gallegro Posted October 2, 2008 Posted October 2, 2008 Sprawdź dokładnie :razz:. Początek został stary, ale końcówka jest zaktualizowana. EDIT: Pisaliśmy w tym samym czasie. Quote
Talcott Posted October 2, 2008 Posted October 2, 2008 gallegro napisał(a):Ciapuś zmieniła tytuł wątku i owszem... ale emotikonka przy nim dalej została ta sama :razz: Jurand już nie może się doczekać przyjazdu swojej nowej koleżanki ;). Jesteśmy bardzo ciekawi, jak się dogadają. Wszystkie sunie są jego przyjaciółkami, czego niestety nie można powiedzieć o psiakach... Intuicja podpowiada mi, że może być z nich wspaniała para, taka na dobre i złe... Moje 3 Staruchy pozdrawiają Twoją:loveu::loveu::loveu: Sforkę Quote
Talcott Posted October 2, 2008 Posted October 2, 2008 gallegro napisał(a):Sprawdź dokładnie :razz:. Początek został stary, ale końcówka jest zaktualizowana. no to właśnie o ten tfu!!! przymiotnik mi szło!!!:mad: Quote
Talcott Posted October 2, 2008 Posted October 2, 2008 czy tam imiesłów przymiotnikowy - tez tfu:mad: Ciapuś:mad: Quote
szajbus Posted October 3, 2008 Posted October 3, 2008 Dopiero dotarłam na ten watek. Czemu nie ma więcej takich wujaszków???????????????????? Ja chce ich więcej, więcej, wiecej? Wujaszku, jak cie sklonowac????????? Quote
Tigraa Posted October 3, 2008 Posted October 3, 2008 szajbus napisał(a):Wujaszku, jak cie sklonowac????????? Były już takie próby :evil_lol: ale zakończyły się niepowodzeniem. Quote
elmira Posted October 3, 2008 Posted October 3, 2008 Ania-tygrysiczka napisał(a):Były już takie próby :evil_lol: ale zakończyły się niepowodzeniem. Wielka szkoda! Quote
gallegro Posted October 3, 2008 Posted October 3, 2008 Szajbus, wbrew pozorom, wśród dogomaniaków, jest wielu oddanych sprawie facetów, choć faktycznie ciotek jest więcej ;) Jeśli chodzi o klonowanie... hmm... uważam to za nader ryzykowne posunięcie :razz: No chyba, że ja o czymś nie wiem i istnieje już machina, potrafiąca przy okazji eliminować przynajmniej niektóre wady ;) Ciapuś, zmień/usuń proszę, tę nieadekwatną emotikonkę przy tytule wątku :razz: Czekamy na Miriam z niecierpliwością. Quote
Tigraa Posted October 4, 2008 Posted October 4, 2008 Babcia Miriam dostanie nowe imię na nowe życie. Aby odwrócił się zły los i była już zawsze szczęśliwym psem. Quote
gallegro Posted October 6, 2008 Posted October 6, 2008 Miriam właśnie zapoznaje się z |Jurandem. Na powitanie obszczekał ją, jak to on ma w zwyczaju. Ale ogon mu chodzi i ma w nosie, że obcesowym zachowaniem wystraszył lekko dziewczynę. Z resztą ferajny będziemy zapoznawać później. Miriam miała dostać na imię Maja, ale córeczka sąsiadów ma tak na imię więc zmienimy. Jeszcze dogadamy tą kwestię :lol:. Sunia jest grzeczniutka, zero agresji, bardzo spokojna. Na razie nie siusia, chyba ze strachu, w ogóle nie siusiała jeszcze... Pije sporo wody, jeść na razie nie chce w ogóle. Quote
anovip1 Posted October 6, 2008 Posted October 6, 2008 Dzień w którym gallegro zdecydował się pomóc Miriam, był momentem w którym zły los odwrócił się od niej. :multi: To co dzięki gallegro spotkało Miriam jest niesamowite:multi: :multi: :lol: Jesteś ,cudownym,wspaniałym Wujaszkiem ;) :lol: BUZIAKI OGROMNE DLA WUJKA I JEGO ŚLICZNEJ GROMADKI Quote
ciapuś Posted October 6, 2008 Author Posted October 6, 2008 Bardzo sie ciesze że wszystko ok Mam nadzieje że tak już zostanie i to na dłuuuuuuuuugi czas Quote
elmira Posted October 6, 2008 Posted October 6, 2008 Wujku Gallegro jestes WIELKI!!! I nie mam słów, zeby wyrazic Wam mój podziw! Quote
