Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Niestety nie mam dobrych wieści. Kotka z Kątów i młodzież z Oświęcimskiej ofukują sie wzajemnie, małe siedzą zestresowane i skulone po kątach :-( Jeżeli jutro się to nie zmieni- będzie trzeba ją stamtąd zabrać, a nie mam u siebie innego miejsca, gdzie mogłabym ją umieścić. W przeciwnym razie pójdzie na marne praca, którą włożyłam w ciągu ostatniego tygodnia w oswajanie piątki z Oświęcimskiej, teraz małe nie czują się u siebie bezpiecznie, a to jest podstawą do jakiejkolwiek pracy nad ich oswajaniem. Poza tym szybko rosną, nie są już malutkie- to, co teraz jeszcze można z nimi wypracować w ciągu tygodnia-dwóch, za kilka tygodni będzie wymagało dużo większej pracy i klilku tygodni. Sama kotka rzeczywiście zachowuje się jak półdzika- boi się dotyku, kuli w sobie. Może to nowe otoczenie tak na nią działa, może zamknięcie, ale w mojej opinii- gdyby miała iść do nowego domu, to wyłącznie do kogoś bardzo doświadczonego w obcowaniu z kotami, kto poświęci jej dużo czasu i wykaże maksimum cierpliwości i wytrwalości w nawiązywaniu więzi. Czy znajdzie się dla niej taki dom? Ja nie podejmuję się próby jej socjalizacji. Niestety nie mam na to już ani czasu, ani warunków.

Posted

Malgos moze uda sie ja przetrzymac u Ciebie do poniedzialku, ja poszukam nr. tel. do osoby ktora ja nam dala i nie widze innego wyjscia tylko jej odwiezc ja spowrotem, zalezy nam zeby wybrala zastrzyki i w poniedzialek rano mozna z nia podjechac do kontroli i prosto z lecznicy odwiezc na Katy. Pani bedzie musiala zadac sobie troche trudu zeby kotke bardziej przyzwyczaic do kontaktu z ludzmi, a my jej mozemy pomoc jeszcze w ustaleniu terminu na sterylke i dowiezc kotke do lecznicy bo kobieta nie ma czym ale tym juz moge sie zajac.

Posted

Dzisiaj wcale nie było lepiej- było dużo gorzej. Kotka jest tak rozdrażniona, że nie było mowy o podaniu jej zastrzyku. Gdy zaczęła mnie atakować- po prostu odpuściłam, bo skończyłoby się to pogryzieniem. Małe koty prawie w ogóle nie schodzą z szafy. Jutro spróbuję wziąć ją na zastrzyk do lecznicy, ale jeżeli bierze antybiotyk od czwartku, to przypuszczam, że będzie musiała brać go przynajmniej tydzień tzn. do środy-czwartku, nawet jeżeli będzie poprawa, a niewykluczone, że dłużej, więc w poniedziałek nie mogłaby wrócić. Przykro mi, ale ja z kolei nie widzę możliwości żeby została u mnie dłużej niż do poniedziałku :shake:

Posted

No ale chyba nie oddałyście kotki byle komu?:roll: Była mowa, że musi iść do osoby doświadczonej w postępowaniu z kotami. Pytam bo ona leży mi na sercu, nie dość że taka chora to jeszcze maksymalnie zestresowana, chciałabym być spokojna o jej los.

Posted

Reszte detali zna malgos, pewne jest ze dluzej nie mogla byc u malgos, ariadna tez nie chciala jej dluzej trzymac, wiec jakie bylo wyjscie :crazyeye: wiecej DT nie ma :shake:

