swan Posted April 27, 2008 Author Posted April 27, 2008 szpital ma się całkiem nieźle Kacper po pierwszej wizycie u weta i pierwszym zastrzyku z antybiotykiem nagle pokazał, że jest chory i zaczął non stop kaszleć i prychać na różne sposoby i w różnych tonacjach dzisiaj miał być trzeci dzień antybiotyku, a rano zauważyłam,że zaczął łzawić i smarkać :roll: dziś był też trzeci dzień bez wychodzenia, co dla Kacpra oznacza, trzeci dzień bojkotu kuwety i wszelkiej toalety:-o pojechaliśmy na trzeci zastrzyk, ale ponieważ opisałam pogorszenie, wet zmienił zastrzyk no i nakazał wypuszczenie Kacpra, by się z tą toaletą nie męczył, mam go tylko trzymać w domu przez noc, która jest chłodniejsza no i po powrocie Kacper cały szczęśliwy został wypuszczony do ogrodu, najpierw się gdzieś w krzakach zaszył, a potem siedział z nami w ogrodzie , spał na słonku, a potem bawił się w gonito po drzewach ze swoją siostrą :loveu: cudowne ozdrowienie, ani razu nie słyszałam ,żeby zakaszlał albo drugi antybiotyk świetnie zadziałał, albo Kacper miał doła psychicznego z powodu aresztu domowego, to jednak racja, że jeśli kot wychodzący źle znosi zamknięcie w domu, to czasem mimo choroby lepiej go wypuścić, niż ma się stresować zamknięciem i wtedy wolniej zdrowieje:razz: Aga ma apetyt jak zwykle, bez zmian jutro rano jadę z nią na pobranie krwi i wysyłamy próbkę do sprawdzenia trzustki, nie wiem jeszcze kiedy będą wyniki jutro przy okazji wizyty w gabinecie ją zważę, zobaczymy czy cosik jej przybyło, mam taką nadzieję :p reszta towarzystwa w normie, z Lusi wyłazi łobuz, to znaczy, że czuje się coraz pewniejsza dzisiaj zrobiliśmy grilla, w trakcie, jak rozpalał się węgiel i odeszliśmy na cchwilę od stołu, Lusia wlazła na ławkę i ukradła z talerza dwie kiełbaski, zamrożone na kamień :-o:mad: potem, jak już na tej ławce siedział TZ, nie przejęła się Nim zbytnio i wlazła ponownie na ławkę próbując zwędzić kolejną :evil_lol::diabloti: a propos szpitala, słońce się zaczęło i jak tylko jest możliwość, Wera znajduje sobie najbardziej nagrzane i nasłonecznione miejsce i tam się kładzie i śpi doszło mi zatem kolejne zadanie,ściągać ją z tego słońca pies, który ma ataki padaczki, nie może przecież się przegrzewać jesień i zima minęły nam bez żadnego, ale spodziewam się niestety paru latem, w okresie słonecznym właśnie :shake: co tam jeszcze, aha, przy okazji , ponieważ kuweta jest w domu, okazało się , że nasza ostatnia zdobycz to jest Puma, woli w przeciwieństwie do reszty kotów, korzystać z kuwety niż wychodzić na dwór do piaseczku :p ponownie mnie zadziwia, co to za kot, skąd się wziął, domownik, praktycznie nie opuszcza pieleszy, najwyżej wychodzi do ogrodu albo ze mną i psicami na spacer, gubi się pozostawiona sama na końcu łąki, z której widać dom :roll: woli kuwetę od ogródka, a przybłąkała się do nas gdzie jest wszędzie daleko nie wiadomo skąd w środku nocy :p niech mnie ktoś nauczy kociej mowy, bo mnie to intryguje strasznie :evil_lol: Quote
