Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Niesamowite, ile dobrych serc się tu kręci. Pomagacie jak możecie, wyprowadzacie, zbieracie fundusze, fotografujecie, głaszczecie, współczujecie, ogłaszacie, stajecie na głowie. Wszystko dla psiaków. Bardzo to budujące. A jednak - bardzo mi smutno, że tu trafiłam...
Trafiłam tu przez Nią. Dlatego moj pierwszy post musi być o Niej, dla Niej, do Niej. Cokolwiek się zdarzy później.

Urodziła sie w lipcu 1994, ponad 13 lat temu. Zostawiła nas nad ranem, 25.03.2008.







Kochana Taruniu!

Odeszłaś ode mnie, od nas - Ty: nasze Słońce, nasze Szczęście.

Wciąż nie mogę uwierzyć, że już nigdy Cię nie pogłaskam, nigdy nie przytulę, nie wyprowadzę na spacer, nie zobaczę Twojego merdającego ogonka i śmiesznej mordki, nie usłyszę tupotu łapek ani zaczepnego powarkiwania.

Zjawiłaś się u nas kiedyś jako taka mała, kudłata, pocieszna, przecudna kulka. Zaznaczyłaś dobrze teren i wepchnęłaś się na miękkie kołdry, koce i poduszki. Zjadłaś niezliczoną ilość zabawek (swoich i nie tylko), kilka par butów, dywan i parę ścian. Na działce z zapałem i konsekwencją wykopywałaś wlaśnie zasadzone kwiatki. Likwidowałaś skrupulatnie wszystkie balony, odbijałaś piłkę(dopóki nie skończyła jak balon), bezbłędnie identyfikowałaś dźwięk otwieranej lodówki i...Prince Polo. Cóż więc mogliśmy zrobić? Zakochaliśmy się w Tobie bez pamięci.

I tak żyłaś z nami. Taka indywidualistka. Bywałaś wystrzyżoną elegantką, bywałaś zarośniętym sierściuchem. Raz obrażona, w swoim kącie, raz domagająca się zabawy, przytulenia. Czasem uciekająca "nie znam Cię" psina, czasami najlepszy pocieszyciel, przytuptujący żeby dodać otuchy. Taka sprytna, radosna, rozpieszczona, śliczna, rozbrykana i przytulaśna, taka jedyna w swoim rodzaju, taka nasza, taka kochana.

Jeszcze niedawno jakaś pani na podwórku wzięła Cię za szczeniaka. Moje Kochane Psisko. A Ty już wiekowo babcią byłaś. Od dawna miałaś padaczkę, nieźle nas kiedyś nastraszyłaś mega-atakiem. W 2006 oślepłaś zanim weterynarz się zorientował, że to cukrzyca. Potem zastrzyki, zastrzyki, i w końcu operacja, która uratowała Ci życie. Tak się baliśmy, że nie chciałaś po niej jeść, pić, wstać, nic.. Ale nagle jakiś błysk i wróciłaś. Wolniejsza, z większym apetytem i dodatkowymi kilogramami, ale ciągle z tą radosną iskierką i łobuzerskim uśmieszkiem. To było niecały rok temu.

I cieszyliśmy się, że ciągle jesteś, że tak dobrze sobie radzisz. I drżeliśmy ze strachu, że czas tak szybko leci...

Nie wiem dokładnie, jak to było... jakoś tak szybko i bez sensu. Zapalenie sutka, antybiotyki - to miała być taka "normalna choroba". I było lepiej, lepiej i nagle przestało być dobrze. Całkowicie przestało być dobrze. Marny apetyt i nastrój, wymioty. Połowa marca, badanie krwi i wyrok: bardzo chora wątroba. Ale była mała szansa, że znowu się uda (wszystkie inne wyniki w porządku), więc kurczowo trzymaliśmy się tego promyka nadziei. Leki, zastrzyki, specjalna karma. Jeszcze w czwartek, 20.3 wierzyłam, że będzie dobrze - po tym długim spacerku kiedy truchtałaś przy mnie, nosiłaś znaleziony patyk, zjadłaś podane jedzonko...

A Ty marniałaś z dnia na dzień. Coraz mniej jadłaś, wymiotowałaś coraz więcej, nie chciałaś wychodzić na spacer, zaczęłaś mieć problem z jakimkolwiek chodzeniem. W niedzielę dostałaś kroplówkę, dodało Ci to trochę energii, lecz na krótko. W poniedziałek kolejna kroplówka. We wtorek miała być następna. Już nic nie jadłaś, nawet z wodą było ciężko. I te ciągłe wymioty.
Ale jeszcze się ucieszyłaś, kiedy wróciłam do domu. Ledwo wstałaś, przyczłapałaś do przedpokokju z kocykiem na grzbiecie i pomerdałaś wesoło. Ostatni raz.

