Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

maja doświadczenie z olbrzymami - miały już olbrzyma, który do nich trafił jako dorosły, no i na pewno Ania pójdzie z nim na szkolenie - wg mnie to jest dobry dom i tego się będę trzymać :cool1:

  • Replies 581
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

malawaszka napisał(a):
maja doświadczenie z olbrzymami - miały już olbrzyma, który do nich trafił jako dorosły, no i na pewno Ania pójdzie z nim na szkolenie - wg mnie to jest dobry dom i tego się będę trzymać :cool1:

Ja nie twierdzę, ze to zły dom!! ;)
Dom może być dobry, ale mało doświadczony i zawsze jakaś małą wskazówka by się nie zaszkodzi. Tym bardziej, jeśli tamten pies nie był agresywny, to raczej domek doświadczeń w tej kwestii nie ma.

Ja to pewnie za bardzo przez pryzmat mojego psa patrzę na inne, ale krocząc tą drogą, postępując bez głębszego zastanowienia, doszłam do etapu, w którym pies mnie próbował pogryźć - próbował, bo to wersja mini i łatwo było ją zneutralizować. Natomiast gdyby było to olbrzym, to syt. byłaby całkiem inna. Zaczęło sie niewinnie od warczenia przy kości i na psy :cool1:
Teraz to będzie bardzo pesymistyczne, ale znalezienie domu dla agresywnego do ludzi, duzego psa to już nie lada wyzwanie.

Co do szkolenia, to też nie jest tak super, bo:
- są kiepskie szkoły
- tu raczej behawiorysta by się przydał, a jeden fajny (opinia nie moja osobista) akurat w Krakowie jest ;)

A moze po prostu zazdrosć przeze mnie przemawia :razz:

Posted

:lol: to na pewno zazdrość ;) Tutek nie jest potworem/agresorem - tylko nie został wychowany w szczenięcych latach i trzeba to zrobić teraz;

dziś dostałam maila od Ani, że znalazła czuły punkt Tutka vel Kuby 0 jak sie go zacznie smyrać po tym punkciku na klacie to momentalnie się wycisza i zasypia :lol: :loveu: i tym sposobem oboje zasnęli wczoraj na podłodze w czułych objęciach :loveu:

Tutek teraz nadrabia brak zabawy w szczenięctwie i też potrzebna jest rada - podgryza jak szczeniak - nie ściska, ale łapie za ręce, za nogi jak się rozbryka - jak to wyeliminować? bo mimo tego, że on nie ściska, nie ma w tym agresji to jednak potrafi zaboleć, a jaki jest mądry drań!

Inteligentna bestia, ale wykorzystuje tą inteligencję po swojemu. Wyobraź sobie, że jak tylko wychodzimy na górę – schodzi sprawdzić, czy drzwi od kuchni są zamknięte. Mimo całej konsekwencji (jest wyrzucany z kuchni za kaźdym razem, kiedy do niej wejdzie) i tak próbuje sił, jak tylko nikt nie widzi. A jak ktoś jest w kuchni – staje na progu, wrzuca piłkę do kuchni, coby mieć argument do bezkarnego wejścia…


Zerduszko daj namiary na tego dobrego behawiorystę z Krakowa - powiem Ani, żeby spróbowała sie skontaktować

Posted

Tutka nie będę w stanie trzymać w mieszkaniu. Czeka mnie więc z mamą poważna rozmowa na temat tego, co dalej.

mnie trochę martwi to zdanie .....

Ale myślę że im prędzej Ania zacznie solidnie pod okiem szkoleniowca pracować z Tutkiem, tym lepiej.