gallegro Posted October 6, 2008 Posted October 6, 2008 Po szerokich konsultacjach, sunia otrzymała nowe imię LEDA. Takie właśnie imię nosiła moja nieodżałowana sunia (od 2,5 roku za TM). O wyborze zdecydowało podobieństwo, szczególnie jeśli chodzi o kształt pyszczka i uszu. Na jakiś czas postanowiliśmy zostawić Ledę samej sobie, żeby nieco ochłonęła po pierwszych wrażeniach zapoznawczych. Kiedy po jakimś czasie wszedłem do pokoju, gdzie urzędowała z Jurandem, zastałem ją w... pościeli na łóżku :razz: Jest jeszcze nieco nieufna i zdystansowana, ale już teraz widać, że będzie O.K. Nie forsujemy niczego na siłę... ona potrzebuje czasu... Jak pisałem wcześniej, postanowiliśmy również zaprezentować ją pozostałej gromadce... Efekt był następujący (kolejność zgodna z poziomem akceptacji): Bonus - 10/10. Jemu totalnie "zwisa" to, czy jest cztery łapy mniej, czy osiem więcej ;) Jurand - 9/10. Jeden punkt odjąłem za "pyskowanie", choć to tylko taki jego sposób na życie :razz: Dolores 7/10. Dorcia poznawała Ledę będąc wyposażona w kaganiec, który starała się zdjąć na wszystkie znane jej sposoby. Na początku podbiegła do Ledy z impetem, w odpowiedzi na co, potraktowana została ostrzegawczym kłapnięciem ząbkami. Po tej swoistej reprymendzie, do końca krótkiego spaceru, Ledunia udawał, że jej nie widzi, natomiast Dorka leżąc, bacznie obserwowała każdy jej ruch. Będzie dobrze. Kama - 1/10 Niestety, Kama to typowa zołza, która i owszem... merdała ogonem, ale ujadała z ogromną zajadłością :razz: W jej przypadku rokowania są baaardzo ostrożne. Od kiedy Kama powróciła do pełni sił, stała się typową dominantką w stosunku do innych suk. Mimo, że z Dorką jeszcze do niedawna była sztama (kiedy Kama była swoim cieniem), teraz są na ścieżce wojennej. Kamusia jest potężną ONkowatą sunią, dlatego nawet nie chcę myśleć, co mogłoby się stać z Ledą, gdyby puścić je na żywioł :cool3: Izolowanie Kamy mamy dopracowane, więc ten element nie stanowi większego problemu. Jeszcze o Ledzie w (prawie)telegraficznym skrócie... Około południa sunia napiła się wody, a teraz postanowiła zastrajkować i od tej pory nie piła, ani nie jadła. To wynik stresu... Jakiś czas temu popełniła koopę :razz:, ale o siku nie ma mowy. W tym celu odbędziemy ostatni wieczorny spacer, w towarzystwie zaprzyjaźnionego już Juranda. Opatrzyliśmy jej operowaną łapkę. W czasie robienia opatrunku, sunia była bardzo grzeczna. W ostatnich dniach sporo zmian zaszło w jej życiu, dlatego nie ma się co dziwić podobnym reakcjom. Teraz smacznie śpi na swoim posłaniu... W następnym wpisie wkleję kilka fotek. Jutro postaram się o kilka nowych zdjęć i film ze wspólnego spaceru. Quote
ulvhedinn Posted October 7, 2008 Posted October 7, 2008 Ślicznie :multi: Dziewczynka widac że mądra, od razu wiedziała gdzie jest najwygodniej :evil_lol: jak sie wyluzuje i oswoi to bedzie z niej na bank świetny pies- tylko wiecie, takie słodkie staruszki to straszne tyranki, wszystko potrafią osiągnąć- najczęściej za pomocą arsenału wymownych minek... :cool3: Imie Leda- piękne i kojarzy mi się z sunią sąsiadów z wczesnego dzieciństwa, była wielka, kudłata i strasznie kochana, cały dom płakał, jak odeszła... P.S. Ja absolutnie jestem za sklonowaniem wujka gallegro w kilku egzemlarzach co najmniej, pod warunkiem uzyskania dorosłego osobnika w krótkim czasie- dla dobra wszystkich samotnych cioteczek z dogo :diabloti: Quote
