Gezowa Posted November 13, 2012 Posted November 13, 2012 Nigdy nie zrozumiem dlaczego ktoś się czepia ludzi za nieznajomość ras, przecież nie każdy się tym interesuje do tego stopnia, żeby wkuwać wzorce i nazwy każdej rasy. Przyznam się bez bicia, że nie znam wszystkich owczarków, czy molosów, bo dla mnie istnieje tylko grupa X i V :lol:. Inna sprawa jak ktoś nam wmawia, że nasz pies jest innej rasy, i oni na pewno wiedzą lepiej co mamy w domu. Jeśli tak nie jest to ja z wielką chęcią uświadamiam ludzi, że młody to nie greyhound tylko whippet ;). Quote
drzalka Posted November 13, 2012 Posted November 13, 2012 Te z tego nie lubię. Podobnie milościny krzewów mogli by bulwersować się, że nie rozpoznajemy danego gatunku iglaka. Quote
filodendron Posted November 13, 2012 Posted November 13, 2012 Szczególnie, że PL wkroczyła z przytupem w wolny rynek i kapitalizm - teraz jest wszystko, kiedyś nie było nic. Wciąż żyje pokolenie, które wychowywało się, gdy w Polsce było paręnaście ras na krzyż. Ja mam kłopot z odróżnieniem konia rasy małopolskiej od śląskiego - chociaż bardzo lubię konie :) Sama parę lat temu myślałam, widząc po raz pierwszy czarnego labradora, że to rottek z niekopiowanym ogonem :D Quote
NyanNyan Posted November 14, 2012 Posted November 14, 2012 Witam :) W moim życiu najwięcej dziwnych komentarzy słyszałam na temat Rexymilliana (już za TM): -To nie pies to przecież świnia !! (od pani, którą o chrumkał) -Jaki ładny schabik -To przecież mieszanka amsta z husky (po zobaczeniu przez Pana znawcę go jak ciągnął sanki w ramach zabawy) A o to i on : http://imageshack.us/photo/my-images/144/p1050120j.jpg/ http://imageshack.us/photo/my-images/203/p1050125j.jpg/ Na temat suki, która jest kundlem w typie ON: -Ten pies to morderca -Czemu -No tylko mordercy chcą na widok człowieka kaganiec zerwać...(Wypowiedziane przez jakąś starą babcię, która na oko z setkę miała) A Ciotka po prostu nie lubi kagańca... I to ten zły morderca: http://imageshack.us/photo/my-images/248/zdjcie008y.jpg/ http://imageshack.us/photo/my-images/683/p1050366.jpg/ Quote
puma08 Posted November 14, 2012 Posted November 14, 2012 Ja dziś widziałam spokojnie z 40 kg jamnika ;) był taki dziwny, że budził podziw! Czekoladowo - podpalany, piękny, dłuuugaśny, gruby i sięgał za kolana ( mam 173 cm wzrostu). Jak ludzie go ''zrobili'' ?:evil_lol: Quote
AkademiaKleksa Posted November 16, 2012 Posted November 16, 2012 Gezowa napisał(a):Nigdy nie zrozumiem dlaczego ktoś się czepia ludzi za nieznajomość ras. Wiesz, różnie z tym jest. Niektórzy rzeczywiście się czepają (albo wręcz jak słyszą komentarz niezgodny z ich światopoglądem co gorsza), może nawet tak jest najczęściej?, ale daleka byłabym od aż takiej szerokiej generalizacji. Dla mnie osobiście sytuacja, którą przytoczyłam, była zabawna, w pewien sposób urocza. I nawet nie jest to kwestia słów, które padły (choć one nadały niewątpliwie ów smaczek), co całokształt, który w krótkiej wypowiedzi słowem pisanym trudno zawrzeć. Może dlatego, że o Kleksie trudno powiedzieć coś dziwnego, zaskakującego, co kompletnie mijałoby się z prawdą? Kwestie rasowości to, poza tematem agresywności, chyba jedyne perełki w katalogu osobliwości :) A jeśli już o rasy, pomyłki i temu podobne. W ubiegłym roku pomagałam ogarnąć sytuację kobiecie, której suczka (niewielkich rozmiarów biały kundelek) została ugryziona przez rodezjankę. Abstrahując, że przytoczony poniżej dialog jest dla mnie absurdalny w kontekście sytuacji (poważnie ugryziona suczka z jednej strony, właściciel gryzącej suki twardo stał przy swoim "nic się nie stało"). Ale do rzeczy: Właściciel