Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Agmarek ja po tegorocznych wczasach Birmy i Bzika [tak, to ona wyjeżdżała, ja byłam w domu ;)] dowiedziałam się od dziadka, że Bzikuś lubi parówki krojone w drobną kosteczkę, a Birma codziennie pije mleczko i mam jej KONIECZNIE dawać [bo ona tak lubi]...

  • Replies 2.2k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Bela ja się nie dziwię Janeczce że strzeliła focha, bo pewnie byłyście na działce gdzie panna mogła się lansować na świeżym powietrzu, a tu musi w bloku siedzieć. Też bym się obraziła :roll:
Bonsai O Matko Boska! To ja chyba przestanę wyjeżdżać, bo jak pewnego dnia wrócę do domu to może się okazać że moja Szansunia już zajada parówki, ale jak Corso zacznie pić mleko to... :eek2:
Miałam śmieszną sytuację, bo jeden dzień mieliśmy przestój kiedy my już wyjechaliśmy, a moja mama jeszcze nie wróciła i Teściowa była ze zwierzyńcem.
Nie mogła znaleźć makaronu dla Szansy, więc dała jej koci makaronik z dwoma łyżkami puszki. Sunia była tak głodna że z wielką radością przywitała moją mamę, a kiedy się dowiedziałam o tym jak Teściowa ją przygłodziła, to się śmiałam że biedna cały dzień na głodniaka i jeszcze koci makaron dostała, to dobrze że nie zaczęła miauczeć :evil_lol:

Posted

No a u nas jak w kalejdoskopie i właśnie świat stanął na głowie. Wariackie życie w szalonym mieście.
Ogłosili wściekliznę. Przeczytałam w gazecie że mamy trzymać psy i koty w domu, nie chodzić z psami po lasach, bo jakiegoś faceta zaatakował w Otwocku wściekły nietoperz.
Moja kotka bojowniczka miała ranę na policzku, więc oczywiście upolowałam ją dzisiaj i zawiozłam do weta. Nie wiem z kim się biła, ale to że jest bojowa to wiem z własnego doświadczenia. Mnie oczywiście nigdy nie zaatakowała, ale kiedyś oprawiła amstafa znajomych i sprawiła łomot Szansie jak tylko ta biedna postawiła po raz pierwszy nogę na podwórku...
No więc zawiozłam ją do weta. Droga koszmarna. Cały czas darła się w transporterze jak obdzierana ze skóry. Potem nie chciała dać sobie zajrzeć do pyska, zmierzyć temperatury, zrobić zastrzyku i oczywiście przemyć rany. Przy tym ostatnim już nawet nie ukrywała wściekłości.
Machała łapami na wszystkie strony i fuczała...
Aha...wściekłość. Wetka powiedziała że wścieklizny to ona raczej nie ma, bo by miała temperaturę. Rana została oczyszczona, w domu mam przemywać rywanolem i smarować loridenem. A ile ja się dziś nerw najadłam to już moje... do tej pory nie mogę się uspokoić, bo jak dojdzie ta wścieklizna tutaj, to ja nie wiem co zrobię!
Jak ja mam upilnować 5 WYCHODZĄCYCH !!! kotów ??? To niemożliwe !!!
A jak ogłoszą że i tu będą usypiać wszystkie nie szczepione zwierzęta? Skąd będą wiedzieli że moje koty są moje? Nie rozumiem tego rozporządzenia, ale jestem przerażona jak chyba większość ludzi w tym mieście :-( i mam jeszcze w gębie pełno białych kłaków. O bluzce nie wspomnę :shake:

Posted

Nie wiem jak upilnować 5 wychodzących kotów, sama nigdy nawet jednego nie umiałam upilnować... może przywiązać koty do mebli :D?
A na poważnie - mam nadzieję, że do was wścieklizna nie dojdzie i twój inwentarz będzie cały i zdrowy...