swan Posted April 28, 2008 Author Posted April 28, 2008 Wiewióra , Ty się trzymaj tam dzielnie i daj się szybko zdiagnozować, coby wyleczyć się szybko :razz: szpital ma się ok, Kacper czuje się chyba coraz lepiej, pewnie ten drugi antybiotyk to strzał w dziesiątkę, w nocy go trzymam murem w domu, ale on nie jest specjalnie nocno wychodzący, więc nie męczy mnie o wypuszczenie w dzień śpi w ogrodzie na słoneczku albo spaceruje z resztą stada, wygląda że jest ok a do tego nic sobie nie robi z zastrzyków, po których powinien kuleć przez przynajmniej godzinę, i po przyjeździe do domu dumnym i równym krokiem maszeruje do domu albo na ławeczkę w ogrodzie Aga dzisiaj oddała trochę krwi, wyniki byłyby w tym tygodniu, gdyby nie wielka majówka, więc za tydzień pewnie dopiero przez ten tydzień Aga nie schudła, to dobra wiadomość :multi: ale też nie przytyła , co już trochę gorzej :shake: waży dokładnie tyle samo jeśli się potwierdzi ta trzustka, to jednak się złamię i kupię tą najlepszą z najlepszych karmę, niech przynajmniej trochę odbuduje ciała, potem będę najwyżej mieszać z inną, zresztą zobaczymy czy i która podziała, bo może być trudniej niż mi się wydaje, a może być, jak widać na przykładzie pani Zofii i jej suczki reszta stada w normie Koral biega dalej na lince, ale jakoś nie widać, żeby rozpaczał z tego powodu Wera próbuje jeszcze bardziej się opalić :evil_lol: Darma wynajduje coraz to ciekawsze pozycje do spania :loveu: Puma poluje na młode listki na krzewach Pusia próbuje upolować lokalnego bażanta:mad: a Luśka zaczęła obgryzać paznokcie jak tylko skończę serię antybiotyków z Kacprem,ładuję ją do kontenerka i jedziemy do weta, niech obejrzy jej te gruczoły, wpisze ją wreszcie na sterylkę i obejrzy łapy, czy czegoś tam grzybowatego nie ma, ja nie widzę a właśnie. Lusia spokojnie dała sobie obejrzeć łapki, poduszki i pazurki była trochę spięta, ale nawet nosem mi nie pogroziła :eviltong: Quote
swan Posted April 30, 2008 Author Posted April 30, 2008 nie ma Wery nie zdążyłam odgrodzić się od lasu ćwiczyłam z nią przychodzenie na smakole, działało rewelacyjnie bardziej jej pilnowałam niż dotychczas, też ze względu na Lusię, żeby razem nie poszły znowu w świat ale nie zdążyłam odgrodzić się od lasu zobaczyłam tylko koniec ogona ginący w tarninach wczoraj w południe nie ma jej nie wróciła po kilku godzinach nie wróciła o zmroku nie wróciła późnym wieczorem ani w środku nocy ani świtem bladym ani w świetle dnia nie ma jej miała jak zawsze czerwoną bardzo wyraźną obrożę, mocny widoczny breloczek z imieniem i moim numerem telefonu nikt nie zadzwonił jestem w kontakcie z lecznicami, schroniskiem, firmą wyłapującą błąkające się albo zbierającą zabite psy nie mogę się dodzwonić do leśniczówki w lesie nie słychać żadnego skowytu ani wycia ani szczekania moje pracownice z pobliskiej wsi obiecały się rozeznać w temacie i popytać wiedzą, że Wera podejdzie do każdego i da się każdemu złapać, nawet bez przynęty w postaci smakołyku a jest ładna i rasopodobna mówią, że nie ma znaczenia, że pies ma obrożę i nr telefonu właściciela, ludzie się nie takimi psami zaopiekują, zatrzymają, nie zadzwonią pod numer na blaszce, przygarną i adoptują, nie odpowiadając na ogłoszenia rozwieszane po okolicy a może dotarła do ludzi już bez obroży i adresówki, bo kradzież obroży to też tutejasza codzienność jadę dalej rozwieszać ogłoszenia potem będę spacerować po okolicznych wsiach zaglądając ludziom przez płoty potem roześlę setki ulotek, do każdego domu, jeśli nawet przygarniający się nie zgłosi, to może zadzwoni sąsiad miał być wspaniały dobrze zasłużony długi majowy weekend... Quote
kinga Posted April 30, 2008 Posted April 30, 2008 swan - strasznie, mocno, ogromnie - kciuki... Quote
swan Posted April 30, 2008 Author Posted April 30, 2008 dzięki kinga :p tak sobie myślę, jestem otoczona wyrafinowanymi psimi nosami, moje psice się wszystkie znają, potrafią podążyć za tropem, jaki sobie same obiorą tylko ja nie potrafię ich poprosić, żeby poszły tropem Wery :placz: Quote