Posted

Myślę, że żaden DT nic by tu nie pomógł, mawet gdyby ich było dziesięć. Wnioski z moich trzydniowych obserwacji były takie: koteczka niestety fatalnie reagowała na sam fakt zamknięcia- później wiele wyjaśniły mi słowa właścicielki-ona w zasadzie nie przebywała w domu- wchodziła tam tylko, gdy już była bardzo głodna, a w zimie na noc chroniła się w sieni. Żyła życiem kotki półdzikiej, tyle tylko, że miała jedzenie i schronienie. Od początku, o czym pisała Hanek, była w strasznym stresie, u mnie każdego dnia było gorzej, z rozpaczy zaczęła być agresywna. Całkiem możliwe, że to "przeziębienie" wynikło własnie ze stresu, po kilku dniach przebywania w w zamknięciu. Wątpię czy dalsze leczenie jej w takim stanie psychicznym, w jakim była, dałoby jakieś efekty, czy nie byłoby tylko gorzej- koty łapią wtedy wszystko co możliwe, odporność gwałtownie maleje. W tej sytuacji, gdy głównym problemem zaczął być jej stan emocjonalny, a nie przeziębienie, jedynym dla niej rozwiązaniem był jak najszybszy powrót na miejsce, z którego została zabrana i taką decyzję podjęłyśmy. W międzyczasie właścicielka skontaktowała się z zięciem, którego znajomy zgodził się przyjąć kotkę, ma mieć podobne warunki jak u zmarłej pani- żyć głównie na zewnątrz, z jedzeniem i schronieniem. Jeżeli tylko uda się ją przyzwyczaić do miejsca, to myślę, że jest to dla niej optymalne rozwiązanie. Niektórych rzeczy nie da się zmienić. To po prostu nie jest kot domowy :shake:

Posted

Do mojej babci też od kilku lat przychodzi taki stary dzikus. Za nic nie daje do siebie podejść, mimo, że już kojarzy moich rodziców, którzy regularnie go karmią. Nawet w zimie nie wchodzi do domu dalej niż do sieni. Gdy dwa lata temu strasznie zachorował (ropa leciała mu z oczu, nosa, pyszczka) przetrzymywaliśmy go w pokoju na górze, jeździliśmy do weta, dostawał lekarstwa. Był tam chyba z miesiąc a i tak jak wyzdrowiał wybrał wolność.

Posted

Witam po sporej przerwie, nieobecności na forum.
Mam na tymaczsie dwie kotki.

1. Ok. roczna kotka, znaleziona na osiedlu w Libiązu, kotka została zaatakowana przez psy, na szczęscie nic jej nie zrobiły, jest cała i zdrowa.
Kotka cudna, lubi sie przytulać, miła, załatwia się do kuwety, przujacielska - i uwaga na szczęscie już zarezerwowana, sprawa wyjaśni sie jutro.







2. No i drugi kociak, mała czarna koteczka, ok. 2,5 miesięczna. Znaleziona w Libiązu na śniegu miedzy blokami. Bardzo symaptyczna, zywa, ciekawska, przytulalska, wielki mruczek - typowmy mały kociak. Potrafi załatwiać sie do kuwety. Jesli mogę to proszę aby ją umieścić na stronie Fundacji i może w Przełomie.



Posted

Wstawiłam na stronę kocięta z Balina. 2 kotki (o ile dobrze oceniłyśmy) i niewiadomoco bo uciekało, więc napisałam, że kotka. Nazywają się Mała kicia1, Mała kicia2 i Mala kicia3:roll:

Jutro postaram się wrzucić dominikową z uszami dużymi. No i tą jasną, jeśli dom nie wypali. Jak na nie wołasz, Dominiko?

Posted

Ada-jeje napisał(a):
malgos i mamucik, kocie mamki moj kot od kilku dni kicha, czy to moze byc cos powaznego, czy powinnam z nim isc do weta.:crazyeye:


To nie musi być coś poważnego, ale jeżeli trwa już kilka dni, to lepiej niech fachowiec poogląda.

Posted

malgos napisał(a):
Witaj dominik_a :-) Jak się miewają Twoje czarnuszki w Żarkach?



U kotków w Żarkach jeszcze nie byłam, ale planuje juz wkrótce wyjazd:p Mam nadzije, ze u nich wszytsko dobrze :p


A duża kotka ma nowy domek, ludzie sie zdecydowali, bardzo sie ciesze :p

Posted

[quote name='hanek']Szkoda, że córka tej zmarłej pani nie może się zaopiekować kotką. Czy może ale nie chce? Jak ona mówiła?

Jeszcze o kotce z Kątów. Właśnie. Gdy odwoziłam koteczkę, pani mówiła, że nie wzięła jej do siebie, bo wiedziała, że ona nie nadaje się do mieszkania. Szkoda, że nie wiedziałyśmy o tym wcześniej, w jej przypadku trzeba było przyjąć trochę inny plan postępowania, zaoszczędziloby to i nam i jej trochę stresów.

W poniedziałek Feluś (kotek, który miał złamaną łapkę) pojechał do domku- w Luszowicach. Nowa właścicielka obiecała, że zajmie sie jego łapką, bo jest rehabilitantką :lol: Chyba lepiej nie mógł trafić.