Posted

Ależ relacji :) Ja mimo wszystko jakoś czuję że wszystko się ułoży. Tylko nie od razu. Sporo pracy i trochę czasu. Niestety najgorzej jest nadrobić stracony czas w wychowaniu.
Malawaszko ja też mam namiary na szkoleniowców/behawiorystów w Krakowie więc mogę podesłac ;)

Posted

eria napisał(a):
mnie trochę martwi to zdanie .....


niepotrzebnie Cię martwi - jakbym nie znała sytuacji to też by mnie to zmartwiło i to bardzo, ale to jest tak, że One mieszkają niedaleko siebie i chodzi o to, że jak Tutek nie będzie chciał sie zaaklimatyzować w mieszkaniu to jest możliwość, że będzie mieszkał w domu z Mamą Ani - zresztą One obydwie podejmowały decyzję o adopcji i razem odwiedziły Tutka


Weszko daj mi namiary bo od Zerduszka nie dostałam, a chcę Ani posłać - tylko dawaj tych najlepszych ;) sprawdzonych

Posted

malawaszka napisał(a):
:lol: to na pewno zazdrość ;) Tutek nie jest potworem/agresorem - tylko nie został wychowany w szczenięcych latach i trzeba to zrobić teraz;

A Ty myślisz, że moja suka jest :eviltong: Słodka, niewychowana psina, jedyne co zawsze jej widać działało, to zęby. I tego się obawiam, bo jeśli on był karany i reagował wówczas agresywnie, co skutkowało przerwaniem kary, to on może zareagować ostro na próbę skarcenia. Poza tym uważam, że psa najpierw powinno sie nauczyć jak ma postępować, a potem to egzekwować, a nie od razu wymagać. Nie wiem, jak oni się tam już zżyli, ale należy pamiętać, że ona ją za swoją ukochaną pancię może jeszcze nie uważać, więc nic dziwnego, że sie da się karcić - najpierw trzeba z psem zbudować więź, żeby dał się nam kołem łamać :evil_lol:

Ja myślę, ze nei ma sensu mu zabraniać wchodzić do kuchni jeśli nie ma możliwości tego mu uniemożliwioać jak nikogo nei ma w pobliżu. Jak sie za 100 razem mu uda, to się mu tylko wzmocni to zachowanie.

Na podgryzanie najlepiej mi ziałą P-. Czyli piesek skacze i gryzie, my "ała" (albo cosik innego) i wychodzimy. Gryzący piesek=samotny piesek :razz:

Dobra, już się nie wymądrzam, pw posłałam.

Posted

dzięki za namiary - już przekazałam

z kuchnią chodzi o to, że on jest wiesniakiem i ładuje się całym soba na szafki i kradnie żarcie, więc lepiej żeby do kuchni nie wchodził - teraz nie ma takiej możliwości bo drzwi są zamykane (więc przynajmniej dopóki nie nauczy się ich otwierać) jak nikogo w kuchni nie ma, a jak widać z opisu to on doskonale rozumie już że mu nie wolno i kombinuje - jest niezłym cwaniakiem i praca z takim psem to z jednej strony przyjemność, a z drugiej ne jest łatwa - trzeba być od niego mądrzejszym - ania napisała bardzo mądre zdanie jak jej napisałam, że teraz mają najtrudniejszy czas bo odbywa się próba sił:

Rzeczywiście próba sił to chyba dobre określenie na to, co aktualnie się dzieje. Muszę być silnai nie dać się. Tylko właśnie całe sedno programu polega na tym, żeby być silnym nie używając siły


i dokładnie o to chodzi :kciuki: wierzę, że się uda i z pomocą specjalisty dadzą sobie radę

Posted

Brawo dla Ani :p

Ja rozumiem czemu on do kuchni wchodzić nie może, tylko ostrzegam, że na etapie nauki pies nie może tam ani razu wejść, bo to jest bardzo samonagradzające dla niego. Poza tym: jeśli pies zrozumiał, że do kuchni nie wchodzi się jak jest Pani, nie oznacza, że do kuchni się nie wchodzi jak Pani nie ma. Dla psa to są 2 różne syt. pomijając nawet cwaniactwo w myśl zasady: jak kota nie ma to myszy harcują :eviltong:

Dokładnie, praca z takim psem, to czysta przyjemność. Aż nie mogę wytrzymać przed tym kompem :evil_lol:

Posted

Cioteczka Neonka :loveu: na bazarku na Tutka wygrała książkę i zamiast 35 zł przekazała ogrągłe 100 zł :multi: Tutek wprawdzie już w nowym domku ale jego pobyt z pewnością sporo pożarł i pieniążek się nie zmarnuje więc Malawaszko podaj mi na PW nr konta twój albo missieek to wpłacę kaskę.

