asher Posted August 27, 2005 Posted August 27, 2005 Flaire napisał(a):asher napisał(a):człowiek [...] zakaża się salmonellą częściej, niż psy. Tego też tak naprawdę nie wiemy... Przynajmniej mnie nie wiadomo o żadnych danych na ten temat. Psy bardzo często mają biegunkę i inne objawy przewodu pkarmowego spowodowane jakimś nie do końca zdiagnozowanym "zatruciem". Nie wiemy, jaka część takich objawów jest spowodowana właśnie na przykład salmonellą. Ok, niech ci będzie. Ale nawet jeśli te biegunki uznać za skutek zarżenia się salmonellą, to w takim razie psy przechodzą to o wiele łagodniej. Zazwyczaj na takie biegunki niewiadomego pochodzenia wystarcza węgiel, w gorszych przypadkach nifurkosazyd, a w najgorszych antybiotyk. A człowiek ląduje w szpitalu, dostaje kupę leków, odżywia się tylko kroplówkami i wychodzi stamtąd o połowę chudszy :wink: (kiedyś marzyłam o tym, żeby się salmonella zarazić :roll: :wink: ) Quote
Flaire Posted August 27, 2005 Posted August 27, 2005 [quote name='asher']Jaja na miękko, czy niedosmazona jajecznica nie stwarzają zagrożenia salmonellą. Nawet kremy do deserów ubijane w kąpieli wodnej takiego zagrożenia nie stawarzają. To wszystko zależy, do jakiej temperatury zostanie doprowadzona masa jajeczna podczas obróbki. Zeby nie stwarzać zagrożenia, masa musi zostać (równomiernie!!!) doprowadzona do temperatury, która zabije te bakterie. Jajka na miękko, niedosmażona jajecznica, czy kremy ubijane na gorącą NIE KONIECZNIE SĄ RÓWNOMIERNIE DOPROWADZONE DO TEJ TEMPERATURY i jak najbardziej stanowią zagrożenie salmonellą!!! Przeczytasz, że tak jest w wielu miejscach, np. tutaj: There is a risk in eating "soft-boiled," "sunny side up," "over easy," or "soft scrambled eggs." There is also a risk in "from scratch" Caesar salad dressing or other foods made with raw or undercooked eggs. This can include soft custards, meringues on pies, Hollandaise Sauce, and even French toast. [quote name='asher']Ale nawet jeśli te biegunki uznać za skutek zarżenia się salmonellą, to w takim razie psy przechodzą to o wiele łagodniej. Zazwyczaj na takie biegunki niewiadomego pochodzenia wystarcza węgiel, w gorszych przypadkach nifurkosazyd, a w najgorszych antybiotyk. A człowiek ląduje w szpitalu, dostaje kupę leków, odżywia się tylko kroplówkami i wychodzi stamtąd o połowę chudszy Znów, wcale niekoniecznie. Piszesz tutaj o zdiagnozowanych, najcięższych przypdkach. A jak ktoś "czymś się struł" i boli go brzuch przez trzy dni i nawet nie idzie do lekarza, to też jak najbardziej może być zatrucie salmonellą! Na przykład tutaj jest napisane, że Many people ill with salmonellosis recover without treatment and may never see a doctor. W wielu miejscach przeczytasz również, że u ludzi, tak jak i u zwierząt, zatrucie salmonellą może przebiegać w ogóle bezobjawowo. Salmonella jest niebezpieczna głównie dla osób starszych, dla dzieci, oraz dla osób z problemami immulogicznymi. Z pasmi jest tak, że wiele psów ma w swoim przewodzie pokarmowym bakterie salmonelli bezobjawowo. Ale również wiele psów dostaje objawy zatrucia, które przypisuje się salmonelli. To zjawisko nie jest do końca rozumiane (tak samo, jak nie jest rozumiane, dlaczego niektórzy ludzie nie dostają objawów zarażenia salmonellą, podczas gdy inni chorują). Zwolennicy diety BARF argumentują, że skoro w przewodach pokarmowych zdrowych psów występują te bakterie, to najwyraźniej nie wywołują one stanu chorobowego. Ale to jest oczywiście błędne myślenie, bo wiele