Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

A skąd wiesz, że nie ma szczepień? :eviltong: (pomijam już to niektórzy albo w ogóle nie szczepią bo nie chcą, albo kwarantanny nie stosują)

PS. Ktoś wyżej napisał, że od kota się nie zarazi- tak swoją drogą ;)

Posted

ulvhedinn napisał(a):
Ja jestem bardziej ciekawa, co mają bezdomne koty do wyprowadzania yorka na spacer, zeżrą go, czy jak?


mojego westa jeden kot chciał zjeść jak mysz :evil_lol:
a był 2 razy większy od tego yorka ;)
Zwłaszcza, że teraz kotka ma kociaki, uzna Tofinia za zagrożenia i udrapnie.

i TAK psy mogą zarazić się od kotów, chociażby jakimiś pasożytami, grzybicą ;)
Wątpię żeby piesek miał wszystkie szczepienia, gdyż ma 2 miesiące ;)
Pixel dostał ostatnie szczepienie w wieku 4 miesięcy i od tamtej pory może chodzić gdzie mu się podoba :eviltong:

Posted

Jak ma dwa miesiące, to jest już po 2 szczepieniu :eviltong: jak dla mnie może wychodzić :cool3: mój też tyle ma i kilka dni po 2 dawce wychodziliśmy już normalnie ;)
Nie popadajmy w paranoję... Nie widzę sensu trzymania w domu psa do 15 tyg życia albo i dłużej jeśli doliczyć wścieka :eviltong: podobno do 12-13 tyg jest dla szczyla najważniejszy okres jeśli chodzi o socjal :roll:

Posted

A mnie ostatnio trzy razy różne osoby zaczepiały i pytały, jakim cudem się moje psy nie gryzą :diabloti:

Dzisiaj rozmowa ze starszym państwem:
Pani - One się już ze sobą zgadzają?
Ja - Ale one zawsze się ze sobą zgadzały...
Pani - Ale się nie gryzą?
Ja - No, jak widać, nie.
Pani - Bo to kundelki, kundelki są najmądrzejsze.
Pan - Ale te dwa (wskazuje na większe Fro i Herę) to nie są kundelki.
Ja - Nie, nie, to kundle. Wszystkie to kundle.
Pan - Taa?

Widać było, że nie uwierzył ;) Często mam takie rozmowy z ludźmi, bo dla nich kundelek to tylko mały pies, a średni czy duży pies nie może być kundlem, niezależnie od wyglądu.
Dorwała mnie też pani, która miała kiedyś szanucerkę i nie mogła się nadziwić, że moje psy się ze sobą zgadzają. Ostatnio też zaszedł mi drogę chłopak 20letni i też coś mówił o tym, jakie to dziwne, że się jeszcze nie zagryzły :roll:

Szczerze mówiąc, to smutne, bo takie osoby widocznie miały niezsocjalizowane, walnięte psy, które rzucały się na inne i stąd takie zdziwienie... Moje psiaki mają mnóstwo psich kumpli, którzy jak tylko widzą naszą bramę to ciąąągną do środka, no bo tam jest takie fajne stado piesków :lol: Już nie mówiąc o tym, że cała moja czwórka dałaby się za siebie pokroić, jeden bez drugiego nie pójdzie, zawsze na siebie czekają, a jak zwiać na spacerze - to razem oczywiście :evil_lol:

Posted

Tak, mnie też zawsze dziwi, jak ludzie się dziwią, że moje suczki się ze sobą zgadzają. Teraz mam matkę i córkę, więc jak mówię, że to matka i córka: "a, to dlatego" - no ale to przecież nie tylko dlatego, wcześniej miałam też psy niespokrewnione. Nie wiem, czemu to ludzi dziwi...