rodezjanki: Śliczny westik Właścicielka pogryzionej suczki: Jaki westik! To pudelek! Specem od ras małych, z okolic grupy 10, jak również pudli i terierów - nie jestem (jednak pudla i westa rozpoznam:) ), ale: byłam święcie przekonana, że to coton de tulear lub coś z tej bajki :) Z westa to ma co najwyżej kolor, z pudlem pewnie by się jeszcze coś znalazło. Tak więc nigdy nie wiadomo, co w trawie piszczy ;) Jeśli chodzi o "rasowość" mojego psa (dziś 15! urodziny), słysząc stwierdzenia "To spanielek, prawda?" / "Też mam cocker spaniela" itd, itp. od dawna dopowiadam / prostuję, że jest to pies "w typie", bez rodowodu, jedynie podobny do cocker spaniela angielskiego. Najgorsze doświadczenia mam... z właścicielami psów podobnych Kleksowi. Zdarzało mi się, że wolałam się ewakuować z pola rażenia oburzonych. Niestety :( Sama mam psa nierasowego w typie (KUPIONEGO!). Absolutnie nie żałuję, że Kleks jest ze mną - jest to najwspanialszy pies, prawdziwa szóstka w totka. To od Kleksa zaczęła się moja miłość do cocker spanieli angielskich (bo ma z tą rasą bardzo dużo wspólnego i dzięki niemu zaczęłam ją poznawać). Ale właśnie dlatego, wraz z wzrastającą świadomością o łaskawości losu, który dał mi na towarzysza wspaniałego psa, wiem, iż nigdy więcej w moim życiu nie pojawi się KUPIONY pies w typie (jakiejkolwiek) rasy. Quote
Victoria Posted November 17, 2012 Posted November 17, 2012 jade sobie pociągiem z moją yorczycą w swetrze.. kurde coś jest i nie tak, czemu się błyska xd?? rozglądam się a jakiś gościu foci mi psa cyfrówką :mdleje: Quote
Gezowa Posted November 17, 2012 Posted November 17, 2012 AkademiaKleksa napisał(a):Dla mnie osobiście sytuacja, którą przytoczyłam, była zabawna, w pewien sposób urocza. Oczywiście, pomijam Twoją wypowiedź, bo ona nie ma nalepki "czepliwa". Sama miałam podobną sytuację z kompletnie nieznajomą dziewczynką. Chodziło mi bardziej o to, że dość sporo razy przeczytałam na wątku coś w deseń: "mam goldena, a facet do mnie, że mam fajnego owczarka, haha, co za idiota", niedosłownie, ale sens był taki sam :) Victoria napisał(a):jade sobie pociągiem z moją yorczycą w swetrze.. kurde coś jest i nie tak, czemu się błyska xd?? rozglądam się a jakiś gościu foci mi psa cyfrówką :mdleje: Nieźle :D Nam zdjęć nie robią, ale młody też ma ubranko od wczoraj. Kupiłam je, bo przykładowo na treningach na placach czy boiskach jak czeka i nic nie robi - zwyczajnie marznie mu tyłek. Jako, że było wczoraj całkiem zimno, a my mamy kawał do przejścia w "nasze miejsce" to założyłam mu i przy okazji chciałam zobaczyć jak na nim leży kiedy jest w ruchu. Dzisiaj już cała "wieś" (sąsiedzi) wie i gada jaka jestem głupia, bo psa ubieram w jakieś dziwy (zaznaczę, ze to zwyczajna pelerynka) :) Quote
dance_macabre Posted November 17, 2012 Posted November 17, 2012 Lepiej jak ktoś widzi w burku rasowca niż odwrotnie. W poznaniu na niedzielnej wystawie. Idąc na BIS;y z moją tollerką zaczepia nas starsza pani z na oko 8 letnią dziewuszką: -Przepraszam czy na tej wystawie można wystawiać też kundelki? Była bardzo zaskoczona że to nie kundelek... Ale mój pies kiedyś został nazwany wiewiórką, lisem i tygrysem więc chyba już nic mnie nie zdziwi;) Quote
