Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Mnie nie przeszkadza, że ludzie mylą rasy - w końcu nie każdy musi się znać - ale czasem jest faktycznie śmiesznie.
Parę dni temu sami wzięliśmy udział w konkrusie wiedzy kynologicznej. Wpadliśmy na piwko do knajpki przy górskim szlaku i zastaliśmy tam autochtona w stanie wskazującym. Pan wpatrzył się bardzo uważnie w naszego psa - tego z avatara - po czym wycelował palec i:
- foksterier, co?
- tak
- no ba! od razu wiedziałem!
:)

Posted

Mojego grzywka ktoś ostatnio nazwał jamnikiem :cool3: a dwie starsze panie myślały, że specjalnie psa tak golę- że niby taki trend :lol:

Posted

Z tymi yorkami raz że ludzie przesadzaja ze strachu, z drugiej strony czesto jest to uzasadniony strach. Znam 3 mikrusy, kazdy sie boi wiekszych psow. Bo kazdy zostal poturbowany czy to w zabawie czy w ramach przywitania z innym psem (jak york oberwie łapą od owczarka to ma prawo mocno zaboleć)

Dlatego ja nigdy nie bede miec mikrusa, najlepsze są średniaki :)

Posted

Ja z tym strachem o maluchy to się trochę nie dziwię- moja jest średnia (11 kg) a jak parę razy te większe w zabawie, bo nie chciały jej nic złego zrobić, przeleciały po niej to skończyło się piskiem i unikaniem dużych.

Co do znajomości ras, ja wcale nie mam ludziom za złe, że nie znają- ja marek samochodów nie znam i poznawać nie zamierzam :lol:, ale faktycznie czasami jest zabawnie :lol:.

Posted

Drodzy właściciele!
Wiosna, a nawet lato już w pełni, więc najwyższy czas na zabranie się za kondycję swoją i swojego zwierzaka. Nieprawidłowa dieta i brak ruchu niosą za sobą bardzo poważne zagrożenia dla życia i zdrowia naszych psów i kotów. Nie bądź obojętny i zaangażuj się w naprawdę ważną akcję. Pomóż nam walczyć z otyłością wśród zwierząt, bo jeśli nie my o nie zadbamy, to kto? Zaloguj się na oficjalnym forum i śledź nasze poczynania. Dołącz do nas i zostań ambasadorem akcji „Ważą się losy psów i kotów 2013”! Zostań z nami do końca, bo na finał szykujemy niespodziankę, która Was na pewno zaskoczy.

Posted

My mamy pointera, którego często mylą z chartem, no ale ok, mało popularna rasa, wybaczy się, bo chudy, sportowy, głowa może troche nie charcia ale co tam... Komentarze typu " czy on nie jest za chudy" albo " czy pani mu daje jeść?" są normą.
Często ludzie też pytają co to za rasa, a na moje "pointer- wyżeł angielski" zaczynają wmawiać mi że on jest mieszany, bo ma zły kolor - wyżły przecież są brązowe a nie biało-pomarańczowe... na nic tłumaczenia.
Lepiej - ostatnio poszłam do banku,a pies z narzeczonym czekali na zewnątrz. I nagle podchodzi do nich pijaczek i pyta " ile ma ton?" . Na to moj luby usmiechnął się pod nosem i odpowiedział z wielką powagą ,że pewnie malutko. Pijaczek ewidentnie musiał być znawcą rasy , bo szybko dodał " eeee to pewno mieszanka bedzie, bo amstaffy to dużo ton mają..."

Inna sytuacja : jesteśmy na wystawie z dwoma pointerami. Psy duże, ok 25kg, chude, wysokie. Nagle podchodzi do nas kobieta i " oooojeeeeejuuu!!! Amstafki! jakie piękne młode amstaffki!! ja uwielbiam amstaffy, jestem pasjonatką tej rasy". Widać było...

