Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

  • Punia


  • 30.11.1992- 10.08.2008

    Punia.. Najukochańszy piesek na świecie..Dostałam Cię gdy byłam bardzo
    malutkim dzieckiem. Miałam niespełna 4 lata.
    Zostałaś wzięta ze schroniska, raczej nie przypadkowo. Mama, któregoś
    styczniowego dnia w 93roku dostała nagle jakiegoś olśnienia i wstała
    rano i pojechała do schroniska dla zwierząt po pieska. Byłaś razem ze
    swoim rodzeństwem w baraku, w którym były już pieski przeznaczone do
    uśpienia. Pani w schronisku mówiła, że jutro będą pieski bo zostały
    tylko suczki, ale one już do uśpienia. Ale nie, Mama powiedziała, że
    chce suczkę. I nie wiedziała którą wziąć, ale Ty pierwsza wybiegłaś z
    tego baraku i wskoczyłaś jej w ramiona. Już wiedziała, że Cię weźmie. I
    wzięła.
    Pamiętam, że gdy przyniosła do domu tą małą czarną kruszynkę to kłóciłam
    się z siostrą cioteczną czyi to będzie piesek. I nawet prawie się
    biłyśmy ;). Ale byłaś moja ;). A raczej nasza- moja, mamy, taty..
    Na początku tato nie był zadowolony, nie chciał Cię, ale tymi swoimi
    oczkami wszystkich już zniewoliłaś.. Jako szczeniak byłaś bardzo
    głupiutka. Uciekałaś, zaczepiałaś świnki morskie które mieliśmy.
    Śmieszna byłaś bardzo.
    Pamiętam, jak byłaś jeszcze mała to uciekłaś ze smyczy i pobiegłaś
    gdzieś dalej i obszczekałaś wszystkie psy w okolicy, a później wróciłaś
    i kaszlałaś i byłaś chora. Wyzdrowiałaś..
    Zawsze jeździłaś z nami na wczasy, jakieś wycieczki. Wszędzie z nami
    byłaś. Miałaś chorobę lokomocyjną to mieliśmy częste postoje, ale nie
    zapomnę jak jechaliśmy z nad morza do domu i już na parkingu pod domem
    zwymiotowałaś. A całą drogę nic ;). hehe.
    Pamiętam też jak mama kiedyś na święta zrobiła karpatkę i postawiła przy
    lodówce, żeby nie była za zimna, i pojechaliśmy do Babci a jak
    wróciliśmy to my wchodziliśmy do domu, a Ty taka grubiutka wychodziłaś
    na klatkę. Już wiedzieliśmy , że coś spsociłaś. Zjadłaś całą wielką
    karpatkę! haha.
    Zawsze byłaś "głodna". Nie wiem skąd u Ciebie tak wielka pojemność
    żołądka, ale pamiętam że jeść mogłaś zawsze. Non stop. Cokolwiek. ;)
    Ale my Ci nie pozwalaliśmy, bo gdybyś była otyła to byś miała zaraz
    jakieś choroby i byś szybko nam odeszła.
    Pamiętam wszystko Puńka..
    Pamiętam ile razy uszłaś śmierci.. Miałaś bardzo silną wolę życia. Wiem
    o tym. Miałaś też z mamą jakieś przekazy telepatyczne w snach. Bo mama
    zawsze wiedziała już coś o Tobie, gdy miało coś się dziać.
    Pamiętasz jak zostawiliśmy cię u babki, żebyś pobyła kilka dni, bo
    jechaliśmy na wczasy a tam nie można było brać zwierząt?. Uciekłaś od
    niej, bo zostawiła Cię na podwórku, a Ty byłaś wygodnicka. I nie było
    Cię 4 dni. Dla mnie koszmarne 4 długie dni. Wywiesiłam ogłoszenia,
    szukałam Cię po całym miasteczku.. Mama jeździła szukała tam gdzie ja
    dojść nie mogłam. Już straciliśmy nadzieję, że żyjesz, ale któregoś dnia
    zadzwonił jakiś pan i powiedział, że leżysz poraniona przy drzewku..
    Żebyś widziała jak Tato szybko jechał.. Złamał chyba wszystkie przepisy
    drogowe.. I jak dojechaliśmy, to Ty gdy nas zobaczyłaś, to mimo swoich
    złamanych tylnych łap wstałaś.. Cieszyłaś się.. Miałaś potem operacje.
    Ja nie pojechałam na te wakacje, zostałam z Tobą, codziennie Cię
    wynosiłam na podwórko, byś się załatwiła i pohasała. A Ty bardzo szybko
