Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Dr Sterna jasno stwierdził, że jest nieoperacyjna i ze może być tak, że pomimo leczenia i fizykoterapii przestanie chodzić. Liczyła się z tym zabierając Bonusię, ale w głębi serca miałam nieprzepartą nadzieję, że do tego nie dojdzie, że mała wstanie i bodaj kulejąc pódziemy na spacerek i popływać w stawie. Nigdy tak się nie stało. Bonia po przywiezieniu ani razu nie opuściła mieszkania, przykuta do swojego materacyka.

  • Replies 810
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

A mimo to ona zawsze była silniejsza i pogdniejsza ode mnie. To prawda, co powiedzial ewien mój znajomy ksiądz, zwierzęta z raju nigdy nie wyszły.

Posted

Te obrzęki i woda- to pewnie też osłabione już serce?
Pani Ewo!
Mam już swoje lata,więc mogę z doświadczenia napisać,że miłości życia-psie,czy ludzkie- tak strasznie krótko trwają,a przynajmniej kochającym tak się wydaje:placz: Zostawiają tak wielką pustkę- wydaje się,że nie do wypełnienia!
Bonia czeka na Panią- nic ją już nie boli,biega sprawna i wolna.
Pani zrobiła dla niej tak wiele- a takiej miłości nikt nigdy jej nie dał:loveu:

Posted

Tak, bardzo dziękuję za te słowa. W naszej doczesności rzeczywiscie wszystko ma swój początek i kres, dlatego miłość sprawia ból. A jednak warto kochać całym sercem, warto podjąć to ryzyko i warto zmierzyć się i z tym bólem, ktorego nikt nie chce, ale ktory i tak przychodzi. Bez tego bylibyśmy niczym pierwotniaki, zdeterminowani tylko poprzez wchłanianie, trawienie i wydalanie. Co warte takie życie ?

Posted

Serduszko rzeczywiscie miała już słabe podobnie jak cały układ krążenia, czego rezultatem były właśnie te obrzęki lapinek i zbierająca się woda w brzuszku. Dr mi przy tym powiedział, że woda w brzuszku to już nie dolegliwość, ale ostra niewydolność.

Posted

Erazm kochana, dziękuję że tu jesteś i bardzo dziękuję za serce, jakie okazałaś Bonusi - jako jedyna zgłosiłaś się do pomocy na SGGW, kiedy Bonia była badana. To bardzo ważne mieć koło siebie życzliwych, ciepłych ludzi, choć jest ciężko, bardzo ciężko. Niektore matki nie kochają tak swoich dzieci jak ja kochałam to stworzenie. Taka jest smutna prawda niestety. I tak się czuję, jak bym straciła dziecko. Wstawałam do niej każdej nocy i nad ranem jak do dziecka, jak dziecku zmieniałam pielusie i myłam i osuszałam dupinę. Najgorszy był powrót do domu po pochowaniu jej. Po prostu nie byłam w stanie przekroczyć własnego progu, bo zaraz od progu zawsze ją widziałam po powrocie, jak cieszyła się, poszczekiwała i zaczepiała mnie przednimi łapkami.

Posted

Po jej śmierci mój własny dom stal się miejscem nie do zniesienia. Trochę ale tylko trochę złagodziła to obecność Taniusi, kolejnej bidulki, którą mam obecnie pod opieką. Na szczęście mój Tata od razu miłosiernie wyniósł materacyk i wszystkie kocyki Bonusi. Bonusia miała już w tym pęcherzyku wszystkie bakterie świata, dlatego jej kocyki nie nadawały sie do przekazania dalej.

Posted

Wiem, że powinnam się uspokoić, wziąść w garść i żyć dalej po to, aby nie zakółcać jej spokoju po tamtej stronie, ale zupełnie nie jestem w stanie dojść ze sobą do ładu, może po prostu to jeszcze za krótko.

Posted

ewa36 napisał(a):
Wiem, że powinnam się uspokoić, wziąść w garść i żyć dalej po to, aby nie zakółcać jej spokoju po tamtej stronie, ale zupełnie nie jestem w stanie dojść ze sobą do ładu, może po prostu to jeszcze za krótko.