Posted

No i minęły dwa tygodnie i mamy kryzys :placz: pomocy... dostałam dziś rano maila od Ani - jednak chyba mieli rację ci, co mówili, że Ani brak doświadczenia z takimi przypadkami i znowu ja się pomyliłam... chyba jednak się nie nadaję na szukacza domów...
Mam tylko tego maila bo dziś cały dzień Ania ma zajęcia do wieczora i dopiero jutro będę z Nią rozmawiała. Nie wiem czemu nie umówiła się jednak z behawiorystą bo była na to chętna, a jestem pewna, ze pod okiem fachowca Kuba (ex Tutek, ale na Kuba reaguje) stałby się fajnym psem...

oto co Ania napisała - poprosiłam, żeby mimo wszystko poprosiła o pomoc specjalistę

Ostatni tydzień był tak naprawdę apogeum całej sytuacji, jako że Kuba poczuł się już na tyle bezpiecznie, że zaczął dokazywać już bez opamiętania. W domu niszczy cały czas powoli staramy się odcinać mu drogę do kolejnych pokoi, ale czy o to chodzi? Chyba nie. Porywa rzeczy (teraz już nawet na naszych oczach!) i nie da się go ukarać. Nic nie robi sobie z komentarzy co tu zrobiłeś, z klapsa czy innych prób. Bawi się równie dobrze, jak podczas najlepszej zabawy. Jedyna kara, którą możemy sobie wyobrazić biorąc pod uwagę, że tego nie lubi to eksmisja tymczasowa na pole. Ale zorientował się już, jak to działa i na próbę wyrzucenia go za drzwi rzuca się na nas agresywnie. Kurcze tak nie może być, żeby terroryzował dom w ten sposób L
Nie radzimy sobie też w trakcie zabawy. Kuba niesamowicie się nakręca i robi się agresywny L Gryzie wszystko, co spotka na swojej drodze. Gryzie nas. I to nie jest niestety przyjazne podgryzanie L Na spacerach też już czuje się na tyle pewnie, że w zabawie w obgryzanie smyczy potrafi wskoczyć na mnie z impetem i ugryźć w rękę. Wiem, że nie ma w tym intencji, ale te sytuacje przerastają moje możliwości radzenia sobie z nim. Umiem krzyknąć, ale to na niego zupełnie nie działa napędza go jeszcze w agresywnych zachowaniach. Pierwszy raz spotykam się z psem, którego nie da się w ten sposób ustawić.
Do tej pory było tak, że w chwilach mojego zwątpienia mama jakoś podtrzymywała mnie na duchu i odwrotnie. Teraz obie się poddałyśmy, wszystko ze względu na naszą bezsilność L Dlatego też po długich rozmowach podjęłyśmy decyzję, że Kuba u nas nie zostanie, bo nie radzimy sobie z nim. Mówię my docelowo to mój pies, a nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli zamieszkać w moim mieszkaniu. Wizyta w domu u mamy miała być tymczasowa, ale nie widzę perspektywy, żeby to mogło się zmienić. Szczególnie, że idzie nam coraz gorzej L
Dlatego chciałabym Cię poprosić o pomoc w znalezieniu innego domu dla Kuby. Z pełną odpowiedzialnością i szczerością o tym, jaki Kuba jest



mam nadzieję, że jednak uda się namówić Anię na kontakt ze specjalistą, nawet jeśli nie będzie mógł u Niej zostać, to dobrze żeby fachowiec go ocenił i powiedział jak z nim postępować, wychodzi na to, że muszę mu szukać domu, gdzi będzie mieszkał na podwórku i tyle :placz:
Nie wiem czy Ania będzie chciała zawalczyć o niego jeszcze - może kryzys minie... ale obawiam się, że mogła go po prostu znielubić przez to co wyprawia :mad: Mnie takich rzeczy nie robił, ale ja nie byłam z nim cały czas, ja byłam tą dobrą ciocią od spacerków i smakołyków i czesania :placz:

załamałam się.... :-(

Posted

Szkoda mi tego psa. Ma problemy, stara się zwrócić na siebie uwagę, a jedyne co osoby się nim zajmujące są w stanie wymyślić, to kara :angryy: Brak mi słów, nawet właścicielka widzi, że im częściej z nim "walczy", tym jest gorzej. Sama prowokuje psa do agresji :angryy: To ona go nakręca, a nie on sam. Sobie nic nie robi z komentarzy (swoją drogą 1000pktów dla tej Pani, ciekawe czy ona jakby ktoś coś mówił do neij po chińsku by zrozumiała) czy moze "udaje, że nie słyszy"?? To jest zasadnicza różnica.
Gdybym była w innej syt. życiowej, to bym go wzięła.

