Jump to content
Dogomania

Cary w potrzebie- JUŻ W NOWYM, STAŁYM SUPER DOMU U GOSI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Recommended Posts

Posted

Luuuudzie:razz: To jest ten pies, który tak niedawno lezał i robił pod siebie:-o

Niezwykła siła przetrwania w tych ONeczkach - żyją mimo tak wielu przeciwności losu i to z uśmiechem na pysiolkach: Cary:loveu:, Brajluś:loveu:, Czaruś:loveu:

Gosia, Maggiejan, BajkaB - to na pewno ONeczkowe Anioły:loveu::loveu::loveu:
Chylę czoła

  • Replies 822
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Nie zrobiłam tego sama.
Dziękuję moim Przyjaciołom, lekarzom weterynarii, którzy pomogli mi pomóc Caremu-
Dr Ani Leśniewskiej- w której lecznicy pracuję;
Dr Ani Jaśkiewicz, która po godzinach pracy, zamiast pójść do domu, zajmowała się Carym;
a sama ma hodowlę i psy, i ma co robić w domu;
Dr Marcie Polkowskiej;
Dr Adamowi Sikorskiemu;
Dr Jankowi Plasocie.
Wszyscy oni, nie biorąc złotówki, zupełnie bezinteresownie zajęli się psem, badali, diagnozowali i wymyślali kierunki leczenia i sposób postępowania z nim.

Kochani- dziękuję Wam wszystkim stokrotnie
Jesteście WSPANIAŁYMI LUDŹMI i cieszę się, że na Was właśnie w życiu trafiłam .

Posted

Gosia napisał(a):
Kruszynko- to może weźcie Carego i będzie robił za "cień" Waszego psa? ;)



Gosiu Majqo wierzcie mi że gdybym tylko mogła to zabrałabym Carego do siebie niestety nawet nie mam co o tym marzyć na dzień dzisiejszy sama zmagam sie z choroba swojego psa którego nie umiemy wyleczyc do tego przeprowadzka a że mało nam wrażeń to do tego wyjężdamy za granice do pracy
Co nawyżej dziewczyny :Rose: moge was tylko wspierac duchem!!
Jestem pełna podziwu:-o dla waszej determinacji o życie tego psa i dodam pełen szacun:modla:
a mój pies... no cóż musi sie zadowolić włąsnym cieniem:razz:

Posted

Kruszynka86 napisał(a):
Gosiu Majqo wierzcie mi że gdybym tylko mogła to zabrałabym Carego do siebie niestety nawet nie mam co o tym marzyć (...)

Kruszynko :loveu:, to był wyłącznie niewinny żart. Głowa do góry! Dziękuję, że jesteś na wątku Carego. :lol:

Posted

Cary zdecydowanie odmówił mieszkania w łazience, więc siedzi na środku pokoju i próbuje nadążyć wzrokiem za ganiającymi shibami.
Uszy mają się nieco lepiej, bo zaczął trzepać głową po zapuszczeniu kropli- czyli łeb go mniej boli, niż przedtem. Zresztą uszy też stawia, więc to znak, że coś się leczy.
Jeszcze co najmniej 3- 4 tygodnie antybiotyków, potem wymaz i sie dowiemy, czy leczenie przynosi skutek.
Co jednak najważniejsze- ma zdecydowanie lepsze samopoczucie- po prostu widać po nim. Jak przyjechał, to była taka kupka futerka, której było wszystko jedno.
Teraz zaczyna mieć zdanie na różne tematy- domaga się miski, przepycha, szczeka, jak mu się coś nie podoba, opluł samce shibowe, siedzące w klatkach (oba tak patrzyły na niego: "czekaj ty niemiecka gnido, niech nas tylko wypuszczą")- w sumie dziwne- kiedyś były razem w "Osi".
Ja to pisze nie dlatego, że się nudzę, tylko doczytałam w umowie z Rottką, że mam na bieżąco zdawać relacje z wydarzeń z życia psa. Więc zdaję.

Posted

Zbójini napisał(a):
Wiecie co nie mogłem sie powstrzymać.
Parę dni temu katastrofa. Pies rusza w zasadzie tylko pyskiem i do tego rzuca się na obcych, robi pod siebie stan się pogarsza a teraz nagle cudowne ozdrowienie?
O co kaman?


