Bella11 Posted June 24, 2005 Posted June 24, 2005 Jest to bardzo trudna decyzja wierz mi my dzisiaj musieliśmy ją podjąć był to najgorszy dzień i noc w naszym życiu walczyliśmy o Belle do samego końca przegraliśmy walkę z nowotworem to bardzo boli . Strasznie tęsknimy za Bellą Quote
espeso Posted June 27, 2005 Posted June 27, 2005 Cóż, temat dla mnie się skonczył. Tak właśnie pomyślałam nefesza...ze nie mogę pozwolić jej cierpieć, ze mały mój synek nie moze już patrzeć na to jak ona cierpi i za każdym razem z lękiem sprawdzac czy oddycha...ona wiedziala...po co jedziemy już prawie nie mogła wstać ale (o mój Boże!!) o własnych siłach zwszła na dół i wsiadło (do wysokiego) auta. To dlatego nie chciałam jej odwozic jak tu zawieść na eutanazję psa który o własnych siłach się porusza i wita mnie jeszcze w drzwiach..?! :evil: to niesprawiedliwe :evil: ale kto mówił ze życie jest łatwe...juz jej nie ma , odeszła bardzo spokojnie na swoim posłaniu w samochodzie (pani doktor wyszła do nas i płakała razem z nami) w moich ramionach ...nigdy tego nie zapomnę i tej nocy po.. dziękuję raz jeszcze za wsparcie, bardzo mi było potrzebne...będę pewnie jescze wiele razy myślała czy wszystko zrobiłam jak należy... pewnie nie...ale ta ostatnia decyzja była słuszna ona juz tylko czekała kiedy odpocznie Quote
Alicja Posted June 27, 2005 Posted June 27, 2005 Espeso , tak bardzo mi przykro :cry: wiem że jest wam ciężko , ale jedynym pocieszeniem jest to że jej nic już nie boli.Pozostaje żal przeogromny że tylko tak można było pomóc . Biegaj Maleńka z Naszymi psiakami za Tęczowym Mostem , Przyjdzie dzień kiedy wszyscy się tam spotkamy. ['] ['] ['] za wszystkie nasze psiuńki :cry: Quote
nefesza Posted June 27, 2005 Posted June 27, 2005 Tak to strasznie przykre.... i zadne slowa tego nie oddadza... tym bardziej, kiedy odchodzi mlody pies.... Ja tez sie czasem zastanawiam... czy zrobilam wszystko co bylo mozliwe.... ale wiem, ze tak.... i Ty pewnie tez to wiesz..... Quote
Ka-ka Posted June 27, 2005 Posted June 27, 2005 Bella, espeso....rozumiem Was zrobiłyście wszystko, co było w Waszej mocy. teraz juz nie cierpią :( trzymajcie się :cry: Quote
mercedes7 Posted February 18, 2011 Posted February 18, 2011 Eutanazja - niedługo sama będę musiała podjąć tą decyzje :( Moja Lady ma chłoniaka i leczona chemioterapią, niestety zaczeły się ogólno ustrojowe problemy :( Od samego początku wiedziałam, że chemioterapia nie leczy, tylko przedłuża życie, ale warto było choć na te 3 miesięce, ją taką wesoła :) Ale od niecałego tygodnia jest coraz gorzej, nadal je i się załatwia, mało chodzi, a przede wszystkim jest strasznie smutna i wiem, że cierpi. Weterynarz mówi, że można by zrobić zdjęcie, zobaczyć, ale ona jest strasznie słaba i już zewnętrznie widać, że jest z nią źle. Strasznie boję się podjąć tą ostateczną decyzje, ale nie chce żeby cierpiała, a wiem, że tak jest, bo pojękuj, postękuje już prawie cały czas, zwłaszcza w pozycji leżącej. Zastanawiam się jak to poznać, kiedy bedzie już chciała odejść. Zuważyłam, że ona ucieka, tzn lubi położyć się dalej, nie koło