Posted

Smutne wieści:shake:
Waszka, pies reaguje agresją na agresję... Krzykiem i karceniem nic z nim nie wskórają, wprost przeciwnie, mogą doprowadzić do jeszcze gorszych sytuacji. Trudno radzić na odległość, ale z tego co Ania napisała wynika, że źle postępuje! Gdyby chciała powalczyć o swoją relację z psem mogłaby wejść w kontakt z J. Gałuszką z Gliwic i zapisać się na forum o pozytywnym szkoleniu... a przede wszystkim zaprzestać krzyku i klapsów i zacząć budować więź z psem. Pies będzie robił to, co mu się opłaca, więc trzeba to wykorzystać!

Trochę czasu na teorię pozytywnego szkolenia i można powoli zacząć odwracać to, co się zepsuło.

Posted

Cały czas o nim myślę. Moim zdaniem, to nie jest tak, że pies szlaje i "ała" albo klaps zadziała. Przyczyna leży gdzie indziej. Nie wiem dokładnie o jakim nakręceniu i rozrabianiu jest mowa.

Właśnie - najpierw porządna więź z psem, psem dla którego one to obce osoby, a potem jakiekolwiek kary :shake: Jesli w ogóle. I krzyk.... dla psa taka miotająca sie osoba, to nie jest pewny siebie przewodnik....

A gdzie on był na DT??

Posted

on był u missieek - ja jeździłam go wyprowadzać na spacery, był tam w kojcu i na podwórku - bez wchodzenia do domu bo dom zakocony totalnie, ale on się nawet specjalnie nie pchał do domu;

z tym krzykiem to raczej nie było tak, że Ania się miotała i wrzeszczała - na pewno nie, ale pewnie podniesionym głosem krzyknęła "dość, albo NIE!" na pewno nie była jak miotający się zwierz :shake:

Posted

malawaszka napisał(a):

z tym krzykiem to raczej nie było tak, że Ania się miotała i wrzeszczała - na pewno nie, ale pewnie podniesionym głosem krzyknęła "dość, albo NIE!" na pewno nie była jak miotający się zwierz :shake:

Krzyk, nawet bez "miotania" pobudza psa w sytuacji, gdy lepiej by go było wyciszyć.

Posted

Ale miotać sie dla nas i dla psa, to są dwa różne zachowania. Ja pisze z pktu widzenia psa. Zresztą nie mi oceniac, bo nie widziałam. Ale sprawdziło się to czego się bałam wcześniej.
Peknie mi serce :-( Do kiedy on ma czas?? Moja suka tez taka była. Tym bardziej :-(

Posted

Cholera :( Kiepsko. Koniecznie namów Anię na spotkanie z behawiorystą! Warto żeby jeszcze powalczyła.
Metodą samego karcenia (w jakikolwiek sposób) nic nie osiągnie, a szczególnie ze sznaucerem. Ja sobie wyobrażam jak on się nakręca, skacze i zachowuje. Ania zaczęła od ustalania zasad, co wolno, a co nie - tu wolno wchodzić, a tu nie, nie wolno niszczyć itd. Obawiam się że tutaj ważniejsze sa inne sprawy. Tak jak pisały poprzedniczki - zbudowanie więzi z Tutkiem, nawiązanie kontaktu, żeby pozytywnie reagował na Anię. Później przyjdzie pora na szczegółowy savoir vivre ;) Ja wiem że ciężko, że to kosztuje ale... jeśli Ani zależy powinna spróbować.
Te 2 tyg. to okres krytyczny. Też tak miałam z Dirki która nie była łatwym psem i nadal nie jest. Ale satysfakcja jest gigantyczna, a pies który z dzikusa staje się psem wpatrzonym w człowieka jest czymś najpiękniejszym.
Tutaj trzeba czasu, spokoju, cierpliwości. Tylko pozytywnym budowaniem więzi można będzie coś osiągnąć.