Ewa jeżeli potrzebne ci pisanie o Bonusi to to rób, ile razy odczuwasz potrzebę. Nie duś tego bólu, jak Erazm napisała my to rozumiemy. Wołaj, krzycz, pisz. Wiemy ze boli, wiemy ze ściska serducho.

Posted

Dziękuję Wam kochane. Tak, pisanie o niej jest mi potrzebne. Jest mi potrzebne wypowiedzenie pewnych rzeczy, pewnych uczuć, a zwłaszcza watpliwości, bo dzięki temu zyskują inną twarz - powoli się oswajają a ja mogę zobaczyć, ze ni8e tylko ja jestem w takiej sytuacji i że to tak naprawdę jest powtarzalne - to chyba za każdym razem, kiedy odchodzi kochana istota, wygląda podobjie i nie ma znaczenie, czy to człowiek, czy zwierzę. Miłość nie dzieli się na gatunki.

Posted

Jest mi to potrzebne tym bardziej, że moi Rodzice, którzy Bonię również kochali, uczestniczyli w opiece nad nią i też ją opłakali (Dziadek nadal wiem to) delikatnie odmawiają rozmów o niej myśląc, że robią mi przysługę, bo nie pozwalają mi rozdrapywać ran. W konsekwencji jestem osamotniona w rodzinie odnośnie Bonusi. A moi Dzidkowie naprawdę ją kochali, opiekowali się i dokładali finansowo - jej leczenie kosztowało sporo. Bycie samemu z takim bólem to chyba najgorsze, co może się przytrafić.

Posted

Najbardziej dręczy mnie to, że ona się bała, cała zaczęła się trząść kiedy przyszedl nasz Dr, którego znała przecież od miesięcy i który co najmniej raz na tydzień podawal jej dożylnie leki. Ale to było tylko przez chwilę, dopóki narkotyk nie zadziałał. Odeszła bardzo spokojnie i bardzo szybko bo miała już słabe serduszko - nawet nie westchnęła. Trzymałam jej główeczke na kolanach i tak zasnęła malutka. Wyglądała jakby naprawdę spała. Może nie chciała jeszcze odchodzić pomimo, że ten zapalny pęcherz to straszny ból. Tego nie moge sobie podarować, że może jednak ona jeszcze nie chciała odchodzić. Ale cierpiała już bardzo z powodu zmian wewnętrznych.

Posted

Ja odbieram to co Pani teraz napisała,w taki sposób,że ona wiedziała jak bardzo jest kochana i kochała równie mocno- dlatego znosiła to cierpienie i ból z miłości do Pani- i zapewne teraz chciałaby podziękować za uwolnienie od cierpienia.
Teraz niestety nie ma możliwości przekazać Pani w sposób "ziemski",że dziękuje i czeka!
Wiem,że i moja Zuza też czeka i ja również czekam,na szczęście minęło już trochę czasu i się pozbierałam- poza tym muszę się opiekować Krystianem-to mój pierwszy pies,zawsze miałam suki.
Pies to naprawdę coś innego! Ten ma krótszą,tylną łapę,niechętnie jej używa,więc biegamy sobie razem i robimy ćwiczenia-to zajmuje trochę czasu i zbawiennie działa na psychikę. Wtedy nie myślę o Zuzi,tylko skupiam się na nim.

Posted

Epe, dziękuję kochana. Oby Twój nowy podopieczny wypełnił pustkę i sprawił, że znowu poczujesz, że za kogos odpowiadasz, że masz pod opieką słabszego od siebie. Wierzę, że ona czeka. Chciałabym żeby tak było. Na drugi dzień po śmierci przybiegła do mnie zdrowiutka, na swoich nózkach, wesolutka, uśmiechała się jak nigdy choć ona zawsze się uśmiechała, przytuliła się na chwilę i pobiegła dalej ... Od tamtej pory nie widziałam jej więcej, choć miałam wrażenie, że w nocy słyszę, jak się przesuwa na przednich łapeczkach. Wtedy charakterystycznie nimi postukiwała w podłogę. Choć może tylko mi się wydawało bo bardzo chciałam jeszcze ją zobaczyć, usłyszeć. Może to wszystko było tylko złuda, ogromnym pragnieniem serca, na ktore odpowiedziała podświadomosć. Długo jeszcze po jej śmierci czułam jej zapach, jej futereczki mieciutki jak u kroliczka angorki. Może jeszcze przyjdzie :-(

