Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

odnośnie komentarzy.

Może się ze mną zgodzicie może nie. Ale ja wychodzę z takiego założenia: że jeżeli ktoś za moimi plecami komentuje moje psy - to oznacza to jedynie tyle, że przez matkę naturę został obdarzony ćwiercią umysłu wróbla. Mądremu człowiekowi ciężko z taką osobą dyskutować, bo się najnormalniej w świecie nigdy z takim burakiem nie dogada.
Wszystkie komentarze nie za głośne, ale na tyle głośne żebym usłyszała - ZLEWAM. Nie odpowiadam, w odwecie nie komentuję ich psów, nie odgryzam się komentatorom.
Nic tak nie wytrąca z równowagi jak zlekceważenie. Z drugiej zaś strony co ja praktykuję w przypadku takich co nie odpuszczają:
- za moimi plecami lecą teksty: ale bydlaki wielkie, bestie, przecież jak zaatakują to ta kobieta sobie z nimi dwoma nie poradzi, itd...
- obracam się - a przepraszam, bo nie wszystko usłyszałam, chcą mnie państwo wyprzedzić ale się boją psów. Proszę (tu robię miejsce schodząc na trawnik, gdzieś na bok). Śmiało nie ma się czego bać w pełni panuję nad swoimi psami.
- a dziękujemy (głupio im było, bo na bank nie chcieli mnie wyprzedzić a jedynie sobie pokomentować)

Jakiś Faficzek max 5 kilo. Luzem, obszczekiwacz. Z nim jakaś niedorozwinięta pańcia całkowicie nie panująca nad psem. Chodź Faficzku, chodź te bestie zaraz cię zjedzą. I cały czas lezie za mną, bo nie może odwołać swojego psa a przy tym komentuje moje. Zatrzymuję się, obracam, na co Faficzek również przystaje i pańcia bierze go na ręce.
- ja: hahaha jaki odważniak póki daleko to świruje bohatera a potem do pani na rączki. Młody jeszcze ten piesek?
- ona: no tak, on taki jest, tydzień temu wzięliśmy go ze schroniska i opowiada mi jego historię....Ma dwa lata.
- ja: no to jak pani zobaczy kogoś z psem to od razu proszę łapać go na smycz. Psy bywają różne. Pani pies może też wyrządzić krzywdę innym psom.
- ona: przepraszam. I za to co mówiłam o pani psach.

Na wakacjach nad jeziorem.
Moja siostra, trzyletnia siostrzenica, ja z dwoma labami. Same dzikie plaże. Długo szłyśmy zanim nie dotarłyśmy do takiej gdzie było niewiele ludzi. Moja siostrzenica już chciała do wody z Tequilą i Lolą. Głośno i wyraźnie podchodząc praktycznie do każdego plażowicza z osobna pytałam czy ma coś przeciw, że moje psy będą się kąpały. Opowiadałam, że nie są agresywne, że nie interesują ich inni ludzie, dzieci, że nie spuszczę ich z oka. Są zdrowe, szczepione, odrobaczane, mają kontakt z dziećmi. Zero sprzeciwu - tak, tak - proszę.
Moja siostra została na brzegu. Ja weszłam do wody z Celinką (siostrzenica) Tequilą i Lolą. Nagle wszyscy zaczęli wychodzić z wody. Mamusie i tatusie na siłę wyciągały dzieci z wody.
Co mi przekazała moja siostra - teksty typu włazi z psami, zapchlonymi, roznoszącymi wirusy, bakterie. Tylko jedna z pań plażowiczek i jej maż postawili się " ale przecież ta kobieta każdego z osobna pytała, nie puściła swoich psów na chama, czy ktoś jej powiedział że nie życzy sobie psów w wodzie? woda jest niczyja a plaża dzika. Jakby komuś nie pasowało to nie puściłaby swoich psów do wody - bo chyba po to pytała"
Ja tego nie słyszałam - ale długo nie musiałam czekać. Nagle wirusy i bakterie przestały istnieć. Koło mnie pojawiło się czworo dzieci i na zmianę z Celinką rzucały patyki psiakom. Mamusie skandowały z brzegu, skarbie rzuć mocniej, bo piesek nie widzi. Na co tatusiowie pojawili się w wodzie i szkolili swoje pociechy jak rzucać.