swan Posted May 2, 2008 Author Posted May 2, 2008 Wera jest już z nami w domu, jej historia nadaje się na niezły romans Danielle Steel , tylko wydanie dla psów i kotów:evil_lol: w każdym razie wszystko dobrze się skończyło i mam już stado w komplecie opowiem szczegóły jak trochę ochłonę :lol: Quote
kaLOlina Posted May 4, 2008 Posted May 4, 2008 czekamy na opowiesc!! swan nie doejechalam jeszcze do hurtowni- pewnie pojade w ta srode, ale mam juz przelicznik:) nie mam tylko tubki ale jak bedzie tubka i przelicznik to juz ci oblicze czego i ile masz nakrapiac na ktore zwierze:) Quote
swan Posted May 5, 2008 Author Posted May 5, 2008 Kalolina, spokojnie, póki co cały czas są na pierwszym frontline, który zresztą działa jak już tradycyjnie się przekonałam, z roku na rok gorzej, ciągle ze zwierzaków zdejmuję duże i małe kleszcze, a opite co jakiś czas zgarniam z podłogi :mad: A teraz historia Wery vel Lusi :cool3: bo moja Wera to była Lusia właśnie:roll: Urodziła się 2 stycznia 2004 w pseudohodowli niedaleko Gorzowa, czyli jest ok rok młodsza, niż dawał jej wet. Kupił ją pan z wsi 3 km od mojego domu Nazwał ją Lusia I Lusia mieszkała sobie ze swoimi opiekunami przez lat dwa, kiedy to zniknęła wraz z właśnie odchowywanym szczeniakiem. Najprawdopodobniej została ukradziona, do właścicielu zgłosił się człowieczek, który chciał kasę za psa albo za wiadomość o psie albo coś w rodzaju okupu, tyle przynajmniej wiem z opowieści. Właściciel człowieczka pogonił,ale psa szukał. Chciał znaleźć w końcu tego człowieczka i już mu się nie udało, suka przepadła. Ja z kolei ponad dwa lata temu szukałam moich zaginionych dwóch psów ,w tym młodej suczki bardzo do Wery podobnej. W miejscowości oddalonej od nas o ok 20 km pani spacerująca ze swoim psem w lesie napotkała Werę ze szczaniakiem. Przygarnęła, odchowała, zaopiekowała się, szukała właściciela , bez rezultatu. Szczeniaka wyadoptowała, Werę pokochała ale zatrzymać nie mogła, szukała dla niej domu. W ten sposób trafiła na moje ogłoszenia i zadzwoniła do mnie dwa lata temu tuż przed długim weekendem, mając nadzieję, że to moja zaginiona Negra. Niestety nie była to oczywiście Negra, a ponieważ szukaliśmy jej już kilka miesięcy bez rezultatu, postanowiliśmy zaadoptować Werę i tak to Wera trafiła do nas. I jak już wiecie z wcześniejszych opisów, łaziła sobie luzem po polu, bo nigdy nie odchodziła sama daleko ani nie wchodziła do lasu. Do czasu, aż się z Lusią wypuściły za jakimś zwierzakiem i pobiegły do lasu znikając na 12 godzin:mad: Prawdopodobnie wtedy Wera przypadkiem trafiła na tą wioskę, w której się wychowała i w której mieszkała przez jak by nie było pół swojego życia. Od tego czasu zmieniła swoje zachowanie, jak tylko mogła , znikała na polach w tamtych stronach. Raz ją zgarnęłam z samej tej wioski, szukałam po okolicy, bo zniknęła mi z oczu, zanim ją znalazłam, złapały ją moje pracownice, które też tam mieszkają , a które akurat jechały do domu z pracy. Pojechałam, zapakowałam do samochodu, przywiozłam do domu. Znowu próbowała chyłkiem w tamtą stronę uciekać, nie spuszczałam jej z oka jednak i jak tylko próbowała maszerować w stronę drogi, przywoływałam i zaraz wracała. Aż do tego wtorku, kiedy normalnie spod moich nóg pomaszerowała przecinką leśną która przechodzi w drogę do tej wsi. Nie goniła za niczym, po prostu sobie potruchtała, nie dogoniłam, straciłam z oczu, nie wróciła i tak nie wracała kilka dni. Nie wpadłam wtedy, że poszła tam akurat, tym bardziej, że pracownice się