bakterii występuje na psie nie wywołując stanu chorobowego - chorobę może powodować dopiero ich nadmiar, który może nastąpić na skutek diety. [quote name='asher']Ale nie trzeba zjeść kopy surowych jaj, wystarczy jedno z salmonellą...Jeszcze raz - czy wystarczy, czy nie zależy między innymi od tego, ILE BAKTERII jest w tym jajku. Bakterie rozmnażają się najlepiej w temperaturach pokojowych. Dlatego ja, na przykład, kupuję tylko jajka, które są przechowywane w lodówkach... Na targu jajek nie kupuję, :( bo jest większa szansa, że w jajku przechowywanym w lodówce nie doszło jeszcze do niebezpiecznego poziomu bakterii. To samo jajko pozostawione w temperaturze pokojowej na dłuższy czas może stać się niebezpieczne. Dlaczego Twoje psy jedzą co tydzień surowe jajko i nic im nie jest? Bo tak naprawdę to zagrożenie nie jest bardzo wysokie. Nie znam polskich statystyk, ale w USA zgadują, że co 10.000 jajko jest zarażone, a w Wielkiej Brytanii - co 300, Nawet jeśli w Polsce te statystyki sa znacznie wyższe, to szansa jest niezła, że jedząc raz na tydzień surowe jajko, Twój pies w ciągu całego swojego życia na mocno zarażone nie trafi... A nawet jeśli trafi, to jeśli jest to zdrowy pies, przeczytamy kolejny topik, że pies ma biegunkę, może pójdziesz do weta i dostaniesz antybiotyk (bo tak się leczy salmonellę, tak u psów, jak i u ludzi) i nigdy nie będziemy wiedzieć, że to było od tego jajka, bo przecież "pies je ciągle to samo". :wink: A propos surowych jajek, to słyszałam kiedyś, chyba od mojego weta, żeby nie dawac psom surowego białka. Jak wróci z urlopu - spytam go, dlaczego. Quote
asher Posted August 27, 2005 Posted August 27, 2005 Flaire napisał(a):A propos surowych jajek, to słyszałam kiedyś, chyba od mojego weta, żeby nie dawac psom surowego białka. Jak wróci z urlopu - spytam go, dlaczego.Bo "neutralizuje" biotynę zawartą w żółtku :wink: Jednak podobno tej substancji w białku jest zbyt mało, żeby "związać" całą biotynę z żółtka. Bugajski je całe jajka, Sabina tylko żółtko, bo surowe białko kurze jej nie służy :wink: A jaka temperatura zabija salmonellę? Ja kiedyś (nastolatką będąc) wpadłam na "wspaniały" pomysł, że zarażenie się salmonellą byłoby cudowną terapią odchudzającą :oops: Wypytałam więc lekarza o to, jak się można nią zarazić (oczywiście pytałam tak, by myślał, że chcę uniknąć zarażenia). I usłyszałam, że wystarczy poddać drób i jajka choćby krótkiej obróbce cieplnej, by wyeliminować salmonellę. Dlatego przez pewnien czas kogel - mogel był stałym elementem mojej diety... Salmonellą się nie zaraziłąm, a spozywanie ogromnych ilości cukru w koglu - moglu spowodowało, że jeszcze przytyłam parę kilo :oops: :lol: Quote
Wind Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 asher napisał(a):A jaka temperatura zabija salmonellę? Podgrzewajac potrawe zaledwie do 60-65 stopienkow C mamy spokoj z salmonella, a wiec to co Flaire napisał(a):To wszystko zależy, do jakiej temperatury zostanie doprowadzona masa jajeczna podczas obróbki. Zeby nie stwarzać zagrożenia, masa musi zostać (równomiernie!!!) doprowadzona do temperatury, która zabije te bakterie. moze ma potwierdzenie w teorii ;), lecz w znakomitej wiekszosci mija sie z praktyka :roll: BTW zupelnie osobiscie zastanowilo mnie Flaire napisał(a):Dlatego ja, na przykład, kupuję tylko jajka, które są przechowywane w lodówkach... Na targu jajek nie kupuję ;) W Polsce nie ma wymogu, aby jaja przechowywac w warunkach chlodniczych. Dlatego nie tylko na targu, ale rowniez w Hipermarketach, sklepach malych i duzych jaja spotyka sie na polkach (w temperaturze otoczenia, a nie w lodowkach ;)) Ciekawa wiec jestem, gdzie w Wawie sa jaja przechowywane w lodowce :o Moze sama robilabym tam zakupy, gdybym choc przez chwile zapomniala, ze "droga dotarcia jaj do sklepu" na nim sie ani nie zaczyna, ani nie konczy :lol: Quote
