Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ale pies rasowy to nie tylko wygląd. To wygląd, charakter, predyspozycje. Często pies pseudorasowy nie posiada niczego z tych wymienionych cech - bo ani nie wygląda tak, jak powinien, ani charakteru toto nie ma odpowiadającego standardowi rasy, ani predyspozycji do pracy. Przeciętne "ONkowate" histeryzują na byle szelest zamiast być stabilnymi pastuchami, "labradory" nie wykazują popędu węchowego, rasy obronne atakują co popadnie, nie mówiąc już o stosach chorób genetycznych i nie tylko, niesionych w szczeniaku, bo rodziców przecież nikt nie bada, bo "pani, zdrowe i rasowe, nie chorujo!".

Edit: Sybel, wiesz co sobie pomyślałam? Że skoro kolega ze swoim partnerem kupią rasowego psa to zaraz się zacznie, że snoby, że pedały, że dzieci nie mają to na wydatki na psa sobie mogą pozwolić i tak dalej - ot, polaczkowatość. Nie wiem jak jest w Łodzi, ale u nas, w Polsce B, to by dopiero było... :roll:

Posted

Dzisiaj byłam z Gops na rynku, wzięłyśmy suki- zakagańcowane i w kolorowych obróżkach ;) Podchodzi do nas pani i się pyta : "
"Te pieski na sprzedaż? To są szczeniaki, tak?" Jak się dowiedziała, że nie może ich kupić, a suki mają powyżej 2 lat, rzekła "Ach szkoda, są takie piękne":lol:

Posted

evel napisał(a):
Ale pies rasowy to nie tylko wygląd. To wygląd, charakter, predyspozycje. Często pies pseudorasowy nie posiada niczego z tych wymienionych cech - bo ani nie wygląda tak, jak powinien, ani charakteru toto nie ma odpowiadającego standardowi rasy, ani predyspozycji do pracy. Przeciętne "ONkowate" histeryzują na byle szelest zamiast być stabilnymi pastuchami, "labradory" nie wykazują popędu węchowego, rasy obronne atakują co popadnie, nie mówiąc już o stosach chorób genetycznych i nie tylko, niesionych w szczeniaku, bo rodziców przecież nikt nie bada, bo "pani, zdrowe i rasowe, nie chorujo!".


Też im to mówiłam, ale akurat ich obecny pies z pseudo ma anielski charakter i jest zdrowy, a mój rasowy jest już po operacji ;( Poza tym tacy ludzie nie wiedzą dokładnie jaki jest wzorzec rasy, więc różne odchylenia od niego nie robią im różnicy. Ja już ręce rozłożyłam, bo jak im odpowiedzieć na pytanie w czym mój pies ma niby być lepszy od ich psa...

Posted

u mnie było identycznie :(
jednak kupiła ratlerka a druga cocker spaniela... oba z pseudo i to jest dwóch Panów. Odradzałam, wysyłałam artykuły, strony stop pseudo... i podejrzewam, że nawet tego nie czytał, no bo po co...a jak pojechałam ostro na temat zdrowia itp to się obraziły. Bo ja jak się interesuje psami to mogę sobie brać z rodowodem, ale im to potrzebne nie jest. Psa ze schronu nie bo są beeee. Tzn. stare, których nie idzie wychować, a one chcą sceniacka :( Na dodatek ta co ma ratlerka to ubiera go w różne dziwaczne stroje...
aha i żadna nie ma zamiaru go wykastrować, a co więcej już dziewczyny im znalazły :( wstyd co potrafi parę groszy zrobić człowiek :(

Posted

Martens napisał(a):
To jeszcze nic - ja studiuję zootechnikę, w skrócie hodowlę zwierząt, psów rasowych również, i chyba co 3 osoba na moim roku ma psa z pseudo i nie widzi w tym nic złego. To jest dopiero rozpacz.