nas, tak jakby chciała odejść, bo jak jest blisko widzi, że jest nam smutno, wiem, że ona to czuje i czasem mam wrażenie, że chce nam tego oszczędzić. Dziś weszłą po schodach i położyła się pod moim pokojem, a już od 2 dni tu nie wchodziła. Czy ona chciała mi coś powiedzieć, czy chciała się pożegnać? :( Byłam u lekarza i dał jej lek przeciwbólowy, chyba teraz mniej cierpi, ale jak on przestanie działać, to co? :( Następny, jak długo? :( Wiem że to moja decyzja i już nie wierze, że jej się polepszy, nie chce jej już wozić po lekarzach, bo ona nie ma na to siły, ale zawsze zostaje ta niepewność, a może tylko chęć wierzenia, że może da sie coś jeszcze zrobić, może bedzie lepiej, ten 1% szans Quote
mercedes7 Posted February 19, 2011 Posted February 19, 2011 espeso napisał(a): jak tu zawieść na eutanazję psa który o własnych siłach się porusza i wita mnie jeszcze w drzwiach..?! :evil: to niesprawiedliwe wlasnie jak tak mozna, tez sobie zadaja to pytanie, przeciez ona jeszcze wstaje, cos zje,nawet dotoczy sie z bolem na siusis. Ale juz nie moge patrzec, jak cierpi, :( :( :( spi i juz nawet nie jeczy tak duzo (nie ma sily? a moze jej lepiej-choc wiem ze tak nie jest, to chce sie tak ludzic) jak kolo niej przechodze, czsem podniesie leb i strasznie smutno na mnie patrzy, jakby prosila o pomoc, ale co ja moge? jak przy niej siedze i ja glaszcze, to tak strasznie spokojnie oddych, mowie jej ze juz moze zasnac, ale tez czasem sprawdzam czy jeszcze oddycha, bo choc chce, by juz sobie oddpoczela, to strasznie sie boje. A moze jeszcze poczekac, ale ile? Oj jak ja chce byc pewna, ze to ten czas, ale nigdy nie bede :( Posiadanie psa jest piekne, ale trzeba umiec pozwolic mu oddejsc - siedze rycze i bije sie z myslami Juz sie pogodzilam, ze ona niedlugo odejdzie, ale tak choc ciut chce to opoznic :(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:( Quote
Ela B. Posted September 5, 2011 Posted September 5, 2011 Mój pierwszy piesek usnął 2 i pół roku temu - w marcu 2009. To była owczarkowata suczka, żyła 11 lat. Pod koniec miała już całkowicie bezwładne tylne nogi z powodu zmian kręgosłupa, bolały ją bardzo, tak, że je gryzła do krwi, ciągnęła je po ziemi zostawiając krwawe ślady. Męczyła się tak, że za radą weta skróciliśmy jej cierpienia... Doktor przyszedł do domu, nasza Saba usnęła spokojnie i lezy w ogrodzie, który tak lubiła. Najpierw myśleliśmy, że już nie chcemy więcej psa, ale dom był tak pusty. Wpisałam tak jakoś nie wiem dlaczego w google "Saba owczarek" i znalazłam "Saba grzeczna sunia domowa owczarkowata - będzie ofiarą psów !" i na zdjęciu taka bida ze zdeformowanym uchem, śmiertelnie przestraszona (tutejszy stary wątek OWCZARKOWATA sunia niedługo BĘDZIE OFIARĄ PSÓW-MA DOM). Poczuliśmy, że to jakiś znak - wyglądała jak nasza Saba (prócz tego ucha) i czekała ją śmierć, jednak nie od choroby Na szczeście dobrzy ludzie przygarnęli ją do domu tymczasowego - na pewno też nie dali by jej zginąć, ale zajmowałaby miejsce dla innych piesków w potrzebie. Nie udało nam się uratować naszej Sabci, to może drugą się uda. Nasza stara