Wind Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Co do bialka jaj, to surowego rzeczywiscie sie nie podaje (z powodu podanego przez asher), ale bialeczko sciete jest jak najbardziej ok dla naszych psow :-) Quote
Flaire Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 [quote name='Wind']Podgrzewajac potrawe zaledwie do 60-65 stopienkow C mamy spokoj z salmonellaTo prawie prawda :wink:. Dokładniej, jeśli podgrzejesz do 60 stopni, to musisz ją w tej temperaturze trzymać przez min. 3,5 minuty, żeby zabić salmonellę. Natomiast żeby zabić salmonellę natychmiastowo, za konieczną temperaturę uważa się ok. 70 stopni C (160 stopni F - ja, niestety znam te wszystkie dane właśnie w stopniach F :wink: ). I tu mamy malutki problemik... Bo białko ścina się przy temperaturach od 62 do 65 stopni C, a żółtko dopiero przy temperaturach od 65 do 70 stopni C. Tak więc łatwo zauważyć, że jeśli mamy płynne żółtko, jak w jajkach na miękko, to nie mamy gwarancji, że jajko zostało doprowadzone do odpowiednio wysokiej temperatury, aby zabić bakterie salmonelli. Jest to możliwe (jeśli jajo było trzymane w tej 60-65-stopniowej temperaturze przez te 3,5 minuty), ale nie pewne i moim zdaniem, raczej mało prawdopodobne (miękką jajecznicę smaży się raczej szybko, a jaja na miękko równiez nie siedzą w gorącej wodzie tak długo po doprowadzeniu do temperatury 60 stopni). W USA, są dostępne na rynku jaja pasteryzowane i kiedyś miałam nawet "przepis" na domową pasteryzację jaj. Polega ona właśnie na utrzymaniu jaj w temperaturze DOKŁADNIE 60 stopni (taka musi być temperatura w środku, nie tylko na zewnątrz, jaja) przez te 3,5 minuty. Tym sposobem, otrzymuje się jaja "surowe" (bo nie scięte), ale z zabitymi bakteriami salmonelli. NB, wszystkie powyższe dane i rekomendacje, co do obróbki jaj można znaleźć w oficjalnych publikacjach (linki do niektórych podałam wcześniej), więc nie bardzo rozumiem ten komentarz: [quote name='wind']a wiec to co [quote name='Flaire']To wszystko zależy, do jakiej temperatury zostanie doprowadzona masa jajeczna podczas obróbki. Zeby nie stwarzać zagrożenia, masa musi zostać (równomiernie!!!) doprowadzona do temperatury, która zabije te bakterie. moze ma potwierdzenie w teorii ;), lecz w znakomitej wiekszosci mija sie z praktyka :roll: To, co pisałam o jajach jest jak najbardziej z praktyki i z praktycznych zaleceń dotyczących obróbki jaj. Mam w USA koleżankę, która jest epidemiologiem. Kiedyś pracowała jako "detektyw" w Centers for Disease Control (CDC), amerykańskiej organizacji rządowej dokumentującej źródła epidemii (bardzo ciekawa praca, nb). Pewną epidemię zakażenia salmonellą powiązano właśnie z "miękką" jajecznicą w restauracji. Dam trochę szczegółów, bo wydają mi się ciekawe. W tej restauracji, "miksturę" jajeczną na jajecznicę przygotowywano rano (tzn. rozbijano ileś tam jaj, mieszano, przyprawiano), a potem z tego czerpano chochelką po trochu, smażąc na zamówienie. No i problem jest taki, że mamy sytuację, gdzie jedno zakażone jajko potrafi zakazić całą miskę, a ponieważ bakterie siedzą sobie potem w tej misce w sprzyjających warunkach przez