Ja wiem- złe komentarze bolą. Ale do czego zmierzam - nawet człowiek o psychice ameby przy odpowiednim podejściu da się zsocjalizować. Jeśli to są tylko komentarze to nie dawajcie się wyprowadzać z równowagi, buraki potrzebują odpowiedniego nawozu, tylko czekają na Wasze reakcje. Nie dając się prowokować już górujecie nad nimi.

Posted

Wczoraj jak byłam z kudłatą na wieczornym spacerze przygalopował do nas młody labek [na oko miał jakiś rok - już duży, jeszcze głupiutki]... średnio przejmował się panią na 2 końcu smyczy, której udało się go zatrzymać jakiś metr przed pyskiem mojego stworka. Birma, która tej rasy wybitnie nie lubi, zaczęła się po cichu burzyć. Zgasiłam ją stwierdzając zniesmaczonym tonem "Kudłata, bez jaj... ja koturny ubrałam!" - Birma na mój ton natychmiast się uspokoiła. Rozśmieszyła mnie reakcja właścicielki labka, która załamanym tonem stwierdziła, że "To wcale nie jest śmieszne... i ja też tak chcę" :D.

Po za tym miałam wczoraj fajny spacerek, bo po za spotkaniem pilnowanego labka zobaczyłam również... spokojnego yorka. Psiak zerknął na Birmę, pomyślał sekundę i zażądał od właścicieli przeniesienia obok wielkiego potwora ;). Całość odbyła się w absolutnej ciszy, bez jednego niepotrzebnego szczeknięcia :).

Posted

Martens napisał(a):
A po co odgryzać się na psie? Ja za obraźliwe komentarze komentuję człowieka, który je wypowiedział. Przecież to on je wypowiedział, a nie jakiś pies :roll:

No właśnie, to nie pies wypowiedział złośliwy komentarz, a jego właściciel, więc to na nim można się ewentualnie odgryźć, a nie na niewinnym psie. Więc co to za różnica czy ktoś stoi z psem czy bez... powiedział mi coś złośliwego, to mu odpowiem :evil_lol:

Niektórych trzeba po prostu zignorować, to już każdy z nas wie z doświadczenia ;)

Posted

paniMysza napisał(a):
widzisz, was przynajmniej przeprosił. a ten od berneńczyka to nas uważał za debili, ze nie dalismy naszych psiaków jego olbrzymiemu "dziecku" do zabawy:|


Nie ma to jak: "proszę się nie bać, mój pies jest niegroźny i chce się tylko bawić". A może mój pies jest groźny? O tym nie pomyślą. Do szału mnie doprowadza takie podejście. Poświęcam dużo energii, żeby moją strachliwą psicę doprowadzić do stanu względnej uzywalności i przez jednego takiego właściciela, co to ma niegroźnego pieseczka, który chce się tylko bawić, pół mojej pracy idzie na marne.
Świat to dżungla ;).

Posted

Zaczynam się co raz bardziej cieszyć, że wyprowadzam się na totalne zakuprze, gdzie spotkanie psa graniczy z cudem ;). Znaczy się psy są, ale na łańcuchach lub na podwórzu... Przynajmniej będę mogła zajmować się swoimi kudłatymi nie przejmując się resztą świata :)

Posted

bonsai_88 napisał(a):
Zaczynam się co raz bardziej cieszyć, że wyprowadzam się na totalne zakuprze, gdzie spotkanie psa graniczy z cudem ;). Znaczy się psy są, ale na łańcuchach lub na podwórzu... Przynajmniej będę mogła zajmować się swoimi kudłatymi nie przejmując się resztą świata :)