Martens a gdzie studiujesz? U mnie na roku wiedza o zasadach genetyki, dziedziczenia cech itp. [a więc wiedza zootechnikom potrzebna!] była na poziomie zerowym... Nie raz podczas rozmowy z nimi zastanawiałam się komu lepiej palnąć w łep - im, za głupotę, czy może sobie z rozpaczy. Niby nie każdy musi się znalć na psach, ale mimo wszystko jestem zdania, że ludzie utrzymujący się ze zwierząt [miałam na roku zarówno hodowców bydła, drobiu jak i trzody chlewnej] powinni wiedzieć na czym polega różnica między rasą, a zwierzęciem rasopodobnym.

Swoją drogą kiedyś była wielka wojna na roku, bo profesorowie pozwalali mi prychodzić z Birmą na zajęcia [ba, nawet specjalnie zapraszali], a jedna dziewczyna jak przyszła z psem to została wyproszona... Jakiąś tego, że Birma grzecznie kładła się pod stołem i kompletnie nie przeszkadzała cały wykład [a w przerwach zabawiała profesorów sztuczkami - główny powód zapraszania :P], a tamto maleństwo darło paszczękę i po prostu przeszkadzała to już nikt z roku nie pomyślał...

Posted

Obecnie mam wakacje, więc raczej się na uczelni nie pokazuję ;)... A z zabieraniem jej na zajęcia bywa różnie - dużo zależy od tego w jakiej sali są [jeżeli w sali ma być jakikolwiek preparat chemiczny to odpada, tak samo jeżeli chodzimy i wykonujemy jakies doświadczenia], tak więc Birma jak już to jeździ głównie na wykłady.... chociaż ona pewnie do dzisiaj nie może mi darować, że na anatomię jej nie zabierałam :D.

Posted

Na wykładach jest częściej od większości ludzi z roku, więc nie tak źle z jej wykształceniem ;)... Wystarczy, że kiedyś dziekan się śmiał, że trzeba Birmusi indeks założyć :P.

Posted

bonsai_88 napisał(a):
Martens a gdzie studiujesz? U mnie na roku wiedza o zasadach genetyki, dziedziczenia cech itp. [a więc wiedza zootechnikom potrzebna!] była na poziomie zerowym... Nie raz podczas rozmowy z nimi zastanawiałam się komu lepiej palnąć w łep - im, za głupotę, czy może sobie z rozpaczy. Niby nie każdy musi się znalć na psach, ale mimo wszystko jestem zdania, że ludzie utrzymujący się ze zwierząt [miałam na roku zarówno hodowców bydła, drobiu jak i trzody chlewnej] powinni wiedzieć na czym polega różnica między rasą, a zwierzęciem rasopodobnym.

Swoją drogą kiedyś była wielka wojna na roku, bo profesorowie pozwalali mi prychodzić z Birmą na zajęcia [ba, nawet specjalnie zapraszali], a jedna dziewczyna jak przyszła z psem to została wyproszona... Jakiąś tego, że Birma grzecznie kładła się pod stołem i kompletnie nie przeszkadzała cały wykład [a w przerwach zabawiała profesorów sztuczkami - główny powód zapraszania :P], a tamto maleństwo darło paszczękę i po prostu przeszkadzała to już nikt z roku nie pomyślał...


Mnie w ogóle przeraża poziom wiedzy JAKIEJKOLWIEK u osób na moim roku... Jest garstka ludzi, którzy coś wiedzą i naprawdę chcą zdobyć wiedzę i ją wykorzystać, za to tabuny takich co poszli na zoo, bo lubią zwierzaki i chcieli ukopać łatwo wyższe wykształcenie, i jakoś się ślizgają z roku na rok, i tacy co na codzień są technikami wet. albo pracują w branży rolniczej, mają gospodarstwa, i też zachciało im się dyplomu wyższej uczelni, za to między uszami przeciąg i do nauki przykładają się mniej niż ja w gimnazjum :roll:

U mnie generalnie też można przychodzić ze zwierzakami; na 1 roku jedna dziewczyna odchowywała osierocone kociaki i woziła je na uczelnię w transporterku z zapasami mleka - ona chyba tylko raz miała na wykładzie niemiłą sytuację, bo w przerwie wykładu zabrała się za karmienie kociaków, jeden zaczął miauczeć, a babka wywaliła ją z sali oburzona, jak dziewczyna może męczyć tak tego kota :razz: i nawet nie chciała słuchać tłumaczeń...