Sabcia też byla "z odzysku", nie potrafiła pilnować hurtowni i mieszkać w kojcu, wyla bardzo,gdy byla sama, a każdego przybysza witała radośnie ;)Po Sabę II pojechał mój mąż z córką, ja nie mogłam zwolnić się z pracy, ale już byłam zdecydowana. Saba bardzo długo adaptowała się, nie chciała jeść, była przerażona, ale stopniowo pokochała nas, zaczęła pilnować ogrodu, podawać łapę, witać, okazała się, że to bardzo spokojny i grzeczny piesek, jednak nadal pozostała strachliwa, mało spontaniczna, choć bardzo przywiązana i z jej spojrzenia widać wszystko... TO NIE JEST TAK, ŻE ZASTĘPUJE SIĘ JEDNEGO PSA DRUGIM, TYLKO JEDEN ROBI MIEJSCE DLA NASTEPNEGO. Niektórzy pytali, dlaczego nazwaliśmy drugiego psa tak jak pierwszego i czemu ta sama rasa, że podobny - ale przecież myśmy nie wybierali - on BYŁ i czekał na nas ! Niestety teraz smutniejsza wiadomość - Sabcia z kłapciatym uszkiem jest poważnie chora - ma nowotwór, chyba gruczolak. W środę będzie zabieg, wcześniej rentgen, jeśli nie ma przerzutów to jest szansa. Saba je chętnie, chyba nic ją nie boli, ale widzę, że jest słaba. Trzymajcie kciuki, Sabcia ma pewnie ok. 9 lat, ale może jeszcze trochę będzie z nami, nieważne koszty leczenia, choc niemałe, operacja z badaniami prawie 500 zł i efekt niepewny, ale trzeba próbować ! - jednak, gdy pies będzie cierpieć pozostanie jedna decyzja, którą trzeba wziąć na siebie... :( Tym bardziej się martwię, gdyż obecnie nie będziemy przez jakiś czas wziąć pieska, czeka nas sprzedaż domu i przeprowadzka - z 90 babcią i dwoma kotami ! A piesek musi mieć spokój, szczególnie taki po przejściach, a pewnie taki jest nam przeznaczony. Quote
Marta1990 Posted September 5, 2011 Posted September 5, 2011 Ela B. napisał(a):Mój pierwszy piesek usnął 2 i pół roku temu - w marcu 2009. To była owczarkowata suczka, żyła 11 lat. Pod koniec miała już całkowicie bezwładne tylne nogi z powodu zmian kręgosłupa, bolały ją bardzo, tak, że je gryzła do krwi, ciągnęła je po ziemi zostawiając krwawe ślady. Męczyła się tak, że za radą weta skróciliśmy jej cierpienia... Doktor przyszedł do domu, nasza Saba usnęła spokojnie i lezy w ogrodzie, który tak lubiła. Najpierw myśleliśmy, że już nie chcemy więcej psa, ale dom był tak pusty. Wpisałam tak jakoś nie wiem dlaczego w google "Saba owczarek" i znalazłam "Saba grzeczna sunia domowa owczarkowata - będzie ofiarą psów !" i na zdjęciu taka bida ze zdeformowanym uchem, śmiertelnie przestraszona (tutejszy stary wątek OWCZARKOWATA sunia niedługo BĘDZIE OFIARĄ PSÓW-MA DOM). Poczuliśmy, że to jakiś znak - wyglądała jak nasza Saba (prócz tego ucha) i czekała ją śmierć, jednak nie od choroby Na szczeście dobrzy ludzie przygarnęli ją do domu tymczasowego - na pewno też nie dali by jej zginąć, ale zajmowałaby miejsce dla innych piesków w potrzebie. Nie udało nam się uratować naszej Sabci, to może drugą się uda. Nasza stara Sabcia też byla "z odzysku", nie potrafiła pilnować hurtowni i mieszkać w kojcu, wyla bardzo,gdy byla sama, a każdego przybysza witała radośnie ;)Po Sabę II pojechał mój mąż z córką, ja nie mogłam zwolnić się z pracy, ale