Posted

W związku z ogłoszoną wścieklizną nie możemy chodzić do lasu na spacery a dziś była akcja szczepienia moich kotów.
Jeden mnie podrapał, drugi próbował zagryźć, trzeci zwiał, a 2 zachowały się przyzwoicie. Nie to żebym coś sugerowała, ale te dwa były płci męskiej :roll:
Teraz mam pytanie. Czy ktoś wie jak złapać kota? Próbowałam na mleko, wędlinę, prosiłam i goniłam. Nic nie skutkuje. Nikt też w mojej okolicy nie posiada klatki-łapki.
Oszaleję przez te cholerne koty.
Szansa za to (żeby nie było jej lepiej) została pozbawiona reklamówki kudłów z grzbietu. I to by było na tyle. Dzień jak co dzień ??? :oops:

Posted

kiedyś jak pies był szczepiony p/wściekliźnie to dostawał numerek do zawieszenie na obroży u było wiadomo nawet jak wybrał się na wycieczkę że szczepiony ,teraz tak nie ma , a w takich okolicznościach jak u Was zdałoby to egzamin , koty z taką przywieszką przy obróżkach mogły by biegać luzem ....

Posted

Lilk_a jeden kot jest "domowy". Sprowadziliśmy się z nim tutaj.
Reszta to dzikusy-przybłędy. Są w różnym stopniu oswojone, a jeśli już do kogoś podchodzą, to tylko do mnie.
Podstępem je zwabiam i szczepię raz na dwa lata, odrobaczam na spacerach jak uda mi się któregoś chwycić, karmię i wpuszczam na noc do garażu zimą żeby się ogrzały. Cóż jeszcze mogę zrobić? A w związku z tym że są średnio oswojone nie wyobrażam sobie ich chodzących w obrożach, albo siedzących w domu.
Denerwuję się jak to będzie i na jakiej podstawie będą sprawdzać czy kot jest szczepiony czy nie i do kogo należy :roll: a nie daje mi spokoju ta ruda małpa co się złapać nie dała :shake:

Posted

Melduję że cały koci inwentarz zaszczepiony :diabloti:
Ruda małpa została podstępem zwabiona do garażu (na michę). Na środku garażu postawiłam miskę ze smakołykami. Pyszny, pachnący kurczaczek w galarecie, po czym uchyliłam drzwi garażowe i cierpliwie (schowana za drzwiami do mieszkania) czekałam aż wejdzie.
Pierwszy wszedł kocur. Najadł się i polazł, no i po jakichś 10 minutach weszła ONA! Ruda małpa :mad: Nie mam nic do rudych !!! :evil_lol: Odczekałam chwilę i chlast pilotem garaż :razz:
No i się zaczęło :oops:
Najpierw wlazła za piec, potem pod wózek, a na końcu do pustej doniczki. Nie wspomnę o tym że jeszcze w międzyczasie biegała po całym garażu :mad: no i jak upolowałam ją w tej doniczce, to złapałam za kark i próbowałam zapakować ją do transportera, wtedy ona odepchnęła się tylnymi łapami i wyrwała mi się :placz:
Słowa które wtedy wykrzyczałam nie nadają się do przytoczenia, ale na pewno słyszał je mój syn (bo później pytał mnie kto tak krzyczał) i zapewne cała ulica, a matki dzieciom zasłaniały uszy ;)
Kiedy już wreszcie ja się łaskawie uspokoiłam kotka zwariowała! Próbowałam grzecznie do niej zagadywać, ale ona była już tak rozjuszona że nie było gadki, a kiedy zaczęła robić remanent mojemu TZ-owi na półkach musiałam zadziałać szybko. Rzuciłam się na nią, za fraki i do transportera. Potem przez 15 minut zbierałam z podłogi śrubokręty, śrubki i te... no... jak one tam... do wiertarki... A ! Już wiem !!! Wiertła !!! :diabloti: Swoją drogą nie wiem na co komu tyle tych szpargałów :roll:
Zadzwoniłam do weta że kotka złapana, a on mówi że może przyjechać, ale późno, bo coś, gdzieś jeszcze musi załatwić i moooże koło 22... G***o mnie to obchodzi. Niech przyjedzie nawet i o 4 rano. Będę czekać.
Przyjechał, zaszczepił, a ja próbowałam uspokoić wariatkę.
Głaskanie? Nie. Nie lubi.
Drapanie? O tak. Tak mi rób! Pod szyją...Mrrr...:evil_lol:
Nastawiała się do tego drapania aż mi palce zdrętwiały, a ona nie miała zamiaru uciekać jak poprzednio, no ale jak odeszłam od transportera, to znów stała się sobą :roll: i nie było mowy żeby na wieczornym spacerze chociaż "musnąć" rude futro :oops:
Nie wiem teraz czy zostawić ją w spokoju, czy próbować ją jakoś przekupić i namówić do tego żeby dała się głaskać, bo za tydzień muszę je odrobaczyć :placz:
Cieszę się chociaż że Szansy nie było w garażu podczas tych dantejskich scen, bo jak nic panna by zawału dostała :roll:
Aha. I wieczorem przy kąpieli okazało się że oprócz ręki mam jeszcze podrapaną brodę i brzuch i jak nic dzisiaj zadzwonię do weta żeby jeszcze przyszedł mnie zaszczepić :eviltong:
Grzeczny tylko mój kotek, bo dzisiaj bez specjalnych protestów dał sobie załadować do paszczy rutinoscorbin :p

