Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

jagoda053 napisał(a):
Pani Kamilko,kochana za co Ty mnie przepraszasz,przecież to skarbie nie Twoja wina.A o kiciuni wiem bo pisałyśmy wtedy.Pani Gosia po rozmowie telefonicznej z kimś taką podjęła decyzję i zaczęła szukać nowych właścicieli.Ale dlaczego do mnie nie zadzwoniła??Tego nie mogę zrozumieć!Tyle osób wciągniętych w sprawę adopcji i to wszystko na nic!A przecież zanim mail trafił na forum to pisałyśmy do siebie i ja w końcu obiecałam,że poczekam.....tak tylko na co?Tak jak pisałam wcześniej muszę to na spokojnie teraz przemyśleć:(


Pani Jadziu ja dzisiaj rozmawiałam z p. Gosią i wygląda na to, że to moja wina. :shake: Strasznie mi przykro :-(

  • Replies 205
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Paros Ty też nie przepraszaj,przecież chciałaś dobrze.Zresztą gdyby nie sugestia wetki,to p.Gosia dzisiaj najpierw by do mnie dzwoniła,żeby się upewnić,czy od wczoraj nie zmieniłam zdania.Widziałam dziewczyny Wasze zaangażowanie,i jestem pełna podziwu.Kurde tyle poświęcenia...eh...sorry ale idę pod prysznic,napiję się piweczka.....Dobranoc wszystkim

Posted

No szok po prostu! Pani Jadziu, mi też jest przykro w tej sytuacji...

Paros chyba zasugerowała kilka postów wcześniej, że najlepiej byłoby się w tym momencie wycofać i zostawić wszystko Pani Gosi. W tamtym momencie pomyślałam sobie: "NIe! nic pochopnie!Nie obrażajmy się dla dobra psa"

ale wiecie do jakiego logicznego (mam nadzieję )wniosku dziś dochodzę?
Sunia jest bezpieczna i ma wokół siebie 2 osoby, które nie dadzą Jej skrzywdzić: Panią Gosię i wetkę. A zatem możemy się wycofać dla naszego zdrowia psychicznego...

Żal mi tylko Pani Jadzi, wyobrażam sobie jak bym na Jej miejscu odliczała dni do przyjazdu i przeżywałą każdy wpis na tym wątku :placz:

Pani Jadziu, proszę przemyśleć na spokojnie czy mimo bólu Pani zadanego jest Pani w stanie poczekać do środy i być ewentualnie "wyjściem awaryjnym" jeśli tamten domek nie wypali. Jeśli chce się Pani wycofać - co na pewno każdy z nas zrozumie - my Dogomaniaczki nie przeżyłybyśmy straty takiego domku....

Dlatego nieśmiało powiem, że mam alternatywę. Ania W i Olga z dogo są właśnie "na urlopie" pod Białymstokiem i w ośrodku, w którym mieszkają ktoś okrutnie porzucił małego pieska podobnego do sznaucerka. Właścicielka ośrodka poprosiła dziewczyny,żeby go uśpiły.... A piesio przesłodki, mam jego zdjęcie....

Posted

oj,oj..to się porobiło. Nie chciałam nic wczoraj pisac, żeby emocje trochę opadły. Jako, że znam punkt widzienia obydwu stron ciężko mi się wypowiadać..Gosia podjęła decyzję o szukaniu nowego domu wczoraj, po rozmowie z Paros. Gosia była zdenerwowana i wydaje mi się, że zrozumiała że w przypadku jeśli nie da zabrac suni już wycofujemy się z jakiekolwiek pomocy i adopcji. Jeśli tak zrozumiała to myślę, że łatwo zrozumiec jej postępowanie. Z tego co mówi, ustaliła z p.Jadzią że mimo wszystko poczekają do środy z decyzją, aczkolwiek wszyscy zrozumieją jeśli p.Jadzia się wycofa- przy tylu nerwach, niepewności każdemu było by ciężko to przetrwać.