Posted (edited)

mnie ostatnio strasznie skrytykowała pani suczki beagla (co mnie spotka czasem, to mnie krytykuje)
że moje dwie suki są okropne
bo
jak jej suczka spotka moje dwie na spacerze ( i wszystkie są bez smyczy) to one mają na jej suczkę bardzo, ale to bardzo zły wpływ
i jej suczka udaje, że nie słyszy że Pani ją woła i nie chce wracać -tylko za moimi biega i się z nimi bawi i patrzy na nie jak zaczarowana

a jeszcze jak ja swoje suczki wołam, to coś takiego robię
że jej suczka, też do mnie biegnie razem z moimi psami

i jestem okropna, bo mam zły wpływ na jej psa -pod moim wpływem i moich psów po prostu jej porządny pies głupieje
i że ona sobie nie życzy, żeby jej suczka przychodziła do mnie, jak ja wołam swoje psy

Edited by Patmol
Posted

Patmol napisał(a):
mnie ostatnio strasznie skrytykowała pani suczki beagla (co mnie spotka czasem, to mnie krytykuje)
że moje dwie suki są okropne
bo
jak jej suczka spotka moje dwie na spacerze ( i wszystkie są bez smyczy) to one mają na jej suczkę bardzo, ale to bardzo zły wpływ
i jej suczka udaje, że nie słyszy że Pani ją woła i nie chce wracać -tylko za moimi biega i się z nimi bawi i patrzy na nie jak zaczarowana

a jeszcze jak ja swoje suczki wołam, to coś takiego robię
że jej suczka, też do mnie biegnie razem z moimi psami

i jestem okropna, bo mam zły wpływ na jej psa -pod moim wpływem i moich psów po prostu jej porządny pies głupieje
i że ona sobie nie życzy, żeby jej suczka przychodziła do mnie, jak ja wołam swoje psy


To straszne:evil_lol:, ani chybi czarownica jesteś, bo normalny pies to tylko do takiej co urok rzuci :eviltong::eviltong: przybiegnie. Biedna pani "właścicielka" , nigdy nie słyszała o nauce , jakby poszła na kurs posłuszeństwa może by ogarnęła temat. Większość takich "właścicieli" jest okrutnie zdziwiona, że pies może być posłuszny . Ludzie są cokolwiek nierozgarnięci.

Posted

Wczoraj byłem ze swoją wariatką w parku- jest taki w Warszawie , gdzie tolerują psy luzem. Shila jest tak nakręcona na aport że może pracować godzinami. Rzucałem jej do wody zabawkę, kolorową, więc ją widziała i przynosiła- w końcu ją przegryzła , zaczęła aportować patyk, niestety niewidoczny na tafli wody , więc pies pływał szukając badyla coby przynieść, naprowadzałem ją, a z tyłu komentarz; niektórzy to mają rozdmuchane ego i pies musi umieć wszystko, sam sobie życia pewnie nie ułożył i zmusza psa do takiego wysiłku. Pewnie lepiej byłoby gdybym ja wskoczył do wody i zaaportował psu patyka. A drugie coś to jazda przy rowerze, dla Shili to też praca/ a co dla niej nie jest pracą/, jak jechaliśmy spięci smyczą to atakowały nas różne podbiegacze, a właściciele jeszcze luzowali smycz , "pieski tylko się obwąchają" moja spłoszona bo jest pracująca a jakiś pies wysyła CS-a typu ;ja cię czarna małpo nie lubię. Teraz poszedłem po rozum do głowy, pies luzem, widzą nas z daleka , to najpierw luźna smycz , z bliska jak widzą że pies biegnie luzem to nagle yorki, jamniki i inne małe lądują na rękach właścicieli a jeśli się nie da to Shila robi susa nad drącym się psem , obok drącej się pani , pana i jedziemy dalej. Tylko ten komentarz " takiego psa to trzeba na smyczy prowadzić". Ja już nawet nie wdaję się w dyskusję , bo tylko człowiek się nakręci a efektu żadnego.