Posted

może nie pies,ale kurcze nie wiem co z taką cudaczną sytuacją robić.
mieszkam na parterze,od strony podwórka,okno[jedno] mam osiatkowane.
ostatnio cieplutko,więc wietrzę pokój i koty ile się da,więc koty przesiadują na parapecie 'polując' na ptaki.
siedzę przy kompie,kocury na oknie i słyszę "pszszsz,pszszsz,pszszszsz,patsz na kooty,pszszszszsz"
wstaję i podchodzę do okna,pod oknem stoi sąsiad ze swoim 'szicu' i mu palcem pokazuje na moje kociska.nie mogłam się powstrzymać.moja mina przez dłuższą chwilę była dokładnie jak to,to: o.O
no wcięło mnie.
jest taki sąsiad z góry,trochę upośledzony,i też 'kicia' na moje koty jak je w oknie zauważy,bo je lubi,no ale on to on,a ten to niby dojrzały dorosły człowiek jest.
moje pytanie:what the f..k?jakbyście się w podobnej sytuacji zachowali?

Posted

Ale on próbował poszczuć swojego psa na Twoje koty, czy tylko tak sobie je pokazywał?
Bo jak pokazywał, to chyba nic złego - ludzie antropomorfizują swoje zwierzęta i często traktują je jak dzieci.

Posted

No to może taki sam mechanizm, jaki kieruje matkami, które na widok psa mówią do dziecka pokazując psa palcem - zobacz, piesek, zobacz, piesek ;)
Mój tato też nieprawdopodobne rzeczy opowiada psu i utrzymuje, że jest rozumiany ;) Pewnie jakoś jest.
Ja się tylko wkurzam, gdy to przybiera formę "no, malutki, no malutki, pójdziemy na spacerek (w tym momencie pies zaczyna wariować z radości, bo "spacerek" to słowo-klucz), pójdziemy na spacerek... jak wrócę z kościoła i wypiję kawę, no? cieszysz się? Cieszysz się, cieszysz" :D :D

Posted

Ej, ja moim psom też różne rzeczy pokazuję- przede wszystkim Krze, bo ona jest okropnie ciekawska i jeszcze bardzo szybko się uczy, co oznaczaja nowe słowa, określenia. W końcu i pies i malutkie dziecko uczą się podobnie, jak mu pokażesz ileś razy żabę i powiesz "żaba" to zrozumie że żaba to właśnie to ;)

Posted

Tree napisał(a):
Uświadomiłaś panią, że to nie amstafy? :lol: Jak zareagowała?


Nie uświadomiłam i nie uświadamiam zazwyczaj nikogo, szczególnie jak widzę ze ten ktoś znacznie lepiej wie co ja mam. Tu babka nas totalnie zaskoczyła, pozatym co będę dyskutować z pasjonatką rasy :P Niektórzy wiem że lubią wtedy manifestować że pies rasowy, że to siamto tamto, szczególnie jak pies własnie do końca nie jest, ale ja raczej do tego skłonności nie mam ;)

Ostatnio jak jechaliśmy w tramwaju jakichś dwóch starszych panów też dyskutowało o naszym psie.
Pierwszy : " Ooo to ten pies ten z tych co poluje na króliki..."
Drugi : " Nooo, a skąd ty to wiesz?"
Pierwszy : " a wiem.... One strasznie szybkie są, one wiesz, tego królika doganiają i wiesz ..."
Dalej się nie wsłuchiwałam, ale rozmowa była dość ciekawa, zastanawiam się tylko skąd on to wie... Fakt faktem nasz pies lubi się puścić galopem za jakimś zającem w polu, ale po pierwsze nie dogania go i "wiesz", a po drugie tępi się ten nawyk bo gonienie za zwierzyną to ostatnia rzecz jaką pointer robić powinien.

Przypomniał mi się jeszcze jeden komentarz, tyle że do poprzedniego, niezyjącego już, naszego kundelka.
Stałam z nim na dworcu i czekałam na autobus, on był już zakagańcowany , a podchodzi do nas jakaś pani i pyta " przepraszam czy to ten pies podobny do świni?" Omal nie pękłam, bo Amor był takim dość krępym, opasłym niedużym psiskiem , ale czystowiejskim. Ładnie się uśmiechnęłam i odpowiedziałam że do świni owszem może i jest podobny, ale to nie ta rasa ( bo babce chodziło o bullteriera) :D

Bardzo cenni są tacy ludzie,bo krzywdy tym nie robią,a wprowadzają człowieka w dobry nastrój :)

