Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Aga, wróciłam....i jakby co, no to wiesz...


A ten lek to może Lucetam?
Albo Memotropil?

Właściwie to to jedno i to samo, tylko nazwa handlowa się różni.
Vario to brał. W dawce 500 mg.

  • Replies 1.7k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Niee to kurcze nie to. Ja się przy żadnym leku nie upieram. Ale jakoże moje dziecko brało różne leki wspierające, a nei miały one skutków ubocznych.....no to sobie pomyślałam, że u Tygrysa może warto zadbać o te wszystkie połączenia, które się jeszcze trzymają.

Moze to głupie, ale nie zamierzam sie tak łatwo poddać.

Posted

Neigh napisał(a):
Niee to kurcze nie to. Ja się przy żadnym leku nie upieram. Ale jakoże moje dziecko brało różne leki wspierające, a nei miały one skutków ubocznych.....no to sobie pomyślałam, że u Tygrysa może warto zadbać o te wszystkie połączenia, które się jeszcze trzymają.

Moze to głupie, ale nie zamierzam sie tak łatwo poddać.


Wcale nie głupie, Ty nie z tych co się łatwo poddają

Posted

Agnieszko ten lek wspomagający prace mózgu (nerwów) to Lucetam. Podobno pomaga, ale tabletki trzeba podawać długo, i nie szkodzi na nic.
Moja Smuniulka brała ten lek, póki jeszcze była w stanie go połykać :-(.

Agnieszko bardzo trzymam kciuki za Tygrysia i przesyłam mizianka dla Chłopaka

Posted

Dokładnie tak jest. I o żadnym końcu nie ma mowy.

Dawno, dawno temu - o tym spokojnie mogłabym ksiązkę napisać - mojemu synowi usiłowano też przykleić latkę. Gdybym wtedy uwierzyła......była bardziej bo ja wiem.....miękka.......moje dziecko byłoby w szkole specjalnej.

W tym roku mój syn dostał się do najlepszego gimnazjum w powiecie.....ze średnią bagatela 5,5:-) . I stypendium prezydenta miasta.....
Przysięgam nie zrobiłam dziecku krzywdy, nie prześladowałam..........ja go po prostu dobrze znałam. Wiedziałam, że ma potencjał.....większy niż wielu rówieśników, tylko nie daje rady się przebić. I że musi istnieć JAKIŚ sposób. Istniał........


Podobnie jest z Tygrysem. Ja WIEM, że jestem miłością jego życia. Że zrobiłby dla mnie wszystko. I vice versa. I wiem, że będąc świadom nigdy by mi niczego złego nie zrobił.
I jasna cholera wierzę w to, że istnieje sposób, by mimo choroby, dotrzeć do niego.........jakoś sie przebić i udowodnić, ze ja to ja......

Dooobra nic wiecej nie napiszę, bo się rozkleję

Posted

I zupełnie anegdotycznie - nie idę spać....bo mamy kolejne ataki....

No wiec moje dziecko......kiedyś tam.......wysłano do psychologa. Miał powazne problemy z mówieniem tz....rozumiałam go ja, jego ojciec, babcia i siostra. Nie mogąc artykułować wszystkich głosek stworzył sobie własny jezyk z tego co powiedzieć dawał radę. Był szalenie konsekwentny - odmieniał przez przypadki, tworzył liczbę mnogą.

Obserwujac go.....wiedziałam, ze takie zachowanie świadczy o niebywałej wrecz inteligencji......dusza filologa, ucho filologa, którym bądź co bądz jestem...było momentami zszkowane.

I z tego geniusza usiłowano zrobić upośledzone dziecko.........tylko dlatego, ze uszkodziły mu się jakieś tam durne połączenia w mózgu i nie umiał wszystkiego wymówić.
No

I razu pewnego poszliśmy do psycholga.........Pani psycholog pokazała mojemu synowi tabliczkę ze zwierzątkami. Miał wtedy z 5 lat. Rozwalał mnie w memo.......to musiało być dla niego niezłe upokorzenie....Dwa lata później byl najlepszy w powiecie w szachy.......tiaa


No i pani rzekła : pokaż kurke........pokaż kotka i takie tam. Moj pierworodny luz.......z nieodganioną miną i uśmieszkiem politowania stukał w odpowiednie zwierzątka.

Pani psycholg mówi : pokaż konika........
Moje dziecko: tu ee. ( co znaczyło: tu nie ma )
Pani psycholog: nie wiesz jak wyglada konik? pokaż konika
Moje dziecko nieco wkurzone: TU EE
Pani : poszukaj dobrze
Moj syn bez cienia wątpliwości : TUUUUUUUUU EEEEEEEEE!!!!!!!!!!
Pani; ależ jest! poszukaj

Na co mój syn : mama ! tu eee!!! - jakos tam szukajac wsparcia
Pani - stuka w obrazek

Moje dziecko: to ne ihaaahaa ( naśladując głos konia), to iaiaia ( nasladujac osła ) z politowaniem w oczach.