    wyzdrowiałaś, mimo tego, że miałaś tę łapę na gwoździa składaną. Ale
    wtedy podczas tej ucieczki , codziennie śniłaś się dla mamy. Ona
    wiedziała, że żyjesz.
    Później tyle razy miałaś jakieś wypadki, że hoho. Ale ze wszystkiego
    wychodziłaś. Chciałaś żyć. My też myśleliśmy,że będziesz żyła wiecznie..
    Niestety tak nie jest. Zaczęłaś chorować ostatnio, miałaś ropomacicze.
    Dostałaś hormony, by się trochę uspokoiła cieczka.. I było lepiej. Dalej
    biegałaś mimo swojego wieku, wygłupiałaś się. Nawet kotki wychowałaś ;).
    To śmieszne, ale kotki wolały Ciebie niż swoją matkę, to do Ciebie
    przychodziły, zaczepiały Cię. A Daisy do ostatnich chwil z Tobą była i
    wtulała się w Ciebie..
    Ale ostatnio się coś zaczęło dziać..Zauważyłam u
    Ciebie dziwne oddychanie, za szybkie, bardzo też schudłaś. Diagnoza była
    straszna- rak, przerzuty. Nie ma szans na wyleczenie. Ale próbowaliśmy
    Ci ulżyć. Codziennie jeździłaś z nami na zastrzyki, dostawałaś sterydy,
    później sama dawałam Ci je w domu. Ale Twój stan zaczął się pogarszać.
    Przestałaś jeść.. W sobotę myśleliśmy już by Ci pomóc. Punia.. jakie to
    jest ciężkie nawet nie wiesz. Podjąć tak trudną decyzję. Wszyscy
    płakaliśmy. Ale ty pod lecznicą nie chciałaś z samochodu wyjść. A w
    lecznicy piłaś wodę z miski długo.. Nie uśpiliśmy Cię. Postanowiliśmy,
    że jeszcze nie.
    Cała noc potem leżałam przy Tobie.Rano wstałam, normalnie ze mną
    poszłaś, chociaż już ostatkiem sił, na podwórko. Położyłaś się sobie na
    trawce i odpoczywałaś. Później w domu, Twój stan się pogorszył. Już
    tylko leżałaś, miałaś nieobecny wzrok, wolniejszy oddech..Zero sił. To
    było straszne gdy cię podniosłam byś wyszła ze mną na podwórko a ty
    opadłaś obrazu.. Później jak przyjechała Mama z Tatą, tak samo.. A w
    nocy z soboty na niedziele śniłaś się dla mamy.. Mówiłaś ludzkim głosem,
    cierpiałaś. Uznaliśmy to za znak od Ciebie, że już nie chcesz się
    męczyć, że umierasz i bardzo Cię boli.. Zawieźliśmy cię do weterynarza.
    Boże, jak nam wszystkim było ciężko, łzy dławiły. Tak bardzo Cię
    kochamy. Ale musieliśmy to zrobić, bo nie chcieliśmy byś umarła z głodu,
    lub sie udusiła. Ale jestem Ci wdzięczna, że nikomu z nas nie
    popatrzyłaś się w oczy z pytaniem dlaczego.. Po prostu zasnęłaś..
    Ostatnie swoje tchnienie wydałaś przy nas.. A później, gdy zawieźliśmy
    Twoje ciało na cmentarz zwierząt to gdy ten Pan co niósł Twoje bezwładne
    ciałko do dołka, to przeleciał nad nami bardzo nisko bocian..świeciło
    słońce. A później zobaczyliśmy na niebie chmurkę w kształcie bardzo
    podobnym do Ciebie. Czy to był znak? ze jest Ci już dobrze? mam nadzieję
    i wierzę że tak. Tak bardzo Cię kocham.
    Czekam, aż mi się przyśnisz.. I mi pokażesz, że jesteś szczęśliwa..
    Byłaś bardzo dobrym pieskiem, nigdy nikogo nie skrzywdziłaś, nikogo nie
    ugryzłaś, zawsze byłaś posłuszna, lubiłaś narozrabiać czasem, ale to jak
    każdy ;). Byłaś cudowna! Mam nadzieję, że życie z nami było dla Ciebie
    dobrym życiem. Bo by zawsze chcieliśmy dla Ciebie jak najlepiej.
    Ten cholerny rak zabił Cię w tydzień.. Jeden krótki tydzień..
    Jak się u nas pojawiłaś, miałam nie całe 4 lata ,a jak odeszłaś mam 19..
    Byłaś ze mną całe 16 lat..Dziwne teraz jest życie bez Ciebie. Wstałam
    rano, by z Tobą wyjść, ale Ciebie nie ma. Zostawiłam końcówkę kanapki,
    bo zawsze zostawiałam dla Ciebie.. Jak mam teraz zmienić to wszystko..

