Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

"Zaliczyłam" trzy spotkania z dzikami, gdy grasowały u nas. Widok dzika wychodzącego z krzaków i machającego ogonem był tak absurdalny, że nigdy go nie zapomnę :-o

Posted

ja codziennie jeżdze 2x droga przez długi las (dojazd do pracy) od 4 lat . .
ile juz dzików czy sarn wlazło mi metr przed maską . . na szczęście hamulce mocne . .ja tą drogą nie pędzę.. . ale opony mam chyba łyse przez te zwierzeta :evil_lol:
raz widziałam jak łoś przechodził tak wolno przez jezdnię, samochody sie zatrzymały a on jakby nic, spacerowal sobie .. .
koleżanka w pracy walnęła w dzika, auto poszło na złom, nie wiem czy tylko w niego walnęła czy też wylądowała w rowie. . . nie wiem czy dzik przeżył . . jak kupiła nowy samochód, to jeździła tą drogą już 20 kmh. . .
Była też taka sytuacja, jechałam przed autobusem, patrzę wbiegają dziki (dwa duże, z 3 małe) cztery z przodu uciekły w las ale piąty spory dzik dostał w tyłek od autobusu , nie zdążył, wylądował w rowie...zatrzymałam się a on jakby nic, wstał i poleciał za gromadką . . :roll: myślałam, że po nim. . .
i jeszcze. .. z chłopakiem wracaliśmy z Częstochowy trasą, była g. 20 , nagle wbiegły dziki, z 5-6, on hamował do końca aż staliśmy na trasie, a te świnie biegały wokół samochodu, jakby obwąchiwały. . . i poszły . . .
i jeszcze..z koleżanka wracałyśmy z pracy, opowiadałam jej właśnie podczas jazdy o tej sytuacji powyżej-z częstochowy - mówię 'wbiegły dziki' i w tym samym czasie mi przed maską wbiegły... strach był i to jaki, kolezanka prawie zsikała się . .

ja z pracy wracam o 3 . . . wiec na drodze pusto, zero aut i żywej duszy . . .zwierzęta sobie chodzą . . .

Posted

Samochodem to samochodem, ale tak face to face...
Szczerze powiedziawszy byłam bardziej zafascynowana niż przestraszona akcją z lochą, bo nie widziałam nigdy dzika z tak bliska :loveu:

Posted

Samochodem to można przy odrobinie niefartu wylądować w kostnicy, a jednak dzik zazwyczaj niekoniecznie chce nam zrobić krzywdę, raczej pozbyć się ludzkiego nachała - co innego pies, faktycznie zaczepianie dzików może się dla psa mało wesoło skończyć.

Ja dużo prowadzę, jeżdżę po drogach między lasami i już jestem mocno przeczulona na tle zwierzątek. Z zabawniejszych to kiedyś na drodze w okolicy Milicza we mgle w nocy spotkałam na krótkim odcinku dzika, sarny, chmarę jeleni i lisy. A w jelenie się omal nie władowałam w zadymce snieżnej na drodze do Częstochowy... Z mniej wesołych- widziałam jak wyglądał samochód jadącej przede mną babki która trafiła sarenkę- sarna poległa na miejscu, autko (jakieś nieduże) nie miało przodu.

A z zupełnie komicznych rzeczy- forumowa BIANKA1, jak jeszcze mieszkała na wrocławskim Wojnowie, kiedyś obudziła mnie o pogańskiej porze (jakaś 7 rano!!!!) hasłem "znalazłam dzika!!!!". Jak doszłam do siebie, to udało się wyjaśnić, że na spacerze do jej sfory (chyba 8 sztuk wówczas) przyczepił się warchlak. Kiedy doszli do ulicy nie pozostało nic innego, jak zabrać smarkacza pod pachę i do domu.. Ściągnięty gość z ośrodka hodowli zwierząt leśnych najpierw nam nie wierzył, a potem się zdziwił, bo młody w domu najpierw wyżarł kocią karmę a potem uwalił się na psim posłaniu.... :diabloti:
co się okazało- dziczek miał zapalenie spojówek i powiek takie, że nic nie widział, więc na czuja przyczepił się do psów zamiast do "swoich". Dalszy ciąg był taki, że chłopak dorósł, wyzdrowiał, zmężniał, robił przez jakiś czas za reproduktora, a pewnej nocy rozwalił ogrodzenie poszeeedł w długą.... :evil_lol:

Posted

Ja jako jeszcze bardzo młoda panienka ;) jeździłam w Białowieży konno z synami leśniczego (legalnie). I nagle starszy kazał nam wejść w bardzo szybki galop - byłam zachwycona :loveu: A jak wróciliśmy do stajni, to się przyznał, że zobaczył żubra, a one potrafią przepędzać konie ze swojej drogi. Kolana mi zmiękły...