już byłam zdecydowana. Saba bardzo długo adaptowała się, nie chciała jeść, była przerażona, ale stopniowo pokochała nas, zaczęła pilnować ogrodu, podawać łapę, witać, okazała się, że to bardzo spokojny i grzeczny piesek, jednak nadal pozostała strachliwa, mało spontaniczna, choć bardzo przywiązana i z jej spojrzenia widać wszystko... TO NIE JEST TAK, ŻE ZASTĘPUJE SIĘ JEDNEGO PSA DRUGIM, TYLKO JEDEN ROBI MIEJSCE DLA NASTEPNEGO. Niektórzy pytali, dlaczego nazwaliśmy drugiego psa tak jak pierwszego i czemu ta sama rasa, że podobny - ale przecież myśmy nie wybierali - on BYŁ i czekał na nas ! Niestety teraz smutniejsza wiadomość - Sabcia z kłapciatym uszkiem jest poważnie chora - ma nowotwór, chyba gruczolak. W środę będzie zabieg, wcześniej rentgen, jeśli nie ma przerzutów to jest szansa. Saba je chętnie, chyba nic ją nie boli, ale widzę, że jest słaba. Trzymajcie kciuki, Sabcia ma pewnie ok. 9 lat, ale może jeszcze trochę będzie z nami, nieważne koszty leczenia, choc niemałe, operacja z badaniami prawie 500 zł i efekt niepewny, ale trzeba próbować ! - jednak, gdy pies będzie cierpieć pozostanie jedna decyzja, którą trzeba wziąć na siebie... :( Tym bardziej się martwię, gdyż obecnie nie będziemy przez jakiś czas wziąć pieska, czeka nas sprzedaż domu i przeprowadzka - z 90 babcią i dwoma kotami ! A piesek musi mieć spokój, szczególnie taki po przejściach, a pewnie taki jest nam przeznaczony. Jasne ,że trzeba walczyć! Trzymam kciuki za operacje i wyniki badań . prosze dać znać! Quote
Ela B. Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 Saba właśnie na operacji ! Na szczęście nie było przerzutów, pan Doktor ma dobrą rękę i serce, więc powinno być dobrze. Sabcia ma jeszcze czas z nami się pożegnać, przecież dopiero od niedawna zaznaje radości życia. Jednak gdyby były przerzuty do płuc i pieska czekały tylko męczarnie - a już nacierpiała się z tym obrzydliwstwem na brzuchu - to pozwoliłabym jej zasnąć. Człowiek jeszcze znajdzie sens w cierpieniu, ale zwierzę tylko pragnie pomocy i ulgi - to więc powinien właściciel dla swojego przyjaciela zrobić. Quote
Sybel Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 Do nas weterynarz przyjechał uśpić psa w domu. Maks miał wtedy jakieś 12 lat, ogromnego raka prostaty, cewnik, pieluchę, kołnierz, nie mógł się wypróżniać, choć dzielnie walczył z bólem. Uznaliśmy, że nie możemy tego dłużej ciągnąć. Bolało bardzo, bolał jego brak, pustka, jaką zostawił, ale nigdy nie pojawiła się myśl "wydaliśmy na niego wyrok" - była tylko świadomość, że gdyby nas spotkała tak poważna choroba, też chcieli byśmy zostać uśpieni. Jaskieś 8 lat później mój dalmatyńczyk zatruł się czymś i przez miesiąc usiłowaliśmy go ratować jeżdżac do weta nawet w środku nocy. Ostatniego dnia obudziła nas jego przyjaciółka wyjąc w niebogłosy. Pucel był nieprzytomny, miał drgawki, leciało z niego coś brązowego wszystkimi otworami. Biegiem do weta, próby ratowania, ale pies umarł. I wiecie? Żałuję, ze wet nas ciągał, mamił jakimiś cudami, kroplówkami, wyciągnął z nas naprawdę kupę forsy, dał nadzieję. Okazało się, że