kilka godzin, to rozmnażają sie bardzo szybko. I w ten sposób pochorowało się pewnego dnia dostatecznie dużo osób, żeby zwrócić uwagę CDC. Oczywiście ta restauracja robiła to samo od lat bez problemu... Szanse, że dojdzie do zakażenia nie sa wielkie, ale jednak są. W domowych warunkach, szanse są jeszcze mniejsze - największe niebezpieczeństwo w USA stanowią właśnie restauracje, gdzie bardzo wiele jaj miesza się razem (to się nazywa "egg pooling"). Tak więc moja koleżanka w restauracjach "domowego" majonezu nie je, ale w domu - już zje. [quote name='Wind']BTW zupelnie osobiscie zastanowilo mnie [quote name='Flaire']Dlatego ja, na przykład, kupuję tylko jajka, które są przechowywane w lodówkach... Na targu jajek nie kupuję ;) W Polsce nie ma wymogu, aby jaja przechowywac w warunkach chlodniczych. Dlatego nie tylko na targu, ale rowniez w Hipermarketach, sklepach malych i duzych jaja spotyka sie na polkach (w temperaturze otoczenia, a nie w lodowkach ;)) Ciekawa wiec jestem, gdzie w Wawie sa jaja przechowywane w lodowce :o Moze sama robilabym tam zakupy, gdybym choc przez chwile zapomniala, ze "droga dotarcia jaj do sklepu" na nim sie ani nie zaczyna, ani nie konczy :lol:Chętnie wyjaśnię... :D Oczywiście zdaję sobie sprawę, że stan, w jakim zastanę jajka w punkcie sprzedaży (czyli lodówka) nie gwarantuje, że zostały dowiezione do sklepu również w lodówce - wręcz przeciwnie, doskonale rozumiem, że szansa, że tak się stało jest znikoma. Ale, jak już tłumaczyłam, im dłużej jajka przebywają w temperaturze pokojowej, tym więcej czasu mają bakterie na rozmnożenie się do niebezpiecznych poziomów (gdyby ww. restauracja usmażyła całą miksturę natychmiast - nie byłoby problemu). Tak więc szukam punktów, które przechowują jajka w chłodzie przynajmniej po dotarciu do punktu sprzedaży, licząc, że to znaczy, że mniej czasu spędziły od swojego początku w temperaturze pokojowej. Czy tak jest, czy nie, tak naprawdę nie wiem, no bo jeśli te na targu są rzeczywiście "prosto od kury", a te z lodówki z supermarketu spędziły dłuższy czas w niechłodzonej podróży - to tak nie będzie. Niemniej jajka w markecie w lodówce przekonują mnie, że ten market (w odróżnieniu od innych) przynajmniej zdaje sobie sprawę, że tak jajka powinny być przechowywane (pomimo, że jest to znacznie droższy sposób...) No i mam jedno złe doświadczenie z jajami z targu, które zepsuły się bardzo szybko (u mnie jaja często długo leżą - oczywiście w lodówce :wink: ). Więc w sumie chodzi mi o to, że jeśli jajko jest świeże, to nawet jeśli jest zakażone, bakterii w nim jest prawdopodobnie zbyt mało, żeby spowodować stan chorobowy. Ale przebywanie w sprzyjających warunkach (temp. pokojwej) robi takie jajko niebezpieczne - im dłużej takie jajko przebywa w sprzyjających warunkach, tym bardziej robi się niebezpieczne. W przypadku ww. jajecznicy, do sprzyjających warunków dochodził jeszcze fakt, że jajka były rozbite i zmieszane (dlaczego to sprzyja szybszemu rozmnażaniu się bakterii jest wyjaśnione np. na stronie amerykańskiej organizacji zrzeszającej producentów jaj). To chyba wszystko... :wink: Quote
