Aganiok Posted December 27, 2005 Posted December 27, 2005 Ona ma w fatalnym miejscu - na początku żuchwy :( guz wypycha zęby. Boję się, że pewnego dnia nie będzie mogła jeść :( I jak to wyciąć? :( No nic, zobaczymy co powie man doktor.... Quote
sylwiaskalska Posted December 27, 2005 Posted December 27, 2005 Wiesz u mnie lekarz miał bardzo też dziwne przypadki i wycinał w róznych miejscach wiesz jak to jest z innymi lekarzami jeden gada tak a drugi odwrotnie dlatego dobrze że idziesz do specjalisty. Może ten spacjalista powie coś bardziej optymistycznego. A możesz zrobić zdjęcie tego guza ? Ale tak sobie myśle ze jak wytną tego guza to i tak przez jakiś czas będziesz musiała karmić chyba w postaci płynu Poszukałam dla Ciebie troche o nowotworach kliknij kliknij koniecznie przeczytaj Quote
sylwiaskalska Posted December 27, 2005 Posted December 27, 2005 No co ty nie dziękuj wiem co czujesz - będzie dobrze, zobaczysz UŚCISKI Quote
RyBa Posted December 28, 2005 Posted December 28, 2005 Witam serdecznie Aganiok ale mnie zasmuciłaś tym nowotworem:( idziesz do specjalisty to dobrze pomoże napewno bądż dobrej myśli :thumbs: :bigok: wiem że słowami to wiele niezdziałam ale POWODZONKA czymama kciuki a Goliad Łapki z zdrowie psinki :( :bluepaw: Robert s i Goliad Quote
Agga Posted December 29, 2005 Posted December 29, 2005 Aganiok pisz co i jak tez sie martwie:roll: Sara miała juz dwa razy usuwenago guza. Jednego miała na nodze, drugiegi na grzbiecie. Ma tez dzuzego guza na cycuchach i dwa mniejsze. ma tez jednego na klatce piersiowej. PO Nowym roku jedziemy do wetki. Ma być jej tato. Umowimy sie na obejrzenie sary. Postanowimy co robić. Sama jestem przerażona. Wiem, że operacja jest konieczna - guz jest duzy bedą nowe.:-( Quote
sylwiaskalska Posted December 30, 2005 Posted December 30, 2005 No to sie porobiło - kurcze tzymam za was kciuki :) Agga ty też daj znać co i jak bedzie z Sarcią :) Quote
Aganiok Posted December 30, 2005 Posted December 30, 2005 Agga biedne te nasze boksie :( Ja jutro jadę ze swoją i też jestem przerażona. Najbardziej tym, że zrobił jej się w takim miejscu, że nie wiadomo co z tym zrobić :( Quote
Agga Posted December 30, 2005 Posted December 30, 2005 Wiem rozumiem Cię bardzo dobrze :( Mam nadzieje, ze wet sobie z tym poradzi. Ja też się strasznie boje. ALe musze być silna. Quote
azb11 Posted December 31, 2005 Posted December 31, 2005 Moja sunia niestety ma juz 3 zdignozownay histopatologicznie guz nowotworowy skóry. Wszytkich wyciętych maiła 7.-I i II st. złośliwości. Polecam w wa-wie dr. Jagielskiego. Jeśli jest jakakolwiek nadzieja-on będzie leczył ale jeśli jej nia ma to psa nie będzie męczył. Maja sunia czuje się doskonale-gdyby nie fakt że wiem ze to nowotwór po jej zachowaniu nie widać choroby. Prosze nie bagatelizujcie guzków u Waszych bokserków!!! Biobsja nie jest bardzo inwazyjną metodą a im wczesniej się odkryje ze to coś złego tym lepiej. Nie chcę was straszyc tylko ostrzec. Nasz pierwszy guz był dużą kulką na szyji i po wycięciu okazało sie że jest mniej złośliwy niż mała brodaweczka na łapie , o której lekarze mówili że to tyko brodawka i nawet nie zwracaliśmy na nią zbytnio uwagi.Tylko dr. Jagielski tego nie zbagatelizował i zalecił wyciecie wszystkiego co wyglada podejrzanie. Jak sie wczoraj dowiedzieliśmy decyzja była słuszna.Mamy nadzieje ze nie trafiliśmy do niego za późno. Quote