Posted

filodendron napisał(a):
No to może taki sam mechanizm, jaki kieruje matkami, które na widok psa mówią do dziecka pokazując psa palcem - zobacz, piesek, zobacz, piesek ;)
Mój tato też nieprawdopodobne rzeczy opowiada psu i utrzymuje, że jest rozumiany ;) Pewnie jakoś jest.
Ja się tylko wkurzam, gdy to przybiera formę "no, malutki, no malutki, pójdziemy na spacerek (w tym momencie pies zaczyna wariować z radości, bo "spacerek" to słowo-klucz), pójdziemy na spacerek... jak wrócę z kościoła i wypiję kawę, no? cieszysz się? Cieszysz się, cieszysz" :D :D


Ostatnio jak szłam z psami to babka stała na balkonie i wrzeszczała do córki na całą ulicę " Chodź tuuu! Psy, pieski, zobacz! Chodź, pieski idą!!!" :cool3: Ale osobiście przyznam, że nie lubię tego, bo taki wrzask na ulicy zwraca uwagę każdego przechodnia i wszyscy się potem na mnie gapią - powinnam chyba opłaty zbierać za darmowe pokazy chodzenia z psami na smyczy :diabloti: Często efektem jest też dziecko, które na widok psa wrzeszczy hau-hau! Fakt, że moje psy na to leją, ale widziałam jak dzieci "szczekały" na burki za płotem, które sobie na tak jawny "atak" mało płuc nie wypluły. Jakby furtka była uchylona to nie byłoby wesoło - chyba lepiej dzieciaki uczyć, żeby nie prowokowały psów specjalnie.

Dziś byłyśmy z mamą z naszą czwórką na spacerze i podeszła pani, czy my może mamy schronisko. Pytała całkiem serio, bo ona oddała do schronu psa na przechowanie, bo nie ma w okolicy hotelu i myślała, że może my byśmy jej psa mogły przetrzymać jak ona wyjeżdża :razz: Co tylko wskazuje, jaka jest świadomość na temat schronisk w społeczeństwie - jakby schronisko polegało na spacerowaniu z psami po mieście, to byłoby fajnie ;)

Posted

zmierzchnica napisał(a):
Często efektem jest też dziecko, które na widok psa wrzeszczy hau-hau! Fakt, że moje psy na to leją, ale widziałam jak dzieci "szczekały" na burki za płotem, które sobie na tak jawny "atak" mało płuc nie wypluły. Jakby furtka była uchylona to nie byłoby wesoło - chyba lepiej dzieciaki uczyć, żeby nie prowokowały psów specjalnie.

A to my mieliśmy przygodę w podobnym klimacie, choć nie przez ogrodzenie a przez próg ;). Organizowaliśmy urodziny mojego taty w restauracji. Mieliśmy zarezerwowaną jedną salę i obsługa nie widziała żadnego problemu w tym, żeby towarzyszył nam pies. W sąsiedniej sali były odprawiane chrzciny (tzn. nie chrzciny tylko biba po nich ;)). Jak to zwykle na takich imprezach - była spora grupa dzieci w różnym wieku, ale raczej małych. Dla dzieciaków był specjalny kącik z pluszakami, zabawkami itp. Dzieci wyhaczyły naszego psa i zaczęło się niewinnie - ciumkanie, nawoływanie. A że pies nie reagował, to nastąpiła eskalacja zaczepek aż do szczekania, drażnienia, warczenia. W końcu powyciągały te pluszaki i leżąc na podłodze chyba w piątkę wymachiwały do psa tymi zabawkami i szczekały. Wszystko przez próg, bo - kierując się jakąś pokrętną dziecięcą logiką - najwyraźniej uważały, że póki nie wejdą do pomieszczenia, to nie naruszą naszego "terytorium".
Trwało to jakiś czas zanim nie postanowiłam po prostu zamknąć drzwi. Ale gdy tylko wchodzili kelnerzy, dzieci pojawiały się z powrotem. Przez cały ten czas nie zareagował nikt z dorosłych bawiących się w sąsiedniej sali.
Mojego psa to nie rusza - on sobie leżał w odległości paru metrów i obserwował z zaciekawieniem to dziwowisko w progu, czasem nawet kręcił głową, jak go coś szczególnie zaciekawiło. No, taki darmowy program rozrywkowy. Ale tak sobie pomyślałam, że gdybym miała inny egzemplarz - taki który dałby się w końcu sprowokować do szczekania, to rodzice dzieci pewnie natychmiast zjawiliby się z pretensjami, co też pies robi w restauracji ;)