Wind Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Oj Flaire, problem jajecznicy i jajek stanie sie naszm glownym w ten niedzielny poranek :lol: Troche mnie to bawi, ale sprobuje obronic swoje argumenty, zawezajac swoje przyklady do warunkow domowych, bo za te przynajmniej od momentu zakupu artykulow, az do ich szczesliwego spozycia odpowiadam ;) Po pierwsze jaja na miekko gotuje 5 minut. Nie ma nic dla mnie gorszego, anizeli lejace sie w srodku bialko i bardzo wodniste zoltko. Dlatego tez, czas ten jest dla mnie optymalny, aby cale bialko bylo sciete, oraz dosyc gruba warstwa zoltka. Srodek zoltka jest miekki, ale przyjemnie goracy. Nalezy wiec domniemywac, ze tak przygotowane jajo jest wolne od salmonelli? Czyz nie? Co wiecej, nie jestem odosobniona w moich preferencjach ;) Wlasciwie cala moja rodzina jada tylko takie jaja na miekko i cieszy sie dobrym zdrowiem, bez sensacji zoladkowych ;) Jajecznica. To tez mily dla mnie temat. Pamietasz jak na obozie agility nie tknelam przygotowanej jajecznicy? Jak myslisz dlaczego? Ano dlatego, ze byla ona malo scieta, wodnista i malo apetyczna. Ty natomiast wchlonelas ja z uroczym smakiem i sadze, ze najmniejsza watpliwosc nie burzyla Twego apetytu, ani dotyczaca przechowywania jaj, ani tym bardziej ich "nieprawidlowej", bo zbyt krotkiej obrobki cieplnej :lol: Tak więc szukam punktów, które przechowują jajka w chłodzie przynajmniej po dotarciu do punktu sprzedaży, licząc, że to znaczy, że mniej czasu spędziły od swojego początku w temperaturze pokojowej Flaire, konkretnie gdzie? Gdzie (z nazwy punku i ulicy) kupujesz jaja z lodowki. Chcialabym to wiedziec, bo moze i ja bede korzystac z takiego sklepu :-) Quote
Flaire Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Wind, ja w tym, co pisałam nie miałam na myśli TWOICH praktyk, które pewnie są bezpieczne, ale ogólne praktyki, które nie zawsze są. Np. przepis na jaja na miękko z Kuchni Polskiej nakazuje Świeże jaja umyć, włożyć łyżką do wrzącej wody, gotować 3-5 minut pod przykryciem. Czy Twoje 5 minut we wrzątku to dostatecznie wysoka temperatura, żeby środek jajka przez 3,5 minuty z tych 5 przebywał w temperaturze powyżej 60 stopni? Nie wiem i pewnie zależy to między innymi od tego, w jakiej temperaturze znajdowały się jajka w momencie włożenia do wrzątku. Ale jest już całkiem niemożliwe, żeby jajo włożone do wrzątku na 3 minuty przebywało w potrzebnej temperaturze przez 3,5. :wink: A co do moich osobistych praktyk, to nie wiem, czy pisałam (choć na pewno sugerowałam), że ja się zagrożeniem salmonellą odnośnie siebie samej specjalnie nie przejmuję. Jak, wiesz, lubię statystykę :wink: , a jeśli nawet jedno na 300 jaj jest zakażone, to szansa zachorowania od zjedzenia jaja raz jest niewielka - natomiast jeśli je się jaja codziennie, to powinno się uważać. Ja jem jaja bardzo rzadko, a poza tym jestem zdrowa, więc nawet jeśli się zarażę, to choroba powinna mieć łagodny przebieg. Tak więc uprawiam praktyki, które są dla mnie łatwe do przeprowadzenia (tak jak np. kupowanie jaj z lodówki), ale nie odmawiam domu miękkiej jajecznicy (którą, jak zresztą jajka w ogóle, jadam bardzo rzadko). W warunkach stołówkowych jadam jajecznicę tak rzadko (to, co widziałaś, to chyba był pierwszy raz w Polsce), że również się tym specjalnie nie przejmuję. A obróbką jaj zainteresowałam się między innymi poprzez moją wspomnianą wyżej koleżankę. No i gdy gotowałam czasem dla mojej ciotki-staruszki, to upewniałam się, że jajecznica była ścięta. :wink: NB, przypomniała mi się jeszcze jedna historia - ta nie bezpośrednio od koleżanki, tylko gdzieś przeczytana. Otóż chyba w stołówce w domu starców zrobiono zapiekankę, w której skład wchodził sos na podstawie jaj. Zapiekanka siedziała w piecu w dosyć wysokiej temperaturze przez godzinę, po czym została wystawiona do bufetu. No i od niej część