Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 604
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

PaulinaT napisał(a):
u nas dysc
ty mnie tym śniegiem nie strasz
zawsze od Ciebie nadciągają te różne takie pogodowe :shake:


no niby że ode mnie:cool1:

a wcale że nie:eviltong:

cały poprzedni tydzień te ulewy nachodziły ze wschodu, czyli od Ciebie, Paulinko :diabloti::mad:

Posted

samoglow napisał(a):
Wiatry ze wschodu nigdy nic dobrego nie przynosily :shake:



no zwłaszcza u mnie, dociera wtedy woń z wysypiska :placz:

Posted

samoglow napisał(a):
Gorzow Wielkopolski jest w Lubuskiem?! :crazyeye:

A co jest stolica Lubuskiego?


swan napisał(a):
no jak to co , Gorzów Wielkopolski , jak sama nazwa wskazuje :evil_lol:

żeby było ciekawiej, jest jedną z dwóch stolic:cool1:


No, no :cool3: :nono:....Stolicą Lubuskiego jest Zielona Góra :eviltong: :p.

PS. poczytuję sobie od "zawsze" Luśkę i teraz czarne stado i nie mogłam się oprzeć ( to się nazywa lokalny patriotyzm :p ). Nawiasem mówiąc, zawsze mnie śmieszą te wojenki gorzowsko-zielonogórskie :evil_lol:

Posted

czarok napisał(a):
No, no :cool3: :nono:....Stolicą Lubuskiego jest Zielona Góra :eviltong: :p.

PS. poczytuję sobie od "zawsze" Luśkę i teraz czarne stado i nie mogłam się oprzeć ( to się nazywa lokalny patriotyzm :p ). Nawiasem mówiąc, zawsze mnie śmieszą te wojenki gorzowsko-zielonogórskie :evil_lol:


to ja już nic nie rozumiem :shake:

na wikipedii Gorzów Wlkp jest opisany jako jedna z dwóch stolic województwa lubuskiego

taka ze mnie patriotka, że musiałam sprawdzić, bo jak padło pytanie, to zwątpiłam

bo ja przesiedleniec jestem :roll: ja tutaj mieszkam od kilku lat, ale i tak jestem Poznanianką :loveu::eviltong:

Posted

„Stolicą województwa lubuskiego jest Gorzów Wielkopolski, w którym znajduje się siedziba Wojewody Lubuskiego. Siedzibą samorządu – sejmiku i zarządu województwa – jest miasto Zielona Góra”. Dwustoliczność w województwie lubuskim to dziwaczny twór,"

itd

to jednak Gorzów Wlkp.:cool3:

Posted

samoglow napisał(a):
A i tak stolica wszystkiego jest KRAKOW! :loveu:



a Ty co Samoglow :crazyeye: nie patriotka lokalna ????:crazyeye:

Posted

No , minęło parę dni to mogę sobie ze spokojem bez rzucania inwektywami napisać spokojnie co się działo w piątek.

Wydawało się, że znam moje stado i wiem czego się po którym spodziewać.
Zdecydowałam się Lusię puszczać na spacerki bez smyczy , jak zobaczyłam, że pilnuje się czarnul bardzo i nawet jak odejdzie nawet na 100 metrów za Werą, to przywołana, przybiegnie za nią galopem i z uśmiechem na mordzie.

Poza tym wiem, że Darma, nie bez przyczyny nazywana moim cieniem , nigdy nie ucieknie, zawsze przyjdzie na przywołanie i da się nawet odwołać od gonienia zająca, albo bażanta, którego czasem nam się zdarza na spacerach nawet rozdeptać.

Z kolei Wera jest bardziej indywidualny osiołek i nie zawsze przyjdzie na zawołanie, snuje się po naszym polu, nie wbiega do lasu. Chodzi i wącha i wygląda jakby się pasła na łące i może tak nawet parę godzin. Jeśli nawet trafi na zająca, królika albo sarnę, zaczyna gonić instynktownie, po czym po kilku sekundach odpuszcza , nawet mając jeszcze zwierza w polu widzenia.

Uciekła raz, parę lat temu, w czasie cieczki, zniknęła na 12 godzin, sama wróciła przed zmrokiem , cała uchachana i oblepiona asfaltem:crazyeye:

No ale wiadomo , że w czasie cieczki to każdy pies to nie ten sam pies.

No i w takim to towarzystwie spacerowała sobie z nami w piątek Lusia, sama dosyć karna i dość chętnie reagująca na przywołanie.