źle go badali, że nie miał szans, bo mu jelito obumarło i powinniśmy byli go uśpić jaiś czas wcześniej. Do tej pory żałuję, że nie było nam to dane, że patrzyliśmy, jak jego ciałem wstrząsają dreszcze, jak walczy o oddech... Miał 5 lat, całe życie przed sobą. Albo dobrą, spokojną śmierć zamiast piekiełka leczenia. Nie zawsze leczenie ma sens. Tak naprawdę to jest w dużym stopniu w rękach weta, jak psi los się potoczy. Ela B. Gruczolaki się łatwo leczy, moja mama miała, ma moja młodsza siostra - na szczęscie malutki, obserwowany. Trzymam kciuki. Quote
Ela B. Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 Sabcia już po operacji - bardzo ciężkiej jak się okazało i długiej (aż 2 i pół godziny !), ale przeżyła i znowu jest z nami. Przerzutów nie było, ale guz głęboko wrastał i był zropiały i bardzo ukrwiony, przez co doszło do krwotoku i piesek stracił ponad litr krwi. usunięto macicę, która byla bardzo krucha i też stworzyła problemy przy wycinaniu, inne guzki gruczołowe wielkości orzecha laskowego, wykonano tylko częściową mastektomię, gdyż piesek już by nie przetrzymał tak rozległego zabiegu. Saba jednak jest bardzo dzielna i odporna. Zabieg skończył się przed 12-tą, a o 15-tej sama wstała na nogi i pomalutku poszła z nami do auta. Widać, że jest całkiem nasza i wie, gdzie jest jej dom i jej ludzie. W domu poleżała godzinę i podeszła do drzwi prosząc o spacer, wyszła pomaleńku, wysiusiała się i zrobiła kupę ! To chyba dobry znak. Pije wodę, jeść na razie nie dostaje, ma wenflon i trzy duże kroplówki do zrobienia w domu - dziś jedna, jutro dwie i zastrzyk przeciwbólowy do wenflona. Damy radę, bo już płukałam kroplówkami "zatkanego" kocura - to dopiero było wyzwanie ! :) Doktor powiedział, że ma duże szanse dojść do siebie, tylko trzeba ją odżywić, więc wracamy do gotowania dla pieska, mamy zacząć od rosołku z kurczaka i ryżu, następnie z gotowanym mięskiem. Chyba z Sabą będziemy jadły razem, gdyż ja ostatnio mam problemy z żołądkiem, mam jakieś nadżerki i też mi zalecają takie jedzonko ;) Tak się cieszę, że się udało - oby dalej wszystko poszło dobrze. Bardzo przywiązaliśmy się do Sabci. Pomogła nam przetrwać bardzo trudne chwile. Jest bardzo wrażliwa, specyficzna w zachowaniu, taki trochę "niewidzialny" pies - tak bywa po traumie (bo Sabcia jest ze schroniska i była objęta pomocą wspaniałych osób z tego forum), ale w tej jej chorobie coraz bardziej widać, że ona wie, że jest nasza i kocha - tak po cichutku, ale mocno. Quote
Marta1990 Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 wspaniałe wieści Elu! Dużo zdrówka dla Sabci! Quote
Marta1990 Posted September 7, 2011 Posted September 7, 2011 Bella11 napisał(a):Jest to bardzo trudna decyzja wierz mi my dzisiaj musieliśmy ją podjąć był to najgorszy dzień i noc w naszym życiu walczyliśmy o Belle do samego końca przegraliśmy walkę z nowotworem to bardzo boli . Strasznie tęsknimy za Bellą współczuje z całego serca to straszne stracić przyjaciela Quote