rozglądały i ich dzieci też , czy u kogoś za płotem nie siedzi, ale jej nikt nie widział. Szukaliśmy z TZtem, rozwieszaliśmy ogłoszenia, pytaliśmy, byliśmy w kontakcie ze schroniskiem, wyłapywaczami, leśniczym, i nic. A przecież Wera miała adresówkę przy obroży. No i w piątek przed południem zadzwonił do mnie pan, który stwierdził, że poszukiwany przez nas pies jest u niego, że on jest jego właścicielem, że będzie popołudniu w domu i mamy przyjechać to się dogadamy. No to pojechaliśmy z duszą na ramieniu, oczywiście okazało się, że to rzeczywiście Wera tam jest u tego pana, że wróciła na stare śmieci, złapali ją pracownicy tego pana, dali znać, że wrócili, bo właściciela nie było w domu. A potem dali znać, że ich Lusia jest poszukiwana jako Wera:crazyeye::razz: No i tak właściciel trafił na nas, my pojechaliśmy do Niego, odkupiliśmy psa, który prawnie dalej był Jego przecież, dostaliśmy pierwszą książeczkę zdrowia z pierwszymi szczepieniami i datą urodzenia i się pożegnaliśmy. A Wera pożegnała się z wolnością, bo w swoim czteroletnim życiu tylko dwa lata była u nas, a ponad dwa lata tam, do tego lata szczenięce i dotego odchowała tam małe, no i zna dwie drogi do tej wioski. Więc póki co biega na flexi albo jest zamknięta w ogrodzie, póki się nie przekona, że tylko tutaj jest jej dom :p Mam tylko pewien dylemat. Ona dalej reaguje na stare imię. Jak wołam dziką Lusię, to jest w trymiga. Do tej pory myślałam,że po prostu reaguje na każde imię, bo jest łakomczuch, ale nie. Jak Darmę wołam, to nie przychodzi, a ona reaguje na Werę i Lusię, a przecież mam tutaj inną Lusię, która innego imienia nie zna... i co ja mam teraz zrobić :roll: Quote
kinga Posted May 5, 2008 Posted May 5, 2008 kryminał, swan... nie mam czasu w robocie ani minutki, ale musiałam przeczytać, no musiałam :oops: zostawić Werze imię: Wera, nie umrze od tego :evil_lol: niech sobie na Luśkę reaguje, co Wam szkodzi :roll: - skoro tyle czasu reagowała i jakoś nie nabawiła sie schizofrenii a prawowitej Luśce - zostawić Luśkę. o. i to jest mój wkład w Wasze skomplikowane rodowo dzieje...;) Quote
swan Posted May 6, 2008 Author Posted May 6, 2008 no ja tam nie wiem, czy się schozofrenii nie nabawiła, trzeba by z nią pogadać o tym :razz: ale dzięki Kinga , za Twój zdroworozsądkowy wkład w naszą historię :p a teraz przechodzimy do wątku "szpitala na peryferiach" Kacper już mruczy w normie, a nie basem, nie kaszle, trochę jeszcze popsikuje, ale pewnie dokończymy porcję różowych tabletek, co to mu lekarz przepisał :roll: i będzie ok no ale wirus to wirus, jest taka pogoda, że Pusi w domu praktycznie nie ma, za to Puma od niedzieli psika i prycha i oczy jej łzawią no to zapakowałam do kuferka i pojechaliśmy, bo dawno u weta nie byliśmy :evil_lol: zbadana, zmierzona pod względem temperatury, obejrzany jęzor, obmacane gardło, dostała jakiś zastrzyk na psikanie, gratis, bo praktycznie codziennie ostatnio u nich jestem :diabloti: i pojechaliśmy, samo przejdzie, a była zaszczepiona więc przebieg łagodny ma praktycznie gwarantowany no i przy okazji zapytałam o wyniki Agi trzustki i akurat dzisiaj przyszły i co ? i wyszło, wg badania specjalistycznego krwi, że trzustka pracuje ok :crazyeye::???: no i jesteśmy w kropce bo straszny apetyt Agi i jej schudnięcie wskazuje na trzustkę, tak jak test kliszowy no ale badanie krwi mówi, że jeśli wynik jest poniżej 2,5 czegośtam, to można mówić o niedoczynności, a Aga ma ponad 25 czegośtam :huh: pytałam o przywry kocie, ale to się ponoć w wątrobie