Posted

Agmarku, toz to istny horror, co tu opisałas. :crazyeye:
Dobrze, ze wszystko szczęsliwie sie zakonczyło, chociaz???????:roll:
Moze jednak powinnyscie z kotką isć na kwarantanne???? :roll:Tzn i kotka i Ty, jako ze zostałas podrapana.:evil_lol:

Posted

bela51 napisał(a):
Agmarku, toz to istny horror, co tu opisałas. :crazyeye:
Dobrze, ze wszystko szczęsliwie sie zakonczyło, chociaz???????:roll:
Moze jednak powinnyscie z kotką isć na kwarantanne???? :roll:Tzn i kotka i Ty, jako ze zostałas podrapana.:evil_lol:

Bela to był horror :angryy:
Już się zastanawiałam co to z tym zrobić, bo tu gdzie podrapane to jakoś wygląda (z gołym brzuchem i tak nie chodzę) ale tu gdzie kotka dosłownie "wbiła" mi pazur zrobił się siniak dookoła. Chyba siniak. Fioletowa obwódka :roll:
Nigdy wcześniej mi się coś takiego nie zrobiło, ale też nigdy wcześniej kotka mnie tak nie chlasnęła :oops:

Posted

Uwielbiam cie czytac, zastanawiam sie czy nie mozna tych opowiesci jakoś wykorzystac,
Tobie polecam zebranie ich w całośc i zrobienie z tego opowiadań z cyklu moje zycie z moim zwierzyńcem.
Byla by cudnie mila lektura ktorą czyta sie od deski do deski z usmiechem na ustach.
Pomyśl, naprawde szkoda zeby sie taki talent marnował.

Posted

Daj spokój Olga, bo się zaczerwieniłam :oops:
Ja mam takie chwilowe skoki. Polecam Karolinę Macios "Wszyscy mężczyźni mojego kota" :razz: a druga część? Uch...wczoraj zaczęłam ją czytać...mąż o godzinie 23.30 chciał mnie podrzucić do psychiatryka tak się śmiałam :evil_lol:
Facet nie zna się na żartach :mad:

Posted

Dzisiaj rano obudziłam się z przeświadczeniem że coś jest nie tak. Chwilę się zastanawiałam co, aż w końcu uzmysłowiłam sobie że deszcz przestał padać :evil_lol:
Pomyślałam sobie że to jest rekompensata za wczorajszy koszmarny wieczorny spacer z psami :cool3: bo...poszłyśmy z Szansunią i Corsikiem. Ubierałam się chyba z pół godziny aż Szansa zaczęła pomału zawodzić, bo ...kalosze, kurtka, płaszcz przeciwdeszczowy, smycz i latarka... Lało jak z cebra, wiatr mi kaptur z głowy zwiewał, płaszcz (za długi) między nogami się plątał, a Szansunia CO ??? Na zabawę jej się zebrało !!! :crazyeye:
Biegała w koło mnie, chlapała się w kałużach i chlastała mnie tym mokrym ogonem po nogach !!! Myślałam że zabije gada !!! :angryy:
Corso uciekł do domu, kot (podeptany przez psa) siedział na drzewie, a ja do domu nie mogłam iść, bo ten płaszcz i ten deszcz, a lalunia głową do zabawy zapraszała :roll:
W końcu zrozumiała że bawić się nie będziemy i że idziemy NA TEN TYCHMIAST do domu przykucnęła i ostentacyjnie lała przez pół godziny po czym obrażona podreptała do domu :angryy:
No cholera jedna !
Dzisiaj rano była z lekka zawiedziona że wczorajszy huragan ustał i deszcz nie pada :diabloti:

Posted

Bardzo Ci zazdroszczę tego entuzjazmu Szansowego przed spacerami. Janka w dalszym ciagu nie lubi chodzic na spacery. Musze prosic, grozic , a czasem nawet wymachiwac smyczką. Niekiedy tylko nagła potrzeba fizjologiczna przymusza ja do tego, ze to ona namawia mnie na spacerek.
Dziwoląg i strachulec.:crazyeye:

Posted

[quote name='bela51']Bardzo Ci zazdroszczę tego entuzjazmu Szansowego przed spacerami. Janka w dalszym ciagu nie lubi chodzic na spacery. Musze prosic, grozic , a czasem nawet wymachiwac smyczką. Niekiedy tylko nagła potrzeba fizjologiczna przymusza ja do tego, ze to ona namawia mnie na spacerek.
Dziwoląg i strachulec.:crazyeye:[/QUOTE]
Tak Izuniu, tylko że ta szalona przegina w drugą stronę. Corsik siusiu, koopka i do domu, a ta jeszcze bawić się chce :roll:
Moi sąsiedzi z bloku mieli takiego jamnika. Czasami widziałam jak go pani na siłę z domu ciągnie na smyczy po schodach, bo zapierał się całym sobą żeby nie wyjść na deszcz. Kiedyś nawet pomogłam jej znieść kluchę na dół (nie sądziłam że jamnik może być tak ciężki :oops:) powiedziała mi wtedy że potrafi gad dwa dni z domu nie wyjść (i nie sikać!!!) Jak deszcz pada !!! :crazyeye:
Jakoś tak nie umiem sobie wyobrazić Ciebie ciągnącą Janeczkę na spacer :evil_lol:

Posted

[quote name='Agmarek']
Jakoś tak nie umiem sobie wyobrazić Ciebie ciągnącą Janeczkę na spacer :evil_lol:[/QUOTE]
Nie uzywam metod siłowych, bo, po pierwsze nie mam tyle siły, a po wtóre juz okazały sie nieskuteczne. Na poczatku tak próbowałam. Janka wyciagnieta siła przed blok, po prostu usiadła na chodniku, albo na trawniku. Nie było mowy aby sie załatwiła w ten sposób.
Namawiam, czasem tupnę, czasem krzyknę. Czasem ( najczęściej rankiem, lub w nocy) idzie chetnie sama. Po prostu Janka nie lubi miasta.

Posted

[B]Zapraszam do Chanel, suni z częstochowskiego schroniska, jest szansa na DT, a ona tam siedzi od małego..[/B]
[url]http://www.dogomania.pl/threads/179484-JEST-SZANSA-NA-DT!-POTRZEBNE-DEKLARACJE-!-%C5%9Aliczna-czekoladka!-Chocco-Chanel-czeka-[/url]..

Posted

bela51 napisał(a):
Nie uzywam metod siłowych, bo, po pierwsze nie mam tyle siły, a po wtóre juz okazały sie nieskuteczne. Na poczatku tak próbowałam. Janka wyciagnieta siła przed blok, po prostu usiadła na chodniku, albo na trawniku. Nie było mowy aby sie załatwiła w ten sposób.
Namawiam, czasem tupnę, czasem krzyknę. Czasem ( najczęściej rankiem, lub w nocy) idzie chetnie sama. Po prostu Janka nie lubi miasta.

No widzisz...ja jeśli już to proszę, albo próbuję na siłę wyciągnąć łapiąc Szanse w pasie.
Gdybym krzyknęła albo tupnęła, to na bank miałabym zasikane pół chałupy :cool3:
Co pies to inny sposób :lol:
Dobrze że ja nie mieszkam w bloku, bo jakbym próbowała ściągnąć Szansę z 1 piętra to po tygodniu pewnie leżałabym w szpitalu z przepukliną :evil_lol:
A u nas siąpi od rana, koty leniwce śpią na huśtawce, a Szansunia przy moich nogach...na dywanie :roll: Corsik na kanapie. Normalnie sielanka. Idę sie za prasowanie zabrać :-(

Posted

Agmarku, czy sa jeszcze w plenerze kleszcze? Pytam, bo ja mialam szczescie i w tym roku nie spotkalam ani jednego. W przyszlym tygodniu wyjezdzam w gory z Janka i zastanawian sie, czy ja dodatkowo zabezpieczyc, bo ma kilkumiesiecznego kiltixa.
Jesli chodzi o wplate z bazarkow, to oczywiscie ,ze moze byc wspolna z obu.:lol:

Posted

bela51 napisał(a):
Agmarku, czy sa jeszcze w plenerze kleszcze? Pytam, bo ja mialam szczescie i w tym roku nie spotkalam ani jednego. W przyszlym tygodniu wyjezdzam w gory z Janka i zastanawian sie, czy ja dodatkowo zabezpieczyc, bo ma kilkumiesiecznego kiltixa.
Jesli chodzi o wplate z bazarkow, to oczywiscie ,ze moze byc wspolna z obu.:lol:

Powiem Ci że w tym roku ze względu na późno jesienny występ Corsika który w listopadzie mało nie odszedł za TM przez kleszcza co 4 tygodnie zakraplam psy na kleszcze, a Szansa dodatkowo ma obrożę. Corso też miał, ale dostał uczulenia. Od czasu do czasu przecieram obrożę zmywaczem do paznokci i hajda :evil_lol:
Nie wiem tylko czy w górach są kleszcze...kot ludzi u których mieszkamy kiedy jedziemy do Zakopca nigdy nam niczego nie przyniósł, a regularnie po kilka razy dziennie był "maltretowany" przez moje dzieci i mnie oczywiście :evil_lol:
Może z kleszczami w górach jest jak z komarami? Brak !

Wpłaciłam całość jednym przekazem.

Posted

Chciałabym Wam powiedzieć że jesteśmy obrażone z Szansą. To znaczy ja jestem obrażona, bo Szansa 2 dni temu (nie wiem czemu to zrobiła) wytarzała mi sie na spacerze w gooownie :angryy: Zła byłam jak pies, bo to było hmmm...luźne kupsko (bynajmniej nie nasze) :oops:
No takiego numeru jeszcze mi nie odstawiła, a najwięcej tego miała w uchu, bo od tej części ciała zaczęła "posuwać" po trawie.

Dzisiaj natomiast dostałam ataku śmiechu, bo przy wlocie do naszej ulicy jest tablica "UWAGA! Teren zagrożony wścieklizną" No rzeczywiście. Puki ja tam mieszkam :evil_lol:
Zadzwoniłam do kolegi -weta- i zapytałam czy nie dałoby rady postawić tego znaku bliżej sąsiada, a on mi na to że można. Wyjścia są dwa. Albo zadzwonię do urzędu i o to poproszę, albo w nocy go wykopię i sama to zrobię :lol:
O rany. Ja chyba nigdy nie spoważnieję :diabloti:
Kilka dni temu spotkałam na ulicy lisa (w środku nocy oczywiście) i kiedy biegł do mnie świeciłam na niego latarką wielce przekonana że to któryś z moich kotów tak do mnie z tęsknoty zasuwa, ale kiedy lis obrócił sie bokiem pomyślałam: co jest?! mój kot nie ma takiego puchatego ogona! :crazyeye:
Po czym tak wrzasnęłam że lis uciekł w jedną stronę, ja w drugą, a psy w stronę domu. Chociaż one rozsądne :evil_lol:

Posted

a propo uciekania...

Moja mama zarówno u nas jak i u mojej siostry raz źle wklepała alarm, dwa nie wklepała...

w związku z powyższym jak usłyszała syrenkę wewnątrz domu, to chwyciła tym bardziej torebkę mocniej, zatrzasnęła drzwi i uciekała w strone ulicy...:eviltong:. Tyle dobrze, że mamy normalne z klamka...

Ja się raz pokłóciłam z moim ex, miał mieszkanie w bloku...

Wypadłam z mieszkania i się potem popłakałam ze złości, bo oczywiście nie wzięłam torebki z biletami, pieniędzmi itd i głupio mi było, ale musiałam pukać. Bo tam były drzwi z gałką samozamykającą się...

Posted

Agmarek ja nigdy nie zapomnę mojego spotkania z lisem. Jechałam sobie grzecznie samochodem w środku nocy i lis siedział na ulicy... piękny był skurczybyk - srebrny. Jeszcze ten jego wzrok pt."No śmiało, spróbuj nie zahamować". Cóż miałam zrobić? Zahamowałam i przez 5 minut czekałam aż zwierz ruszy tyłek i pójdzie swoją drogą :D.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...