Posted

Ja sie wcale Pani Jadzi nie dziwie...
od poczatku bylo wiadomo,ze Jadzia bierze sunke..dzwonila,informowala o wszystkim...
a tu taka"niespodzianka"
mam tylko nadzieje,ze ten domek dla suni,pewny!!!

ja tez jestem zla za takie zawracanie glowy......:angryy:

Posted

Bo nie wolno bawić się czyimiś uczuciami i igrać nimi,tak nie można.I znowu z WINY CZŁOWIEKA będzie cierpieć niewinne zwierzę.Tylko bardzo Was proszę nie miejcie do mnie żalu,wiecie jak bardzo walczyłam,żeby sunia była ze mną.Wiedziałam w jakim jest stanie a mimo to nie zrażałam się,tylko chciałam ją adoptować,bo zależało mi przede wszystkim na jej dobru.Ale niestety stało się inaczej-nerwy nie wytrzymały.Bardzo dziękuję dziewczyny tym,które najwięcej się zaangażowały.Dobrze wiecie które-Wy macie złote serca i tylko Wy czynicie dobro:).....

Posted

Słuchajcie nie podoba mi się ta nagonka..czy ja jestem jedyną obiektywną osobą w tym temacie? Gosi tu nie ma, więc mi przyjdzie wypowiedzieć się w jej obronie. Nikt złośliwie nie zabrał p.Jadzi psa sprzed nosa, to że była i jest trzymana w lecznicy tyle czasu było podyktowane tylko jej dobrem, pies się panicznie boi, jest po operacjach - chyba lepiej żeby do nowego domu pojechał w dobrym stanie a nie żeby coś jej się stało po drodze albo już z na miejscu. Wtedy by dobiero było..Gosia psa widziała, pilnowała więc myślę, że najlepiej się orientowla w jej stanie. Chce płacić za jej leczenie to chyba świadczy o niej dobrze, chciała być pewna że pies pojedzie caly i zdrowy i nie będzie utrapieniem dla nowego właściciela. Jak została postawiona przed faktem- albo pies jedzie już albo się wycofujemy, to co miała robić? Zaczeła szukać nowego domu, zadzwoniła do p.Jadzi i powiedziała jaka jest sytuacja. Zagranie raczej fair a nie do potępiania. Rozmawiałam z Gosią od początku sprawy i nie jest to osoba, która mogłby zrobić coś takiego złośliwie..tu od początku do końca chodziło o dobro psa i ja nadal w miarę możliwości Gosi pomogę..

Posted

nikt nikogo nie potepia i mi rowniez nie podoba sie Twoj ton wypowiedzi...
najwazniejsze jest dobro pieska to jasne jak slonce,ale szanujcie pracy wolontariuszy i ludzi,ktorzy nie sypiaja po nocach zeby znalezc domki dla pieskow..za tel. i mozna latwo sobei wszystko wyjasnic,a nie zawracac glowe

Posted

Ja się w sumie Pani Jadzi nie dziwię. Ale cieszę się, że domek się nie zmarnuje.
A sunia jest w dobrych rękach, Pani GOsia zrobi wszystko, żeby mała trafiła do dobrego domku. To pewne. Myślę, że powodu do zmarwienia nie mamy.

I nie ma co tu bić piany i wskazywać winnych lub nie...

Posted

Hekate nikt nie mówi,że p.Gosia chciała żle,ale gdyby to mnie postawiono przed faktem prawie dokonanym,to pierwsze co bym zrobiła,to natychmiast bym się kontaktowała z osobą,która już szykowała się do adopcji,a nie najpierw szukała innego domu.Pani Gosia zadzwoniła do mnie jak już kogoś znalazła i niestety to ja byłam postawiona,że tak powiem pod murem-jak tamci państwo się nie zdecydują no to pani weżmie psa.Logiczne,że każdy kto pomaga zwierzętom chce dobrze,wyszło jak wyszło.Walczyłam-przegrałam-wycofuję się,mówi się trudno i żyje się dalej.....