Posted

Pani Ewo!
Ten sen- niech Pani uwierzy,to nie był sen,to prawda- ja wierzę,że głównie w snach nasi zmarli moga nam w tzw."ziemski" sposób przekazać wiadomości.
Bonia właśnie Pani powiedziała,pokazała,że już jest wolna od ziemskich cierpień i szczęśliwa- ona specjalnie to chciała Pani powiedzieć,aby Pani uwierzyła i mogła żyć dalej spokojniejsza,choć tęskniąca!
Kochana sunia,martwiła się o Panią- chciała pocieszyć!
Dzięki jej przekazowi może Pani teraz wracać do tego snu,patrząc jak biega i jest szczęśliwa.

Posted

Tak, wiele osób mówiło mi, że żmarli przychodzą we śnie. Choć ja nie nazwałabym tego snem do końca, tylko brakuje mi określenia. to bardzo szczegolne doświadczenie, co najmniej podszyte rzeczywistością. Ja zresztą wiele nocy po jej odejściu nie mogłam zasnąć a szczególnie tamtej pierwszej nocy - pierwszej bez niej. Ona na pewno się o mnie martwiła i po śmierci opiekowała się mną, tak jak ja niż za jej życia. Czułam to. Tak jak teraz czuję, że Bonusia przekroczyła Teczowy Most i nieprędko to wróci. Może dobrze. Nie mam prawa zakłócać jej zasłużpnego wyzwolenia swoim płczem. Nie jest łatwo stamtąd wrócić, takze we śnie. Ewe kochana, Krystian cię podźwignie, zobaczysz. Może i ja powinnam zaopiekować się kolejną kaleczką ? Jeśli byłam dobrą opiekunką, to Bonia chciałaby tego. One są prawdziwie kochające i bezinteresowne, są po prostu autentyczne.

Posted

Epe, a moze powinnam zając się czymś innym zamiast tak rozdzierać szaty ? Zawsze po odejsciu kogoś bliskiego mamy watpliwości, że moze zrobiliśmy czegoś za mało, że za mało się staraliśmy, że coś przeoczyliśmy, coś zaniedbalismy. Tego się nie uniknie tylko że ta swiadomośc niewiele pomaga. Ty zajęłaś się Krystianem i to ci pomogło. Bonia już nie cierpi ale nadal jest wiele takich stworzeń, które moze wolałyby nie żyć ? Czy mogę być w czymkolwiek pomocna w akcji przeciwko doświadczeniom na zwierzętach z Twojego podpisu ?

Posted

Ja tylko jednym zdaniem, ale muszę się dopisać...
Taka miłość zdarza się tylko raz w życiu, takie coś, co ciężko opisać, ale bez tego umiera część serca, tak kochać można tylko raz.
Pani kochała tak Bonę, i Bona tak kochała, to "czuć", i z tej miłości dała jej Pani wolność, wolność serca i duszy od umęczonego ciała.

Posted

Ewo bol pozostanie na zawsze, jeszcze wiele razy bedziesz wracac myslami...Epe zaleczyla go Kristianem, ja Yoorkiem...Nasze poprzednie psiaki zawsze wracaja, ale ...ja znajduje ukojenie w pomaganiu innym zwierzakom, sa ludzie, ktorzy po bolesnym rozstaniu nie chca juz wiecej tego przechodzic...Kazdy musi znalezc swoja droge...