Posted

Ja w spotkaniach z dzikiem boję się najbardziej własnie tego co zrobi pies.
Widziałam go 2 razy przy takim spotkaniu - raz z dzikiem za zagrodą , raz ze świnią wietnamską- i jak za samym zapachem szalał tak zwierzątko onieśmieliło go i nie interesowało jakoś szczególnie.
A niestety o historiach o psach zabitych przez jakieś zwierzę się nasłuchałam...
Przeważnie nr 1 to lisy którym pies wsadza łeb do nory, ale o wkurzonych dzikach też słyszałam. Całkiem niedawno nawet gość przeganiał mnie z krzaków żebym nie chodziła bo dziki mu poszarpały sukę...

Zachowywać się głośno bym się bała chyba że sprowokuję jeszcze bardziej.
Ewentualnie słyszałam jeszcze żeby dzikowi coś rzucić pod nogi, wtedy się zainteresuje tym a nie nami, a my wtedy sie oddalamy.

I tak dziki mnie zawsze przerażają najbardziej.
Raz widziałam jak dwa wielkie samce się na siebie rzuciły, wyglądało to jak walka rozjuszonych lwów, aż mi nogi zmiękły...

Posted

w mojej najbardziej stresującej przygodzie z 'dziki' zwierzakami udział brały ... dwa psy :cool3:

jeszcze w liceum łaziłam na marsze przełajowe w ramach relaksu :cool3: jakieś nocne ganianie po lesie i te sprawy - dla hecy z kolegą odbiliśmy od reszty w środku lasu, a przewodnik miał podkręcić atmosferę, żeśmy się niby zgubili.
no i tak sobie jemy kanapki nad rzeczką, ciemna dupa, środek niczego... wychodzimy na dróżkę, a tam WRRRRRRR... :roll: aż cierpnę na samą myśl, 2 bydlaki w typie benków, zagrodziły nam drogę i nie ma zmiłuj :roll:
staliśmy bez ruchu z godzinę, jak nie więcej, a mi się wydawało, że to trwa tydzień :roll: kolega chciał wyjąć kanapkę z plecaka,żeby je jakoś ułaskawić, a one po prostu nic - zero reakcji, jak wykonywaliśmy jakikolwiek ruch, to zaczynały serenadę warknięć.
był moment, że kombinowaliśmy szeptem na które drzewo spieprzać, ale że była ciemna noc, to nie wchodziło to w rachubę.
cofaliśmy się powolutku, po kroczku, ale jeden złamany patyczek pod butem a większy pies wstawał, stroszył się i robił WRRRR z odsłoniętymi zębami :placz: co się najedliśmy strachu, to nasze - finalnie udało się wycofać sporo, zniknęliśmy za drzewami i dłuuuuuga przed siebie.

najlepsze jest to, że na koniec tego marszu, po spotkaniu z całą grupą, wyszliśmy z drugiej strony lasu, podjechała do nas policja i powiedziała, żeby dziś za nic w świecie nie iść, bo będzie akcja odławiania psów, które uciekły z gospodarstwa i że mogły być wściekłe, bo podobno pojawiła się wścieklizna u lisów... jak dodaliśmy, że właśnie wracamy, to oni też nieco zdębieli :roll:

Posted

kilka razy spotkałam dziki osobiście, w lesie przy zbieraniu grzybów i pod moją pracą (!) bo jest koło lasu . ... szukały jedzenia, nie reagowały na ludzi wychodzących z pracy .
Cioteczka powyżej ma rację, nawet z auta można trafić do kostnicy . Tak jak mówiłam, koleżanka walnęła w dzika i auto poszło na złom, ale jej nic się nie stało.
Sąsiad faceta miał dzika swojego , jest myśliwym i zgarnął jak jeszcze mały był (wiadomo, do jedzenia:angryy:) ale zal im się zrobiło, to dzik wśród ludzi dorósł i do końca życia mieszkał u nich w ogrodzie. Odszedł w zeszłym roku, coś koło 20 lat miał czy więcej. . .chorował. Nie wiadomo czy śmiercią naturalną odszedl czy leśne zwierzęta wlazły i zagryzły . . bo był rozszarpany. . . próbowałam wiecej się dowiedzieć ale nie dowiedziałam . . .latem chyba 2 lata temu, podchodziłam do jego kojca który był ogrodzony siatką, a on warczał jak pies . . . :roll:

Posted

[quote name='rosa']W lasku Arkońskim pełno dzików lata, sarny też można spotkać tylko trzeba cicho być bo one strasznie płochliwe są. Nieraz w moją stronę leciało przegonione stadko a za nim jechał niczego nieświadomy rowerzysta.[/QUOTE]

W puszczy to samo, pełno zwierzyny (jak akurat leśnik frajer i jego przydupasy drwale nie rozjeżdżają ściółki, szlaków i nie robią wycinki :angryy:). Na jednym spacerze widziałam "całą paletę": zająca, sarny, dziki i nawet lis mi mignął :) :) Muszę kiedyś pojechać w rejony lasku Arkońskiego, bo w sumie siedzę tylko na prawobrzeżu :)

Posted

Mi tata opowiadał, że ras dzik mu prosto pod koła wybiegł. Auto już się do dalszego użytku nie nadawało. ;)

Natomiast mój kuzyn mieszkał przez kilka lat tuż przy lesie. Jego ogród to był skraweczek lasu... I o dziwo żadnych przygód ze zwierzątkami nie miał, tylko kilka razy sarny widział i to wszystko.

Na jednym ze spacerków z [B]wiki4[/B] widziałyśmy zająca. Ja początkowo myślałam, że to pies komuś spierniczył. Potem dopiero ogarnęłam, że ten "pies" miał długie uszy na baczność postawione, a świat zwiedzał w podskokach. :evil_lol: Nico w ogóle tego dziwnego "psa" nie zauważył, był za bardzo zajęty denerwowaniem Lisy.

Posted

My mamy działke na wsi więc tam zwierzyny bardzo dużo , nie raz z bliska widziałam lisa , sarne czy jelenia (wielkie i masakrycznie sie bałam bo mi od małego mówiono że one są często agresywne) , kuny , borsuki , jenoty wszystko widziałam bliżej niż z 2 metrów .
Dziki natomiast widziałam z daleka tylko , dobre 50m .
Za to moi rodzice pewnego wieczoru (k.21 jak robiło się już szarawo) poszli sobie na spacer i na całe szczęście nie wzieli psów .. na całe szczęście bo idąc sobie spokojnie drogą nagle nie całe 0.5m obok siebie zobaczyli leżącego wielkiego dzika . Ojciec mówi że tak wielkiego jeszcze nie widział , dzik się zerwał i uciekł w strone lasu .
Gdyby mieli psy raczej by było o psach bo na bank by poszły na dzika tym bardziej że był tak blisko .

Mój brat miał też bliskie spotkanie z borsukiem jak szedł po drewno na ognisko, musiał się wolno wycofywać bo borsuk stawał na łapach i prychał .

Posted

Ja niestety zające widuję kilka razy dziennie, u mnie mieszkają koło osiedla, w miejskim parku, spotykam je na trawnikach miejskich :roll: Niezbyt je lubię, bo się nie da ich przepłoszyć wcześniej, będą leżeć w trawie tak długo, aż pies na nie praktycznie wejdzie, dopiero wtedy zaczynają biec. Strasznie muszę uważać. Sarny to też norma, u mnie łażą blisko centrum miasta, wystarczy niewielka polanka i trochę krzaków, żeby spotkać sarny :roll: Ostatnio były pod szkołą, koło basenu, potem spotkałam kolejne blisko kortu tenisowego... Co tu dużo mówić, zwierzyna w lesie to super sprawa, ale taka łażąca po psich łączkach to już o wiele mniej :diabloti: A co do kun i lisów, to u nas tego na potęgę, często mnie TZ odwozi w nocy i nieraz widzieliśmy kuny czy lisy biegające ulicami ;)

