Chefrenek Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 leepa napisał(a):inni przedłużaliby swoja śpiączkę dając najbliższym szczęście i nadzieję ;] Myślę, że to akurat zły przykład. Człowiek w śpiączce nie ma mozliwości by zastanowić się co sprawia innym radość a co nie. leepa napisał(a):Co do tych burz... Nie próbowaliście innych środków? Feromony, środki uspokajające itp., itd.. Czy to wystarczający powód żeby psu odebrać życie? Przecież burze, wystrzały nie są aż tak częstym zjawiskiem. Sajo jest weterynarzem więc pewnie wiedziała co robi. Uważam, że nie powinno porównywać sie ludzkich "przypadków" do zwierząt. Chociażby z tego względu, że medycyna "ludzka" daje większe możliwości niż weterynaria. Poza tym nad chorym człowiekiem zawsze się ktoś zlituje a nad psem (lub innym zwierzęciem) już niekoniecznie. Quote
leepa Posted April 29, 2008 Author Posted April 29, 2008 Człowiek w śpiączce nie ma mozliwości by zastanowić się co sprawia innym radość a co nie.Wiem :) Chodziło mi tak czysto teoretycznie. Że gdyby miał wybór, gdyby był świadomy to wolałby to i to. Sajo jest weterynarzem więc pewnie wiedziała co robi.Yhym. Ale tu też znowu sprawa tego światopoglądu...Znam psa, który tragicznie przeżywa burze ale na co dzień jest normalny, szczęśliwy, zdrowy. Ale no różne przypadki są. Quote
saJo Posted April 29, 2008 Posted April 29, 2008 leepa Nie widzialas, co moj pies wyrabial, gdy sie wystraszyl strzalu lub burzy. Nie widzialas jego zakrwawionego pyska, bo gryzl wszystko co bylo w zasiegu jego zebow, jedynym w miare rozwiazaniem byl lancuch w kojcu, tak aby nie dosiegal scian kojca, bo gryzl je tak, ze lamal sobie zeby, rozwalal dziasla. On wpadal w amok, nie mial ZADNEGO miejsca, gdzie czul sie bezpiecznie, a reagowal strachem na kilka godzin PRZED burza, wiec w taki dzien byl non stop zestresowany. Trudno podac feromony psu mieszkajacemu w kojcu. Tylko nie pisz, ze powinnam go wziasc do domu, bo on cale zycie mieszkal w kojcu, w domu bal sie jeszcze bardziej. Srodki uspokajajace dzialaly pod warunkiem, ze podane byly ZA NIM pies mial jakiekolwiek objawy leku, a skad czlowiek ma wiedziec, ze bedzie burza, skoro jest piekna pogoda i swieci slonce? Nie mozna tez byc w domu 24 godz/dobe. Bardzo kochalam tego psa, nie pamietam czasow, kiedy go nie bylo. Wiem jednak, ze to bylo najleprze rozwiazanie. :-( Kolejny raz, podjelabym ta sama decyzje :-( Quote
leepa Posted April 30, 2008 Author Posted April 30, 2008 No faktycznie nie do przewidzenia. Jedynie można by było kombinować z przestawieniem psa całkowicie do domu i wtedy feromony albo usypianie na czas burzy, co bez znaczenia dla zdrowia nie pozostaje, szczególnie u starszego psa. No ciężka sytuacja. Szkoda jeszcze że te feromony takie drogie, wiele znam osób co mają podobny problem ale wolą psa chemią faszerować przez tą odstraszającą cenę. Quote
niechorzynka Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 M@d...całkowicie się z Tobą zgadzam... Moja Pusia miała raka (dziąseł) Pan weterynarz powiedział że nic nie da się z tym zrobić, mozemy jedynie spróbować sterydów żeby zatrzymać dalszy rozwój choroby...zgodziłam się...chodziłam co dwa dni na zastrzyki, dopuki je dostawała zachowywała się jak dawniej, jak tylko skończyła się "terapia", Puńka przestała jeść, mimo tego nadal miała coś co wy nazwalibyście "chęć życia" tj. skakała, bawiła się i było ok...ale tylko jak ktoś patrzył na nią....jak tylko nikt na nią nie spoglądał, siedziała osowiała, ciężko oddychała...chciałam sprawdzić czy aby napewno jest to nie uleczalne...poszłam do innego weta, który potwierdził poprzednia diagnozę, i powiedział że jest to kwestia, dni a nawet godzin...było mi ciężko ale w tym dniu pozwoliłam jej odejść...byłam z nią do końca...bolało...potwornie bolało...ona była ze mną 14 lat....teraz jej nie