stołowników zaraziło się salmonellą... O ile pamiętam, kilka osób zmarło (przypominam: to było w domu starców). Okazuje się, że pomimo tak długiego przebywania w piecu, środek zapiekanki nie doszedł do dostatecznie wysokiej temperatury, żeby salmonellę zabić, a przebywanie w sprzyjających warunkach w bufecie pogorszyło sytuację... Jeszcze o tym, gdzie kupuję jaja z lodówki. Na pewno w sklepie w moim budynku. Ale ogólnie kupuję jaja bardzo rzadko, więc nie potrafię podać Ci pełnej listy sklepów, gdzie kupowałam z lodówki. Poza sklepikiem w moim budynku, chyba również w jednym z marketów, może w Geancie na Ursynowie. Również, o ile dobrze pamiętam, market spożywczy w Klifie trzymał jaja w lodówce i jego filia w tym samym budynku, co kino Silver Screen chyba też. Ale tam byłam ostatnio ponad trzy lata temu, więc głowy nie dam. :wink: (Sorry, dokładnych adresów ulic, jak prosiłaś, nie znam, ale chyba określiłam te sklepy dostatecznie jednoznacznie, że znajdziesz). Quote
eve66 Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Ech kobiety... wlasnie wrocilam do domku,czytam forum (i ten topic) ,a tu widze jajcarskie pogaduchy!!! A myslalam ,ze jaja to taka prosta sprawa :wink: Teraz o zelatynce poprosze - taki temat byl Quote
SAWA Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Bardzo pasjonująca dyskusja ,ale czy przewód pokarmowy psów nie jest bardziej wrażliwy od ludzkiego ? Myślę że jednak nie wszystkie bakterie są dla psa obojętne ,a wynika to właśnie z częstych biegunek i problemów z trawieniem . Może to przyczyna że psy coraz mniej dojadaja stare śmieci ze stołu i przez to robią się delikatniejsze . Karmy i kupowane mięso w sklepie ,gwarantują świeżość i dobrej jakości pokarm ,co jest zdrowym ale sterylnym jedzeniem . Co sądzicie o tym? Quote
asher Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 [quote name='Flaire']Wind, ja w tym, co pisałam nie miałam na myśli TWOICH praktyk, które pewnie są bezpieczne, ale ogólne praktyki, które nie zawsze są. Np. przepis na jaja na miękko z Kuchni Polskiej nakazuje Świeże jaja umyć, włożyć łyżką do wrzącej wody, gotować 3-5 minut pod przykryciem. Czy Twoje 5 minut we wrzątku to dostatecznie wysoka temperatura, żeby środek jajka przez 3,5 minuty z tych 5 przebywał w temperaturze powyżej 60 stopni? Nie wiem i pewnie zależy to między innymi od tego, w jakiej temperaturze znajdowały się jajka w momencie włożenia do wrzątku. Ale jest już całkiem niemożliwe, żeby jajo włożone do wrzątku na 3 minuty przebywało w potrzebnej temperaturze przez 3,5. :wink: Tyle, że woda wrze kiedy osiągnie temperaturę 100 stopni Celsjusza, więc chyba bakterie giną szybciej? Wind, w naszym Tesco jaja trzymają w lodówce :wink: [quote name='Sawa']Karmy i kupowane mięso w sklepie ,gwarantują świeżość i dobrej jakości pokarm ,co jest zdrowym ale sterylnym jedzeniem . Co sądzicie o tym?Ja jestem zatwardziałym wrogiem sterylności w codziennym życiu (może dlatego, że ogólnie jestem raczej przeciwieństwem pedantki? :wink: ) Niestety znajomi mojej mamy z powodu tejże sterylności przeżyli prawdziwą tragedię :( Kiedy po wielu niepowodzeniach wreszcie doczekali się dziecka, chuchali na nie i dmuchali, a sterylność to było ich motto przewodnie (mimo, że dziecko urodziło się zdrowe i silne!). W wieku kilku lat dziecko zmarło, po tym, jak zostało poczęstowane kawałkiem kiełbasy. Organizm nie poradzil sobie z florą bakteryjną i "zarazkami", jakie są w i na nie poddanej obróbce cieplnej kiełbasie :( Quote
