie to, co się stanie z ich psem. Mogę go sobie zabierać w cholerę, przynajmniej kłopotu się pozbędą, bo je to nie tylko suchy chleb, ale i Chappi, a i do wyteryniarza trzeba iść raz na ruski rok :roll:

Drugi przypadek... No cóż, sami im radziliśmy, jak psa ogarnąć, więc poniekąd czuję się odpowiedzialna. Ale sami wiedzą, jakie problemy mają czasem z przywoływaniem, więc nie rozumiem tego puszczania samopas na kilkadziesiąt metrów akurat w TYCH miejscach. Sama nie puszczam psa na odległości, w których nie jestem w stanie jej ogarnąć i nie mam odwagi tego robić, mimo iż Viki sama z siebie potrafi się zachować i "nic nie zrobi".

Posted

mnie się już zdarzyło nie raz odejść z dwoma psami, i trzecim co sie przyczepił, naprawdę daleko
a wcale szybko nie szłam
a właściciel czekał sobie aż pies sam wróci i tyle
czasem właściciel już był czarna kropką na horyzoncie
a ja do domu mam przez centrum miasta i co mam zrobić z tym trzecim?

no to wracałam w końcu do własciciela
i przeważnie wtedy słyszę
'pani ma niewychowane psy, one mają na mojego zły wpływ"

nawet mi się odpowiadać nie chce na to

Posted

Patmol napisał(a):
mnie się już zdarzyło nie raz odejść z dwoma psami, i trzecim co sie przyczepił, naprawdę daleko
a wcale szybko nie szłam
a właściciel czekał sobie aż pies sam wróci i tyle
czasem właściciel już był czarna kropką na horyzoncie
a ja do domu mam przez centrum miasta i co mam zrobić z tym trzecim?

no to wracałam w końcu do własciciela
i przeważnie wtedy słyszę
'pani ma niewychowane psy, one mają na mojego zły wpływ"

nawet mi się odpowiadać nie chce na to

Klasyka :diabloti:

Posted (edited)

my jakiś czas temu złapaliśmy sunię
widzieliśmy ją drugi raz jak się błąkała w okolicach lasu
złapaliśmy, poszliśmy do weta - miała czipa
dzwonimy do kolesia: "zaraz po nia przyjdę"
czekaliśmy ponad godzinę
i usłyszeliśmy: "niepotzrebnie ją pani złapała bo ona by poszła za mną"
tja, bo tylko ciut ciut się oddaliła
a facet zapewne najpierw zrobił obchód osiedla zanim po nia przyszedł skoro zajeło mu to ponad godzinę
(wet u którego sprawdzaliśmy czip był jakies 50-100 m od miejsca gdzie biegała sunia:
jeszcze pan dorzucił nam inf.: "wie pani ona ma cieczkę i jej odpierdala"
ja: to prosze wysterylizowac i będzie po problenie
pan: "no co pani mówi, tego się pieskom nie robi"

tja
bez komentarza

Edited by 3 x

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...