    Czekaj na nas kochana. Nigdy Ciebie nie zapomnę, zawsze będziesz w moim
    sercu. Prawie całe moje życie byłaś teraz ze mną.
    Gdy przyjdzie na mnie pora, chcę byś jako pierwsza mnie przywitała..
    Kocham Cię Punieczko i bardzo za Tobą tęsknię :*:placz:

    Twoja Sylwia.

  • Posted

    Punia zasługuje na dużo więcej.. Ale co ja teraz już mogę zrobić.. Odwiedzam ją na cmentarzu zwierząt gdzie leży.. Kładę jej piękne kwiaty.. Ale i tak nic nie jest w stanie uśmierzyć mego bólu, że jej już nie ma.. Chociaz może najgorsze b7yło patrzenie na jej ostatni dzień życia bo bardzo cierpiała.. Chociaż po cichutku.Bardzo za nią tęsknię. Mam taką wielką nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Bo jak nie to jak to tak? Nie wyobrażam sobie.
    Teraz wzięłam niedawno Żabę, 1,5 roczną suczkę.. Potrzebowała miłości i domu. Myślałam, czy nie za wcześnie.. ALe ona tego potrzebowała już ,a nie potem, za jakiś czas.
    Za Punią dalej płaczę, i nie wiem czy mi to kiedys minie.. Moja najukochańsza Punia biega sobie teraz na pięknych zielonych łąkach, jest młoda i piękna.. Mam nadzieję ze tak właśnie jest...

    Posted


    On wróci

    Franciszek J. Klimek

    Zapłacz,
    kiedy odejdzie,
    jeśli Cię serce zaboli,
    że to jeszcze za wcześnie
    choć może i z Bożej woli.

    Zapłacz,
    bo dla płaczących
    Niebo bywa łaskawsze,
    lecz niech uwierzą wierzący,
    że on nie odszedł na zawsze.

    Zapłacz,
    kiedy odejdzie,
    uroń łzę jedną i drugą,
    i - przestań
    nim słońce wzejdzie,
    bo on nie odszedł na długo.

    Potem
    rozglądnij się w koło,
    ale nie w górę;
    patrz nisko
    i - może wystarczy zawołać,
    on może być już tu blisko...

    A jeśli ktoś mi zarzuci,
    że świat widzę w krzywym lusterku,
    to ja powtórzę:
    on wróci...
    Choć może w innym futerku



    Punia odeszła za szybko- tak jak moja Punia i wszystkie psy, które tutaj wspominamy. Dla nas zawsze odchodzą za wcześnie, niezależnie od tego jak długo były tutaj z nami.
    Czy powracają w "innym futerku"? Ja wierzę, że tak. Na pewno jednak to dzieki Puni znalazłam Fraszkę, a Ty dzięki Puni odnalazłaś Żabę.

    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Reply to this topic...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

    • Popular Contributors

      Nobody has received reputation this week.

    • Forum Statistics

      • Total Topics
        87.9k
      • Total Posts
        13m
    ×
    ×
    • Create New...