Wind Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Flaire, Dziekuje za namiary na sklepy :-) To mimo wszystko wazne ... w szczegolnosci podczas upalnego lata :-) [quote name='asher']Wind, w naszym Tesco jaja trzymają w lodówce ;) Absolutnie nie! W naszym TESCO jaja sa na polce, obok mleka i smietanki w kartonie. Co wiecej, czesto jaja z TESCO sa zepsute. Jaj w TESCO sie nie kupuje :nonono2: Quote
Flaire Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 asher napisał(a):Tyle, że woda wrze kiedy osiągnie temperaturę 100 stopni Celsjusza, więc chyba bakterie giną szybciej? Pytanie jest nie o temperaturę wody dookoła jajka, bo tę znamy :wink: (no i bakterie na wierzchu skorupki rzeczywiście giną natychmiast :D ), tylko o temperaturę wnętrza jajka na miękko. Ze ta nie dochodzi do 100 stopni C w te 3 czy też 5 minuy to wiemy na pewno, bo inaczej żółtko byłoby ścięte, a w jajach na miękko ścięte nie jest. A do jakiej temperatury dochodzi zależy właśnie między innymi od tego, jak długo jajo przebywa w tym wrzątku (no i jaka była jego temperatura przed włożeniem do wrzątku, jak również od rozmiaru jaja, ilości wody w garnku, i innych drobiazgów). Quote
Flaire Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Wind, sprawdzę w Geancie następnym razem, jak tam będę. Quote
Wind Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Flaire napisał(a): A do jakiej temperatury dochodzi zależy właśnie między innymi od tego, jak długo jajo przebywa w tym wrzątku (no i jaka była jego temperatura przed włożeniem do wrzątku, jak również od rozmiaru jaja, ilości wody w garnku, i innych drobiazgów). :roflt: :roflt: :roflt: Dodam do wyliczanki, ze zalezy to rowniez na jakiej wysokosci gotuje sie jaja. Wysokosc nad p.m determinuje temperature w jakiej wrze woda. Bo wrzenie wody to nie koniecznie 100 stopienkow :lol: Quote
Wind Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Flaire napisał(a):Wind, sprawdzę w Geancie następnym razem, jak tam będę. Robilam tam dzisiaj zakupy :-) Sa! Sa w lodowce, oddzielone od reszty towaru :D A co ... kupilam sobie dyszke ;) Quote
Flaire Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Wind napisał(a):Dodam do wyliczanki, ze zalezy to rowniez na jakiej wysokosci gotuje sie jaja. Wysokosc nad p.m determinuje temperature w jakiej wrze woda. Bo wrzenie wody to nie koniecznie 100 stopienkow :lol:Dokładnie tak - to wliczam do tych "innych drobiazgów". :wink: Niemniej dwie zasadnicze rzeczy to temperatura jajka przed włożeniem do wrzątku (konkretnie, czy było z lodówki, czy nie), oraz jak długo w tym wrzątku siedziało. Quote
Flaire Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Wind napisał(a):Robilam tam dzisiaj zakupy :-) Sa! Sa w lodowce, oddzielone od reszty towaru :D No tak właśnie myślałam, bo ja tam właśnie najczęściej robię zakupy i jakoś nigdy nie zauważyłam inaczej, a myślę, że bym zauważyła, bo chyba tam jajka kupowałam (a np. w Hypernovie w Galerii Mokotów wiem, że stały na podłodze. Ale teraz to nie jest już Hypernova, więc nie wiem...) Quote
asher Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Wind, ja kupowałam w Tesco jajka i brałam je z lodówki :o Zazywczaj lezą w tym krótszym bolu lodówki, w której po jednej stornie sa jogurty, a po drugiej sery... Wiecie co? Idę sobie usmażyć jajecznicę :eating: Quote
Wind Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 asher, Eeee tam jajacznice ... O tej porze? ;) A ja ide na Kabaty, wyprobowac nowy obiektyw :-) Majka bedzie miala nowe foty :-) Quote