Posted

Shilomaniak napisał(a):
Wczoraj byłem ze swoją wariatką w parku- jest taki w Warszawie , gdzie tolerują psy luzem. Shila jest tak nakręcona na aport że może pracować godzinami. Rzucałem jej do wody zabawkę, kolorową, więc ją widziała i przynosiła- w końcu ją przegryzła , zaczęła aportować patyk, niestety niewidoczny na tafli wody , więc pies pływał szukając badyla coby przynieść, naprowadzałem ją, a z tyłu komentarz; niektórzy to mają rozdmuchane ego i pies musi umieć wszystko, sam sobie życia pewnie nie ułożył i zmusza psa do takiego wysiłku. Pewnie lepiej byłoby gdybym ja wskoczył do wody i zaaportował psu patyka. A drugie coś to jazda przy rowerze, dla Shili to też praca/ a co dla niej nie jest pracą/, jak jechaliśmy spięci smyczą to atakowały nas różne podbiegacze, a właściciele jeszcze luzowali smycz , "pieski tylko się obwąchają" moja spłoszona bo jest pracująca a jakiś pies wysyła CS-a typu ;ja cię czarna małpo nie lubię. Teraz poszedłem po rozum do głowy, pies luzem, widzą nas z daleka , to najpierw luźna smycz , z bliska jak widzą że pies biegnie luzem to nagle yorki, jamniki i inne małe lądują na rękach właścicieli a jeśli się nie da to Shila robi susa nad drącym się psem , obok drącej się pani , pana i jedziemy dalej. Tylko ten komentarz " takiego psa to trzeba na smyczy prowadzić". Ja już nawet nie wdaję się w dyskusję , bo tylko człowiek się nakręci a efektu żadnego.

Kup jej czerwone juliusy z napisem "pies przewodnik", "ratownik", "jestem w pracy" albo coś w ten deseń, może ludzie nie będą spuszczać swoich psów gdy Ty jedziesz na rowerze.

Posted

Juliusy to my mamy, tylko ludzie są niezbyt rozgarnięci. Byliśmy w Giżycku, Shila w szelkach, a jakieś jełopy rzuciły kotem w psa, Shila poszła za kotem, wróciła ale do durni nie dotarło że rozumu to nie mają. Generalnie nic nie mam przeciwko psiakom luzem , tylko problem jest z właścicielami, którzy nie czują że nie zawsze psy muszą się obwąchiwać i obszczekiwać. Podejrzewam , że nikt nie przeczyta napisu na juliusach, a ludzie i tak mają zastrzeżenia do psa luzem a nie przeszkadza im pies który rzuca się na wszystkie czworonogi ogoniaste- bo jest na smyczy.

Posted

Mieszkamy w bloku niestety bez balkonu i nasz pies jest zmuszony wyglądać sobie czasami przez okno. I terz historia z dnia dzisiejszego.
Pies w oknie a głupi sąsiad gada z dziadkiem i mówi : Psy z Angli to ważą nawet po 500 kg. A to jest Anglik, to widać.- patrzy na swojeo kundelka i mówi- A mój to Owczarek niemiecki. One już są agresywne. Ale mój już tak ma ma, na dzieci sie nie rzuca, piluje je cały czas.
Chwila później pies tego owego pana rzuca się na dziecko jadące rowerem i na kilka innych biegające po podwórku.

Oczywiście mowa była o psie sąsiadki, która ma mix cocker spaniela :)

Posted

Shilomaniak napisał(a):
Juliusy to my mamy, tylko ludzie są niezbyt rozgarnięci. Byliśmy w Giżycku, Shila w szelkach, a jakieś jełopy rzuciły kotem w psa, Shila poszła za kotem, wróciła ale do durni nie dotarło że rozumu to nie mają. Generalnie nic nie mam przeciwko psiakom luzem , tylko problem jest z właścicielami, którzy nie czują że nie zawsze psy muszą się obwąchiwać i obszczekiwać. Podejrzewam , że nikt nie przeczyta napisu na juliusach, a ludzie i tak mają zastrzeżenia do psa luzem a nie przeszkadza im pies który rzuca się na wszystkie czworonogi ogoniaste- bo jest na smyczy.