Posted

Czasu mamy tyle ile będzie trzeba - będę dalej namawiała Anie na kontakt z behawiorystą, będę na to naciskać, a Kuba zostanie u Ani do czasu znalezienia domu, gdzie i Kuba i opiekunowie będą szczęsliwi


wybaczcie, że tak którko piszę, ale dopadła mnie grypa żołądkowa i nie mam sily na nic :shake:

Posted

Dobrze, że czasu jest duzo. Ale jeszcze z racji mojej pesymistycznej natury zapytam tak: jakie są szanse wyadoptowania takiego psa?? Biorąc pod uwagę, że jest coraz gorzej... Czy Panie mogłyby cokolwiek z nim robić?? Albo chociaż nie robić czego nie powinny.

Oby mały nie trafił do kogoś, kto go będzie chciał "złamać" :shake:

Posted

Ja naciskam, żeby Ania zadzwoniła do P. Kłosińskiego i mam nadzieję, że to zrobi, bo sama jest świadoma, że sobie nie radzi a to nie jest malutki pieseczek. On po prostu objął przywództwo - tak to wygląda i trzeba jak najszybciej to odkręcić i niech chłopak przestanie mysleć, że jest bogiem.

Co do znalezienia dla niego domu - ważne jest, żeby ktoś kto go adoptuje miał silną osobowość - kurcze ten pies nie jest potworem :shake: na pewno nie trafi do kogoś kto będzie go "łamał" bo takim ludziom psów nie daję, dlatego poszedł do Ani, a nie do faceta, który dzwonił i pytał czy ten sznaucer olbrzym waży z 80 kg bo on miał takiego :-o
Ze względu na te jego zapędy nie pójdzie też do domu z dziećmi, żeby nie stwarzać niepotrzebnego zagrożenia.

Pomyliłam się uznając, że Ania sobie da radę z Kubą - ale on po prostu będac pod naszą opieka nie pokazał na co go stać bo nie miał takiej mozliwości - blokowały go psy missieek nie pozwalając mu się wybić

zeduszko, ale jeszcze do Twojego pytania jakie są szanse na wyadoptowanie takiego psa - to co powinnam zrobić? uśpić?

Posted

Nie o tym myślałam. Uważam, że ktoś z nim musi pracować. Żeby niebawem nie było koniecznością to o czym piszesz. Nie oczekuję od Ciebie pstryknięcia palcami i wszystko będzie ok. Rozumiem powagę syt.
Zdrowiej i miej (-my) nadzieję, że będzie ok.

Ps. A jakby mu właśnie szukać domu z innym stabilnym psem??

Posted

też myślałam o tym, ale nie wiem bo Kuba jest dość zaborczy - jak Bangi (mix bulla z mojego podpisu - też jest u missieek na tymczasie) do mnie się keliła na głaskanko to Kuba był zazdrosny i starał się ją odpychać - jak ona na mnie skakala bo ona tak radość okazuje - taka sprężynka - to on ją hamował i pilnował, żeby tego nie robiła, ale jak ona sobie nie życzyła już tego jego ingerowania to mu o tym "mówiła" - takie przepychanki między nimi były - więc to byłoby dodatkowe utrudnienie szukanie domu z psem o konkretnym charakterze - a właściwie najlepiej z suką o silnej osobowości i dodatkowo z człowiekiem, który nie pozwoli sobie wejść na głowę - byloby fajnie znaleźć taki dom, ale czy to realne?
Ja liczę jeszcze na to, że od kastracji minął dopiero miesiąc i trochę chłopakowi się uspokoją jeszcze hormony.

A jak problemy się będą pogłębiać to będę musiała zrobić jakiś kojec u siebie na wsi i tam go zabiorę... oby nie było takiej potrzeby bo dopóki tam nie mieszkam to nie miałabym wiele czasu na pracę z psem :placz:

no i mam nadzieję, że nie piszę tu żadnych bredni bo mam gorączkę :oops: jak piszę to możecie mi napisać smiało :lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...