zagnieżdża, jest baaaaardzo rzadkie, no i powinno wykazać coś badanie krwi, wyniki wątroby, a ona ma wszystkie wyniki ok lamblie też by dały biegunkę, trzustka albo biegunki częste, albo białe kupy i do tego kruszące się, nic z tego Aga nie ma Aga w ogóle nie ma żadnych najmniejszych objawów chorobowych poza tym schudnięciem :hmmmm: gdyby to było nowotworowe coś, tfu tfu, to nie biegałaby jak szczeniak a ona ma tyle energii w sobie, że byście musieli widzieć, jak ja próbuję jej oczy zakroplić :mdleje: biega, skacze, zachowuje się jak szczeniak jakiś a nie suka w dostojnym poważnym wieku :roll: na razie mam tak: zmieniony amylan na kreon, bo to silniejsze, więc zwiększy przyswajanie pokarmu mam dawać łatwo przyswajalną karmę w górnej dawce i stopniowo wprowadzać jej coraz więcej tłustego mięcha, szyjek kurzych, jakichś innych , czyli mam ją próbować utuczyć tak przez 2-3 tygodnie i zobaczyć, czy przytyje i jak w ogóle będzie reagować :cool1: a tak na marginesie dodam, że Wera od powrotu zrobiła się jeszcze więsza przylepa,:loveu: o ile to jest możliwe, a jednocześnie ciągle kombinuje, jak by się tutaj wydostać z ogrodu i pomaszerować do drogi :mad: czy to już jest schozofrenia :confused: Quote
PaulinaT Posted May 6, 2008 Posted May 6, 2008 Szpitala już nie doczytałam - pędzę po moje suczynki... :oops: Ale historia Wery-Luśkizapiera dech w piersiach. Normalnie szok. Tylko jeden zgrzyt mi w tej historii się zrobił. I niesmak pozostawił. A mianowicie, ze ten człowiek, co to psa 2 lata na oczy nie widział teraz nagle kazał sobie za niego zapłacić?? / Brak emotki na niedowierzanie. / Quote
kinga Posted May 6, 2008 Posted May 6, 2008 PaulinaT napisał(a): / Brak emotki na niedowierzanie. / że tak trywialnie pospieszę z pomocą: - mogłaś wywalić duze oczka - mogłaś zemdleć - mogłaś pokiwac z niedowierzaniem głową - albo rozłożyć ręce w zmarnowanym geście a swoją drogą, mi to umknęło - swan, jak to było - sorry, ze tak z butami wchodzę - z tym wykupieniem? naprawdę ja wykupiliście? Quote
swan Posted May 6, 2008 Author Posted May 6, 2008 za znaleźne była nagrona, nie określona na ogłoszeniu ale była właściciel na spotkaniu powiedział, jakie pieniądze wydał na zakup Wery / Lusi z hodowli i zaproponował, że jeśli dostanie takie pieniądze, to kupi nowego szczeniaka swojej żonie, a Wera zostaje u nas nie próbowałam wersji, jeśli byśmy odmówili mogłam nie odzyskać Wery, to był do piątku ciągle Jego pies Quote
swan Posted May 6, 2008 Author Posted May 6, 2008 a tak kontynuując jakże fascynujący wątek szpitalny :razz: właśnie wróciłam z Lusią od weterynarza byliśmy na oględzinach, czy przypadkiem nie ma cieczki, co z tymi gruczołami , przez które saneczkuje, no i umówić się na sterylkę No i gruczoły do wyciskania :shake: ale poczekają jeszcze parę dni, to się zrobi na znieczuleniu za jednym zamachem, zamiast sunię zniechęcać do weterynarzy już od pierwszej wizyty cieczki ani jej zamiaru nie widać w poniedziałek ciachamy:diabloti: i wyciskamy :diabloti: no i będzie stado jednolicie niereprodukcyjne :razz: dałam sobie czas, teraz będę galopem kennel kupować, żeby do poniedziałku dojechał do mnie :p Quote
PaulinaT Posted May 6, 2008 Posted May 6, 2008 kinga napisał(a):że tak trywialnie pospieszę z pomocą: - mogłaś wywalić duze oczka - mogłaś zemdleć - mogłaś pokiwac z niedowierzaniem głową - albo rozłożyć ręce w zmarnowanym geście kinga jak zawsze niezawodna :p cóż - mnie troszkę niesmaczy stanowisko Pana, no ale ja niepoprawna idealistka ;-) nie dziwię się wcale a wcale że zapłaciliście Quote