No to pozostaje mi współczuć :roll: To jest strasznie irytujące, kiedy wkłada się dużo pracy w wychowanie swojego psa, a bezmyślni ludzie nie dość, że uprzykrzają spacery, to jeszcze mogą "zepsuć" ci psa... :mad:

Posted

z tą pracą i umiejętnościami to w ogóle jest śmiesznie.
moja mama uważa, że maltretuję psa - oczywiście wybiórczo.
mój Patryk nie dostaje nic za darmo - ma tendencję do włażenia na głowę (nie można mu np. "raz popuścić", bo potem on traktuje to jako normę), a kocha jedzenie, więc absolutnie wszystko dostaje za coś - nawet michę.

mama uznała, że dawanie miski psu za łapę, sztuczkę czy cokolwiek innego to - uwaga - brak szacunku :D i ostatnio ją przyłapałam jak mu podtykała jakąś kiełbachę po tajniaku, to zebrała ochrzan.

dodatkowo każde robienie sztuczek to maltretowanie, bo "piesek tak prosi" (a jak trzymam smaka, to jest sekwencja, np. łapy, potem obie w górę, potem obrót w powietrzu i dopiero smak) i moja rodzicielka uważa, że to drażnienie się, a nie trening (bo po co trenować!)

NATOMIAST

kiedy przychodzą koleżanki, to woła pierworodną i każe psa "maltretować", coby żadna jej koleżanka nie przeoczyła psa - cyrkowca, który "tak śmiesznie to wszystko umie robić" :evil_lol:

kiedy robię mu sesję nauki (teraz trenujemy trik "módl się"), to przychodzi, patrzy smutna i mówi "no daaaj mu spokój...", ewentualnie "no daj mu już bo zobacz jak patrzy" :D

ech, mama gdyby miała psa, to skończyłby jako tłuścioch z rozwalonymi stawami..

Posted

Aussie - w naszym oświeconym społeczeństwie panuje przekonanie, że suki muszą się nienawidzić. Więc jak się ludzie dowiadują, że mam 3 suki i psa, to po prostu im oczy na wierzch wychodzą, że się nie zabiły jeszcze :diabloti: No, czasem słyszę jeszcze komentarz odnośnie Frotka: "Nooo, temu to dobrze..", bo do ludzi nie dociera, co to znaczy "wykastrowany" :evil_lol:

Patmol napisał(a):
mnie ostatnio strasznie skrytykowała pani suczki beagla (co mnie spotka czasem, to mnie krytykuje)
że moje dwie suki są okropne
bo
jak jej suczka spotka moje dwie na spacerze ( i wszystkie są bez smyczy) to one mają na jej suczkę bardzo, ale to bardzo zły wpływ
i jej suczka udaje, że nie słyszy że Pani ją woła i nie chce wracać -tylko za moimi biega i się z nimi bawi i patrzy na nie jak zaczarowana

a jeszcze jak ja swoje suczki wołam, to coś takiego robię
że jej suczka, też do mnie biegnie razem z moimi psami

i jestem okropna, bo mam zły wpływ na jej psa -pod moim wpływem i moich psów po prostu jej porządny pies głupieje
i że ona sobie nie życzy, żeby jej suczka przychodziła do mnie, jak ja wołam swoje psy


A ta pani jest zdrowa psychicznie? Pytam serio, bo mi trudno uwierzyć w aż tak bezdenny brak samokrytyki... Chyba bym ją zjechała, że ma psa na smyczy prowadzić, skoro nie umie nad nim zapanować i znajomość by się skończyła ;) Albo powiedziałabym, że jestem magiczna i mam zdolności rozmowy ze zwierzętami, więc dlatego jej suka mnie słucha :diabloti: Mam wrażenie, że osoba jej pokroju by w to uwierzyła :cool3:

Shilomaniak - to strasznie przykre, co piszesz :roll: I dla Twojego psa, który musi znosić ataki innych, mimo że je ignoruje, i dla tych psów, które pewnie świetnie by pracowały, gdyby ktoś dał im szansę...



