Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 8k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

RCookie napisał(a):
Ciekawa jestem jak w zapchanym walizkami i torbami bagażniku przewozić psa... Albo jak wyjąć kawałek oparcia kanapy, jak z tyłu jadą dwie osoby.
Chyba najlepiej kupić taki samochód robiony z myślą o czworonogach :cool3:, w animalii chyba taki pokazywali.


my mamy samochody w których można złożyć siedzenie, w jednym z nich można wyjąć całkowicie siedzenia- i jest to te niesławne volvo :diabloti: wybieramy się nad morze akurat, pies będzie w dużym kennelu w bagażniku, zwykle jeździ tylko w plastikowym transporterze bo wozimy więcej osób(a były i podróże po 7 godzin). Samochód jest 7-osobowy, bagażnik stosunkowo mały, nas jest 6 więc da się;)

Posted

Witamy stałych i nowych gości! :multi:
Powrót do domu mamy już za sobą, jak ktoś chce, to mogę bardziej rozpisać się na temat tego, jak się "wakacjowałyśmy" :cool3:, ale wątpię, że komuś będzie się chciało czytać...
Może uda mi się jeszcze dziś wrzucić trochę fotek.

Posted

RCookie napisał(a):
Witamy stałych i nowych gości! :multi:
Powrót do domu mamy już za sobą, jak ktoś chce, to mogę bardziej rozpisać się na temat tego, jak się "wakacjowałyśmy" :cool3:, ale wątpię, że komuś będzie się chciało czytać...
Może uda mi się jeszcze dziś wrzucić trochę fotek.


witamy spowrotem!! :multi:

nie pierdziel głupot, pewnie, że chcemy czytac. :mad:

Posted

Skoro są chętni, to coś naskrobię :).

Mieliśmy wyjechać o godzinie 6:00, ale w końcu wstaliśmy o 4:00, ja wyszłam na spacer, który trwał niecałą minutę, bo przed bramą moich sąsiadów chorych na umyśle znów leżał ich pies w typie owczarka niemieckiego. Wróciłam do domu, dałam Tośce tabletkę i o godzinie 5:00 wyjechaliśmy. Nie przejechaliśmy 10km, kiedy Tośka pierwszy raz puściła pawia. Odczekałam trochę czasu, ale jedna tabletka nie bardzo działała i jeszcze te wymioty... więc zgodnie z zaleceniami weterynarza podałam Tośce drugą tabletkę, po której jakiś czas później Tośka znów zwymiotowała. W końcu jakoś przysnęła, ale co jakiś czas się budziła, była strasznie przymulona i mało co do niej docierało.

Jechaliśmy ok. 5h, na miejscu Tośka ożywiła się, ale harce utrudniały jej plątające się łapki (tabletki nadal działały). Na dłuższy spacer do parku wybrałyśmy się dopiero po obowiązkowym posiłku u dziadków. Tośka poznała tam kilka psiaków, ale nie miała ochoty na zabawę, pewnie przez stan, w jakim się znajdowała.

Dalej opis będzie nieco chaotyczny, bo nie pamiętam dokładnie co, którego dnia się działo ;).

W poniedziałek (czyli pierwszy dzień po przyjeździe, wyjechaliśmy w niedzielę) odwiedziliśmy znajomych mojego ojca, którzy mają zakład fotograficzny. Tam Tośka dowiedziała się, że ma straszne oczy i pani fotograf stwierdziła, że wyglądają tak, jakby Toś chciała ją zjeść, ale po dłuższym obcowaniu z małą, pani doszła do wniosku, że Tosia to jednak bardzo sympatyczna sunia. Później Tośka załapała się na rodzinną fotkę :).
Następnie pojechaliśmy do Zagórza, nad Jezioro Bystrzyckie, a potem weszliśmy na tamę, która wcale nie była taka mała, na jaką wyglądała z jednej strony ;). Tośka bała się wysokości i tego, że za barierką dodatkowo jest woda, więc trzymała się przy murze.