Hanek, jak zdrowie Pufka?

Posted

Jeżeli Ariadna wyraziła chęć wzięcia dwóch małych kotków w zamian za tamtą kotkę z Kątów, to może wzięłaby tamte bidulki z garażu? Może właściciel dałby jakieś jedzenie albo na jedzenie i odrobaczenie? Bo przecież właściciela mają. Bardzo ważne- miałyby bliski kontakt z człowiekiem od wczesnego dzieciństwa, co jest warunkiem tego, żeby w przyszłości mogły być w pełni domowymi kotkami- a teraz chyba tego nie mają.

Posted

Malgos o kotkach z Balina o ktorych piszesz trzeba to zorganizowac tak ze gosciu przywozi matke do sterylki i male na odrobaczenie za co oczywiscie on placi po cenach fundacyjnych tak mu oznajmilam. Po czym mozna ewentualnie mu odwiezc koteke na drugi dzien po sterylce lub nawet na trzeci jezeli lecznica zgodzi sie przetrzymac do momentu podania pierwszego antybiotyku, bo tam napewno nikt nie bedzie sie opiekowal kotka po sterylce. A jak uzgodnilyscie termin kotki tez z Balina gdzie zawiozlyscie klatke pulapke. No i czekam na wiesci od was z wizyty w Luszowicach, gdzie podobno byla wydana kotna kotka:mad::mad::mad: lepiej zeby to byla nieprawda bo sie we mnie gotuje. :angryy::angryy::angryy:

Posted

Właśnie wróciłam z Luszowic (nie ma to jak mały rowerowy wypadzik na dobry początek grudnia ;)). Ma iść tam do adopcji piesek ze schronu w Zabrzu.

Kotka wydana przez Dominikę była w wieku 5 miesięcy i miała podany zastrzyk (czy fundacja praktykuje coś takiego?! :-o). Jednak albo nie był podany, albo kotka zaszła jeszcze przed, bo okociła 3 maluszki, a potem zginęła... Prawdopodobnie była w szoku, taka młoda kotka. Właścicielka próbowała nawiązać kontakt z Dominiką, niestety ze skutkiem marnym, a raczej żadnym.

Odkarmili maluszki na butelce - wszystkie 3 się odchowały, 2 u nich zostały (czarny chłopak i szylkretowa dziewczynka, urodzone w czerwcu, jednego wydali znajomym), oprócz tego niedawno przygarnęli jeszcze jedną kicię (czarną, ok 3 miesięczną).

Tak to wygląda i wychodzi na to, że zamiast jednej kotki z fundacji adoptowali 4 koty :mdleje: Nie mieli żadnych pretensji i złego słowa, to dobrzy ludzie. Ale to, co się stało to moim zdaniem skandal i nie może się podobna sytuacja powtórzyć już nigdy.


=====================

Mój rudzielec wykastrowany wczoraj. Myślałam, że umiera, taki byl nieprzytomny... czołgał się, zasypiał w połowie drogi (do miski Koszałka), podpierając na nosku...
Chyba się bał, bo cały czas chciał być blisko mnie. Kiedy wychodziłam, on gramolił się i znajdywałam go np na środku przedpokoju kimającego... Spał ze mną w łóżku, przykryty kołderką, bo był cały zimny... objął mi ramię łapkami :loveu: Co za słodki kociaczek, on tak kocha człowieka że aż trudno to sobie wyobrazić. Nad ranem mu przeszło, bo wyskoczył, poszedł pić i dalej spał już normalnie na kołdrze.
Ale nie wiedziałam, że kot tak okropnie znosi narkozę :-o

Posted

malgos napisał(a):
Jeżeli Ariadna wyraziła chęć wzięcia dwóch małych kotków w zamian za tamtą kotkę z Kątów, to może wzięłaby tamte bidulki z garażu?

Tak właśnie było zaplanowane, ale Ada-jeje musi się dogadać z gościem żeby przywiózł te koty do lecznicy razem z matką która zostanie na sterylkę. Tylko jeśli te kotki są zawirusowane to Ariadna ich nie weźmie, bo nie ma gdzie izolować, w takim razie będą musiały wrócić do garażu a gościu im będzie musiał podawać leki. Chyba, że my pojedziemy po te kotki, ale trzeba by zastac właściciela żeby przekazał kasę.

Guest
This topic is now closed to further replies.

  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...