Ja wczoraj usłyszałam, że mam złe podejście do psów :diabloti: Kiedy je dyscyplinowałam, bo dostały radosnego szału na widok swoich psich kumpli i totalnie mnie olały. Więc dostały karne warowanie aż do zwolnienia z komendy, jednak jedno z nich postanowiło i tak mieć mnie gdzieś... No, więc za kark i waruj bez litości :evil_lol: Pewnie powinnam była im wciskać parówki w mordki i błagać, żeby mnie posłuchały, bo przecież na pewno jestem lepsze niż ich psi kumple :loveu:
Słyszałam nieraz, że wprowadzam psom "pruski dryl", "męczę komendami", "są jak wytresowane małpki". Mam ochotę dać takim osobom cztery smycze do rąk, i niech wyprowadzą moje pieski sami :p Zresztą, samego Frotka bym dała - jak idzie ze mną (ostatnio też z mamą :multi:) to po prostu niekłopotliwy psi ideał. A jak go weźmie TZ... Budzi się wszystko w cudnym pieseczku, od ciągnięcia na smyczy po atakowanie innych psów. Aaaale przecież jestem złą pańcią dla biednych pieseńków, grzecznych samych z siebie :p

Posted

Pani Profesor napisał(a):
z tą pracą i umiejętnościami to w ogóle jest śmiesznie.
moja mama uważa, że maltretuję psa - oczywiście wybiórczo.
mój Patryk nie dostaje nic za darmo - ma tendencję do włażenia na głowę (nie można mu np. "raz popuścić", bo potem on traktuje to jako normę), a kocha jedzenie, więc absolutnie wszystko dostaje za coś - nawet michę.

mama uznała, że dawanie miski psu za łapę, sztuczkę czy cokolwiek innego to - uwaga - brak szacunku :D i ostatnio ją przyłapałam jak mu podtykała jakąś kiełbachę po tajniaku, to zebrała ochrzan.

dodatkowo każde robienie sztuczek to maltretowanie, bo "piesek tak prosi" (a jak trzymam smaka, to jest sekwencja, np. łapy, potem obie w górę, potem obrót w powietrzu i dopiero smak) i moja rodzicielka uważa, że to drażnienie się, a nie trening (bo po co trenować!)

NATOMIAST

kiedy przychodzą koleżanki, to woła pierworodną i każe psa "maltretować", coby żadna jej koleżanka nie przeoczyła psa - cyrkowca, który "tak śmiesznie to wszystko umie robić" :evil_lol:

kiedy robię mu sesję nauki (teraz trenujemy trik "módl się"), to przychodzi, patrzy smutna i mówi "no daaaj mu spokój...", ewentualnie "no daj mu już bo zobacz jak patrzy" :D

ech, mama gdyby miała psa, to skończyłby jako tłuścioch z rozwalonymi stawami..


u mnie w rodzinie praktycznie każdy daje psom żarcie za nic. mnie to zbytnio nie interesuje, nie licząc tego, że małemu nic nie można dawać ze względów zdrowotnych. śmieję się za to potem, jak ktoś mi się żali, że pies go nie słucha! :evil_lol: raz tłumaczyłam mojej mamie, żeby nie dawała tak za nic, tylko niech da jakąś komendę, żeby się jej słuchał... powiedziała mi, że nie musi się jej słuchać, ona chce tylko dać psu coś dobrego :diabloti:

Posted

ja się nasłuchałam na przystanku wykładu pt. "psy należy karmić" :diabloti:
skończyło się na oburzeniu pani wykładowczyni


często też słyszę pytania typu czy większa suczka nie pogryzła tej małej albo czy się tolerują w jednym domu


a moja babcia uważa, że ciągłe łażenie gdzieś z psem nie przystoi dziewczynce :diabloti:

Posted

Hehe moja mamuśka też uwielbia dawać nagródki za nic. Choć ona uważa że pracuje z nim..
Wygląda to tak - mama : "Aldo, siad", Waldek na to stoi i merda ogonem ("no daj mi szybko to kobietooo") więc mama mu wtyka smakołyk i " nooo dooobry piesek, dooobry" :D
Chyba już nie mam co jej tłumaczyć bo i tak tego nie zrozumie, próbuję tak i siak, a ona ciągle po swojemu. Np zabiera sobie psa bez smyczy na wiejską dróżkę - fakt że ludzi i aut to tu nie ma, ale wolałabym żeby miała większe panowanie nad nim w razie jakby, a potem uważa że jej pięknie słucha. Dziś obserwowałam - pies poszedł w krzaki i przepadł, a moja mama się rozgląda po okolicy, wiec mówię żeby go odwołała... mama woła...raz...drugi...trzeci... psa nie ma... Mówię mamie że tak być nie może, że ona ma krzyknąć mu "wróc" i pies ma być już teraz natychmiast przy niej. Na to moja mama oznajmia mi że tak własnie jest. Pies przybiega do niej za dłuższą chwilę a ona wtedy z dumą oznajmia mi " no widzisz jak ładnie wraca?":roll: Ma szczęscie ż ejest moją mamą ...

Posted

To ja mam o tyle dobrze że moja mama jak daje psu żarcie to każe mu usiąść :cool3:
A nawet mój 5 letni brat jak daje psu jakieś swoje ciasteczka czy część obiadu to mu każe wykonać jakąś komendę :razz:

Posted

Pani Profesor napisał(a):
z tą pracą i umiejętnościami to w ogóle jest śmiesznie.
moja mama uważa, że maltretuję psa - oczywiście wybiórczo.
mój Patryk nie dostaje nic za darmo - ma tendencję do włażenia na głowę (nie można mu np. "raz popuścić", bo potem on traktuje to jako normę), a kocha jedzenie, więc absolutnie wszystko dostaje za coś - nawet michę.

mama uznała, że dawanie miski psu za łapę, sztuczkę czy cokolwiek innego to - uwaga - brak szacunku :D i ostatnio ją przyłapałam jak mu podtykała jakąś kiełbachę po tajniaku, to zebrała ochrzan.

dodatkowo każde robienie sztuczek to maltretowanie, bo "piesek tak prosi" (a jak trzymam smaka, to jest sekwencja, np. łapy, potem obie w górę, potem obrót w powietrzu i dopiero smak) i moja rodzicielka uważa, że to drażnienie się, a nie trening (bo po co trenować!)

NATOMIAST

kiedy przychodzą koleżanki, to woła pierworodną i każe psa "maltretować", coby żadna jej koleżanka nie przeoczyła psa - cyrkowca, który "tak śmiesznie to wszystko umie robić" :evil_lol:

kiedy robię mu sesję nauki (teraz trenujemy trik "módl się"), to przychodzi, patrzy smutna i mówi "no daaaj mu spokój...", ewentualnie "no daj mu już bo zobacz jak patrzy" :D

ech, mama gdyby miała psa, to skończyłby jako tłuścioch z rozwalonymi stawami..


skąd ja to znam? :evil_lol:
Możesz 200 razy powtórzyć, ale jak nie patrzysz to już za nic smakołyczek :roll:

Posted

Szłam z wymęczonym psem. Mijało nas jakieś rozbawione towarzystwo i jeden z facetów 'tittititi jaki słodki kotek na smyczy'. Tylko sie uśmiechnęłam z politowaniem, bo co innego mogłam zrobić :lol: Już spotkałam się, że ludzie na ozdóbki tak mówią, ale na jamnika? :evil_lol:

Posted

wiki4 napisał(a):
Szłam z wymęczonym psem. Mijało nas jakieś rozbawione towarzystwo i jeden z facetów 'tittititi jaki słodki kotek na smyczy'. Tylko sie uśmiechnęłam z politowaniem, bo co innego mogłam zrobić :lol: Już spotkałam się, że ludzie na ozdóbki tak mówią, ale na jamnika? :evil_lol:

Nico to jamnik, Lisa to kot... :lol: Na smyczy to ja już chyba wszystko widziałam. Raz na wakacjach, w mieście mniejszym trochę od Leszna, wyglądam przez okno i widzę... świnię w szelkach i smyczy. :-o

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...