Szczytem był pyton na moim podwórku :evil_lol: Zielono-seledynowe bydlę, ktoś pewnie go wypuścił z terrarium, bo za bardzo urósł :roll:

A co do sarenek i aut... Ostatnio byłam świadkiem, jak facet zabił autem sarnę. Biegałam w lesie z psami, byłam jeszcze blisko drogi, nagle słyszę BAM! Zawróciłam, myślałam, że może psa jakiegoś potrącił czy coś... Lepiej sprawdzić. W każdym razie auto stoi na awaryjnych, pełno krwi, facet w krwi ciągnie sarnę za nogi do lasu. Podchodzę i pytam, czy nic się nie stało. A ten wrzasnął: "WIDZISZ, CO ONA MI ZROBIŁA?!". No tak, wredna sarna terrorystka-samobójczyni, postanowiła mu autko skasować :diabloti: Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby w środku lasu tak szybko jechać. Faktycznie przodu auto nie miało :roll:

Posted

Generalnie tata jeździł tak, żeby nawet zwierzęta były bezpieczne. Mama to samo - "prędzej w słup wjadę niż kota potrącę". ;) Ale wtedy dzik wybiegł z krzaków obok drogi, nie było możliwości, żeby wcześniej go dostrzec. Jednak z tego co wiem - po zderzeniu wstał i uciekł w las, więc nikt nie ucierpiał. Także to nie było tak, że z drogi trzeba było sprzątnąć martwego dzika.

Kiedyś oglądałam sobie w TV program o łosiach, które wybierały się na spacerki do miasta i dewastowały wszystko co im się pod kopyta nasunęło. Nikt rozgryźć nie mógł dlaczego są takie agresywne. Jak się później okazało "winne" były zepsute jabłka, które łosie zjadały i na swój sposób stawały się pijane. Cieszę się, że mieszkam w okolicach, gdzie dzikie zwierzątka nie wpadają z odwiedzinami. Aczkolwiek na spacerach istnieje możliwość spotkania lisa, zająca, o sarnach jeszcze nic nie słyszałam. :p

Posted

Mojej mamie kiedyś lis wszedł prawie do domu - było oberwanie chmury a moja mama otwarła drzwi do domku na wsi bo coś akuratnie smażyła i nagle kątem oka widzi w drzwiach psa... Nic dziwnego ale gdy się odwróciła tknęło ją że my przecież nie mamy rudego puchatego psa i odwróciła się raz jeszcze a za próg już wkraczał lis... Sądzimy że nie był normalny i zdrowy, wyglądał bardzo kiepsko, pozatym zapuścił sie do domu a to juz podejrzane...Nim nasz pies zdążył zareagować to mama narobiła takiego wrzasku że lis sam czmychnął...

Posted

Lisy w mieście to juz norma, jest nawet określenie "lisy miejskie"- cóż, zabieramy zwierzętom coraz więcej przestrzeni, więc muszą sobie jakoś radzić. Lisy szybko się uczą ze od ludzi w mieście niewiele im grozi to i się bardzo nie boją ;) we Wrocku spotykam je często, i to w samym centrum- łażą po śmietnikach, wyżerają kotom bezdomnym, polują na szczury...
We Wrocławiu są też kuny- strasznie śmiesznie wygląda jak w czasie zalotów lataja za sobą z wrzaskiem :0
Poza tym bobry (Park Wschodni), wydry (Wyspa Słodowa), no dziki i sarny to na obrzeżach, jelenie w podwrocławskich lasach, wszelkie małe zwierzątka, całe mnóstwo ptaków...coraz częściej też można spotkać i na Dolnym Śląsku wilka.

Przy czym naprawdę zdecydowana większość zwierząt jest jak najdalsza od atakowania ludzi, zdążyły się nauczyć, że nas trzeba raczej unikać ;)

Ja się plączę po lasach od dziecka, spotkałam naprawdę dużo zwierząt i jak widać żadne nie miało w planach nic mi zrobić. Nawet sarna na którą nadepnęłam (taaa, spała twardo w paprociach, a ja na nią praktycznie wlazłam, nie wiem, kto się bardziej wystraszył ), ani wilk w Bieszczadach ;)