Ela B. Posted September 8, 2011 Posted September 8, 2011 Marta1990 napisał(a):współczuje z całego serca to straszne stracić przyjaciela Też to przeżylismy żegnajac naszą pierwszą Sabę. Nadal pamiętam każdą chwilę. Pojawienie się drugiej Saby w naszym życiu uznałam za znak - to że tak samo się nazywa i że też była skazana na śmierć, tylko nie przez chorobę, ale przez ludzi, a jeszcze gorsze od smierci odtrącenie. Uznałam, że mam w sercu dość miejsca, by pomieścić w nim jeszcze jednego pieska, takiego najbardziej potrzebującego i to właśnie pierwsza Sabcia nas tego nauczyła - że w życiu człowieka jest miejsce dla niekochanych, "mało wartościowych użytkowo",bez medali i rodowodów, czasem nawet niepięknych piesków, takich, które nie zawsze potrafią (na początku) okazać miłość, według naszych ludzkich, próżnych oczekiwań. A czasem takich psich przyjaciół, o których wiemy, że trzeba ich będzie szybko pożegnać - najwiekszy szacunek dla takich osób, które to udżwigną i adpotują starszego i chorego psa. Na naszą drugą Sabę jeszcze nie nadszedł czas, jeszcze skorzysta z życia - czuje się lepiej, operacja się udała, zaczęła jeść, robi się wesoła, a nawet jakby bardziej spontaniczna niż przed chorobą. Czasem mam poczucie, że mam dwa pieski, lub jakby "dwa w jednym", coraz mniej bolało, a teraz wzrusza. jednemu pieskowi musiałam w pewnym sensie odebrać życie - aby nie skazywać go na dalsze okropne cierpienia, więc powinnam pomóc ocalić życie innemu - to był mój dług wobec Saby. Może Bella też Wam wskaże drogę ? Quote
dowi99 Posted August 21, 2012 Posted August 21, 2012 Kochani moi. Chciałam założyć nowy wątek dotyczący eutanazji naszych pociech, ale postanowiłam, że dopisze się do tego. Chodzi mi o [B]wyrzuty sumienia[/B] .... :( :( :( . Moja kruszynka odeszła 1,5 miesiąca temu, 5 lipca 2012roku. :( . Miała niespełna 9 miesięcy... Wszystko zaczęło się od tego, że raz na krótką chwilkę /po potknięciu się/ straciła przytomność, po kilku dniach na dłuższą chwilę. Szybko znaleźliśmy się u weta, nie reagowała na bodźce, mętne oczy itp. Badanie krwi i USG wykazało przewlekłą niewydolność nerek / na USG było widać, że nerki są źle wykształcone/. Miała krew zatrutą mocznikiem i to bardzo, nerki nie filtrowały :(. Od tej diagnozy wszystko trwało miesiąc i 5 dni. Dwa razy dziennie kroplówki w domu, specjalna karma, co drugi dzień u weta, bo wenflon nie działał :(. W małych łapkach nie było już miejsca na wbicie igły, miała pozapadane żyły. Wlewy podskórne do wypłukania mocznika słabo działy. Malutka chodziła ciągle jak w amoku, łapki rozjeżdżały jej się, miała trudności z utrzymaniem równowagi przy załatwianiu się. Coraz krótsze były chwile, że było w miarę dobrze. Później doszło jeszcze dziwne zachowanie-potrafiła nie spać całą noc i cały dzień i non stop biegać po mieszkaniu. Moim zdaniem bolało ją coś, wet twierdził , że nie... Podejrzewał u niej zmiany neurologiczne, dostała znów dodatkowe leki, na poprawę krążenia w mózgu. W krytycznym dniu, 5 lipca, wenflon znów przestał działać :(, mała znów biegała po domu, na dodatek chowała się pod szafki, trzęsła, gryzła swój kocyk, nie reagowała na wołanie... . Podjęłam tą straszną decyzję :( :( :( ..... Czy dobrze? Może mogłam jeszcze poczekać? MAM DO TERAZ POTWORNE WYRZUTY SUMIENIA !!! :( :( :( ....... Quote