Aganiok Posted December 31, 2005 Posted December 31, 2005 Właśnie do niego się wybieram...ale dziś już się nie wybiorę :( odwołałam wizytę, zasypało nas i nikt nie chce się wybrać :( jestem załamana... Ten guz u Sary jest już duży :( strasznie mi jej żal ale u miejscowych wetów znikąd pomocy :( Quote
PiotrekJ Posted January 1, 2006 Posted January 1, 2006 Jak Bokseromaniakom noc sylwestrowa minęła? :lol: Quote
Bodziulka Posted January 1, 2006 Posted January 1, 2006 Powiedzmy, że cicho :lol: i spokojnie :razz: Dużo, dużo zdrówka dla wszyskich Faflunów i ich Właścicieli!! A jak będziemy zdrowi, to reszta sama przyjdzie ;) Quote
PiotrekJ Posted January 1, 2006 Posted January 1, 2006 Wczoraj koło 18 jakiś skretyniały gnojek rzucil pod łapy Loco petardę :angryy: ... Później gdy tylko psiut słyszal wystrzal to malo co zawalu nie dostawał :shake: ... Quote
Aganiok Posted January 1, 2006 Posted January 1, 2006 Niedobrze...:( pies może mieć teraz uraz. A to jest naprawde kłopotliwe. Sara wogóle się nie boi żadnych wystrzałów a Negra z kolei ucieka gdzie pieprz rośnie. Również wszystkim życzę zdrówka i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Quote
Bodziulka Posted January 1, 2006 Posted January 1, 2006 Box nie boi się wystrzałow... Ale tego gościa, co rzucił petardę, to bym chyba pogryzła:angryy: Quote
PiotrekJ Posted January 1, 2006 Posted January 1, 2006 Loco też się nie bał ... do wczoraj :angryy: ... Quote
Ewkaa Posted January 1, 2006 Posted January 1, 2006 Dla Imbira ten Sylwester był pierwszy z nami......... Obszczekał petardy :evil_lol: :evil_lol: :cool3: Darł się na balkonie, a jak zakończył wrócił na łozko spać. Quote
sylwiaskalska Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 A mój Sylwestra przespał, na odgłos fajerwerów tylko podniósł głowe i dalej spał. Ale on od maleńkiego wszelkie wybuchy ignoruje i wogóle się nie stresuje. :multi: Quote
Aganiok Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 PiotrekJ napisał(a):Loco też się nie bał ... do wczoraj :angryy: ... MOże trzeba pogadać z jakimś behawiorystą co z tym zrobić, bo atak paniki w reakcji na wszelkie wystrzały to naprawdę spory problem. NIgdy nie wiadomo jak się pies zachowa, będąc sam w domu i słysząc taki odgłos. Quote
PiotrekJ Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 Aganiok napisał(a):MOże trzeba pogadać z jakimś behawiorystą co z tym zrobić, bo atak paniki w reakcji na wszelkie wystrzały to naprawdę spory problem. NIgdy nie wiadomo jak się pies zachowa, będąc sam w domu i słysząc taki odgłos. Nie pomyślałem o tym, dzięki za podpowiedź ;) ... Quote
Aganiok Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 Miałam kiedyś owczarka niemieckiego, na którego debile którzy zakładali nam gaz puścili sprzężone powietrze z rury. Pies do końca życia bał się wystrzałów, wszelkich odgłosów na przykład jechał traktor drogą a pies wpadał w ogromną panikę. I nie dało sie go opanować. Quote