Posted

Zawód weterynarza na widok naszego kundla bliżej:
"Łee, a ja myślałem ze to whhipet" :roll:
Ale i tak stwierdził ze ma charcie mięśnie na nogach i 80% tego whippeta wiec sie teraz cieszymy ze mamy psa " rasowy z daleka" :D

Posted

my mamy w parku bobry, spotkalismy kiedyś na brzegu jednego. kawał drania, sam ogon to pewnie z 10 kg mięśni. stan przedzawałowy miałam, jak moja sucza go zobaczyła. spięła się jak do polowania, na szczęście pewna nie była, czy polowac, czy spitalać - ona z tych bojących, a że wcześniej nie widziała takiego potfffora, to ciężko myślała, polować, czy nie, widac było po niej, że miele dane :-). wspierałam głosem jej decyzje, zeby nie, i na szczęście zdecydowała, ze jednak nie. uff, bo cała waży mniej od takiego bobrzego ogona... dobrze, ze wtedy jeszcze nie miałam aktualnego tymczasa, bo ten, mimo że od niej jeszcze kilo lżejszy, to nie miał by żadnych wątpliwości niestety, on najpierw działa, a potem myśli, a i to nie zawsze.

Posted

Do tego akurat przywykłam , ale dodam jako komentarz, bo nam się off robi ;) :

Jakieś parę dni temu szłam sobie ulicą i idzie starszy pan i zerkna na Waldka...Widać że pies mu się podoba i gdy go mijamy zagaduje :" piękny pies!!! to pointer prawda?"
"tak" - odpowiadam.
Na to starszy pan " no piękny. Polujący??"
"nie, ale pracujący" - odpowiadam mu i już zamierzam powiedzieć że pies z powołaniem się nie minął,
a pan na to zniesmaczony " eeeeeeeeeee!!! to już by mu lepiej w schronisku było...." - po czym spojrzał na mnie z wyrzutem i rozeszliśmy się...:roll:
:loveu::loveu:

Ponadto dzisiaj aż 2 razy usłyszałam coś na kształt " patrz jaki brzydki/dziwny pies". Najpierw mijające nas dziewczyny przeżywały że Wald jest dziwaczny, a potem trójka jakichś chłopaków - widziałam że zaintrygował ich bardzo zadarty nos Walda bo jeden drugiemu pokazywał z obrzydzeniem jakieś ukosy w okolicach twarzy sięgając aż pod niebo :lol:

Posted

Zrobiła się wiosna i wróciliśmy na rower tj. ja na rowerze a biedna sucz piechotą popryndala po osiedlu, żeby nie straszyć , jeździmy po 22.Sucz , zeby nie było, obróżka świecąca jak księzyc w pełni, adresówka robiąca hałas taki, że każdego obudzi i jak co roku /bo zimą to się snujemy po pustkowiach nocą i nikogo nie straszymy/ komentarze ," Pan zabierze tego psa" lub " proszę na smyczy prowadzić"Sucz przy rowerze to pracuje i ma w poważaniu wszelkie psy, nawet atakujące ją, omija je szerokim łukiem i to chyba przeszkadza innym ludziom.
Ich psy na smyczy się drą,ciągną właściciela przez ulicę z rykiem i to chyba działa na ludzi,bo ich cudo na smyczy zjadło by Shilę a moja
luzem i nic- o pracy z psem to nikt nie słyszał:evil_lol:.
Wczoraj jedziemy, z przeciwka po chodniku /połączonym ze ścieżką rowerową/ idzie pani z jamnikiem, mały drze się w niebogłosy, pani psa jak zwykle w takiej sytuacji na ręce- przecież zaraz czarny, wielki potwór zagryzie małego jamniczka i nagle olśnienie "A to pan z tym grzecznym psem, patrz Fafik , pies nam nic nie zrobi " psa sru na chodnik, ten ,jak pani go puściła, chciał pokazać jak baaaardzo nie lubi ułożonych suczy i zaatakował. Shila przeskoczyła nad agresorem, poszła dalej.No i clou programu "Niech pan prowadzi psa na smyczy, jeszcze się może rzucić na moj kruszynę". Ja już nawet nie dyskutuję z takimi ludźmi.