Padało, szaro, buro, wracałyśmy z krótkiego dosyś spaceru, już prawie pod domem Wera wyrwała nagle w stronę doliny, a Lusia galopem za nią. Darma też chciała, ale jako jedyna zareagowała na moją komendę. Wera głucha, jak to często już bywało, Lusia zignorowała mnie totalnie, zniknęły mi z oczu w dwie sekundy, nawet nie widziałam, za czym ani w którą stronę pobiegły w las.

Krzyczałam i wołałam przez chwilę, pewna, że za chwilę Wera wróci jak zwykle, a Lusia za nią.

Niestety nie, wołałam, chodziłam po polu myśląc, że wyszła na naszą łąkę w innym miejscu z lasu i sobie spaceruje swoim zwyczajem, a Lusia z nią.

Po godzinie dalej żadnej nie było.

Poszłam przebrać się w inne ciuchy, chwilę naładować komórkę, i poszłam w las szukać i wołać.

Z małymi przerwami na doładowanie komórki w domu chodziłam po lesie z cztery godziny. U mnie teren nie jest płaski, więc wdrapywałam się na każdą górkę w lesie, żeby głos dalej niósł i żebym ja dalej widziała, krzyczałam , schodziłam na dół, wchodziłam na następną górkę i dalej to samo.
Patrzyłam gdzie się dało,szukałam leżących nawet psów. Nasłuchiwałam ewentualnego skowytu albo pisku, bo brałam pod uwagę, że mogły się gdzieś złapać we wnyki. Strzałów żadnych nie słyszałam, chociaż tyle dobrego.

Koło czwartej popołudniu, musiałam przerwać poszukiwania i pojechać na trochę do miasta. Wracając około szóstej wieczór miałam ogromną nadzieję zastać Werę pod furtką ogrodu, ale niestety nie.

Przebrałam się znowu w wodoodporną odzież i poszłam do lasu szukać dalej i nawoływać. Już zmierzchało. TZ wsiadł w swój samochód i jeździł i wołał po polach i wioskach i wszędzie tam, gdzie się dało dojechać.

Była już czarna noc, jak wyszłam z lasu bez psów, za to ze świadomością, że już więcej nie zdziałam, prędzej się sama w tym lesie zgubię.

Wracając słyszałam jeszcze od strony najbliższej wsi, w której już byliśmy kilkakrotnie na poszukiwaniach, szczekanie takie jak Luśki. Postanowiłam jeszcze wsiąść w samochód i jeszcze tam podjechać.

Wołałam , gwizdałam, nasłuchiwałam. Znalazłam we wsi psa, który szczeka prawie jak Luśka.

Dochodziła 10 wieczorem, 11 godzin po zniknięciu psów.

Dojeżdżałam do domu ze smutną świadomością, że z mojego doświadczenia wynika, że pies, który uciekł, albo wracał sam do domu przed zmrokiem, albo nie wracał nigdy.

Zaparkowałam przed domem i kiedy wysiadałam z samochodu, z ogrodu wyszła Wera :crazyeye::evilbat::lmaa::evil::bigok::Dog_run::modla::2gunfire::sweetCyb::motz::laola:

Lusi nie było.

Wołałam jeszcze trochę pod domem, mając nadzieję, że Lusia kręci się gdzieś po podwórku albo od razu schowała się w swojej budzie albo zaszyła w jakimś kąciku stodoły, ale niestety nie.

Szczerze mówiąc trochę mi ręce opadły, bo całą nadzieję pokładałam w tym,że Lusia nie odklei się od Wery, która to z kolei dobrze musi znać okolicę skoro kiedyś już nie wiadomo skąd trafiła do domu.

No ale Wera jest cztery razy większa od Lusi i Lusia mogła nie dotrzymać jej kroku i zostać w tyle i zgubić się.

Zastanawiałam się, jak szukać Luśki, która wprawdzie miała na sobie obrożę z adresówką,ale raczej nie liczyłam na to, żeby dała komuś do siebie podejść i dać przeczytać co na niej było napisane :shake:

Już widziałam te setki ulotek rozsyłanych po domach, plakatów rozwieszanych po okolicach i kilometrów przejechanych na każdy telefon, że ktoś gdzieś tam pod tym albo tamtym lasem widział przedwczoraj podobnego pieska jak przebiegał :grab:

Wzięłam Werę do domu, była tak zmęczona, że nie miała siły merdać ogonem.....
usiadła na legowisku , spojrzała na mnie i nie miała siły utrzymać oczu otwartych.....

Morda wyglądała tak, jak wtedy, kiedy po sterylce przestały działać środki przeciwbólowe i widać było, jak się męczy.......

Zostawiłam Werę w domu, wzięłam jedzenie dla Agi i Korala i poszłam je nakarmić i wyprowadzić. Wzięłam je na krótkich smyczach tym razem, na wypadek, gdybyśmy jednak trafili na Luśkę, nie chciałam zacząć od bezpośedniego starcia, bo Aga z Lusią przynajmniej przez płot zbytnio za sobą nie przepadają.....