We wtorek pojechaliśmy zwiedzić świdnicki Rynek. Tośce jakoś nie przeszkadzała dość duża ilość ludzi, którzy tam przebywali, co bardzo mnie cieszyło. Uparcie chciałam znaleźć jakiś sklep zoologiczny, ale znalazłam tylko jeden, na dodatek dość kiepsko zaopatrzony i kupiłam tam małej dwa gryzaki - buciki, żeby miała jakieś zajęcie w mieszkaniu.

W środę mieliśmy pojechać do zamku w Książu, ale pogoda się zepsuła i ograniczyliśmy się do siedzenia w samochodzie, i rozpoznaniu terenów.

W czwartek wyszło słońce i naszym celem znów stał się Książ. Mimo zakazu wprowadzaniu psów, jakoś udało nam się przemycić Tośkę. Na wszelki wypadek nosiłam ją na rękach, co wynagrodziłam jej potem długim spacerem.

W piątek znów poszliśmy na Rynek. W sumie znalazłam tam ok. 5 sklepów zoologicznych, ale w każdym było praktycznie to samo, czyli w sumie "nic". Tosia znów grzecznie się zachowywała, a potem w nagrodę poszłyśmy do parku, gdzie złapała jednego kleszcza.

W sobotę mieliśmy pojechać do Złotego Lasu, gdzie znajdowało się "jezioro", ale był tam remont, a co za tym idzie zakaz pływania. Zawiedzeni wróciliśmy do mieszkania dziadków. Potem kolega taty zrobił nam niespodziankę i "zaprowadził" nas do Jugowic, a konkretnie do miejsca, w którym podobno ukrywał się Hitler (było tam nawet jego auto - podobno jego ;)). Tosia mimo obecności trzech szczekaczy, którzy byli dość pokaźnych rozmiarów ładnie wykonywała moje polecenia :).

W niedzielę (czyli dziś) wstałam o 4:00, poszłam z ojcem i psem po auto. Nie wiem dokładnie o której godzinie wyjechaliśmy, ale ważne, że już jesteśmy i mamy się dobrze :). Na powrót nie podawałam Tosi żadnych tabletek i mała zniosła go o wiele lepiej, niż pierwszą podróż, bo praktycznie cały czas spała, ani razu nie zwymiotowała, a jak się obudziła to grzecznie leżała albo siedziała.


Tośka w tym tygodniu usłyszała wiele pozytywnych komentarzy, np. że jest bardzo sympatyczna, ładna i po prostu fajna ;). Często dzieci krzyczały "mamo, mamo! patrz jaki fajny piesek", raz Tośka podeszła do trzech dziewczyn siedzących na ławce i została tam wygłaskana i wychwalona, a wczoraj jeszcze wycałowana przez znajomego ojca ;).

Ja za to dowiedziałam się, że źle karmię psa, "przecież w suchej karmie jest sama chemia! - pies powinien dostawać resztki z obiadu!", nawet swój pokój musiałam ciągle zamykać, bo podobno karma tak strasznie śmierdziała :lol:. Ah... no i suka powinna mieć chociaż raz młode "i swojego zdania nie zmienię".
Cóż... czego ja się spodziewałam po dziadkach? ;)

No i to chyba tyle, zaraz wrzucę jakieś fotki :).

Posted

Pfff... chcieli fotki i opis, a nie widzę zbyt dużego zainteresowania :eviltong:.

Fotki z pierwszej wizyty w parku, z niedzieli, Tośka przy grubaśnym drzewie



Z jakimś białasem




Posted

Tośce bardzo się podobało, z każdego wypadku wracała padnięta, dziadkowie mówili, że psa zamęczam :diabloti:.

W lesie nad Jeziorem Bystrzyckim









Wieża zamku Grodno (?)

Posted

To widzę, że twoja sunia tak samo jak moja ma chorobę lokomocyjną :cool3: Podróż z moją Birmą jest nie najlepszym przeżyciem, ale jakoś dajemy radę :eviltong:

A ja mam pytanie, czy ty wszystkie swoje obroże zabierasz na wyjazdy ze sobą, bo jak zauważyłam Tosia w parku ma chyba inną obróżkę niż nad jeziorem? :cool3: :lol:
Pzdr ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...