Posted

[quote name='Shilomaniak']Zrobiła się wiosna i wróciliśmy na rower tj. ja na rowerze a biedna sucz piechotą popryndala po osiedlu, żeby nie straszyć , jeździmy po 22.Sucz , zeby nie było, obróżka świecąca jak księzyc w pełni, adresówka robiąca hałas taki, że każdego obudzi i jak co roku /bo zimą to się snujemy po pustkowiach nocą i nikogo nie straszymy/ komentarze ," Pan zabierze tego psa" lub " proszę na smyczy prowadzić"Sucz przy rowerze to pracuje i ma w poważaniu wszelkie psy, nawet atakujące ją, omija je szerokim łukiem i to chyba przeszkadza innym ludziom.
Ich psy na smyczy się drą,ciągną właściciela przez ulicę z rykiem i to chyba działa na ludzi,bo ich cudo na smyczy zjadło by Shilę a moja
luzem i nic- o pracy z psem to nikt nie słyszał:evil_lol:.
Wczoraj jedziemy, z przeciwka po chodniku /połączonym ze ścieżką rowerową/ idzie pani z jamnikiem, mały drze się w niebogłosy, pani psa jak zwykle w takiej sytuacji na ręce- przecież zaraz czarny, wielki potwór zagryzie małego jamniczka i nagle olśnienie "A to pan z tym grzecznym psem, patrz Fafik , pies nam nic nie zrobi " psa sru na chodnik, ten ,jak pani go puściła, chciał pokazać jak baaaardzo nie lubi ułożonych suczy i zaatakował. Shila przeskoczyła nad agresorem, poszła dalej.No i clou programu "Niech pan prowadzi psa na smyczy, jeszcze się może rzucić na moj kruszynę". Ja już nawet nie dyskutuję z takimi ludźmi.[/QUOTE]

Zazdroszczę Ci stalowych nerwów, ale nie zazdroszczę okolicy :roll: Denerwuje mnie to, że człowiek nie ma żadnych profitów z ułożenia i dbania o wychowanie swojego psa. Skoro masz super wychowanego psa, to gratisem powinna być możliwość dania mu większego luzu...
Ja chyba bym nie wytrzymała i powiedziała pani, że jak jeszcze raz jej pies podbiegnie do mojego to dostanie gazem :diabloti: Z drugiej strony, może masz rację, lepiej nie reagować, bo wtedy takie osoby nie chcą się zemścić i nie zrobią Ci jeszcze większych problemów :cool3:

Posted

[quote name='ulvhedinn'][...]Jest w Wielkiej Brytanii projekt szkolenia koników miniaturowych na przewodników osób niepełnosprawnych: [URL]http://www.guidehorse.com/[/URL]
Te koniki (falabella) są wielkości umożliwiającej trzymanie ich w domu (co nie znaczy, że nie powinny mieć wybiegu), u nas na razie jest ich malutko, ale kto wie, może niedługo da się spotkać konika pod blokiem.... (ja się już zastanawiałam, co moi sąsiedzi by powiedzieli i czy metodą "e to niemożliwe" wmawialiby sobie że to taki nietypowy pies).[/QUOTE]

Mieszkam sobie w nieduzym podwarszawskim miasteczku. Składajacym się w duzej mierze z starych willi i któregoś razu jadąc sobie z pracy pociągiem, wyglądałam przez okno. Już wjechaliśmy w miasteczko, zaglądam za płot jednej z starych, drewnianych willi, a tam Pan przez drzwi tarasowe wychodzi z salonu prosto na ogród, obok Niego dumnie kroczy biały kucyk.
Gdy kilka dni potem wybrałam się z psami w tamten rejon, okazało sie, że konik w zależności od pory roku, mieszka w częsci domu lub w ogrodzie.
;)