Posted

filodendron napisał(a):
A to my mieliśmy przygodę w podobnym klimacie, choć nie przez ogrodzenie a przez próg ;). Organizowaliśmy urodziny mojego taty w restauracji. Mieliśmy zarezerwowaną jedną salę i obsługa nie widziała żadnego problemu w tym, żeby towarzyszył nam pies. W sąsiedniej sali były odprawiane chrzciny (tzn. nie chrzciny tylko biba po nich ;)). Jak to zwykle na takich imprezach - była spora grupa dzieci w różnym wieku, ale raczej małych. Dla dzieciaków był specjalny kącik z pluszakami, zabawkami itp. Dzieci wyhaczyły naszego psa i zaczęło się niewinnie - ciumkanie, nawoływanie. A że pies nie reagował, to nastąpiła eskalacja zaczepek aż do szczekania, drażnienia, warczenia. W końcu powyciągały te pluszaki i leżąc na podłodze chyba w piątkę wymachiwały do psa tymi zabawkami i szczekały. Wszystko przez próg, bo - kierując się jakąś pokrętną dziecięcą logiką - najwyraźniej uważały, że póki nie wejdą do pomieszczenia, to nie naruszą naszego "terytorium".
Trwało to jakiś czas zanim nie postanowiłam po prostu zamknąć drzwi. Ale gdy tylko wchodzili kelnerzy, dzieci pojawiały się z powrotem. Przez cały ten czas nie zareagował nikt z dorosłych bawiących się w sąsiedniej sali.
Mojego psa to nie rusza - on sobie leżał w odległości paru metrów i obserwował z zaciekawieniem to dziwowisko w progu, czasem nawet kręcił głową, jak go coś szczególnie zaciekawiło. No, taki darmowy program rozrywkowy. Ale tak sobie pomyślałam, że gdybym miała inny egzemplarz - taki który dałby się w końcu sprowokować do szczekania, to rodzice dzieci pewnie natychmiast zjawiliby się z pretensjami, co też pies robi w restauracji ;)


Ja bym chyba te dzieci pogoniła, grzecznie, ale stanowczo ;) Na dzieciaki raczej działa to, że obcy dorosły coś im powie. Dzisiaj np. dzieci postanowiły gonić na rowerku moje psy (słyszałam, jak to ustalały między sobą:cool3:), więc jechały za mną ciągle, ale stanęłam, odwróciłam się do nich i powiedziałam "jedźcie przodem, proszę"... Ależ grzecznie pomykały :diabloti: Chibi panicznie boi się dzieci, więc takie zachowanie ich mi nie pomaga. Niestety, u dzieciaków zwykle brak reakcji = eskalacja zachowania.. Tak mi chłopak ok 6-7 lat psa zepsuł, bo zauważył, że pies się boi i zaczął rzucać butelką - w górę, spadała potem na ziemię z wielkim hukiem. Ochrzaniłam go, ale było za późno. Suczka do dziś panicznie boi się tamtego miejsca i dzieciaków w tym wieku..:roll:

Ale to miłe, jak dzieciaki mówią do rodziców na nasz widok, że "idą pieski i też takiego chcą" i inne takie ;) Kiedyś jedna dziewczynka usiłowała namówić mamę, żeby dała jej prowadzić na smyczy mojego Frotka :lol:

Posted

zmierzchnica napisał(a):
Ja bym chyba te dzieci pogoniła, grzecznie, ale stanowczo ;)

Ze względu na dzieci na pewno powinnam była tak zrobić.
Z drugiej strony na naszej imprezie byli ludzie, którzy mają tak ciętego psa, że po prostu miło było (egoistycznie i pyszałkowato ;)) podziwiać ich podziw ;) ;)
Trochę żartuje oczywiście - w sumie jeśli rodzice tych dzieci nie uważali za stosowne wychowywać je w danym momencie, to ja chyba mogłam skorzystać i sprawdzić (pochwalić, nagrodzić) własnego psa (oczywiście pies był na smyczy i pod kontrolą).