A ja na to: on pani mówi, ze to nie jest konik, tylko OSIOŁ! I ma rację

i po cichu........chodz synku idziemy, to strata czasu......

I tak jest z Tygrysem. On nie chce mi zrobic krzywdy......on po prostu czasem mnie nie poznaje. I nie będę tego dłużej tłumaczyć wetom, bo i tak nie zrozumieją

Posted

Neigh napisał(a):


mojemu synowi usiłowano też przykleić latkę. Gdybym wtedy uwierzyła......była bardziej bo ja wiem.....miękka.......moje dziecko byłoby w szkole specjalnej.


o to mamy wspólne doświadczenia
mojemu synowi chciano odroczyć obowiązek szkolny, bo sobie nie poradzi, a on skończył tę durną podstawówkę ze średnią 6,0 w atmosferze totalnego zgorszenia i zawiści, a teraz jest w Staszcu, w matexie i czuje się tam jak ryba w wodzie. Mam tę satysfakcję, że te "mądre panie" - nie miałyby tam czego szukać - ale gdybym się poddała........

Posted

Neigh napisał(a):


Mamy też guzka na szyi. Fachowo to się nazywa "zawieszony w skórze" - podobnego moja śp. mastiffka miała wycinanego. Pokażę to jutro wetowi, bo rano jedziemy na krwi puszczanie:-).

Guzka i tak nie wytniemy - o jakichkolwiek zabiegach do można zapomnieć na dłuuuuższy czas.



To post z początków Tygrysia u Ciebie. Mam pytanie co do tego guzka. Wycięłaś go?

ps. pytam, bo mój "krzyczek" też miał na szyi (m.in.). Nie wycinaliśmy, nie wycinalismy, guzek sobie rósł i rósł. W końcu dwa miesiące temu wet wyciął...a tam...robak:-o. Taki jakiś dziwny pająkowaty nicień sobie żył i rósł. Został jako dziwny okaz wysłany do Olsztyna. Pan prof. i innne "tęgie" umysły jednak nie zdołały określić, kto zacz. Ale ocenili, że to "obcy" i spytali, czy Filipek był w Afryce... I tak jestem ciekawa, czy jeszcze jakiś inny krzyczkowy ma może obcego z Afryki.

Posted

Charly napisał(a):
To post z początków Tygrysia u Ciebie. Mam pytanie co do tego guzka. Wycięłaś go?

ps. pytam, bo mój "krzyczek" też miał na szyi (m.in.). Nie wycinaliśmy, nie wycinalismy, guzek sobie rósł i rósł. W końcu dwa miesiące temu wet wyciął...a tam...robak:-o. Taki jakiś dziwny pająkowaty nicień sobie żył i rósł. Został jako dziwny okaz wysłany do Olsztyna. Pan prof. i innne "tęgie" umysły jednak nie zdołały określić, kto zacz. Ale ocenili, że to "obcy" i spytali, czy Filipek był w Afryce... I tak jestem ciekawa, czy jeszcze jakiś inny krzyczkowy ma może obcego z Afryki.


Rany bolek..........ale historia.
Guzka nie wycieliśmy, bo........zniknął. Wchłonął się czy jak.
Kurrde się zaniepokoiłam nieco.

Posted

może robak zamienił się w motyla i wyleciał:lol:. A powaznie- jak się wchlonął to się wchłonął i nie ma co się martwić.. Mój TZ też miał kiedys guzka na czole ( po urazie czy cos) i też się wchłonął:).

Posted

Neigh pozwoliłam sobie i u nas na forum umieścic nowe zdjęcia Tygrysia i napisałam co sie dzieje w skrócie. Zajrzyj w wolnej chwili na molosy. Skopiuje Ci treść jednego postu osoby, której pies miał guza mózgu:

Neigh
Napisz troszkę...Jeżeli to sprawy rakowe,to mamy dwóch rewelacyjnych wetów a jeden z nich to szef znanej Ci przychodni na Białobrzeskiej,godzinami obserwowałam jak ratuje życie i sam dla poszczególnych przypadków przygotowuje chemię.Psy znoszą ją o wiele lepiej niż ludzie.
Jeżeli neurologia,też można poszukać,ale najlepiej w Brnie,i wcale nie kosmicznie drogo.Jest wet. z tamtejszej kliniki który współpracuje z Wrocławiem.
Pozdrawiam i podziwiam.

Posted

Aga , ty wiesz najlepiej jaki jest Tygryś i jeśli jest nadzieja , trzeba walczyć.

A co do znakomitych psychologów , Kris w dzieciństwie był podejrzewany o autyzm a to "tylko " dyslekcja ze wszystkimi pochodnymi.Podobnie jak u mnie.