Posted

Martens napisał(a):
Mnie w ogóle przeraża poziom wiedzy JAKIEJKOLWIEK u osób na moim roku... Jest garstka ludzi, którzy coś wiedzą i naprawdę chcą zdobyć wiedzę i ją wykorzystać, za to tabuny takich co poszli na zoo, bo lubią zwierzaki i chcieli ukopać łatwo wyższe wykształcenie, i jakoś się ślizgają z roku na rok, i tacy co na codzień są technikami wet. albo pracują w branży rolniczej, mają gospodarstwa, i też zachciało im się dyplomu wyższej uczelni, za to między uszami przeciąg i do nauki przykładają się mniej niż ja w gimnazjum :roll:


O... czyli na każdej zootechnice podział ludzi jest mniej-wiecej taki sam ;).
Ogólnie u mnie jest zasada, że jeśli zwierzak nie przekadza namiętnie w trakcie zajęć, to może być. Pojedyncze wypadki każdemu mogą się zdarzyć [np. na Birmę kiedyś musiałam warknąć, bo została sama pod ławką i chciała pójść pozwiedzać sobie sale - ja akurat na sekundę musiałam podejść do wykładowcy, bo miałam problem z projektem] i na to oczy potrafią przymknąć... byle by to były naprawdę rzadkie, pojedyncze przypadki.

Posted

ja również kilka razy miałam ciekawe sytuacje, gdy miałam swojego kundelka dosyć charakterystycznie umaszczony był bo cały biały brązowa łata na lewym oku i taka czarna przy ogonie wyglądała jak gumka do włosów, to jakiś facet kłócił się ze mną że mam bernardyna a następna sytuacja z drugim psiakiem jak babka szła wieczorem i ja byłam ze swoim psem na spacerze to stwierdziła że z daleka wygląda jak nietoperz... nie wiem czemu no ale cóż... nie wypowiadałam się dalej na ten temat

Posted

Ja takimi anegdotami to mogę sypać jak z rękawa, bo mam bulteriera. Łata mordercy, świni, kozy i uścisku trzech ton nie jest nam obca. Jednak jeszcze częściej ludzi wmawiają mi, że mam pit bulla.

Posted

Odnośnie poziomu wiedzy kynologicznej u ludzi z pracy ;) Ostatnio 3 moich współpracowników rozmawiała o swoich psach (wszyscy mają kundelki ze schronu) i padały takie o to ciekawe stwierdzenia:
"Atakuje zawsze psy ze szczepów przerasowionych"
"Rasowce to się na wygląd hoduje a nie na inteligencje tak jak kundelki"
I tym podobne kwiatuszki :)
Generalnie ludzie dobrzy, poczciwi, przygarniający psy ze schronów, ale klepiący takimi sloganami bez zastanowienia ;)

Posted

Tak swoją drogą moja sunia, która umarła już trzy lata temu (jak ten czas leci), była totalną francą, do tego pamiętliwą, jak diabli. To była blond kundelka, coś pomiędzy collie, goldenem z czymś mniejszym gdzie po drodze - takie 23 kg i sierść jak dmuchawiec. Generalnie Fifi nie cierpiała bokserów - bo kiedyś nad morzem jeden ją ganiał i gryzł w ogon, bo według właścicielki zadzrościł, sznaucerów olbrzymów, bo jeden ją kiedyś napastował, owczarków niemiecki, bo ją obszczekał jeden, rottweilerów, już nie pamiętam, czemu. Wynika z tego, ze moja Fiśka była bardzo antyniemiecka :| Inne psy tolerowała, również duże.
Najlepsze jednak, ze nie znosiła facetów, którzy byli łysi i mieli brodę, bo kiedyś jeden ją obszczekał na wakacjach... Nigdy mu nie darowała (chociaż smakołyki od niego brała, a co!). Problem pojawił się, jak jej siadło serce, a kardiolog psi w lecznicy był... łysy z brodą. Ależ była panika. No i żałuję, że Piękna nie dożyła do czasu, gdy poznałam mojego obecnego faceta, który jest (tak tak!) łysy z brodą :D