Posted

Erazm to trafnie napisała- pomaganie innym zwierzakom;)
Uważam,że jedne z nas są stworzone do takiego codziennego pomagania- robią to poprzez bycie wolontariuszkami,lub tworzą u siebie DT,inne mają zdolnosci do ogłoszeń /dobry tekst i oprawa plastyczna czynią cuda!/
A jeszcze inne próbują zmieniać prawo- aby w Polsce zwierzęta nie były traktowane bezkarnie jak rzecz,aby bezmyślnie ich nie rozmnażać,aby schroniska były schroniskami,a nie umieralnią w torturach:placz:
Ja przychylam się do tych ostatnich- bo zmiana prawa to podstawa!
Aktualnie jest bardzo dobra akcja- proponuję się przyłączyć,rozesłać też znajomym- a nuż coś ruszy wreszcie ?
http://www.dogomania.pl/forum/f402/teraz-albo-nigdy-zmieniamy-prawo-zasypmy-poslow-mailami-134409/

Posted

One nas bardzo kochają, tak bardzo że potrafią dac znak nawet spoza TM. Coś w tym jest. Wiedza tez że odchodzą, my jeszcze nie wiemy a one tak, znają swoją datę końca na Ziemii.

Mój Edi umarł 6 sierpnia 2002. A 5 sierpnia był ze mną u weta na kroplówce. Był psiakiem nieprzystępnym, nie kolegował się z żadnymi psami, jakby ich nie zauważał. Jednak 5 sieprnia 2002 zachował sie irracjonalnie jak na niego. Przyszła Pani z sunią (jak on jamnisia długowłosa) i w torbie przyniosła 5 szczeniaczków do odrobaczania.

Edi jak nigdy natychmiast podszedł wsadził nos do torby i patrzył na mnie i znowu wsadził nochala do torby i patzrył na mnie, polizał sunieczkę i ponownie wsadził nochala i patrzył na mnie. Ja nawet sie ucieszyłam, że tak reaguje uznając za objaw zdrowia. Zdziwiona co prawda byłam bardzo. Odszedł w czasie operacji w parę godzin po tym spotkaniu...

Ja wylądowałam po pochowaniu go w szpitalu, nie mogłam się uspokoić. Przed oczami stanął mi obrazek z przychodni i... nastąpiło olśnienie... Przecież on wiedział, ze za pare godzin umrze. Wiedział, że będe rozpaczać. Tym bardziej, że pół roku wcześniej zmarła moja mama. On mi dał znak... On chciał powiedzieć, żebym nie była sama. Wypisałam się ze szpitala natychmiast, aczkolwiek lekarze nie zalecali. Ale przecież szpital nie ukoi bólu. A ja byłam chora na ból tęsknoty, rozpaczy po smierci Przyjaciela.

Po wyjściu poszłam natychmiast do weta i poprosiłam o adres tej Pani. Błagałam wręcz (nie chcieli dać to dane osobowe). Prosiłam, że jak nie mogą to niech skontaktują się z Panią, że ja muszę...

To były psiaki z tzw rasowej suni bez papierów dopuszczonej "dla zdrowia"... Ten nasz ból wielu suczynek i ich dzieci lądujących potem w schronach. Sunia była dopuszczona do rodowodowego jamnisia też długowłosego. Jak sie okazało podstępem. Pani pod pretekstem kawy i rozmowy o jamnsiach długowlosych, przyszła do mieszkajacych w bloku obok właścicieli ojca mojego Rambusia. Dalej wiadomo.

No i... skontaktowano mnie z Panią suni - mamusi Rabiego.
8 sierpnia 2002 w dwa dni po śmierci Edunia w moich ramionach (i łózku) wylądował Rambo. Wiem, że Edi tego chciał.

Tu mała dygresja... moja mama zmarła na raka pęcherza. Wiem, że to jeden z nabolesniejszych nowotworów, widziałam ludzi po usunięciu pęcherza, widziałam mamę któej pęchcerza już nie usuwano, bo choroba była zdiagnozowana w fazie teerminalnej. Wiem co przeżyłam, patzrąc na mame której nie pomagała nawet morfina. Wiem Ewo, że Bonia musiała masakrycznie cierpieć z bólu... zbyt ją kochałaś aby pozwolić na ból. I ona to wie, tak wie w czasie teraźniejszym. Bo jest, patrzy, widzi, czuwa nad Tobą.

Jak wspomniałam pisz, pisz skoro to przynosi ukojenie, nie można w sobie dławić bólu. Mnie boli do dziś i nigdy nie przestanie, dlatego wracam do tego, pisze, mówię i płaszę... szlocham... a przeciez mam dla kogo żyć (teraz dwójka). Ale też wiem, że żyję dla Edunia, bo on tego bardzo chciał.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...