mru Posted October 7, 2008 Posted October 7, 2008 słów brak! z niecierpliwością czekam na dalsze relacje no i fotki :):):) Quote
gallegro Posted October 7, 2008 Posted October 7, 2008 Poniżej kilka fotek z wczoraj i dzisiaj... Mam jedną uwagę, odnośnie informacji na temat słabego wzroku Ledy... Moim zdaniem, sunia widzi całkiem nieźle. Robiłem kilka testów i okazało się, że nawet przy kiepskim oświetleniu, radzi sobie bardzo dobrze. Quote
j3nny Posted October 7, 2008 Posted October 7, 2008 od razu lzej sie zyje, jak sie takie historie zdarzaja szczescia sunieczko! Quote
ciapuś Posted October 7, 2008 Author Posted October 7, 2008 Zapraszam na bazarek http://www.dogomania.pl/forum/showth...5#post11017065 Quote
mru Posted October 7, 2008 Posted October 7, 2008 gallegro nie dość, że uratował życie małej to jeszcze przywrócił wzrok! ;):D Quote
sleepingbyday Posted October 7, 2008 Posted October 7, 2008 ulvhedinn napisał(a):Ślicznie :multi: P.S. Ja absolutnie jestem za sklonowaniem wujka gallegro w kilku egzemlarzach co najmniej, pod warunkiem uzyskania dorosłego osobnika w krótkim czasie- dla dobra wszystkich samotnych cioteczek z dogo :diabloti: amen, howgh i co tam jeszcze... gallegro, może masz braci, kuzynów, wujków, siostrzeńców, etc.. o podobnych cechach maniackich :diabloti:?? Quote
gallegro Posted October 7, 2008 Posted October 7, 2008 Zanim popełnicie kolejny błąd, wychwalając mnie pod niebiosa, oddajcie się proszę poniższej lekturze... Działo się dziś w naszym domu (szczególnie na posesji :razz:), oj działo... Zacznę od początku, choć tak naprawdę, to końcówka jest ciekawsza... Zaczęło się niewinnie, normalnie, spokojnie, rzekłbym nawet... nudnie... Ot... zwykły dzień, zwykłego dogomaniaka i zwykłych kundli, wliczając w to nowo przybyłą Ledunię. Wracam z pracy wcześniej, co by wyspacerować całą sforę, kładąc główny nacisk na nowicjuszkę, w obawie o stan podłogi, która nie najlepiej znosi wilgoć... Leda na rękach, Jurand przy nodze i Bonus pędzący co sił, w swoje ulubione rejony posesji... Aparat w dłoni... ups!!! Właśnie... aparat... muszę iść go poszukać... Tak, tak... ma to związek z wydarzeniami, które miały dopiero nastąpić... Znalazłem... uff, przynajmniej to dziś mi się udało... Ale, ale... jeszcze zegarek i... niektóre części garderoby :roll: ... Wszystko jest... mogę ponownie odetchnąć... Ciekawie się zaczyna, ale nie mniej ciekawiej zakończy się ta opowieść... Wracamy do spaceru... Wujaszek chodzi z psiakami po całej posesji... trochę po lesie, dłuższą chwilę po sadzie i wokół stawu, w którym obecnie nie ma prawie wody (niby drobiazg, a jednak miał kluczowe znaczenie :cool3: ). Tama na zasilającej staw rzece, która normalnie powoduje spiętrzenie, a co za tym idzie podnosi jej poziom w stawie, została obniżona, ze względu na podtapianie okolicznych pól i łąk. Przepraszam za ten iście hydrologiczny wykład, ale ma to niebagatelne znaczenie, w kwestii zrozumienia wypadków, które miały za chwilę nastąpić... Idziemy wszyscy ścieżką, prowadzącą wokół stawu... Sunia z ciekawością obserwuje lustro pozostałej jeszcze na dnie stawu wody. Jeszcze przed chwilą pływały po niej dzikie kaczki, oraz spacerowała czapla siwa, nasi stali bywalcy (spłoszyły je psiaki). W tym momencie odwracam się w kierunku Juranda, żeby sprawdzić jak sobie radzi idąc tuż nad brzegiem. Jurand mimo całkowitej ślepoty, radzi sobie wyjątkowo dobrze, ale zawsze staram się go ubezpieczać... Teraz rzut oka na Ledę... tylko... gdzie ona jest??? Pewnie