Posted

Kamila ja przedstawiam fakty, a ton mojej wypowiedzi jest normalny. Nie chcę i nie mam ochoty na kłótnie, nie ma tu Gosi i ona nie może sie wypowiedzieć dlatego ja wypowiadam się za nią. Nie wydaje mi się, żeby nie szanowała czyjejś pracy, była z psem, przywiązała się to chyba dobro psa było dla niej na pierwszym miejscu. Też była zaskoczona jak się dowiedziała, że p.Jadzia adoptuje innego psa bo podobno umówiły się że poczekają do środy. Może właśnie zabrakło komunikacji między nimi..

Posted

sluchaj..oskarzanie za nagonke nie uwazam bynamniej za normalny...

zgadzam sie z Moska,ze nie ma co tu dyskutowac....
Hekate przeczytaj jeszcze raz wypowiedz Pani Jadzi..najpierw trzeba bylo do niej dzwonic..jako osoby pierwszej,a nie szukac odarazu kogos innego...
tyle dobrego,ze Pani Jadzia sie nie zrazila do adopcji i bedzie miala inna sunke...
a za warzszawska wciaz trzymamy kciuki,zeby domek byl i mala szybko wrcala do zdrowia..

Posted

Sorry ale bynajmniej nie z mojej strony,bo ja byłam otwarta na rozmowy.Miałam poczekać ale....zresztą ja już pisałam wcześniej więc nie będę powtarzać jedno i to samo.I proponuję zakończyć temat

Posted

temat też uważam za zamknięty

czuję się mniej więcej jak między młotem a kowadłem, gdzie dwie strony mają inne zdania, inne priorytety i inne podjeście do sprawy.
I szkoda tylko, że tak to się skończyło.

Posted

w związku z tym, że kilka osób pytało mnie jak się potoczyły losy suni, zamieszcze może maila od Gosi o stanie jej zdrowia oraz o jej nowym domku..

Właśnie mieliśmy telefon z kliniki, niestety nie jest to dobra wiadomość. Dzisiaj zdjęli suni gips z tej drugiej łapy, która wydawała się co najwyżej wybita, bo miała jechać do nowego domu. W tej łapie nie było żadnej bolesności tylko wyglądała na lekko wykręconą i dlatego włożyli ją w gips. Niestety teraz kiedy pies staje już na nogi i bez gipsu okazało się, że z tą drugą przednią łapą jest większy problem niż z tą zdrutowaną. Musiała ją mieć złamaną dużo wcześniej i nigdy się nie zrosła. Prawdopodobnie wytworzył się jakiś fałszywy staw i ona się zgina tam gdzie nie powinna. Nie chcę nawet myśleć co ten pies przeżył, zaczynam myśleć, że jaj stan nie musiał być skutkiem wypadku samochodowego tylko jakiegoś potwornego znęcania się. W każdym razie muszą jej zrobić jakiś dokładniejszy rentgen, bo poprzedni nic nie wykazał i znowu skonsultować się z ortopedą. W tej sytuacji najprawdopodobniej znowu nie będzie miało sensu jej w tej chwili zabierać z kliniki. Nie wiem też czy w tej sytuacji coś wyjdzie z tej adopcji, bo sunia wymaga dalszego leczenia, a to i koszt i problem, zwłaszcza jeśli trzeba ją będzie na to leczenie cały kawał dowozić.

oraz informacja z wczoraj po wizycie adopcyjnej:

Spotkaliśmy się wczoraj w klinice z potencjalnymi właścicielami naszej suni. Okazali się bardzo miłymi i wrażliwymi ludźmi. W domu jej wygospodarują pokoik na dole, martwili się tylko, że będzie sama jak pójdą spać na górę. Obydwoje są świadomi jaki to będzie kłopot i koszty dalszego leczenia ale postanowili ją zabrać. Zapłacili nawet za nas zaległe rachunki (pobyt od 6-go do 14-go) chociaż w ogóle tego od nich nie oczekiwałam - wetka policzyła po 30 zł, ale i tak uzbierało się 240. Ponieważ przekonali mnie, że zrobią dla niej wszystko co najlepsze, zgodziliśmy się, żeby ją wzięli. Obawiam się trochę tej podróży do Radziejowic, ale wetka była dobrej myśli. W związku z tym sunia pojedzie do domu w czwartek rano - już bezpośrednio do docelowego domu, bez przystanku na Bielanach razem z workiem specjalistycznej karmy, którą dla niej zamówili. Nie zmienia to faktu, że sunia z dużym apetytem i ukradkiem przed wetką pożarła parówkę, która jej nowej Pani została ze śniadania. Kamień mi spadł z serca, myślę że będzie jej tam dobrze.