Szłam z cielakami na smyczach, nie chciało mi się przepinać halti, więc wyszarpały mnie niemiłosiernie. Wołałam Luśkę nieustannie ale już raczej z poczucia obowiązku niż z nadzieją.

Odprowadziłam Agę i Korala do kojca i poszłam do domu, Lusi niet.

Pół godziny później, kiedy po raz kolejny przechodziłam obok okna na taras, zobaczyłam w świetle lampy z czujką ruchu ....Lusię pod płotem ogrodu.....

Niespecjalnie się spieszyła na wołanie, delikatnie merdała ogonem, ale nie podchodziła. Była spłoszona i nieswoja. Ale po chwili podeszła pod drzwi do domu. Nie chciała podejść do ręki, ale jak tylko uchyliłam drzwi, galopem wpadła do domu. Wzięłam ją na smycz, nakarmiłam, ale nie chciała zjeść wszystkiego, zaprowadziłam do kojca, natychmiast ignorując resztkę jedzenia, wskoczyła do budy i poszła spać. Udało mi się ją jeszcze "obmacać" ale poza rzepem na ogonie i błotem na podwoziu, niczego nie znalazłam.
Było 12 godzin od momentu ucieczki.

Jak ona sama trafiła do domu, to będzie zawsze dla mnie wielka zagadka. Okazała się być bardzo sprytnym pieskiem, do tego pieskiem naszym, który ma dom, do którego wróciła sama.

A ja będę się jeszcze długo zastanawiać, gdzie te baby były tak długo i jakie miały przygody po drodze......

Guest Mrzewinska
Posted

Chyba pozostanie pożyczyc obroze elektroniczna - taka do kontrolowania dwoch psow tez jest - i obrzydzic lesne ucieczki, bo moga nie wrocic - nie zeby nie trafily, ale zgina na wnykach, zastrzelone, na drodze. Swan, przezyłaś koszmar, tylko psiarz moze to zrozumiec.
Za glowna wygraną w Totka nie chcialabym tego przezywac.
Za nic.

Zofia
PS Lusia sie bala troche tego powrotu, byla w nielichym szoku, nie wiedziala, czy zostanie przyjeta z powrotem.

Posted

podjęliśmy z tz ostateczną decyzję o odgrodzeniu się od lasu, chcieliśmy nei zamykać dla zwierzyny przejścia doliną, ale niestety nawet to zamkniemy

łażąc po lesie trafiłam na wiele bajorek i strumieni, więc nasz strumyk i stawek odcięty, to nie będzie wielka strata dla saren, jeleni i dzików

a te zwierzęta i tak ryją nasze pole golfowe, zjadają krzewy w szkółce, wykopują dopiero co posadzone sadzonki

naokoło naszego pola będą miały dojście lasem do kolejnych pól, po prostu nie będą przechodziły nam na widoku, mam nadzieję, że to wystarczy

słupki i siatka już są, w tym tygodniu zaczynamy budowę ogrodzenia

Nie wydaje mi się ,żeby Lusia miała teraz cieczkę, ale nie dam sobie za to głowy uciąć, więc trzeba będzie wpakować ją w kontenerek i zawieźć do weterynarza na oględziny i umówić na najbliższy możliwy termin na sterylkę, nie mam co dłużej czekać, wolę dmuchać na zimne

a póki co przez najbliższy czas Lusi nie spuszczam ze smyczy poza ogrodzonym ogrodem lub szkółką, na wypadek, gdyby taka wyprawa się jej spodobała i miała ochotę spróbować ponownie

Posted

właśnie obejrzałam Luśkę, zdjęłam jej z głowy i szyi ok 30 kleszczy :crazyeye:

na szczęście jeszcze małych itd no i nie słyszałam u nas o babeszjozie ani o wirusówkach przenoszonych przez kleszcze, ale zaraz jej zaaplikuję frontline

od razu obejrzałam Werę - nie ma ani jednego kleszcza, a ma włos dużo krótszy niż Luśka :crazyeye:

no i teraz pytanie do Was, do tej pory na kleszcze używałam Frontline, uważam za bardzo skuteczny, próbowałam inne tańsze np Fiprex, ale dużo był mniej skuteczny, moje psy chodzą non stop po łąkach i krzakach, taki mają teren, koty są wychodzące i też non stop wędrują w trawach

wysyp kleszczy u nas zwykle jest spory, bo ciepło u nas na zachodzie

No ale zakupiłam Frontline na moje 120 kg psów i trzy koty i zapłaciłam ponad 200 zł :crazyeye::grab:

a na kleszcze on działa tylko przez miesiąc :shake:

muszę zmienić środek albo pójdę z torbami, ktoś z Was też ma taki zakleszczony teren i ma coś sprawdzonego a co wyjdzie taniej?