pod świerkami... Wołam ją, ale nie wychodzi z zarośli... Rozglądam się po okolicy i co widzę... Leda stoi w wodzie, a raczej błocie, zanurzona po brzuch. Ze śladów wnioskuję, że zeszła na dół, na nieco podeschnięty fragment, po czym postanowiła sprawdzić co jest dalej... Miała trudności z poruszaniem się w grząskim gruncie, więc dobry wujek postanawia jej pomóc... To co teraz miało nastąpić, jest koronnym argumentem, przeciw podnoszonej wcześniej kwestii klonowania... Qrcze... tylko jak to zrobić, żeby się nie pobrudzić? (dobre sobie...) Zakładam więc gumowce i hop do wody... Nie przewidziałem jednego... Sunia jest lżejsza i ma cztery łapki... Ja natomiast, mimo, że przed obiadem, ważę troszkę więcej... Szkoda, że ta odkrywcza refleksja nie przyszła chwilę wcześniej... Dobra... stało się, więc nie marudź, tylko bierz Ledę na ręce i wyłaź - pomyślałem... Jak pomyślałem, tak zrobiłem... No... prawie tak samo, bo praktyka nie chciała pokryć się z teorią... Do tej chwili odczuwam tego skutki... Dość, że w pewnym momencie, jedna z moich uwięzionych w błocie nóg, nie nadążyła za resztą ciała, w wyniku czego zmieniłem pozycję z wertykalnej, na horyzontalną, z przyklęknięciem na oba kolana i podparciem na łokciach... Mimo mało komfortowej pozycji, Ledę utrzymywałem tuż nad czarną mazią... Sunia z pokorą wysłuchała moich niecenzuralnych zwierzeń, ale już po chwili postanowiła dać wyraz dezaprobaty, podgryzając ręce swojego, jakby nie było... wybawiciela. No cóż... nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem (o rozlewaniu będzie jeszcze w tej, przydługiej nieco, opowieści...). Czas na kąpiel. Sunia w zasadzie miała tylko brudne łapki i brzuszek, czego o mnie z całą pewnością powiedzieć się nie da... Sunia obmyta, wysuszona, odpoczywa po przeżytej przygodzie... Teraz kolej na mnie... Patrzę na siebie i nie wiem czy mam śmiać się, czy płakać... Zanosi się na nieplanowane pranie. Zanim jednak zacznę pranie zasadnicze, muszę pozbyć się pokaźnych ilości czarnego błota, które pokrywa prawie całą moją garderobę... W międzyczasie nastawiam w czajniku wodę i postanawiam odgrzać sobie w mikrofali słoiczek zupy. Kiedy mokrymi rękoma miałem go akurat wyjąć, słoik przechylił się, a cała jego zawartość wypełniła dno kuchenki, nie licząc zupy, wypływającej szparami na szafki... Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło... Kuchence należało się generalne "sprzątanie", więc... sprzątam... Uff, na dziś wystarczy... Nie mnie było jednak o tym decydować, o czym boleśnie przekonałem się pod koniec jej czyszczenia... Właśnie w tej chwili, para z gotującej wody, stojącej w czajniku, bezpośrednio pod kuchenką, oparzyła moje przedramię... Tak po za tym, wszystko O.K.... życie znowu toczy się leniwie... Nic, tylko błogi spokój... żeby nie powiedzieć... nuda... Z Ledą wszystko O.K. Niestety, nie zauważyłem, żeby zrobiła sioo... Niedawno skubnęła kilka kawałków suchej karmy. W międzyczasie zapoznała się z Dorką, która tym razem była bez kagańca. Tak jak przewidywałem, wszystko jest O.K. P.S. Mam trochę zdjęć i materiał na film. Jak znajdę chwilkę czasu, wrzucę na wątek. Quote
Tigraa Posted October 7, 2008 Posted October 7, 2008 [quote name='sleepingbyday']amen, howgh i co tam jeszcze... gallegro, może masz braci, kuzynów, wujków, siostrzeńców, etc.. o podobnych cechach maniackich :diabloti:?? raczej wariackich - patrz wpis wujka gallegro powyżej :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.