dalsze inforamcje Gosia prześle mi jak wróci z urlopu

  • 1 month later...
Posted

ostatnie wieści o suni

Z sunią wszystko w porządku (nazwali ją Kama), chociaż rozwój sytuacji w nowym domu nieco nas zaskoczył. Wszyscy się baliśmy, że będzie się załatwiała w domu i nie da się wyprowadzić na dwór. Tymczasem stało się odwrotnie. Na początku nowi właściciele spędzali całe dnie w ogrodzie, więc ulokowali ją w jakimś letnim domku (to chyba ten domek na narzędzia), który był cały czas otwarty, żeby mogła się schować a jednocześnie ich obserwować. Bardzo szybko zaczęła z tego domku wychodzić, na początku tylko wtedy gdy nikogo nie było w pobliżu, a później nie przeszkadzali jej już nawet robotnicy, którzy kręcili się przy pracach wykończeniowych. Podobno cały czas im towarzyszyła, chodząc za nimi krok w krok po ogrodzie. Do domu jest nieustannie zapraszana, ale daje się zwabić tylko michą z jedzeniem - na widok michy leci biegiem, wchodzi do domu, a potem jak nikt nie widzi bierze w zęby michę albo kapeć pana i wyprowadza to w krzaki w ogrodzie. Właściciele ciągle szukają jakichś przedmiotów, które wyniosła im z domu, a jak znajdą je pogryzione w krzakach to zachwytom nad sunią nie ma końca. Martwią, że robi się zimno i mówią, że chyba będą ją musieli siłą wciągnąć do domu.
Na razie kupili jej jakąś ocieplaną budę za 600 zł, ale sunia i tak głównie wraca do swojego domku. Podobno światło się zapala jak do niego wchodzi więc wiedzą gdzie przebywa w nocy. Pani nie może się doczekać kiedy sunia wreszcie przywita ją jak wraca z pracy, bo na razie jeszcze tego nie robi. Widać jednak postępy w jej przystosowywaniu się do ludzi.
Nie jest już taka przestraszona, wyraźnie wie, że to jest jej miejsce, a wczoraj w nocy podobno po raz pierwszy wydała z siebie głos! Nie wiem czy ja to wcześniej pisałam, ale to był kompletnie niemy pies! Nawet nie skomlała jak jej się poruszało tą złamaną łapą, nie warczała, nie szczekała - kompletna cisza. Wczoraj w nocy właścicieli obudziło ujadanie, pewnie ktoś się kręcił koło domu, bo sunia szczekała przez godzinę. Pani przyszła do pracy niezbyt wyspana, ale zachwycona i szczęśliwa, że sunia robi postępy. Podobno ma piękną sierść, złamana łapa zgoiła się dobrze, i bardzo wdzięcznie chodzi. Nabrała ciała i suche, specjalistyczne jedzenie już się jej nieco znudziło, więc na deser zdarza jej się dojadać resztki z talerza Pana. Poza niechęcią do przebywania w domu, wszystko układa się dobrze, ale rozmawiałam ze znajomymi w pracy, którzy mają psy i mieszkają w domu - twierdzą, że ich podopieczni też najchętniej przebywają na podwórku, chociaż mają otwarty wstęp do domu. Może jak jej będzie za zimno to da się namówić na siedzenie na kanapie. Myślę, że to był dobry wybór, to są dobrzy ludzie i mają dobre warunki dla psa. Są dla niej cierpliwi i nie oczekują, że z dnia na dzień zacznie ich obdarzać wybuchową miłością. Myślę, że z czasem sunia na pewno im zaufa i pokocha, zwłaszcza, że chyba już zaczyna się czuć bezpieczna.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...