Posted

Bulterier baranek :) dobre :)
mój szorstki kundelek został ostatnio nazwany przez robotników z budowy 'szczekliwym bandziorem' :diabloti:
a spanielka przy tej samej okazji 'dostojną królewną' :eviltong:

Posted

filodendron napisał(a):
No to może taki sam mechanizm, jaki kieruje matkami, które na widok psa mówią do dziecka pokazując psa palcem - zobacz, piesek, zobacz, piesek ;)
Mój tato też nieprawdopodobne rzeczy opowiada psu i utrzymuje, że jest rozumiany ;) Pewnie jakoś jest.
Ja się tylko wkurzam, gdy to przybiera formę "no, malutki, no malutki, pójdziemy na spacerek (w tym momencie pies zaczyna wariować z radości, bo "spacerek" to słowo-klucz), pójdziemy na spacerek... jak wrócę z kościoła i wypiję kawę, no? cieszysz się? Cieszysz się, cieszysz" :D :D

moj tata dzisiaj u weta chodzil z Lusią na rękach, tlumaczył i pokazywal jej wszystkie plakaty :diabloti:


apropo dzieci - kiedyś na agi przyszla kobieta z dzieckiem ok. 4 letnim chłopcem. stali przy slalomie, ktory mialam zamiar użyć. Jak podchodziłam (z 10 kilo psem na smyczy) kobieta powiedziała do dziecka "uważaj, nie podchodz, pies cie pogryzie i bedziesz musiał jechać do szpitala!" przeszlam ok. 1.5m koło nich na co biedny chłopiec zareagował strasznym płaczem i próbą ucieczki. Głupia baba najpierw go straszyła a potem przerażonego trzymała siłą kiedy chciał się odsunąć dalej.

Posted

Victoria napisał(a):
moj tata dzisiaj u weta chodzil z Lusią na rękach, tlumaczył i pokazywal jej wszystkie plakaty :diabloti:


apropo dzieci - kiedyś na agi przyszla kobieta z dzieckiem ok. 4 letnim chłopcem. stali przy slalomie, ktory mialam zamiar użyć. Jak podchodziłam (z 10 kilo psem na smyczy) kobieta powiedziała do dziecka "uważaj, nie podchodz, pies cie pogryzie i bedziesz musiał jechać do szpitala!" przeszlam ok. 1.5m koło nich na co biedny chłopiec zareagował strasznym płaczem i próbą ucieczki. Głupia baba najpierw go straszyła a potem przerażonego trzymała siłą kiedy chciał się odsunąć dalej.


Mnie rozwalają teksty typu: "odejdź od pieska, bo Cię ugryzie!" "chodź bo pan Cię zabierze" :roll:
A później wielkie zdziwienie, że dzieciak się boi psów/ludzi. Dziecku powinno się tłumaczyć, dlaczego do psa się nie podchodzi, ale nie że zaraz ugryzie. Kiedyś babcia do takiego smarka z 6 lat, na widok mojego psa: "Nie podchodź bo Cię ugryzie!", a smark na to takim pyskatym tonem: "Ja się nie boję psów, WIEEEEEESZ?". Myślałam, że padnę :lol:

Posted

Dokładnie, uczenie dzieci niepodchodzenia do psów, bo pogryzie jest potem przyczyną ich lęków. Jeszcze lepsze są teksty typu 'jedz bo zawołam psa i cie pogoni', 'nie biegaj daleko od mamy/babci/dziadka sam po ulicy bo cie psy pogryza' etc etc. Zmuszanie dzieci do czegoś strasząc je przed psami. A niestety spotykałam się z takimi przypadkami, co dziwne nie tylko wśród babć, a także wśród młodych rodziców, kilka lat starszych ode mnie. A potem się dziwić, że dziecko na widok psa wpada w ryk, albo ucieka (co jak wiadomo jest zachowaniem bardzo 'mądrym').
Zresztą daleko szukać nie muszę- mój kuzyn dopiero przy moim Chesterze nauczył się nie bać dużych psów, i zajęło mu to z 2 lata. Wcześniej była panika na widok psa, bo babci się czasem wyrwało 'nie podchodź do psa bo cię pogryzie'

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...