W takich okolicach też są problemy na spacerach, tylko nieco innej maści, niestety ;)

Posted

Martens napisał(a):
W takich okolicach też są problemy na spacerach, tylko nieco innej maści, niestety ;)

Potwierdzam. Moją 50kg Krowę atakuje regularnie coś, co miało być pekińczykiem, ale mu nie wyszło. Wylatuje zza wiecznie otwartej bramy i dawaj, jazgot na pół wsi i z zębami na mojego. A jak Chester odpyskuje to już wszyscy okoliczni mieszkańcy w oknach, że go zagryza. Albo pies sąsiadów, który za ogrodzeniem jest taaki odważny, a poza na widok Chestera staja jak wryty na środku drogi, zjeża kark, warczy i stoi, póki się nie oddalimy na bezpieczną odległość..

Posted

No niestety na osiedlach są problemy z nieodwoływalnymi mniej lub bardziej agresywnymi domowymi pieseczkami; na zadupiu nie wiem czy nie gorzej, bo podwórkowe burki wybiegające z bram, dusza na ramieniu przy każdym gospodarstwie czy łańcuch się temu bydlakowi nie zerwie (raz się zerwał miksowi bernardyna i mam potworną traumę...); w polu/lesie strach, że myśliwi, albo zdziczałe psy (myślałam, że to bajka z tymi wielece agresywnymi dzikimi psami, dopóki sama się nie natknęłam). Też nie ma nudy :diabloti:
Ja mam oba typy atrakcji, bo mieszkam w blokowisku na obrzeżach małego miasta ;)

Posted

bonsai_88 napisał(a):
Zaczynam się co raz bardziej cieszyć, że wyprowadzam się na totalne zakuprze, gdzie spotkanie psa graniczy z cudem ;). Znaczy się psy są, ale na łańcuchach lub na podwórzu... Przynajmniej będę mogła zajmować się swoimi kudłatymi nie przejmując się resztą świata :)


Martens napisał(a):
W takich okolicach też są problemy na spacerach, tylko nieco innej maści, niestety ;)


Otóż to. Nawet bym się pokusiła stwierdzić, że to jest nawet gorzej ;). Mieszkam w takiej okolicy. Myślisz, że jak się łańcuchowy zerwie, albo zostanie spuszczone 5 psów z łańcucha "żeby sobie polatały", to ktoś się martwi, gdzie one są, co robią? A nawet jak się martwi (co się zdarza niezwykle rzadko), to nie jest w stanie odwołać psa, nawet nie wie, jak się zachować, a na koniec jeszcze ma pretensje do Ciebie. Czasem wychodzę z zamiarem 10-minutowego spaceru, a wracam po godzinie, bo muszę łazić naokoło, żeby poomijać okoliczne pieski, co sobie "latają" i wiem, że wcale przyjacielskie nie są i będą broniły swojego terenu w ich mniemaniu.

Posted

A teraz jeszcze wchodzi ustawa z baaardzo mądrym zapisem :roll: wg którego żaden piesek nie może stać na łańcuchu powyżej 12 godzin :D to dopiero będą spacerki safari, bo na biednej wsi większość gospodarstw nie jest ogrodzonych wcale albo tylko częściowo, a prawie wszędzie na łańcuchu agresywny bydlaczek. Nie łudzę się, że gospodarze zaczną pieski łańcuchowe na spacery prowadzać - za to mam wielką nadzieję, że przepis pod tym względem będzie martwy - przepis, a nie mój pies po którymś spacerze... :roll:
No ale projekt ustawy przygotowały pewnie radośnie osóbki, które na spacery chodzą po wielkomiejskich parkach między yorkami i labradorkami, i nawet nie mają minimum wyobrażenia jak wyglądają i zachowują się łańcuchowe psy na wsi, i jak miło już teraz chodzić tam na spacery...