AkademiaKleksa Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 (edited) dance_macabre napisał(a):Lepiej jak ktoś widzi w burku rasowca niż odwrotnie.;) Jestem odmiennego zdania. Uważam że doszukiwanie się rasowości w mieszańcach (a przede wszystkim wśród tych psów - w psach "w typie") tkwi sedno problemu z pseudohodowcami i produkcją psów, także zwierząt rasowych, ale chorych. Poza tym nie rozumiem (aczkolwiek nie muszę wszystkiego rozumieć przecież ;) )irytacji, złości czy oburzenia osób, które - czasem mniej, czasem bardziej na siłę - doszukują się w zwierzęciu psa rasowego, skoro nim nie jest. Tak samo, jak bycia urażonym, gdy pies rasowy zostanie wzięty za mieszańca bądź przedstawiciela innej rasy (reagować jasne, ale się oburzać??). Dla mnie konkretny pies to po pierwsze Azor, Max, Holly, Kleks. Wkurza mnie, że ludzi przede wszystkim interesuje, jaka to rasa, a w pozostawianiu psa pod hipermarketem, w zamkniętym aucie w słońcu nie widzą najczęściej niczego złego. W kwestii właścicieli psów rasowych, wystawowych, do szału doprowadzają mnie sytuacje jak ta przytoczona poniżej: MWPR Sopot, Hipodrom, żar z nieba (jak sporo dni poprzedzających wystawę, zresztą w sierpniu to żadna anomalia pogodowa przecież), teren wystawy niczym patelnia. Do moich znajomych podchodzi Pani z przepięknym pudelkiem i pyta, czy jej piesek mógłby się napić z miski ich psów, bo ona zapomniała wziąć dla swojego pieska. Znajoma pozwoliła sobie na kąśliwą w brzmieniu uwagę: "Ale o grzebieniu Pani pamiętała?" nie spodziewając się ani nie oczekując odpowiedzi. Ale Pani, co to o grzebieniu pamiętała, a o misce nie, tonem sugerującym szok, że o coś takiego ją w ogóle pytają, odrzekała: "Oczywiście, że tak!"... Pomijając, że w Sopocie, jak na każdej innej wystawie, kupienie miski i butelki z wodą jest jak najbardziej możliwe. Sama mam psa a'la pies rasowy. Dlaczego, to kwestia dosyć mocno złożona. Co więcej, nie wiem, czy stać by mnie było w tamtym momencie na powiedzenie "Nie" zakupowi psa "w typie", gdyż w tamtym momencie byloby to równoznaczne z niepojawieniem się psa w domu w ogóle. Szczerze mówiąc, tak jak teraz jestem pewna, że nigdy więcej nie kupię mieszańca, tak nie czuję potrzeby rozstrzygania w sposób jednoznaczny, co bym wtedy zrobiła mając wtedy tę wiedzę i tę świadomość tematu, co obecnie. Bo niczego to nie zmieni, czasu nie cofnie, a Kleks jest NAJ i już :) Ale, wracając: Kleks to po prostu Kleks, który ma mniej lub więcej wspólnego z cocker spanielem agnielskim. To on zapoczątkował moje zainteresowanie, a następnie miłość i uwielbienie do psów tej rasy. Zaczęło się od chęci sprawdzenia, ile wspólnego ma z tymi, którego podróbką jest i - jako że sporo jednak wspólnego z nimi ma - zdobycia poznania także Kleksa, lepszego poznania jego potrzeb i osobowości (bo dla mnie tym właśnie jest rasa - zarys, swoista rama tego, jakim zwierzęciem jest dany pies). ALE Kleks i cocker spaniel angielski to dwa różne pojęcia. Dwa różne zbiory, z częścią wspólną i niczym więcej. Edited November 18, 2012 by AkademiaKleksa Quote
mańka_ Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 AkademiaKleksa napisał(a): W kwestii właścicieli psów rasowych, wystawowych, do szału doprowadzają mnie sytuacje jak ta przytoczona poniżej: MWPR Sopot, Hipodrom, żar z nieba (jak sporo dni poprzedzających wystawę, zresztą w sierpniu to żadna anomalia pogodowa przecież), teren wystawy niczym patelnia. Do moich znajomych podchodzi Pani z przepięknym pudelkiem i pyta, czy jej piesek mógłby się napić z miski ich psów, bo ona zapomniała wziąć dla swojego pieska. Znajoma pozwoliła sobie na kąśliwą w brzmieniu uwagę: "Ale o grzebieniu Pani pamiętała?" nie spodziewając się ani nie oczekując odpowiedzi. Ale Pani, co to o grzebieniu pamiętała, a o misce nie, tonem sugerującym szok, że o coś takiego ją w ogóle pytają, odrzekała: "Oczywiście, że tak!"