Do dziś nie nauczyłam się cytować (filozof), więc wybaczcie.
Chcę Ci zupełnie merytorycznie i bez żadnej złośliwości odpowiedzieć, po to, żebyś wiedział.
Pies jest zwierzęciem stadnym. Stado to całość, razem się mieszka, poluje, odchowuje szczenięta. Jak wypadniesz poza stado- to zginiesz, bo sam nie zapolujesz (najwyżej na mysz, a to marne jedzenie) i nie obronisz terytorium. Dlatego psowate żyją w stadach, bo tylko taka forma pozwala na normalną egzystencję i zachowanie gatunku.
Pies wyłączony poza stado raczej nie przeżyje- albo krótko.
Dlatego pies wyłączony poza stado- a tym jest zamknięcie w kojcu, czy gdzie indziej, bez kontaktu ze stadem (w tym przypadku- człowiekiem), albo nawet mieszkający w domu, ale bez jakiegokolwiek zajęcia- czuje się niepotrzebny i stąd jego problemy- w stadzie każdy ma swoje miejsce. Jak to miejsce nie jest jasno określone, to w najlepszym przypadku pies stwarza problemy wychowawcze, a w najgorszym- popada w depresję.
Depresja objawia się różnie- od całkowitego otępienia i zobojętnienia na bodźce z zewnątrz do agresji włącznie. Niestety- najczęściej forma depresji nie jest czysta- tylko miesza się, stosownie do samopoczucia psa- dziś będę gryzł, a jutro będę sikał pod siebie, a pojutrze na nikogo nie zwrócę żadnej uwagi.
To nie są proste sprawy, bo psia logika jest dla nas pokrętna i trzeba dużo wysiłku, by ją nie tyle pojąć, bo to akurat jest proste, tylko by ją zaakceptować.
Cary był sam, opuszczony, zaniedbany i przede wszystkim- co było najgorsze- wyłączony poza stado. I dlatego prawdopodobnie uznał, że po grzyba ma chodzić, jak nie ma stada i nikomu nie jest do niczego potrzebny- ani do polowania (bieganie za piłką lub patykiem), ani do pilnowania (zamknięcie w kojcu), ani do opieki nad innymi psami ( brak kontaktu), ani do opieki nad rodziną (zamknięcie w kojcu).
Nie wiem, co tam jeszcze się działo- i chyba nie chcę wiedzieć, skoro nic nie mogę zrobić w kwestii ukarania sprawców- ale juz "tylko" ta izolacja wystarczyła, by pies zwariował. A nie zwariował do końca dlatego, że - i tu ukłony w stronę hodowców- że był najprawdopodobniej doskonale zsocjalizowany w wieku szczenięcym. On wie, co to inny pies, co to mały pies, co to suczka, co to cieczka, co to garnek, czajnik, samochód, spadajaca pokrywka, kosz na śmieci, listonosz. Gdyby tego w wieku 3- 12 tygodni zabrakło- ten pies nie byłby do odratowania. Ani fizycznie, ani psychicznie.
Kiedy Cary do nas trafił- naprawdę było mu wszystko jedno. Ale zaczęliśmy przemawiać do niego Jego językiem i włączyliśmy go w stado. Uznał, że jednak jest potrzebny (bo to upolowanie piłki to bardzo ważna rzecz), ma miejsce w hierarchii (nawet próbuje je poprawić), są jasno określone zasady. I dlatego wstał i dlatego chce mu się żyć. Bo ze szwedzkiego zaczęli tłumaczyć na nasze.
Tak samo było z Maksem- to ten czerwony wielkouszaty, co jest na zdjęciach z Carym- on jest zupełnie zdrowy fizycznie, ale jak go zabieraliśmy, to był szkieletem- wg zeznań jego "właścicielki"- pies był niejadkiem i miał problemy z chodzeniem. A pies był zamknięty w kojcu i niewypuszczany (bo zniszczy ogród i ma bakterie). I do dzisiaj Maksio, jak się boi np. shiby, która go straszy- to udaje, że się chwieje na nogach i ustać nie może- ale tylko wtedy, jak ja albo Paweł to widzimy. Wtedy mu mówimy, że zaraz ścierą dostanie, jak się nie przestanie wygłupiać i pies odzyskuje sprawność w kończynach. I je normalnie. Powiedziałabym, że w nadmiarze.
Tak działa depresja.
Pozdrawiam-

Posted

Nie chodzi o to, czy o to, tylko o to, że za chwilę będę go musiała izolować, bo jak jego shiba jedna ugryzie, to mu zrobi dziurę, a jak on shibę ugryzie, to ją zabije. :evil_lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...