PaulinaT, Ty jakieś obroże stosujesz prawda? Też tanie nie były, ale działały chyba przez cały sezon? W sumie wyszłoby pewnie taniej....

:help1:

Guest Mrzewinska
Posted

Swan, znajomej pies smiertelnie zatrul sie obrozą przeciwkleszczowa, ktorą sciągnąl w kojcu z nudow z szyi drugiego psa i zezarl...
Jesli Twoje az tak nie bawia sie ze soba, to im zatrucie nie grozi.
Ale na wszelki wypadek niech Ci wet, jakies tansze, bo dla wielu zwierzat kupowane pojemniki z preparatem przeciwkleszczowym znajdzie.

Zofia

Posted

oj, to dla Korala i Agi odpada, Koral jak ustawia Agę od czasu do czasu to ją trochę po grzywie podszczypuje, a do tego on jest taki , co wszystko pogryzie co znajdzie, mogłoby być nieciekawie, z tymi domowymi już prościej, ale też nie z Lusią....

pogadam z weterynarzem w Poznaniu, może mi coś wymyśli, tutaj nie za bardzo potrafili pomóc...

Posted

ja kupuje mega opakowanie na mega zwierze i dziele wagowo...strzykawka odmierzam...moj wet mowi mi ile na jaka wage mam podzielic i juz... za 1spore(nie najwieksze) opakowanie place ok 40zlotych i starcza mi na 1psa 34kilo, 4koty-5-8kilo, i krolika...
wiadomo na psy najwiecej-ale jak wezmiesz dawke na psa 90kilo to jak podzielisz obstawisz tym ze 3mniejsze...a roznica w cenie wielka- za dawke na psa 90kilo placisz z 37zeta a na psa 30kilo-32zeta:/

jeszcze jest hurtownia w Pniu- mozna kupowac tam tez frontline- ale musisz miec interes zwiazany ze zwierzami np sklaepik:) inaczej nie sprzedadza;)
ja nie mam ale znajoma ma nip- tam u nich zapisany w bazie i robi zakupy(na worze Hillsa 15kg zaoszczedzam ok 80zlotych).
jak cos pisz po adres- podam ci i tez nip- podasz go tylko przy placeniu:)

Posted

o, ja tak sobie myślę ,że niedługo jakieś zoo tutaj otworzę
na polu przy naszym domu już spotkałam:
- lisy
- zające
- króliki
- sarny
- jelenie
- dziki
- borsuki
- bażanty
- kuropatwy
- zaskrońce
- inne gady i płazy niezliczone
- łabędzie
- bociany
- czaple
- żurawie
- kaczki krzyżówki
- lelki
- słowiki , zięby, sikory, trznadle, drozdy, dzięcioły i inne latające

a dzisiaj i wczoraj był u nas ..... bucefał

proszę oto fotka , moje nie wyszły, robiłam teleobiektywem z daleka i wyszły wszystkie poruszone :oops:

Guest Mrzewinska
Posted

Jaki gągoł prześlicznosciowy!!!
Dopasowany idealnie kolorem do Twojego zwierzynca!!!

Zofia

Posted

no właśnie, widziałam je pierwszy raz w niedzielę, dzisiaj drugi

ponoć pod ścisłą ochroną, coraz ich mniej bo są nietypowe, bo gnieżdżą się w dziuplach, a coraz mniej dziupli w starych drzewach nad mokradłami....

tak naprawdę to poznałam go ostatecznie po świszczących skrzydłach w locie:p

Posted

Luśka zrobiła sobie niezłą wycieczkę.
W towarzystwie, pewnie sama tak by nie poszła
(chociaż nie wiadomo, ale ja myślę, że nie).
Dały Ci popalić!
Może Zofia coś podpowie, jak zapobiegać.
I nie zajmujcie się tu gągołami, tylko psami!
Chociaż ptak też niekiepski.

Guest Mrzewinska
Posted

Zofia nic nie podpowie. Jesli pies ma chec ucieczek w swiat, a nie ma absolutnej karnosci, to tylko obrzydzenie gonienia zwierzyny na odleglosc, czyli uzycie minimalnego bodzca obrozy elektronicznej moze pomoc.
Luska karnosci miec nie moze jeszcze bardzo dlugo, swiata bala sie mniej niz ludzi, za psami dązy - Swan nie da rady z kazdym psem z osobna trzech godzin dziennie trenowac, pozostaje odgrodzenie sie od lasu - sluszna decyzja.

Zofia

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...