... Pomijając, że w Sopocie, jak na każdej innej wystawie, kupienie miski i butelki z wodą jest jak najbardziej możliwe. Ja szczerze mówiąc jakos nie widzę nic oburzającego w tej sytuacji. Notorycznie zdarza mi się (a właściwie zdarzało, teraz już problem rozwiązała "miska samochodowa") zapomnieć miski dla psów na wode. Mimo, że brałam szczotki, szmatę do ryja, ksiażeczki, numerki, ringówki, wszystko - to tego zapominałam. Czemu? Bo miski stoją na stojaku i tyle. A reszta rzeczy jest po prostu w wystawowej torbie. I tak, zdarzalo się, ze moje psy piły od innego psa z miski (choć raczej od kogoś znajomego po prostu), nie mam też najmniejszego problemu, gdy ktos podejdzie i spyta, czy pies może sie z naszej miski napić. Bo i niby czemu? Moje są nauczone, że misek sie nie broni, wiec tez nie reagują. Quote
AkademiaKleksa Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 No właśnie takiego podejścia nie trawię. Grzebień - oczywiście, szmatkę, co by zacieków nie było. Bez grzebienia pies się obejdzie. Bez szmatki - również. Woda to podstawa, niezależnie gdzie i po co się jedzie z psem. Dla mnie jest to bardzo jasny przekaz, co dla kogo ważne. Grzebień i szmatka to ludzkie potrzeby, a pies? Poza tym, jeśli się zapomniało - to sorry, ale są stoiska, a postawa - że jest ok, jest dla mnie absolutnie nie do przyjęcia. Sorry, ale ja wychodząc z psem do lasu na dłużej niż pół godziny (poza zimą czy słotą), a w upalne dni - nawet na krócej, zawsze na wyposażeniu mam miskę (inną niż te, z których korzysta w domu) i wodę. Wg mnie to podstawa, od której nie ma wyjątków i zmiłuj się. To samo, gdy jadę gdziekolwiek indziej z psem. Woda i miska - zawsze. Jest pies, musi być i woda i miska. Nie problem w kwestii picia z miski czyjegoś psa, ale hierarchii ważności. Miejsce 1 Grzebień, Miejsce 2 Szmatka, co by nie było zacieków 3. ??? Tak to widzę. Quote
dance_macabre Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 Jakiego podejścia? Ktoś po prostu zapomniał miski. Mi się czasem też zdarza(choć częściej mam wodę ale miski nie) i tragedia się nie dzieje tylko pytam czy mogę skorzystać z czyjejś albo kupuje w kiosku wodę. Pani się jeszcze tłumaczyła przed wami, czyli głupio jej było, jak by nie było istotne dla niej to by olała sprawę. Ruda na codziennych spacerach jest kundlem(bo bezpieczniej), rasowym jest na szkoleniach, psim wybiegu i wystawach. Tylko rozśmieszyła mnie sytuacja bo w poznaniu na teren mogą wejść tylko psy wystawiane. Quote
AkademiaKleksa Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 dance_macabre napisał(a):Jakiego podejścia? Ktoś po prostu zapomniał miski. O tym, jakiego podejścia - pisałam wg mnie wystarczająco jasno. Dla mnie nie jest to "po prostu". Nie mieści się w moim światopoglądzie brak dbania o podstawy, a twierdzenie, że jest to ok, że to "po prostu" - jest wg mnie niedopuszczalne. Nie rozumiem, jak można o tym zapomnieć i nie chcę tego rozumieć. I tyle. Wszystko już zostało napisane i wypowiedziane. Każdy ma prawo do swojego zdania. Kropka. Koniec. Quote
FRODKA Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 AkademiaKleksa napisał(a):O tym, jakiego podejścia - pisałam wg mnie wystarczająco jasno. Dla mnie nie jest to "po prostu". Nie mieści się w moim światopoglądzie brak dbania o podstawy, a twierdzenie, że jest to ok, że to "po prostu" - jest wg mnie niedopuszczalne. Nie rozumiem, jak można o tym zapomnieć i nie chcę tego rozumieć. I tyle. Wszystko już zostało napisane i wypowiedziane. Każdy ma prawo do swojego zdania. Kropka. Koniec. Oby wszyscy mieli takie zdanie o wiele lepiej by było na świecie . Nie rozumiem dlaczego miska nie jest podstawowym wyposażeniem torby wystawowej - tyle "kosztuje"? Quote
evel Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 Naprawdę brak miski na wodę (bo się ZAPOMNIAŁO) jest sprawą życia i śmierci? Dogomanio, zawsze mnie zaskoczysz. Quote