ma od 2 miesięcy....ale wiemże gdybym miała przezyć to jeszcze raz nie zmieniłabym decyzji...pozwoliłam jej odejść godnie, zanim umarła z głodu (bo tak by się to skończyło)...przed śmiercią wzięłam ją jeszcze na długi spacer...w momencie podawania zastrzyku nie uciekała (jak to zwykle robiła) popatrzyła mi tylko w oczy, nie było w nich wyżutu, był zupełny spokuj...powiedziałam jej tylko "przepraszam"...wiem że zrobiłam tyle ile mogłam....wiem że ona na mnie czeka...kocham ją z każdym dniem jeszcze mocniej, jeszcze mocniej tęsknię. Ale nie mogłabym patrzeć na to jak cierpi- własnie dlatego że ją kocham, zrobiłam to, pozwoliłam jej odejść...Nie chciałam być egoistką...kiedys usłyszałam jak kobieta opowiadała że swojemu 12 letniemu psu po raz 4-ty usuwała nowotwór z tego samego miejsca, pies sie meczył, ale kobieta powiedziała "głuchy, ślepy, robiący pod siebie, ale na chodzie"...ja tak nie chciałam... Quote
saJo Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 Mi tam akurat cena nie robila roznicy. natomiast skutecznosc feromonow niestety jest rozna. Znam niejednego psa, na ktorego nie maja ZADNEGO wplywu. Quote
leepa Posted April 30, 2008 Author Posted April 30, 2008 Wiem, jak sie chce to się pół świata wykupi. ;] Szkoda tylko kiedy niektórym się nie chce. Mam znajomą... jej pies nie został zsocjalizowany, był agresywny więc uśpili. Ot! Jakie proste i szybkie rozwiązanie problemu... Ale tak w zasadzie zaczęliśmy się rozczulać i zaraz nam z tego wątku tęczowy most powstanie. Quote
asher Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 [quote name='leepa']A co sądzicie o chorobach nieuleczalnych, poważnych, ale które nie skazują psa na śmierć? Jedynie dostarczą więcej zmartwień właścicielowi(ew. operacje) i utrudnień psiakowi. Np. padaczka czy rozszczep podniebienia. Twoim zdaniem padaczka nie jest poważną chorobą? Nie powoduje cierpienia zwierzecia, czy choćby silnego dyskomfortu? :-o Mój wilczarz z epilepsją, artykuł autorstwa Ewy Frydeckiej. Wiem, że bywają o wiele lżejsze przypadki padaczki. Ale, zakładając hipotetycznie, gdyby u noworodka z epilepsją nie dało się z całą pewnością stwierdzić, że to własnie ta lżejsza wersja choroby - uśpiłabym bez wahania. [quote name='leepa']Jeju, jak niektórzy lubią naditerpretować. Nie powiedzielam o życiu lepszym i gorszym. (...) Ten kot z pewnością ma świetne życie i za takie je uważa. Ma jednak inne priorytety- dla niego człowiek nie jest kochaną pańcią, on woli upolować mysz i powygrzewać się na słońcu. A uważasz, że dla psiego noworodka człowiek jest "tą ukochaną pancią"? Szczeniaki też nie rodzą się z góry "zaprogramowane" na głęboką więź z człowiekiem. Jaka jest więc - w tym kontekście - różnica między dzikim kociakiem, a domowym psim noworodkiem? Moim zdaniem - żadna. Popieram usypianie ślepych bezdomnych miotów psów i kociąt, lub jeśli to przypadkowy miot, któremu właściciel nie czuje się na siłach znaleźc dobre domy. Nawet, jeśli wszystkie noworodki są zdrowe. Popieram usypianie szczeniąt z poważnymi wadami, nawet, jeśli nie są to wady śmiertelne. Ja mam poważnie chorą suczkę - nowotwór. Ciągle biję się z myślami, jak rozpoznać ten moment, kiedy trzeba pozwolić psu odejść...? W niedzielę znów był nawrót choroby, znów było ciężko, znów były ból i cierpienie, ja znów zastanawiałam się, czy to już. A dziś znów jest lepiej. I jak tu uśpić psa, który ma apetyt, który na spacerze bawi się z psami (a raczej próbuje, bo Sabina jest niewidoma), który szczeka, kiedy po klatce schodowej kręcą się ludzie, w którego wstępuje szatan, kiedy poczuje kota... Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że w porównaniu ze zdrowym psem, moja Sabinka to wrak... I wale nie jestem pewna, czy robię dobrze, że wciąż pozwalam jej życ... Leepa, idąc twoim tokiem myślenia nie powinno się usypiać nawet tych zwierząt, które są ewidentnie cierpiące. No bo przecież one też kochają swoją pancię... A, że cierpią? Co tam! To, że żyją jest przecież dla nich ważniejsze... Quote