Sybel Posted August 30, 2012 Posted August 30, 2012 Czekała byś, a pies by cierpiał... Są choroby i sytuacje, kiedy nie da się nic zrobić. My zwlekaliśmy z uśpieniem, w sumie nie zdążyliśmy i do dziś żałujemy, bo pies umarł w męczarniach, ostatnie, co czuł, to ból... Wyrzuty i tak będą, bo nigdy nie znasz wersji "co by było, gdyby", ale moze lepiej nie znać gorszych scenariuszy... Quote
bejasty Posted August 30, 2012 Posted August 30, 2012 ona tam z góry patrzy na Ciebie i DZIEKUJE ,że pomoglaś jej odejśc ,pomoglaś jej skończyć z cierpieniem ,strachem....Niestety z tego co piszesz jasno wynika ,że NIE MOGŁAŚ dla niej zrobić nic wiecej poza jakże trudnym GESTEM MIŁOSIERDZIA !!! chwala Ci za to .A wyrzuty sumienia,pytanie moze za wcześnie dręczą wszystkich ,którzy podjeli taka niezwykle trudną ostateczna decyzje /mnie też bo mam za sobą już 3 takie sytuacje dlaczego to robilam bo bardzo kochalam swoje psiaki i nie chcialam żeby odchodzily w bólu,strachu .../Wiem że to trudne ale przeczytaj i wypełnij "testament kochanego psa" Ludzie, nim odejdą zapisują w testamencie swój dom i wszystko co mają, tym którzy zostają . Gdybym mógł swoimi łapkami zrobić tak samo, moja Ostatnia Wola wyglądałaby tak : - mój szczęśliwy dom - moją miseczkę i posłanie - kolana, na których kładę głowę - ręce, które głaszczą - głos, który mnie woła - serce, które mnie kocha zapisuję w Ostatniej Woli głodnemu, chudemu, smutnemu przerażonemu Psu w Potrzebie . Kochany Człowieku ! Twoja miłość to wszystko co mam, więc gdy odejdę nie mów " już nigdy nie pokocham innego psa " lecz wypełnij mój Testament i daj wszystko co miałem komuś, kto tego bardzo potrzebuje ! Twój Pies Quote
drzalka Posted August 30, 2012 Posted August 30, 2012 Po dziele się z Wami bardzo wzruszającym filmikiem który ostatnio znalazłam. https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=EOAcRKZxjy4#! Dawno się tak nie poryczałam, przypomniał mi się Omiś . Nadeszły mnie czarne myśli jak to będzie , gdy moja kochana Lenka też kiedyś od Nas odejdzie :( Quote
dowi99 Posted August 31, 2012 Posted August 31, 2012 dziękuję Wam bardzo za te słowa otuchy, aż się popłakałam, znów... :( :( :( Quote
gosikf & dogs Posted January 5, 2013 Posted January 5, 2013 [quote name='drzalka']Po dziele się z Wami bardzo wzruszającym filmikiem który ostatnio znalazłam. https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=EOAcRKZxjy4#! Dawno się tak nie poryczałam, przypomniał mi się Omiś . Nadeszły mnie czarne myśli jak to będzie , gdy moja kochana Lenka też kiedyś od Nas odejdzie :( Ale ryczę..... Coś potwornie smutnego. We wtorek mojego Zeusa czeka operacja wysokiego ryzyka... Jeśli okaże się w trakcie, że nie można wyciąć guza zostanie pogłębiona narkoza... Przerażająca myśl, każdy kolejny dzień jest dla nas pożegnaniem... Jeszcze dwa dni... Najgorsze że musi być przegłodzony i nie będzie mógł się najeść co sprawia mu taką przyjemność, chyba tylko to. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.