Posted

Wiesz, Martens, witamy w Polsce. Pomysł w założeniu nie jest zły, tylko jak zwykle - zero wyobraźni, przepisów wykonawczych i pomysłów, co dalej z takimi psami. Bo ni wierzę w to, że nagle od 1 stycznia (chyba wtedy ustawa wchodzi w życie) na wsi pojawią się nowe płoty, dłuższe łańcuchy, ludzie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmądrzeją. No i inna kwestia - jak to wszystko sprawdzać? Wątpię, żeby nagle po wsi zaczęły chodzić patrole z linijką i zegarkiem. A może kamery nad budami zamontują i będą sprawdzać, kiedy pies jest przypięty, a kiedy nie? A jak będzie egzekwowany zakaz hodowli w celach zarobkowych? Co, nagle wszystkie psy zostaną wykastrowane, a ogłoszenia z portali typu allegro usunięte? Śmiem wątpić...

Posted

O zakaz hodowli w celach zarobkowych to akurat bym się nie martwiła, bo US umie się upomnieć o swoje pieniążki :diabloti: a każda aukcja allegro, ogłoszenie jest dowodem na próbę sprzedaż szczeniąt.

Natomiast te max. 12 h na łańcuchu to będzie tylko i wyłącznie kwestia woli gospodarza lub złośliwości sąsiadów donosicieli - a i tak każdy się łatwo wykpi, bo powie, że piesek latał i był na spacerku tylko akurat nikt nie patrzył.

Posted

Ja mieszkam na wsi, ale u mnie takich rewelacji nie ma. Agresywne psy są na swoich posesjach, na spacerach spotykam "normalne", a czasem jeszcze Gerda pogoni takiego przestraszonego małego białasa, co to go pańcia luzem puszcza. Nawet jakiś czas temu dawałam mu jeść, chodzi pod blokami i szuka resztek z obiadu.

Wczoraj byłam z psicą nad wodą, jakiś chłopczyk obserwuje jak jej rzucam patyk i pyta:
- Jakiej rasy ten piesek?
- Kundel, ze schroniska.
- Naprawdę? A myślałem, że rasowy.

Mi ona wygląda na typowego mieszańca ;) No ale w każdym razie miło sobie pogadać.

Posted

Mieszkam na wsi i nasz Misiek jest jedynym psem, który posiada smycz i jest regularnie wyprowadzany na spacery.
Jest to taki ewenement, że, gdy dłuższy czas chodziłam tą samą trasą, jakaś starsza pani zapytała mnie, co ja tak chodzę z tym pieskiem. Bo, że pies potrzebuje ruchu, nikomu nie przychodzi do głowy ....

Posted

U mnie jest nieco lepiej niż u Ciebie, ale i tak niewiele osób wychodzi z psami. Robi to rodzina myśliwego (mają wyżła bodajże niemieckiego, zawsze na smyczy, w dobrym stanie - generalnie super), moja koleżanka, która ma psa w kojcu, znajomy z niedużym psiakiem (zabierają go wszędzie) i parę osób z bloków, w zasadzie tyle. To jest i tak niewielka cząstka w porównaniu z tym, ilu ludzi posiada u nas psy.

Posted

Martens szczerze, z absolutnie całego serca DZIĘKUJĘ!!!

Już wiem jak moich rodziców przekonać do zabrania Rockiego do Gliwic. Do tej pory uparcie twierdzili, że skoro wytrzymał 3 lata na łańcuchu to wytrzyma jeszcze jeden rok... Jak im wyraźnie podsunę odpowiednie rozporządzenie pod nos to się zgodzą :)... a mnie tak strasznie gryzła świadomość, że ściągnięcie potworka może mi się nie udać :).
Ot, uroki posiadania rodzinki idealnie przestrzegającej prawa [skarbówka już nie raz płakała z tego powodu, bo luki prawne też mamusia umie wykorzystać] ;).