Posted

Agnieszko ja nie mam zamiaru Cie do niczego namawiać... Sama kilka dni temu musiałam podjąć decyzje o uśpieniu mojej Smuni....., była dla mnie wszystkim... Niestety nerki odmówiły posłuszeństwa i nie było juz szans.... Chce tylko napisac, że Tygrys jest wielkim szczęściarzem.... że oboje macie szczescie że macie siebie. Że gdyby nie Ty.... nie chce myslec co by z nim było. Wszystko co dobre go w zyciu spotkało i spotyka to dzieki Tobie....
Trzymam kciuki by było przed Wami jeszcze wiele wspólnych chwil...

Posted

Nicol napisał(a):
Tygrys jest wielkim szczęściarzem.... że oboje macie szczescie że macie siebie. Że gdyby nie Ty.... nie chce myslec co by z nim było. Wszystko co dobre go w zyciu spotkało i spotyka to dzieki Tobie....
Trzymam kciuki by było przed Wami jeszcze wiele wspólnych chwil...


Dokładnie tak.
Neigh, wiem, że jesteś bardzo zajęta. Ale może gdybyś była przypadkiem w okolicy - może widok uśmiechniętej od ucha do ucha Delmy poprawiłby Ci humor - no wiesz taka wizyta poadopcyjna:cool3:

Posted

Miki napisał(a):
Dokładnie tak.
Neigh, wiem, że jesteś bardzo zajęta. Ale może gdybyś była przypadkiem w okolicy - może widok uśmiechniętej od ucha do ucha Delmy poprawiłby Ci humor - no wiesz taka wizyta poadopcyjna:cool3:



O proszę:-) Poczułam się zaproszona. Noo Delma, ale i Ciapek przeca jest:-). Oba "moje". Jasne, ze chętnie wpadnę. Tylko ostatnio kiepski ze mnie kompan.......troszkę mi się wszystko w życiu rozłazi i mało dobry humor mam. Dzięki za zaproszenie:-)

Z rzeczy ważnych - Tygrys zdecydowanie lepiej. Znów się zachowuje jak odmóżdżony - włączyła mu się "machawica całkowita".

Posted

Cieszę sie, że Tygryś lepiej.

Aguś :loveu: jak chcesz pogadać, nawet na smutno, zapraszam, adres znasz ;). Czasem to pomaga. Głowa do góry. Po burzy będzie słonko ;)

Posted

Neigh napisał(a):
O proszę:-) Poczułam się zaproszona. Noo Delma, ale i Ciapek przeca jest:-). Oba "moje". Jasne, ze chętnie wpadnę. Tylko ostatnio kiepski ze mnie kompan.......troszkę mi się wszystko w życiu rozłazi i mało dobry humor mam. Dzięki za zaproszenie:-)

Z rzeczy ważnych - Tygrys zdecydowanie lepiej. Znów się zachowuje jak odmóżdżony - włączyła mu się "machawica całkowita".


To świetnie, że Tygryskowi lepiej:multi:
Jestem do 10 czerwca i zapraszam.
Poznałabyś moje kotki - w szczególności Dyziaster:roll:
Może mogłabyś o niej powiedzieć coś więcej niż weci:lol:

Posted

Jakoże to jest taki wątek do wszystkiego to powiem krótko i zwieźle: zaczynam tonąć w kotach.........dosłownie

Jakiś czas temu dostałam rozpaczliwego maila od znajomej mieszkającej na parterze...
Otóż: przychodziła pod balkon kotka ( nie jedna zresztą) - dokarmiane były. No i jedna z nich ( widać domowy wyrzutek ) właziła na balkon.....a jeśli drzwi były otwarte to niemal do domu - upominając zapominalską "głodna jestem, a ty co?".
No i razu pewnego wlazła za szafę stojącą tuż przy drzwiach balkonowych. No i ok..........tyle, ze się tam okociła.
Jedno małe jest czarne ( chłopak) reszta kolorowa - jest np. dziewczę, co ma pól liczka całkowiecie czarnego, a pól kolorowego. Wygląda nieco dziwnie........acz orginalnie.
Do tego koty dorosłe........
NIe znacie kogoś kto by się chciał dokocić???! Na kilogramy mogę oddawać.

Posted

Ty to masz szczęście z tymi kotami :evil_lol:

ja chętnie bym wzięła kotka ale...o "ale" napisałam na pw

a tymczasem długo obiecywane fotki z wizyty u Neigh :loveu:

niestety z góry uprzedzam, ze nie jestem zadowolona z fotek, bo aparat miał za mało swiatła zeby walić bez flesha i tylko nieliczne wyszły.. niestety Tygrynio z fleshem, bo sie ruszał w ostatniej chwili :evil_lol: on nie pozuje, bo musi się przyklejać do ludzkich nóg i opierać o nie całym ciężarem, domagając się o mizianie :lol::loveu:







kicia



Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...