asher Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Dla głodomora nie ważna pora :eating: A poza tym ja jeszcze dziś sniadania nie jadłam 8) Quote
wolfi Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 Jeśli chodzi o sterylność to cały świat jest niesterylny. Nie ma sensu zamartwiać się Salmonellą na jajkach, bo Salmonella czy Escherichia coli może być ( i jest ) wszędzie- na surowym kurczaku. na jajach, na zlewie, w lodówce, na podłodze itd. Również w workach karmy. Świat jest pełen różnych bakterii , parazytów i innych potworów. Problem powstaje najczęściej wtedy, gdy mamy do czynienia ze zbiorowym żywieniem i zbiorowiskami ludzi, np. przedszkola, stołówki i tam najczęściej dochodzi do masowych zakażeń. Przechowuje się tam duże ilości żywności i nie zawsze tak jak należy. To co nas chroni, i psy również , to silny, zdrowy system immunologiczny. Psy dodatkowo mają silne soki żołądkowe oraz krótki przewód pokarmowy, co stanowi dodatkowy atut w walce z zakażeniami. Są przystosowane do zjadania podpsutego mięsa, są przecież też padlinożercami, zjadają odchody itd. Jeśli ich system immunologiczny działa sprawnie, nie mają z takim pokarmem większych problemów. Wiele udokumentowanych w piśmiennictwie przypadków śmierci psów z powodu Salmonellozy lub zakażenia E.coli to były psy karmione komercyjną karmą . Tak często wygląda jej "sterylność ". Quote
Flaire Posted August 28, 2005 Posted August 28, 2005 wolfi napisał(a):Wiele udokumentowanych w piśmiennictwie przypadków śmierci psów z powodu Salmonellozy lub zakażenia E.coli to były psy karmione komercyjną karmą .A możesz podać konkretne odnośniki? Bo mnie wiadomo tylko o przypadkach zatrucia (chyba nie śmierci) psów salmonellą od suszonych przysmaków, takich jak uszy świńskie itp., a nie od karmy. wolfi, z Twoją wypowiedzią w sumie się zgadzam, jak już pisałam, ja odnośnie siebie specjalnie się nie przejmuję jeśli chodzi o zakażenie salmonellą od jaj, ale to między innymi dlatego, że wiem, czego potrzeba (albo raczej - co wystarcza), żeby takie zakażenie nastąpiło. Moim zdaniem to warto wiedzieć i dlatego o tym pisałam. Psu i tak nie daję surowych jaj ani surowych części kurczaka, bo nie widzę takiej potrzeby. Jak obrabiam np. surowe kurczaki czy inne mięso do własnego spożycia, to jestem ostrożna, właśnie żeby nie przenieść bakterii na inne jedzenie czy części kuchenne poprzez zanieczyszczoną deskę, blat, czy noże. Tak mnie uczyli, nic mnie to nie kosztuje, bo jest to już nawyk, więc tak też czynię. Od tego zaczęła się ta dyskusja i tu wróciła :wink: - ja bym części kurczaka, w tym łapki, parzyła przed podaniem psu. Może psy są "bardziej przystosowane" do nadpsutego mięsa, ale ja zauważam, że przynajmniej niektóre psy karmione odpadkami ze stołu i "różnymi różnościami" :wink: miewają biegunki bardzo często. Tu, na dogomanii jest mnóstwo topików o biegunce i kiepskich kupach... to chyba najczęstszy problem zdrowotny naszych pupili. U mojego psa, jeśli dostaje suchą karmę, takie problemy się właściciwe nie zdarzają, ale gdy daję jej co innego - bywa różnie. Quote
SAWA Posted August 29, 2005 Posted August 29, 2005 Zgadzam się w 100% z Flaire i polecam parzenie kurzych łapek . SAWA Quote
asher Posted August 29, 2005 Posted August 29, 2005 Brrrr, wczoraj sparzyłam psm łapki (kurze :wink: ). Do dziś na wspomnienie upojnego aromatu cofa mi się treść żołądka :evilbat: :-? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.