Ale z innej beczki.
Trzy miesiące temu przygarnęłam bernenkę. Ot, z przyzwoitego polskiego łańcucha (bo uciekała i robiła podkopy).
Wystrachane to to do niemożliwości. Psom jeszcze potrafi przedstawić swoje zdanie, ale ludzie wywołują w Niej panikę i dłuższą chwilę zajmuje Jej przyzwyczajenie się do każdej nowej osoby.
Ponieważ psica nie ciachnięta, a i z oczami miała problemy, odwiedzałyśmy jedną z warszawskich klinik.
Grzecznie czekałyśmy na swoją kolej, schowane do połowy za jakimś słupo-kominkiem, suka zwinięta w kłębuszek między moimi nogami, telepała się lekko.
Współoczekujący patrzyli się z lekką litością, nikt się z łapami nie pchał. Do czasu. Z hałasem i rumorem do poczekalni wpadła starsza pani z psem podobnym do pinczerka. Pies ubrany w buciki z podspodu wystawały skarpetki, po za tym golfik, na to bezrękawnik z kapturkiem, a pod kapturkiem jeszcze futrzana czapeczka.
Sam widok budził uśmiech na twarzy.
Pani się rozebrała, z psa ściągnęła czapeczkę i kapturek, bezrękawnik rozpięła... i zaczęła się rozglądać.
Dojrzawszy telepiacą się Bonitę , zagadała do pieska "Zobacz Kochanie, tam Niunia się boi. Chodź Kochanie, podejdziemy do Niej i opowiesz Jej jak u Pana Doktorka jest fajnie, co?"
Sucza na sam widok wstajacej kobiety próbowała zmaleć o połowę i wbić się głębiej w ścianę. Więc grzecznie do Pani mówię, żeby nie podchodzila, bo suka się boi.
"Oh jej! To proszę Jej wytłumaczyć, ze nie ma czego! Ale proszę uwazać, bo jak się boi, to może ugryźć!" po czym do swojego pinczerka "Choć Kochanie, nie chcemy, by ten wielki, czarny, straszny pies zrobił Ci krzywdę, prawda? No i może jeszcze Mamusię ugryźć!"

A moja sucza, w przykurczu i chuda była wtedy (28 kg), czarna tylko częściowo - jak na berneńczyka przystało.
Ot. Agresorka, bojąca się własnego cienia. Ludzi nie gryząca, nawet przy mierzeniu temperatury, zaglądaniu w uszy i zakraplaniu czegoś dziwnego do oczu.
Ale po co bez pytania się pchać do cudzego psa?!:mad:

Posted

Ja bym jeszcze tej pani zrobiła szybki wykład: "Pies to nie lalka, ani dziecko. A tego malucha pani przegrzeje i w końcu zdechnie" :diabloti:
Mi sie kilka razy zdarzyły tego typu akcje: ktoś podchodzi z łapami do psa, ja mówię żeby tego nie robił i....... pies startuje do nachalnego człowieka :evil_lol: a ja tylko : mówiłam, że nie lubi obcych...

Posted

[quote name='milla.j'] Z hałasem i rumorem do poczekalni wpadła starsza pani z psem podobnym do pinczerka. Pies ubrany w buciki z podspodu wystawały skarpetki, po za tym golfik, na to bezrękawnik z kapturkiem, a pod kapturkiem jeszcze futrzana czapeczka.
Sam widok budził uśmiech na twarzy.
Pani się rozebrała, z psa ściągnęła czapeczkę i kapturek, bezrękawnik rozpięła... i zaczęła się rozglądać.
Dojrzawszy telepiacą się Bonitę , zagadała do pieska [B]"Zobacz Kochanie, tam Niunia się boi. Chodź Kochanie, podejdziemy do Niej i opowiesz Jej jak u Pana Doktorka jest fajnie, co?"[/B]
[/QUOTE]


ryczę ze śmiechu :grin: uwielbiam takie paplające ciocie-klocie, jechałam w pociągu kiedyś z taką babeczką, elegantka z cyklu "moda sprzed 30 lat", perełki, kozaczek, perłowa szmina i Franio - mały kundel z wystającymi zębami, taka typowa beczułka ze szczurzym ryjkiem, piesek się usadowił w pociągu koło mnie na siedzeniu :loveu: (nie mam nic przeciwko, nawet fajnie się jechało z futrem, ale ktoś mógłby się zbiesić za bezpardonowe wrzucenie psa na przedziałową kanapę), no i ta oto agentka całą drogę titała do Frania, pełnymi zdaniami, ze szczerym przejęciem - np. "no nieee martw się, Franiu, już niedługo.. jeszcze wytrzymaj, zrobisz kupkę niedługo, a później pani da ci pasztecik" :loveu:
TŻ wywalał oczy całą drogę i chciał tą babkę nagrać na telefon, ale zabroniłam :diabloti:

nie wiem, czy to szkodliwe dla mózgu i otoczenia zachowanie, ale ja byłam zauroczona :D

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...