kaLOlina Posted May 6, 2008 Posted May 6, 2008 ehh tam jego pies...chipa nie ma..pies wyrosniety dowodow by nie bylo..ale na scierzke wojenna chyba nie fajnie bylo wchodzic...szpitala tez nie doczytalam- pozniejjj Quote
kinga Posted May 7, 2008 Posted May 7, 2008 swan napisał(a):a tak kontynuując jakże fascynujący wątek szpitalny :razz: w poniedziałek ciachamy:diabloti: i wyciskamy :diabloti: :p wiesz co, swan - ja to po tych wątkach szpiltalnych prześlizguję się, szczerze mówiąc, nie mając jakoś zacięcia do medycyny, ale: - co się ślizgam - to zazwyczaj coś w pracy podjadam albo popijam przed moniktorem - i co wejdę na Twój wątek, zawsze z pełnymi ustami - to zawsze trafiam na to wyciskanie :crazyeye: - i zawsze wszystko co mam w dziobie względnie w żołądku - staje mi w gardle ew. do niego podchodzi :oops: -no i zawsze mam to drugie śniadanie z głowy :shake: :placz: Quote
PaulinaT Posted May 7, 2008 Posted May 7, 2008 spoko, kinga, jeszcze kilka postów (kilkanaście?) i sie uodpornisz :p Quote
swan Posted May 7, 2008 Author Posted May 7, 2008 kinga napisał(a):no i zawsze mam to drugie śniadanie z głowy :shake: :placz: ciesz się że tylko z głowy :evil_lol: a ja właśnie wróciłam ze spacerku z trzeba suczydłami i powiem wam,że według mnie wynalazca Flexi powinien dostać Nobla Lusia i Wera na smyczy, ja nie jestem szarpana, one sobie wąchają gdzie chcą i co chcą, normalnie luz blues a nikt nie ucieka :cool1: Quote
swan Posted May 7, 2008 Author Posted May 7, 2008 PaulinaT napisał(a):spoko, kinga, jeszcze kilka postów (kilkanaście?) i sie uodpornisz :p no co Wy, przecież poza tym jednym to ja w wątku szpitalnym mam same łagodne rzeczy, tu jakieś psiknięcie, tam zastrzyk, tu badanie krwi a poza tym wstyd kinga, wstyd :turn-l: Ty żona lekarza podobno :siara: Quote
kinga Posted May 7, 2008 Posted May 7, 2008 swan napisał(a): a ja właśnie wróciłam ze spacerku z trzeba suczydłami i powiem wam,że według mnie wynalazca Flexi powinien dostać Nobla Lusia i Wera na smyczy, ja nie jestem szarpana, one sobie wąchają gdzie chcą i co chcą, normalnie luz blues a nikt nie ucieka :cool1: wynalazca flexi powinien dostać nobla - do czasu, aż poczujesz, że pies, który wypryska na ogległość 5 m - i dalej :diabloti:- wyrywa rękę znacznie lepiej, niż pies, który zatrzymuje się na odległości 1,2 m ;) ja tak błogosławiłam flexi z Liptonem na drugim końcu do momentu... aż wróciłam do starej, dobrej, grubej smyczy normalnej długości. ...ale on to facet, trochę nieobliczalny - suczydła są delikatniejsze ;), może utrzymasz ręce przyczepione do tułowia :p Quote
PaulinaT Posted May 7, 2008 Posted May 7, 2008 Kinga - bo trzeba ten mały czarny guziczek nacisnąć a nie czekać aż pies całą flexi wybierze :roll: Ale tak serio. Ja błogosławię i korzystam - z Lalką, która często na flexi właśnie chodzi. Ale faktycznie trzeba uważać na zrywy i wyskoki. Raz się mnie Lalka do dwóch amstafów wyrwała :eek2: Nie wiem jakim cudem żyje - znaczy wiem, przytomny ich właściciel poderwał swoje psy do góry aż na tylnych łapach stanęły i tak je trzymał aż Lalkę zabrałam... :roll: Siłacz był ten właściciel. Quote
swan Posted May 7, 2008 Author Posted May 7, 2008 no właśnie bo ja mam ten super przypadek, że nie muszę przytrzymywać wyrywających się do innych psów zwierzów tu nie ma innych psów:p sąśmy tylko my i sarenki :p a sarenki już się opatrzyły i już tak nie wyrywają :p Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.