Siedziałam przy Tobie caly wieczór, całą noc, naprawdę wierzyłam że ja..no przecież ja Ci jakoś pomogę. A Ty się tak okropnie trzęsłaś, coraz bardziej. W ogóle nie spałaś. Przytulałam Cię, moczyłam Ci pyszczek. Próbowałaś wstać, ale łapki kompletnie Cię nie słuchały. I te okropne skurcze, które Cię męczyły. Co parę minut, co parę sekund, co chwilę. A Ty taka dzielna. Tylko raz zaskomlałaś - przytuliłam Cię mocniej. Nawet nie wiesz Piesku, jak okropnie było patrzeć w Twoje przerażone oczka, jak strasznie mnie bolało Twoje cierpienie, jak to bardzo boli cały czas.
Poczekałaś na wszystkich. Rodzice się obudzili, wygłaskali Cię, zobaczyli jak z Tobą bardzo, bardzo źle. Zrozumieliśmy wtedy, że musimy zrobić coś, co zawsze wydawało nam się nierealne, coś, czego nigdy, przenigdy sobie nie wyobrażalismy - że musimy skończyć Twoje cierpienie i ból. I wtedy nagle się uspokoiłaś. Przez moment, zanim zrozumiałam co się stało, poczułam taką ulgę, że już Ci lepiej, że usnęłaś. A Ty odeszłaś na zawsze, na moich kolanach, w moich ramionach, sama - nie pozwoliłaś, żebyśmy żyli z tą trudną decyzją w pamięci. Zostało morze łez.

Piesku Najukochańszy, tak strasznie Ciebie brakuje, tak smutno, pustno, cicho, źle i nijak bez Ciebie.

Dziękuję Ci za to całe szczęście, które nam dałaś, którym Ty byłaś. Nigdy o Tobie nie przestaniemy myśleć. Miejsce w naszych sercach masz zarezerwowane na zawsze.

Posted

Żeby wszyscy tak kochali swoje psy .....
Pochylam głowę z szacunkiem i bardzo , bardzo współczuję.
Taruniu bądz szczęśliwa za Tęczowym Mostkiem !
Odwiedz kochana swoją Panią we śnie , utul najpiękniej jak potrafisz i szepnij na uszko ,że będziesz czekać na Nią.
Dla ciebie Taruniu [*][*][*][*][*]

Posted

Płaczę, płaczę czytając to co napisałaś. List pełen miłości , zrozumienia i współcierpienia. Skąd my to wszytsko znamy?
Boli i będzie bolec. Miłośc boli zawsze. Z czasem będziesz mniej cierpiała, ale tęsknota zostanie na zawsze.
Odeszła kochana w swoim rodzinnym domu- sama podjęła decyzje o momencie, w którym pobiegła na tęczowe łąki. Teraz jest szczęśliwa i zdrowa. Została psim aniołkiem, który nadal będzie się wami opiekował.

Dla waszej Taruni

Posted

Często mi się śni. Najpiękniejszy sen to ten, kiedy okazuje się, że ta straszna prawda - Jej śmierć to tylko zwykły koszmar... I wszystko jest tak, jak powinno być.

Dziękuję za ciepłe słowa.

Posted

Nie sposób czytać bez wzruszenia... Piękne słowa tyle w nich przyjaźni, miłosci, cierpienia.

Bądź Taro szczęślwa za TM. A kiedy bedzie trzeba, wybiegnij na spotkanie tych, których kochałaś, a którzy dziś płaczą z tęsknoty za tobą.

Posted

Ja do dzisiaj nie potrafię spokojnie mówić o moim Eduniu, a to już 6 lat. Rozumiem twój ból. Dla mnie lekiem był kolejny przyjaciel, ale aż się boje myśleć...

Taruniu biegaj za TM i pozdrów mojego Edunia
[*]

  • 2 weeks later...
  • 1 month later...
Posted

poryczałam się jak bóbr... nasz Aron był z nami 17 lat odszedł ze starości pamiętam jak koleżanka mojej babci nam go przywiozła ze schroniska, wielki misio, mix malamuta budził respekt, okazał się najlepszym przyjacielem :loveu: decyzja o uśpieniu była ciężka ale nie mogliśmy patrzeć jak on cierpi:-( pewnie teraz razem biegają gdzieś tam po zielonych łąkach Tarunia i Aron
[*]

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...