Cimi Posted January 2, 2006 Posted January 2, 2006 A my już wrociliśmy, konkretnie po 24 byliśmy w domku. Co do petard Fiona się nie boi, a raczej trudno powiedzieć czy się boi czy nie, bo czasem z zaskoczenia to i czlowiek podksoczy i o mału zawału serca nie dostanie. Aczkolwiek na podwórku dużo przed sylwestrem huknęła jedna dosć bardzo głosna ale Fiona wyraźnie miała to gdzies. Zreszta w Ciechocinku mimo, ze byly perdy ale dalej wiec juz takie przyciszone to Fiona nic z tego sobie nie robila, a wczoraj na dworcu czekając na pociag jakies czy metry od nas czyli my we dwojke + plus dwa psy i ich wlasccielie, chlopaczki rzucili petrde mala a psy nadal staly patrzac tylko co to bylo. W piątek mieliśmy dluga podroż. O 22:22 mieliśmy mieć pociąg z Gliwic do Zawiercia. Bylka to nasza pierwsza wpolna podroz pociagiem, i przewidzialam to jak bedzie sie Fiona zachowywac. Oczywiscie trzeba bylo ja wziac na rece co latwe nie bylo takiego kloca najpierw zlapac, bo tak panikowala. Ale udalo sie, w pociagu na kazdy odlog reagowala wstawala. oczywiscie w zadnym z pociagiow nie jechalismy w kagancu. Fiona byla tak zestresowana, wzrok wlepiala zabojczy i konduktorzy nieco jej sie bali, bo bacznie obserowala wszystko. Nasz pociag z Gliwc wyrzuszl po 40 czy 30 minutach, bo przepuszczal pospieszne pociagi i na jeden nie zdarzylismy . No ale naszczeście był inny, bo inaczej bylaby klapa. Ale z wejsciem do pociagu pospiesznego byl nie lada problem, jeszcze wiekszy niz w Gliwicach, tam dopiero fiona spanikowala. I jeszvze mnie konduktor poganial i tym bardziej sie denerwoalam, spieszylam zwlaszcza ze do tego pociagu wejsc nie bylo latwo. No ale weszlismy w pociagu juz Fiona sie uspokoila i spala. Po dotarcie do Aleksandorwa Kujawksiego mielismy jeszcze jedna przesiadke bezposredni do ciechocinka, i powiem, ze juz nie bylo problemow z fiona az sama chciala wejsc, no ale bylo trzoche wysoko i w miare duza odleglosc miedzy pocigiem a chodnikiem jak na peirwszy raz. W drodze powrptnej nie bylo problemow z Fiona i wejsciem do pociagu, bo az sama lgnela by do neigo wsiasc. Wysiadac wysiadala przewaznie sama z pocogu. Raz ja musialam wypchac, bo sie za dlugo zastanawiala. Na miejscu mielismy startowac, takie byly plany, ale w koncy zrezygnowalismy. Choc jakbysmy startowaly to mialybysmy pomoc przy wejsciu na kladke. Ale wiem jak fiona reaguje jak obca osoba dla niej ja chwyta i trzyma czy popycha, jeszcze bardziej panikuje, wiec dlatego dalam sobie spokoj. Miedzy czasie jak nie bylo startow probowalysmy uczyc. Pierwsz zaliczylismy kladke, na ktora musiala Fiona wsadzic, spanikowana ze hej no ale przy pomocy Beaty udalo nam sie pokonac. I juz za drugim razem sprawnie jej to wychozilo. Druga przeszkoda takze wysokosciowa byla palisada, to tez byly problemy ale poszlo nam calkiem niezle. Wczoraj robilismy palisade bardziej stroma, co wymagalo nie lada wysilku ze strony Fiony i po ktoryms razie nie przytrzymalam reki przy obrozce i Fiona spadla. Bardzo sie ciesze, ze tam pojechalismy bo pokonalismy pociag z czego widac, ze Fiona go polubila. nauczylismy sie pokonywania przeszkod no zostalo nam do opanowania tunele i hustawka bo jak w tym trzeba bedzie troche pracy wlozyc. Byly swietne tereny do biegania fantastyczne poprostu. Juz mammy plany, aby samemu robic tor bo to naprawde swietna zabawa. Ateraz Fiona wymeczona śpi, a jak wyszla na ranny spacer to byla bardzo zapsana :D :lol: WOW ale sie rozpisalam :lol: :lol: ;) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.