Posted

Klauzunka napisał(a):
(...)
- obracam się - a przepraszam, bo nie wszystko usłyszałam, chcą mnie państwo wyprzedzić ale się boją psów. Proszę (tu robię miejsce schodząc na trawnik, gdzieś na bok). Śmiało nie ma się czego bać w pełni panuję nad swoimi psami.
- a dziękujemy (głupio im było, bo na bank nie chcieli mnie wyprzedzić a jedynie sobie pokomentować)
Bardzo to ładne. :) I skuteczne, bo to prawda, ze ludziom w takich sytuacjach robi się głupio. A jak "psiarz" zaczyna się stawiać, mają podwójną satysfakcję.
Czasami mi brakowało cierpliwości do głupoty ludzi, szczególnie innych psiarzy, ale takie tam komentarze... na zarzut, że sobie z dwoma dużymi psami na pewno nie poradzę zwykle odpowiadałam czynami. Wystarczyło zawołać psy, jeśli biegały luzem, albo np. usadzić koło nogi, jeśli szły na smyczach. Działało, niedowiarkowie zaczynali wypytywać się, gdzie tak psy dobrze wyszkoliłam. ;)

Posted

Ja na komentarze po prostu patrzę. Patrzę. I patrzę. Czasem też uśmiecham się. Ostatnio pani zarzucała mi po cichu, że z cholernymi psami chodzę i srać wszędzie będą (od lat zbieram po psach). Wlepiłam w nią wzrok - nagle odechciało jej się komentować, uciekła wzrokiem i już nie było problemu ;) Bo szczerze, to naprawdę nie chce mi się być miłą, ale też nie chce mi się odpowiadać na zaczepki. Więc daję komentatorowi do zrozumienia, że usłyszałam jego uwagi, a potem idę dalej. A nic tak nie boli jak ignorowanie czyichś pretensji ;)

Posted

zmierzchnica, ciekawa taktyka :) ale czasem komentarz aż sam leci :)

A z takich nieco interesujących poglądów... to może zarzucę dzisiejszą rozmową ze znajomym.
- Fajny pies, jaka to rasa?
- Kundel
- Tak? Jak na kundla to duży
- :roll:

do kolana sięga w kłębie... ;) poza tym, dziwne to stwierdzenie "jak na kundla" :D

Posted

zmierzchnica napisał(a):
Ja na komentarze po prostu patrzę. Patrzę. I patrzę. Czasem też uśmiecham się. Ostatnio pani zarzucała mi po cichu, że z cholernymi psami chodzę i srać wszędzie będą (od lat zbieram po psach). Wlepiłam w nią wzrok - nagle odechciało jej się komentować, uciekła wzrokiem i już nie było problemu ;) Bo szczerze, to naprawdę nie chce mi się być miłą, ale też nie chce mi się odpowiadać na zaczepki. Więc daję komentatorowi do zrozumienia, że usłyszałam jego uwagi, a potem idę dalej. A nic tak nie boli jak ignorowanie czyichś pretensji ;)


Ja zazwyczaj gapię się, kiedy gapi się na mnie nieprzyjaźnie jakaś osoba, o której wiem, że nie lubi psów, albo już kiedyś złośliwie komentowała... Zabawne jak trudno im znieść patrzenie prosto w oczy i jak szybko załapują, że nieładnie się na kogoś gapić z miną jakby widzieli g*wno :evil_lol:

W ramach pozytywów - sąsiadka z piętra niżej ostatnio na widok mnie z Bucem powiedziała, że to są bardzo grzeczne psy, wcale ich nie słychać, jakby ich nie było... Aż mi serce urosło :loveu:

Posted

Ja myślałam że wczoraj padnę, wychodzę z futrem a tu dwóch kolesi stoi przy aucie nagle jeden sie odwraca patrzy na mojego psa z miną kota srającego na pustyni i rzuca" eeee Stary Czy to pies w ogóle?" na to kumpel "eeee no chyba nie" myślałam że padnę :P

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...