Gezowa Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 Jak jechałam na coursing do Bydgoszczy to tez prawie zapomniałam misek, a to dlatego, że były na "stojaku" (w dużym cudzysłowu, bo to bardziej homemade ;)). Więc raczej rozumiem tego typu sytuacje. Żarcie jest, woda jest, ale te nieszczęsne miski zawsze gdzieś wylecą z głowy :D. Quote
sacred PIRANHA Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 evel napisał(a):Naprawdę brak miski na wodę (bo się ZAPOMNIAŁO) jest sprawą życia i śmierci? Dogomanio, zawsze mnie zaskoczysz. o tak! z każdym dniem szczęka opada mi niżej... Quote
Aussie Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 sacred PIRANHA napisał(a):o tak! z każdym dniem szczęka opada mi niżej... Tak jak i mnie... (Strrrraszne - też wielokrotnie zapomniałam miski - chyba jestem barrrrdzo złym właścicielem... :roll: ) Quote
AkademiaKleksa Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 Ja nie rozumiem. Tym bardziej tłumaczenia "były na stojaku". No ale ja mam "psi" plecak, w którym jest 1) miska wyjściówka, wyjmowana z niego tylko i wyłącznie na umycie i wysuszenie, po wysuszeniu wraca do plecaka; raz - zawsze jest tam, gdzie powinna; dodatkowo jest rozmiarów kompaktowych 2) apteczka (pod kątem psa oczywiście) 3) butelka na wodę, a najczęściej również żelazny zapas w postaci zamkniętej fabrycznie 0,5l wody źródlanej (bo mineralnej psy nie powinny pić) 4) książeczka szczepień psa reszta wyposażenia zależy od tego, gdzie, kiedy i po co jedziemy. Proste rozwiązanie, które sprawdza się u mnie od blisko 15 lat. Quote
FRODKA Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 Aussie napisał(a):Tak jak i mnie... (Strrrraszne - też wielokrotnie zapomniałam miski - chyba jestem barrrrdzo złym właścicielem... :roll: ) No cóz usłyszałam kiedyś takie zdanie" ja dla siebie mogę zapomnieć na wystawe czy zawody różne rzeczy, ale pies musi mieć wszystko co potrzebuje " i ja to popieram.O ile na wystawie kupno miski to nie problem ( a nie proszenie o pozwolenie napicia się przez psa z innej - moje tego nie lubią) ale na zawodach już tak. Oczywiscie to tylko moje zdanie ,niektórzy mogą mieć inne. Quote
Aussie Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 Ja mam kilka plecaków i w zależności od potrzeby ładuję różne... No, ale w sumie co ja mam powiedzieć, jeśli kiedyś jadąc za granicę zapomniałam CAŁEJ KASY... Bynajmniej, portfel wzięłam... tylko, że pieniądze zapomniałam do niego włożyć... :wallbash: Quote
AkademiaKleksa Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 Aussie napisał(a):No, ale w sumie co ja mam powiedzieć, jeśli kiedyś jadąc za granicę zapomniałam CAŁEJ KASY... Bynajmniej, portfel wzięłam... tylko, że pieniądze zapomniałam do niego włożyć... :wallbash: Jeśli woda i miska dla psów została wzięta, to nie ma się czego czepiać :lol: No ewentualnie może być bez, jeśli wyjazd był bez psów :eviltong: Quote
AkademiaKleksa Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 FRODKA napisał(a):No cóz usłyszałam kiedyś takie zdanie" ja dla siebie mogę zapomnieć na wystawe czy zawody różne rzeczy, ale pies musi mieć wszystko co potrzebuje " i ja to popieram. Podpisuję się pod tym obiema ręcami, nogami. Dorzucam jeszcze cztery łapy mojego psa ;) Quote
kopra Posted November 18, 2012 Posted November 18, 2012 a mój pies umie pić z butelki i nie mam problemu z miską :P a tak serio to uwielbiam takich idealnych ludzi co to niczego nigdy nie zapominają i z niczym nie zawalają :evil_lol: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.