Posted

Ja wczoraj na koszalińskiej wystawie słyszałam no po prostu piękny tekst... Ring, na którym wystawiane są akurat afgany - piękne, szczęśliwe, wybiegane psy. Podchodzi Pani z córką, na co młoda mówi - Patrz mamo, piękne psy. A mamuśka - Ładne ładne, ale one to są smutne, bo nie mają swobody wiesz? Całe życie w klatkach siedzą. :roll:


To teraz przyznawać się - kto swojego psa w klatce trzyma i tylko dla zmyłki daje zdjęcia "ze spacerów polnych" obrabianych w photoshopie? :diabloti:

Posted

Fredzia ja poszła o krok dalej i nie daję w ogóle zdjęć ;).

Birma ma klatkę i uwielbiam słuchać jak ludzie wmawiają mi, że jestem z tego powodu sadystką, bo pies pewnie cały dzień siedzi w niej zamknięty... No fakt, jakbym jeszcze w klatce drzwiczki zamontowała to może bym się zgodziła ;). Teraz jest jeszcze weselej, bo nadal jestem podłym okrutnym człowiekiem przez sam fakt posiadania klatki, która obecnie stoi złożona za biurkiem :D.

Posted

Ja wiele razy już słyszałam, że mój pies to spaniel (mam setera irlandzkiego;) )-szczególnie jak była mniejsza. Ostatnio na spacerze miałyśmy z pewną panią mniej więcej taką wymianę zdań:
pani- co to za pies?
ja - seter irlandzki
pani- a ja myślałam, że ze schroniska...
ja(po chwili zdumienia)- ?dlaczego?
pani- bo chudy taki...
dodam tylko, że piesek tej pani był szerszy niż dłuższy i ledwo się toczył... :shake:

Posted

A daj spokój, mnie oczy bolą jak widzę przelewającą się z nóżki na nóżkę parówę, niezależnie od wzrostu... Lepiej, żeby pies był chudy, zwłaszcza młody pies dużej rasy, niż żeby miał paść na serce, miały mu siąść stawy czy bób wie jeszcze co :roll: Niestety, nawet na dogo część właścicieli doprowadza psa do stanu podobnego kuli armatniej, a później lament, bo problemy zdrowotne...

Guest papillonek
Posted

[quote name='evel']A daj spokój, mnie oczy bolą jak widzę przelewającą się z nóżki na nóżkę parówę, niezależnie od wzrostu... Lepiej, żeby pies był chudy, zwłaszcza młody pies dużej rasy, niż żeby miał paść na serce, miały mu siąść stawy czy bób wie jeszcze co :roll: Niestety, nawet na dogo część właścicieli doprowadza psa do stanu podobnego kuli armatniej, a później lament, bo problemy zdrowotne...

No właśnie tylko bób wie co :evil_lol: Albo jak pies ciągnie brzuchem po ziemi....masakra :roll:

Posted

[quote name='evel']A daj spokój, mnie oczy bolą jak widzę przelewającą się z nóżki na nóżkę parówę, niezależnie od wzrostu... Lepiej, żeby pies był chudy, zwłaszcza młody pies dużej rasy, niż żeby miał paść na serce, miały mu siąść stawy czy bób wie jeszcze co :roll: Niestety, nawet na dogo część właścicieli doprowadza psa do stanu podobnego kuli armatniej, a później lament, bo problemy zdrowotne...

lubię to :laugh2_2: co do ciągnięcia brzucha po ziemi to Lex ostatnio poznała koleżankę, ponad 2-letnią beaglicę w typie, która brzuchol miała do ziemi... Po 2 minutach zabawy, jak Bystra dysząc ledwo doczłapała do leżaka, Lex była osłupiała i zawiedziona. Ten pies jest w tragicznym stanie, trzeba nie mieć serca i bardzo się starać, aby tak skrzywdzić psa:shake:

Posted

Moja suka była baardzo otyła, ważyła ok. 14 kg, a jest west'em i ma w kłębie 32 cm, w ciągu roku schudła do 9 kg (wymagało to ode mnie bardzo dużo pracy) i zostało jej sporo skóra i wygląda jakby miała wałki i mnie cholera trafia jak słyszę "Jaka ona gruba!"

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...