leepa Posted April 30, 2008 Author Posted April 30, 2008 Twoim zdaniem padaczka nie jest poważną chorobą? Nie powoduje cierpienia zwierzecia, czy choćby silnego dyskomfortu?Odnoszę wrażenie niedokładnie przeczytałaś. Oto moja wcześniejsza wypowiedź z zaznaczonymi wyrazami: A co sądzicie o chorobach nieuleczalnych, poważnych, ale które nie skazują psa na śmierć? Jedynie dostarczą więcej zmartwień właścicielowi(ew. operacje) i utrudnień psiakowi. Np. padaczka czy rozszczep podniebienia. A na dobra sprawę dwie wymienione choroby mogą do śmierci prowadzić jeśli są bardzo poważne- ale ja pisałam w kontekście tych mniej poważnych. A uważasz, że dla psiego noworodka człowiek jest "tą ukochaną pancią"?Nie uważam tak. Zeszliśmy jednak wcześniej także na temat psów dorosłych. To, że żyją jest przecież dla nich ważniejsze...To właśnie trudny i nie do końca poznany temat. Bo tak wg. biologii to jest instynkt przetrwania. Ale dlaczego w takim razie krążą po internecie filmy z kaczkami(czy tam innym drobiem, nie pamiętam) które same wykręcają sobie kark o szczeble klatki? Ponadto niektóre zwierzęta, które są na dobrej drodze do wyzdrowienia nagle z braku sił poddają się i umierają lub przestają walczyć o życie. Myślę, że jeśli w ogóle ktoś bierze pod uwagę eutanazję (bo pewnie są i tacy którzy są absolutnie za życiem) to trzeba by wybrać taki absolutnie krytyczny moment kiedy widać, że ze zwierzaka nic już nie będzie i nie ma on świadomości albo jest niezbyt ..entuzjastycznie nastawiony do życia. Quote
M@d Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 leepa napisał(a): To właśnie trudny i nie do końca poznany temat. Bo tak wg. biologii to jest instynkt przetrwania. Ale dlaczego w takim razie krążą po internecie filmy z kaczkami(czy tam innym drobiem, nie pamiętam) które same wykręcają sobie kark o szczeble klatki? Ponadto niektóre zwierzęta, które są na dobrej drodze do wyzdrowienia nagle z braku sił poddają się i umierają lub przestają walczyć o życie. Słusznie, bo IMHO zwierzęta są bardziej skomplikowane niż 2 podstawowe popędy - jedzenia i sexu. (jak czasem ktoś upraszcza) I dlatego instynkt przetrwania szybciej przełamie cierpienie psychiczne niż fizyczne. Pies potrafi zdechnąć z zagłodzenia leżąc przy grobie pana/pani, ale jak wpadnie we wnyki, to odgryzie sobie łapę aby przeżyć i nie zdechnąć z głodu... Zwierzę nie studiowało anatomii i nie ma zdolności przewidywania konsekwencji dalszego rozwoju choroby. Jak skaleczy łapę, to idzie do pana/pani, oni wiozą go do śmierdzącego chemią miejsca, coś mu tam robią, a potem jeszcze trochę boli i przestaje... Jak ma raka z przerzutami, to idzie do pana/pani i ma nadzieję że jakiś czas będzie bolała, ale też mu pomogą i znowu będzie dobrze... Tylko my wiemy, że dany ból nie jest "przejściowy" i że "nie będzie dobrze"... I to dlatego do nas należy wybór "tego" momentu. Znam przypadki, gdy pies tak długo "grał twardziela" z niezauważonym kleszczem w skórze, że jak któregoś dnia bez ostrzeżenia padł i się nie podniósł, to wet już nie miał nic do roboty bo w środku był już wrak. Powtórzę więc - skoro (w niektórych krajach) dopuszcza się przerwanie życia ludzkiego płodu z powodu wad genetycznych, lub przerwanie życia dorosłego człowieka cierpiącego na nieuleczalną chorobę, to tym bardziej psiego szczeniaka - tutaj nie wiążą nas kwestie "religijno-moralne" (narodzone/nienarodzone)... A pies nie tylko nie może wyrazić swej woli, ale też nie ma zdolności oceny swego stanu i dlatego w moim rozumieniu odpowiedzialności za psa/kota/kanarka/itd... to my musimy dokonać oceny i podjąć decyzję... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.